Wojna o port

Na podstawie dostępnych obecnie danych można wnioskować, że jedna ze stron konfliktu nad Dołężą pochodziła z kręgu kultur knowiskiej i unstruckiej. Od około 1300 r. p.n.e. obejmował on tereny dzisiejszych Czech środkowych i zachodnich, a także Turyngii oraz częściowo Bawarii i Saksonii. Druga strona reprezentowała kulturę łużycką, ciągnącą się od wschodnich Niemiec poprzez niemal całą Polskę, zahaczając na południu o Morawy i docierając aż do Wołynia. Knowiszanie byli najeźdźcami, Łużykowie zaś bronili się.

Najeźdźcy zostali dosłownie rozstrzelani z łuków. Większość została zabita strzałami w głowę i klatkę piersiową. Na początku bitwy dziesiątki atakujących wojów, trafionych strzałami, wpadły do wody podczas próby forsowania przeprawy. Inni padli postrzeleni na brzegu rzeki, najczęściej już podczas ucieczki. Zwycięzcy zabierali swoich zmarłych i dobijali wrogów, zabierając im cenniejsze wyposażenie.

Groty brązowe z tuleją, znalezione w kościach pokonanych, są typowymi dla kultury łużyckiej. Odkryto też pociski krzemienne, także sporadycznie używane w jej początkach. Niemieccy archeolodzy przyznali, że groty brązowe z tuleją były rzadkie na północy obecnych Niemiec. Dotąd tylko 28 takich zabytków znaleziono w całym regionie Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Natomiast nad Dołężą odkryto ich 49, przy czym na razie przebadano tylko fragment potencjalnego pola bitwy. W Skandynawii do tej pory nie znaleziono ani jednego takiego grotu. Łucznicy wyposażeni w te strzały byli bardzo groźną formacją, która na odległość potrafiła penetrować mózgi przeciwników, mimo ochrony twardymi kośćmi czaszki. Z obecnej wiedzy o przebiegu bitwy wyłania się obraz wyraźnej przewagi taktycznej łużyckich łuczników wobec knowiszańskich wojów. Jest to wizerunek zaskakujący, ponieważ pokonani byli zawodowymi wojownikami, o czym świadczą ich liczne zagojone rany na długo przed bitwą oraz odnalezione na pobojowisku egzemplarze wyposażenia bojowego i osobistego.

Cała bitwa miała trwać jeden dzień. Zapoczątkował ją atak najeźdźców od zachodu na kilkusetmetrowy most. Uderzenie zostało powstrzymane i atakujący postanowili sforsować rzekę w innym miejscu. Kolejny etap starcia, bardziej w dolnym biegu rzeki, zdominowali już łucznicy, o czym świadczą liczne groty strzał znalezione właśnie poniżej przeprawy. Próby przekroczenia rzeki w innych miejscach nie powiodły się z powodu zaciekłej obrony lub ciężkich warunków naturalnych (głęboki nurt albo bagienny brzeg). Niektórzy wojownicy zostali zabici w rzece, a inni do niej wrzuceni po śmierci. Ostatnia faza bitwy rozegrała się na stożku napływowym (stanowisko archeologiczne Weltzin 20). Twardszy grunt spowodował, że walka tam była prowadzona w zwarciu z użyciem drewnianych pałek i maczug oraz brązowych mieczy i sztyletów. Jednak łucznicy dalej ostrzeliwali walczących. Ich ofiarami padli głównie uciekający z pola walki, o czym świadczy wiele ran od strzał zadanych z tyłu. Możliwe, że w tym miejscu bitwa zakończyła się ostateczną klęską i rzezią najeźdźców. Walczących po obu stronach mogło być 10 tys., ale najczęściej szacuje się liczbę o połowę mniejszą i zakłada śmierć nawet 50 proc. wojowników – przede wszystkim po stronie atakujących.

Atakujący chcieli przejść na wschodni brzeg Dołęży, za którym w czasie starcia (około 1250 r. p.n.e.) zaczynały się obszary przypisane do wczesnej epoki kultury łużyckiej. Trakt prowadził najprawdopodobniej do ujścia Odry, być może grodu w Szczecinie, którego świadectwa archeologiczne pochodzą jednak dopiero z 8 w. p.n.e. Około 1 km na południe od stanowiska Weltzin 20, w miejscu przewężenia doliny,w 2008 r. znaleziono w nurcie rzeki pal dębowy, którego ścięcie wydatowano na 1301 r. p.n.e. Dalsze poszukiwania ujawniły więcej pali i pozostałości konstrukcji mostu z 14-12 w. p.n.e., tkwiące we wschodnim brzegu rzeki. Następnie zlokalizowano na tarasie zalewowym – też na wschód od rzeki – pozostałości struktury prostopadłej do koryta Dołęży. 150 metrów od brzegu tworzyły ją dwie linie kamieni flankujące nawierzchnię skonstruowaną z elementów drewnianych, pokrytą piaskiem i darnią. Około 80 metrów bliżej rzeki, rolę pierwszego wału (zamiast kamieni) pełniły paliki drewniane z masywnym pokryciem piaskowo-darniowym. Datowania dendrochronologiczne i radiowęglowe wskazują, że budowla ta powstała już w 19 w. p.n.e. Nie tylko więc zacięta obrona samej przeprawy w 13 w. p.n.e. świadczy o znaczeniu terenów, które rozciągały się na wschód od Dołęży, bowiem pierwsze fortyfikacje stwierdzono już o ponad pół tysiąca lat wcześniej. Być może to bardzo ważne dla starożytnych Pomorzan miejsce leżało bliżej rzeki niż Szczecin oddalony o około 80 kilometrów, co sugerują niemieccy archeolodzy. Jednak zarówno prawdopodobny morski szlak sprowadzania cyny kornwalijskiej, jak i lądowy wywożenia bałtyckiego bursztynu na południe, naturalnie powinny zbiegać się u ujścia żeglownej rzeki do morza, jaką jest Odra, łącząca Bałtyk z ośrodkami metalurgicznymi południowej Wielkopolski i Śląska już od końca III tys. p.n.e. Możliwe więc, że armia z rejonu miedzionośnych Rudaw miała za cel zdobycie tego portu, by przechwycić handel oboma strategicznymi surowcami.

Od około 1300 r. p.n.e. po obu stronach Rudaw rozwijają się bliźniacze kultury – knowiska na południu i unstrucka na północy. Generalnie wyrastające z kręgu pól popielnicowych tak, jak i łużycka. Jednak z wyraźnie najczęstszym – w tym rejonie Europy i czasie – kanibalizmem. Znaleziska świadczą o powszechności tego obyczaju, wykraczającym daleko poza sporadyczne przypadki rytuału pogrzebowego. Ponadto w obu ugrupowaniach nie mamy pełnej dominacji ciałopalenia, jak u Łużyków. Niemniej w grupie czeskiej dostrzeżono wpływy ceramiki łużyckiej.

Około połowy II tysiąclecia p.n.e. w Europie Środkowej następuje unifikacja kulturowa na obszarze od Pirenejów do Bałkanów oraz od mórz Północnego i Bałtyckiego po Śródziemne. Obecnie sądzi się, że ta unifikacja była skutkiem rozprzestrzeniania się nowej religii zorganizowanej wokół kultu solarnego, pioruna i ognia. Na tym jednolitym ideowo obszarze wykształcają się jednak organizacje państwowe oparte na klasie wojowników. Takim przykładem jest słowacka kultura čakanska. Od terytoriów łużyckich oddzielał ją pas niezamieszkałej ziemi o szerokości 10 – 20 kilometrów. Była to wyraźna granica między dwoma państwami – świadomymi swoich sił i nieskłonnymi do wzajemnych agresji. W XII stuleciu p.n.e. niziny naddunajskie wyludniają się, a na Morzu Śródziemnym pojawiają się Ludy Morza, które wcześniej przechodzą przez Grecję. W tym czasie następuje też upadek kultury mykeńskiej, jednak nie wszyscy badacze przypisują to inwazji Dorów. Współczesna nauka umieszcza kolebkę Dorów w dolinie Dunaju. Według Tukidydesa ostateczny najazd Heraklidów i Dorów na Grecję nastąpił w 1150 r. p.n.e.

Widać więc wyraźnie, że w środkowym dorzeczu Dunaju w 13/12 w. p.n.e. dochodzi do wyodrębnienia się agresywnych tworów państwowych, które są zdolne do organizowania dalekosiężnych wypraw wojennych. Jedno z takich państw mogła stworzyć społeczność unstrucko-knowiska, której władcy/władca postanowili opanować ujście Odry.

Najnowsze ustalenia genetyków wskazały na dominację wśród poległych, ludzi pochodzących z terenów dzisiejszych Czech oraz Niemiec na północ od Bawarii, czyli z obszarów, na których w 13 w. p.n.e. funkcjonował krąg knowiski. Współwystępowanie wśród poległych haplogrup męskich I2a i R1b nie powinno dziwić, bowiem notujemy je na tym obszarze w III tys. p.n.e., a połączenie R1b z I2 wokół środkowego Dunaju potwierdzono już w kulturze Lepenskiego Viru (stanowisko Vlasac) w końcu VIII tys. p.n.e. Nie mamy więc w przypadku przytłaczającej większości poległych nad Dołężą dwóch osobnych etnosów, powiązanych z jedną, konkretną haplogrupą męską, ale jeden z dominującymi dwiema. Biorąc pod uwagę twierdzenia peleolingwistów (Alinei, Kortlandt itd.) w Europie Środkowej drugiej połowy II tys. p.n.e. mamy rozwiniętą już Słowiańszczyznę, z wyodrębniającymi się elementami protoceltyckimi na obszarze podalpejskim. Pochodzenie dołężańskich wojów ze Skandynawii zostało wykluczone przez badania izotopowe. Również analizy Y-DNA nie popierają tego kierunku (brak pochodnych haplogrupy I1), co łącznie stawia pod znakiem zapytania udział przedstawicieli kultury nordyjskiej epoki brązu (domniemanych Protogermanów) w bitwie, chociaż po niej w tym kręgu upowszechnia się ciałopalenie typowe dla Łużyków. Sugeruje to ekspansję ideologii zwycięzców spod Dołęży na najbliższe im otoczenie kulturowe. Czy proces ten odbył się drogą militarną, czy wpływów kulturowych – trudno na razie odpowiedzieć.

Najciekawsze jest powiązanie daty i miejsca bitwy z uchwytnym archeologicznie początkiem krzepnięcia kultury łużyckiej na Pomorzu Zachodnim. Opis starcia wskazuje na to, że już w tym początkowym okresie państwo Łużyków dysponowało mobilnymi i dobrze wyszkolonymi oddziałami łuczników, którzy działali w oparciu o system granicznych umocnień w sposób skoordynowany i posiadający dobre rozpoznanie sił przeciwnika. Dalszy rozwój i ciągłość kulturowa ziem od środkowej Łaby do górnego Dniestru oraz od Bałtyku do środkowego Dunaju (Morawy), który zapoczątkował wyodrębnienie lechickiej grupy językowej, pozwala widzieć w tym czasie i miejscu (- powstawania kultury łużyckiej) początki narodu polskiego.

Wśród poległych nad Dołężą znaleziono jedną próbkę R1a (WEZ56: R1a-Z283(xM458, V92). To haplogrupa „ojcowska” głównie dla mutacji bałtosłowiańskich. Mapa dystrybucji trwałych izotopów strontu nie wyklucza Pomorza Zachodniego (w bezpośrednim sąsiedztwie Pomorza Przedniego), jako miejsca pochodzenia tego woja. Wskazuje to na przedstawiciela kultury łużyckiej. Towarzysze broni nie odnaleźli go na pobojowisku. Stąd jego ciało nie zostało zabrane i skremowane.

O bitwie nad Dołężą pisałem wcześniej:

http://rudaweb.pl/index.php/2016/07/27/allo-kleska-nad-doleza/

http://rudaweb.pl/index.php/2017/11/02/kto-kogo-pod-doleza/

http://rudaweb.pl/index.php/2020/08/01/polegli-nad-doleza/

Na zdjęciu zabytki broni kultury łużyckiej, fot. Silar/wikimedia.org.

RudaWeb

Komentarze: 42

    • Ten papier (Guimaraes et al.) wskazuje, że przeważająca linia współczesnych koni gospodarskich w Europie nie mogła zostać udomowiona w Anatolii, ale na Stepach Pontyjskich i stamtąd ok. 2 tys. p.n.e. trafiła do Anatolii. Nie podważa pierwszych archeologicznych dowodów ułożenia konia pod wierzch z k. Botai. Osobiście, nigdy nie miałem pomysłów na udomowienie konia w Anatolii. Ten koncept rzeczywiście „mamy załatwiony”.
      Natomiast wciąż zwracam uwagę, że ważniejsze od tego jakiej rasy udomowione konie mamy teraz w Europie, jest stwierdzenie kto, kiedy i gdzie po raz pierwszy dosiadł konia. Rasa jest mniej ważna, chociaż koń Przewalskiego chyba nadal jest niezagrożony w swoim pierwszeństwie. Z kolei uwaga Davidskiego, że to badanie przemawia za stepową ojczyzną Indoeuropejczyków, bo skoro przodkowie większości dzisiejszych koni w Europie zostali udomowieni na stepach, to Indoeuropejczycy też tam się narodzili, jest chyba jakimś żartem logicznym 🙂

      • Nie jest żadnym żartem tylko tak myśli. Botai jest tylko dowodem archeologicznym, a jak już wiadomo archeologia jest opóźniona. Koń jest wschodnio środkowy bo step pontyjski jest ogólnikiem, co można wyczytać w komentarz madrzejszych, a brak archeologicznych dowodów to tylko zaniedbanie pajaców patrlojujacych te tereny, o czym można się dowiedzieć z odkryć z ostatnich 10 lat. Ze względu, że ziemie układem przypominające Rzeczpospolitą łącznie że Słowianami zachodnimi dawniej, były zawsze zaludnione od topniejacego lodowca, to nie ma parcia na szeroko zakrojone obdukcje terenu(to jest polityczny wymóg który w latach 20 i 30 poprzedniego wieku w Polsce nie był realizowany, bo nikt nie miał w sobie takiego śmieciowego poważania, natomiast po 45 jest to WYMÓG). Dobrze, że trochę dróg budują, to się kwiatki wysypują, bo inaczej było by nadal pastwisko dla niemieckiej trzody!!!

        • Co do zaniedbań archeo i przeinaczeń badań genetics – częściowo prawda. Sam podałem kilka przykładów, które po miesiącach przytoczył m.in. Quiles. Natomiast jeśli mamy dowody na udomowienie pod wierzch z Botai, a wcześniejszych nie, to trudno wyciągać jakieś inne wnioski. To tak, jakby uznać, że serowarstwo nie pochodzi z Kujaw, bo tylko zaniedbania archeologów nie pozwalają na odkrycie starszych śladów z Palestyny.

  1. Można wiec wnosić że to był pogrom dla sił przeciwnika. I chyba dlatego nie było wyjścia aby to inaczej przedstawić przez badaczy. Zadziwiające jest, ze żadne źródło pisane o tym nie mówi wprost dlaczego doszło do tego starcia, które mogło mieć doniosłe znaczenie na układ sil i dróg handlowych nie tylko w tamtym rejonie. Teraz historia odkrywa to na nowo po tylu latach: patrzcie i dziwcie się – jakby jakiś historyczny przełom poznawczy, niezaprzeczalny, na tyle jasny ze nie do odrzucenia na poparcie autochtonicznego punktu widzenia o pochodzeniu Słowian.

    • może nie było po prostu zainteresowania opisywaniem tego, dla nas to wyjątkowe wydarzenie, ale dla tamtych ludzi może to było tylko kolejne wygrane starcie, na zasadzie „ot dzień jak co dzień”

      inna sprawa, że niektórzy z góry zakładają, że rozwinięta cywilizacja musi wszystko spisywać, a tak wcale nie musi być

      a jeszcze inna, że może to zdarzenie jest opisane gdzieś, tylko obecnie ludzie ten zapis błędnie interpretują, np umiejscawiając tą bitwe w zupełnie innym miejscu, pojęcie geografii dzisiaj i kiedyś nie musi być tożsame, to że dzisiaj większość ludzi ma jakiś ogląd tego jak wygląda świat i co się gdzie znajduje to nie znaczy że kilka tysięcy lat temu tak też było

      • Indyjscy Ariowie względnie niedawno złamali zwyczajowy zakaz zapisu, a myślę że można bezpiecznie założyć, że z dawnej Polski emigrowała głównie ta mniej konserwatywna część populacji. Poza tym jest spore prawdopodobieństwo, że nasi przodkowie byli tak pewni swojej siły, że zakładali że ciąg przekazu ustnego nigdy nie zostanie przerwany. Poza tym, nawet jeżeli istniały jakieś zapisy, to zostały zniszczone. W Indiach chociażby są miejsca, w których siedzą i przepisują teksty na liściach palmowych, a u nas coś takiego nie miało szansy przetrwać. Tak poza tym, to równie dobrze ta bitwa mogła być elementem tzw. Wojny Trojańskiej, nawet jest teoria lokująca te wydarzenia w Północnej Europie, ze względu na opisy pogody i klimatu (tylko jakoś przypadkiem omija południowe wybrzeże Bałtyku…).

        • Nie do końca omija południowe rejony Bałtyku. Mam książkę Felice Vinci „The Baltic Origins of Homer’s Epic Tales: The Iliad, the Odyssey, and the Migration of Myth”. Jest tam wiele ciekawych interpretacji, łącznie z nazwami geograficznymi. Czytałem ją kilka lat temu i autor wskazuje kilka nazw miejscowości i regionów na terenie naszego pięknego kraju. Przede wszystkim lokuje Egipt (tak wiem jak to brzmi…) na północy kraju (np. Tczew – Theb’es, aczkolwiek bardziej skłaniałbym się do Truso, kto wie jak to się wszystko kiedyś nazywało) i domniemywa, że Etiopowie zamieszkiwali na południe od Pomorza. Przy czym Etiopowie to wg Greków „ludzie o spalonych obliczach” nie do końca muszą to być czarnoskórzy afrykanie. Być może dla mieszkańców północnych regionów Bałtyku i rejonu Morza Północnego – Etiopowie to ludzie „opaleni’ 😉 Być może strefy klimatyczne były wtedy zgoła odmienne niż dziś. Mnie od zawsze ciekawią tradycje winiarskie południowego zachodu jak i posągi Posejdonów i Neptunów w niektórych miastach – nie wspominając o dionizjach w Zielonej Górze ;). Szczególnie ciekawią mnie nazwy rzek i góry – NYSA . Nysa w końcu była górą, na której rodził się Dionizos, i dziwnym trafem są to rejony w Polsce, gdzie winorośl wciąż jest uprawiana. Nie odrzucajcie od razu tych przemyśleń jako fiksacja chorego umysłu 🙂 Hej!

          • Spalone oblicze, to POPIÓŁ czyli popielnicy POPIELE/LELOWIE.

        • Papier robiono z łosiego łajna. Taki papier szybko się rozkłada, a produkcja jest bardzo prosta.

        • ja bym się bardziej skłaniał do konkluzji, że Iliada i Odyseja to są utwory będące zlepkiem różnych historii z różnych obszarów połączonych w jedną, a nie że to jakaś konkretna całość tylko umieszczona w złym miejscu

      • A tutaj drodzy państwo mamy przykład [moder. RW] idealnie odwzorowuje wyuczone komendy, reaguje także na poklepywanie po plecach. Jego trenerzy brali w prl garścmi od swych trenerów z wiadomego kierunku, przypadek że takie coś pojawia się tutaj dziś? 17? Raczej nie. Instrukcja wydana.

        • Nie przejmuj się SzatanWąsa ma tak płytkie myślenie jak bagna Prypeci lustro wody! Ten umysłowy troglodyta nadal twierdzi że z Łowców My, nie mieli pisma….Rzecze…mieli, pisali,i mało mówili, bo słowo było GODNE…. nie robiono z niego ścierwa jak pustynna modła! Wspólny etnos w Indianami Ameryki Płn, jak najbardziej i to czas co najmniej 40000 lat – niedawno odnaleziono malunki na skałach w Górach Appalachach….. wskazują trzy świete miejsca….. i są tam namalowane swargi…nie wiadomo, jeszcze, czy malunki mają tyle lat ale slady bytowania jak w polskich jaskiniach w Tatrtach, w perci Ojcowskiej na pewno.
          Znali pismo, znali jego znaczenie i ścisle się jego trzymali przez tysiące lat. zmieniał sie klimat a kultura się rozwijała! Ten czas ściśle wskazuje korelację miedzy wybuchem super wulkanu a tym co sie działo na świecie, potem 12000 lat temu kolejna katastrofa…. masa artefaktów która wskazuje na różne przebiegi rozwoju cywilizacji: wysoce zaawansowana kultura Północy i dręczone przez choroby, drapieżniki, katastrofy południe..które przez ścieki medialne próbuje się tworzyć wizję jakiegoś super bytu. Nic z tego.

  2. → RudaWeb
    Jak zwykle wspaniały tekst, krótki ale wymagający ogromnej wiedzy, samodzielnych badań, czasu na te badania, myślenia (rzadki towar w dzisiejszych czasach) itd.
    Chyba niewielu ludzi z tego zdaje sobie sprawę, bo nie widzę polubień ani głośnego aplauzu.
    A i tak czekamy na Twoją KSIĄŻKĘ Maćku !!!
    Autor, Autor !!! … jak krzyczał tłum widzów po stripteasie 🙂
    Przepraszam za tak rubaszny i tak bardzo Mistyczny skądinąd żart pod tak ważnym tekstem.
    Dowcip ten pasuje tutaj, bo rzeczy wielkie wyglądają czasami na małe, a takich liderów badań syntetyczno-historycznych jak Maciej Bogdanowicz mamy niewielu, a dokładnie jednego.
    Bravo!
    (przedruk mojego komentarza z bialczynski.pl)

      • Niezdolność do przypisywania sobie zasług i osiągnięć to jak wyraźnie widać słowiańska cecha, rzekłbym nawet polska, myślę że to też trzeba zmienić. Gdyby Bronocice były w RFNie, to byśmy wszyscy w podręcznikach czytali o niemieckich wynalazcach pojazdów kołowych 😉 No ale który Polak jest gotowy powiedzieć, że Polacy wynaleźli koło, albo ser, mimo że żaden inny naród nie ma lepszych podstaw do takiego stwierdzenia.

      • nawiązując do społecznych zbiórek (poruszonych pod tym artykułem i na blogu Czesława Białczyńskiego):
        – niestety pisanie książek, nie będąc zatrudnionym na uczelni i nie będąc finansowanym przez duże wydawnictwo to udręka. Oznacza bowiem pisanie po pracy. Przykładowo przygotowujemy obecnie duża publikację nt. Słowiańszczyzny Zachodniej, ale ilość materiałów wskazuje, że pisząc ją po pracy, powstanie ona za kilka lat
        – założyliśmy własne wydawnictwo ale „Pandemia” spowodowała niemal całkowite ograniczenie dystrybucji (sprzedaż bezpośrednia na imprezach historycznych itp.)
        – zbiórki publiczne ładnie wyglądają ale najczęściej niewiele wnoszą, zbieraliśmy na Festiwal, co okryło około 2% kosztów, a Festiwal w sumie zakończył się finansową wtopą. Nie oznacza to aby negować zbieranie, tylko wskazuje jak niewielkie środki można zgromadzić. W przypadku wydania książki problem nie lezy w zebraniu środków na jej wydanie (rzędu kilkunastu tysięcy zł, w zależności rzecz jasna od nakładu) ale NA TO ABY MIEĆ CZAS ABY JĄ NAPISAĆ, CO MAJĄC NA UWADZE CZAS, (ZBIERANIE I OPRACOWYWANIE MATERIAŁÓW + FIZYCZNE PISANIE) ZAJMUJE MINIMUM OD PÓŁ ROKU W ZWYŻ. i w tym przypadku wystarczy pomnożyć ilość miesięcy razy miesięczne wydatki, aby uzyskać wynik, który z pewnością przewyższa koszt wydruku. i używając powiedzenia o konotacji religioznawczej i archeologicznej … tu jest pies pogrzebany
        Tym samym nie jest to sprawa prosta. Z drugiej strony jest tyle osób interesujących się Słowiańszczyzną, w tym osób majętnych, że może istotnie ktoś zainteresowałby się stworzeniem Funduszu dla wsparcia badań nad historią Słowian. I nie chodzi tu tylko o pisanie książek, ale np. badania terenowe, czy własne badania nad haplogrupami z zebranych materiaów, itp. O takiej inicjatywie pisałem już na kilu forach. Jak dotąd bezskutecznie.
        Pozdrawiam

      • Dziękuję za deklarację, ale na razie mój brak czasu wynika głównie z długookresowych zobowiązań, od których odstąpienie kosztowałoby o wiele więcej niż dopracowanie i wydanie książki.

        • → RudaWeb
          W sumie kol. KOL ma rację.
          Sienkiewiczowi ufundowano dworek w Oblęgorku, bo dzięki Niemu i Matejce dowiedzieliśmy się o Bitwie pod Grunwaldem.
          Że była tak Duża i Ważna.
          A dzięki Panu Bogdanowiczowi dowiadujemy się równie ważnych rzeczy o Dołęży i innych miejscach.
          I solidniej historycznie.
          Może rzeczywiście te zobowiązania da się obejść.
          Bo skórka za wyprawę??? !!!
          Co jest cenniejsze w skali Narodu?
          Przepraszam, że tak bezpośrednio i po Żydowsku, ale Panami to byliśmy dawno temu 😉 , to tylko kwestia sumy!

          • „Co jest cenniejsze w skali narodu?” – myślę, że nowoczesne formy elektroniczne to dobry kierunek. Nie mówię nie…

          • No cóż, o Grunwaldzie to się Polacy nie od Sienkiewicza i Matejki dowiedzieli.

          • A mat. Sattiwasa po raz setny swoje.
            Po co taki psuj w ogóle na tym Pięknym Świecie istnieje?
            Żeby psuć i nic nie dawać.
            OK, jest jakąś alternatywą.
            Ale czemu jest tak bezpłodny twórczo, mnie to boli, że taka istota (?) w ogóle może istnieć.
            Taka jest prawie cała polska nauka właśnie.
            Przeszkadzać, jątrzyć, psuć – cel nadrzędny.
            Przepraszam, że mi się na taką filozofię patologii anatomii i fizjologii psychologiczno-psychiatrycznej zebrało, ale życie mnie do tego wezwało w osobie m. S. 🙂
            (Zaraz się kumpel odezwie pewnie, bo im płacą od linii wypoconej z klawiatury)

    • Wspaniały materiał, długo czekałem na tak dokładną analizę wydarzeń pod Dołężą. Ogromna wiedza i znajomość tematu oraz wiedza związana z tym wykopaliskiem pozwoliły stworzyć ten artykuł. Dziękuję

    • Jeżeli tego wydarzenia nie zapisano z jakiś powodów to można było, tak jak to zrobił Kadłubek, skonstruować na tej kanwie jakąś legendę. Ale czynienie z tego Wojny Trojańskiej mnie nie przekonuje, choć pewne namiary językowe (Tomasz Kosiński) są ciekawe. To może się zmienić
      jak dojdą nowe dane i być może (Duży znak zapytania) jak zaspani polscy naukowcy zaczną się tym interesować.

    • Dokładnie tak napisałem: „… już w tym początkowym okresie państwo Łużyków dysponowało mobilnymi i dobrze wyszkolonymi oddziałami łuczników, którzy działali w oparciu o system granicznych umocnień w sposób skoordynowany i posiadający dobre rozpoznanie sił przeciwnika…” 🙂

    • Przecież Kultura Ceramiki Sznurowej jest już państwem i to z szerokimi wpływami. Razem z jamowcami odgrywali wielka rolę w małej Azji i Azji. Afrykę regulowali układami w Ameryce mieli wspólne kopalnie, aglomerat haplo R.

        • „Źródła określają władców tych dwóch na wpół legendarnych królestw mianem Sług Horusa lub Towarzyszy Horusa. (…) O panowaniu władców tych dwóch królestw mamy bardzo mało wiadomości. Skąpe wzmianki, jakie spotykamy (…) nie pozwalają na szersze omówienie tych czasów”[„

      • No dokładnie, państwo łużyckie, tak samo jak państwo Mieszka nie powstało z niczego, raczej było wynikiem ponownego zjednoczenia lechickich ziem. Dlatego też wzorem Egiptu powinniśmy wypracować jakiś system nazewnictwa nawiązującego do poszczególnych etapów formacji państwowej, typu Pra-Lechia->Starsza Lechia -> Młodsza Lechia->Polska, potrzebowalibyśmy wyróżnić co najmniej 3, jak nie 4 etapy: Lendzielski, KCS, Łużycki, Wandalski.

  3. Długo czekałem na artykuł który wyjaśni kto z kim nad Dołężą walczył oraz kontekst historyczny. Artykuł bardzo ciekawy… Tylko poprosił bym o źródła

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *