Język czynu – cięta mowa i palące słowa, według Stefana Urynowicza

Tytułem wstępu: ognisko palą na polanie, w nim liszka przez pomyłkę gore” – Agnieszka Osiecka.

Zapewne każdy chociaż raz zastanawiał się, czemu rzeczy „nazywają się tak a nie inaczej”, czemu „akurat tak się mówi”? Wielu próbowało tego dociekać i zapisano o tym tysiące kartek. Lingwiści (bo tak nazwano tych bardziej dociekliwych) na całym świecie próbowali zrozumieć i usystematyzować zasady mowy różnych grup ludzkich.

Wielu z nich robiło to z ciekawości, jednak najbardziej znane są teorie tych, którzy robili to z niskich pobudek – dla pieniędzy, władzy, polityki. To polityka właśnie, poprzez pieniądze sterująca działaniami ludzi, doprowadziła do powszechnie dzisiaj obowiązujących i nie podlegających dyskusji tez, nauczanych w szkołach każdego sortymentu.

Powstało wiele obszernych prac naukowych, traktujących o zasadach słowotwórczych i relacjach pomiędzy językami. Powstały słowniki etymologiczne, bezkrytycznie wykorzystywane w procesach nauczania, procesach hamujących naturalne rozumienie mowy ojczystej i matczynej. Procesach powodujących blokowanie skojarzeń pomiędzy słowami i zwrotami w tej mowie u większości uczniów w każdym wieku.

Istnieją jednak jednostki bardziej ciekawe świata, patrzące w przeciwnych kierunkach niż ogół, zadające pytania i szukające na nie odpowiedzi. Rozwój technik komunikacji sprzyja właśnie im, umożliwiając wymianę myśli. Wymianę, która pozwala na powstanie wartości dodanej w wiedzy, efektu synergii. Dzięki temu obecnie panujące zasady językowe podlegają krytycznej ocenie i poznawana jest prawda o fenomenie, jakim jest mowa.

Stan obecny

Tak się składa, że mowa jest nierozerwalnie związana z historią. Historia jest narzędziem polityki i piszą ją zwycięzcy.

Obecną historię Polski (i nie tylko) pisano pod dyktando sił politycznych, celem wykazania praw do ziemi, do ludzi, do pieniędzy, do władzy. Dużą część tej historii pisali sąsiedzi zza wschodniej i zachodniej granicy. Szczególnie w czasach galopującego „nacjonalizmu niemieckiego” XVIII i XIX wieku. W toku tej narracji wskazywano na wiodącą rolę wszystkiego, co germańskie i pozwalały na to wyniki ówczesnych odkryć archeologicznych. Osiągnięcia materialne ludów germańskich, aryjskich dawały obraz przodków, z których „można być dumnym”. W nowo powstałym państwie, państwie Niemieckim, potrzebowano idei kształtujących i wzmacniających tożsamość narodową. Etnos germański do tego celu nadawał się idealnie, wystarczyło go „tylko” połączyć z Niemcami. Łącznikiem tym był język.

Badając podania ludowe Jacob Grimm, wraz z bratem spisał baśnie, które doczekały się wielu ekranizacji. Dociekał też podobieństw i różnic w dialektach ludowych z terenu Niemiec. Zauważył wyjątkowe zjawisko, polegające na przechodzeniu indoeuropejskich „zwartych bezdźwięcznych” w germańskie „zwarte dźwięczne” przed akcentem, a po akcencie – w „przydechowe” (w Wikipedii rozróżniają, że indoeuropejskie jest inne niż germańskie). Na tej podstawie w 1822 roku sformułował prawo, które funkcjonuje również pod określeniem „rough breathing” (z angielskiego: szorstkie oddychanie). Pomimo krytyk tej zasady jest ona nagminnie wykorzystywana w celu wykazania „starszości” języka „praniemieckiego”.

Pomimo rozpoznania wskazanego zjawiska, teoria jego powstania jest wykorzystywana jednostronnie, z obsesyjnym wręcz pomijaniem w przykładach słownictwa polskiego. W przypadku wskazywania w przykładach słów polskich są dobierane słowa inaczej brzmiące ale o podobnym znaczeniu, co w języku niemieckim. Przyczyny takiego podejścia do badań mogą być różne. Pomijając złą wolę i chęć zysku można wskazać na bardzo słabą wiedzę slawistyczną wśród językoznawców zachodnioeuropejskiej strefy językowej.

Metodologia

W wyniku słabej znajomości języków słowiańskich i parcia ekonomicznego uczelni zachodnioeuropejskich o zabarwieniu politycznym, tamtejsze badania językowe przypominają dowcip o sowieckich naukowcach i musze, gdzie „…po wyrwaniu ostatniej nóżki mucha ogłuchła”.

Otóż błąd polega na założeniu dualnego podziału na języki kentumowe i satemowe. Podział ten nie ma racji bytu, lecz w ustalaniu „przejścia z języków indoeuropejskich” był (i chyba nadal jest) w domyśle aksjomatyczny, zakładający nie występowanie form satem i kentum jednocześnie w jednym języku. To pozwalało na potraktowanie germańskich „zwartych dźwięcznych” jako wtórnych do indoeuropejskich „zwartych bezdźwięcznych”. Z jednej strony języki indoeuropejskie zostały słusznie wykazane jako przedgermańskie (w obecnym rozumieniu jako praniemieckie), z drugiej jednak rzeczywiste zjawisko językowe zinterpretowano jako „germańską” zmianę językową.

Tymczasem zjawisko opisane przez Grimma wskazuje na wyjątkowe zachowanie dźwięczności w niektórych słowach germańskich, pochodzących ze słów indoeuropejskich. Znaczy to dokładnie tyle, że zasadniczo w germańskich nie zachowały się „zwarte dźwięcznepo słowach indoeuropejskich. Natomiast znanym z autopsji jest, że indoeuropejskie „zwarte bezdźwięczne” występują obok indoeuropejskich „zwartych dźwięcznych” jako ich odmiana lub słowa pochodne, np.; róg rożny, dług dłużny, (dla lepszego uzmysłowienia bzdurnych założeń zachowałem nazewnictwo zastane na polskiej Wikipedii).

Ekonomia dźwięku

Dla zrozumienia zjawiska występowania zamiennie dźwięcznych i bezdźwięcznych konieczne jest sięgnięcie do zasad ekonomicznych i akustycznych. Zasada zachowania energii wyraźnie wskazuje, że w celu uzyskania dźwięków wysokoenergetycznych konieczne jest wydatkowanie na ich powstanie większej energii. W ciele żywym zależy to od napięcia mięśni, które wymagają odżywiania.

Energia, jaką niesie dźwięk zależna jest od amplitudy i częstotliwości fali rozchodzącej się w środowisku, którym przy mowie jest w zasadzie tylko powietrze. Im większa amplituda, tym większa energia fali, i im większa częstotliwość fali, tym jej energia jest większa. Dużą częstotliwość fali dźwiękowej słyszymy jako tony wyższe. Duża amplituda zaś odbierana jest jako dźwięk głośniejszy. Krótko mówiąc: krzyk i pisk męczą.

Naturalnym zjawiskiem więc wydaje się zastępowanie w mowie dźwięków niosących wysoką energię dźwiękami tańszymi, czyli wymagającymi mniejszego wysiłku przy wymowie. Nie logiczne jest działanie odwrotne, jeśli nie przynosi wymiernych efektów, takich jak zachowanie życia, zdrowia lub uzyskanie pożywienia, stanowiącego zasób energetyczny dla organizmu.

Z potrzeby chwili

Potrzeba uzyskania pożywienia i ochrona życia wydają się więc siłą sprawczą powstania samej mowy, rozumianej jako przekazywanie istotnych informacji w krótkim czasie, w warunkach wymuszających zachowania według prostej zasady „uciekaj albo walcz”.

Z natury rzeczy zagrożenie powolne nie wymaga szybkich reakcji a zagrożenie dynamiczne wymaga również dynamicznego reagowania. W sytuacjach nie cierpiących zwłoki przekazywana informacja musi mieć możliwość dotarcia do adresata, bo do powtórnego jej nadania może już nie dojść. Dlatego energia dźwięku musi być duża, większa od energii dźwięków emitowanych przez środowisko. Najlepszy jest więc do tego głośny pisk, co jest łatwe do zaobserwowania w świecie zwierząt. Nie ma podstaw to twierdzenia, że w świecie ludzi miałoby być inaczej. Na uwagę zasługuje również przystosowanie organizmów do odbioru dźwięków. Miejsca emisji dźwięków wysokich są dla ludzi i zwierząt łatwiejsze do zlokalizowania niż miejsca emisji dźwięków o małej częstotliwości.

Mowa zatem była odpowiedzią na zapotrzebowanie porozumiewania się w szybko zmieniających się warunkach otoczenia, np. podczas polowania przez człowieka, lub na człowieka. Twierdzę zatem, że to dźwięki wysokoenergetyczne stanowiły zaczątek mowy, pozwalając na skuteczną wymianę informacji pomiędzy nie widzącymi się ludźmi, lub w hałasie wydawanym choćby przez uciekające zwierzęta.

Kto gwizda, ten … ma gwizdek

Budowa anatomiczna człowieka pozwala na wydawanie wysokich tonów poprzez wydmuchiwanie powietrza przez usta i zęby. Ludzie mogą fiukać, gwizdać, świstać. Poprzez kierowanie wypuszczanego powietrza na przednie, górne zęby uzyskujemy świst, który jest dźwiękiem rozróżnianym przez nas i zapisywanym w alfabecie polskim jako sz. Od siły i kierunku nadmuchu zależy, czy wydawany dźwięk jest interpretowany jako ż, ś lub s czy z. Rozluźnienie napięcia mięśni języka, jego zwiotczenie powoduje, że wydany dźwięk staje się cichy i przez nas interpretowany jako h. Przytknięcie języka do zębów, w trakcie procesu takiego jak przy emisji sz, powoduje rozróżnialną zmianę wydawanego dźwięku na taki, który zapisujemy jako cz. Sposób tego przytknięcia pozwala emitować zmienione nieznacznie dźwięki, możliwe do zapisania jako ć i c a nawet t. Przy tym należy zauważyć, że pośród wyżej wskazanych wydanie dźwięku sz wymaga najwięcej energii, a t i h najmniej. Jeśli podczas wymawiania t napięte zostanę struny głosowe, to wydany dźwięk interpretowany jest jako d. Podobnie przy wydawaniu dźwięku s po wyciszeniu uzyskujemy h, a rozluźnienie napięcia mięśni języka podczas wydawania dźwięku c powoduje to, że wydany dźwięk staje się cichy i przez nas interpretowany jako cichsze h, obecnie zapisywane w języku polskim jako ch.

Powyższe wyjaśnia też, czemu dźwięki zapisywane w języku polskim jako sz lub cz w innych językach bywają zapisywane jako sh lub ch.

Jako, że świstanie wymaga precyzyjnego ustawienia narządów mowy, konieczne jest nauczenie się tego ustawienia i dbanie o jego precyzję również podczas wykonywania innych czynności. Dla zadyszanego, zmęczonego człowieka jest to wyraźny wysiłek. W celu ułatwienia sobie życia ludzie nauczyli się wykorzystywać do świstania narzędzia: źdźbła traw, liście, łupiny orzechów, muszle, kości i drewno. Po odpowiedniej obróbce powstały łatwe w użyciu gwizdki, a potem piszczałki i fujarki, jeszcze do niedawna wykorzystywane przez pasterzy różnych kultur.

Jak zwał, tak zwał

Wartość energetyczną rozpoznawanych i interpretowanych dźwięków można zapisać wykorzystując dostępne oznaczenia wykorzystywane przez językoznawców. Dla ułatwienia opisane wyżej spółgłoski zapiszę dużymi (wielkimi) literami, wskazując obok ich zapis w języku polskim (pominę te, których oznaczenia się nie różnią):

S” – sz

Z” – ż

C” – cz

S’ – ś

Z’ – ź

C’ – ć

T’ – ciche ć

T” – d

TZ – c

D” – dź, dzi (bez słyszalnego i)

D’ – dz

Dˇ – dż

H’ – ch

W’ – f

P’ – f

L” – ł

L’ – aktorskie ł

N’ – ń, ni

Podczas rdzeniowania polskich słów nie znalazłem afrykatów obecnie rozpoznawalnych w polskim alfabecie (dż, dź, dz, dzi). Wykazałem je, bo obecnie w polszczyźnie są. Sylabizacja wskazuje jednak, że wszędzie tam, gdzie je obecnie słyszymy, należy doszukiwać się spółgłosek szczelinowych, które w parze ze spółgłoską d podlegają obecnie utrwalonym błędom odczytu. Nawet nasuwa się przypuszczenie, że wszelkie inne afrykaty w polskiej mowie były i są postrzegane jako błędy wymowy.

Poniżej zapiszę nosówki, które traktuję jednocześnie jako samogłoski i spółgłoski (właściwie bazę dla spółgłosek). Małymi literkami zapisuję samogłoski:

O”/o” – nosówka ą, w dyftongu: om

U”/u” – nosówka jak w dyftongu un

E”/e” – nosówka ę, w dyftongu: en

A”/a” – nosówka jak w dyftongu an

Matka jest tylko jedna. Czyli, co tam mruczysz pod nosem?

Najprostszy wydawany przez aparat mowy dźwięk, to dźwięk oddechu. Budowa czaszki zwierząt, od czasów powstania gadów, pozwala na oddychanie przez nos z pominięciem otworu gębowego. Pozwala to na porozumiewawcze mruknięcia podczas pobierania pokarmu, bez ryzyka zadławienia. Nowelizacją było pojawienie się zwierząt ssakokształtnych, których czaszka pozwalała na oddychanie i przez nos i przez otwór gębowy. Taką właśnie czaszkę ma człowiek. Pierwotną, zdaje się, metodą wydawania dźwięków około oddechowych było mruczenie przez nos. U człowieka dzieje się tak przy zamkniętych ustach. Dźwięk wydawany w ten sposób, to nosówka, którą nawet trudno zapisać, bo jest rozróżnialna jedynie przez ton. Takie mruczando można zapisać jedynie nutami.

Ta jedna nosówka jest matką nosówek wymienionych powyżej. Od pracy aparatu gębowego zależy, jak ją słyszymy. To ona, poprzez swoje wcielenia, wydaje się być twórczynią najdawniejszych słów, poprzez działanie w parze ze spółgłoskami. To ona określa kierunek rozumienia tych spółgłosek i to ona determinuje to, co rozpoznajemy jako sylaby. Nosówka jest więc babcią wszystkich samogłosek, z których dźwięk zapisywany jako ą wydaje się być najstarszy, natomiast dźwięk zapisywany jako a wydaje się być najmłodszy.

Szef wszystkich szefów.

Energię nosówce nadaje drganie strun głosowych, spowodowane przez przepływające powietrze. Po otwarciu ust dźwięk ten jest odbierany jako gardłowe r, u zwierząt często słyszalne w postaci warczenia lub ryku. Dźwiękiem takim zwierzę sygnalizuje swoją obecność, możliwość działania. Sygnalizuje niechybną reakcję na obecność innych stworzeń, niosąc treść: „zaraz coś ci zrobię”. Informacja ta wydaje się być w świecie zwierząt i ludzi ogólnie zrozumiała.

Gardłowe r jest też najprostszą spółgłoską powstającą po otwarciu ust przy nosowaniu (wydawaniu dźwięku przez nos). Nosówka o niskim tonie zmienia się wtedy w gardłowe mruczenie. Zwiększanie wysiłku przy emisji takiego dźwięku, poprzez przesunięcie języka do przodu i zwiększenie siły wydechu, powoduje powstanie r zębowego. Dalsze zwiększanie siły wydechu prowadzi do przerwania drgań końcówki języka i powstania dźwięku szczelinowego, czyli możliwego do interpretacji jako sz lub ż. Z kolei dalsze przesunięcie języka do przodu przerywa strumień powietrza płynący pomiędzy przednimi zębami a końcówką języka. Powietrze znajduje wtedy ujście po bokach języka, a emitowany przy tej okazji dźwięk jest interpretowany jako l. Inaczej jest, gdy przy emisji dźwięku r język zostanie ułożony w sposób ułatwiający przepływ wydychanego powietrza. Emitowany wtedy dźwięk jest interpretowany jako spółgłoska j. Przy czym granica interpretacji tego dźwięku jako spółgłoski lub samogłoski jest dość płynna, a po drugiej jej stronie jest dźwięk, który w języku polskim zapisujemy literką i.

Procesy te można w prosty sposób zapisać używając znaków wskazujących na kierunek przemian. Może to być znak „większości” > lub „mniejszości” < :

R>S”

R>Z”

R>L
R>J

Starszy brat

Różnice wartości energetycznej pomiędzy spółgłoskami również można zapisać, dla uproszczenia używając zastosowanych wyżej znaków „większości” > lub „mniejszości” <. Zasady rządzące procesami językowymi dotyczącymi wartości energetycznej głosek były tematem wielu teorii naukowych, ale można je objąć dwoma głównymi prawami: palatalizacji i lenicji. W zasadzie spółgłoska niosąca większą energię wydaje się być zastosowana w mowie wcześniej niż jej wyciszona wersja. Starszeństwo to można przedstawić w sposób przejrzysty:

S”>S’>S>H>H’>zanik

C”>C’>C>T>T’>zanik

Z”>Z’>Z>S>H>H’>zanik

L>L’>L”>zanik

G>K>H>H’>zanik

Żar w gar

Najbardziej jednak dramatyczną utratę energii widać w wersjach polskich słów zawierających ż. Przy odmianie słów zmienia się ono w g, które w żaden sposób szczelinowe nie jest:

Z”>G

Widzimy i słyszymy to zjawisko w słowach: noga – nóżka lub droga – dróżka. Odmiana ta jest Polakom dobrze znana, chociaż zwykle nie zdają sobie sprawy, że jest to dowód na jednoczesną satemowość i kentumowość języka polskiego, czyli jego archaiczność.

Być albo nie być …

Również podczas nosowania, przy gwałtownym otwarciu zaciśniętych ust powstaje dźwięk zapisywany w polskim alfabecie jako b. W zależności od napięcia mięśni ust, strun głosowych i siły wydechu usłyszymy dźwięk, który zapisujemy jako w i p, co przy skrajnym lenistwie daje nam możliwość interpretacji jako f. Można ten proces tak przedstawić:

B>P>F>zanik

B>W>F>zanik

Robić: ciąć i palić.

Wspólnie z nosówkami (samogłoskami) spółgłoski tworzą sylaby. Podczas analizy polskich słów wyodrębniłem te sylaby, które wydają się być podstawowe, najstarsze, nadające sens obecnym słowom, będące dla nich prardzeniami. Jest ich zaledwie kilka:

Ro” – czytane jako i rozumiane jako robić

S”o” – szą, rozumiane jako żąć, ciąć, szyć

Lo” – lą, rozumiane jako: palić, tlić

Jo” – , rozumiane jako jąć

Bo” – , rozumiane jako być

Wszystkie wyżej wymienione, to czasowniki. One stanowią o polskim języku. Pierwszymi pochodnymi od nich są prawdopodobnie dookreślenia, które stosowane razem z pierwszymi czasownikami nadają im kierunek rozumienia:

Co/To/Do – co, to, całe, ciało, do

So/Zo – z

Ku/Ka/Ga – ku, gdzie

Po – po

Prardzenie Z” i J pozostały do dzisiaj w języku polskim w niezmienionej formie, widocznej w słowach:

Je” – jem, ę jest obecnie zastąpione dyftongiem em

Z”o” – żą.

Rozum i serce

Z rozkładania polskich słów wynika, że spółgłoski nadają słowom sens, a samogłoski wyrażają uczucie. Spółgłoski odpowiadają za rozpoznanie czynności, od której słowo jest kojarzone, a samogłoski są odpowiedzialne za jego melodię, która sugeruje kierunek jego rozumienia. Obydwie w parze tworzą słowo naszych praprzodków, będące jednocześnie praczasownikiem i sylabą, rozumiane jako rdzenie językowe.

Na tym jednak nie kończy się muzyka języka. Samogłoski potrafią śpiewać nie tylko solo i w duecie. Potrafią stworzyć trio i dać popis w stylu „dwa plus jeden” lub „ich troje”. Powstaje wtedy sylaba dwu spółgłoskowa, znacząca już coś innego niż sugerują to spółgłoski w niej zawarte. Taka sylaba, to twór powstały z wcześniejszych kojarzeń, który może służyć, i służy, do skojarzeń następnych. Przykładowo:

Ra Ba – robić być

RaB – robotnik

Ro” Ba C”i – robić być ciąć

Ro”BaC’ – rąbać

Ku Ra Ba – ku robieniu być

GRa Ba – graba, ręka

Po Le – po opaleniu

PaL – pal

To Pa Le – do palenia

o PaŁ” – opał

Ki Jo” – jak ująć

KiJ – kij

So” C”a Pa – cięte po ucięciu

S”C”a Pa – szczapa

Bo” Da – być dać

BuDa – buda

BuTy – buty

BuTa – buta

BoDa – woda

BiDa – bieda? Małe bycie? ( samogłoska i jako zmiękczenie, zmniejszenie?)

BiTa – bita (łup, pokarm?)

Ciekawe, że buty były tak ważne dla naszych przodków, jak woda i dom. Zapewne dlatego, że pozwalały przetrwać w surowym środowisku.

Na tercecie śpiew głosek się nie kończy, gdyż w sylabie mogą być i trzy spółgłoski. Pamiętać należy też o tym, że samogłoska i w polskim języku jest cieniem spółgłoski j (a może odwrotnie?), np.; kwiaty, kwia-ty. W przeszłości j zapisywano jako y. Znak i stosowano dla oznaczenia zmiękczenia spółgłoski, np.; ni (w języku rosyjskim podobny w zapisie jest znak miękki). Znak j czytano też jak obecne i. Starsze zapisy, takie jak historyia, historyja należy czytać jako historja, pomimo obecnej poprawności zapisu jako historia.

Szczególną rolę ma nosówka, która może przyjmować zadania zarówno samogłoski, jak i spółgłoski. Ma to znaczenie i w sylabizacji i przy śpiewie. Śpiewając po polsku, melodię ciągnie się przy pomocy samogłosek, a wszędzie tam, gdzie występuje nosówka na końcu słowa, śpiewa się ją jako najbardziej jej podobną samogłoskę nie nosową, czyli e zamiast ę, o zamiast ą. Przy sylabizacji jest to kwestia abstrakcyjna, gdyż dotyczy nosówki występującej na początku słowa. Dla Polaka naturalną reakcją, przy czytaniu lub słuchaniu takiego słowa, jest parowanie nosówki z typowaną samogłoską, np.: ąka – łąka, ąpirz – wampirz, ągry – wągry.

Zanik spółgłoski na początku słowa w wielu językach świadczy więc o młodych przemianach w tych językach, w stosunku do języka bazowego. Występowanie samogłoski nienosowej na początku słowa wiąże się nie tylko z zanikiem wyraźnej nosowości, ale też ze zmianą nosówki na dyftong, np.; łąka – w’onka (ang. wonka).

Sylabizacja obecnie używanych w języku polskim słów wskaże więc nam rdzenie i prardzenie, dając pojęcie o dawnym znaczeniu słów i drodze ich rozwoju. Pozwoli na zrozumieniu, czemu rzeczy tak się nazywa a nie inaczej.

Sylabizacja daje coś jeszcze – wskazuje na rdzenie ważniejsze, poprzez ich akcentowanie. W polszczyźnie naturalnie akcent pada na druga sylabę od końca, a w słowach bardziej złożonych na trzecią od końca. Oprócz wskazania na decydujący rdzeń, akcent może też wskazywać nam chronologiczne rozumienie słowa, kolejnych czynności koniecznych do uzyskania danego efektu, które to słowo opisuje. Poprzez składanie sylab dając możliwość zrozumienia skojarzeń. Na przykład:

Pa Li – po podpaleniu

DRo Ga – dorobione gdzieś?

DRo Z”a – dorobione cięciem

Z”e La Zo – wycięte a potem z ognia (wyjęte)

Pa Li Sa Da – po opaleniu wsadzone (w ziemię), wsadzone pale.

Klejony czy złożony?

Rozumienie języka polskiego zależne jest więc od sklejania sylab w słowa. Obecne polskie słowa dają się więc rozpoznać jako całe zdania naszych przodków. Nasze sylaby są więc ich słowami. A nasze słowa składamy w nasze zdania, dla naszych przodków po wielokroć złożone. Język polski jest powszechnie traktowany jako język syntetyczny (składany). Widzimy jednak, że tak naprawdę w swej filozofii jest to język aglutynacyjny (sklejony).

Co nam to daje? Ano możliwość prześledzenia jego rozwoju od czasu jego powstania, jako pełnowartościowej, przydatnej mowy. Pozwala na inne spojrzenie na wymierające języki aglutynacyjne Starego i Nowego Świata. W konsekwencji pozwala na ustalenie związków kulturowych pomiędzy najstarszymi mieszkańcami wszystkich kontynentów.

Od przymiotu do przedmiotu

Z wejrzenia w przeszłość polskich słów jawi się obraz rzeczy nazywanych zgodnie z ich przydatnością, zgodnie z zasadą, że „to jest godne nazwania, czego mogę użyć, lub co mnie może użyć”. Przymiotem rzeczy był więc czasownik, z czasem zinterpretowany jako imiesłów. Dlatego rdzennie polskie rzeczowniki są szczególna formą imiesłowu. Dla przykładu:

Jo” – jąć

KiJ – ku jęciu

Jo”DRo – ujęte

Ro” – robić

Re”Ka – ręka

RaB – robiący

Li – palić, tlić

PaL – po upaleniu

PoLe – po spaleniu

S”o” – ciąć, żąć, szyć

S”yB – szyb, wycięty

Zo”B – tnący

Bo” – być

ByT – to jest

BóG – gdzieś jest

Z dziada pradziada

Czy to na pewno język naszych przodków? Sylabizacja i pokrewne jej rdzeniowanie na to wskazują. Co o nich można wnioskować na podstawie języka? Z otchłani czasu wyłania się lud, który aktywnie zabiegał o swoje przetrwanie, kreatywnie korzystając z zasobów otoczenia. Priorytetem dla tamtych ludzi było wspólne działanie, które dało zapotrzebowanie na skuteczny sposób porozumiewania się. Korzystali oni ze skutecznych narzędzi do cięcia i dziurawienia, potrafili korzystać z ognia i żywili się głównie zwierzętami.

Od kilku prardzeni oznaczających podstawowe czynności utworzyli nowe słowa o odmiennym znaczeniu, a z tych kolejne. Niewielka ilość prardzeni doprowadziła do rozwoju słów podobnie brzmiących, ale znaczących co innego, oraz słów różnych na oznaczenie tego samego. Wiele z pierwszych słów tej mowy przetrwało w języku polskim w podstawowej postaci. Inne wielokrotnie zmieniły swoje znaczenie, inne swoje brzmienie. Podobieństwa słów wynikają z „efektu założyciela” i „chowu wsobnego”, zjawisk opisywanych przez zoologię, ale adekwatnych nie tylko dla genów.

Znamy słowa dzisiejszej polszczyzny i wytropiliśmy jej rdzenie. Zdecydowana większość dróg skojarzeń, wiodąca od prardzeni do polszczyzny, pozostaje w mroku dziejów. Ustalenie tych dróg jest żmudne, ale możliwe do wykonania. Nie jest jednak konieczne odkrywanie ich wszystkich. To, co wiemy, już teraz wyraźnie wskazuje na wewnętrzną spójność języka polskiego, powstałą w drodze długotrwałej ewolucji. Wskazuje na zasady słowotwórcze stabilizujące język polski w czasie i obniżające jego podatność na kreolizację.

Rugowanie brata

Jak widać powyżej, zjawisko „rough breathing” (które z dowcipu i dla własnej wygody nazwałem zasadą „rugowania brata”) polega na zastępowaniu w słowach spółgłosek dźwięcznych, czyli wysoko energetycznych, spółgłoskami bezdźwięcznymi, czyli nisko energetycznymi. Pozbycie się w słowach droższych spółgłosek i zastąpienie ich tańszymi wskazuje na kierunek zmian językowych, od starszych do młodszych słów.

Wyraźnie poznane zjawiska językowe wskazują na wysokoenergetyczny język aglutacyjny dawnej Europy, jako podstawę języków indoeuropejskich, z echami w tubylczych językach obu Ameryk, wschodniej Azji oraz wschodniej i Północnej Afryki. Jedynie rdzenne języki Afryki, Australii, Oceanii i Polinezji nie wykazują wpływu tej mowy.

Kluczowym w zrozumieniu kierunku rozwoju języków jest zjawisko występowania w aglutynacyjnym języku wysokoenergetycznym wzajemnie wymiennych wersji droższych i tańszych spółgłosek. Młodsze języki z czasem wyzbywały się wymiany na spółgłoski droższe, pozostawiając w użyciu ich tańsze zamienniki. Zjawisko to następowało równolegle z kreolizacją języka, zwykle w oddaleniu fizycznym od terenów zajmowanych przez język wysokoenergetyczny, i w wyniku kontaktu z innymi językami, wraz z upływem czasu.

Korzystając z poznanych praw możemy wykazać starszeństwo języka słowiańskiego wobec innych języków Europy (i nie tylko). Dla przykładu podam kilka polskich słów, które w innych językach się wyciszyły:

DRoZ”a

TRaSa

DRoGa

TRaKT

PL”oMieN’

FlaMeN

Z”eLaZo

GLaS

MyS”

MauS

PieN’o”Z”

FeNiG

S”C”ePaN

STeFaN

PaLeC

FaLuS

Powód do dumy?

Tylko dla tych, którzy odkrywają prawdę o językach naszych przodków. Dla przeciętnych użytkowników języka polskiego, czy rodowitych Polaków „znających 200 słów” nie ma to znaczenia.

Zarówno ten, co to napisał, jak i ten, co to czyta są koneserami języka. Smakują go jak wykwintną potrawę, wąchają go i widzą jego słowa. Dla nas to ma znaczenie, bo prowadzi do poznania świata i jego dziejów. Pozwala lepiej go zrozumieć i wnioskować o przyszłości.

Wielu jednak kwestię starszeństwa języka traktuje jako element walki politycznej, argument wyższości kulturowej, powód do żądania profitów. W tej tonacji właśnie utrzymują się teorie historyczne, nazwy i epitety, do których turbogermanów i turbosłowian zaliczyć należy.

Żaden człowiek nam współczesny nie miał wpływu na tworzenie się języka i jego rozwój. Nie miał wpływy na kulturę naszych przodków ani ich sposób rozumienia świata. Było odwrotnie. Przyjmując modele hodowli i chowu możemy śmiało założyć, że twórcy Mowy są przodkami zarówno Niemców, jak i Polaków, tyle tylko, że Polacy pielęgnują język przodków a Niemcy zmieniają go na potęgę. Zaakceptowanie tego prostego faktu pozwoli na lepsze zrozumienie naszych dziejów.

Wnioski

Mniemam, że jeszcze za mojego życia w rozwiniętych i najbogatszych krajach, na uniwersytetach powstaną katedry języka polskiego, a filologia polska będzie chętnie wybieranym przez studentów kierunkiem. Z czasem każda licząca się uczelnia będzie utrzymywać katedrę slawistyki. Znajomość języka słowiańskiego będzie bowiem dawać podstawę do skutecznej archeologii językowej wszystkich języków indoeuropejskich.

Taka archeologia pozwala na wnioskowanie o kulturze naszych przodków, warunkach w jakich żyli, jak rozwiązywali problemy i jak to się dla nich kończyło. Wiedza taka może (choć nie musi) wpłynąć na zachowania ludzi nam współczesnych, poprawiając komfort życia.

Na odchodne

Nie napisałem tego dla pieniędzy. Nie dbam o sławę, a chwały mam w sam raz na co dzień. Nie robię doktoratu ani nie publikuję dla profesury. Zwerbalizowanych w tym artykule zasad nie traktuję jako niepodważalnych definicji. Uważam je za narzędzie do poznawania świata, które można udoskonalić lub przekonstruować w inne, bardziej wydajne i wygodne w użyciu.

W przedstawionej wersji uważam je za proste i łatwe. Wskazane zasady są możliwe do szybkiego opanowania przez dzieci we wczesnym wieku przedszkolnym, stając się naturalna wiedzą o strukturze ojczystego języka. Dla ludzi dorosłych, nauczonych wiary w naukowe kłamstwa, pojęcie przedmiotowych zasad można porównać do jazdy na rowerze – wydaje się niemożliwa, ale po jej opanowaniu daje sporą frajdę.

Życzę więc miłego śmigania po ścieżkach językowych skojarzeń.

Stefan Urynowicz

————————————————————————————-

Tekst Pana Urynowicza, jednego z naszych bardziej aktywnych Komentatorów, powstał w odpowiedzi na liczne prośby Czytelników. Chcieli oni, by Pan Stefan wyjaśnił stosowane przez niego metody analizy języka, które my również uznaliśmy za ciekawe. Na ile cenne? Dobrze, by ocenili to językoznawcy i miłośnicy mowy ojczystej.

Fot. pixabay.com

Jeśli masz ochotę – zapisz się na nasz newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 394

  1. Zgodnie z życzeniem Autora śmigałem po jego tekście z prawdziwą przyjemnością, nie znaczy jednak, że wszystko zrozumiałem. Zachwyciły mnie ciekawe, zaskakujące wręcz wnioski. Gratuluję Ci, Stefanie, tej fantastycznej, językowej pasji !

  2. @ Stefan U
    Dlaczego nie chcesz podać choć jednego przykładu przejścia B w W?
    Przecież tu chodzi o Twoją wiarygodność.
    Nic nie możesz znaleźć, czy wiesz ale nie napiszesz?
    To nie ja zaczynałem ten wątek. To Ty wtrąciłeś się w dyskusję moją z I.C, twierdząc, że B przechodzi w W, nie podając przy tym żadnych dowodów.
    Może ktoś inny Cię wyręczy, skoro Ty nie potrafisz.
    Ja nie twierdzę (jeszcze), że B nie przechodzi w W, tylko że nikt jeszcze nie przedstawił na to dowodu.
    Już nie będę Cię wiecej męczył tym wątkiem, więc dobrze by było gdybyś zakończył go w jakiś cywilizowany sposób.

    • Proszę bardzo, coś w pamięci poszperam. Szczerze, to nie szukałem żadnych przykładów. Przepraszam Cię, ale jakoś ostatnio mało czasu poświęcałem temu zacnemu tematowi.
      Tak na szybko przeciwstawię
      WoJNa
      BóJ
      WoJ
      a że R>J, to też
      WaR – wojna po angielsku
      BoRBa – bitwa po rosyjsku.
      Z tego też jest angielski
      BoY – czytane jako BoJ
      i polski
      WaR(ToWN’K).
      Sens widzę w prardzeniach podstawowy
      Bo” Ro” – być robić.
      Sensownie, bo (przy uwzględnieniu R>L)
      WaLKa jest prowadzona
      (B/W)oRe”Z”(eM), czyli „będącym w ręce tnącym”.
      Tu też jest początek słowa
      FoR(y)
      bo też W>F>zanik.
      Z tego samego mamy też
      BoR,
      oraz
      W’eR(TL’o),
      bo borować i wiercić, to to samo.
      Dalej:
      BaL – jako kłoda, oraz
      WaL” – jako obracająca się kłoda.
      Z tego też jest PaL i FaL”. Skoro jesteśmy na „fali”, to mamy też
      BaL”(WaN) i
      WoL”(Na), bo bałwan i wołna, to jedno.
      Tu też widzimy francuskie
      NaWaL – na fali, oraz polskie
      BaL’a – balia, prymitywna łódka. Tu też możemy zauważyć skojarzenia z balem, jako pniem drzewa, wskazujące na tratwę jako pierwsze narzędzie do pływania. Widzimy też związek pomiędzy polskim BaL i rosyjskim
      BaL” , które znaczy tyle, co: wał/fala.
      Oczywiście, to nie wyczerpuje wszystkich przykładów na przechodzenie B w W.

    • Tak jak wyżej khuja(własnego ) nie podskoczysz ,tak też nie wypowiesz W mając twardy zgryz .Przeszkoda ta zaczęła zanikać na naszych ziemiach około 7,5 tys lat temu gdy miejscowi łowcy zaczeli przyswajać rolnictwo .Około 6 tys lat temu urodził się pierwszy R1a- Z645(Licho wie gdzie 🙂 ) ,ojciec dla 99% dziś żyjących R1a , który zgodnie z teorią kurhanową miał wymienić języki ,,staroeuropejskie” kultur nadunajskich na język IE .Około 5tys lat temu pojawia się kultura ceramiki sznurowej i kultura amfor kulistych będzaca mieszaniną przeżytków kultur łowieckich i kultur nadunajskich a w późniejszym okresie dochodzi do nich kultura ceramiki sznurowej .To kultury amfor kulistych jest widoczna droga w kierunku Iranu i Indii .Ja osobiście zauważam przejście nie tyle B,P w W ,F co przejście BŁ/L , PŁ/L w W ,F .Możliwe pary : Błąd-Wada , Błądzi-Wodzi, Bloto-Wytop ,Błysk-Wosk ,Plyn-Wino ,Płoza-Wóz ,Płaz-Wąż ,Płat-Wiata .Błazen-Ważny ? Błaga -Waga ?Można by powiedzieć że to mogło przejść w drugą stronę ….tylko że pary Bloto-Wytop ,Ploza-Wóz raczej jasno wskazują kierunek

    • Twierdzenie, że B>W nie jest moim pomysłem, nad czym ubolewam. Dla mnie jest to obecnie prawo zrozumiałe, wręcz oczywiste, dlatego przestałem szukać potwierdzeń na jego udowodnienie. Lata temu czytałem artykuły językoznawcze, w których to prawo udowodniano.
      Jak z każdym pomysłem i ten można spróbować zweryfikować poprzez udowodnienie jego niesłuszności. Dowodów go podważających nie znam. Ty znasz?

      Kolejnym przykładem jest
      BaRWa
      FaRBa .
      Kolejnym
      N’eBo
      NaWa.
      Jeszcze
      BaS”Ta – baszta
      W’eZ”a – wieża (po rosyjsku basznia).
      Można też
      BaS’oR – samotny wilczur (po rosyjsku biriuk)
      WeZeRa – amotna wilczyca.

      • @ Stefan
        Dzięki za odpowiedź, i sorry za zbyt obraźliwy ton z mojej strony wobec Ciebie. Myślałem że będziesz ignorował już cały czas moje pytania, i dlatego w taki niekulturalny sposób chciałem Cię sprowokować do odpowiedzi.
        Oczywiście wszystkie Twoje przykłady niebawem postaram się podważyć 😀

      • @Stefan
        Może zacznijmy od „barwy” i „farby”.
        Wg Ciebie „farba” pochodzi od od „barwy”, i jest jednym z przykładów przejścia B w W. Tylko że, jedyne W jakie tu mamy, istnieje w „starszym” słowie „barWa”, i przechodzi ono w B w „młodszym” słowie „farBa”, więc już na sam początek mamy niespójność logiczną. Musisz już w tym momencie zdecydować, czy B przechodzi w W, czy „barWa” przechodzi w „farBę”.
        Znam jednak tok Twego rozumowania, i domyślam się że, będziesz próbował się bronić ( kręcić 😉) przejściem B z „Barwy” w F w „Farbie”, poprzez jakieś magiczne przejście B>W>F. Otóż istnieje kilka poważnych problemów w tym toku rozumowania. Po pierwsze nie ma żadnego słowa pośredniego na W pomiędzy „barwą” i „farbą”, a to oznacza, że nie posiadasz żadnego „niezbitego dowodu” na to przejście. W średnio-wysoko-niemieckim mamy postać „Varwe” (słowo bez *, czyli pewnie prawdziwe), tylko że „V” to nie „W”, i podobnie jak w dzisiejszym niemieckim brzmi jak „F” . Po drugie czemu przy takiej „prawidłowości „, W z „barWy” nie przeszło w F, tylko przeszło w B w „farBie”?
        Nie kombinuj też nic z czytaniem od tyłu tego słowa.
        Mógłbyś też „zaczarować” coś z górno-łużyckim „barba” (też jest prawdziwe), jako podstawą („dziadkiem”) do obu tych słów, tylko że B z „barBy” musiałoby przejść we W w „barWie”, a następnie znów przejść w B w „farBie”, i ciągle nie byłoby dowodu na przejście B z „Barwy” w F w „Farbie”.
        Sam widzisz ile niespójności jest w Twoim przykładzie.
        Co więcej, to całe zagmatwanie wcale nie rozstrzyga które słowo jest starsze, bo jak wiemy nie ma słowa pośredniego na W między tymi. Dlatego ja uważam, że żadne nie jest „ojcem” drugiego, tylko oba są „dziećmi” innego słowa. Nie ma prostego przejścia B w F. Jedynym pewnym pośrednikiem pomiędzy tymi głoskami jest P. Tak jak do tej pory nie masz dowodu na przejście B w W, tak i nie masz dowodu na przejście B w P, dlatego twierdzę, że „Barwa” i ” Farba” pochodzą od słowa zaczynającego się od głoski P, co na pierwszym miejscu skraca dystans pomiędzy nimi, eliminując jakieś „wyimaginowane” słowo na W oznaczające barwę, farbę, kolor, a poza tym zachowuje wszelkie inne prawidła zaistniałe w etymologii, oraz jest uchwytne.
        Takim słowem pasuje być słowo „płowy”, które oznacza niby kolor ( tylko przez wielu nie do końca wiadomo jaki) oraz w postaci ” płowieć ” czy „wypłowiały ” kiedy oznacza utratę intensywności koloru, barwy ( nie tylko płowej) w tym samym znaczeniu co ” wybarwić”.
        Wypłowieć – wybarwić można powiedzieć, że to samo znaczenie.
        Poza tym mamy w tym przypadku to samo przejście Ł w R , jakie widzimy miedzy innymi w wielu przypadkach w sanskrycie, gdzie słowiańskie ( polskie, łużyckie) Ł zastępowane jest R, np. sława – śrava. Tylko że to temat na inną okazję.
        Podsumowując: ” płowy ” przechodzi w „barwę „, gdzie mamy P>B, Ł>R, W bez zmian, oraz ” płowy ” przechodzi w ” farbę „, gdzie mamy P>F, Ł>R, W>B.
        Co Ty na to?

        • Źle to ująłem, że jedynym pośrednikiem między B i F jest P. Jest też i W, tylko w tym przykładzie (farba i barwa) jest nieprzydatne, oraz kierunek przejścia jest w naszej dyskusji sporny.

        • Barwa nie jest tożsama z Farbą ,albowiem barwa jest ,,samoistna ” a farba to powłoka do nałożenia .Obrazowo : nasza skóra to barwa ,ubranie to farba …proces powstawania tych dwóch słów jest inny ,a że to w ludzkiej świadomości się wymieszało to już inna bajka .Farba i Płowy to podobny proces słowotwórczy .F ,,powstało,, z PH przykładem Philadelfia czy firma ,,Filips”

        • PWLRS
          To jest tak proste, że aż śmieszne. Sam sobie odpowiedziałeś, ale nie zapisałeś wniosku w komentarzu. Masz prastare
          BaRBa
          i z tego masz dwa słowa pochdne:
          FaRBa
          BaRWa.
          Czyli masz i ojca i dwóch synów. 🤣
          Dzięki za wodę na mój młyn.

          Dalej: farba, to dla myśliwego krew, posoka. Barwa natomiast, to wydarte futro, sierść. Jedno i drugie z polowaniem związane, ranieniem zwierząt. To też logiczne powiązanie z serbołużycką barbą (kolorem) i rosyjską borbą (bitwą), a czasownikiem rdzennym jest
          Ro” – oznaczające działanie, robienie.
          BoR Ba – dwie sylaby, znaczenie z bezpośredniego odczytu, to „robić być”.

          PL”oWy, to
          Po L”o By – po ogniu być, czyli po prostu „popielaty”.😃

          Wypłowiały, to wypalony, czyli wyjaśniały, rozjaśniony.
          Nazwa koczowniczego ludu wielkiego stepu, o jasnych włosach, to Połowcy, płowi.
          Płowa zwierzyna, to taka o umaszczeniu jasnym kamuflującym. Zwierzyna czarna, to ta o umaszczeniu ciemnym.

          Doprawdy, Twoje przeciwdowody, to tak naprawę moje dowody. Po prostu tok Twojego dowodzenia jest przerywany.

        • PWLRS
          《Podsumowując: ” płowy ” przechodzi w „barwę „, gdzie mamy P>B, Ł>R, W bez zmian, oraz ” płowy ” przechodzi w ” farbę „, gdzie mamy P>F, Ł>R, W>B.》
          Uważam, że jest całkiem odwrotnie:
          P<B
          L"F.

          • Coś system szwankuje. Nie transferuje tego, co napisałem. Spróbuję ponownie:
            P>F, Ł<R, W<B.

        • PWLRS
          《tylko że „V” to nie „W”》

          Ależ
          V=F (w niemieckim)
          V=W (poza niemieckim i polskim).
          VV = W
          podwójne „fał” jest czytane jako „wu”. Na tej samej zasadzie, co podwójne „o” jest czytane jako „u” i podwójne „l”, jako „ł”, oraz podwójne niemieckie „s” jako nasze „s”, przy zachowaniu w niemieckim pojedynczego „s” jako naszego „z”. Zresztą, niemiecki znak na samo „s”, to tak naprawdę podwójne „s” zapisane pionowo, jedno pod drugim, podobnie jak „paragraf”.

        • PWLRS
          《…nie posiadasz żadnego „niezbitego dowodu”…》

          Błąd polega na tym, że hipotezę trzeba obalić „niezbitymi dowodami”. Do chwili obalenia nadal jest hipotezą, nawet jeśli oparta jest tylko na poszlakach.
          To odwrotnie niż w sądzie, gdzie winę należy udowodnić.

          Dowcip polega na tym, że wszystkie nauki humanistyczne oparte są na hipotezach.😆

        • PWLRS
          《..poprzez jakieś magiczne przejście B>W>F. 》
          Ja chętnie dyskutuję, bo interesuje mnie punkt widzenia innych. To pomaga dostrzec prawdę. Szanuję rzeczowe argumenty wobec rozmówcy. W moich oczach upada ten, który używa chwytów dyskusji zamiast zasad dowodzenia. Używanie argumentów „pod publikę” pod chwyty sporu podlegają, bo nie dążą do prawdy lecz do zwycięstwa. Określenie „jakieś magiczne” wskazuje na indolencję wypowiadajacego, lub celowe pomijanie dowodów.

          Czasami w rozmowie z Tobą mam wrażenie, że nie interesuje Cię stan faktyczny. Jakie więc są Twoje priorytety?

        • PWLRS
          《Sam widzisz ile niespójności jest w Twoim przykładzie.》
          Oto kolejny dowód stosowania przez Ciebie nagannych zasad erystyki.
          Wstydź się!

    • W moich stronach BO PO wypowiada się jako BŁO PŁO i jest to powszechne i naturalne dla mych ziomków jak oddychanie 🙂 .Błorek którym się Błoruje ….Ł wypowiada się tagże w słowach zaczynających się O np : Łorać …a może Orać brzmiało pierwotnie Błorać ,albo Płoryć?.Nieborak -Niebłorok….moze to ten co nie orze bo pola niema ?to i nieporadny .Niebło ,Błolec ,Błól, .Łogrodek , Łokno, Łoczy(Łocy).Łocy -BŁocy …może stąd Boczyć Się ?

      • BL”oC”y – skojarzenia z błotem
        S’LoZy – skojarzenia ze śluzem .
        Polskie oczy i rosyjskie sliozy jednak miałyby coś wspólnego: wilgoć.

  3. Śarkara ,sylaby śar kara/ka ra …Siekane Robić Ku Robieniu .Konia z rzędem temu kto skojarzy o co kaman 🙂 Śarkara jako Śarg Gara …Siekanie Robić Go Ga Ra .Coś posiekać to mieć siekanine ,paćke ,,sok,, .Ga Ra to obrabiać przy pomocy temperatury np włożyć uformowane ciasto na chleb do bardzo ciepłej garowni by urosło .Mamy przecież słowo Gore ,od niego Gorąco .Siekanine ,,sok,, poddać obróbce termicznej 🙂 Czyż dzisiejszy cukier nie powstaje z melasy podanej obróbce termicznej ? 🙂 Sanskryckie Śarkara to więcej niż Cukier ,to opisana w jednym słowie technologia jego produkcji 🙂 niemiecki Zucker ,bretoński Sukr czy masz Cukier, po ,,rozłożeniu,, K na Go Go ma podobne znaczenie co Śarkara ,a jest to najstarsza zapisana nazwa cukru . Łaciński Zuchara ,angielski Sugar choć zniekształcone w stosunku do Śarkara mają Gar /Hara .Zuchara …Zcałosci Całe Garowane .Sugar …Sieczenie Garowane .Jest to ten sam sens co w sanskrycie ,choć ciężko by było bez porównania do pierwowzoru skojarzyć o co chodzi …zatem Śarkara to bardzo dobry przykład że K to podwójne G .

  4. @Stefan ,z Go mam absolutną rację i nie chodzi o to byś mi wierzył a o to byś sprawdził 😛 .Go to potencjał który w połączeniu z R daje L które należy rozumieć nie jako palenie ,ale jako Spalanie ,czyli pozyskiwanie niezbędnej do bycia energii z Go . Potencjał Go występuje na ziemi ,wodzie i niebie ,stąd pewnie Kaczka …Go Całe ,, Zcałości” Go żyjąca na niebie ,ziemi i wodzie ,angielska Duck to też Do Całości Go .Łowca …Wypalenie Bycia Całego …cały gotowy do bycia .Łowić ..Wypalone Bycie Tnie …Łowca pozyskuje Owies/Łowies ..Wypalone Bycie Sieczone .Owoc/Łowoc ..Wypalone Bycie Całe .Wszak na początku było Go przeznaczone Do ….GOD .

    • Takie spostrzeżenie : W może być zamiennikiem Ło , Water(Łoter) Być To Robione ,stad Łódka a nie Budka czy Wódka 😛 . .Water/Łoter ….wystarczy wziąć mokrego Kija czyli Go Jęte i do żaru wsadzić i poczekać co kij ,,wypalony ” czyli Ło nam Da 🙂 to co Ło Da się w parę zamienia ,stanie się chmurą i spadnie na ziemię jako deszcz …Łoter… Ło To Robi ….Wode to ,,Wypalone ” Da z Go .Ło ,, Wypalone” ,,Gotowe ” to tyle co Być ,,więc Ło i Być są bliskoznaczne a W (z pewnością późniejsze ) może być zamiennikiem tak B jak i Ł .A GO to Ojciec Szefa Wszystkich Szefów 😛

      • Czyli, że
        WaTeR, to
        BL”oTeR.
        Więc prosty wniosek, że
        BL”oTo, jest od słowa
        BL”oTa, czyli obecna
        WoDa.
        Widać podwójny dowód na
        B>W, oraz
        T>D.
        Dla mnie szczególnie istotny jest dowód, że D, to akcentowane T, czyli, że T jest „starsze” od D.

        • Poprawka:
          To
          BL”oTa byłoby od słowa
          BL”oTo,
          bo „a” jest młodsze od „o”.
          Zatem tok jest od „błota” do „wody”. W tym kontekście nazwa Bałtyk wydaje się oczywista.
          BaL” TyK
          BL”o TyK
          Jako dwie sylaby. Dyplomowani językoznawcy zapewne wskazaliby na „przestawkę”. Ja wskazuję zaś na rdzeń
          BL”o
          powstały z dwóch prardzeni
          Bo” L”o.
          Jako nowe słowo, będące już minizdaniem, przybrało postać jednej sylaby, poprzez wyciszenie jednej samogłoski. Zastanawia mnie jednak, jaki mechanizm wskazywał na samogłoskę pozostawioną do głoszenia? Ciekawe też, czy wybór takiej samogłoski zmieniał znaczenie powstałego rdzenia?
          BaL”
          BL”o.
          Od pierwszego mamy „wołnę” i „falę” a od drugiego „błoto” i „wodę”. Zatem nieznaczna zmiana znaczenie rdzenia nastąpiła przy wyborze samogłoski głoszonej w tym minizdaniu/rdzeniu. Być może to właśnie zmiana rozumienia minizdania była motorem wyboru przedmiotowej samogłoski, co pozostało w mowie do dzisiaj.

          • Wode ,, rodzi ” Ziemia( Go) …jest z ,,Ryte Go ”,czasem wystarczy ,,Ryć To Go” i wypłynie woda ale wpierw będzie Błoto .,,Rodzi” też wodę każdy ,,owoc ” wystarczy że Go ,,Ry To ”, Woda z nieba w postaci deszczu jest wtórna ,myślę że bez problemu nasi przodkowie to zauważyli że woda z nieba to para zmieniająca się w chmurę dającą deszcz .Tu zauważam że ,,wykonane” R mogło przejść w BŁ/L ..czyli Być ,,Wypalonym „/,,Spalonym” /,, Gotowym” /,, Zrobionym” …,,Ry To” mogło przejść w ,, Bło To ”.,,Ry To” dawało by ,, owoce” np ,,Błoto” 🙂 ,natomiast ,,Ry Go Na ” dawało by ,,narzędzia ” np: Organ ,czy po przejściu R w BŁ ,,Błogień” .Ja tu ,,rozkładając ” dzisiejsze brzmienia zdaje se sprawę że inaczej one brzmiały dawniej ,lecz tak jest bardziej czytelnie 😛 .Bałtyk, Balaton ,to nazwy słodkiej wody ,w przypadku Bałtyku nazwa od czasu gdy była w nim słodka woda(Morze /Mare to ,,koniec Robienia To ” stąd pewnie sens ,,śmierć ”) …Bałtyk słowo indoeuropejskie na 200% 🙂 czy zatem tę nazwę mogli nadać ,,stepowcy ” co to mieli przynieść języki IE do kultur nadunajskich ? 😀

        • Balaton.
          Wskazywaliśmy na znaczenie nazwy tego jeziora jako „biała toń”. Teraz jednak widzę skojarzenie znaczenie starsze, bazujące na tych samych rdzeniach, co nazwa Bałtyk.
          BaL”TyK
          BaLaToN.
          Zatem nie „biała toń”, ale „fala na tym”, czyli raczej „falista toń”.

        • Nazwy rzek, takie jak: Błędzianka, Błotnica, Białka, Biała, Włodawa, Wełtawa, Wełna, Wołga, Wilga, Balewka, Bałutka, Falenica, Folusz, Paleczka, Pałusznica, Pilica, Piława, Pełta itd., mogą po prostu oznaczać wodę w różnej postaci.
          Jasna też staje się nazwa „płetwy” i wiemy, czemu chce nam się „pić” i skąd się wzięło „płukanie”, „pływanie” a szczególnie „płyn”.
          W tym kontekście określenie „woda płynie”, to „masło maślane”.😃

          • Każda rzeka to woda 😛 , w zależności od od cech rzeki i ich rozróżniana bywają różnie nazywane , ,,woda robiąca „‚ to Warta a ,, zmieniająca kolory „‚ to Biała tak jak kolor biały który można rozszczepić ,Biała Tarnowska momentalnie może zmienić kolor .

          • Warta zawsze z dozorowaną granicą mi się kojarzyła. Z wartownikami i wartowniami (warowniami).
            Faktycznie z rdzeni wynika
            WaRTa
            BaR Ta – być robić tu, robić poprzez bycie w określonym miejscu? Cóż, to podstawowe zajecie wartownika.😉

          • Wartownik pilnuje określonego terenu ,jest gotowy do natychmiastowego działania w ściśle określonych granicach. Wartownik …Być Robić To ,Być Nie Te Go , czyli wartownik to ten co pilnuje (robi) nie swoje .Warta to określony chroniony teren .Barć to ściśle określony ,,teren,, chroniący pszczele gniazdo i co ciekawe barci się nie robi , barć się dzieje …myślę że związek barci i warty w tym co powyżej napisałem widać 😛 .A na koszary w moich stronach gada się ,,kaszarnia ” co na pierwszy rzut oka wygląda na miejsce produkcji kaszy 🙂

          • Koszary, kasza, kuszać, kusza, kąsać, koszerny, ku żarciu, itd.
            Kaszarnia, to tak naprawdę rzeźnia, może też strzyżenisko/golarnia.

          • BaR Ta – parcie, oparcie, partia, Sparta. Raczej z pozycją się kojarzy.

            BaRC’, to jedna sylaba
            Ba Ra C”a – być robić ciąć, logiczna nazwa.

            I tutaj niespodzianka, nazwy miejscowości:
            BoRuC”a
            WaRS”aWa
            BaRC”
            BaRCeLoNa (wycięte ogniem)
            BaRC”eWo (tak brzmiała dawna Warszawa 😄)
            BaRC’N
            BoRuTy
            BoRDo
            BeRGeN
            BeRGaMo
            BiRC”a
            FoRST
            FeRSKo
            FaRSaLoS (jak Barcelona)
            WeRSaL
            PaRC”eW
            BaRtoS”yCe (to chyba konkretnie od barci)
            BoRTo’W , itd
            Wszystkie wskazują na wycięty bór.

          • Być Robione To i Być Robione Cięte ,to nie do końca to samo ,masz rację .Jeśli W to BŁ ,wtedy Warta mogła brzmieć pierwotnie Błarta …Byćie Wypalenia Robić To. ,można by rozumieć jako ,,pilnować istnienia gotowego ”(to ma lepszy sens od ,,Być Robić To ) a to się znacznie różni od Barci …Być Robione Cięte .Ale z drugiej strony Wartownik zwany jest w moich stronach Wartnik a to bardzo blisko do Bartnik 😛

          • Warszawa ….jakby spróbować tak BŁaRSZaBŁa …Być Wypalonym Robione ,Sieczenie Całe ,Być Wypalone ….można rozumieć ,,narzędziem wycięte na gotowo ” Warszawa to miejsce wykarczowane a nie wypalone , czyli powstała jako osada leśna a nie rolnicza ..a wie może kto jak to było z początkami Warszawy ?

    • Słowo Gicz …. i Kość – Goszcz – do tłuszczu, do spalania – GiSZCZ – SZCZ – i piSZCZel – zauważcie, że to części anatomiczne. Ważne z punktu przetrwania – ( tratwa życia). Jestem ciekaw Waszych spostrzeżeń – skoro w korelacji do czasu i miejsca tworzy się ważne słowa ( waga – matrona) , to słowo przetrwać odnosi się do jakieś katastrofy, wydarzenia na skalę globalną – bo bytować, to forma bycia i rozmnażania w sposób spokojny,
      Tan-DaVa – Dance – Danke – Dziękuje – Dzielić przez Kucie, kuć – podskakiwać – zatańczyć z kimś, złożyć podziękowanie, zaprosić do Tańca – za pro siec – stąd być może prosiec – to forma dziękczynienia za Ist, czyli mamy punkt odniesienia do każdej religii: dziękczynienie, zaproszenie, przeprosiny ( choć moim zdaniem, z tym jest problem; gdyż wiele sekt religijnych nie uznaje tego słowa).
      Jedynymi którzy to praktykują, są Łowczy – skąd to wiem: gdyż składali ofiary całopalne ku BoGom za to aby móc zjeść musieli zabić ( akt skruchy, ROMA).
      Ten rytuał został wykorzystany przeciwko Nam! Miał on nauczyć innych aby szanowali to gdzie żyją i jak żyją. Jak widać, kazdemu różne kamienie na sercu leżą więc sposób spostrzegania swiata jest uzależniony od korzyści!
      Stąd nigdy religie judaistyczne nie będą Prawdą, sa tylko substytutem kultury Łowczych – Słowian!

      • Dziękuję … Do Całego Go Jęte …,,wdzięczność za otrzymanie,, . Proszę ..,,Pobyciu,, Robienie Sieczenia Całego …,,upolowane/zebrane dziele ….dając komuś odkrajany kawałek czegoś mówi się proszę (zebrane dziele ) .Prze …,,Pobyciu,, Robię Całe .Katastrofa …Go To Sieczone To Robi Bycie(Pobyciu ) nie wiem jak to rozumieć 😛 . Tłuszcz To ,,Wypalenie ,, Sieczenia Całego Całej Całości ….masło maślane masła 😛 w końcu to tłuszcz . Kość …Go Siekane Cięte ….kości to integralne ,,pocięte,,części naszej Całości czyli Go

        • Ku ogniu i do ognia, lub i z ognia – co jeszcze raz przekłada się w Sławku w języku polskim:
          Ryć – Orzeł – Rylec – Bolec – Z Pała – spała – spala – symbol miecz
          Trzeć – Tyrs – ścierać, wytrzeć, trzeć – ku ogniu – cięciwa – C – symbol Ryba ( a to masz kamienne tabliczki z Sumeru)
          Kuć – skuwać – kuć w ogniu – czyli ku ogniu.
          Proszę, ma formę zapraszającą oznajmującą ( Darczyni) i pytającą ( Darbiorący) – od tego mamy DOBRANIA – DOBRO.
          Dziel kując – taniec – ( Słowiańskie Noc Kupały – takie tam 10000 lat tradycji) – Da NIca – czyli za pokarm Pro Siec ( Samiec otrzyma Nica, ku ogniu i z ognia) .
          Siec – siekać – to inna forma słowa ciąć, trzeć ( raczej trudno siekać mięso, raczej rozrywać, odrywać, przecierać) Kły.
          Siekać twarde, jędrne, raczej warzywa może stąd skojarzenie młode jędrne – stare, wysuszone miękkie.
          jąć – kuć – cuć, czyli coś robić w czarze w nicy, zmieniać postać
          to samo madar – made, robić – działać – mady to żyzne gleby
          Po słowach poznamy okresy zmian klimatu.
          Generalnie – Pała w ręku była i obdarowywała – więc Ojciec! Zupełnie inaczej niż modele i markery kulturowe z południa – przyznasz racje.

          • Jedno ALE u podstaw nie Ogień lecz GO .GO jest wszystkim co daje energię do bycia .GO jest Do wszystkiego co być daje…. GOD . Spróbuj to zrozumieć a wszystko stanie się jasne 🙂 Ziemia dla starych Greków to Gē ….Matka Ziemia co wszystko do Bycia daje 🙂 LeCZ …Spalam Całości Całość . ALe …(j)A Spalam .Ryć …Robić Cięcie .Trzeć To Robić Całe śCięte

          • Żarna /Gszarna …Go Siekane Całe Robi Na ..Gsza blisko do Kasza .Kasza …Go Siekane Całe .Żer/Gszer …Go Sieczone Całe Robi .Jest w użyciu taki nowotwór słowny TeGoWać , nie lubię go lecz pozwolił mi on zrozumieć czym jest Go ….a oznacza on wykonywanie praktycznie każdej roboty .TeGoWać to ; orać ,gotować ,drzewo rąbać ,układać i tym podobne 🙂 TeGoWać …To Go Być Cięte …wygląda na to że w podświadomości mamy że Go to ,,podmiot ,, którego ,,obróbka ,, daje nam być .

        • Sławku masz słowo EGO. Ale wracam do słowa G ( czysta, dziewicza). Jest kilka równoważnych markerów, które wskazują potęzny zasięg Viedy w G ( czarna madonna, matka ziemia, czy biało i czarno BoGi – w zapisie zmienionym w postaci BóG – gdzie i przeniesiono nad O, czyli proste graficzne przedstawienie O kobiece , I męskie – to system O-1.
          A spójrz na zapis G nyja, i co ma wspólnego z łacińskim słowem NitroGenum – czego markerem jest azot, związki azotu, azotyny, azotany, morowe morze jakiego koloru jest? Jakiego koloru ma widmo azot?
          Procesy G nilne – czyli G NyJa jest silnie skorelowane z porami roku w naszej strefie klimatycznej – determinant – G ŁoDa – łacińskie nitrogenum – to nic innego jak nie trze G- nie dostarcza energii.
          Proszę słowo Bałtyckie od słowa BołoTo – baGnyja- czyli w epoce cofania się lodowca tereny były zalewane tworzyły się bagna, torfowiska, Sola w zimie było mało, a na wiosnę się budziło, wstawało, Białe Ziemie zamieniły się w coś czego Łowczy nie znali, musieli poznać i znaleźć receptę – Proces gnilny odbywający się ciągle jest niebezpieczny dla żywych istot – stąd Ta Ma Ra – ta która pilnowała aby świat zmarłych nie mieszał się ze światem żywych – Ta MaRa, Ta Mo Ra.
          Zauważ, że powstanie sił BiałoBoGów i CzarnoBogów początkuje integrację dwóch światów już ok 12000 lat temu ( przypuszczam, że Łowcy mają niebieskie oczy, są bardzo wysocy i silnie zbudowani, i bardzo jasną karnację ciała) rolnicy zaś z BałaKanów ( nie bez przypadku mamy KaNaN – czyli nie kalający, nie kłamiący – rolnicy, są niscy o piwnych i brązowych oczach).
          Czarna ziemia wilGotna nie uprawiana, nie ryta – gniła, nie rodziła
          Biała ziemia skuta, starta – rodziła ale rosliny do niej przystosowane ( endemiczne), trawy, mchy, a więc naturalny pokarm dla stad zwierząt mamuty, nosorożce włochate, jelenie olbrzymie, potem renifery, karibu, a potem już udomowione przez potomków Łowczych inne gatunki zwierząt – dzisiaj zwane domowe), tymi zwierzętami i z nich żyli Nasi Przodkowie ( To Nasze dziedzictwo) Spadek Po Ojcu – Białko. Znali obróbkę kamienia, bo nie było drewna, znali proces rozpalania ognia- gdyż to marker przetrwalnikowy, nie musieli się martwić o czystość wody i pokarm ( woda z lodowca była KrySZCZ – zimna i czysta ( proszę: KriG – KrySZCZ – SZCZ – G to ten sam energetyczny symbol z tym, że SZCZ to dwa w jednym u Łowczych, a G u rolników.- KriGS – to krzyż, RyG – RyGa – do Rycia, Do Palenia – kuć znaczy palić)
          Jak zatrzymać proces gnicia – proszę słowo Sól – czyli ten sam zabieg SoLi – s łona woda, wody płodowe- kolejny marker reinkarnacji w odniesieniu do bóstwa Solarnego – zupełnie inne znaczenie ma na południu, tam Sól zabija tutaj ratuje życie.
          MaDe – MAdy czyli muł rzeczny – ważny dla południa – od tego czy spadnie deSzCz czy nie ważyły się losy całych miast państw, cywilizacji nad Nilem, Tygrysem, Indusem, Eufratem. To co było martwe na dnie rzeki zasilało białe ziemie, czyli wypalone słońcem.
          Dla Białej Ziemi startej ważne było RUNO – ono z Godami ryło skały, zamieniało w GołoboRze, te z kolei rozpadało się na mniejsze frakcje aż stały się G Lebą, proces palenia dostarczał wszystkich składników potrzebnych SZCZ – aby wyrosło, od najmniejszego do największego czynnika biologii, poza tym nie sprowadzał niepotrzebnie drapieżników i padlinożerców – gdyż życie członka plemienia było najcenniejsze, gwarantowało przeżycie, przetrwanie po utraconym RaJu.Całopalenie, pozostawiało Biały popiół a babka, brała dziewice i rytualnie nacinała część ciała i upuszczała krew, czerwień – dawała tym samym znak, otwierała wrota dla duszy, aby w Nowym Ciele duch mógł się odrodzić.
          Wszystkie rytuały jakie odbywają się u Nas dzisiaj mają wielotysięczną tradycję, jezyka nie tworzy się w 1000lat, to proces skomplikowanej nauki i nie można oderwać go od środowiska!
          Biel i Czerwień – hinduscy kapłani mają wymalowaną na biało twarz i kropkę czerwoną na czole, flaga Japonii to biel i czerwone Sole – WiSznu.

          • Ego to świadome Go a Kij rodzący w ,,ogniu,, wodę nie koniecznie jest świadomy .Nie Bóg a Bog ,Boh ,wedyjskie Baghati …Być Go Go To. Mar … Mieć Zrobione ….koniec robienia ,, śmierć,,.Mir Mieć Robienie …cały czas robić ,,świat,, . Świat …Siekanie Być To .Kwiat…Go Być To .Jeśli zrozumiesz istotę Go/Ho /CH/Ku wszystko stanie się jaśniejsze ….rusz do przodu 😛 .Język tracki Achel ,woda (j)A Go Spałam . Nitro ..Nie To Robi .Węgiel /Łęgiel … Być Go Spalane … lub ,,Wypalone,,(,,gotowe,,) Go Spalam .Jak widzisz można obrazy czytać matematycznie ze zrozumieniem 🙂

          • Czy aby białe z czerwonym pośrodku to nie kolory rozgrzanej prawie na maksa stali ? Kolor ….Go Spalanie Robić ….,,kolor,, to powłoka zmieniająca się pod wpływem ,,spalania,,.Biały …Być ,,Wypalonym,, …,,kolor,, ,,gotowy,, a właściwie nie do końca gotowy bo ,,i,, to ,,zmniejszenie,, czyli biały to ,,bywający,, gotowym ,w przypadku stali wystarczy ją trochę ostudzić a staje się czerwonym .Czerwony …Cała Całość Robiona Być Na (Ny to raczej Na ,bo Ń ,Ni to nie .)…następnym kolorem jest Biały .Czerwony/Czerłony można by rozumieć też tak Całej Całości Robione ,,Wypalenie ,, Na , bały ,to też ma sens

          • Zastanawia mnie istota Ż ,najbliższe możliwe znaczenie ,, Żyć,, ,,Żąć ,, .Żyć …Ży Cięte ….nie widzę w tym sensu ….chyba że Ż to zbitka GSZ ? wtedy Żyć to Gszyć …Go Sieczone Całe Cięte , a to ma już sens .Żaba … Że Być …tak o całym byciu można powiedzieć 🙂 Gszaba …Go Sieczone Całe Być …żaba żyjąca w środowisku wodnym i na lądzie Bytuje na Sieczeniu zCałego Go …raczej wydaje się logiczne .Frog …Być Robiącym Go …jakoś do poprzedniego ,,ciągu ,,pasuje .Oj dały nam Dziady w spadku zagwozdki

          • Sławku G po cięciu jest Ż.
            BO, Ba- mądrość, Go,Gi- czystość
            Ba – Ba = mądra, vidząca, viedząca
            Na Ba – rozpalano Ło – Ła – stąd masz ŁaBa, BaŁa – tańczono przy nim czyli BaLA LaBa ( czyli odpoczynek)
            Kuś,Kuć, Kuź, i KaZ – nie bez przyczyny Z,Ź,Ż jest na końcu
            Ma G bo jest BoJ, po cięciu, inicjacji jest WoJ, MaŻ, a ona Ż-ona, miejsce ku łogniu to LęGi – Le Ż eć, a powtarzajacy rytuał Ś LEGi, w zapisie Ś masz X czyli KrIG, Krzyż – a więc RyĆ, RyL, Rył- O RyŁ a Ż Żąć Ona wiec postaje OrŻeł gdyż ąć to eł, el, al ( podstawa).
            Bia ła – czyli biała jest nie zapisana, do G czyli z mądrości Przodków ku czystości DeVy.
            Kolor biały wtórny to spalone, lub starte – trzeba RyĆ aby było Żyzne, bo musi powstać G LeBA

          • Dla uściślenia ,Go po Sieczeniu Całym staje się Żęte .Sieczenie kojarzy mi się z przysposabianiem a Cięcie z podziałem Całego .Biały to ,, najwyższy,, kolor ,to kolor Słońca ,czy rozgrzanej na maksa stali …i dla uściślenia Biały to nie Być ,,Wypalonym,, ,,Gotowym,, a Bywać ,,Wypalonym ,, ,,Gotowym ,, czyli jest to kolor ,,Niestały ,,…ten kolor może dać podstawowe kolory .

          • Z tym Ż i Ź to wydaje sie że mają jednak nierozłączny związek z życiem, zielenią roślinnością czyli Matką Naturą , Bogiem
            (Ż)yto to żywe , (Ż)yje bo jem (Ż)ywe zielone
            Żąć – to zabrać Ż czyli życie (ściąć drzewo ,zboże)
            zboŻe – z żywego (boga) dar natury
            Ż- prawdopodobnie najstarsze określenie życia, boga
            Ż.>G>H
            BoŻ,>BoG>BoH
            Zakładając że Ż jest tożsame z Ź to wyraz „źdźbło” oznacza
            Ź(Ż) żywe , zielone (Dź) dźgnięte w (Bło) błoto – bagienne trawy może pierwsze zboŻa
            „grzyb” to żywa ziemia , gdzie G to ziemia RZ to Ż żywe, dziś to udowodnione tzw. mikoryza , jak jest G-Ż-yb to jest życie
            R- to ruch
            r-Żnąć , zabrać żywe zielone ze sobą ( ściąć drzewo) stąd do dziś można „rżnąć kogoś na kasę” czyli zabierać( też życie)

          • @Skierka
            Żyto, bo żęte; żyje, bo do żęcia jęte; ryż i zboże jest tym samym, co żyto i przenica. Żyć i żąć jest tym samym. Chodzi o czynność żęcia, cięcia, ktorej umiejętność zapewniała przetrwanie. Wszystko, co z przetrwaniem się kojarzyło trzeba było ciąć. Czynność jest podstawą skojarzeń a nie opis rzeczy. Czasownik jest podstawą nazewniczą dla przymiotników i imieslowów a one z kolei stanowią rzeczowniki.

          • Mamy wspólne z ludami irańskimi pojęcie Boga ,ma ono związek z awetyjskim słowem ,,baghati” (nie wiem czy dokładnie podałem ,bo z pamięci pisze ,lecz jest to ten sens ) znaczącym ,,udział” …które można rozumieć jako ,,bogactwo” ….to za profesorem Moszyńskim .Mamy więc Boga/Boha a nie Boża . Uważam że Ż to ,,zbitka ” G S Z ,czyli tyle co ; Go Sieczone Całe ,rozumiane jako Żęte .Tak samo RZ to zbitka R Z …Robione Całe , co jest dla wszystkich chyba jasne … ale wypowiadane jest jako ,,Ż” .Nie tylko Zielony jest kolorem ,,żywym” ,jest nim także kolor Czerwony , zielony to bardziej kolor ,,młody” ,,niedojrzały ” ,, mający potencjał” Zieleń ..Cały Spalany Nie/Na , jest to kolor ,,dzialajacy”. Grzyb …Go zRobione Całe Być …jakby nie patrzeć to grzyb jak już jest ,to od początku na gotowo zrobiony .Myślę że Z Ź Ż można rozumieć jako ,,działanie na całości ” lub coś w tym rodzaju …Ź Z było by jako możliwość ,,działania na całości” a Ż jako definitywne zakończenie ,,działania na całości ” .

          • @Stefan Urynowicz ,Sławek
            Dzięki Panowie za sprostowanie mojej wypowiedzi ,czasem zbyt mocno meandruje w swoich „odkryciaciach” językowych :)., ale czasem jak się popłynie to coś fajnego wpada.
            Przy okazji pytanko.,
            Zakładając, że języki słowiańskie, a zwłaszcza polski przechowały znacznie starsze pokłady języka PIE niż np. sanskryt, to głoski typu Ź Ż Ś Ć SZ,,CZ RZ( w moim odczuciu bardzo stare) onomatopeiczne, to przecież gwizdy świsty,trzaski, piski, szelesty, są bardzo trudne do wymówienia dla obcokrajowców w tym również innych Słowian. W polskich gwarach z kolei zmiękczają się przechodząc w Z ,S, C np. gzyby , descyk itp.
            PYtanko :Czy w takim razie jęz. polski nie powinien byc traktowany jako taka PIE matryca .i w rozważaniach brany pod uwagę przed sanskrytem i awestyjskim ?

          • Teza jest tezą i każda nawet ta absurdalna dopóki nie zostanie dowiedziona lub obalona ma prawo bytu …to normalne ,nienormalnym jest trwanie przy swych tezach bez racjonalnych przesłanek .Życie to nieustająca tułaczka …wszystkim od czasu do czasu zdaża się trafić na manowce 😛 .Co do sanskrytu ,jest tam mnóstwo słów nieprzystających do języków IE np: Gandhakah tj Siarka …nawet nie wiem jak ta aryjską siarkę ugryźć by miało to sens 🙂 Sanskryt jest bezwątpienia językiem w całości IE ,czy zatem Sanskryt to nie mieszanka języka Ariów i języka IE który wcześniej trafił do doliny Indusu? .Co do polskiego : uważam że nasz język rozwija się w sposób ,,czysty ”z ,,matrycy ” tu w Odrowislu co najmniej od kultury świderskiej. I ta cała migracja ze stepu niczego nowego nie wniosła bo albo byli IE(może potomkowie postświderskiej kultury desna ?) albo się ,,wynarodowili ”

          • Sławku.
            Jakby nie patrzeć na BoG(a)
            to widać, że udział w tworzeniu tego słowa mają dwa prardzenie:
            Bo” Z”o” .
            Jasnym też wydaje się, że
            Z”/S”/C”>Z/S/C>G/H/T(D).
            Zatem Bóg, byt, bogactwo, bieda z tego samego pierwotnego sensu się wywodzą.
            Oczywiście, jak to w polszczyźnie, można się szybko zapętlić, bo mamy np.: zbożny. I co? Od boga, czy od zboża?
            Bo’G – żący?
            Bo’K – jest ku?
            ByT – jest to?
            BuT – będzie to?
            Wiadomo niby (z Bogarodzicy np., że zbożny, to bogaty. Czyli od zboża, czy od mocy, bo może wyciąć wrogów i zabrać ich mienie?

            Skierko, takie pętlące się skojarzenia, to rzecz normalna w polszczyźnie. To dowód na wewnetrzny i spójny rozwój naszego języka od tysiącleci.

          • Język romski ,Dszijaw …żyć ,aż się prosi napisać Żijaw 🙂 ,uważam że tak Ż jak i K to nie rdzenie a ,,wielordzenie” .Przy tym przykładzie z języka Romów rodzi się pytanie ; czy język Romów to kontynuacja języka Ariów ? Czy może jest to kontynuacja jakiegoś języka IE który mógł się pojawić w Indiach w czasach przed aryjskich ?. Bóg/Boh ,God . Bóg/Boh …Być Go/Ho .God …Go Do/To. Bóg jakby na niego nie patrzeć ,to jest to ten który jest ,we wszystkim jest i wszystkim jest ….to suma bytów energii i materii wszechświata .Bok ? bok nie jest bytem ,to integralna część bytu …więc można by go rozumieć jako Być Go To czyli Być TeGo .But to być może z germańskich jakiś skrót ,tam u nich ,,boots,, chyba 😛 my mamy Ciżemke …Cięte, Żęcie Mieć ,To Go …jakolwiek to rozumieć 😛 .Bogówrodzica Dziewanna , Bogów Sławiąca Marzanna .Zbożny ..Całość Bycia Żętego Na …zbożny pobyt to bogaty pobyt bo mamy pełne spichlerze .Mam problem z Z ,rozumiem je jako ,, Całość” czyli zebranie tyle ile potrzebujemy do czegoś lub na coś ,lecz to nie jest wszystko co można by zebrać …wszystko to Ż….wiem że łatwo się zapętlić ,lecz póki co widzę w tym co tu pisze logiczność ,wiele bym teraz napisał inaczej niż na początku ,bo codziennie zauważam nowe zależności ….to jest prosta droga ,a prosta droga ma to do siebie że nie ma ani początku ani końca 😉

          • Sławku.
            Dyszjaw, to mi się z „dyszeć” kojarzy. Czyli oddychać. Skojarzenie życia z oddychaniem jest jest niepodważalnie logiczne. W rosyjskim z kolei atdychnuc znaczy odpocząć, też niepodważalnie logiczne.
            Pytanie: jak powstało słowo dyszeć?
            DyS”eC’
            Dy S”eC’ – dwie sylaby
            To S’eC ?
            DeH’
            DuS”a
            TuS”a ?
            Oddech jest czynnością cykliczną. Niby oddychanie jest ciągłe, całe, ale składa się z oddzielnych oddechów, odrębnych czynności. Jakby pociętych na części.
            Stwierdzenie
            To S”a – pocięte
            Du S”a – dusza
            DeH’ – dech
            jest więc jak najbardziej logiczne.
            Mamy też w tym dowód na
            S>H.

          • @ Sławek
            ” Z ,rozumiem je jako ,, Całość” czyli zebranie tyle ile potrzebujemy do czegoś lub na coś ”
            To by się zgadzało bo przecież Z funkcjonujące jako przedrostek wskazuje na dokonanie czynności. Można przecież drzewo ciąć aż w końcu w”całości ” je Z’ciąć.
            Czyli Z jest takim rdzeniem funkcyjnym.
            Co do „zbożny” to przy założeniu,,że Bóg to całość ożywionej materii do zarówno jest od Boga jak i Zboża.jest dobre bo jest . Bogate też. Jest podobne słowo ” pożytek” , czyli żęciu- plon- korzyść- dobro- zysk.
            Podsumowując to:
            Zżęte żyto pożytkiem jest, zbożem i zbożnym darem : -)

          • @Skierka myślę że to dobra Droga 🙂 jak to gadają Słowacy albo Chorwaci ..Sposob 🙂 inne określenie drogi Put Weda 🙂

          • @Stefan ,Dyszeć …To/Do Sieczenie Całe , Cięte ..T/D, S, Z przeszło w Ż i mamy nasze Żyć .Wygląda na to że Ż to zbitka T/D , S,Z ,możliwe że G ,S ,Z też da Ż .Żyto ..Go Sieczone Całe To ma lepszy sens niż To Sieczone Całe To .

          • Dusza(esencja życia) jako Ż ,wtedy żyto to Dusza To , jak najbardziej ma sens .Zastanawia mnie czy G nie jest pierwotne ,jego związek z ,,duchem” widać w ,,Gnost” .G mogło przejść w T/D ,a GG ,TG ,DG ,TD itp w K

          • Wataha , jeśli Ta Ha przeczytać jako Ka to mamy Waka , a to jest bardzo blisko do chorwackiego Wilka -Vuka .A łod cego ta Wataha to ino Licho wjy ,co to Wilki w lasak trzymo, zdala łod luckich chołup 😉

    • Słowa dziecka wypowiadane jako jedne z pierwszych ; agu agu ła ła ….Ja Go ,,Wypalone” ,,Gotowe” (no nie do końca gotowy bo zębów nie ma 😛 ) by swą pełnić Ro Le . Agua /Agła … (j )A Go Ło …Ja Go Wypaliłem …czy coś w tym sensie 😛

  5. ZARANIE , Całe Robienie Na PURUSZA , Był Robiącym Sieczenie Całe PRADŹAPATI ,Był Robiącym Do Cięcia Był Tym (Jącym) ….. PRYTHIWI Być Robiącą To (go) Bycie …… DJAUS Do Jęcia Sieczenia ….można dalej ale se dam spokój, bo nie wiem czy to czytanie obrazów matematyką ? Czy samozapętlenie jakieś ? ;P

    • Agni ,(j)A Go Na ….zdaje się nie mieć sensownego znaczenia ….(j)A.,, silą wywołującą,, , G ,,wykonującą,, ,Ni wskazanie kierunku ….czym jest to Go ? Może ma jakieś głębsze znaczenie ? Bóg Być Go ,Golić Go Pali/Tli ( opalanie skóry ) , Gruby …Go Robi Być ,Gorac …Go Robi Całe ( robi to i ciepło ) Góra /Hora Go Robi ( lawa góry robi ) czy GO to nie jakaś siła życiowa ognia ? Istota ognia ,siła sprawczą ognia ? ,,Zarodek,, ,,Jądro,, ,,Indra ,,?Gar/Har …Go Robi , Nagar …Na Go Robiące 😀 ….zapętlenie ? Czy jest coś na rzeczy ? Podobne znaczenie miało by Ho jak i Ko/Ku

      • JaGnie – G jest czyste – VIR Gin – krążyć ku ogniu
        Swiat wywodzi się z YaYo – eGG – Z czystości – ogień jest czysty, czyści – jest kat, sat, stąd Ło Gień
        stad symbol baranka, jagnię – Słońce wypala G – i daje Ż – niwa

          • Gi Nica – nie orana, nie palona – Giniła
            G po Paleniu da Ż
            A Pol Ło – Połowa, dzielić, dzierŻyć biereŁo, rozDZIERać
            Tur, Tor – trzeć, rozPALAć – ThurGen – Jur Gen – Jerzy
            widać jak G ewoluuje w RZ w funkcji łączenia –
            PaPier Gin – biała księga – kniaginia, w językach wschodnio- Papież: południowych przechodzi w Sz z RZ, a bardziej na wschód w Cin.

            Mi Tra – Ma Trzeć
            KriS – Ryć – od tarcia, kucia, pałania ku ryciu, stąd Ma Ryć,
            gdzie fonetycznie S przechodzi wiotkie J ku Ż nięciu, co koreluje z językiem dzisiejszym francuskim gdzie J wymawia się jako Ż.

            Ale wcześniej będzie SZCZ, Chrz, – odgłos pocierania kamienia PTR – pater, POTrzeć aby rozpalić SZCZ – tłuszcz, NIca tam gdzie zbierano tłuszcz mamuta, a potem rozpalano ogień.Męski i żeński atrybut. jeśli nie było nicy to był PO ŻaR!

          • Dźwiękonaśladownictwo – mamy trzy rodzaje funkcji znaków:
            odwzorowanie dżwięku, odwzorowanie aparatu mowy, rysunek-obraz, pierwotny to dźwięk: światło – skoro światło – to etniczne dźwięki, pierwotne, to dźwięki SZCZepów, P”o”L”e”mion ( mianownik Pa, Po słowa MO, MU – księżyc) funkcja dzielenia – z matki ku dziecku, dzięki PALE ŁOJCA, WOJCA, WODZa, WODZIA – łać
            Słowa to matematyka, im pierwotna etniczne ich źródła tym najbliższe prawdzie ( stąd) BALA, BAL, ku tancu, tańczono przy Łogniu, w dniu gdy zdobyto POŻywienie – i znów masz etniczne P, Żpo G, ku dzieleniu.
            Zauważ Stefan, że ten mechanizm wykorzustują wszystkie religie judaistyczne – TORA to nic innego jak pierwotny słownik Naszego Dziedzictwa NaRODowego – Łowców.
            Słowa to prawda – gdyż fonetycznie one rozdzierały eter, pierwotną czystą Gin, dziewiczą – ona niosła dźwięk, energie i zapraszało do GoDów w rytmie SOLA – Bo – mądrość, jak woda, Gi – czystość, De – przychylność, Ve – komunikacja – stąd etniczne – BoGi, Przodkowie, GoDy – teraźniejszość, DeVy – przyszłość – Wielka Trójca spajająca Naszą Rzeczywistość – punkt KAT har SIS – oczyszczania wodą i ogniem, czyli dzielenia, namaSZCZenie – Stefan – to wszystko rytuały pierwotne zabrane Nam i zmienione.
            Matematyka to siła, wzorce to material bogów – stąd GeN, musi być uprawiany, palony – a słowo Palić, Dzielić, jest przynależne Nam Polakom, gdyż PO LO – to tyle co dzielić, i dokładnie poprzez słowa dwie płcie czyli dzieci bogów pomnażają ich dorobek, bogactwo poprzez dzielenie. Stąd pierwotne _Ya YO – Ja i Ty, to zawołanie jest żywe pośród plemion indiańskich, wspólny etnos – wtedy i tylko wtedy został dokonany gdy ziemie skuł SWAR, wymiana genetyczna,dzięki dRODze – DoRoGa – Droga – Drogo- Drożyzna – zmieniona funkcja słowa – wcześniej DoRoGa – to forma podarunku, a to znamy w najstarszej odkrytej do tej pory świątyni Ziemi – GeBe – kle Tepe ( Wysoki Ojciec) inaczej Swiątynia – Stefan – południowcy – darowali swe G – wysokim bogom w zamian za ochronę, za łaski, lub z pragmatyzmu południe nie było wstanie wykarmić – entropia sytuacyjna ( zapytam się przekornie Was- gdzie jest więcej pokarmu w oceanie południowym ciepłym, czy w zimnych wodach arktycznych) determinant powtarzam zaczynamy od Głodu – Go ład – G daje ład, MIr „Ya”m. Widzisz część wspólną?

          • Mało tego jest wysokie prawdopodobieństwo, że słowa i dźwięki w formie komunikacji pierwotnej były żywe – gdyż wysokie mogło być uzależnione od pory roku, czyli wysokości SOLA ( So Ło nica) Gwiazdy na niebie – H,S,P,T – te dźwięki używane w szczepie były kodem które informowały o stanie położenia w czasie, co raz więcej znaków mówi, że forma komunikacji miedzy poszczególnymi różnymi członkami szczepów to forma nawigacji – gdzie jesteśmy i ku czemu idziemy, wedrujemy, prowadził wódz, – a to Stefanie tylko domena Syna po Ojcu, Łowczych – obserwatorów nieba gwiaździstego – matriarchat przejmuje rolę sprawczą z chwilą wypełnienia spiżarni, ( spich, spig,czyli spotkać się) czyli z bogactwem jedzenia. Jest jedzenie jest MiR, Pokoj – u tutaj znów masz mały dysonans – gdyż co łączy słowo dziękuję ze słowem taniec, i kucie z pokojem, z mirem?

          • Chociaż… z drugiej strony jagnię, to
            JaGN’e”
            Jo” Z”No” – ją żną
            (bez skojarzeń proszę 😄).
            Jąć na rzeź. Logiczna nazwa, tak jak „ogniak”. Wszak w łacinie J mogło zaniknąć tak samo jak L”.

      • Widzę to tak : Go jest ,pierwotne ,dziewicze ,czyste , zgoda , to ,, komórka macierzysta ” ,,Joker,, ….samo Go jest nicością która w połączeniu może być wszystkim. ,,Go byjące,, staje się Bogiem . ,,Go nie wypalone ,, to Ogień . ,,Go wypalone ,, to Głaz ..Go Łe Ca ,,Go wypalone Całe ,,…uważam że Ł należy rozumieć jako ,,dokonane palenie ,, ,,wypalenie,, .Jagnię można rozumieć jako… Jąć Go Nie …jagnię nie jest Go ,jest częścią Go które ,,stworzyło,, Owce ( może Owca pierwotnie to Łowca ..Wypalona Być Cała czyli Gotowa do Bycia ?) …jagnię to,, nie jete Go ,, bo to część Go owcy i nie jest gotowe do samodzielnego bycia ….Gnój ,,Go nie jęte ,,….odpad który ma nadal potencjał twórczy ….bo staje się nawozem, jest Go , lecz dla nas bezpośrednio nie przydatnym to i nie jest przez nas Jęty ….te same rdzenie w Jagnie i Gnój ….. gnój nie jest jedzeniem a jagnię nawozem …to jest bardziej skomplikowane niż się wydaje 😛

        • Owca się koci ,Go Ci ….Go Cięte ….Jagnie ,Jęte Go Nie .A tak ogólnie JąĆ …(j)A /Joł
          Ćięcie/Całe ? Agni ,….Jagni Ja Go Nie ? Ągni /Łogni ,Wypalam Go Nie ?

        • Baranów było pełno, to i na ogniu lądowały. Przylepiła się nazwa, bo krowę czy świnie lepiej posiekać na kawałki. Czemu piec to koza? Bo wymagała bardziej technicznej obróbki? Byk to Słońce A nie owca 😆 Paleniskio? BALENISKO? BALL BULL?? 😆

        • Nasz język to tak długi ,,czysty ” rozwój ,że do wielu słów można dojść drogami różnych skojarzeń .Wracając do Agni/Łogień …jeśli założymy że Ło to wypalony /wykonany to (j)A człowiek też jestem wypalony/wykonany ..zatem Agni/Łogień to ,,Nie Wypalone Go ,,….uważam że Go/Ho/Ku to nie żadne ,,dookreśliki,, lecz pierwotne nazwy na różne emanacje ,,ognia,,.Podobne dźwięki wydają szympansy gdy są w niecodziennych sytuacjach …np pożar wywołany piorunem to chyba niecodzienna sytuacja …to skrobię Ja Człowiek ..Ja Cały ,,Zcałości” Wypalenia Bycia Go 😛

          • Sławku, możliwe że z tymi dookreślnikami masz rację. Wszak jakoś wyewoluowały, a z czegoś przecież musiały.

          • Skojarzenie, skojarzeniowi nie równe. Byk od Być Ciele Ciało Cały. Moloch Molah Mu Lah. Despoci przerobili rytuał ognia czyli adaptacji na krwawe widowisko. Bo od małego uczono chodzenia po węgLach.

        • Łowca
          Tu się można zapętlić. Jeśli „on łowił”, to po prostu „łapał”. Ale jeśli „ta owca”, to jak wskazuje łacina: ovis. Mamy więc rodzinkę słówek:
          ovis
          owoc
          owies.
          Owoce wiszą, kiście owsa wiszą i runo owcy też wisi (w zasadzie wisiało, bo teraz to wełenka jak wata).
          Jest jeszcze wersja z baczeniem, patrzeniem ale mnie jakoś wcale nie chwyta.
          Na łacińskiego „agnusa” ewidentnie mi „łażnu” pazuje, czyli dosłownie „zażnięty na ogień”. Kogut na rosół, to rosolak a baran na pieczeń, to pieczeniak zaś na ogień, to jagniak. Co i tak na jedno wychodzi, byle nie przypalić. 😋

        • Uważam, że w artykule powinienem rozbudować temat sylab wielospółgłoskowych zawrzeć go w tytułowanym rozdziale. Bardziej by zasady tam ujęte zapadływ pamięć.

          Chodzi mi o to, że odczytywanie obecnych słów wprost, na podstawie kilku prardzeni, może być i często bywa mylące. Dlatego w toku tysiącleci używania Mowy zapewne powstały mechanizmy poprawiające skojarzenia słów. Sugeruję, że takim mechanizmem jest blokowanie prazdań do formy sylaby, czyli słowa przodków o nowym znaczeniu.
          Przy odczytywaniu dawnego znaczenia dzisiejszych słów należy więc baczyć na ich podział sylabiczny. Ma to istotne znaczenie w przypadku tak bardzo „wsobnego” języka, jak właśnie polski.
          Zatem takie słowo jak „jagnię” zyskuje konkretne znaczenie po uwzględnieniu sylabizacji:
          Ja GN’e”
          bezpośrednio „ja gńę”, ale to „gięcie” jakieś nie pasujące jest. Bardziej już „ja gonię” by pasowało, przecież stado się gna, to robota pasterza. Zatem, w tej wersji, jagnię byłoby synonimem trzody, bydła, stada. Pozostaje odczytanie znaczenia sylaby, prasłowa
          GN’e”
          po uwzględnieniu spółgłoskowości mamy
          G(o/o”) N’e”
          co daje dwie sylaby, gdzie „goo” do dzisiaj w języku angielskim znaczy idź/goń. W polskim też mamy takie określenia jak „gnie przez pole, dogina”.
          Pytanie zasadnicze jest takie, czy skojarzenie nazwy zwierzęcia powstało z sylaby wyciszonej, czyli „gą”, czy też pierwotnej, głośnej „żą”, którą wyciszyła się później, już po skrystalizowaniu skojarzenia?
          Jeśli do skojarzenia użyto prasłów
          Jo” Z”N’o”
          to znaczenie je „ją żną”, czyli biorą na rzeź.
          Samo
          Z”o” N’o” , to żąć na.
          Kolejność rdzeni wskazuje, że najpierw bylo cięte a potem brane na coś. Ciekawe jest zmiękczenie spółgloski N, które przy imieniu/nazwie własnej „Jagna” nie występuje. Tym samym sens tego imienia coraz ciekawszy się wydaje😉.

          • Od jakiegoś czasu odczytuje poszczególne słowa z podziałem na sylaby bo se uświadomiłem że sylaba to minizdanie …minizdaniem może być też rdzeń ( tylko czy wtedy jest rdzeniem ? 😛 ) np ,,Ż ”to ,,GSZ ,, Żądam ….Gsządam /Gsz(oł)dam….Go Sieczenie Całe (,,Wypalone” ) Do Mnie /Mieć …..czyż nie tak rozumiemy sens słowa żądam ?.I oczywiście miało miejsce skracanie przykładem może być Gżegżółka ,Kukułka ,Zezula …która z rdzeni znaczy tyle co :,,jedno gotowe swoje gotowe ,drugiemu gotowemu jego gotowe ,zamienia jego na swoje ,,.Jak kukułka nas na wiosnę bez pieniążka z kieszeni okuka (oGuGo GoGA) to się nie będzie dażyć ….a dlaczego ? To proste ,kukułka podrzuca jajko tylko do gniazda w którym są już jajka wcześniej wyrzucając je , a my nie mając grosika nic od niej nie dostaniemy ..nie będzie daru . Stefan jeśli nie masz nic przeciwko to daj mi swego maila …mam wiele różnego do ogadania …trza by to dopracować by na forum się podzielić .Kora …Ku Robieniu …nie ma większego sensu 🙂 ale jeśli K to Go Go to wtedy Kora to Go Robi Go (poprzestawiałem Go by było czytelniej :P) ma już sens ..korę robi drzewo …tak samo Łyko …,,Wypalone/Gotowe Go zGo …a Goły/Golec jest ,, goły,, bo samo Go i nie wynika to z rdzeni a z podświadomości że Go jest samo /,,gołe ” , Golec to nie Kolec 😛

          • Jagna/Jaga …Gajna/Gaja …przestawka 😛 nasza Jaga to grecka Gaja ..Gê to ziemia w starogreckim …Jaga/Gaja to ,,czynić se ziemie podaną ” 😛 …a owca się koci więc młode powinno się zwać kocie ,jagnie to musi być jakieś późniejsze skojarzenie …z rdzeni wynika Jąc ,Go Nie jakkolwiek to rozumieć …może to należy rozumieć tak ,, jest to Jęte ale nie jest Go ?

          • A może nie Jagnię a Jagnje jak u Słoweńców 🙂 wtedy Koci/Kocie… Go zGo Cięte .Jagnje ..Ja/Jest Go Na Jęcie . Łaciński Agnus (chyba tak 😛 ) (j)A Go Na Sieczenie …byłby ten sam sens …trza sprawdzić w innych kreolskich językach ,tylko kreole mają to do siebie że upraszczają niezgodnie z prawidłami 😉

          • Agnelle, francuskie jagnię .I tu trza się zastanowić czy podwójne L …sPalanie sPalanego …to Ł ?,,wyPalone ” ,,Gotowe ”..uważam że tak 🙂 Agnelle …(j)A Go Na ,,wyPalone ”.Z tym że (j)A można by rozumieć nie tylko jako Ja, ale Ty ,On ….,,wszystko,, co ma podmiotowość .U Francuzów byłby też ten sam sens odnośnie Jagnięcia .. JaGo NaJęcia :)…. jak urośnie 😛 chyba że kto woli niedojrzałe 🙂

          • @Stefan
            Gdzie są twoje dowody na przejście B w W ????
            Chcesz dołożyć większą porcję fantazmagorii do artykułu?????
            Jeszcze w tym jest dużo kwiatków do poruszenia.

          • @Sławku
            uważam, że ważne do nazwania było to, co człowiek z tym mógł coś zrobić (albo to coś z człowiekiem). Kora, tak jak skóra, nadawała się do produkcji wielu przedmiotów, dlatego nazwa „ku robieniu”, inaczej „do produkcji” jest wyjątkowo trafna. Łyko, to „ku ogniu”, czyli do palenia. Myślę też, że kolejność sylab na znaczenie. Łyko najpierw trzeba zeskrobać i po wysuszeniu nadaje się na rozpałkę. Łyko z suchego patyka od razu po skrobaniu jest rozpałką. Wyraźna jest konieczność zachowania ciągu działań. Skóra, kora już była, jako produkt pozyskania żywności lub opału. Wystarczyło „tylko” coś z nią zrobić. Dlatego faza koncepcyjna „ku” jest eksponowana jako pierwsza.
            Tak mi się to kluje.

          • @Stefan ,spłycasz 😛 .Wczoraj będąc na Słowacji uświadomiłem.se naturalność wymiany G-H .,,Ku” należy rozumieć jako ; to-tam to -do tego itp. …jest to odniesienie jednego do drugiego ..gdy ci dam krowę i powiem ,,Ku ” to niebardzo będziesz wiedział o co chodzi …ale gdy ci powiem Go Ho to już możesz załapać 😛 .Starogrecki ,córka …Kórē ,Thygater ,syn …Hyiós .Jakie jabłko taka skórka ,jaka matka(Demeter) taka córka (Kórē) ,Kórē… Go zGo zRobione a nie Ku Robieniu .Thygater ..To Go ,Go To Robi ten sam sens co Kóré. Nasza Córka …Całe zRobione Go zGo .Syn ,Hyiós…Go Sieczone ? brzmi ,,Hyjós” ,do khuja blisko 😀 , córka to prawie matka ,a syn jedynie z matki pochodzi ,,odsieczony od Go ” .Łyko służy przede wszystkim do wyplatania ….łyko jest już gotowe ,nie trza Go przerabiać ,wystarczy oderwać odpowiednią ,,ilość ” od rośliny matecznej ..i łyko to nie kora .Łyko …,,Wypalone, Gotowe ” Go zGo ….a do palenia są Patyki …,,poByciu” ,To , Go zGo ,…Patyk można rozumieć jako ,,odłamame ,, to go z go(drzewa,krzewu ).Kluje …rozumiane jako ,,pisklę wydziobuje się z jajka ” …Kluje ….Go zGo sPalanie Jeło….czyż wyklucie się ze skorupy nie należy rozumieć jako zaczęcie nowego życia ,na własny rachunek ? Go zGo sPalanie Jeło 🙂

      • Nyja – to NIe Ja, jak umrę to mnie nie ma
        G – jest energią czystą, pierwotną, membraną czasu – przerwać czystość, rozdzierać czas – nieskończoność

  6. B kontra W ,tak to widzę ; w którymś momencie uzyskaliśmy samoświadomość i nazwaliśmy to ,,BYT ,, następnie zauważyliśmy że nam ByĆ pozwalają inne byty ale nie są one nami więc trza je trochę inaczej nazwać .I tak jeden z bytów który sami nauczyliśmy się stwarzać poprzez nasze działanie nazywaliśmy ,ŻaR ,GaR ,HaR ,PyR, FyR ,WaR ale nigdy BaR, Te byty co dawały nam energię do bycia zaczęliśmy nazywać ViT …ViT połączmy z naszym działaniem R ,dał nam podstawowe ,,rzeczy ,, do naszego pomyślnego ByToWania > Byt To Wit , …..VaTRa ,WaTeR ,WiaTR ,FuTeR ,FuTRo …Ogień,Woda ,Oddech ,Jadło ,Odzienie …Wi To Ro >Bycie To Robi(daje)…pięć podstawowych elementów jak pięć palców …jak podstawa rodzącej się Wedyjskiej Religi …Wiedzy a nie objawienia …Wiedza czyli ViT który pozwala na nasz ByT

    • Nie uważam B kontra W. Twierdzę, że W jest tańszą, więc cichszą wersją B. Dla zapewnienia skuteczności Mowy, jako narzędzia skutecznego i prędkiego przekazywania istotnych informacji, B miało większą przydatność od W. Nie jest więc dla Mowy szczególnie istotne, czy ludzie mogli ten cichszy dźwięk wydawać. Ma to znaczenie jedynie w dowodzeniu, że dźwięk B był używany w Mowie wcześniej niż W. O wcześniejszym zastosowaniu w Mowie dźwięku B zadecydowała, moim zdaniem, pragmatyka, bo B było bardziej słyszalne.
      Znaczenie dźwięków pochodnych zwiększyło się wraz ze zmianą celu stosowania Mowy. Kiedy prędkość i pewność przekazania informacji miała mniejsze znaczenie, można było stosować dźwięki cichsze, których skojarzenia przechodziły w inne obszary wyobraźni. Przez to precyzyjniej można było wyrażać swoją wolę, kosztem dłuższej wypowiedzi w cichszych warunkach otoczenia. Precyzja wypowiedzi jest jej znaczną wartością, dlatego proces ten trwa do dzisiaj. W warunkach zagrożenia jednak nadal preferowane są dźwięki głośne, wymagające większego wysiłku.
      Zatem nie było jednego momentu uzyskania samoświadomości, tym bardziej skutkującego powstaniem abstrakcyjnego pojęcia filozoficznego istnienia. Przeciwnie: samoświadomość rozwijała się wraz z rozwojem wszelkich istnień a kod porozumień pomiędzy istnieniami wynikał z pragmatyki zachowania tegoż istnienia, pragmatyki przeżycia. To pragmatyzm jest ojcem Mowy i to on determinuje jej rozwój. Tym samym bodźcem jej rozwoju są zmiany warunków w jakich funkcjonują jej użytkownicy.

      • Niepotrzebnie napisałem: B kontra W , SKoSiŁeM WSio 😛 .Bez samoświadomości (A ,ja ,jeden ) świadomości istnienia innych (B ,ty ,A +B, ja Do B , DWa ) i Absyrakcyjno-matematycznego myślenia nie było by naszego rozwoju ,pozostali byśmy na etapie prostch dźwięków i prostych narzędzi .A poza tym chciałem tylko uświadomić że ByT może być najstarszym określeniem naszego świadomego jestestwa(w ogóle to jakiegokolwiek jestestwa ,później wraz z rozwojem rozróżnianego ) rozróżnianego od innych nieludzkich istnień …ja +ty ,jA + B Ty ….ByT ? … ABy ,My (jeszcze tego do końca nie rozumiem 😛 ) bo na pewno tym określeniem nie jest Sens ,Esencja czy nawet Jestestwo czy Witalność ….są zbyt złożone by były pierwotne ByT jest bardzo prosty i może się odnosić do wszystkiego we wszechświecie więc wydaje się pierwotny ale u nas jest używany przede wszystkim do wielu ,,rzeczy ,, kojarzonych z człowiekiem … i to my mamy zachowane wiele pierwotnych słów ALe ,ABy ,Li ,aNo ,PRZy i wiele wiele innych .Starałem się jak najprościej napisać by było przejrzyście ,ALe nie wiem czy tego nie spaliłem …A Le …ja palę 😛

        • MóWiĆ TeGo Że >Mam Bycie(życie) Całe TeGo Żętego >upolowałem ,zebrałem ……ByĆ MoŻe W uRZyCiu oD CZaSóW ŁoWCóW MaMutTóW ….to też da się przeczytać ,,rdzeniowo,, z sensem czyli ,,zebrać,, ,, upolować ,, 🙂 .To samo znaczy; Mówić Także czy skrócone rosyjskie,, Toże,, …TeŻ >To Żęte …słowa stare jak nasza ludzka mowa 🙂

          • TaK ,Nie ….TaK >To Ku (wskazanie na siebie ) Nie >Na (wskazanie od siebie ) Bułgarzy mają podobno odwrotność tych pojęć ,więc pierwotnie musiały być wypowiadane ze wskazaniem ręką albo głową ,,kierunku,, a czy nasze potakiwanie czy kręcenie głową nie jest wskazaniem kierunku ? Takie to proste a do tej pory nie miałem świadomości tego 🙂

          • WyGRaĆ <By Go Robić Całe(mieć) /Cięcie ( mieć do podziału ) ….zaczynam myśleć jak łowca mamutów 😉 obym bedząc w zoo słonia nie chciał upolować 😀

          • Jeżeli dopiero teraz tak myślisz, to nic dobrego. Przeciwności jak u Bulgarow nie jest efektem naturalnym tylko konsekwencją mordowania Bulgarow. To samo jest w Polsce w kwestii nazw religijnych. Coś co kiedyś było dobre jest zle albo wymazane. Niemcy było określeniem niemocy niemoty czymś co się rugalo wyrywalo.

          • MóWiĆ To Że *, MóWię Ci Że *,MóWię TaKŻe* powinno być …bo MóWiĆ TeGo Że jest sztuczne .Zaprzeczenie Nie MóWiĆ TeGo Że było by naturalne .Te trzy wymienione ,,wersje,, mają praktycznie to samo znaczenie ,choc nie do końca, Ć jako zmiękczenie to raczej Cięte niż Całe…nie jest to takie proste jakby się wydawało 😛 .MóWiĆ <Mieć Bycie Cięte .RZeC <Robić Żęcie Całego (zrobić całe) .SŁoWo <Sieczone Spalonym Być,JęZyK <Jąć Żęte Ku ….to jest to samo znaczenie ,,oznajmienie wykonania ,, …może to i przypadek ? Może coś naginam ,naciągam ? Tyle na dzisiaj …bo mnie gospodarze za śmiecenie zbanują 🙂

  7. @ Stefan U.
    W jednym ze swych komentarzy pod innym artykułem zastosował Pan zapis W = B. Czy mam przez to rozumieć, że modyfikuje Pan własne tezy zawarte w powyższym tekscie i skłania się do przyjęcia nowej, że możliwa jest także wymiana głoski W w głoskę B?
    Ps. mógłbym prosić o jak najbardziej zwięzłą i konkretną odpowiedź.

    • Nie.
      Chciałem wskazać okres, w którym tańsze odpowiedniki B funkcjonowały w Mowie z nim równolegle. Moment przed rozdzieleniem się ich, jako odrębnie kojarzonych. Moment, w którym już funkcjonowały. Punkt startowy dla ich nowego życia. Przy czym zastrzegam, że ten moment dla każdej grupy mówców powinien być inny. Jest to umowny, abstrakcyjny punkt równowagi dla kojarzenia w Mowie B i jej pochodnych, w tym wypadku W. Jak każdy punkt równowagi jest on niestabilny z uwagi na zmiany warunków i trudny do wyznaczenia.
      Już pisałem o tym.

      • @Steban U
        Czyli wszystkie przytoczone przeze mnie przykłady takie jak: Wrocław, Bułgaria, Buda(peszt), Ariapeith, Suevi nie mają dla Ciebie żadnej wartości merytorycznej? Poprostu spuszczasz je w kiblu.
        Czy uważasz, że Suevi,( a jak Suevi to i Słowianie) pochodzi od Swebi ( czyli Szwaby)? Bo tak wynika z Twojej logiki myślenia.
        Skoro już nie chcesz odnieś się wprost do tych przykladów, to może dla równowagi pokaż jakiś kontrprzykład, gdzie widoczne będzie przejście B w W. Może być tylko jeden, ale dobrze widoczny, bez owijania w bawełnę, bez zbaczania z tematu i bez banialuk typu, że W pochodzi od B, bo ” W to leżące B”. Wtedy będe mógł z całą pewnością przyznać, że W i B nawzajem się wymieniają, a tak jedyne co jest do tej pory pewne to to, że W przechodzi w B, co jest zrozumiałe i logiczne, bo język dąży do uproszczeń, i trudniejsze głoski w wymowie stara się zastąpić łatwiejszymi.

  8. Takie skojarzenie ; Łętowice koło Wojnicza ,do XVI w w łacińskim zapisie Lyanthkowycze. Łęt to obecnie przede wszystkim nać ziemniaka ,nie nadaje się ani na pokarm ani na pasze …w czasach przed zarazą ziemniaczaną zielone aż do mrozów ….jedynie co można było z nimi zrobić to skosić (siwy mróz też je ścinał ,skosił ) i spalić a popiołami pole użyźnić.Łętowice >Łę To >Le To ,Le Tu >palić to ,palone tu .I tak Łetowice ,cmentarzysko Wandalskie ,widoczne kontakty z światem rzymskim . Dębina Łętowicka (dawniej część Łętowic) cmentarzysko łużyckie z epoki żelaza ,kontakty z Grecją ,chyba naczynie z kultu Demeter znaleźli .Czyżby nazwa Łetowice była zachowana co najmniej od czasów gdy Agatyrsi wspólne kobiety mieli coby SWARU między niby nie było ?.Łęto jako cmentarzysko ciałopalne ?A niedaleko jest Grabno ,nazwa w sam raz na czasy gdy palić żeśmy się zaprzestali 🙂

  9. Nastały upały. Człowiek zmęczony od swaru, czasami aż się chwieje na nogach.
    Dzisiaj, wychodząc z łazienki po zimnym prysznicu, zawadziłem zamaszyście ramieniem o framugę drzwi…
    Eureka!
    Popatrzcie sami:
    FRaMuGa
    pamiętając o przemianach
    F<P
    G<Z"
    wychodzi
    PRaMuZ"a
    czyli
    PR"yMuZ"e.
    Wychodzi na to, że "niemiecka" framuga, to słowiańskie przymurze, i przymurze jest nazwą starszą. 😃

    • Jak to dobrze czasem jest się. |j|ebnąć 😛 ,a jak się człowiek. |j|ebnie to jest w tym miejscu ebony 😉

    • Pha Ra ( coś co oddziela dwie strony, H – symbol łączący taki +, a dzielenie to dodawanie z znakiem przeciwnym – lewa strona, prawa storna PhaRa – czyli ktoś miedzy światem widzialnym i niewidzilanym – i trzeba przejść aby widzieć Brahma – czyli Brać H – czyli przenieść się stad Brama, podróżować – zauważ, Stefan że PhaRaona przedstawia się jako człowieka na łodzi, z symbolem słońca Ra z wężem wokół głowy – moim zdaniem cHARakterystyczne umaszczenie głowy ( jak u harnasi)potwierdza tylko, że to ludzie z północy założyli podwaliny pod cywilizacje Egiptu i Doliny Nilu

    • Kapitalne odkrycie. Zwłaszcza w naszych rozważaniach np. „Jednak w starożytnej grece nie występowała litera odpowiadająca głosce ‚w/v’. Bliska brzmieniowo w tej wersji starożytnej greckiego jest ‚φ’ – ‚pʰ’. Niemniej podobne jest ‚π’ – ‚p’. Oto odnośny fragment relacji Herodota w mojej interpretacji, która usuwa greckie końcówki ze scytyjskich imion oraz wprowadza nieznane grece ‚w’ w miejsce ‚p’: „Ariaweith, król scytyjski, miał kilku synów, w tym Skyla, który był dzieckiem, [ale] nie rodowitego Skyta, lecz kobiety z Istrii. Urodzony przez nią Skyl, zaznajomił się z greckim językiem i literami. Jakiś czas później Ariaweith został zdradziecko zabity przez Swargaweitha, króla Agathyrsów; po czym Skyl objął tron”.
      Wychodzi na to, że greka łowców Hellenów była bardziej archaiczna od mowy rolników Agatyrsów i Scytów…

      • W było wcześniej w paleolicie- nie bierze się pod uwagę w badaniach postępu geometrycznego i tak zwanej zaniku pierwotnego dźwiękonaśladowczej fonetyki wynikający z behawiorystycznego modelu ewolucji w stosunku do rozpatrywanego okresu!
        Przykład: Brrrrr, – oznaczało niepokój,
        Wrrrr, oznaczało agresje.
        Pierwotne, archaiczne dźwięki zanikły w skutek zdobycia wiedzy(narzędzia,ognia,czystej wody) i złagodniały – nie były już wyrazem ekspresji nastroju,lecz wyrażały sens kreacji!
        Zmiana diety, ale i klimat, środowiska wymusza zmiany werbalne, gdyż z natury człowiek jest leniwy, więc im cieplej tym mniej słów, skracanie, mniej energetyczne, fonetycznie i fleksyjnie luźno związane nawet codo składni -Zgadzam się RudaWeb!
        Twarde i energetyczne dźwięki to domena ludów północy – mogli sobie na to pozwolić, gdyż mieli dużo białka i tłuszczu! ale też twarde głoski łatwiej przenosi woda, i lód! To tak jak z turkotem kół na szynach – słyszymy,że jedzie na długo nim sie pojawi!
        Hellenowie wcześniej zamieszkiwali wyspę Sycylia ( Scyllia)

        • Bryl czy Brył
          Zbrylować, Bryła
          Brylant, czyli ostra bryła
          Brylować, -tutaj Stefan ma racje co do ma palić, i wy palać,funkcja czasu która z tańszego robi droższe – takie ekonomiczno-egzergetyczny wątek.
          Choć nadal jest wtórne Ryć, Rylec,

      • Już chyba nikt nie ma wątpliwości że ,,łowiecka,,sparga to ,,rolnicza,, swarga 🙂 a ile było problemów z przekonaniem że to naturalna wymiana .I jak to pięknie współgra z tym z artykułu pana Stefana ,,B>P>F>zanik

        B>W>F>zanik,, 🙂

        • Niemcy się cieszą z takiego obrotu spraw. Myślą sobie – po co na Polaków czołgi, kiedy wystarczy dać nim Internet i sami sobie wymyślą, że „w” kiedyś w przeszłości nie wymawiali, a jak już się nauczyli, to zaczęli je
          stosować zamiast „b”, dlatego będą musieli stwierdzić, że Breslau jest starszą nazwą od Wrocławia i oddadzą go za darmo. Brawo.
          Na szczęście to nieprawda, bo „b” jest łatwiejsze od „w” w wymowie o czym łatwo można się przekonać na przykładzie dzieci uczących się mówić, kiedy to nie mają żadnych problemów z wymową „b” , zaś „w” już sprawia kłopoty i to nie małe. Dlatego nie ma sensu aż tak utrudniać sobie życia, zamieniając wymowę łatwiejszej głoski na trudniejszą. Tak samo jak B może przejść w W, to i W przechodzi w B.

          • To właśnie o to chodzi że W jest trudne do wymowy …brak W w języku świadczy o długim rozwoju tegoż języka w kulturze łowiecko-zbierackiej ,takim przykładem może być język fiński gdzie W występuje tylko w zapożyczeniach

          • Masz Wołk, czy Bolek- Bolesław, nie ma języka niemieckiego PWLRS – to sztuczny gniot nacjonalistyczny, nic po za tym!
            Wrota Sławy, ma korelacje do Braci, Brati, Brać Słowian, Br ryć, Be Ryś, Be R Gi – czyli zakładane G Rody – Bergi, Borgi, Burgi od strony męskiej, Go Rody od strony żeńskiej.
            Wiemy, że Synowie musieli opuszczać swoje sielska! i w zależności od tego jaki mieli charakter, cel – albo szli na służbę, albo sami zakładali swoje BRać, Branka, VRaN, FRanKa, Baran i Owieczka,

          • buczenie, jak dźwięk rogu, lub uderzanie w bęben- choćby w szamanizmie. Energetycznie, bardziej mistyczne jest buuuuuczenie, ale płynnie przechodzi w W gdy zwiększymy częstotliwość – wchodzi na wyższy ton

          • PWLRS
            《Niemcy się cieszą z takiego obrotu spraw. Myślą sobie – po co na Polaków czołgi, kiedy wystarczy dać nim Internet》

            To nie narzędzie pracuje ale ten, kto go używa.
            Internet to magistrala informacyjna, rzeka niosąca wszystko, co do niej wpadnie. Wiedzę z internetu trzeba łowić tak, jak łowi się ryby lub spławiane drewno.
            Rozkład inteligencji wśród ludzi jest podobny na całym świecie. Rozłożenie głupich i mądrych jest proporcjonalne, podobnie jak złych i dobrych: po około 15 procent. Reszta, to „szara masa” żyjaca prostymi codziennymi problemami. Dla nich jest: „superexpres”, „gazeta wyborcza”, „życie gwiazd” itd. Oni się nie przejmują dylematem „Breslau czy Wrocław”. Zostaje im w skojarzeniu to, co miało zabarwienie emocjonalne w chwili poznania.

            Tak bym się nie cieszył, że „Niemcy się cieszą”. Tyle u nich dyletantów, co u Polaków. Mało Niemców interesuje, co czytają Polacy i jak to rozumieją. Wiedzą to, co im w szkole i w domu wpojono. Tak jak wszędzie na świecie.

          • @Stefan
            Cały Pański artykuł można prosto skrócić do twirdzenia, które polega na zastępowalności głosek wysokoenergetycznych na niskoenergetyczne, czyli trudniej wymawialne na łatwiej wymawialne. Wg Pana, na 100% zawsze następuje przejście B > W , czyli utrudnianie sobie wymowy, więc zaprzecza Pan sobie samemu.

          • @PWLRS
            《Wg Pana, na 100% zawsze następuje przejście B > W , czyli utrudnianie sobie wymowy, więc zaprzecza Pan sobie》

            Znów wypracowanie pod tytułem „co autor miał na myśli”.
            Zastanawiam się, czy Pan tak naprawdę myśli, czy też działa z premedytacją.
            W pierwszym wypadku nie ma sensu Panu tłumaczyć, bo to daremny trud. W drugim, stosuje pan niedopuszczalne w rzeczowej dyskusji metody retoryczne. Nie po raz pierwszy.
            Jest to żenujące a nawet już niesmaczne.

            Proszę nie wkładać w moje usta treści, których nie wypowiadałem.

            Ostrzegam: za każdym razem w takim przypadku będę coraz mniej tolerancyjny.

            Teraz do meritum, bo z pewnością Pana nieuczciwa retoryka spowodowała u niektórych czytelników powstanie łuku odruchowego, nieodpowiadającego rzeczywistości.
            Gdyby przeczytał Pan artykuł zalinkowany przez Sławka, to by Pan zapewne stwierdził, że W zaczęto wymawiać wtedy, gdy jego wymowa stała się możliwa. Czyli B w mowie występowało wcześniej niż W, co jest zgodne z moimi wskazaniami.

          • @Stefan
            Nigdzie Pan nie poprzedził słowami typu: często, przeważnie, zazwyczaj, itp, wystąpienia procesu przejścia B > W > F > zanik, ani nie uwzględnił przejścia W > B, więc samo przez się dla mnie zrozumiałe jako zawsze. To 100% moze trochę zbyt prowokacyjne, ale tak wynika z Pańskiego artykułu i innych komentarzy.
            Kiedy i gdzie stosowałem niedopuszczalne metody retoryczne w rzeczowej dyskusji? Proszę podać jakis przykład.
            Czytałem artykuł podlinkowany przez Pana Sławka. Artykuł na wiarę, taki dogmat, bez żadnych dowodzeń. Dużo artykułów zostało napisanych. Kossina też dużo pisał, to nie znaczy, że mam mu we wszystko wierzyć. Można powiedzieć, że sam artykuł mało szkodliwy, ale gdy zaczniemy łączyć go z twierdzeniam, że B > W, i nadodatek lekceważyć Niemców (bo tylko 15% ma nich być mądrych), to jest to dla nich woda na młyn. Może jest to zbyt dosadny przykład z mojej strony, ale przynajmniej zwracam uwagę na przyszłe niebezpieczeństwo. Tak uważam.
            Sam widzę dużo „w” jako nowszych głosek „lubiących” się często pojawiać na północ od Karpat, ale nie jest to spowodowane rolnictwem, tylko wg mnie nałożeniem się na siebie dwóch ludów, z których jeden miał problem z wymową głoski „ł”( i może też nosówek), i dlatego w znacznym stopniu wystepowała rezygnacja z „ł”( i być może nosówek) na rzecz „w”. Niech pan zauważy, że wsród słowian chyba tylko Polacy i Łużyczanie wymawiają „ł”. Ja to znam z życia, i wiem jaki problem mają Czesi, Słowacy, Rosjanie, Ukraińcy czy Białorusini z wymową „ł”.

          • @PWLRS
            Prowokacja się Panu powiodła.
            Zwracam honor w kwestii wcześniejszego podobnego działania. Mój błąd, wtedy to SMYXX mnie zirytował. Na swoje usprawiedliwienie powiem, że złamała mnie grypa i jestem mniej uważny, za to bardziej nerwowy.

            Co do Pańskiej domyślności ewentualnej całkowitej, wszechobecnej i wszechczasowejwymiany B>W, to jest ona zdecydowanie na wyrost. Jest ona wcale nie uzasadniona. Ani artykuł, ani komentarze o tym nie świadczą. Gdyby tak było, to teraz byśmy B wcale nie stosowali. Ani Polacy, ani Niemcy, ani inni niemcy.
            Aby rozwiać Pańskie wrażenie przypominam, że cechą starego języka jest wymienność dźwięków drogich na ich tańsze wersje. Im język młodszy, tym tańszych zamienników jest w nim więcej w stosowaniu, teoretycznie aż do zaniku stosowania dźwięków drogich.

            Co do linkowanego artykułu. Nie znałem go wcześniej i podejrzewam, że jego autor nie znał mojego artykułu. Jednakże efekt jego wysiłku intelektualnego potwierdza moje domysły, a nasze zdania nie są odosobnione. Uważam, że dzięki takiej formie przekazu wiedza w nim zawarta (a przynajmniej kluczowe kwestie) ma szansę dotrzeć do wiekszej ilości odbiorców i coś zmienić w ich widzeniu świata.
            Formy naukowe, o których Pan wspomina, z natury rzeczy zwiększają jakość przekazywanej informacji, kosztem jej dostępności i przyswajalności, a może nawet ilości. Sztuką jest kompromis pomiędzy tymi formami. Zawsze jedno kosztem drugiego. Nadto forma naukowa przez częste stosowanie słownictwa specjalistycznego bywa mniej przyswajalna.
            Do tego „forma naukowa” przekazu informacji nie gwarantuje ich prawdziwości.

            To tyle cośmy se pogadali, bo nic pożytecznego z tego nie wynikło.

          • @PWLRS
            《nadodatek lekceważyć Niemców (bo tylko 15% ma nich być mądrych), to jest to dla nich woda na młyn.》

            Woda na młyn? I tak zawyżyłem odsetek. Według profesorów, z którymi rozmawiałem, odsetek ludzi prawdziwie dobrych należy ograniczyć do 5 procent. To samo dotyczy ludzi naprawdę mądrych. Przy czym nie koniecznie dobrzy i mądrzy, to ci sami.
            Rozkład inteligencji w populacji można zobrazować krzywą dzwonową (bardzo pożyteczne i uniwersalne narzędzie). Kwestia wysokości dzwonu zależy od skalowania. Najwięcej jest ludzi średnio inteligentnych. Mniej jest tych mądrzejszych i tych głupszych. Brzegi dzwonu oczywiście opadają do zera dla nieomylnych geniuszy, ale dla wegetujących ciemniaków już nie. Rozkład zdolności umysłowych tym bardziej wygładza dzwon, im większej populacji dotyczy.
            Pomijam tu metody badań inteligencji i przyjmuję, że skala pionowa dotyczy rzeczywistych możliwości mózgu, a nie przyswojenia standardów danej kultury. Pomijam też wykształcenie, bo ono zależy głównie od kultury, w której ludzie funkcjonują.

            Tak więc: woda na młyn, ale nie dla mądrych. 😉

          • Tak myślałem, że padł Pan ofiarą przeziębienia. Miałem nawet o tym napisać, i zaproponować receptę na ten stan, ale z obawy że mogłoby to wywołać odwrotny efekt do zamierzonego, zrezygnowałem z tego 😀

          • @PWLRS
            《ale … zrezygnowałem z tego》

            Może i dobrze…😅

        • Istnieje jeszcze jedna korelacja jeśli F to funkcja pH(posucha po dniu bez deszczu) , to W to funkcja BH – co sugeruje, już tysiące lat temu, w chwili kontrolowania ognia, wody, obmaryć się, obmurować się, kamieniami, palisadami, wałami, gdzie co jak mógł – funkcję męskiego przewodnika przejmuje struktura społeczna oparta na matryfokalizmie -stąd podobne neolityczne posążek, posaG-posadzić G, czyli z trybu koczowniczego przekształcają się społeczności w tryb „osiadczy,sielski”.
          Co do słowa Gi Nic – gnic – wyrzucano odpadki przez: „burt” ” phurć” -wyrzucać, furtka, furt . Stąd miasto Frank Furt – wyrzucać braci, brytów.
          Burt -jest wiązana z wodą, to okres lodowca na północy,gdzie odpadki z ryb, wnętrzności wyrzucona za burtę!
          Znów bur, bor, to opis toni wody, w bezchmurne noce, woda stawała się przestrzenią jeśli nie było punktu odniesienia!
          Skoro 9000 lat temu Na tych ziemiach już istniały systemy oparte na matriarchacie ( Matka Kobieta Łabędzica) to znaczy, że Łowcy opuszczają tereny lądolodu i wędrują ( protoplaści Wędów),
          Ługi, znają ogień, więc i popiół (ług,uzyskuje się między innymi z popiołów z drewna iglaków, sód, magnez,wapń,) -mieszany z tłuszczem zwierzęcym znacznie przedłużył życie plemienne. Stąd może Gi -czysta.
          Nadal ważną funkcję w plemieniu odgrywa łowca, ( ale kształtuje
          się już hodowca, zbieracz – rolujący,wykopujący korzenie, bulwy,)
          Rolnictwo jako rolnictwo przychodzi z terenów miedzy morzem orolskim, czarnym a terenami pomiędzy morzem śródziemnym a morzem arabskim, nie chodzi tutaj o rozumiane dzisiaj rolnictwo, ale o fakt, rozsiewana nasion wzdłuż pasów zalewowych dużych rzek. Nadal determinant to upał, co skutecznie hamowało rozwój rolnictwa jako masowej produkcji roślinnej! W naszej strefie klimatycznej mięso można było przechowywać, natomiast na południu było zabójcze!

    • Sławek, ale te badanie wysnuwają inny wniosek – dając pierwszeństwo językom arioindoeurepejskim to świątynie gebekle tepe zbudowała cywilizacja związana z kulturą łowiecko-zbieracko-rolniczą! i jakby nie patrzeć ona ma pierwszeństwo- patrząc na rozkład genetyki to musiały to być ludy,które ido dzisiaj używają wszystkich dźwięków archaicznych i tych artykułowanych w drodze ewolucji i zmian środowiskowych.
      Patrząc na wymowę : to angielski -jest zbyt miękki, niemiecki- zbyt suchy, francuski- jest jak gdyby blisko, aczkolwiek dużo jest F jak i Ż-J. Pozostaje język polski!

      • Ja tu widzę coś takiego: język(języki) IE jest kontynuacją języka (języków )europejskich łowców -zbieraczy ,i to tylko kwestia czasu kiedy teoria paleolitycznej ciągłości pozostanie sama na placu boju 🙂

      • Jakiś czas po przybyciu homo sapiens do Europy , neandertalczyk skrzyżował się z kobietą homo sapiens ,w tej chwili większość europejczyków ma około 1-2 % genomu neandertalczyka …dawniej dochodziło do 10% ,uważa się że ten coraz mniejszy udział genomu neandertalczyka to wynik doboru a nie mieszania się z nowymi falami homo sapiens .Geny te dające nam między innymi biały kolor skóry przekazywane są po linii ojcowskiej, wszyscy nosiciele tych genów są spokrewnieni są ,,mieszańcami,, ,około 37 tys lat temu wymarły w Europie linie homo sapiens nie spokrewnione z dzisiejszymi europejczykami , więc dlaczego i na jakiej podstawie uważa się że języki ,, mieszańców,, w Europie należały do różnych rodzin językowych ? Jakie prawidło na to pozwala ? Kiedy te języki się rozeszły ? Mam rozumieć że R1a i R1b wymieniły języki w całej Europie ?

  10. Czy wedlug Szanownych Jezykoznawcow w nazwie plemion slowianskich … Suevici, zapisanej przez Tacyta ‚ze sluchu’, mozna sie doszukac nazwania
    … „ze zwu wici”, lub …”na zew wici” albo wspolczesnie … „pozywanych przez wici”.

    „Sue-vici/Sue-wici” to byli wojowie .. „pozywani – wiciami”, czyli byly to
    celtycko-prapolskie sily zbrojne rozmieszczone od obecnych Czech, az do brzegu Baltyku, gotowe na wezwanie do boju.

    Zapis Tacyta „Suevici” istnieje w dzielach drukowanych przed 1800 r, ale obecnie obowiazuje zapis Suevi lub Suebi;
    https://wikivisually.com/wiki/Suebi

    • Najwcześniejsze rękopiśmienne odpisy „Germanii” zawierają formy „Suevi” i „Sueui”. „Suevici” w łacinie klasycznej należy czytać „Słewiki”, czyli… słowiki? Chyba nie tędy droga 🙂 Ponadto ważny jest kontekst w zdaniu owego „Suevici”, bo możemy mieć do czynienia z forma pochodną od „Suevi”.

  11. BoDa – woda
    Stefan proszę Cie o taką rzecz:
    MAsz słowo – WIESŁAWA
    wg Ciebie Imie ( wysokie) składa się z członu Be SA Ła Wa – co odpowiadało by temu o czym ja piszę.\
    Ła, Ło ( łaba, łada) – ogień, energia,
    Ba, Be, Bie – pierwsza Stwórcza
    Sa to materia
    Wa – coś przetworzonego
    Ale też mamy słowo w tym momencie BIES – BieSa – co ciągu logicznym wskazuje – że Słowianie nigdzie się nie ruszali, nigdzie nie wędrowali jak Wędy ( słynna scena w grze o tron, wędrówka kruków to tak aby uświadomić, kim mogli być Wędowie) ale to też nie są jacyś ludzie, ale to jak gdyby ludzie z plemion, którzy oddawali swoich synów i córki aby zasiedlały inne tereny ale cały czas dominujący jest Gen Oyca i Matki, ten sam, wspólny etnos, podobny język, albo sposób tworzenia słów oparty o przekazy Starszyzny! Babki i Dziada!
    Kierunek z Gór – gdzie chroniły, była czysta (Biała) woda ale też był głód,
    Determinant to Ogień, Czysta Woda – stąd HOC HORA, glina bogów, oczy-sz=cza=ła wodę, chroniła przed stęchlizną! Co było bardzo przydatne w wilgotnych i ciepłych miejscach.

    • Wiesława
      Oj, to skojarzeń wiele:
      W’e SL’aWa
      W’eSL’a Wa
      W’eS L’aWa
      W’e SL’a Wa

      Możliwości się zdwajają, gdy uświadomimy sobie, że:
      J>i.

      WJeSL’aWa

      W’e So L’a Wa
      We Je So L’a Wa.

      Rozbicie na prardzenie daje tylko ogląd punktu startowego. Dalsze skojarzenia, to już poważne wyzwanie.
      Podstawowe przy imieniu, to „sława”, czyli:
      Wiesława – być sławnym.
      Widać też: „wieś”, „ławę”, „Wisłę/wiosło”, no i „w środek weszła”, ale to już do słowiańskich imion nie pasuje. 😄

      • O, zobaczmy!
        We So La Wa ( Ba) – Sola – We Sola Ba – Stary Krąg
        Bies, Wies – to osady, typowa okrągła architektura, dzbany, misy, wytwarzane z gliny – ale żeby to wytworzyć to musi siłą sprawcza Cza ( Czi) oraz RA ( masz Czara) , stąd w ciągu wymiernym w zbiorze zdarzeń dokonanych masz wykładnik, który cały czas odnosi się do sumy i zdania logicznego tworzenia z prardzeni sprawczych, do rdzeni wtórnych przetworzonych. Jest ciągłość logiczna ,w każdym wymiarze!

        • War-Żywia(sziwa) = Warszawa
          Wisła od Soła( słoneczna), a Wisła zna Sołę (Wi)Soła= Wisła (i sławę i słowa zna) zaś wiosło jest wtórne, cóż jeszcze jest nad Wisłą sioło koliście na słonecznej wyżynie zbudowane wsie znają )).
          Żywiec (Żywia, Sziwa) ma słońce nad Sołą. Wszystko mi psuje Gdańsk((. Źródła Wisły my dobrze określamy pod rogatą, Baranią Góra, ale kiedyś mam wrażenie Soła była istotniejsza i dopiero połączenie tych dwóch rzek tworzyło Sławną Wisłę – spławną, gdzie wiosła szły w ruch.

          ps. A nad Sołą „wartę trzyma” najwyższa góra Beskidu Śląskiego – Skrzyczne! (=Iskrzyczyne), czyli Agni i Perun – kto burzy nad Kotliną Żywiecką nie widział, ten nie uwierzy ))

          • A może te sioła miały chaty promieniście rozłożone, rozchodzące się z jednego centralnego punktu położonego nad brzegiem rzeki, co i tak w sumie daje falę półokręgów od brzegu w ląd się rozchodzącą.
            U C.Białczyńskiego, gdzieś taki schemat widziałem.

          • Gdańsk i Gdynia, że niby bagniste, bo GD to niby bagno.

            Można też tak:
            GDaN’SK – tylko jedna samogłoska?
            Z”DaNiSK
            Z”o” To NiSKo.

            GDyN’a
            Z”DyN’a
            Z”o” To Ni

            Ciekawa jest w tym
            DyN’a – dynia.

            A żdać, to po rusku czekać.

          • W gminie Ujście Gorlickie nad Ropą , jest miejscowość Zdynia ,łemk. Żdynia .W Zdyni czekano by na kupców z drugiej strony Karpat ? Przełęcz jest tuż tuż , ,,przejście graniczne ,,w Koniecznej ,a w pobliskich Brunarach znaleziono celtycki posążek … wzdłuż Ropy(Trzcinica) mógł biec szlak lub Białej Tarnowskiej ,Dunajec i Wisła .

          • BaaR-karmiocą Matka,Córka
            WaaR- miejsce jedzenia,wymiany handlowej,
            Sąd JaaR i ma AR – toWaR
            War to miejsce wymiany handlowej pod ochroną MaŻ-meżów!

          • Ma Żi Żona, po Gi-czysta,niepokolana,dziewicza ViR Gin,
            Ż cie,czyli po Cieciu G-Ż
            Stefan pierwsze jest X-Ś,Ra jest sprawcze gdy jest ruchome
            X-Ś to osobliwość

          • @S.Urynowicz

            dana= dać (w sensie ofiarowć) :

            https://en.wikipedia.org/wiki/D%C4%81na

            dana, to danie główne wielu słów!

            i masz od razu źródłosłów do imienia Danuta: jako dar z nieba, albo i też wprost jako rozdająca (nie wnikam co i komu!)
            rosyjskie. żdać, też Ci się rozwiąże samo: czyli czekać na dana (czyli żebrać? 😉

            dzień (dan) to czas, po świcie się zaczyna, dany nam z góry,
            aż cień (zmrok) ogarnie ziemie i wzrok nam nie pomoże.

            Coś mnie też dziwnie ciągnie do „germanów” i Wodan’a (Wotana) – co od Odyna skandynawskiego niby pochodzi. ale mają i 1, i 2gi – dużo wody darowanej (dana) i ofiaty mają: wota (=woda dana?). Odyn: jako OnDający czyli Ten 1-szy.
            Gdańsk, gdzie dana (ofiarowana, w tym przypadku) Wisła jest morzu.
            Wanda (słynna co nie chciała Niemca) ofiarowana Wiśle, wodzie dana (wda dana i przestawka)
            Wydaje mi się, że z dana=dać: Dunaj i Dunajec,
            niem.Donau jakoś blisko mi donacji, gr. Danubios,
            łac. Ister, Danuvius , hmm,
            bo przecież nie od wydmy, znaczy fale na piasku i jak się ma do tego Ister i Istria i Republik Österreich ?

            A Cedynia? Też ma danie główne? Nie wiem! – może ktoś rozwiąże tę zagadkę?

            Z dynią zupełnie nie mam pojęcia co zrobić.

          • Dobra jeszcze bełkodania:
            Dar i z daru Ister mógłby być, to i Austria ta przy Istrze położona czy też Dunaju )).
            I Dania jako ląd ofiarowany(skłaniający się ku) wodzie.. Bagno to stan pośredni.
            Pasi?

          • Bez Chwili Zwątpienia – Atla, Ista – Den da – Dzień Da –
            Co Dan – Ko, Ka, to znów zawołania jak Hoc, Hos tylko różne okresy – w sprawie światła bez zasilania nadal pracuje – wyniki jak na razie obiecujące – muszę tylko znaleźć rodzaj skały który ustabilizuje pracę pola magnetycznego.
            skały ferrytowe w których środku pali się ogień zaczynają wzmacniać pole magnetyczne -miedź kieruje elektrony do metalowych scytów izolatorów ( drewno) – są w stanie zakłócić przepływ prądu zmiennego, nie mam w pobliżu rzeki, aby zrobić kołowrót ale wykorzystam siłę wiatru chodź ostatnio mocno dmie ( 220 km.h – u mnie było) w chwilowych porywach!
            Sądzę że to coś ma wspólnego z piramidą w Bośni, jak i z miejscami Wawel, Wietrzychowice, Śleża – muszą tam być minerały ułożone w specyficzny sposób.
            Jeśli tak to marzenie Nikolaja Tesli może się ziścić i ponownie zaświecić na słowiańskich ziemiach!

          • Aria
            http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C401943%2Cmezolityczne-sanktuarium-odslania-kolejne-zagadki.html
            Może tutaj? Co do wiatrów, Tesla wspominał zawsze, że energia jest w powietrzu czyli eter. Być może, nadmuch naturalnie zwiększa siłę, jego siłę. Czucie wymiarów, a przede wszystkim żywiołów było podstawą u Lechitów. Poranny Świt był czymś więcej niż blaskiem i jutrzenką, był to swego rodzaju napełniacz pozwalający na dalszą „podróż”. Prawidła się nie zmieniają, mogą tylko ewoluować w inne formy, jak to powiada deceptikon pod postacią faraona.

          • To, co odnaleziono w Bolkowie przypomina mi konstrukcję do suszenia mięsa i owoców. Na około metrowych tyczkach wbitych w ziemię kladziono proste, wiklinowe sito. Na nim układano płatki mięsa lub owoców. Pomiędzy tyczkami, na ziemi rozpalano małe palenisko. Tacki, sita lub kosze były oddzielne, aby można je było przestawiać.
            Może odnalezione przez archeologów zawiniątko, to „pakiet startowy” takiego urządzenia? Jego symbol?

          • Takie sobie luźne skojarzenia mam nadzieję, że na temat.
            Jest taka miejscowość nad Bugiem Kodeń – ku den –
            ku deńsk.
            Jest takie miasto u ujścia wody ku morzu ku dan – k, dan –
            g’ dan’ – g dan’sk.
            Jest taki kraj nadmorski, półwysep właściwie: ku dan –
            k’ dan’a – dania.
            Która na dodatek ma stolicę, po czesku ta nazwa brzmi bodajże kodan’.
            Tak wymawiają rodowici Duńczycy swoją stolicę: kobnhaven. ku bryn’ – ko bryn’ – ko ben – kobenhaven – kopenhaga.

            Zresztą w Polsce też jest taka miejscowość Kobryń.

      • Jeśli to tak wyglądało – w okresie polodowcowym, czyli setki małych osad (Rodów) i co jakiś czas z tej CzaRy, Arki, wypuszczano młode pokolenia! i że udział Ojca i Matki największy jest pośród Polaków i Ukrainców – Lachów – Scytów, to wniosek jest następujący:
        Kontynuacja Genu przedlodowcowego, spadkobiercy najstarszych kultur i cywilizacji, i to było Serce Świata Północnego AR Ya, O – AR, jako córka przejęła role Matki, cały proces rytualny który narodził się wraz kultem prokreacji ( religii) jako mądry i czysty, musiał odnieść się do spraw ostatecznych, dopinających, dopełniających – czyli całopalenie jest wynikiem świadomym i zgodnym z obiegiem prawa naturalnego, a więc wiary ( jedności) przyrodzonej!

      • Jeszcze jedna funkcja fleksyjno-fonetyczna w odniesieniu do czasu:
        WJosło jest wtórne odwzorowuje pozorny ruch -Ya-słońca i Księżyca na niebie – płynie, jak czas, coś to napedza
        a więc podróż z miejsca A ( góra) do miejsca B ( nizina) drogą wodną – stad też kolejna korelacja Wędy, Wody, i nazwa rzek odwzorowuje społeczność jak ich wierzenia, płynące z czynności, a więc imiona nadawane wysokie – czyli nie tylko cześć wykonującej czynność osobie – ale też odnosi się do dużo wcześniejszego momentu – czyli do początku wszystkiego -KO LI BA a właściwie Soliba a tutaj mamy kochani nazwy miejscowości w Polsce!

    • @Aria podoba mi się Twój ciąg, skojarzeń ogień- woda + ochrona!
      ja bym tak to ujął i jest to również próba wyjaśnienia dla
      @Rudaweb (nie palić – palić)

      1/EHG łowcy, łów, swiat „magicznie” istniejący, gdy świta jest świat. Gdy ciemno
      to świat istnieje blisko kręgu ognia, który oni palą.
      Gdy śpią to świat istnieje? hmm żyją w zgodzie z naturą, której są częścią i tak się też czują (są równi zwierzynie na którą polują)
      Intryguje ich księżyc, który bliźniaczo, ale słabiej świeci w nocy (zmienia postać) w tedy ewnetualnie widzą świat. Mają ochrę co ochrania, w codziennym
      życiu i tym rytualnym. Słońce, świat, ochra, ogień (światło w nocy, ciepło).

      2/(np. Bug-Dniestr)….pierwej łażą za łowem, potem się „sprytnie” osiedlają (trasy migracji zwierza na lądzie) i rzeki, bo tam ryby,
      a najlepiej łącząc jedno z drugim.
      Na marginesie, bo wikipedia gó… wie nt ościenia:
      robiąc np. oścień dziękują i drzewu za drewno na długi trzonek i zwierzu za kości na sam widelec
      (trójząb: środkowy krótki, 2 zewnętrzne dłuższe z zadziorami w kierunku krótkiego, wygięte lekko w łuk do środka).
      A polują na ości ośi cieniem – ościeniem, bo ryba jest w innym miejscu niż się wydaje.
      Czy łączą księżyc z płodnością nie wiem, ale Ci poniżej raczej tak.
      Sznurują świetnie koniec z końcem, ale niekoniecznie rozumiejąc wszechobecny sens.
      Może rudy darniowe, to dla nich krew ziemi? krew-rana-ochra na

      3/ Potem stwierdzają, że żyłosie, można hodować ( Sredny Stog, KCS) i wędrują (bo mogą) w poszukiwaniu pastwisk, polowań, terenów uprawnych
      – łatwiejszego życia.
      Sznur jest dla nich symbolem całego powiązanego słońcem rytmu świata i upływu czasu: wszystkiego co żywe, płodności, więzi z bogami, mają już takich {sznurówka i dziurki, but (byt, czyli chodzić po świecie) – może być obrazowym modelem tego świata}
      Świata odwiecznego cyklu narodzin i śmierci (przyroda a słońce) i ich życia, też w rytmie słońca.
      Wszysko istnieje, odradza się w odwiecznym kole, jak słońce (codzienne i roczne).
      Koło, które oni też wykorzystują: jadą na nim, liczą nim upływający czas, pomagając sobie mniejszym bliźniakiem słońca- księżycem.
      Płodność świata i ich: słońce i księżyc, prawa- lewa (płeć a pochówek), sznurówka jako model, ochra rytualnie ochrania to scalenie się z naturą – gnicie (gn, gni, gnij)
      Skoro coś uprawiają, to chyba też i prymitywnie nawożą, więc rozumieją płodność ziemi w połączeniu z roślinami.

      Ogień nie służy im do spalania zwłok, bo oni chcą być częścią tego świata, a ten świat rozkłada się po śmierci i następnie w tego gnicia (giń/gnij) wyrasta (jesień/wiosna)

      Gnije. Rośnie z tego co gnije, itd.

      4/ (wcześniej Sitanshta, potem łużycka): konie, koło, rydwan, metalurgia!!, reinkarnacja, stopienie się duszy, małej boskiej cząstki w ludzkim ciele, poprzez ogień z boskim oddechem, bytem.
      Rewolucja w świata w jego rozumieniu (porównywalna do wybuchu bomby atomowej).
      Tu karą będzie pogrążenie się w mokrym gniciu, gdyż duszę uwalnia się ogniem by stopiła!! się z tchnieniem boga. Nie gnić, a ognić (palić)!

      Ludzie tym samym stają się boskim elementem (drobną cząstką) w realnym świecie, nad którym zaczynają mieć coraz lepsze panowanie, a nad nimi panują bogowie.

      I tu już chyba Słowianie , a już na 100% to z niej wychodzą w pełni ukształtowani, nie widzę innej możliwości.
      Inaczej Wały Żmijowe, będą musieli zbudować Scytowie z Rzymianami na spółkę, w przewidywaniu problemów, które mogą nadciągnąć po ich upadku 😉

      gn (giń lub gon= koło życia): gnij kontra ogni (ognić- palić)

      Giń z podziałem na gnij i ogni (ogni jednocześnie jest zaprzeczeniem gni) rozciągniętym w czasie, bo wierzenia też podlegają ewolucji (zwykle skokowej)
      to bazą tego mojego gwaru jest i ogień i sznur, cała reszta jest nieistotna (znaczy: i war i ochra co ochrania też mi pasuje)
      Ochra działa i tak samo jak ona ochrania ranę (negując, lecząc ranę), tak teraz ogień ochrania duszę, zaprzeczając gniciu,
      i uwalniając jednocześnie boską cząstkę, by stopiła się z boskim wiatrem (oddechem boga), watra.

      wodawogniu )) jest w samskrycie: https://skrbh.wordpress.com/2018/01/08/96-vadavagni-czyli-pra-slowianski-zrodloslow-sanskryckiej-nazwy-wedyjskiego-boga-ognia-agni/ (ogień, to słońca, które topi lód uwalniając wodę – jest taki stary mit?)
      w agni (ogniu) to niebywałe, ale jest też : https://pl.wikipedia.org/wiki/Pochwa_(anatomia) rodzili się przez ogień?!

      A „war” (od wrr?? ), to miejsce do mieszkania, którego bronimy: war (ciepło), (g)war ludzi, warta:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Arianem_Waed%C5%BCo
      „Arianem Waedżo, Ariana Waedżah, Iranwedż, Eran Weż (awest. Aryana Vaejah) – mityczna kraina pochodzenia Ariów.
      Jest i bóg (ahura=góra) Mazda, jest mityczna kraina Ariów, gdzie wieje zima (Dzima) i każe zbudować Dżimie war!

      i mamy Warunę:
      https://pl.wikipedia.org/wiki/Waruna
      „Imię Waruna
      Słowo Waruna wywodzi się od wara znaczącego w sanskrycie rozległość[1]. Jego imię oznacza tego który wszystko przykrywa i jest powiązane z niebem i wodą. Taka forma imienia jest etymologiczne tożsama z greckim imieniem Uran(os) (O?????? – niebo). Istnieje również inna, szeroko przyjęta interpretacja według której imię Waruna pochodzi od rdzenia uer – wiązać (sanskr. waratra – „pas”, „lina”, rosyjskie werenica – „sznur”, „łańcuch”), co odpowiada jednemu z najczęściej występujących przedstawień Waruny jako boga związującego[2].”
      Dość dobrze się łączy ze Sznurowcami?- oj tak!

      ps.
      Co do dana, dar i Gdańsk ( patrz tu: http://rudaweb.pl/index.php/2019/02/17/jezyk-czynu-cieta-mowa-i-palace-slowa-wedlug-stefana-urynowicza/#comment-330507 )

      to gdyby „zgrać” nazwy rzek: Wda i (G)wda, to znajdziemy łatwiej źródło słowa Gdańsk.

  12. Tak się zastanawiam czy L jako ,, miękkie,,, R znaczy nie tyle co ,, palić,, a tyle co ,,ogniem robić ,, było by to pełniejsze znaczenie słowa ,, palić,, i nie było by ono bierne a inicjowane przez nas celowo ,,robione ,, .Przykładem gdzie nie nastąpiło przejście R w L jest starogrecki ogień >pyr a i staroangielski fyr chyba też

    • Jeśli „wszystkimi szefami” rządzi R, to w rzeczy samej czynienie jest siłą sprawczą powstania pozostałych praczasowników.

      Taka byłaby filozofia Mowy.

      • Po Re – po robieniu
        Bo Re – być robić
        BoR – wiertło
        PiRe – zgniecione (np. ziemniaki)
        P’o’Ro – pióro, pierzyna
        PeR” – perz, perzyna
        PeR/PRa – pierwszy (spor, czynnik)
        PiR – ogień
        FiRe – ogień
        BRa – ? – bramin pilnuje ognia przy bramie niebios.

        Aby patykami wzniecić ogień, to trzeba się narobić.

    • mamy w tej grupie też parę, parzenie, parowanie, promień itd.
      więc opozycja palić – parzyć powstała na gruncie prajęzyka, tak jakby dwa aspekty, coś jak teraz dokonany/niedokonany

      • Pa Ra
        PaR”yC’ – parzyć się, parować (dobierać w pary, dwójki)
        RuH’aC’ – ruszać się
        PRuC’ – pruć się, prać.

        Para. To samo słowo rozumiane różnie, bo różne skojarzenia je stworzyły. Przy czytaniu go jako zdania wszystko jest jasne: po działaniu, być czyniącym.

        Promień. Tu już trudniej.
        PRo M’eN’
        Po RaMJeN’
        PRoM JeN’
        Chyba jedyne logiczne jest zdanie „po ramieniu”.

    • Ten artykuł to czysty idiotyzm, podający pseudo-historyczny bełkot jako wiedzę objawioną, negujący badania genetyczne (aDNA)

      1/ „Należałoby raczej przyjąć, iż część pra-Ariów (czy też pra-Słowian)”
      R1a-Z93 (Ariowie) pochodzą z R1a-M417 (Sznurowcy, KCS= Prasłowianie), kto był komu synem, znaczy wnuk Aria spłodził swojego dziadka Sznurowca?!? dziadka:https://en.wikipedia.org/wiki/Sintashta_culture#/media/File:From_Corded_Ware_to_Sintashta.jpg

      2/”Ariowie, którzy założyli cywilizacje indyjską i irańską oraz stali się symbolem przewagi cywilizacyjnej Europejczyków, nie tylko wywodzili się z ziem polskich (ze społeczności, która 3000-2500 lat przed narodzeniem Chrystusa wytworzyła kulturę amfor kulistych)”
      Autorowi odwaliło KAK to hg I2a i nie ma nic wspólnego z migracją KCS do Polski. A Ariowie nie tworzyli KAK!

      3/ „Cechą genetyczną wyróżniającą pra-Ariów, obecną dziś zarówno w Europie Wschodniej, Azji Środkowej, jak i Indiach, jest haplogrupa y-dna R1a”
      Nie, to kolejny kład R1a (mutacja) zapisywana jako R1a-Z93.
      Ariowie to tylko gałąź boczna z głównego pnia, który od łowców R1a prowadzi do Słowian (bowiem pochodzą z Europy)

      4/ „Właściwa kultura praaryjska (kultura amfor kulistych), którą Ariowie rozprzestrzenili następnie na wschód, powstała ze zmieszania Arainów z ludnością wśród której przeważała haplogrupa y-DNA I”

      Ja pier..lę, to jaką w końcu mieli haplogrupę (hg)?
      bo:
      Dołożyć należy bardzo istotne pojęcia, mające wpływ na język i sposób plemiennego życia, jak: patriarchalny (rządzi Y-dna), patrylokalny (1 hg przynależą do rodu, nie przyjmujemy do rodu obcych hg, nawet przy migracjach) i patrylinearny (wszystko dla potomków [głównie żony i status]) w połączeniu z egzogamią (kobiece mtdna – pochodzi z róznych miejsc, Y-dna nie!)

      Fenomen kultury złockiej (KAK+KCS), poźniejszych pochówków I2a w ceremoniale KCS (R1a) to inna sprawa.

      Dobra załapałem, ja ten idiotyzm już czytałem(sic!) – elemeledutki niejakiego Kowalskiego.
      To pseudo-nauka, totalna bzdura i do języka PIE=PS oraz Słowian Cię nie doprowadzi, chyba że pozbędziesz się rozsądku.
      pzdr
      ps. Wiem że rysunek z migracjami, to szkic , ale też mnie wkurza gdy rysuje go Polak (bo znika Sinashta pod Uralem, a z nią sens całej migracji wtórnej)
      A Iran to boczna gałąź migracji Ariów, i dlaczego zapierdzielają do Indii na około (omijając KOtlinę Fergańaską), skoro akcja w Indiach zaczyna się od „żródeł” Indusu (Khyber Pass)- od dołu i z boku przyszli ))) Graficzny miszmasz. Sensu brak.

  13. Witam ,może to nie w temacie artykułu ale gorąco polecam obejrzeć:
    https://www.cda.pl/video/294240605
    Film dokumentalny o wielkim, zapomnianym przez świat artyście polskim Stanisławie Szukalskim , uznanym przez niektórych za Michłała Anioła XX-go wieku. Twórca rzeźb i obrazów inspirowanych starożytnością, przedwojenny Turbosłowianin, opracował znak „toporła” {topór+orzeł}. Poproszony przez nazistów o stworznie rzeźby Hitlera , wysłał projekt tegoż w stroju baletnicy..
    Jeszcze raz polecam i pozdrawiam.

  14. Gdybym miał jednym słowem zdefiniować problem słowiańskich poszukiwań, powiedziałbym: R U D R A.
    Gdyby ktoś domagał się wyjaśnień, dodałbym genetykę, i napisał tak:
    Rudra = ród R1a!!
    A już zupełnie precyzyjnie, by zadowolić wątpiących: haplogrupa R1a od EHG (wschodnich łowców-zbieraczy) do konkretnych jej kładów(podklas), czyli R1a-M417 (Prasłowianie) z oczywisty historycznym podziałem prowadzącym do R1a-Z82 (Słowian) i R1a-Z93 (Ariów).

    „Szef wszystkich szefów” – R, by być w zgodzie z powyższym, to wg mnie już Ra – słońce.
    Ryzykowne połączenie? A może są słowa starsze niż PIE, których znaczenie bezpośrednie wyszło w językach słowiańskich z obiegu, ale pozostało jak rdzeń innych słów?
    Czyli jak połączyć tego gościa https://pl.wikipedia.org/wiki/Ra_(b%C3%B3g) ,
    z tym https://pl.wikipedia.org/wiki/Ra_(b%C3%B3g) (źródłosłow niepewny?!? – czyli stary, pseudonaukowy pijar działa).
    Zerknijmy w polską wiki: https://pl.wikipedia.org/wiki/Rudra_(b%C3%B3stwo) tam też wszystkie wyjaśnienia, tylko nie rud=ród). Nie interesuje minie kwestia pisowni, bo nie miałem wpływu na reformy pisowni w naszym ojczystym języku )).
    Hmm: ród, rodzina, rodzice, rodzić gdzież ja to widziałem )), ano:
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Rod_(b%C3%B3g), że aż zacytuję – „bóstwo wschodniosłowiańskie o nie do końca jasnej funkcji”. Pozostaje tylko się roześmiać, bo zapewne była to funkcja kwadratowa, albo logarytmiczna 😉 ,
    szczęśliwie dalsze wyjaśnienia prostują już sytuację.

    Wrócę jednak do „ra” czy to słowo jest NIE PIE? Ja twierdzę, że tak i że jest zdecydowanie starsze niż niż bóg Ra i Rudra, i R1a-M417 (wg mnie podstawowa haplogrupa biorąca udział w tworzeniu się języka praindoeuropejskiego PIE=PS, znaczy prasłowiańskiego)

    Jak to się ma do wywodów autora artykułu? Chyba kolizja!
    „Ro” – czytane jako rą i rozumiane jako robić”
    „Ra Ba – robić, być”

    Na swoje usprawiedliwienie mam:

    1/ Pogląd, że R1a i I2a ciągnęli ku sobie, bo oba rody czciły słońce. Niezwykły fakt współzycia tych z KAK i KCS (kultura złocka), I2a pochówki pełnym rytuału KCS musi mieć jakiś sens= Ra=Słońce. Jak połączyć Ra – Egipt i KAK? Zawieszki typu „T”, o niezidentyfikowanej funkcji i przeznaczaniu występujące w KAK. Zerknijcie co Ra, ten egipski, trzyma w ręce.

    2/ Ochra.
    Tak ochrę, która była nierozłączną częścią życia codziennego i rytualnego łowców, będąc ich ochroną.
    Ochra nie wywodzi się od greckiego słowa: „Ochra (stgr. ὤχρα ōchra, z ὠχρός ōchrós – żółty, blady)” , wiki się myli i potrafię to udowodnić! Ochra to czerwony hematyt z całą gamą jego konkretnych zastosowań. Żółty goethyt ma tylko walory kolorystyczne. Czerwony hematyt to kolor słońca (wsch/zach), ognia i krwi – mam szukać jeszcze więcej magii?

    3/ Watra – ognisko o specjalnym, stożkowatym kształcie, mnie kojarzy się również z ziejącą ogniem górą.
    Wiatr Ra czyli boski oddech, a watra to jego symbol. Chyba zrozumiałym jest że ogień to słońce na ziemi: światło, ciepło, kolor. Zresztą skąd bierze się ta różnica ciśnień wiał wiatr?
    https://en.wikipedia.org/wiki/Agni
    I jeszcze :https://en.wikipedia.org/wiki/Vayu

    4/Chram nie kącinę, tylko tylko miejsce kultu powiązane z ochrą.
    Całkiem już blisko „nas”, w czasach gdy ochrę przetapiano na żelazne miecze, na terench Polski przepalone kości smarowano ochrą.
    ruda darniowa a Rudra!
    Rudra = ród R1a

    Oczywiście to tylko robocza hipoteza i mogę się w tym przemyśleniach mylić (cóż kto nie próbuje, ten nie robi błędów) Najbardziej ryzykowne jest przeniesienie Ra z Egiptu na grunt EHG.
    pzdr

    ps.
    Podziękowania dla Skribhy, który zmusił mnie swoimi pytaniami do przemyśleń, które są częścia powyższych rozważań:
    https://skrbh.wordpress.com/2019/01/25/166-the-proto-indo-european-homeland-czyli-indogermanskie-kompleksy-fielko-giermancow-fielko-ormian-fielko-anatolijczykow-fielko-iranczykow-fielko-sindusow-fielko-finow-fielko-turkow-itp/ . Uważam że cały jego wywód nalezy przeczytać, a w szczególności dyskusję, gdzie autor wyróznił kolorem wypowiedzi. Ja polecam wypowiedzi Dawidzkiego i Eastpole’a (tłumacz google jako dodatek do przeglądarki rozwiązuje po części problem)

    • Ważna uwaga:
      jest dla mnie oczywiste, że należy szukać porównań pomiędzy językami słowiańskimi a samskrytem, bo te języki pomimo geograficznej i czasowej izolacji są sobie najbliższe. Łączy je również ród, czyli geny ludzi, którzy się nimi posługują.
      Rudra, Agni to najstarsza część pisanej kultury hinduskiej (Rigveda) i pochodzi wprost od Ariów.

    • 《Jak to się ma do wywodów autora artykułu? Chyba kolizja!》

      Nie ma kolizji. Ja przynajmniej jej nie widzę.
      R – robić, z obecnym rozumieniem też: działać, czynić?
      Bóg Ra, to po prostu: czyniący, stwórca, kreator.

      • @STEFAN URYNOWICZ

        Pan wstawia współczesne treści w stare bogi: Ra =”czyniący, stwórca, kreator”. Ja piszę o ra starszym niż sam Ra i Rudra.

        To trochę tak jakby rytualne ognisko łowców sprzed 15 tys lat tłumaczyć ich chęcią uczestnictwa w dążeniu energii wszechświata do rozproszenia, czyli entropii.

        Tu tkwi sedno problemu, czyli jak pradawni ludzi rozumieli świat ich otaczający i jak widzieli swoje miejsce w nim, czyli na jakim miejscu „łańcucha pokarmowego” się umiejscawiali i jak ten łańcuch wg nich wyglądał!
        Pozwolę sobie zacytować moją wypowiedź u Skribhy:
        https://skrbh.wordpress.com/2019/01/25/166-the-proto-indo-european-homeland-czyli-indogermanskie-kompleksy-fielko-giermancow-fielko-ormian-fielko-anatolijczykow-fielko-iranczykow-fielko-sindusow-fielko-finow-fielko-turkow-itp/comment-page-1/#comment-11749
        Nie twierdzę, że ten ogląd świat, który tam opisałem ma być wykładnią i jedynym sposobem rozumienia dawnych czasów!
        Zwracam jedynie uwagę na fakt że w ochrze łowców już był Ra (starszy od tego egipskiego) i powtarzam:
        Zdaniem skribhy (ja mu przytakuje)) ochra to słowo pochodzące od łowców i mająca związek z ochroną: o(c)HRa o(c)HRa+Nia !
        czerwony proszek na: skó-ra oraz ra-na (wybaczcie mianowniki), czyli słuzył do garbowania skór i odkażająco na rany.

        • dodam jeszcze mistycznie:
          „ra” nie musi nic robić, po prostu jest częścią magicznego świata pradawnych łowców….
          i dlaczego i kiedy ra (magiczne słońce) „straciło sens” zostało już znanym nam słońcem, a pozostało w słowach: ochra, Rudra, watra, chram.

          • 《„ra” nie musi nic robić, po prostu jest częścią magicznego świata pradawnych łowców….》

            Zdecydowanie uważam, że kierunek był od profanum do sacrum, nigdy odwrotnie. Nie ma żadnych dowodów na to, że Pana wizja jest właściwa. Gramy więc przekonaniami.

          • kierunek profanum do sacrum: się łowców nie tyczy. uważam że Ra (słońce) dla nich było bądź nie, i było magiczne a nie święte (polecam jeszcze raz link do mojej wypowiedzi u skribhy) Lecz i oni mieli obrzędy i rytuały, i sądzę, że były one bardziej dla nich ważne niż dzisiejsze święta i obrządki dla ogromnej rzeszy współczesnych wyznawców religii.
            I ku powszechnemu żalowi, ten kierunek (profanum-sacrum) nie tyczy się również czasów współczesnych, przynajmniej dla Europy środkowej i zach.

        • 《Pan wstawia współczesne treści w stare bogi: Ra =”czyniący, stwórca, kreator”. Ja piszę o ra starszym niż sam Ra i Rudra.》

          Znaczy, że nie zrozumiał Pan artykułu.

        • @QUAHADI
          《To trochę tak jakby rytualne ognisko łowców sprzed 15 tys lat tłumaczyć ich chęcią uczestnictwa w dążeniu energii wszechświata do rozproszenia, czyli entropii.》

          Chyba zbytnio zagalopował się Pan w nadinterpretacji.
          Nie ma sensu pisanie wypracowania na temat „co autor miał na myśli”. Wystarczy zapytać autora.

          • Panie S.Urynowicz!
            Moim przekonaniu, ochra i Rudra (czy też ruda miedzi lub żelaza- czyli ta właściwa ochra- hematyt ) jest dla mnie bardzo istotnym tematem!
            Próbuję połączyć pewne wątki, bo kruszenie kopii w dyskusji na tematy udowodnione, nic w temat Słowian nie wnosi (np. pn/pd droga – prawda jest jedna). Sądzę, że trzeba użyć wielu porównań i wiedzy z różnych dziedzin, by w końcu, okrężną drogą, sięgnąć sedna problemu.
            Brak pisanych źródeł nie może w takim działaniu przeszkodzić.
            I tak jak Ariowie to potomkowie PraSłowian, a ochra to czerwony hematyt, a nie jakiś grecki żółty barwnik, tak i może i czas by w całą tę historię zapleść bogów, by żaden postronny czytelnik nie miał problemu z odczytaniem słowa Odyn – znaczy Ten Pierwszy (Najważniejszy). Inaczej będziemy się cały czas kręcili w kółko.

            Sorry za może czasem zbyt „kwieciste porównania”, ale do sedna: jest „ra” starsze niż języki PIE czy nie?!? Może używam nieprawidłowego określenia na „prastare ra” jako dawnego określenia na słońce (egipskiego Ra jednak i zawieszki „T” z KAK mam wbite w mózg).
            Mogą być słowa w prasłowiańskim starsze niż R1a-M417, wspólne również dla innych ludów?
            Uważam, że istotnym jest by dojść do jakichkolwiek wniosków, należy zacząć budować świat i sposób jego rozumienia taki jakim był w czasach, gdy żyli ci pradawni ludzie- a przynajmniej spróbować.
            Nie neguję Pańskiej metody, zastanawiam się tylko czy ona w stanie zweryfikować to co opisałem w Rudra=ródR1a.

            Na moment obecny nie przekonał mnie Pan. I posłużę się prostym słowem, które mi do Ra i ochry pasuje: rana.
            o(c)HRa o(c)HRa+Nia !
            A może błądzę?

          • Błądzić ludzką rzeczą jest. Mówią też, że „co dwie głowy…”.

            Musimy uważać, by nie popaść w „spór akademicki”.
            Przywołał Pan wiele cennych informacji dotyczących naszego pochodzenia. Z pewnością się przydadzą w próbach oddtwrzenia dróg rozprzestrzeniania się języków.
            Trzeba sobie wpierw określić ramy czasowe powstania mowy oraz powstania poszczególnych nazw, rozumianych jako rzeczowniki (imiesłowy).

            To, co mi się wydaje kluczowe w Pana rozumowaniu, to imię boga. Zakłada Pan zapewne, że Ra to egipska nazwa i że język egipski to nie PIE. Tak zrozumiałem (chyba, że byłem niezbyt uważny). Możliwe jednak, że imię boga pochodzi od innego ludu i powstało w innym czasie, niż zostało ono zapisane w Egipcie. Przekonany jestem, że przywołane, udokumentowane imię Ra jest wyjątkowo młode jak na wiek naszej Mowy.

            Kolejnym krokiem powinno być oszacowanie czasu powstania Mowy. Tu rozbieżności w ocenach różnych specjalistów są ogromne, różniące się o rząd wielkości.
            Kolejnym byłoby określenie czasu powstania języka PIE. Czy jest on tożsamy z czasem powstania Mowy, czy też jest kolejną fazą jej rozwoju. A może jezyk PIE jest kreolizacji mów wcześniejszych, powstałych niezależnie?

            Nie rozumiem sugerowane przez Pana kolizyjności pomiędzy wskazanym przeze mnie praprardzeniem R a imieniem boga Ra. Wręcz przeciwnie, widzę w ich podobieństwie dowód na prawidłowość mojej interpretacji. Widzę też potwierdzenie hipotez zakładających zawędrowanie idei boga stwórcy do Egiptu od strony północnej lub północno-wschodniej.

            Co do misterium. Niewątpliwie swoje święta nasi przodkowie obchodzili z większym zaangażowaniem. Wskazówki o tym należałoby szukać w przebrzmiałych już kulturach koczowników północy Ameryki Azji i Europy.
            Nigdy nie ustalimy, czy w powstawaniu kultury przodków towarzyszył wszechobecny mistycyzm, czy też „zwykły behawioryzm”. Podstawowe odczucia wydają się mieć jednak pierwszeństwo. To strach przeszedł w bojaźń boską, głód w pokarm duchowy a stany zapalne w natchnienie. Obecne spostrzeżenia o profanacji postrzegam jako powrót do stanu wyjściowego. Zauważam natomiast ciągły trend sakralizacji. Obecne idee wywodzące się z nauk przyrodniczych są postrzegane jak dogmaty wiary: ocieplenie lub oziębienie klimatu, zasady prawidłowego żywienia, rozwój osobowości, normy społeczne. Sakralizacja zakłada istnienie nezmiennych zasad, wynikajacą z braku ich zrozumienia. Na zasadzie: ryby nie je się z użyciem noża, albo „mięso jest niezdrowe”.

            Taka mała wstawka o filozofii wiary w naszej dyskusji nie zaszkodzi, bo może pomóc z zrozumieniu skojarzeń, które naszych przodków doprowadziły do zbudowania naszego języka.

          • 《posłużę się prostym słowem, które mi do Ra i ochry pasuje: rana.
            o(c)HRa o(c)HRa+Nia !》

            Nie musi Pan tak ggłośno mówić. Jeszcze dobrze słyszę.😉

            RaNa – robić na, czyniąca.
            Widać to w polskich słowach: runa, runo, ruń, ronić, Perrun – piorun (pierwszy stworzyciel), grom – krun (ku stworzeniu, tran, tron, kran itd.

            W innych też widać: prana (siła stworzenia)

            Dalej, słowa od praprardzenia: rab, praca, rąbać, robić, rodzić, ród, pręt, drut, prędkość, prawo, prawa (lewa), ręka, graba (łapa), rampa,
            Itd…

          • @Stefan Urynowicz
            „Zakłada Pan zapewne, że Ra to egipska nazwa i że język egipski to nie PIE.”
            Wiem, że język egipski to NIE PIE (PIE to stepowi pasterze z Europy Wsch. najprawdopodobniej Sredny Stog lub coś wcześniej ze stepolasu)
            I tak, poprzez RA – tego egipskiego twierdzę, że może to być słowo starsze niż samo określenie egipska boga i nie pochodzi z języka PIE (tym samym jest również starsze niż R1a-M417) i może się tyczyć słońca. I sugeruję że „zgubiliśmy” znaczenie tego słowa w PS (=PIE=prasłowiański), ale rdzeń został w wielu kluczowych słowach, które PIE używa, a związanych ze słońcem.
            I tym samym, jeżeli Pańskie tłumaczenie rdzeni opiera się na PIE, to nie jest możliwe rozstrzygnięcie tą metodą sensu brzmienia mojego „Ra” – szefa szefów, czyli słońca.

            I mam kłopot bo: rano, rana ochraniana ochrą jest żabą (też rana z łac.), której nie mogę przełknąć )).
            Pana: ra- robić ba- być nijak mi nie pasują do magicznego słońca łowców, któremu wystarcza ba – być, a nie ra- robić. Możliwe, że coś przekręcam, ale nie „widzę” tego co Pan proponuje, a widzę „ra” (moje słońce) w słowach: ochra, rana, ranek, watra, chram… A może cała ta moja wykładnia jest do bani? – będę szukał jednak dalej ,bo sens mi się dobrze skleja (Rudra=ródR1a).

          • 《ochra, rana, ranek, watra, chram》

            Ra No – robić na, dwie sylaby

            H’RaM, jedna sylaba
            S”>S>H’
            a” – am, an
            o” – ą, om
            S”Ro”/ZRa – cięciem czyniony, z robienia.
            Ale już
            H’Ra Ma – chronić ma, dwie sylaby.
            Rdzeniem jest HR, do tego akcentowane.

            Wa TRa – w ciemno, dwie sylaby
            Rdzeń to TR występujący w słowach dotyczących czarnego, ciemnego. Natomiast akcent jest na Wa, czyli bycie jest sednem watry.

            Co się tyczy Słońca, to:
            SL”o” Ce – złote całe, żółte całe,
            Dwie sylaby i SL” akcentowane. SL” to rdzeń powstały „z palenia”.

          • Chyba z tym TR się zagalopowałem. Muszę to jeszcze przemyśleć.

            C”aR/TuR – czarny, kary, ciemny.
            Samogłoska jest w środku sylaby.
            TuR występuje w słowach: tur, tarpan, turnia, stora, kotara, turek, tarnina.
            C”aR występuje w słowach: czarny, kary, czar, pieczara, kir.

            Natomiast przy
            TRa
            samogloska jest na końcu sylaby. Nie wiem, czy to zmienia jej sens.

          • @QIAHADI
            《nie „widzę” tego co Pan proponuje, a widzę „ra” (moje słońce)》

            Zastanawia mnie, w jaki sposób miałoby dojść do skojarzenia dźwięku R ze Słońcem i nie widzę zależności.
            Aby rozstrzygnąć tę kwestię trzeba by sprawdzić, czy w języku egipskim słowa zawierające sylabę lub spółgłoskę R kojarzone są ze Słońcem, światłem, ciepłem, ogniem, suszą. Najlepiej gdyby były to stare słowa egipskie, z okresu poprzedzającego stosowanie Ra jako imienia boga.
            Dałoby to nam jakiś dowód na rozwój języka egipskiego niezależnie od języka PIE.
            Jeśli jednak stare egipskie słowa zawierające sylabę Ra kojarzone były z jakimkolwiek działaniem, to jest to jakiś dowód na wpływy języka PIE na język egipski.
            Z kolei kojarzenie obecnych słów egipskich zawierających sylabę Ra ze Słońcem, podczas braku takich skojarzeń w starych słowach, sugerowałoby wykorzystanie zapożyczonego z PIE imienia boga do tworzenia nowych egipskich słów.
            Nie znam tego języka, więc ustalenie tego zajęłoby mi mnóstwo czasu.

            Nie należy wykluczać równoległego powstania języków opartych na różnych skojarzeniach wobec dźwięków możliwych do wydania przez człowieka.
            Dla naszej Mowy jako podstawowe wyodrebniłem skojarzenia dla pięciu czasowników:
            R – robić
            S”/C” – żąć, ciąć
            L – palić
            B – być
            J – jąć.
            W innych językach dla tych samych dźwięków skojarzenia mogą dotyczyć innych czasowników, a może nawet rzeczowników lub przymiotników. Mogą też jako prardzenie występować inne dźwięki, takie jak cmokanie, mlaskanie, kląskanie, słyszalne w mowie pigmejów.

            Sugeruję, że to właśnie różnice w brzmieniu, a być może i w znaczeniu prardzeni poszczególnych mów decydują o rozpoznaniu ich, jako powstałych niezależnie od siebie.

            Dlatego też jedno imię boga to za mało, by wnioskować na jego podstawie o niezależnym powstaniu języków.

          • Z tym TR to trzeć.
            Ślepa uliczka to analizować —ć na końcu w bezokolicznikach. Bezkrytyczne analizowanie -RA na końcu prowadzi do widzenia Boga w wyrazach dziura, obora, chmara, chmura, wydra. Ograniczył by, się do starych rdzeni jednak, i nie analizował raczej nowych wyrazów jak kotara czy nie do końca rozpoznawanych jako nasze typu turnia – które występują w odosobnieniu raczej.

          • @QBA
            《Ślepa uliczka to analizować —ć na końcu w bezokolicznikach》

            Jeśli ć pojawiło się kiedyś na końcu słowa (w obecnym rozumieniu), to z jakiegoś powodu, gdyż było to zdanie naszych przodków.
            To obecnie traktujemy je jako końcówkę. Pomijanie go w sylabizacji to błąd. Problem tkwi raczej w odtworzeniu drogi skojarzeń, wiodącej do dzisiejszego słowa.

            Przy sylabizacji
            C’
            może być traktowane jako przyciszony prardzeń znaczący cięcie, lub jako dookreślnik oznaczający: to, co, całe, ciało.
            Jako dookreślnik faktycznie sensu prazdania w rozumieniu dzisiejszych słów zbytnio nie zmienia. Dla przodków naszych jednak wartość konkretną w ich zdaniu mieć musiał. Inaczej nie byłby tak powszechnie stosowany.

          • @QBA
            《Ograniczył by, się do starych rdzeni jednak, i nie analizował raczej nowych wyrazów jak kotara czy nie do końca rozpoznawanych jako nasze typu turnia – które występują w odosobnieniu raczej.》

            Byłby to podstawowy błąd metodologii badań: arbitralne dobieranie materiału. Dopiero przekrojowy materiał badawczy pozwala na w miarę obiektywne wyciąganie wniosków.
            Więcej: to analiza badanych słów powinna być podstawą określenia ich starszeństwa, gdyż intuicyjne ich ocenianie może zawieść, i często zawodzi.

            Kotara. To nowe słowo? Na czym oparta jest ta ocena? A turnia?
            Turnia w gwarze góralskiej występuje, co raczej przeczy jej nowości. Kotara obiła mi się o oczy w osiemnastowiecznych publikacjach, oraz szesnastowiecznych rękopisach. Nie potrafię sobie jednak przypomnieć konkretnych tekstów zawierających te słowa. Fakt, dwieście, czy pięćset lat dla polskiej mowy, to niedługo. Ale rzeczone słowa mogą być znacznie starsze.

            Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że piętnastowieczni pisarze lepiej orientowali się w rdzeniach zawartych w używanych przez nich słowach.

          • Arbitralne dobieranie materiału – zgoda, jednak wg mnie ma sens analizować wyłącznie polskie rdzenne wyrazy, po udowodnieniu ich rdzenności, w otoczeniu słowiańskim (jęz. słowiańskich).
            Co do ewolucji, to wg tego, co czytam i analizuję, wiele z tych rdzennych naszych rdzeni może mieć 20000 lat a nawet 40000. Wówczas nie było raczej kotar:) Te języki NIE MOGŁY się rozwinąć w 2000 lat, a nawet w 4000-5000.

            Co do wyczucia języka – również zauważam u niektórych nadzwyczajne wyczucie języka, a u innych typową „pamięciówkę” i nie łączenie np. kołka, kolca i kolana z kołem, brak podświadomej analizy słów, nie mówiąc o świadomej.

          • @QBA
            Prawdę mówiąc czas powstania prardzeni wskazałbym na czas powstania Mowy. Nie znam tego czasu.
            Myślę, że próbą jego określenia byłoby porównanie wyselekcjonowanych prardzeni języka z narzędziami używanymi przez ludzi. Wytypowane tak narzedzia trzeba by znaleźć wśród pomników archeologicznych i sprawdzić ich datowanie fizyczne.
            Raczej intuicyjnie wskazuję na narzędzia typu: tłuczony kamień i ostrzony ogniem kij. Kiedy takie narzędzia były stosowane?
            Ups. Chyba do Pana datowania trzebaby dopisać zero.

      • Ra- Mieć-Ciąć,S(s)iec,Ryć- Ramie Ś-Ra Dnica to dwa – pa RA mieć
        Kreować – Koło,COLO,Solo
        Ob Ra cać Rylec -Oberysi-ryjący,stawiający okrągłe Grody – okres Ra-Ka-lub jak kto woli KaRa BA – do tej pory mamy mityczny zwrotnik Raka!

        • Jeszcze masz Stefan ŚRoDek -X środ -wymowie zanikana HRod- Hrad-czan.Przejście środka X punkt Środ to Jądro – JOn Drą ( trzęć ) JON To – świeci, żarzy bo coś WIRuje

          • Analiza musi docierać do prastarych rdzeni, występujących szeroko w języku. Jon tego nie spełnia. Jądro to jąć + trzeć,drzeć. Eng: entry. Typowo polskie, bo z j- na początku.

          • Qba -Sześć
            Ra – Żar co je łączy?!
            Nie tylko fleksja, fonetyka i utrata eteryczności wskutek wpływu czynników środowiskowych.
            JęzykCzynu -Szósty – dopełnienie Koła
            Ra -Żar to słowa, które posiadają wektory -jeden na zewnątrz Ra, Żar natomiast do środka YAo Do Ra.
            To język matematyki starożytnych: O-Ya, B, G, D, Vmają konkretne wartości metamorficzne i o tym pisałem u Pana Czesława.
            To jezyk sprawczy – to swoisty dualizm linearny odzwierciedlający NAszą Rzeczywsitość – a że z czasem eteryczność zanikła albo zatraciła się kosztem estetyki języka to spowodowało,że lingiwiści nie dopstrzegają tego co widzą matematycy.
            Ra kreuje,koreluje – Ja Yestem, jest na zewnątrz, do próżni do pustki. Żar znów dąży do Osobliwości,do JA w środku, do układu współrzędnych i to ode mnie zależy ile ja jestem w stanie stworzyć wymiarów. Euklides.
            H’Ariowie moglibyć pierwszymi rolnikami-szli do środka, Łowcy-StaroEuropejczycy wypełniali pustkę i w tym dualiźmie linearnym – Oni potrzebowali Żar,Ogień (a więc miejsca gdzie mogli się ogrzać w epoce lodowcowej,góry,Hari Hori, ich prowadziły Gwiazdy i musieli się znać na nawigacji) ,natomiast H’Ariowie pamiętając swoich przodków tworzyli struktury matematyczne oparte na Kole, wypełniając je strukturą od środka ku przestrzeni – bóstwo Solarne). Znaczenie PyRAmid ma wykładnię matematyczną i mogła być znana na długo nim mówi o tym oficy-jalna nauka. Spójrz – O-YA-B -G( Bogi)_, GeBe ( ziemia) – nie ma przypadków, że słowiańskie obiegadło(po kole) tak się zaczyna – to spuścizna dużo starszej cywilizacji.

          • To samo masz tu Q-ba – (wbrew pozorom, Ba, Barat, Baratai, Ra po Ba) – Ciąć,lub TR,DR- trzeć, wycierać, a wieć circ,sirc,) nie patrzcie tylko na rdzenie, ale na ich strukturę ciągów logicznych i sprawczych.
            Odnosimy się do wielkiej kultury protoArio-Indo-Słowiańskiej -ważne aby coś wprowadzić w ruch,w wir,
            Spójrzcie – Ra Pa Hel – Raphael – Rafael – Ramie Boga.
            Wiele starozytnych słów zdewaluowano,zdeaktywowano, nadano im negatywny oddźwięk – wszyscy wiemy dlaczego!

        • Kreować
          KRe o WaC’
          widoczne są trzy sylaby z akcentem na samotną samogłoskę. Ciekawe jaka społgloska, śpiewająca z samotną obcenie samogłoską uległa wyciszeniu?
          Po wydzieleniu prardzeni mamy zapis
          Ku Re O” By C(i)
          w bezpośrednim odczycie: ku robieniu być.

          Ryć
          RyC’/Ry C(i)
          w bezpośrednim odczycie: robić ciąć.

          Koło
          KoL”o
          w bezpośrednim odczycie: ku paleniu.
          Czyli kolistość, to skojarzenie wtórne od kołka, kolca (okrągłego, nie kolącego, bo to jeszcze dalsze skojarzenie).

          Rylec
          Ry LeC
          Ry Le C(i)
          w bezpośrednim odczycie: robić palić ciąć?
          Czyli, to samo, co radło, lemiesz i pług, oraz podobnie do gleby, roli. Również w korelacji z polem i orką (oraniem).

          Rak?
          Ra Ku – robić ku?
          Czy dlatego, że szczypce ma „z tyłu”? Czy też, że nimi robi?

          • Rak – ręka – operowanie ku sobie. Mógłbyć kiedyś rąk 🙂 ale chyba nie.
            Mi wyszło, że najlepiej analizować wołacze -rozkazy, a nie bezokoliczniki, bo taka była (i jest) pierwotna funkcja języka – komunikacja organizacyjna i wykonawcza. Na drugim planie są inne funkcje (moja pobieżna obserwacja)

          • @QBA
            《Mi wyszło, że najlepiej analizować wołacze -rozkazy, a nie bezokoliczniki, bo taka była (i jest) pierwotna funkcja języka – komunikacja organizacyjna i wykonawcza.》

            Słuszne spostrzeżenie, ale jest pytanie: jak przy początkach mowy wyglądały wołacze?

            Jeśli obecna maniera wydawania polecenia bezokolicznikiem (no, już robią!; pręciutko jedzie!) jest echem dawnych rozumień, to prardzeń z zasady należałoby traktować jednocześnie jako bezokolicznik i wołacz.

          • Tak, jak teraz, bez żadnych końcówek 🙂 Wszelkie końcówki i przyrostki zaciemniają znaczenie rdzenia, ale oddają czas, miejsce, kierunek i inne okoliczności. Należy je raczej analizować oddzielnie. Zapewne dzisiejsze sklejenia to ułatwienia, bo ja k by to wy gląd ał o ja k by się ta k pis ał o.

          • @QBA
            Je – jedz, on je
            Je” – ję, biorę, jem
            Jo” – jedzcie, bierzecie, oni ją,
            Z”e” – żę
            Z”e – żnij, on że, tnie
            Z”o” – żnijcie, oni żą

            Jo”C’ – ją to, całe, ciało
            Z”o”C’ – żą to, całe, ciało

            Zauważy Pan, że jako prardzenie z rozkładania polskich słów pozostały mi sylaby/spółgloski. Jednakże przy ustalaniu skojarzeń do słów obecnie używanych należy się zastanowić nad każdą jego sylabą i każdą spółgłoską. Należy też porównywać słowa podobne z innych języków słowiańskich a następnie niesłowiańskich.
            Wiem, że to ogrom wysiłku intelektualnego i czasu, ale działanie takie pozwala na bieżącą weryfikację wyników i ich wiekszą pewność. To tylko metodyka.

            Jak do tej pory słowa z języków kentumowych jedynie potwierdzają moje hipotezy o ogromnej stabilności czasowej języka polskiego.

    • 2-ga ważna uwaga: czyli jeszcze o ochrze.

      Zdaniem skribhy (ja mu przytakuje)) ochra to słowo pochodzące od łowców i mająca związek z ochroną: o(c)HRa o(c)HRa+Nia !
      czerwony proszek na: skó-ra oraz ra-na (wybaczcie mianowniki), czyli słuzył do garbowania skór i odkażająco na rany.

      • Użytkowanie ochry w obrządkach pogrzebowych nie jest cechą wyróżniającą wschodnioeuropejskich łowców-zbieraczy. Występuje we wczesnorolniczej kulturze natufijskiej (początkowo łowieckiej) na terenie współczesnego Izraela, Jordanii, Syrii i Iraku, datowanej na XI tys. p.n.e. Tak więc – jeśli ochra, to droga przez Bliski Wschód – niestety. Więcej: https://www.academia.edu/36995297/Znaczenie_ochry_w_spo%C5%82eczno%C5%9Bciach_kultury_natufijskiej

        • Ochra była używana przez neandertalczyków .Początki użytkowania ochry mogły być bardzo prozaiczne : np ochrona przed komarami .Komary reagują na temperaturę ciała ,na wydzielany pot ,takie pokrycie ciała mogło być pomocne .Komary nie atakują ludzi mających odpowiednią florę bakteryjną na skórze ,ochra mogła wspomagać rozwój tych bakterii .Jest też ale …samice komara prócz protein potrzebują także żelaza 😀 a może zadawalały się żelazem z ochry ? A proteiny dziabneły se na dziku czy innym łosiu .Tak czy siak pierwsze stosowanie ochry jak najbardziej mogło mieć harakter praktyczny a nie rytualny

          • Krótko wynika z mojego komentarza i Pana Sławka, że użytkowanie ochry nie jest żadnym dowodem na praindoeuropejskość czy słowiańskość. Dla porządku, u Natufijczyków mamy niezbity dowód na rytualne stosowanie ochry wcześniej niż na ziemiach polskich (Rydno – k. świderska).

        • Dolni Vestonice ,Morawy ,grób kobiecy sprzed 20 tyś lat ,przykryta kośćmi mamuta z wyrytymi znakami ,obsypana ochrą a w ręku miała 10 zębów lisa polarnego

          • I tak nie tylko w Europie znajdziemy starsze przykłady zastosowania ochry niż u wschodnioeuropejskich łowcy-zbieraczy, czyli nic wspólnego z obrzędem typowo słowiańskim: takim jest ciałopalenie!

        • Oczywiście, że tak! – w pełni zgoda.
          Już neandertalczycy używali ochry w celach rytualnych. Pozwoliłem sobie w tej wypowiedzi, którą zacytowałem z bloga skribhy, wprowadzić pewne uporządkowanie czasowe, z określeniami (EHG,B-D, SS, KCS itd), które wiąże mi się ze słowiańska narracją. Znam tą ochrę natufijską. Tam na str. nr:16 eksperyment, który załatwia sprawę pochodzenia nazwy zmyślonej w wikipedii.

        • @Rudaweb, nie wierzę!
          masz taki tekst o(c)HRa o(c)HRa+Nia ! – z komentarzem, że to jeszcze od łowców słowo, a nie że ono jest słowiańskie )), co nie znaczy że Słowianie go nie używali ))
          toż za chwilę w kosmos wywalisz w kosmos: ochrę, ranę, ochronę, chram – chyba nie o to Ci chodzi, mam nadzieję.
          Geckim wyjaśnieniem słowa ochra, można sobie co najwyżej korytarz pomalować na ładny świetlisty kolor.
          ekperyment z natufisjką ochrą ze str 16!!!!!!!! dość południową imho, dowodzi, że ochra to nie żółty barwnik!
          i popatrz tu co jeszcze bardziej na południu z ochrą (tą czerwoną) robią ludzie:
          https://oddviser.com/namibia/opuwo/himba-tribe

          tak robili i pradawni łowcy, bo ochra zapewnia nie tylko higienę ciała, ale i ochrania przed słońcem, estetycznie wygląda (no dyskusyjna ta teza 😉 ), ale również barwi skórę na czerwono jak słońce!
          Teza że posypywano ochrą ciał w grobie jest nie do końca prawdziwa. Oni tą ochrę nosili na sobie! Są dwa wyróżnione miejsca (bezdyskusyjnie! 2): głowa i biodra (włosy i przepaska biodrowa, bo ją w 100% należy często czyścić. To jednoczęsnie 2 moje ulubione organy (zgadzam się tu aktorem i reżyserem Woody Allenem): 1-wszy jest symbolem płodność czyli trwania rodu, 2-gi mózg, czyli sens ludzkiego istnienia (po co oni trepanowali te czaszki, jedli mózg przodków czy wroga?, czemu ludzkie głowy przechowywali w chatach?)

          • Gliniany krzemu- były znane i bardzo dawno – ludzie Ochraniali się przede wszystkim przed Słońcem na Stepach, jeżeli tak-to szukałbym ogniwa pomiędzy zarostem a stopniowym jego zanikiem! Jakiś czynnik spowodował, że ewolucja pozbyła się części niepotrzebnego owłosienia ( rozdzielając na dobre drogę CzoŁoBiega,a Małpoludami – te wymarły)pozostały tylko małpy ale te w dżunglach mają owłosienie!

          • Chronienie pierwotnie było bliskie znaczeniowo karmieniu i w tym znaczeniu zachowało się na południu, a nie kryciu. Nie znaleziono pozasłowiańskich słów jednoznacznie powiązanych brzmieniem i znaczeniem z ochroną. Forma sprzed przestawki to chorna.
            Mamy w greckie chrio (smarować), chrioma (maść, tynk), mamy grymas, może trzeba iść tym tropem? Jak brzmiałby rdzeń cHR po cofnięciu „ubezdźwięczenia”? ŻR??

          • A ja myślałem, że człowiek dlatego, że cały wiek żyje. Wiek, wieko, wieczność, wieczór, wieczerza, powieka. Li-co, li-czo, liczyć. Czo-ło, bo krzywe. Wiek jest późniejsze, niż bieg. Może i czołobieg?

          • Czo – wysokie
            Ło – ogień
            bieg – biegać ale w odniesieniu do czasu
            Pozorny ruch słońca!
            Ale Stefan i Qba
            Oc Hra – Ochraniać – H’oc Hora – hoc występuje w języku kodowania – H zanika – pozostaje ochora – ochra
            Góry chroniły!

          • B- G – Bo -mądrość Gi- czystość – odnosi się do słońca i Naszych Przodków
            O – YA ( 0-1, + I -)
            b,g,d,v – BO GI – GE BE ( ŚWIATYNIA ZIEMI, MATKI GEBEKLI TEPE)

          • Dziejowo Dzieci Bogów ! to dużo starsze pokłady, Słowianie odtworzyli w słowach stare prawa, stare dzieje.

          • @Aria
            „glinian..” hematyt to tlenek, nazwa skojarzona z krwią (kolor)
            właściwości odkażające ma: rana – (och)ra na
            @Rudneck
            „Mamy w greckie chrio (smarować), chrioma (maść, tynk)”
            bomba, znaczy genialny i świetny przykład – znaczy blisko sensu ochry, bo nazywają Grecy maść pierwotnym lekiem, starym jak świat:

            o(c)HRa o(c)HRa+Nia!

            tylko pierwej sens zastosowania ochry, a później z niej maść! -bo inaczej medyczna maść zamieni się w kosmetykę i wylądujemy znów w żółtym greckim znaczeniu ))

            Wniosek: oni używają słowa ochry wtórnie, gubiąc pierwotne znaczenie, bo ochra to również rytualna ochrona.
            I tu znów genialnie Aria: ochra = hron, czyli pochodzi od bogów, bo bóg to góra=hura=hora= hron, czyli chroni z góry!

          • Hoc, jest zaimkiem – stąd w języku polskim, mamy samo H lub Ch – i to co piszesz bracie mam swoje odzwierciedlenie – Szron!
            Ho-pla, Ho-pa to w górę, Hopi to ludzie gór, którzy budowali piętrowe domy z gliny!!!
            Mówimy też ho,ho,ho – czyli coś wzniosłego!

          • Jeszcze jedno – Ad hoc – w łacinie – a to musiało zostać zaciągnięte wprost z języka tworzącego Sanskryt!
            HOC – tyle co sarmackie, scytyjskie – Wać
            dalej idąc drogą zawołania – mamy HOS SAN NA – czyli wysokie Słońce, lub bardziej Syn Oyca na wysokości, ( bo to co na NIebie to i na ziemi)
            Łącze w tym momencie religie z funkcją Wiedzy Przyrodzonej.
            Natomiast najciekawsze jest to, że przedszkolaki intuicyjnie wiedzą jakie dźwięki wydaje Zima – to jest bardzo ciekawe, i lingwiści i przyszli doktoranci powinni zbadać ten aspekt morficznej pamięci dźwięków naszych przodków.
            SZ, CZ, Śs, Ż , Dź- krótkie energetyczne – czemu?dlaczego? akurat te – bo to dźwięki Natury – środowiska w jakim musieli przebywać Nasi Przodkowie.
            One są wyuczone w drodze ewolucji wskutek zmian klimatu,
            ale wcześniej funkcjonowała te 6 dźwięków, o których pisałem wcześniej, sprawczych, stwórczych – co jasno pokazuje, ciągłość i przechodzenie z jednego wymiaru w drugie.
            Wnioski widać jak czarne na białym, dla mnie nie istnieje słowo przypadek co najwyżej mogę odmieniać przez przypadki.

      • Stefan Urynowicz
        „Nigdy nie ustalimy, czy w powstawaniu kultury przodków towarzyszył wszechobecny mistycyzm, czy też „zwykły behawioryzm”. Podstawowe odczucia wydają się mieć jednak pierwszeństwo. To strach przeszedł w bojaźń boską, głód w pokarm duchowy a stany zapalne w natchnienie. ”

        Tylko że przytoczona przez Pana opinia to typowy pogląd ewolucjonizmu w religioznawstwie. Abstrahując od tego, że nurt ten jak niemal cały ewolucjonizm i neodarwinizm to pokłosie zapotrzebowania na uwiarygodnienia zachodzących przemian gospodarczych i w konsekwencji społecznych oraz kulturowych w XIX /XX wieku) to nurt ten został obalony w obszarze religioznawstwa przez fenomenologów z Eliadem na czele.
        Po wtóre co najważniejsze ta koncepcja powstała w umysłowości XIX wiecznych „zabiurkowych”, zachodnich religioznawców nie znajduje pokrycia w badaniach religioznawczych i etnograficznych. Tak jak idea „aryjskości i germańskości Niemców” koncepcja ta powstała na zapotrzebowanie określonych doktryn i paradygmatów.

        • @PORAY
          《przytoczona przez Pana opinia to typowy pogląd ewolucjonizmu w religioznawstwie …
          nurt ten został obalony w obszarze religioznawstwa przez fenomenologów》

          Wymienił Pan wiele „niepodważalnych” określeń i „udowodnionych” teorii, powołując się przy tym na „autorytety”. Zwłaszcza stwierdzenie o „obaleniu” zdaje się mieć siłę decydującą w przeważeniu mojej interpretacji.
          Zapewniam Pana, że wyszukane nazwy i „praca” zespołów badawczych nie czynią tematu zamkniętym.
          A to z przynajmniej dwóch przyczyn. Po pierwsze, nierozsądnie jest ograniczć sobie horyzonty myślowe, pole badawcze na podstawie arbitralnej decyzji. Po drugie, jeśli „obalone” teorie lub hipotezy znajdują jakiekolwiek potwierdzenie, to zasadnym byłoby te relacje zbadać.
          Obecne traktowanie przez wielu ludzi dostępnych informacji jako prawd oczywistych, traktuję jako pierwszy krok do sakralizacji. Po prostu rzeczy brane są „na wiarę”. Kolejnym krokiem jest potraktowanie ich jako niepodważalnych, udowodnionych, nie podlegajacych dyskusji. Kolejny krok, to nieumiejętność udowodnienia tych „prawd” i idące za tym stwierdzenia typu „bo tak jest i kończmy dyskusję”, co z kolei powoduje powstania tabu. Dalej pozostaje już nie wiara nawet, ale zwykła religia.
          Nie bez znaczenia jest oczywiście stan zdrowia osoby przyjmującej „prawdy oczywiste”, jego inteligencja, wykształcenie i temperament. Zatem „zwykły behawioryzm” bierze udział w sakralizacji idei, i nie jest to udział minimalny, bo stany psychiczne decydują o dyskusji i przebiegu procesów poznawczych.

    • Pomijam w komentarzu niską reprezentatywność znalezionych dotąd próbek kopalnego DNA z Europy ze względu na rytuał ciałopalenia od 6 tys. p.n.e. między Balkanami a Bałtykiem oraz często niską jakość, która nie pozwala dokładnie wyróżnić mutacje. Poprzestanę tylko na dwóch wynikach. Pierwszy z pracy Mathiesona et al. 2017: R1 z Basenu Paryskiego z XII/XI tys. p.n.e. Drugi: człowiek z Villabruna o R1b z XII tys. p.n.e. Obie próbki starsze niż ukraińskie, na które często Skribha powołuje się jako młot na inaczej myślących. Z tych danych wynika, że R1 w zachodniej Europie byli wcześniej niż we wschodniej. Czy to jest logiczne, jeśli przyjmiemy początek dla R na ok. 25 tys. p.n.e. na południowej Syberii? Nie – wcześniej R powinna być we wschodniej Europie, ale z próbek kopalnych wynika obraz odmienny. To pod rozwagę dla fetyszyzujących próbki kopalne.

      • „Nie – wcześniej R powinna być we wschodniej Europie, ale z próbek kopalnych wynika obraz odmienny”
        O którym rodzie chcesz pisać R1b czy R1a? – bo wszystkie próbki kopalne + analizy wynikające z proporcji przodków świadczą o wschodnioeuropejskim pochodzeniu R1a:
        http://secher.bernard.free.fr/blog/public/2017_Mathieson_Figure2A.jpg (dostrzegasz tą mapę, bo jest ona z badania, które cytujesz?)
        i porównaj z tym schematem – to kopalne aDNA R1a.
        Z powyższych danych wynika że R1a była mutacją, która wystąpiła u łowców wschodnich (EHG)
        co Malta boy? co z faktem, że R2 to Drawidowie?
        powinno być gdzieś epicentrum tych wszystkich mutacji!
        wg. genetyków R1a jest młodsza niż R1b, więc i obszar, który zajmowali ci łowcy powinien na logikę być mniejszy, nieprawdaż?

        • Jacy genetycy stwierdzili, że R1a jest młodsze od R1b? Nie znam takich prac, a przyjęta przez genetyków zasada tworzenia nazw haplogrup zakłada porządek alfabetyczny zgodny z czasem wyodrębnienia poszczególnych Y-DNA, czyli a jest przed b. Ponadto dotychczasowe badania wykazują, że R1a i R1b funkcjonowały nie tylko na stepach pontyjskich obok siebie. Próbki DNA z terenów Polski z epoki miedzi i brązu posiadają indoeuropejskie linie Y-DNA takie, jak R1+ (mężczyzna z Obłaczkowa koło Wrześni, datowany na lata 2865-2578 p.n.e.), R1a1a1-M417+ (mężczyzna z Łęk Małych nieopodal Kościana, datowany na 2286-2048 p.n.e. oraz dwaj mężczyźni z Rogalina k. Hrubieszowa, datowani na 1900-1615 p.n.e.), R1b1a1a2-M269 (trzej mężczyźni kultury pucharów dzwonowatych – KPDz – z miejscowości Samborzec w Małopolsce, datowani na 2400-2200 p.n.e.) oraz R1a1a1b1a2c-S24902 (mężczyzna z Gustorzyna na Kujawach, z lat 1953-1880 p.n.e.). Również starsze próbki z Ukrainy wykazują współwystępowanie obu haplogrup i analizy autosomalnego DNA wykonane dla tych próbek wykażą ich wschodnoeuropejskie pochodzenie (również dla R1b), bowiem zarejstrują genotyp ograniczony do 4-5 pokoleń ze względu na proces rekombinacji, któremu nie podlega materiał genetyczny analizowany w liniach ściśle matczynej i ojcowskiej. Testy atDNA stosuje się przy poszukiwaniu krewnych w linii bocznej, a nie przodków w liniach matczynych (mtDNA) i ojcowskich (Y-DNA). Będziemy więc mieli obraz środowiska, w którym dana „próbka” w danym czasie żyła, a nie skąd i kiedy przyszła. Takie zjawiska bada się poprzez sekwencjonowanie. W oparciu o nie zespół P. Underhilla w 2015 r. określił: „Cała analiza sekwencji chromosomu Y ośmiu osobników R1a i pięciu R1b sugeruje czas rozpadu ~ 25 000 (95% CI: 21 300-29 000) lat temu i czas koalescencji w zakresie R1a-M417 około 5800 (95% CI: 4800-6800) lat. Opierając się na rozkładach przestrzennych i wzorach różnorodności w obrębie kladu R1a-M420, szczególnie rzadkich gałęzi podstawowych wykrytych przede wszystkim w Iranie i wschodniej Turcji, dochodzimy do wniosku, że początkowe epizody różnicowania się haplogrup R1a prawdopodobnie wystąpiły w rejonie dzisiejszego Iranu” – https://www.nature.com/articles/ejhg201450.
          Uważam za pewniejsze ustalenia takie jak Underhilla, bowiem analizy próbek kopalnych (zwłaszcza autosomalne) są obarczone zbyt wysoką ich niereprezentatywnością – o czym wielokrotnie pisałem i co przyznają sami archeogenomicy w zakresie Europy Środkowej.
          Drawidowie nie mają tu nic do rzeczy, bo omawiamy Europę i Słowian.

          • „Jacy genetycy stwierdzili, że R1a jest młodsze od R1b? ” wróććććć i sssssałe powierze uszło puc))
            Palnąłem piramidalną!! bzdurę, wycofać, zamazać, kasować:
            fatal, total, mind error – delete! 😉
            Wyjaśnię później, czas mi się skurczył ((

          • Rudra i Rudaweb mnie nie rozpieszcza w w tym wątku i słusznie. Od początku tego wpisu gubię linki,litery, całe myśli. Nie wykluczam, ani nie zaprzeczam, że ktoś podał mi tabletkę gwałtu )) W końcu tyle się dzieje i tak szybko w temacie Rudra=ródR1a…

            Ale do rzeczy, czyli jeszcze raz:
            „Nie – wcześniej R powinna być we wschodniej Europie, ale z próbek kopalnych wynika obraz odmienny”
            O którym rodzie chcesz pisać R1b czy R1a? – bo wszystkie próbki kopalne + analizy wynikające z proporcji przodków świadczą o wschodnioeuropejskim pochodzeniu R1a:
            http://secher.bernard.free.fr/blog/public/2017_Mathieson_Figure2A.jpg (dostrzegasz tą mapę (EHG!), bo jest ona z badania, które cytujesz?)
            i porównaj z tym schematem – to kopalne aDNA R1a:
            http://homeland.ku.dk/CSS/images/R1_tree_sign.png
            Z powyższych danych wynika że R1a była mutacją, która wystąpiła u łowców wschodnich (EHG)
            Co z Malta boy? Co z faktem, że R2 to Drawidowie?

            Powinno być gdzieś epicentrum tych wszystkich mutacji!

            {{ wg. genetyków R1a jest młodsza niż R1b}}, więc i obszar, który zajmowali ci łowcy powinien na logikę być mniejszy, nieprawdaż?
            Wiadomo co wiadomo (np. tu: https://www.yfull.com/tree/R1a/ i https://www.yfull.com/tree/r1b/ ), a bzdura napisana jest faktem )).
            Brakuje 1-go słowa: {{ wg. genetyków R1a jest młodsza rozwojem!! niż R1b}} i też zapewne słowa określenie „młodsza rozwojem” powinienem tak napisać, jak obok, bo to pewien skrót i uproszczenie sensu pewnego obrazka (łatwiej mi się nimi myśli). Mutacje roznoszące R1b roznoszące ten ród po świecie, występują generalnie wcześniej!! i szerzej niż R1a. Czyżby początkowo ród R1a był mniej liczny i albo zepchnięty warunkami do jednej niszy?
            Widać to choćby tu:
            https://1.bp.blogspot.com/-SraghTWWesw/WwjVhEmDI0I/AAAAAAAAG20/dRjZ9hCo39MV_6MdSrrjNkoCiYgDShizwCLcBGAs/s1600/Zeng_etal_Fig6.png
            (obrazek pochodzi stąd: http://eurogenes.blogspot.com/2018/05/cultural-hitchhiking-and-competition.html )
            ================

            Co do palenia. Proszę Cię rudaweb przemyśl sprawę: dlaczego R1a pali się w mezolicie w Polsce (i w Niemczech, i w Skandynawii) oraz na Bałkanach, a w Europie wschodniej tylko ochry używa w trakcie pochówków( w E. wsch. z mezolitu R1a znajdują)?
            Ja bez gruntownych wyjaśnień tej tezy nie łykam (brak drewna nie jest argumentem, bo środek i wsch Europy w mezolicie miał takie same ilości drewna, a tylko w środkowej E. palili się ci z R1a).
            Myślę, że musiałbym grzebnąć w ruskim necie i znaleźć opracowanie wschodniej Europie na miarę tego z terenów Niemiec, Polski i Skandynawii, gdzie podają, że ciałopalny obrządek był stosowany w < 10% przypadków.

          • Odpowiem tylko w zakresie ciałopalenia, bowiem inne wątki w Twoim najnowszym komentarzu zostały skomentowane przeze mnie wcześniej i teraz nie odpowiedziałeś na te moje uwagi.
            W mezolicie ciałopalenie w Polsce to ok. 25 proc. pochówków. W naddunajskim kręgu k. Lepenski Vir jeszcze więcej. 10 proc. to Niemcy i południowa Skandynawia (Dania i Skania). Najstarsze próbki R1a z Ukrainy są dla terenów stepowych, a nie ze strefy leśnej (np. dzisiejsza Białoruś). Cytat z mojego artykułu (http://rudaweb.pl/index.php/2018/10/30/zasieg-sily-ognia/): W pracy „Obrządek pogrzebowy łowców-zbieraczy epoki kamienia w południowej Skandynawii i na Niżu Środkowoeuropejskim” […] Bugajska ustaliła, że „pochówki ciałopalne pojawiają się już w najstarszym mezolicie, na co wskazują datowania 14c pochówków z Mszana w Polsce (8890 ±180 bp– 8100 ±70 bp) oraz z Hammelev (8980 ±80 bp, 8760 ±37 bp) w Danii (tab. 9). Na środkowy mezolit można datować przynajmniej pięć ciałopalnych grobów: Coswig (7920 ±45 bp) w Niemczech, Pomorsko (7740 ±100 bp) w Polsce oraz dwa groby z Gøngehusvej (6530 ±60 bp) i jeden z Boldbaner w Vedbæk na Zelandii. Najmłodszą datę, przypadającą na późny mezolit, uzyskano dla grobu nr 11 w Skateholm i (6290 ±90 bp, tab. 9). Pozostałe skandynawskie groby ciałopalne […] są ogólnie datowane na kulturę Kongemose lub Ertebølle. Z pogranicza środkowego i późnego mezolitu pochodzi prawdopodobnie też przepalona czaszka z Wieliszewa”. Nadbałtyckie pochówki ciałopalne z mezolitu w większości są pochówkami wtórnymi, tzn. kremacja odbywała się poza jamą grobową, do której złożono już wybrane, przepalone szczątki ludzkie. Ciałopalenie w basenie Bałtyku było więc kultywowane przez cały mezolit. Co ciekawe, w tym wczesnym okresie ziemie polskie wyróżniają się większym natężeniem tego obrządku, bo tylko u nas taki charakter ma aż 25 proc. mogił. Jak zauważył Filip Marciniak w „Analizie przestrzennej, statystycznej i typologiczno-porównawczej materiałów krzemiennych ze stanowiska mezolitycznego w miejscowości Mszana, gm. Brodnica”: „Holocen wyznacza nowy etap przemian środowiska w basenie Morza Bałtyckiego, zachodzących na skutek stopniowego ocieplenia klimatu, przez co lasy zastępowały plejstoceńską tundrę i laso-tundrę. Analizy palynologiczne oraz zachowane makroszczątki wskazują już w Preborealu, a później w Borealu: 9 700–8 000 BP (Schild 1996) na obecność sosny i brzozy. Atlantyckie optimum klimatyczne spowodowało przewagę drzew liściastych: leszczyny, wiązu, dębu czy olchy”. W tym okresie na naszych ziemiach powstały więc duże kompleksy leśne dostarczające odpowiednią ilość drewna konieczną do kremacji. Zgodnie ze współczesnymi danymi – dla tych kremacji w Indiach, które prowadzą do spopielenia ciała poza najgrubszymi kośćmi – na jeden stos potrzeba ok. 250 kg kłód czy konarów. Autor „Analizy…” podkreślił, że „Unikatowe w skali europejskiej […] cmentarzysko z Mszana […] dokumentuje istnienie złożonego rytuału ze stosowaniem ognia […]”. Teraz dla Bałkanów z tego samego artykułu: „Bałkańskie mogiły ciałopalne pochodzą z Vlasac w Serbii nad Dunajem. Zespół Duszana Boricia, w publikacji „Late Mesolithic lifeways and deathways at Vlasac Serbia”, na 23. stanowiskach zidentyfikował 9 przypadków ciałopalenia, czyli na tym mezolitycznym osiedlu mamy statystycznie częstotliwość przewyższającą nawet typową dla ziem polskich”. Kawa na ławę wiele miesięcy temu wyjaśniłem więc – łącznie z przyczynami naturalnymi, sprzyjającymi na określonym terenie stosowaniu kremacji (powtórzę fragment cytatu z powyżej: „nowy etap przemian środowiska w basenie Morza Bałtyckiego, zachodzących na skutek stopniowego ocieplenia klimatu, przez co lasy zastępowały plejstoceńską tundrę i laso-tundrę”).
            Nie wiem co tu jeszcze tłumaczyć.

          • Ok Gospodarzu!
            Prosisz masz, sorry!
            Musiałem pierwej sprostowanie, by dyskusja sensu nabrała. I postaram się po tej wypowiedzi już nie wałkować tematu, bo skoro nie chcesz dyskutować o faktach, chociaż przeczytaj i sprawdź obrazki, proszę:

            1/ nie neguję wspólnego przebywania R1b i R1a poza
            stepem

            2/ neguję fakt pobytu R1a w mezolicie na terenach Europy środkowej aż do czasu migracji Sznurowców, którzy byli R1a-Z645 (i mieli pochodzenie EHG)
            Fernandes i tow
            https://www.nature.com/articles/s41598-018-33067-w

            Bo w mezolicie byli tam WHG: R1b oraz I2a
            co widać np. tutaj – Narwa :
            https://1.bp.blogspot.com/-SraghTWWesw/WwjVhEmDI0I/AAAAAAAAG20/dRjZ9hCo39MV_6MdSrrjNkoCiYgDShizwCLcBGAs/s1600/Zeng_etal_Fig6.png

            3/Jestem cieńki bolek z genetyki, znaczy zupełny burak, ale:

            3/1 z przyczyn pana Podgórnego (Underhill’a 😉 nie 1-szy raz zrobił się kwas. Nie chce mi się nawet tego linkować.

            3/2 https://www.nature.com/articles/ejhg201450
            to cytowane przez Ciebie opracowanie, a w nim:
            „Using a panel of 16 244 male subjects from 126 populations sampled across Eurasia, we identified 2923 R1a-M420 Y-chromosomes and analyzed them to a highly granular phylogeographic resolution.”
            google translator (gt):
            Korzystając z panelu 16 244 mężczyzn z 126 populacji pobranych w całej Eurazji, zidentyfikowaliśmy 2923 chromosomy Y R1a-M420 i przeanalizowaliśmy je pod kątem wysoce ziarnistej rozdzielczości filogeograficznej”
            ==========
            więc, to badanie z genetyki populacyjnej, dalej nie chciało mi się czytać, więc skoczyłem do:
            ==========
            wniosków z badania
            „Our phylogeographic data lead us to conclude that the initial episodes of R1a-M420 diversification occurred in the vicinity of Iran and Eastern Turkey, and we estimate that diversification downstream of M417/Page7 occurred ∼5800 years ago.”
            gt:
            „Nasze dane filogeograficzne prowadzą nas do wniosku, że początkowe epizody dywersyfikacji R1a-M420 wystąpiły w pobliżu Iranu i wschodniej Turcji, i szacujemy, że dywersyfikacja poniżej M417 miała miejsce około 5800 lat temu.”
            ======
            M420 to po prostu R1a, np Domen na historykach (gdyby ktoś miał wątpliwości) :
            http://www.historycy.org/index.php?showtopic=134316

            teraz geografia (pogranicze Iran/Turcja wsch)

            https://mapy.net.pl/mapa-scienna-bliskiego-wschodu-polityczna-mi/703

            hihi, co do geografii to Podgórny sugeruje Kaukaz!
            czyli R1a wg niego jest w 100% CHG, upsss
            bo ~20 tys ybp to wiek R1a, a to jak wiemy czas (40-10tys ybp) łowców zbieraczy, którzy napierają na Euroazję.

            By zobrazować łowców, to jeszcze raz „moja i twoja” mapka z łowcami
            http://secher.bernard.free.fr/blog/public/2017_Mathieson_Figure2A.jpg

            Ta teoria Podgórnego (dalej Budka Suflera) jest jak film, tani klasy B, facet się pałęta w nim, w nieciekawym tle – potrzebna jest i budka i sufler, bo ja się już totalnie pogubiłem.

            3/3 „However, our data do not enable us to directly ascribe the patterns of R1a geographic spread to specific prehistoric cultures or more recent demographic events”
            gt:
            „jednak nasze dane nie pozwalają nam bezpośrednio przypisać wzorców rozprzestrzeniania geograficznego R1a do konkretnych prehistorycznych kultur lub nowszych wydarzeń demograficznych”
            i tu się z Podgórnym zgodzę bo jak się naplecie bzdur i nonsensów (bo kasę trza z grant’a wydoić), to czasem uda się jakiś trzeźwy wniosek z tego bełkotu wyciągnąć, by inni w te opary absurdu już nie brnęli. Zabezpiecza sobie facet taką niszę intelektualną, obfitą w dochody, imho ))

            4/ Co Ty chcesz zanegować w świetle moich powyższych wypocin:
            realne badanie kopalnego DNA Fernanades i tow. czyli ten obrazek:
            https://www.nature.com/articles/s41598-018-33067-w/figures/5
            (są w nim chłopcy z R1a-Z645 z EHG, „z którymi się minęliśmy”, do których Ty się też odwołujesz)

            czy też „wyjątkowej wartości” opracowanie Podgórnego?!?

            i proszę, zerknij jeszcze raz tu:
            https://1.bp.blogspot.com/-SraghTWWesw/WwjVhEmDI0I/AAAAAAAAG20/dRjZ9hCo39MV_6MdSrrjNkoCiYgDShizwCLcBGAs/s1600/Zeng_etal_Fig6.png
            polecam: Neolitic Anatoli kontra Anatolia_Neolitic z Fernadeza:
            https://www.nature.com/articles/s41598-018-33067-w/figures/5
            sic!

          • Drogi Quahadi!

            „Co ty chcesz zanegować?” – neguję wyciąganie ostatecznych wniosków o dziejach populacji ludzkich na podstawie analiz DNA kopalnego, ponieważ dane są z natury niekompletne, szczególnie dla Europy Śr. od mezolitu do Średniowiecza. Nic tego nie zmieni dopóki nie zostanie opracowana technologia do pozyskiwania DNA ze spalonych szczątków. Poza tym istnieją też uwarunkowania klimatyczne i glebowe sprzyjające zachowaniu materiału biologicznego w danym rejonie geograficznym – suchy klimat jest na pewno przyjaźniejszy od wilgotnego itp. Można by dodać jeszcze kilka innych powodów dla których próbki kopalnego DNA są niereprezentatywne, ale samo ciałopalenie wystarczy. Bowiem dla Europy Śr. z tego powodu mamy olbrzymi margines błędu – 25 proc. i więcej. Doskonale wiadomo, że dla R1a mamy próbki incydentalne, jako skutek np. stepowienia Europy w okresie k.ceramiki sznurowej (które spowodowało dominację obrządku inhumacyjnego – brak drewna na stosy) czy utonięcia w bagnie wojów poległych pod Dołężą (niemożność wydobycia ciał, by skremować je zgodnie z tradycją). W tej sytuacji na dziś obiektywny obraz może dać jedynie genetyka populacyjna. Dlatego czytam opracowania kopalnego DNA z zaciekawieniem, ale bez nabożności nakazującej zmieniać wnioski wypływające z genetyki populacyjnej – zwłaszcza przedstawiane przez niewątpliwych fachowców.

            Praca, której nie chciało Ci się czytać, jest dziełem zespołu w składzie: Peter A Underhill, G David Poznik, Siiri Rootsi, Mari Järve, Alice A Lin, Jianbin Wang, Ben Passarelli, Jad Kanbar, Natalie M Myres, Roy J King, Julie Di Cristofaro, Hovhannes Sahakyan, Doron M Behar, Alena Kushniarevich, Jelena Šarac, Tena Šaric, Pavao Rudan, Ajai Kumar Pathak, Gyaneshwer Chaubey, Viola Grugni, Ornella Semino, Levon Yepiskoposyan, Ardeshir Bahmanimehr, Shirin Farjadian, Oleg Balanovsky, Elza K Khusnutdinova, Rene J Herrera, Jacques Chiaroni, Carlos D Bustamante, Stephen R Quake, Toomas Kivisild & Richard Villems.

            „Podgórny” – szef tego zespołu badaczy, niegodnych Twojej inteligencji, to profesor Peter Underhill „a Senior Research Scientist in the Department of Genetics at Stanford University School of Medicine where he has worked since 1990. His research involves the molecular analysis of human DNA sequence variation in human populations. He has been doing leading research on human Y chromosome diversification since 1992. In 1995 he co-invented DHPLC technology with Peter J. Oefner, which greatly accelerated the discovery of genetic markers on the human Y chromosome”.

            I to by było na tyle…

          • @rudaweb
            O genetyce populacyjne opartej o współczesne DNA, czyli jak przerobić badanie Podgórnego, na Twoich oczach, na statystyczny szum.

            Zmieniając deczko cytowaną poprzedni treść badania:
            ===
            „korzystając z panelu 20 000 mężczyzn z 140 populacji pobranych w całej Eurazji, zidentyfikowaliśmy 3500 chromosomy Y R1a-M420”
            ===
            i pobierając próbki od zupełnie innych!! facetów (z innym Peselem), innych populacji!! niż te z badania Podgórnego, otrzymujemy sporą dawkę próbek z R1a-M420.

            Wykonujemy więc tak samo statystycznie poprawne zasysanie danych do badania, jednak statystyka powoduje, że są to fizycznie inni goście, z innych okolic (niż Ci od Podgórnego, bo tylko do takich mamy dostęp!!)

            Następnie poprzez genetyczny kogiel-mogiel jaki wyczyniamy z tymi próbkami , otrzymujemy statystyczne wyniki odczytów, które musimy zaprezentować.
            ===
            „Nasze dane filogeograficzne prowadzą nas do wniosku, że początkowe epizody dywersyfikacji R1a-M420 wystąpiły w pobliżu Uralu i Morza Kaspijskiego, i szacujemy, że dywersyfikacja poniżej M417 miała miejsce około 6000 lat temu.”
            Jedyne co w tym badaniu Podgórnego i moim (hipotetycznym) ma sens, to fakt, że R1a-M417 ma ok 6000 lat ( i fakt ten w cale nie potwierdza tezy o Kaukazie, czy np o (G)Uralu )

            Następnie stawiamy jeszcze jeden powszechnie znany wniosek:
            „„jednak nasze dane nie pozwalają nam bezpośrednio przypisać wzorców rozprzestrzeniania geograficznego R1a do konkretnych prehistorycznych kultur lub nowszych wydarzeń demograficznych”
            I wszyscy go zaakceptują, bo wszyscy mają świadomość, że badacz zna drogę DNA (którego użył do badania) tylko od momentu i miejsca pobrania (żyjące jest to DNA) do laboratorium.
            Droga nie jest zapisana w genach, w genach zapisane są tylko kolejne mutacje.
            Każdy realny osobnik, ma zapisaną w swoich genach, tylko jedną, konkretną gałąź, linię rozwoju hg R1a, która symbolizuje historię jego ojców zstępującą (jeśli stare jest na górze) po linii czasu do dnia dzisiejszego.
            W badaniu współczesnego DNA nie ma „populacji duchów”, czyli rodów które wyginęły, a mogłyby wnieść sporo w naszą wiedzę o historycznych migracjach (np. R1a z Kotliny Tarymskiej – to chyba ślepa uliczka, mylę się?).
            Nie dowiemy się różnież nic o historycznej liczebności, konkretnych gałęzi rodu R1a, bo np. skasowała je wojna i dżuma, i do dnia dzisiejszego przetrwały wątłe liczebnie niedobitki
            I ostatecznie badanie to będzie obarczone sporym statystycznym błędem (kwestia pobierania próbek).

            Słowem generujemy szum informacyjny.

            Kopalne DNA zaś, to historia słabo czytelna, z ogromnymi lukami (brak pradawnych próbek), ale taka która realnie się wydarzyła. A miejsca znalezienia owego DNA, pozwalają śledzić rzeczywiste migracje. Badania pradawnego dna obejmuje wszystkie populacje w tym również duchy (czyli te mutacje, których linie nie dotrwały do dzisiejszych czasów – wymarły)
            Kopalne DNA jest również przyporządkowane przez archeologów do konkretnych kultur archeologicznych, posiada odpowiednie datowanie, które wykonane jest w sposób zupełnie niezależny od tego genetycznego.

            I tu już możemy mówić od drodze: do A do B z odpowiednią strzałką (kierunkiem) – w efekcie otrzymujemy właściwy wektor migracji.
            I tu znajdujemy kluczowe momenty w historii rodu (np.R1a -Z645 KSC i późniejsze oddzielenie się Ariów): archeologia + mutacje, to tu możemy wyróżnić fale migracji w przestrzeni i w czasie.
            aDNA prowadzi również do sensownych poszukiwań jeśli chodzi o przodków i proporcje w jakich się mieszali (ech…)
            I to tu możemy prowadzić analizy autosomalne przedstawiane porzez statystyczne obrazowanie wyników podstawie PCA, porównując żyjące w danym przedziale czasowym populacje.
            np.: https://drive.google.com/file/d/0B9o3EYTdM8lQTzRYN3NaT0hvaGs/view
            Czerwone gwiazdki to CHG, jasno-filetowe kwadraty to EHG (przez puste fioletowe kwadraty N(ordic)HG do ciemno-filoetowych kwadratów WHG)
            I dlatego nie da się na poważnie brać pod uwagę wyników jakie uzyskał Podgórny. Szum informacyjny

            ps.
            Na tym PCA widać również, że KSC i Jamowcy to 2 różne ludy (Y-dna uzupełnia: 2 różne rody!) Są podobni? Tak są na tle innych, charakterystycznych dala owego czasu populacji KCS + Jamowcy to inny, obcy zbiór, który jednak łatwo rozdziela się na dwa odrębne podzbiory.

          • Pozornie wszystko się zgadza, ale nadal nie ma wytłumaczenia drogi dojścia R1 do Europy, bowiem dane z próbek kopalnych wskazują, że R1+ i R1b były we Francji i we Włoszech ok. 12 tys. lat p.n.e., natomiast na Ukrainie ponad 3 tys. lat później (przy czym R1b wykryto 1 tys. wcześniej w Serbii). Z kolei R+ to środkowa Azja ponad 25 tys. p.n.e. Z próbek kopalnych wynika więc, że droga była następująca: Syberia>Europa Zach.>Ukraina stepowa. Jeśli nie mamy świadectw używania statków powietrznych w paleolicie, to nie mamy wytłumaczenia takiej trasy. Czyli tak naprawdę nie wiemy jaką drogą R1 trafili do Europy – ani droga północna, ani południowa nie mają potwierdzenia. Z badania Underhilla wynika, że rejonem przejścia był Iran. Mało tego – w pierwszym opracowaniu z 2009 r. stwierdzono najstarsze europejskie ślady R1a w Polsce, Słowacji i na Krecie, korespondujące z wiekiem próbek włoskiej i francuskiej. Obecnie rozważa się równoczesne drogi: a) przez stepy pontyjskie, b) przez Anatolię (Bosfor i M. Marmara powstały ok. 5.6 tys. p.n.e. – wcześniej było lądowe przejście). Jednak stan przeanalizowanych i odkrytych próbek DNA wyklucza obie drogi, a biorąc pod uwagę Kretę i Włochy rysuje trzecią możliwość – przez M. Śródziemne. Tyle na dziś wynika z próbek kopalnych – czyli nic pewnego. Ponadto operujemy próbkami z rejonów i czasów – gdzie i kiedy nie było ciałopalenia. Jeśli więc w tak przyjaznych okolicznościach mamy powiększający się chaos, to co dopiero możemy powiedzieć o wiarygodności tej metody dla Europy śr., od mezolitu stosującej ciałopalenie. W tej sytuacji jedynie wnioski z sekwencjonowania układają się w logiczną całość. Natomiast dla naszych ziem archeogenomika (próbki kopalne) zaczyna sprawdzać się od zmiany dominującego obrządku pogrzebowego, czyli od „sznurowców”, ale wcale nie dlatego, że masowo wdarli się oni do Europy śr., tylko dlatego, że nie palili swojego DNA, co czynili ich przodkowie przed masowym stepowieniem Niżu Polskiego.
            Nie uwzględnianie warunków kulturowych (rytuał pogrzebowy), które z kolei podlegają ciśnieniu natury (zmiany klimatu>zmiany w zalesieniu), a poleganie wyłącznie na przebadanych próbkach kopalnych prowadzi do takiego obrazu jak „przelot” z Syberii do Francji, następnie „trójskok” Włochy>Serbia>Ukraina, by ostatecznie wylądować w Polsce, która od dawna już była zamieszkała, równinna i uprawiana rolniczo, a więc łatwo dostępna i atrakcyjna dla wszystkich wędrujących łowców czy koczowników. Przed takimi właśnie absurdami „fetyszu kopalnego DNA” przestrzegam.
            Mógłbym jeszcze odnosić się do wątpliwej wagi autosomalnego DNA w zakresie identyfikowania etnosów, ale szkoda prądu przy powyższych istotniejszych zastrzeżeniach.

          • @Rudaweb
            „ale nadal nie ma wytłumaczenia drogi dojścia R1 do Europy, bowiem dane z próbek kopalnych wskazują, że R1+ i R1b były we Francji i we Włoszech ok. 12 tys. lat p.n.e., natomiast na Ukrainie ponad 3 tys. lat później (przy czym R1b wykryto 1 tys. wcześniej w Serbii). Z kolei R+ to środkowa Azja ponad 25 tys. p.n.e.”

            Wybacz, nie kapuję Twojego sposobu rozumowania w kontekście słowiańskich poszukiwań!?

            Oczywiście początki hg R są istotne i mają swoje korzenie w łowcach, ale chyba znamy (kierunek) wektor parcia łowców – i mnie ta wiedza wystarcza.
            Oczywiście, że ważne jest skąd się wzięła R1a, nie to jest istotą poszukiwań (chodzi mi o jej początki) tylko historia R1a-M417.

            Potrzebujemy ogromnej migracji ludności, podpartej gospodarką (=pasterstwo), która spowoduje zmianę kulturową i językową!!, czyli:

            https://3.bp.blogspot.com/-gYHk8ckB7DQ/XDi1YOl7efI/AAAAAAAAHbA/EHIeYYhaFUQhyIx393tjFOLYLL-bIa5vwCLcBGAs/s1600/Corded_influences_in_the_west.png

            I oczywistym jest, że korzenie R1a-M417 (a dokładnie R1a-Z645) wyrastają z łowców-zbieraczy. A jak dokładnie: gdzie, kiedy? – dowiemy się! )). Twierdzę, że EHG.

            I na 100% ci łowcy-zbieracze są ważni, bo Sznurowcy po części napierają na obszar, który oni zajmują, czyli PIE trafia na język przodków od których się wywodzi (EHG!). Trzeba zauważyć taką interakcję.
            Ale w moim rozumieniu sprawy skupić się należy na Z645 i od nich wystartować (sensowne uproszenie sprawy), a nie śledzić długą i nudną pałę rodu R1a, która zapodaje kamerton, dopiero gdy jedno jego ramię rozwija się w M417 historia nabiera rumieńców, a nas interesują w szczególności czterozębne widły (Z645) które wysuwają się w stronę rysunku linkowanego powyżej, które widziemy np.tutaj:

            https://1.bp.blogspot.com/-SraghTWWesw/WwjVhEmDI0I/AAAAAAAAG20/dRjZ9hCo39MV_6MdSrrjNkoCiYgDShizwCLcBGAs/s1600/Zeng_etal_Fig6.png

            Słowem co mię droga hg R, na świat nam znany, obchodzi, jak my nie możemy dogadać się jaką drogą szli ci R1a-M417!? – a dowody są o wiele bardziej przejrzyste, znane i czytelne.
            To puzzle! Ustawiam kolejne kawałki układanki, od miejsca które widzę i rozumiem:
            M417 , step- Sredny Stog, PIE=PS, Sznurowcy, po nich Ariowie, Sintastha, AIT (inwazja na Indie), bramini, RigVeda itd Obrazek rozchodzi się nie liniowo, ale jak fala po powierzchni, na wszystkie strony.
            W ten sposób działając, znaczy układając „puzzle”, niektóre elementy „same wskoczą” w obrazek (nie muszę ich kojarzyć z obrazkiem, ale tylko one będą pasować do sąsiadujących- absurdalne, nieprawdaż? – ale sens ma), czyli same zazębią się w układany obraz, a niektóre dalej będą czekać na ułożenie, bo nie widzę kontynuacji obrazka w czasie i przestrzeni!
            pzdr

      • Stefan Urynowicz
        tylko że ja nie piszę o bliżej nie określonej abstrakcji tylko o konkretnych koncepcjach religioznawczych, które zostały obalone przez badania. Te pomysły Panów opisujących religie zza biurka mają się nijak do religii i etnosów które opisywali. Obawiam się, że bardziej dosadnie nie jestem tego w stanie Panu wyłożyć. Dla jednych 2+2 =4 dla innych 22, więc dyskutować nie ma nad czym, może jedynie nad tym jak w ujęciu przemian cywilizacyjnych, doszło do zmanipulowania wiedzy. W wielu dziedzinach nauk dochodzi do zmiany definicji, relatywizacji pojęć, nie dlatego aby nad tym dyskutować, lecz zmieniać autorytarnie pogląd na otaczającą nas rzeczywistość. Zmaga się Pan z tym na polu językoznawstwa, chwała Panu za to, ale obawiam się, że nie dostrzega Pan tego w obszarze religioznawstwa.

        • @PORAY
          Moją piętą achillesową jest nabycie wiedzy religioznawczej z „jedynego słusznego źródła”, owocujące święceniami bardzo niskiego stopnia.
          Z pewnością moje postrzeganie tematów religijnych zostało przez to doświadczenie życiowe ukierunkowane.

          Jednakże w kwestii sakralizacji dnia powszedniego obserwację prowadzę w żywym społeczeństwie, oczywiście w interakcji.
          Bezsprzecznie: im głupszy osobnik, tym bardziej jego „prawdy” są niepodważalne. W istocie są one dla niego święte i gotów jest on użyć siły w ich obronie. Wiele wysiłku wymaga tłumaczenie takiemu osobnikowi realiów, a i te wysiłki często okazują się daremne. To można już potraktować jak fanatyzm.

          Nie chcę być postrzegany jak taki osobnik, ale badania religii dotyczyły już istniejących, skrystalizowanych wyobrażeń.
          Badania dotyczące powstanie takich wyobrażeń nie są mi znane. Jeśli ma Pan o nich widzę, byłbym wdzieczny za ich przywołanie.
          Wnioskując z rozmów ze współczesnymi mniemam, że wyobrażenia te wynikają ze stanów emocjonalnych osobnika poznającego rzeczywistość.

          Fakt, że to bardzo ogólne stwierdzenie, ale pozwala na ujawnienie nawet wśród absolwentów wyższych uczelni zwykłych dewotów. To oni są nośnikiem i utrwalaczem „prawd oczywistych” i wcale nie jest ich mało. Wielu z nich uważa się za specjalistów w określonych dziedzinach.
          Ten typ specjalistów wie „co jest niemożliwe”, czego „się nie da zrobić”. Sprawdzałem: robiłem i się dało.

          To właśnie, według mnie, ludzkie emocje i fundamentowane na nich przekonania są podstawą powstawania religii.

          Wskazywanie autorytetów, to w rzeczy samej personalizacja przekonań, wystawianie idoli. Od uosobienia do czci mały krok i wiedzą o tym socjotechnicy kreujący polityków. Dla nich religia jest narzędziem oddziaływania na ludzi, których chcą wykorzystać i nie jest to nic nowego.

          W rzeczy samej „morfologia świętości” jest dla mnie prawdą objawioną i w żaden sposób nie udowodnioną.

          Fenomenologia jest dla mnie filozoficzną podstawą badań, zakładającą brak jakiegokolwiek oddziaływania obserwatora na obserwowane, w tym przez tworzenie hipotez i kreowanie rzeczywistości. Takie podejście do badań jest sprzeczne wewnętrznie, gdyż pozostawia obserwatora jedynie w trwaniu, bezmyślnym współistnieniu z obserwowanym, co z natury rzeczy badaniem nie jest. Jakiekolwiek wnioski z obserwacji stają się bowiem założeniem dla jej kontynuowania, a wtedy mamy do czynienia ze „zwykłym” badaniem, które fenomenologicznym już być nie może.
          Zatem badania fenomenologów z natury rzeczy fenomenologicznymi nie są.

          Oczywiście za wartościowe uważam obserwowanie bez uprzednich założeń, ale założeń w kwestiach kluczowych. Inne nie jest po prostu możliwe do realizacji. Tym samym idealna fenomenologia „zjada się od ogona”.

          • trudno przytaczać badania, które jak wynika z Pana wypowiedzi zostaną przez Pana apriori zakwestionowane.
            Niemniej badania takie prowadził i opisywał Eliade (choćby). Ze współczesnych i aktualnych bardzo interesujące badania dwa lata temu na konferencji we Wrocławiu przedstawiła prof.Walentina Iwanowna Charitonowa z Rosyjskiej Akademii Nauk. Przedstawiała badania szamanów syberyjskich z perspektywy etnograficznej, religioznawczej i psychoneurologicznej. Badań takich jest na prawdę sporo, ale to mi przypomina moją wymianę zdań z Tanatorem nt. pochodzenia Wikingów. Tanator uważa, ze wśród Wikingów nie było Słowian i Bałtów, wbrew dziesiątkom badań archeologicznych (o badaniach z zakresu genetyki historycznej czy porównawczych z religioznawstwa nie wspominając), ci którzy siedzą w tych badaniach (wszak nie publikowanych w mass mediach) doskonale sobie z tego zdają sprawę, ci którzy negują dla negowania pewnie je pomijają , lub nie są nimi zainteresowani, gdyż nie leża w obszarze ich ścisłych zainteresowań. Podobnie w tym przypadku musiałbym poświecić sporo czasu by przedstawić Panu bibliografię złożona z setek pozycji. Przykro mi nie mam na to czasu, zachęcam Pana do wniknięcia w temat.
            Co zaś się tyczy (sztywnego dogmatu neodarwinistów i socjobiologów) wpływu emocji na religię , to wypowiadają go zwykle osoby nie związane z badaniem religioznawstwa z perspektywy obserwacji uczestniczącej oraz bezpośrednim doświadczeniem mistycznym. Na tym polu nawet dla podrzędnego praktyka oczywistym jest, że to emocje są pochodną praktyki religijnej/duchowej nie odwrotnie. Co więcej tradycje trwające tysiące lat mają nt. skodyfikowaną wiedzę, czyli jak oddziaływać na emocje z perspektywy praktyki religijnej.
            Problem w tym, że dla typowego socjobiologa, nawet gdy zobaczy naocznie tzw. „cud” (czyli nazwijmy to ogólnie sytuację niezgodną z newtonowskim poglądem na prawa fizyki) to uzna go za iluzję, sztuczkę, ewentualnie zbiorową imaginację, nie odniesie go do możliwości jego zaistnienia (choćby w pojęciu szkoły kopenhaskiej fizyki kwantowej).
            Powracając zaś do meritum dyskusji, przypomnę iż zaczęło się od tego, że stwierdził Pan iż: „Podstawowe odczucia wydają się mieć jednak pierwszeństwo. To strach przeszedł w bojaźń boską, głód w pokarm duchowy a stany zapalne w natchnienie.?…/ Sakralizacja zakłada istnienie nezmiennych zasad, wynikajacą z braku ich zrozumienia. Na zasadzie: ryby nie je się z użyciem noża, albo „mięso jest niezdrowe”.
            – rozumiem że ma Pan dowody (oparte na badaniach etnograficznych, religioznawczych) na te stwierdzenia?
            I na koniec na temat neodarwinizmu i socjobiologii. Poglądy te stały się popularne w pewnym określonym czasie i określonych środowiskach. Dokładnie z pojawieniem się w ekonomii modelu neoliberalizmu, który nie jest niczym innym jak przeniesieniem idei neodarwinizmu na pole ekonomii. Problem w tym, że neoliberalizm jako koncepcja makroekonomiczna także została obalona przez teoretyków, ale co najważniejsze (podobnie jako model marksistowski gospodarki) została dotkliwie zweryfikowana przez rzeczywistość. Niemniej jednak (jak w latach powojennych gospodarka marksistowska była uznana w krajach komunistycznych) tak obecnie i neoliberalizm nadal hula, lecz czy to oznacza że zasadny i naukowy? Aby było bardziej irracjonalnie , w myśl definicji psychologii ekonomii (nota bene definicji zmienionej w dobie neoliberalizmu) zasadne, rozumne jest to co skuteczne. Dostrzega Pan w tym absurd nowoczesnej paranauki?
            Neodarwinizm w ciągu ostatnich 40 lat rozpowszechnił się wielu dziedzinach wiedzy, m.in psychologii (tzw. psychologia ewolucyjna), antropologii, wspomnianej makroekonomii, pedagogice. Z tym, że ma on podłoże doktrynalne, warunkujące obecny ład cywilizacyjny, nie ma za to zupełnie podłoża naukowego. W poszczególnych dziedzinach wiedzy bazuje na dogmatach nie zaś badaniach (w zakresie psychologii ewolucyjnej popełniłem kiedyś na ten temat publikację mogą panu wysłać). Co więcej opiera się na przekłamaniach i manipulacji (przykładem dokonania Pinkera, Dawkinsa czy Diamonda).
            Oczywiście można ślepo wierzyć tym „autorytetom” (podobnie jak Friedmanowi czy Phelpsowi na polu ekonomii a Tylorowi i Frazerowi w religioznawstwie), osobiście jednak proponuję weryfikowanie wiedzy i informacji. Jest to konieczne ponieważ na tym polega nauka, po wtóre ze względu na to, że żyjemy w czasach „informacyjnego śmietnika”. Mam nadzieję, że ta interdyscyplinarna wypowiedź Pana nie zmęczyła.

          • Mnie takie rzeczy nie męczą.

            Najśmieszniejsze jest jednak to, że kogokolwiek by zapytać o kwestię wiary lub religii, to odpowiedź zawsze będzie inna. Odpowiedzi można oczywiście pogrupować, ale nie zmienia to faktu ogromu wyobrażeń dotyczących mistyzcyzmu.
            Od wieków udowodniano prawdziwość wszelkich dogmatów religijnych. Wielu było doktorów „kościoła”, którzy na prawdach objawionych ignotum per ignotum opierali swe wnioski.
            To samo dotyczy teoretyków i ich mocy obalania i tworzenia teorii lub hipotez.
            W ogóle bym w tę dyskusję nie brnął, gdyby nie świadomość, że mistyzcyzm naszych przodków mógł mieć wpływ na nasze obecne słownictwo.

            Uwierzy mi Pan: jestem w stanie zeznaniami świadków udowodnić kreacyjną naturę świadomości. Nie to jednak jest tematem przedmiotowego artykułu.

          • istotnie dyskusje zabrnęła w ślepą uliczkę, co musiałoby się sprowadzić do powtarzania wciąż tych samych argumentów. To też raczej temat na rozmowę osobistą, więc może przy jakiejś nadarzającej się okazji…

          • @Poray
            //to mi przypomina moją wymianę zdań z Tanatorem nt. pochodzenia Wikingów. Tanator uważa, ze wśród Wikingów nie było Słowian i Bałtów,//
            A gdzie i kiedy tak twierdziłem? Bo na Boga nie przypominam sobie takiej dyskusji.🤔

          • przepraszam najmocniej, pomyliłem się chodziło o Smyxxa

    • @Qahadi
      《Wrócę jednak do „ra” czy to słowo jest NIE PIE? Ja twierdzę, że tak i że jest zdecydowanie starsze niż niż bóg Ra i Rudra》

      I tak wynika z artykułu.

  15. Myślę, że ważna dla historyków zajmujących się antycznymi dziejami Polski jest informacja Pana Radosława Patlewicza, bardzo dobrego historyka, który odszukał informację o tym, że Janusz Bieszk był agentem SB.
    https://www.youtube.com/watch?v=nvgA7JiaGis
    Być może tematy które drążymy, są także przedmiotem zainteresowań mafii, służb i lóż.

    • W sprawie „agentów” – proponuję: „Po czynach ich poznacie”. Poza tym jednych lojalki się znajdują, innych muszą być fałszywkami, a ci którzy są obecnie wrogami kierownictwa IPN nagle okazują się najbardziej zakonspirowanymi TW. Co do Bieszka – pracował w byłym ustroju w handlu zagranicznym, czyli z założenia musiał być związany ze służbami – do takiego wniosku nie trzeba kwerend archiwalnych.

    • Odyn, to ewidentne słowiańskie „adin” z przed akania. Występuje w takim polskim słowie jak: odyniec. W znaczeniu odyn, to: jeden, pierwszy, jedyny.
      Zatem Odyn, to nie imię wlasne a określenie przymiotu boga. Określenie na wskroś słowiańskie.
      Nie widzę tu skojarzenia z paleniem.
      oDZ”iN – kaszubski ogień, brzmi jak odrzyn
      L”oZ”iN – łożin?
      L”oGeN’ – łogeń, ogień
      L”oGoN – łogon, ogon

      oDyN – odyn
      aDiN – ruskie jeden
      JeDeN’

      Zauważyłem ponadto, że hipoteza określająca sylaby jako prasłowa/rdzenie ma potwierdzenie w polskiej manierze wyciszania końcówek słów (co wiąże się bezpośrednio z polskim akcentowaniem sylaby przedostatniej). Dlatego na końcu słowa czesto występuje spółgłoska bez swojej pary. Para wraca przy odmianach tych słów :
      jeden – jednia
      Ogień – ognia.

      • Nie bardzo rozumiem dlaczego mieli by nazywać swojego boga „Jeden” przy użyciu słowa z języka sąsiadów, skoro maja swoje „einn”, także znaczenie „óðr” (natchnienia) bardziej kojarzę z ogniem, przecież podobnie zaadaptowali Kvasira.

        • Nie oni nazwali ,po prostu przyszedł do nich Bóg którego imienia nie rozumieli 🙂 Moszyński pisze że Wodan/|w|Odyn ma powiązania z naszymi Płanetnikami i spółką i był pierwotnie demonem deszczu .Chyba w starogreckim Helios to tak Słońce jak i Jeden …..jak coś nie pomieszałem 😀 trza by sprawdzić

          • Jest „heis/henas” zwykle łączone z naszym „sam”, też na „S” jak słońce ;), jakoś nie słyszałem w naszym, czy w ogóle indoeuropejskim panteonie o „Jednym”.
            W walijskim jest „odyn” w znaczeniu suszarni, powiązana z naszą watrą.

          • Jeden w sensie jedyny ,pierwszy ,najważniejszy ,np premier .Sanskryt ,sūrya >Jedyny ,Słońce .Starogrecki Helios >Jedyny Słońce (sprawdzałem 🙂 ) Nie należy zapominać że były czasy kiedy Słońce było bogiem , tym najważniejszym bogiem ,pierwszym ,,Jedynym,, a czy Odyn nie był pierwszym ? 🙂

          • @Sławek
            „przyszedł do nich Bóg którego imienia nie rozumieli”
            KSC i R1a-M417 w Skandynawii! Czego nie rozumieli,hmm?

          • @QUAHADI a co oni mają wspólnego z kreolami ? Nic .Tak samo nic wspólnego z kreolami nie ma ,,nordyjska,, kultura brązu bo to krąg kultur z niżu europejskiego,tam Achajów widać .A kiedy pojawili się kreole ?Niech podpowie żelazny młot Thora 🙂

        • Niemieckie „Eins” wywodzić się ma z proto-germańskiego „*ainaz”. Gwiazdka mówi nam że nie musiało tak być, równie dobrze mogło dojść do zamiany miejscami „z” i „n”, i można by napisać „*aizan, *aizen, *iazen itp. a gdy weźmiemy poprawkę na to, że „z” może być pochodną „dz” to wychodzi nam „*aidzan”, „*aidzen”, „*iadzen”, które już bardzo przypomina nam „jeden” lub „odin”.

        • Wodan to inaczej Wodnik Władca Morza i Oceanów mający swą siedzibę na Wolinie(wOLINpus), a Odyn, to tytuł w rejonie obecnego morza Bałtyckiego. Ja dzień, Jeden czyli Bóg Jedyny, tak jak u Scytów był JEDEN Władca, tytularna Oś. Mamy wiele przykładów, że dużo słów utraciło swoje pierwotne czyli słowiańskie znaczenie. Do tego dochodzi haplogrupa słowiańska, która w Skandynawii pojawił się dawno temu. Zawirowania w Głównym ośrodku spowodowały, że kult Władcy pozmieniał się wytracając swoje pierwsze znaczenie, ale Odin nadal czytane jest z języka słowiańskiego. 1

        • @REDNECK
          „Nie bardzo rozumiem dlaczego mieli by nazywać swojego boga „Jeden”
          KCS i R1a-M417 W Skandynawii chyba tłumaczy Odyna i nasze wyjaśnienie tego dla „rodu” (w sensie pochodzenia) tego słowa.

          • Nie rozumiem wywodzenia Odyna od Jednego, bardziej pasuje mi Ogień, a nie tego, że sznurowcy przynieśli im język. Zresztą na określenie ognia zachowali sobie stare słowo „eld”, w którego indoeuropejskość powątpiewam.

          • @REDNECK
            ” a nie tego, że sznurowcy przynieśli im język”

            Rozumiem, że negujesz fakt rozprzestrzeniania się języka PIE przez Sznurowców, czyli obalasz obowiązujący konsensus akademicki, czyli ustalenia lingwistyki w połączeniu z archeogenetyką.
            Jesteś tu 1, znaczy odyn ))) pzdr i miłego wieczoru!

          • Sznurowy nieśli język PIE , ale czy jest ktoś wstanie dowieść że dokonali wymiany języka ? A może po prostu języki w Europie środkowo-wschodniej były podobne ? I każda migracja nie powodowała wymiany języka a jego unifikacje(chów wsobny) . Kiedy zaczęły powstawać mieszane języki germańskie : w epoce kamienia ? brązu czy może dopiero w epoce żelaza ? Czy o tym że to młode języki nie świadczy choćby język niemiecki o którym można powiedzieć że jest to pare języków .A norweski a raczej norweskie którego użytkownicy najczęściej wypowiadają ,,co ty do mnie mówisz ,, 🙂

          • quahadi najwyraźniej nie zrozumiał podwójnego zaprzeczenia
            „Nie rozumiem (…) nie tego, że sznurowcy przynieśli im język.”
            gwoli wyjaśnienia nie neguję, za to przyjmuję że mogło być inaczej patrz Mario Alinei
            też ))) pzdr

          • 1/ @Rendeck
            tak, mogę czasem nie zrozumieć czasem prostej wypowiedzi ))
            2/ @Sławek
            „czy jest ktoś wstanie dowieść że dokonali wymiany języka ?”
            Ad1+2 = lol
            Z genetyki wynika PIE=PS= prasłowiański, co prowadzi przez Sznurowców i Ariów do języków indo-słowiańskich jako trzonu grupy języków indo-eueropejskich (cała reszta to boczne gałęzie rozwoju tego języka)

            PIE to twór sztuczny, wewnętrznie sprzeczny logicznie, bo rekonstruowany na podstawie języków wielu ludów, mijających się w czasie i przestrzeni.
            Nie da się również pominąć patrząc na PIE chorego kontekstu ideologicznego: indo-germanische )).

            PIE to twór, który nie uwzględnia, a w większości neguje podstawowy fakt, jakim jest zbieżność i podobieństwo samskrytu i języków słowiańskich (mimo kilku tysięcy kilometrów i lat je rozdzielających):

            Przykładowo Brahma, Shiva, Wishnu:
            – R1b nie dość, że „źle” zapisują te imiona, to jeszcze gie.. z nich rozumieją czytając ten zapis
            – R1a Brama (znaczy co brzmi! i „robi” jak brzmi), Sziwa (Żywia, Żywiec), Wisznu (Wyżni, Wiosna) – coś Wam świta? Inne widzenie świata )), poprzez „światłe” słowa.
            Tu się znów kłania genetyka i R1a-M417, Sznurowcy, Ariowie (bramini, samskryt).
            I to genetyczne pokrewieństwo bez otwierania wikipedii, tylko czytając imiona bogów, mogę coś na temat hinduizmu powiedzieć? Zadziwiające nie?

            Glottochronologia zaś to bajer nie mający sensu, próbujący wyjaśnić i powiązać rozwój języków z czasem:
            https://en.wikipedia.org/wiki/Glottochronology

            I potem mamy takie „babole” jak wyjaśnianie pochodzenia słowa ochra z języka greckiego (żółty!!, choć wygląd ochry, zastosowanie krzyczą czerwonym kolorem i podstawowym rozumieniem: ochra – ochrania!)
            Jeśli lingwistyka próbuje dotrzeć do znaczenia słów PIE na: rzeczy, czynności, imiona bogów negując jednocześnie PIE=PS, czyli nie sięgając pierwej do korzeni, znaczy języków słowiańskich w połączeniu z samskrytem, to jest to działanie zakłamujące prawdę i jednocześnie negujące logikę powstania PIE.

            I dlatego Odyn znaczy: Ten 1 (Najwyższy):
            https://translate.google.pl/?hl=pl#view=home&op=translate&sl=pl&tl=ru&text=jeden

            A Wisznu pozostaje w kontakcie ze sznurowcami!
            https://en.wikipedia.org/wiki/Vishnu#Etymology
            cyt.:
            Yaska, the mid 1st-millennium BCE Vedanga scholar, in his Nirukta (etymological interpretation), defines Vishnu as viṣṇur viṣvater vā vyaśnoter vā, „one who enters everywhere”. He also writes, atha yad viṣito bhavati tad viṣnurbhavati, „that which is free from fetters and bondages is Vishnu”.

            Visznur wi(e) sznur, wi(e) wiatr (czy watrę) wyjaśniący ON )) – to tłumacznie z tajemnego, nieznanego lingwistom PIE języka polindi ))) na potrzeby dyskusji stworzyłem (nie znam samskrytu!!) i tak go nazwę:
            Wisznu wszystko wiążący, wszystkim oddychający, wszechobjaśnijący ON! (mam nadzieję, że hinduiści mi wybaczą, to nieporadne wyjaśnienie)
            Ubarwiłem trochę ten polindi )), a jak się ma do niego to R1b, znaczy germanische: „Ten, który wlazł wszędzie”? Ale sens znów jest jeden, znaczy Odyn.

            pozdr

            ps. każdy kto neguje to podstawowe powiązanie PIE=PS prawdopodobnie autystyczny lub złośliwy!

          • Na marginesie roli i pochodzenia „sznurowców” taki cytat z recenzji prof. Sławomira Kadrowa: „Johannes Müller z Bambergu w Niemczech w artykule pt. „Economic Continuity and Political Discontinuity in Central Europe during the Third Millenium BC” przedstawił ważne i przekonywujące dowody paleobotaniczne, w świetle których nie można mówić o istotnych zmianach gospodarczych w okresie pojawienia się kultury ceramiki sznurowej. W pierwszej połowie III tys. p.n.e. nadal notowane są liczne dowody upraw zbożowych w skali notowanej wcześniej dla kultury pucharów lejkowatych lub Horgen. Z pola widzenia znikły natomiast duże osady o charakterze centralnym. Powiększanie się terenów otwartych widoczne jest natomiast dopiero po roku 2500 BC. Jeszcze później, tj. ok. 2300 BC zauważyć można na niektórych obszarach załamanie procesów osadniczych i związanej z nimi działalności gospodarczej. Przytoczone przez Müllera dane i ich interpretacje poważnie wzmacniają tezy o ewolucyjnym i wewnętrznym charakterze przemian kulturowych, społecznych i gospodarczych w początkach III tys. p.n.e. w środkowej części naszego kontynentu, (por. np. Kruk 1993), których efektem było pojawienie się kultury ceramiki sznurowej. Zdecydowanie przeczą równocześnie romantycznej wizji przemian wywoływanych kolejnymi falami migracji ze stepów nadczarnomorskich (np. Gimbutas 1979; Lichardus 1991)”.
            Sam przeprowadziłem dowód na podstawie innych danych, który prowadzi do podobnych wniosków: http://rudaweb.pl/index.php/2017/09/11/portret-woja-po-trzecim-uderzeniu-bonda/

          • Ja w żaden sposób sposób nie neguję że sznurowcy nieśli język PIE=PS ,co nie znaczy że dokonali wymiany języka na terenach kultury pucharów lejkowatych ,po prostu w rolniczych kulturach nadunajskich na obszarze Europy środkowo-wschodniej mogły być w użyciu przede wszystkim języki satemowe i dopiero wbicie się R1b wzdluz Dunaju doprowadziło do powstania języków kentum

          • Najprawdopodobniej „jamowcy” R1b byli uralskojęzyczni (turecko-?). Natomiast na ziemiach polskich mamy kontynuację kultur i genotypów sprzed 3 tys. p.n.e. i nie było żadnej inwazji „sznurowców” ze stepów.

          • @Quhadi
            Vishnu – Vshinu czyli wszo, wszystko, Ćwieczek, Śwantewit, Świcz – ryby
            Brahma – Bargma – Wargma -Swargma -Bóg Swargi/Nieba Swarog, Caelus, Ouranos. – wodnik
            Śiva – Siwy, szary, pełen Siły/Mocy (=Εξουσια/Ead/Ajna). Wyraża to samo co Herkules, oznacza umiejętność kontroli mocy seksualnej, wyzwala Prometeusza czyli pierwotną moc z opresji sępa/człowieka. – skorpion
            Innym imieniem Śivy jest Śambhu – stąd Shambhavi mudra czyli Zez. Zys oznacza orła czyli skorpiona. Samo zysk można wyprowadzić z wiedzy astrologicznej, ze szczytu, czyli oznacza egzaltację Urana w Skorpionie. Odwotnie, nask oznaczał by odwrotność zysku, na szczyt, naliczanie albo uliczanie, wliczanie – to odnosi się do wagi (Stąd też ptolemejscy Naski są Uliczami a Oflones Zyskami znanymi być może z Pliniusza jako Scizi). Samo liczyć to считать. Więc zysk to zliczanie albo policzanie. Jest to jeden z wielu sposobów wywiedzenie nazwy Polska i odniesienia jej do skorpiona.

          • @Rudaweb
            „Słowianie z wielu…” nie czytałem wcześniej – dobre!
            Trimurti, ci co „zeszli” góry, to:
            – Waruna (Varuna – z pętlą na sznurze):
            https://en.wikipedia.org/wiki/Varuna
            Jest też w innej gałęzi migracji (przez Mitrę, Avesta).
            Warunkujący wszystko, a to że jedzie na maszkarze, która jest symbolem wszystkich (tak!!) zwierząt (połączeniem wodnych z lądowymi), też coś znaczy.
            I podoba mi się „językowo”: war,warzyć, (g)war, wiara, warta, wartownia; warunkujący 😉
            inwazja a : https://en.wikipedia.org/wiki/%C4%80ry%C4%81varta

            – Rudra : https://en.wikipedia.org/wiki/Rudra , który odpowiada za to co żywe i jest wojownikiem (inwazja)

            – i Agni oczywiście: https://en.wikipedia.org/wiki/Agni łaczy tych obydwu.
            Przeplata się między nimi Vayu (z Rudrą) i Indra (z Agni)
            Brama, Wisznu i Sziwa to „kolejne” awatary tych powyższych.
            W świetle badań archeogenetycznych:
            „Johannes Müller z Bambergu w Niemczech w artykule pt. „Economic Continuity and Political Discontinuity in Central Europe during the Third Millenium BC” 2003r??
            się rozminął z obecnym rozumieniem sensu historii i lingwistyki.
            Według dawnych badań po KCS była „luka osadnicza” aż do łużyckiej i co?- nie będę grzebał, aby to zalinkować.

            Twojego „Bonda wśród Sznurowców” czytałem, zgrabnie zebrane, ale nie przyjmuję „Bonda” jako wykładni.

            @Sławek:
            Fernandes i wsp.:
            https://www.nature.com/articles/s41598-018-33067-w/figures/5
            kontra ten:
            https://1.bp.blogspot.com/-SraghTWWesw/WwjVhEmDI0I/AAAAAAAAG20/dRjZ9hCo39MV_6MdSrrjNkoCiYgDShizwCLcBGAs/s1600/Zeng_etal_Fig6.png

          • odszczekuję: „Słowianie z wielu” czytałem, dobre!
            znalazłem moją uwagę pod tym tekstem nt Gieysztora, którą podtrzymuję: On nie wiedział tego co my, więc 5000 km i 5000 lat wydawało mu się pewnie zbyt odległe, by sensownie łączyć Słowian z Ariami!

          • W końcowej fazie rozwoju kultura pucharów lejkowatych zdobiła swe naczynia przy brzegach tak zewnątrz jak i wewnątrz odciskiem sznura ,z tym że używali prawie zawsze sznura trójdzielnego ,natomiast ,,sznurowcy ,, używali przeważnie sznura dwudzielnego . W grobach sporo jest znajdowanych miniaturowych toporów z gliny kamienia a także prawdopodobnie z bursztynu . Jakieś punkty wspólne są

          • @Qahadi na ile te plansze są reprezentatywne ?czy uwzględniono nasze ciałopalenie ? Czy wschodni łowcy palili zmarłych ? Jeżeli początkowo nie paliliśmy zmarłych to od kogo przejęliśmy ten zwyczaj ? Czemu Ariowie zaczęli palić
            zmarłych ? Czy zastali ten zwyczaj w Indiach ? Czy mam rozumieć że około 30 % udział wschodnich łowców w KCS wystarczył do całkowitej wymiany języka ? I jak tu się dziwić gdy ktoś twierdzi ,że Słowianie dokonali całkowitej asymilacji ,,wschodnich germanów ,, 🙂

          • Z tych plansz wynika, że dla Polski uwzględniono właściwie tylko jedną próbkę R1a z Łęk Małych – k. unietycka. A gdzie wyniki dla wcześniejszych o stulecia stanowisk archeologicznych k. ceramiki sznurowej (- wyłącznie R1a tam, gdzie dokonano analiz, niestety poza granicami Polski)?
            Pod rozwagę przypominam zastrzeżenie poznańskich archeogenomików Ireneusza Stolarka i Marka Figlerowicza z artykułu “Homo sapiens w Europie – historia zapisana w DNA”, z 2016 r.: “nadal zagadkowa jest historia genetyczna Europy Środkowej w epoce żelaza. Nastąpiła ona po długiej, bo trwającej ok. 2-3 tysiące lat epoce brązu, podczas której przeważająca większość pochówków miała charakter ciałopalny, całkowicie uniemożliwiający badania genetyczne.
            Dodam, że obaj genetycy nie wzięli pod uwagę w tym wniosku wcześniejszego (przed III tys. p.n.e.) wysokiego udziału ciałopalenia w pochówkach na terenie Europy Środkowej już od mezolitu – Polska 25 proc., a w Żelaznej Bramie (Vlasac) niemal 40 proc.
            W tej sytuacji pełne zawierzanie analizom wyłącznie kopalnego DNA, jako jedynie miarodajnego, świadczy o naiwności albo złej woli.

          • @Rudaweb
            „… archeogenomików Ireneusza Stolarka i Marka Figlerowicza … Nastąpiła ona po długiej, bo trwającej ok. 2-3 tysiące lat epoce brązu, podczas której przeważająca większość pochówków miała charakter ciałopalny, całkowicie uniemożliwiający badania genetyczne”
            neguję tą tezę – Tollense! czyli czekamy na Y-dna wojowników, ale pierwej napiszą czy konie były ochwacone! A w zasadzie nie czekamy, bo autosomalnie znaczna część z nich (1200 BC!!!) wygląda jak Słowianie 😉 Y-dna tych kolesi to typowy przykład na działanie miotły Ockhama (zamiatamy niewygodne fakty pod dywan)

            @Sławek
            1/ zazębiają się czasowo te sznurki KPL i KCS? bo to ciekawe informacja (jakiś link może uda CI się znaleźć?)
            2/ to ja zdałem pierwszy to pytanie:
            dlaczego Ariowie po wejściu do Indii zaczęli się palić?
            i opowieści, że wcześniej nie mieli drewna słabo działają: bo metalurgia, bo rydwany itd. Czy połączy się łużycką i Ariów motywem? Zobacz tutaj:
            https://skrbh.wordpress.com/2019/01/25/166-the-proto-indo-european-homeland-czyli-indogermanskie-kompleksy-fielko-giermancow-fielko-ormian-fielko-anatolijczykow-fielko-iranczykow-fielko-sindusow-fielko-finow-fielko-turkow-itp/comment-page-1/#comment-11749
            dodaj:
            – step jako pas transmisyjny dla idei,
            – fakt że Sintashta identyczna autosomalnie z KCS (na PCA ładuje się w centrum KCS), język prawie ten sam
            – tło bitwy nad Tollense?!?
            czas mniej więcej pasuje!
            nie pasuje Z93, ale może wilizie na światło dzienne Z282 wyglądająca jak KCS lub bardzo wschodnio, ale z 1300 BC?
            a pośrednio to widać jak Jamowcy przez Kotlinę karpacką się pchają (czyli południową drogą), bo ktoś północny kierunek blokował!

            4/Nie da rady, nie odrobię pracy domowej za Ciebie: EHG to marker R1a! – to wynika z aDNA.
            I zadaj sobie pytanie czemu tylko w Europie środ. się paliło a we wsch. nie?
            Jednocześnie tym pytaniem neguję drewnianą hipotezę, bo warunki mieli porównywalne!
            Ja Ci odpowiem: R1a w E. środ. się nie paliło, bo go tam nie było w mezolicie: Fernandez z ekipą się kłania!
            pzdr

          • Tego sporu nie rozstrzygniemy dopóki nie zostanie opracowana metoda uzyskiwania kopalnego DNA z przepalonych kości. Nie trudź się proszę przytaczaniem kolejnych opracowań kopalnego DNA, bo z powodu braku wspomnianej technologii są one od podstaw niereprezentatywne. Ty nie przekonasz mnie, że w Europie od paleolitu mamy wszystkie haplogrupy jak później – poza wyjątkową R1a, bo jako jedyna szczególnie ukochała stepy – zaś obarczone kilkudziesięcioprocentowym błędem wyniki kopalnego DNA są wyrocznią. Ja nie przekonam Ciebie, że ciałopalenie w tej sytuacji stanowi lepszy wyróżnik cywilizacji PIE (= prasłowiańskiej) niż same geny. Dołęża jest akurat potwierdzeniem tezy o przedkładaniu przez R1a kremacji, bo to kości nie z grobu, ale z bagna na polu bitwy – nie można było wydobyć zwłok, by je spalić. W skrócie – twierdzę, że etnogeneza słowiańska odbyła się na przełomie mezolitu i neolitu między Dunajem a Wisłą, a stepy odpadają. Model Underhilla ma potwierdzenie w archeologii i paleolingwistyce. Przy okazji masz jeszcze jeden dowód na to, że PIE nie narodziło się we wschodniej Europie, bo to nie tam rozpoczęto oraz najdłużej i najkonsekwentniej stosowano ciałopalenie zmarłych – typowe dla Słowian, zapożyczone później przez innych Indoeuropejczyków. Wcześniej nie było etnosu PIE (= PS) tylko przytaczane przez Ciebie populacje EHG, WHG, CHG, EEF czy ANE (której przedstawicielem jest Mal’ta Boy – R+). Dopiero na bazie tych populacji powstawały etnosy europejskie.
            W kilku sprawach zgadzam się z Tobą. Oczywiście, że Jamowcy wdarli się Kotliną Karpacką, bo Niż Polski był zablokowany przez silniejszą cywilizację. Jaką – taką, która stworzyła kompleks KCS-KAK na gruncie KPL, jako formę dostosowania do stepowiejącego środowiska. Kolejna rzecz, w której przyznaję Ci rację, to „zamiatanie” wyników Y-DNA. Zamiast tego analizy autosomalne – ciekawe, ale z których można wszystko wyprowadzić, a które najmniej korelują z etnosami. Dlatego nie przywiązuje do nich takiej uwagi, jaka należy się Y-DNA.

          • @Rudaweb
            ” – poza wyjątkową R1a, bo jako jedyna szczególnie ukochała stepy – ”
            twierdzę, że jej rozwój został zahamowany (np.matka natura) i tym samym ograniczony, do jednego obszaru i w tej „niszy” przeżyli ..
            Banalne i proste: sytuacja taka dotyczy rozwoju gatunków zwierząt, jak i całych kultur, które tworzyli ludzie.

            Kiedyż to jednak ostatnie zlodowacenie miało wpływ na tereny Polskie?
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Zlodowacenie_p%C3%B3%C5%82nocnopolskie
            W koło są obszary ciekawsze do życia a tam (w Polsce) między górami a granicą lodu to raczej niechętnie. Wg mnie ludzie, nas interesujący, powinni pojawić się między Bałtykiem a Tatrami stosunkowo późno, a ich historia, to film w przyśpieszonym tempie, w porównaniu do opowieści z innych dogodniejszych obszarów, co za tym idzie będzie tu mniej haplogrup (rodów) i będą czasowo najmłodsze mutacje w porównaniu z innymi obszarami (prześledź R1b w owym czasie w Europie np. graf nr:6 z Zeng)
            Zgadzamy się, nieprawdaż?
            W Dniepr-Don znaleźli R1a, a to mezolit:
            https://en.wikipedia.org/wiki/Dnieper%E2%80%93Donets_culture

            „Ja nie przekonam Ciebie, że ciałopalenie w tej sytuacji stanowi lepszy wyróżnik cywilizacji PIE (= prasłowiańskiej)”
            Czyli uważaj: jak dostarczę Ci dowodów, że KCS mogła palić, ale tego nie robiła, to odbierzesz KSC miano PS czyli prasłowiańskiej?!? Tak?
            KSC to szeroka fala migracji ( i zazębia się z KPL – ale kto od kogo bierze idee?), a KSC+KAK (złocka), to fenomen „polski”, chodzi mi o obszar! Co mnie intryguje, to fakt, że dziwnie mijają się kierunkami (chyba się nie mylę): KCS na zach i pn, a KAK na wsch. czyli Ukrainę.
            Dlaczego??
            Wymyśl proszę jeszcze jak konia w Europie środ. (Polsce) oswoili, jedli pierwej w neolicie – też kości palili? Bo to chyba raczej lasostep z E.wsch.
            Bowiem musisz wypuścić Ariów: jak szybko przemieszczająca się na wschód migrację (są bliźniakiem KCS-u, nie mieszają się) Na PCA Sintashta nakłada się na KSC! Koń to tłumaczy (jak i szybki rozwój KCS, choć tu już samym pasterstwem da się argumentować).
            Rydwan to też ewolucja pojazdu dostosowana do konia, a nie tura!
            Będziesz musiał spalać od mezolitu również wszystkie kości zwierząt pasterskich (nie tylko konie), które potencjalnie mogła z sobą przyprowadzić KCS, ale i tak aDNA tych zwierząt, wskaże na pochodzenie E.wsch. (lasostep).
            Także będziesz musiał spalić wszystkie nasiona roślin jadalnych, tylko po co skoro kierunek rozwoju rolnictwa znamy, z małym ale, ale: Bug-Dniestr też wiedzieli co w ziemi i jak rośnie (a to moja droga) I prawdopodobnie tam też R1a było (nie mam danych), ale skoro w C-T ich znaleźli.

            A teraz proszę posłuchaj:
            motywujesz drogę od południa przez Kotlinę Karpacką do KSC-u na północ, spalaniem które miało miejsce na północny i szło w odwrotnym kierunku (to nie moja uwaga, ale w 100% w miętkie trafia)? – w czasie (tak czas też masz odwrotnie) , gdy chłopaki z R1a sznurkiem oplatali dopiero Sredny Stog zastanawiając się czy robić KCS, czy nie!
            (uwaga na zlodowacenie, które opóźnia rozwój regionu, a film o ludziach jest tam puszczany w 3-razy szybszym tempie- by dogonić historię) Czyli pierwej byli na górze i się palili, potem zeszli w dół i się palili i potem poszli do góry się nie paląc do palenia.
            Mezolit to zdecydowanie mniej niż 10 tys ludzi na terenie Polski. Oni wg Ciebie stanowili bazę pod PS? Hmm.
            W porównaniu z tym co przyszło z Anatolii? Bo trzon PS to chyba R1a?!? Widzę problem!

            I ostatnie:
            ” Zamiast tego analizy autosomalne – ciekawe, ale z których można wszystko wyprowadzić, a które najmniej korelują z etnosami. Dlatego nie przywiązuje do nich takiej uwagi, jaka należy się Y-DNA”
            Zobacz do tej (tylko obrazek PCA), może się ockniesz?
            http://eurogenes.blogspot.com/2017/10/tollense-valley-bronze-age-warriors.html
            i tą:
            https://drive.google.com/file/d/0B9o3EYTdM8lQTzRYN3NaT0hvaGs/view
            te kolore ciapki, gdy połączyć z Y-dna dają idealne pojęcie o tym co było grane. I pozwalają na podstawie pojedynczej próbki aDNA, przewidywać kierunki przyszłej migracji (mutacje) i jej pochodzenia.
            uf, dość już … pzdr

          • Nie mam już cierpliwości, by tłumaczyć Tobie dlaczego nie zaufam bezwarunkowo wnioskom wysnuwanym jedynie na podstawie próbek kopalnych dla Europy śr. od mezolitu do Średniowiecza, bo pisałem o tym już kilkadziesiąt razy. Jak również o tym, że z powodu ciałopalenia etnogeneza słowiańska nie może być dokumentowana wyłącznie poprzez występowanie próbek kopalnych jednej haplogrupy.
            Ponadto straszny bałagan w tym komentarzu – co ma koń co palenia zmarłych w mezolitycznej Polsce? W tym czasie koń nie był jeszcze udomowiony (to stało się ok. 3,5 tys. p.n.e. w k. Botai – środkowa Azja, haplogrupy męskie N i R1b). Jeszcze o zwierzętach w okresie mezolitu – rozpoczęła się wędrówka zwierząt związanych z klimatem subarktycznym, np. reniferów na północ. Miejsce ustępujących gatunków zajęły ssaki oraz ptaki leśne i wodne. Tereny ziem polskich zamieszkały powszechnie zwierzęta z rodzin Cervidae – łoś, jeleń szlachetny, sarna i Bovidae – żubr i tur, a także koń, dzik, zając szarak, kuna, ryś, żbik, lis, wilk, bóbr i wydra. Zestaw ten jest w dużej mierze reprezentowany na naszych ziemiach do chwili obecnej. Konie były jednymi ze zwierzęt łownych i są na to ślady archeologiczne. Żadni sznurowcy ze stepów ich nie przywiedli.
            Po drugie – wpływ klimatu. Krótko wyjaśniam, dlaczego w omawianym okresie drewna do kremacji nie brakowało u nas. Gwałtowne ocieplenie klimatu, następujące od okresu preborealnego, przyniosło zmiany warunków ekologicznych na Niżu Środkowoeuropejskim. Na miejscu tundry i lasotundry, charakteryzujących się ubogą roślinnością, pojawiły się zróżnicowane zespoły leśne. Na początku pojawiły się lasy bukowo-sosnowe, sosnowo-bukowe i sosnowe z domieszką wiązu i wierzby. Dalsza poprawa warunków klimatycznych przyniosła ekspansję środowisk leśnych ku północy. Wzrosła rola drzew liściastych – dębu, wiązu, lipy, zaś na terenach wilgotniejszych także olchy i jesionu. Około połowy VII tysiąclecia p.n.e. rozpoczęło się optimum klimatyczne, w trakcie którego nastąpiła dalsza ekspansja lasów mieszanych i liściastych z różnorodnymi gatunkami drzew.
            Podobnie pisałem już o wpływie anatolijskich rolników na etnogenezę słowiańską. Jest tego sporo na tym blogu. Itp. itd.
            Okopałeś się nad Dnieprem – OK, ja pozostaję między Dunajem a Wisłą 🙂
            Natomiast Twój komentarz ws. odgrzanego artykułu Kowalskiego prostuje celnie jedną z większych głupot o pochodzeniu Polaków od Ariów. Za to co do archeologicznych śladów wiodących od KAK do Kaukazu i Azji, to są na ten temat ustalenia badaczy rosyjskich, zresztą kontynuujące spostrzeżenie G. Childa.

          • To o odciskach sznura KPL z Pradziejów Polski Kostrzewskiego Jażdżewskiego Chmielewskiego ….stare ale wszystkie znaleziska aktualne 🙂 Ciałopalenie jest tak dla nas typowe że sam fakt stwierdzenia w jakimś miejscu daje niemal 100% pewność że mamy doczynienia z naszymi przodkami .Wschodni sznurowcy >kultura fatianowska i przyległości nie mają miejscowego rodowodu (gdzieś czytałem że można się tam dopatrzeć udziału amfor kulistych ) a że najstarsze rozpoznane stanowiska sznurków pochodzą z terenu niżu polskiego i wschodnich Niemiec a na terenie Holsztynu sznurki palili zmarłych to śmiało mogę założyć że migracja sznurków była z zachodu z KPL na wschód .Co do Ariów ,jak najbardziej możliwe że jeden odłam podbił Iran inny Indie a jeszcze inny stworzył kultury około Arkaim dając początek Scytom i mógł zachaczyć nawet o Chiny i Korę .Chińska epoka brązu wzięła się z ,,niczego,, i wprowadzono kalendarz księżycowy -słoneczny jakże bliski kulturze europejskiej a w Korei i Skandynawii występuje podobny wizerunek szescionogiego konia (jak się nie mylę ,ale na pewno konia ) Jeśli pod Dołężą było R1a to zachowało się dzięki temu że nie zostali pochowani czytaj spaleni …a że wygrali tam ciałopalni świadczy Skandynawia w której po tej bitwie zapanowało ciałopalenie .Co do południowej Szwecji w czasie pierwszych stwierdzonych ciałopaleń była integralną częścią Jutlandi a w czasie pierwszych rolników na Bornholm można było na piechotę dojść .Pierwszą kulturą rolniczą wspolną dla Polski i Skandynawii była KPL po niej KCS która zwiększyła posiadanie o wschód czyli kulturę fatianowską która była przybyszem .Poza R1a stwierdzonym u wschodnich łowców niema praktycznie nic więcej …a może ci R1a wschodni to przodkowie ugrofińskich Maryjczyków ? Jeśli wschodni łowcy wymienili język w KPL to wymyślili też terminologię okołorolniczą ? Sami rolnikami nie będąc …dlaczego jej nie przejeli ? No bo że ta terminologia jest Indoeuropejska to chyba nikt nie ma wątpliwości

    • 《Lenno po niemiecku, to lehen.》

      To ciekawe. Mi się roi, że w języku polskim lenno jest od lnu. Przy tym jest związane z wnoszeniem opłat.
      Len obrobiony był wartościowym towarem. Utkany jeszcze bardziej. Duże płaty utkanego lnianego materiału stanowiły walutę o wartości większej niż barterowa. Do dzisiaj mowi się o takich produktach „środek płatniczy”. Poddany dosłownie „wnosił opłaty”, czyli całe płaty płótna lnianego.
      Dlaczego w niemieckim języku jest lehen?
      LeNNo – len na
      LeHeN
      LeSeN
      LeGeN
      Nie wiem, czy LeHeN jest wynikiem przemian z LeNNo (ale jakich?), czy może od podległości pochodzi. A może od samych Lachów?

      • Wcięło jeszcze jeden komentarz, więc napiszę go jeszcze raz.
        lechi (język estremadurski) znaczenia: (1.1) mleko Język estremadurski, estremeñu – język zachodnioromański, używany przez około 200 tysięcy osób w hiszpańskich prowincjach Extremadura, Salamanca i przyległych regionach Portugalii[1].
        lëchi (język kaszubski)
        wymowa: znaczenia: przymiotnik (1.1) zły, lichy
        „ lichy, licho (»tam do licha!«), lichość, lichota, lichotarz (»świeckie lichotarze Pan karze«, t.j. ‚złośniki’), lichotny, ‘nędzny’; przybrało znaczenie ujemne: lichota, ‘złe’, ‘grzech’. Pierwotne znaczenie ocalało w lich, licho, liszka, o ‘nieparzystem’: »cetno czy licho«, »komu lichem, komu padnie cetnem«, ponieważ przy wróżeniu (kreślono dowolnie, np. w popiele, i liczono kreski potem) liczba nieparzysta niepomyślną była. I w cerk. lich ‘co ponadto’, ‘co zbywa’ (chociaż i tu już znaczenie: ‘zły’). Liszyć się znaczy ‘zbywać’, liszny (albo liszni) ‘zbyteczny, zbędny’, dalej liszyć się, ‘stronić’: »świata się liszyć», »czci kogo liszyć«; przezlisz, ‘nadto’; wszystko u nas rzadsze, najczęstsze na Rusi (małorus. łysze, ‘tylko’). Złożenia z licho-: licholecie, licholat (o ‘nieszczęściu’), lichoradka, ‘febra’, zjawiają się tylko u pisarzy »wschodnich«. Wywodzą ch tego słowa z ks (lēk-s), cerkiewne otlěk, ‘pozostałość, reszta’, lit. atłaikas, ‘pozostałość’, likti, ‘pozostawiać’, atlykis, ‘przestanek’, łaikas, ‘czas’; lit. -lika tworzy liczebniki od 11 do 19 ; łac. linquo, grec. leipō, ‘pozostawiam’, loipos, ‘pozostały’, niem. līhan, leihen (komu coś). Por. oklek. Niemieckie (goc.) leihwan przejęliśmy w lichwa (p.). Niezawsze można oba pnie rozróżnić: lichman, lichmanić, lichmanina, raz ‘złą, lichą robotę’ (‘marnowanie czasu’) znaczy, to znowu wyraźnie ‘lichwą’ żydowską zatrąca.” Przyszedł Leh Lih i przez niego zubożałem. Jak wyjaśnia słownik etymologii, to lichy,licho powiązane było z nieparzystym zapisem, co wiąże się z matematyką oczywiście i podatkami. Zliczane worki ziarna i np: ostatnie 10 nieparzystych zabiera Licho. Stąd złe określenie, bo i dziś ludzie narzekają na podatki. : )

        • Leche -mleko wymowa ”lecze”-hiszpanskie,slodkie i smaczne.A ze Andaluzja istnieje Vandaluzja zwana-powiazanie -ciekawe kiedy ta transformacja LECH-leche-liche ,czegos dobrego ,pozywnego nieskazonego …zepchnieto do zla i czaru zlego i miernoty…miala miejsce i dlaczego ,czy nie czasem z dzialalnoscia kk?Pozdrawiam

          • Poszukalam haslo „nietolerancja mleja-milk intolerance” jesli wlosi do dzis dnia, w duzym procencie nie toleruja mleka to ci co to mleko pili,tolerowali i przyniesli, np.lechici ,musieli byc znienawidzeni liche mleko-napoj dajace trawienne klopoty, mowiac publicznie poprawnie=rozwolnienie!Moze od tego slowo zmienilo znaczenie

          • LeC”e – lecze
            MaLeC”e – ma lecze
            MLeC” – mlecz
            MLeKo.
            Skoro mamy wymianę C”>K , w: mleko-mleczko, to wychodzi na to, że mleczko, mlecz, leczo było pierwsze.
            Mamy też słowo leczyć. Skojarzenia w podanych przykładach są z czymś dobrym.
            Przy leczeniu można iść na łatwiznę:
            LeC”yC’
            LeZ”yC’.
            Chory leży i się leczy?
            Osesek też leży i ssie mleczko. Trochę to toporne skojarzenie, ale jest. Przy tym na smaczne każdy jest łasy:
            LeC”y
            L”aSy.
            Łaska, to coś dobrego.

            Podobnie jest przy plecach:
            PLeCy – plecy
            PL”aSy – płasy, płaski
            PoLeZ”y – poleży.
            Leże, łoże wychodzi jako podstawa skojarzeń.

          • Dodkonale,mysle ze zmiany znaczen wtornie powrocily jako negatywne wraz z wiara krzescijanska

          • Tak negatywny powrót. Wiele przykładów mamy np: dziwka od dziewka, lampucera od lampy i cery( reg. śl. [1] gw. (Śląsk Cieszyński)[2][3] córka, w tym przypadku odnosiło by się całkowicie do tzw. zawodu, a w innych języka cera, to wosk/ świeca. Wróżymy na wodzie tylko woskiem.) czyli twarzy(kształtowanie za pomocą swojego odbicia, wieszczki były w tym mistrzyniami, to one omawiały charaktery, co ostało się w pospolitych plotkach i w powiedzeniu zachować twarz), ladacznica od Łady i czynienia, kurwa od krowa (super tłumaczy, to na jednym ze swoich wykładów T. Mroziński), Smoluch od Smolarzy, Diabeł/Diasek od Asów(pewnie O się zapodziało), wiedźma, czarownica, czart. A, co za tym idzie także mówiono nam tą złą konotację i naśladownictwo. Szlachta sarmacka, synonim pijaków itd.

          • ROZWIAZUJMY TE suply Z NASZEJ NATURY PIEKNEJ SILNEJ MADREJ… .marsz marsz slowianie pod Viedy przewodem silnym my sa Rodem,przejdziem trudy przejdziem wasnie wspolnote tworzymy ,my na Naszej Ziemi Wlasnej Ist Nasz Budujemy SIEDZIEJESIEDZIEJESIEDZIEJE

        • LT, LS może być pierwotnym rdzeniem oznaczającym wypuszczanie, wydawanie, uwalnianie skąd:
          słuch (z-łos), głos (k-łos), lot, las, a wtórnie i niemieckie lichwy, lenna i luzowanie.

  16. pytanie zupełnie z innej beczki, czy ktoś może podlinkować jakieś ciekawe materiały na temat tego czy znaleziono kiedykolwiek jakieś „standardowe” scytyjskie pochówki, nie chodzi mi o kurhany przywódców, tylko normalne cmentarzyska „cywilne”, z badań których można by wyciągnąć wniosek czy ludność cywilna była tej samej haplogrupy co wodzowie czy też nie

  17. NA CALYM SWIECIE SA TYLKO HIPOTEZY,MY POLACY SZUKAMY ABSOLUTNEJ PRAWDY I ODPOWIEDZI NAS ZADAWALAJACYCH.TRZEBA SZYKAC POMIEDZY WIERSZAMI PRAWDY TAKIEJ JAKA JEST A JESLI JUTRO ZNAJDA SIE WIEKSZE ARGUMENTY TO DYSKUTOWAC Z NIMI I WALCZYC O SWOJE.NA ZASADZIE ABSOLUTNEJ PRAWDY ODDALISMY ZIEMIE,KULTURE,JEZYK,BOGACTWA,bylismy chijni bo mielismy wszystko trwonimy i podwazamy innych co pracy wiele wsadziwszy dziela sie swym dorobkiem,jesli ktos ma wiecej do powiedzenia niech pisze swe teksty i dzieli sie swa wiedza a konsylium publiczne rozwazy prawdopodobienstwo kwestii poruszanych.DOSKONALA ANALIZA ,DZIEKUJE AUTOROWI STRONY I ARTYKULU.POZDRAWIAM

  18. Jeszcze dla wyjaśnienia, jeden przykład.
    Jest taki minerał, kamień półszlachetny a niekiedy bardzo szlachetny, nawet droższy od diamentu, gdy jest to odmiana czarna, (są takie w Polsce, nie tylko Australii). Znalazłem jego ślad w Górach Kaczawskich. Nazywa się OPAL
    WYSTĘPOWANIE
    „Cenione w starożytnym Rzymie opale pochodziły ze Słowacji, gdzie wydobywano je ze skał wulkanicznych, drążąc w nich długie tunele.” To przecież Arja, dawna Lechia. „Opal-występują tylko nieszlachetne opale, głównie na Dolnym Śląsku (Nasławice, Jordanów k. Sobótki, Szklary), w Karpatach fliszowych, oraz w okolicach Zawichostu i Chełma Lubelskiego.”
    https://www.jubiler.pl/blog/opal.html
    Mówię to po maturze, egzaminu z chemii na temat minerałów. W szkole jubilerskiej.
    Nazwa ta, wynika z jego opalescencji. Czyli imitowania żywego ognia.
    „szczególny rodzaj iryzacji, objawiający się na powierzchni niektórych minerałów, zwłaszcza opalu zwyczajnego, w postaci charakterystycznej mlecznobiałej, mlecznoniebieskawej lub perłowolśniącej poświaty wskutek zjawiska odbicia światła krótkofalowego, czyli niebieskiego. Światło ulega rozproszeniu na mikroskopowych spękaniach lub na szczelinkach wypełnionych wodą. ”
    Nazwa OPAL, pochodzi najpewniej z prasłowiańskiego, od-aryjskiego, z sanskrytu, w którym słowo „upala” oznacza drogocenny kamień.Dla nas Polaków, jest to oczywiste, że tak jak w diamencie a raczej po jego oszlifowaniu – brylancie, nadaje mu grę światła, czyli tzw. „ogień”. Bo ten przepiękny kamień, ma w swoim imieniu, odwołanie do „ognia”, w prost od – słowiańskie słowo, znane na całym świecie! Poza Słowianami, bez jego zrozumienia!
    Termin ten, znany jest na całym świecie, dzięki przenikaniu tej pradawnej mowy arjowej, do języków całego Świata. I zamiłowaniu Arjowe do piękna tego kamienia. Bo inne niż słowiańskie języki, mają inne terminy na oznaczenie „ognia”. Tylko my Słowianie, mamy; PALENIE, PALENISKO, PALIĆ, OPALIĆ, OPALENIE !
    Nazwa OPAL nie wzięła się od PALI/PALISADY, tylko czegoś o-palanego, czyli przy ogniu. Od palenia.
    Angielski, Hiszpański, Chiński, Francuski, Węgierski i inne języki, przyjęły słowo OPAL, bez żadnych zmian !
    http://sztukkilka.pl/2017/10/17/opal-szlachetny-drzewny-wodny/
    https://www.google.com/search?q=opal+w+Polsce&tbm=isch&source=univ&client=firefox-b&sa=X&ved=2ahUKEwi4oZGDocvgAhXygM4BHfTdAlIQsAR6BAgEEAE&biw=1536&bih=733

    • Ciekawa ta sprawa z opalami i to, że występują w okolicach Chełma, zwłaszcza że mamy tam toponim Ruda-Opalin. Pewnie zupełny przypadeczek, jak zawsze zresztą.

  19. Ogólnie zgoda, lecz interpretacja morfemów słowotwórczych, niekiedy jest niepoprawna. Moim zdaniem.
    Jak, cyt.:
    Lo” – lą, rozumiane jako: palić, tlić
    Po Le – po opaleniu
    Z”e La Zo – wycięte a potem z ognia (wyjęte)
    Pa Li Sa Da – po opaleniu wsadzone (w ziemię), wsadzone pale.
    PaL – pal
    To Pa Le – do palenia
    o PaŁ” – opał

    Powinno być:
    Lo” – la ; rozumiane jako: równe, gładkie to; L – o (owo/wo),
    Po – Le ; te/to (stary zaimek słowiański) – równe, (bo pole jest wykarczowane, wyrównane do siania),
    Z”e – La – Zo ; z równego wycięte (bo kuto z odlewów gąsek żelaznych),
    Pa – al – L ; na/ma – wysoka – równa (bo pale są wysokie i równe, ociosane),
    Pa – Li – Sa – Da ; pale – sadzone/umiejscowione, (opalanie służyło tylko ułatwieniu ich wyrównania, pozbawienia mokrej kory, by łatwiej schodziła i nie gniły przez nią od larw),
    To Pa Le ; to – (po prostu) pale (do palenia? żadne pale nie są do palenia! zbyt dużo wysiłku na ich przygotowanie. Opał jest do palenia!)
    o PaŁ” < o – pa – L ; o/oparte – na – równym (takim dawnym palu pośrodku paleniska, nasączonym wodą, lub nawet na wysokim, pionowym kamieniu jaki ogrzewał wnętrze od ogniska, po jego zgaszeniu. Taki centralny kromlech. W harcerstwie dla dużych ognisk wbijaliśmy taki pal centralnie w ognisko by potem wokół niego kłaść chrust. Opał, to więc coś opartego na palu/o pal.)
    palenisko ; palę – nisko (nisko palone, bo paleniska wykopywano w ziemi, poniżej linii wiatru, tak też budowano dawne prymitywne piece),
    Palenie/palić < (od) palę/palić, nie od pali!
    Po – la – no : (z) – pola – ( z pola to, gdzie po karczowaniu zarośli, zbierano gałęzie na opał) – to (no – dawny zaimek to/te/tak).

    • BRAAAWOOO!
      Na poparcie Pana tez: w 90% procentach mi wyszło to samo – tak jakby Pan opisał (w szerszy i pełniejszy sposób, bo zajmuję się analizą pl od niecałego roku)
      Różnice i uzupełnienia:
      L- coś prostego – linia, lina, las, ale może być to proste wypalone pole, generalnie kręcimy się wokół tych samych pojęć. Generalnie LI LA LU LE LO, trzeba to jeszcze rozwikłać.
      Ł – coś krzywego (jak się zkrzywi i wyda dźwięk nieokreślony to wychodzi łe, ły) Łuk, łyk, łyko, łąka (falista), łamać, łypać, mi-ły (przychylny mi),
      P – coś płaskiego, ale może to być po polu wypalonym też.
      Przy czym wyszło mi też, że:
      k – ku, u to samogłoska tu i blisko
      kaj, tam – a oznacza daleko lub przeciągle
      e – oznacza coś trwającego, nieprzeliczalnego
      i – malutkie
      ą – wysiłek (jąć) – nawiasem mówiąc – wziąć, bo w-z-jąć
      o – zwykła, ale i okólna głoska.
      Jeśli chodzi o przedrostki, to np.
      wy – mówi samo za siebie – ze środka na zewnątrz, w – odwrotnie
      do, od – też się samo wyjaśnia.

      Druga sprawa to wielu obcokrajowców pracujących z polskim językiem mówi, że on kipi od onomatopei. OTÓŻ TAK. Jako język pierwotny, składa się głównie z dźwięków naśladujących! To jest kolejny kamyczek do ogródka!
      Szczęk, zgrzyt, świst, trzask, wrzask, gwizd, bek, i inne – skoro poszczególne głoski są naśladowcze – to cały wyraz będzie!
      Poza tym świetnie się wpisuje tu odkrycie pana Winicjusza Kossakowskiego – dźwięki w aparacie mowy były lokalizowane i bezpośrednio fonetycznie zapisywane układem ust, zębów i powstawania wibracji. Idąc dalej, związek z powstawaniem wibracji i np. kierunkiem jest jednoznaczny:
      K – ku mnie
      G – bardziej w górę
      T – D – tam, do
      ni – nisko
      l – prosto w górę, w górze, stąd może to palenie, bo ogień idzie w górę.

      • 《Ł – coś krzywego (jak się zkrzywi i wyda dźwięk nieokreślony to wychodzi łe, ły) Łuk, łyk, łyko, łąka (falista), łamać, łypać, mi-ły (przychylny mi),》

        Oczywiście widać związek z krzywizną przy L”
        L”o’K – łuk
        L”e”k – łęk
        co widać też w słowie kabłąk.
        Ale z czego to wynika?
        Łęk i łuk, wydają się tym samym.
        Z bezpośredniego odczytu wychodzi: palenie gdzie, Ku ogniu. I to się zgadza z ustaleniami archeologów, dotyczącymi prehistorycznych metod wzniecania ognia. Jedną z lepiej poznanych jest „łuk ogniowy” pozwalający na, w miarę wygodne, wiercenie patykiem w listewce, dające w efekcie rozgrzany proch nadwęglonego drewna.
        Znaczy to, że konieczność wzniecania ognia byłaby w efekcie przyczyną powstania skutecznego narzędzia do wiercenia otworów i miotania z dużą siłą zaostrzonych patyków.
        Zatem dwa prasłowa/sylaby/prardzenie
        L”o’ Ka – ku paleniu
        stały się wtórnie skojarzeniem dla rdzenia/sylaby
        L”K
        oznaczającej coś wygiętego.
        Zarówno prardzenie jak i wskazany wtórny rdzeń nadal występują w języku polskim, co jest kolejnym dowodem na jego archaiczność i wewnętrzną ciągłość rozwoju.

        • Wyżej wskazałem łuk jako „ku paleniu”. Łuk ogniowe nie działa bez listwy:
          Li STWa – dwie sylaby.
          Od razu rzuca się w oczy sens „stwarza ogień”.
          Po rozłożeniu na prardzenie:
          Li So” To Wa
          pamiętając o
          S<S"
          W<B
          T<C
          mamy
          Li S"o" Co Ba – palić ciąć całe być.
          Oj, listwa to chyba bardzo stara nazwa.

        • Oprócz łuku ogniowego do rozniecania ognia używano również piły ogniowej. Zasada ta sama: uzyskanie rozgrzanego go pyłu drzewnego. Z tym, że to listwa jest w ruchu. Można listwą piłować patyk albo odwrotnie. Może też być druga listwa zamiast patyka a także dwie listwy razem związane z rozpałką między nimi.
          Sylabizacja pokazuje:
          PiL’a – po paleniu
          ale jeśli pamiętamy, że
          P<B,
          to mamy
          ByL'a – być palić.
          Wychodzi więc na to, że efekt uboczny wzniecania ognia tą metodą, czyli przepiłowanie listwy lub patyka, był przyczynkiem do stworzenia narzędzia do przecinania.
          Z powyższego wnioskować należy też, że zarówno narzędzia jak i język w którym je nazwano są bardzo stare. Również i to, że ten język rozwijał się w miejscu izolowanym lub na dużym obszarze, dającym ten sam efekt założyciela. Język ten zaś jest podstawą języka polskiego.

      • 《L- coś prostego – linia, lina, las, ale może być to proste wypalone pole, generalnie kręcimy się wokół tych samych pojęć. Generalnie LI LA LU LE 》

        Powtórzę się, ale nikomu nie zaszkodzi:
        Rdzeń
        LN
        wydaje się pochodzić od dwóch prardzeni
        Lo” No”
        z których tylko pierwszy jest praczasownikiem, w moim mniemaniu oznaczającym palenie.
        Ten wtórny rdzeń oznacza coś falujacego (nie prostego). Występuje w słowach: lina, linia, len, linieć, wełna, fala.
        Na pewno nie znaczy ten rdzeń nic prostego. W przeciwnym razie w matematyce nie mówiłoby się „linia prosta”, bo wystarczyłoby po prostu „linia”.
        Dodatkowo słowa języka polskiego zawierające ten rdzeń wskazują na powszechne wykorzystanie przez naszych przodków z ukręconych włókien (WL”o’KNo prardzenie te same, tylko przedzelone określnikiem Ka), dajacych sznury, liny i nici.
        Dla mniej zorientowanych: jest to wskazanie na nosicieli kultury „ceramiki sznurowej”, czyli kolokwialnie „sznurowców”.

      • 《P – coś płaskiego》

        Samo
        P
        nie daje nam podstaw do twierdzenia o płaskości czegokolwiek. Mnóstwo jest słów z tą spółgloską i nijak się ich nie da w stopniu ponadlosowym powiązać z płaskością. Ewidentnym składnikiem rdzenia umożliwiającego takie skojarzenie jest spółgloska L”, występującą w parze z P:
        PŁ”
        Oczywiście płaskość nie jest jedynym skojarzeniem, bo jak tu znaleźć
        PyL” – po paleniu?
        Bardziej PL” widoczne jest w słowach: płat-płasko, blat-blacha, błoto-błocko. Daje to mam podstawę do wykazania poprawność przejść:
        S>C>T
        oraz wykazania spółgloski
        L”
        jako decydującej o skojarzeniach i
        S”
        jako koniecznej do przedmiotowego rozumienia.
        Po L”o S”o Ko – płasko, to: po paleniu ku cięciu. Tak wynika z bezpośredniego odczytu naszego słowa, będącego całym zdaniem naszych przodków.
        Nasze słowa palą ogniem.😉

      • 《Jako język pierwotny, składa się głównie z dźwięków naśladujących! To jest kolejny kamyczek do ogródka!
        Szczęk, zgrzyt, świst, trzask, wrzask, gwizd, bek, i inne – skoro poszczególne głoski są naśladowcze – to cały wyraz będzie!》

        Spróbujmy więc:
        R – ryk, to jasne,
        S” – świst, a jakże.
        Czy to blokuje drogę odwrotną? Może rzeczowniki zostały tak nazwane, bo wywodzą się od naturalnych dźwięków emitowanych przez aparat mowy?

        Poza tymi nie widzę dźwiekonaśladowczości w prardzeniach:
        L – palić
        B – być
        J- jąć .

        Onomatopeje istnieją w każdym języku. W jednym bardziej, w innym są one mniej energetyczne. W polskim są droższe, bo cały nasz język jest głośniejszy.

    • Każde słowo wymaga troski jak małe dziecko. Każde się domaga – szerszego objaśnienia. Nie da się tak hurtem, panowie.

      Palisada (dosłownie) usadowione bale. Rząd sadzonek; drzewa trzeba zasadzić, czyli wykopać dziurę w ziemi i je tam usadowić, tak samo bal jest „zasadzony” w pionie. Bal w pionie staje się palem. Dlatego cały rząd takich pali nazwano pallis a jak na stałe, to pallisad. Wyciosane w kamieniu pale (kolumny) w dużych ilościach często zdobiły gmachy tworzyły grupę, czyli las, dlatego mówiono na nie Pallas (dosłownie: las pali) stąd wzięło się też słowo ⊕Pałac (oraz eng. palace niem. pallast itd.) Bogini równowagi której atrybutem był wysoki, centralny pal – takie imię u Greków właśnie nosiła: ⊕Pallas a ludzie cnotliwi jak np. mędrcy nazywani byli filozofami ponieważ wierzyli oni w filary cnoty (eng. pillar) dlatego mówiono o nich ⊕Fillis (Phillis) (np. Fillistyni z Levantu) w mowie polskiej występuje wciąż ten sam dawny rdzeń w należytym kontekście; Kiedy ktoś jest uważny i ma wyjątkową samokontrolę określamy go mianem ⊕Pilny.
      Natomiast słowo-czasownik ⊕Pali (trawiony) zniekształciło swój kontekst i kiedyś dotyczyło wyłącznie istot żywych, a nie samego zjawiska ognia. Pali oznacza ból zadany od skrajnych żywiołów lub skrajnych emocji. Tylko kiedy coś boli, trawione przez ogień lub mróz – wtedy pali. Palić coś może tylko istotę żywą. Emocje też. Na przykład o gniewie możemy powiedzieć że „serce się pali”. Ale kiedy jakaś materia jest trawiona przez ogień to się ona nie pali, tylko płonie. Domu nie spalisz, dom może spłonąć. Spalić to można kogoś na stosie.
      ⊕Opal. Z tym kamieniem to ciekawa i myślę trafna obserwacja. Chylę czoła.

      Pozdrawiam

    • W takim razie jeszcze: dół i dolina.
      DoLi – do palenia
      DoLiNa – na ognisko.

      PoLaNa – na pole
      PLoN – na polu.

      Ewidentnie myli pan kierunek kojarzenia. Nie ja ustaliłem, że jugowanie (czasowników) jest starsze od deklinacji (rzeczowników). Zatem to czasowniki dały nazwy rzeczownikom. Mówię o słowach starych polskich.
      To, co pomiędzy czasownikiem i rzeczownikom (przymiotniki, przysłówki, imiesłowy) również źródłem czasowników nie są, bo jest dokładnie na odwrót.
      Nie wszystkie obecne zasady języka polskiego są z palca wyssane
      Dlatego określenia „płasko” i „nisko” nie mogą być źródłem skojarzeń do dyskutowanych słów.
      Obaj widzimy rdzeń
      L
      inaczej go interpretując. Skojarzenie go z paleniem jest jednak spójne i logiczne. Tylko ono wytrzymało moje próby wiązania go z polskimi słowami.

    • „Pa – Li – Sa – Da ; pale – sadzone/umiejscowione, (opalanie służyło tylko ułatwieniu ich wyrównania, pozbawienia mokrej kory, by łatwiej schodziła i nie gniły przez nią od larw),”

      Nie. Opalenie służyło zaostrzeniu drągów.
      Do ogniska wrzuca się drągi.
      DoRo”K – drąg, do rąk.
      Tak, by w ogniu leżały miejscem pożądanego ucięcia. W miejscu tym drąg się przepala dając dwa PaLe, dwie PaL”y albo La(C)Hy. Miejsce przepalenia jest zwężające się, czyli ostre. Jest też twardsze, bo zahartowane ogniem. Nadaje się więc do polowania, palowania. Hartowane ogniem drewno staje się wewnątrz sterylne a zewnątrz pokryte jest warstwą węgla i substancji antyseptycznych (jest uwędzone) utrudniających mikrobom wniknięcie w drewno. Przez to zaostrzone ogniem pale łatwiej wbić w cokolwiek, a wbite w ziemię wolniej próchnieją.
      Tylko taki mógł być kierunek powstania palisady, dlatego skojarzenia z paleniem są ewidentne.

      Jeśli nadal ma Pan wątpliwości, to niech Pan spróbuje zbudować dom, mając tylko kij i kamień.
      KiJ – ku jęciu
      Czyli to, co natura rzuci pod nogi.

      Powalenie drzewa
      DoR”eBo – do cięcia być
      jest trudne takimi narzędziami.
      Wycinano więc je (jak słusznie zauważył @Jarek) paląc ognisko przy pniu i tłukąc ostrymi kamieniami opalone miejsca. W ten sposób też powstawało z pnia ostrze, dając pal, pałę lub lachę.
      La(C)Ha
      LaH’a
      LaSa – palenie z, z ognia
      LaS”a – palenie ciąć, ogniem cięte.

      Podstawowe znaczenie spółgloski/sylaby/prardzenia/miniczasownika L, to palenie.

      • Wskazanie na pal, jako bardzo starą nazwę w języku przodków, do którego polski jest najbardziej podobny, determinuje nazewnictwo w innych językach jako młodsze.
        Znaczy to bezsprzecznie, że język grecki, łacina a z niej inne romańskie rozwijały się z języka prasłowiańskiego. Przyklady:
        FaLaNGa (formacja zbrojna)
        PaLa”Z”a” – palami żą

        PiLuM (rzymski oszczep)
        PaLu” – pal, palem

        PaLLaDiuM (niezadaszony środek domu)
        PaL La D’uM – pale ogień dom/dym

        PaLMa (roslina o prostym pniu) – ma pal

        FaLuS (penis)
        PaLeC- palik

        Można tak długo.

  20. W uzupełnieniu:
    śliwa, od ś – ljt/lit/lite – wa < światła – lutowe – ta
    luty < od lity (rdzeń 'li') co znaczyło l – i ; równe – te , bo luty to lodowe, płaskie zmarzliny na wodzie. Miesiąc typowy dla mrozów, lodu.
    Rdzeń morfemiczny "l" oznacza w zdecydowanej większości, coś płaskiego, równego, gładkiego;
    Li-co, La-(a)ska, Lach, Lont/ląd, lina, linia, ś-l-ad, lampas, lamówka, lustro, lania, laka/łąka, lake (jezioro), lania/łania, łabędź, itd…

    • „coś płaskiego, równego, gładkiego;
      Li-co, La-(a)ska, Lach, Lont/ląd, lina, linia, ś-l-ad, lampas, lamówka, lustro, lania, laka/łąka, lake (jezioro), lania/łania, łabędź,”

      Nie mogę się zgodzić z większością przykładów. Laska i lacha to to samo.
      LaSKa
      LaCHa
      LaS”a
      bo S/C K>H S>H.
      W bezpośrednim odczycie: paleniem cięcie. Karczowanie ogniem dobrze do tego pasuje.
      Wiem, że „laska” brzmi jak „płaska”, ale to dlatego, że z tego samego źródła obydwa słowa pochodzą.
      Kojarzenia twórców Języka są nam obce, bo inne warunki nas ukształtowały. Wyobraźmy sobie jednak porośnięte stepy kępami traw, burzanów, krzewów i porównajmy z wyobrażeniem stepów wypalonych. Niewątpliwie ogień „wyrównywał” teren. Palenie „wycinało” rośliny. Może właśnie dlatego jest też
      L”o”Ka – palenie gdzie.

      Lo”T
      Lo(N)T
      Lont, to tlący się sznurek.

      LiNa
      LiN’a
      podobnie jak
      LeN
      LiN’eC’
      pochodzą w skojarzeniu od falowania i oznaczają włókna, włosy.

    • Jakim cudem jedna literka, tym bardziej „l” może stanowić rdzeń? Tym bardziej „morfemiczny”? Proszę mi to objaśnić, bo ja chyba nie rozumiem tej logiki

  21. Zawsze twierdziłem, że nasz język jest sensualny, czyli skojarzeniowo logiczny, oparty w tym celu na pradawnych rdzeniach morfemicznych, jedno lub dwugłoskowych.
    Obrywałem za to od pewnych osób.
    Dalsze od pierwotnych terminy, już dłuższe, wzbogacone o zaimki i przyrostki pewnie po-scytyjskie, są tworzone od tych pierwszych znaczeń zapewne wenedyjskich, staro-europejskich.
    Śliwa, moim skromnym zdaniem, pochodzi podobnie jak wiśnia i czereśnia od tego samego pnia. To drzewa jednego gatunku, co nasi ojcowie na pewno wiedzieli. Stąd też ten morf „ś” oznaczający moim zdaniem „światło/jasność/biel”.
    I tak, wiśnia, od „witania – wiosny” ; „wi – ś – nia” ; wita – światło – ta. Bo na wiosnę pojawia się więcej słońca. To drzewko kwitnie na wiosnę.
    Czereśnia, od „czere(w) – ś – nia”, bo wita światło w czerwcu, kwitnąc dopiero wtedy!
    Śliwa, od „ś – lit/lut – wa”, bo to drzewko z kolei kwitnie jeszcze wcześniej (jego dawne gatunki jak moje), niz wiśnia. Bo wita ś-wiatło nawet w lutym. A jego liście nierzadko pokonują zimę.
    Jak dociekacie pochodzenia takich terminów, pamiętajcie o skracaniu głosek, dla lżejszej wymowy, płynnej, zaciąganej po słowiańsku!

    • „Zawsze twierdziłem, że nasz język jest sensualny, czyli skojarzeniowo logiczny, oparty w tym celu na pradawnych rdzeniach morfemicznych, jedno lub dwugłoskowych”

      Na świecie jest mnóstwo alfabetów o zapisie sylabicznym. Są też takie, które w zapisie słów pomijają samogłoski, traktując spółgłoskę jako odczytywaną z samogłoską. Tak więc „rdzeń morfemiczny dwugłoskowy” traktuję jako sylabę dwuspółgłoskową, dwuprardzeniową.

      Czemu niektórym osobom to tak bardzo przeszkadza? Czemu obrażają nas z tego powodu i próbują ośmieszyć? Pewnie jak zwykle: „z niskich pobudek materialnych”.
      Ja ich szczekanie traktuję jak drogowskaz w ciemnym lesie.😉

  22. → Stefan Urynowicz i Rudaweb
    Brawo Panie Stefanie i RudaWeb za opublikowanie tego tekstu.
    Bardzo potrzebny.
    Wreszcie ktoś myśli niezależnie i nie boi się dogmatów.
    I dogmatyków.
    A szczegóły są do ustalenia.
    Jeżeli mi pozwolicie, to zrobię na slowianie24.pl dział z tekstami pana Stefana i przedrukuję ten artykuł.
    Bo jestem pewny, że tych tekstów będzie więcej.
    Po czasach polonistów Brucknerów zasługujemy na kogoś innego.

    • Ja nie widzę przeszkód w propagowaniu na Pańskich stronach. Pan Stefan pewnie też nie, ale poczekajmy na jego zdanie.

    • Nie mam zastrzeżeń. Pozwalam na przedruk.

      Oby mnie głęboka woda nie zatopiła. 😉

      • → Stefan Urynowicz i Rudaweb
        Dziękuję bardzo, zaraz republikuję.
        Lepiej utonąć w głębokiej wodzie, niż żyć w bajorku 🙂
        Ale raczej widzę twórczy rozwój tych teorii niż tonięcie.
        I jestem pod wrażeniem tego, że ktoś twórczo myśli w tym naukowo-narodowym zastoju.
        Dotyczy to i pana Stefana i Ruda i Weba.

      • → STEFAN URYNOWICZ
        Tylko pytanie, czy taka nazwa tych prac jest odpowiednia:
        „Stefan Urynowicz i jego Nowa Teoria Rozwoju Języka Polskiego i Innych Języków”
        Mnie się podoba.
        Już dawno była taka potrzeba myślenia w Polsce po polsku i w polskim językoznawstwie po polsku.
        Ile można słuchać bezbłędnych formalnie, ale zamkniętych na rozwój przemówień panów Miodka, Bralczyka i innych wybitnych ludzi?
        Już wiemy JAK mówić, tylko nie wiemy DLACZEGO?
        Panie Stefanie, w dziale:
        Język i języki Słowian
        http://slowianieiukrytahistoriapolski.pl/jezyki/index,pl.html
        oraz w dziale:
        Ludzie: Polacy, Słowianie i inni Ważni Obywatele tej Ziemi
        http://slowianieiukrytahistoriapolski.pl/ludzie/stefan_urynowicz/index,pl.html

  23. bardzo ciekawie, całkiem w moim stylu myślenia. I mam nadzieję, że jednak spotkamy się kiedyś w grupie, choćby w uniwersytecie słowiańskim, i wymyślimy taką sobie nową gramatykę dla przyszłych pokoleń, pan Urynowicz, Rudaweb, Scribh.. hmm.. cieszę się też że takich artykułów jest coraz wiecej. Zrobiłam film i zajawkę w postaci artykułu o gramatyce słowiańskiej, też bez żadnych pretensji i robienia na tym kasy. Więc cieszę się, że inni też tak czynią i myślą. Ja naprawdę myślę, że podręcznik do gramatyki dla dzieci powinien zdecydowanie zawierać elementy etymologii oraz historii języka. Zdecydowanie sensowniej uczyłyby się dzieci zasad pisowni, tzw wyjątków, oraz np koniugacji, gdyby powiedziano im jakie były pierwotne koniugacje, co język polski przeszedł, zabory, rusyfikacje germanizacje.. Gdyby widoczne było gdzieś że te koniugacje były ogromnie bogate w swoich aspektach i dlatego dziś są takie „dziwacznie” pomieszane i pełne wyjątków..
    Tak sobie myślę

    • Cieszy mnie niezmiernie spotykanie ludzi uczących się dla wiedzy, patrzacych na świat oczami dziecka, ciekawych świata i nie poprzestających na ogólnie przyjętych dogmatach, czyli „prawdach wiary”. Uczących innych dla samego poznania świata. Bez przemysłu uczelnianego, gdzie pan profesor za pół godziny ględzenia bierze 120 złotych.

      Dobrze, że Pani jest, Pani Joanno.

    • Masa błędów, ale szanuję myślenie samodzielne.
      Refleksja.. Gdzieśmy kiedyś byli. A gdzieśmy teraz…
      Powód do dumy?
      Nie wiem.
      Powód do płaczu?
      Niestety.

      • @DEMAGOG
        Artykuł, to „kij w mrowisko.” Im więcej reakcji na ten tekst, tym większa szansa na ustalenie prawdy.

        To nie jest praca naukowa. Taka powstawałaby 7 lat. Jak Pani Chołuj mówi, jest to „zajawka”. Ma być ciekawa i rozszerzyć horyzonty myślowe.

        Twierdzi Pan, że jest „masa błędów”. Masą się nie przejmuję, bo „co interpretator, to ocena” . Interesują mnie te błędy, które zmieniłyby ustalone przeze mnie prardzenie, ich znaczenie, zasady ich używania i przemian. Jeśli widzi Pan takie, to byłbym wdzięczny za ich wskazanie z argumentacją ich niepoprawności. Gdyby jeszcze podał Pan propozycję rozwiązania poprawnego z krótkim uzasadnieniem, byłoby idealnie.

        Czekam na propozycje.

        • Dlatego iż jest to luźna forma, odstąpiłem od krytykowania. Nie chcę tego artykułu niszczyć, bo częściowo z tezami się zgadzam więc uważam że niesie on ze sobą dodatnią wartość propagandową 🙂 Jeśli coś rażąco mi nie odpowiada, to metody jakich pan użył / używa w podanych przykładach, które są niestety oparte tylko na sylabach (które są w istocie wtórne) a znaczenia nie są odkrywane, przez stosowanie eliminacji lecz są zgadywane i to przez stosowanie addycji, która sprzyja powstawaniu błędów. Oczywiście nie ma niczego złego w opartej tylko na pierwszych skojarzeniach analizie sylab, ale do czasu. Aż zacznie się wyciągać wnioski – i wtedy rodzą się problemy. Dlatego pewnie nie napisał pan nic o rzeczywistej konstrukcji słowa. Chętnie przedstawię moją propozycję na podstawie zawartych w artykule przykładów ale jest ich tak wiele, że muszę znaleźć na to czas. Na pana miejscu zatrzymałbym się jeszcze chwilę nad terminem „rdzeń” i zastanowił się, co ono oznacza i czy używana dotychczas przez pana definicja jest wyczerpująca. Moim zdaniem nie. Ale jak już powiedziałem; kontrproduktywne byłoby zastosowanie przeze mnie używanego tutaj przez kolegów sylabizowania, bo to do niczego nie prowadzi. Także – do czasu : )

          Pozdrawiam

          • Swego czasu pamiętam, jak na nie udzielającym się już blogu http://wspanialarzeczpospolita.pl, różnej maści eksperci mówili w ten sam rytm. Że źle, że autor głupi i wymyśla, że nie wolno tak i ogólnie lepiej potrafi, ale czasu nie ma. Więc słuchaj no rysiu albo robisz sieczkę z tekstu także wprowadzamy żałobę albo mości starosta wychodzi? Jasne?

          • Pan Demagog ma nasze łamy otwarte – może napisać artykuł krytyczny wobec ustaleń Pana Urynowicza, albo uściślający metodę Pana Stefana. Nasz adres mejlowy pod każdym artykułem…

          • Panie Web,
            Đ czyta się jako dź lub dż (nie chce mi się tego dokładnie sprawdzić), więc powinien Pan napisać
            Dźemagog.

          • Wiem jak czyta się ‚Đ’, ale bliżej istoty jest ‚D’ 🙂

          • „nie napisał pan nic o rzeczywistej konstrukcji słowa”

            Napisałem, że nasze słowo, to zdanie przodków. Napisałem też o domniemanej roli akcentu i ułożeniu sylab (prasłów) w dzisiejszym słowie . Przedruków z Wikipedii nie robiłem, bo to każdy sobie może szybko znaleźć. Do tego nie nie mam pewności, czy faktycznie traktuje ona o „rzeczywistej konstrukcji słowa”.
            Po prostu „narysowałam i pokazałem palcem” o co mi chodzi.

            „Jeśli coś rażąco mi nie odpowiada, to metody jakich pan użył / używa w podanych przykładach … znaczenia nie są odkrywane, przez stosowanie eliminacji lecz są zgadywane i to przez stosowanie addycji”.
            Mógł Pan odnieść takie wrażenie, ale zapewniam Pana, że wynik znaczenia prardzeni zawdzięczam analizie słów i porównywaniu uzyskanych składników. Wnioskowanie Pana o addycji wynika jedynie z przyjętego tonu artykułu, bo innych przyczyn nie widzę.

            „zatrzymałbym się jeszcze chwilę nad terminem „rdzeń” i zastanowił się, co ono oznacza i czy używana dotychczas przez pana definicja jest wyczerpująca.”
            Jeśli będziemy rozwodzić się nad zasięgiem definicji słów użytych do określenia pewnych stanów, to stracimy z oczu cel dyskusji, ganiając się w kółko, jak szczury w garnku.

            Dowodem na bezproduktywne grzęźniecie i rozmywanie wysiłku intelektualnego są Pana dotychczasowe komentarze: nie wniosły nic a zabrały czas i miejsce, utrudniając dyskusję o meritum i wyszukiwanie innych komentarzy.

            Czekam więc na coś więcej.

  24. Co to ma wspólnego z lingwistyką? Panie Urynowicz: ,,sylaby dwurdzeniowe”, „bal” jest do ognia”? Proponuję sięgnięcie do podstawowej literatury językoznawczej, np. w zakresie języka polskiego.

    • @ERGO
      Zamiast proponować „sięganie do literatury” może Pan wyłoży „dlaczego bal nie jest od ognia”? Widzę, że albo nie przeczytał Pan calego artykułu, albo go Pan nie zrozumiał.

      Proszę sięgnąć do „podstawowej literatury językoznawczej” i udowodnić, że „bal nie jest od palenia”.
      Jeśli razi Pana przywołany skrót myślowy, to dla Pana jeszcze raz objaśnię. Spółgłoska
      L
      (jak wynika z dokonanej przeze mnie analizy) w języku polskim jest prardzeniem oznaczajacym palenie się. Obecnie sam czasownik L (zwykle występujący w słowach do pary z samogłoską) w polszczyźnie nie występuje, ale widoczny jest w wielu wyrazach, które wielokrotnie wskazywałem. Przyczyn jego wyzucia z języka polskiego też można się domyślać: tępienie przez Kościół wcześniejszej wiary tuziemców, w której „lelum polelum” było czymś w rodzaju obecnego „bóg z boga, światłość ze światłości”. Możliwe, że obecne litanie są echem dawnej wiary.

      Panie Ergo, pański komentarz tyle wniósł do ustalenia prawdy, co gdakanie kury. Jeśli nie ma Pan nic konkretnego do powiedzenia, to po co się Pan odzywa?
      Gdyby choć tytuł tej „podstawowej literatury językoznawczej” Pan podał.

      • Panie Urynowicz. Nie ma pan pojęcia o czym pisze. Zmyślactwo i dyletanckość w Pana wydaniu jest tak porażajæca, że nie ma o czym dyskutować. Niech Pan dalej pisze o dwurdzeniowych sylabach. Będzie przynajmniej wesoło, bo o jakiejkolwiek wiedzy w Pana wydaniu nie ma mowy.

        • @ERGO
          Merytoryzm Pana wypowiedzi jest porażający. Pewnie dlatego chowa się Pan za pseudonimem.

  25. Tak, zdecydowanie języki ‚germańskie’ czy raczej teutońskie są nienaturalne pod tym względem, że wymagają nienaturalnie mocnego napięcia mięśni twarzy i nienaturalnie silnej aspiracji, a zatem typowy język teutońskich/saksońskich piratów/handlarzy którzy musieli się przekrzykiwać. nawoływać, wrzeszczeć itd… To napięcie mięśni zmienia rysy i rzeźbę twarzy. Języki słowiańskie charakteryzują się płaską intonacją, a teutońskie bardzo zmienną. Zauważcie też że chiński (no dobra nie wiem czy mandaryński, czy kantoński bo nie rozróżniam brzmienia) bardzo podobnie „szeleści” jak nasze języki, bo to też naturalnie rozwinięty język. Tak samo, angielski hinduski brzmi specyficznie również ze względu na płaską a zatem nie wymagającą dużej siły intonację. Ktokolwiek dobrze zna i posługuje się którymś z teutońskich języków, to wie, że są one wyjątkowo męczące, aż powiedziałbym że żeby mieć w nich dobrą wymowę potrzeba pewnej „rozgrzewki”. Z tymże, jest ogromna różnica między angielskim i niemieckim a językami skandynawskimi, które wcale pod względem brzmienia nie są aż tak podobne do niemieckiego.
    Co do pola, to cóż skojarzenie z polanem i paleniem mogło powstać tylko na gęsto zalesionych obszarach, może w lasach Ałtaju, może nad Dunajem, a może i w nadwiślańskich lasach.

    • Jestem za a nawet przeciw ,czasami pośrodku ale zawsze od początku , albowiem żyrafy włażą do szafy a świstaki już nie , bo zajęte 😉

    • Polano – w znaczeniu kłoda, pal , a wypalić:
      Wypalanie to sposób na odlesienie, technika ta sprowadzała się do okorowania a następnie obłożenia pnia drzewa drewnem , które następnie podpalano. Powodowało to zamierania drzewa , które następnie karczowano. Prymitywna, dewastująca , ale i zarazem skuteczna metoda odlesiania.

  26. Drobne uwagi. „Po-le” nie jest od palenia tylko od pchania, spulchniania, prymitywnej orki. Zachowane jest to dobrze w jęz.angielskim (a przypomnę że terminologia rolnicza tego jezyka jest wybitnie pochodzenia indoeuropejskiego) w czasowniku „pull”. A u nas bardzo widoczne w toponimach np.: Sępólno, Sompólno, Sompolnice itp. Pole po spaleniu, ale nie tylko to „ług”. Dalej. W „pa-li” drugi człon „li” oznacza skórę (proszę porozkładać sobie np wyraz „ślina” i inne np.”śliwa”). Pozdrawiam

    • 《człon „li” oznacza skórę (proszę porozkładać sobie np wyraz „ślina” i inne np.”śliwa”).》

      Nie widzę związku li ze skórą. Zastanawia mnie też związek śliwy i śliny ze skórą. Gdyby pan to wyraźnie wskazał, to może by mi się ten związek objawił. Skoro jednak pan prosi, to „sobie porozkładam”.
      S’Li Wa
      Dwie sylaby, w tym jedna dwurdzeniowa. Zatem skojarzenie wtórne od S”o” oraz Li. Taki rdzeń
      S’Li
      wzkazuje na wilgoć, co jest widoczne w takich słowach jak: ślina, ślisko, śluz, śluza, ślimak, ślozy (łzy), ślam (szlam), ślipia (oczy). Śliwa też ma owoce wewnątrz śliskie i śluzowate, zwłaszcza po upadku. Gdzie Tu skóra?

      Ko Ra – kora, ku robieniu.
      Z kory wykonywano mnóstwo przydatnych rzeczy.
      SKo’ Ra – skóra
      Pierwsza sylaba dwurdzeniowa sugeruje już skojarzenia wtórne albo połączenie z S, co można wprost odczytać jak: z kąd robienie, skąd robić. Sens jak przy korze. Skóra i kora mogą być stosowane zamiennie. W rosyjskim jest np
      KoR”a- koża, korza
      na określenie skóry. Stąd też nazwa futra: kożuch (chociaż powinien być korzuch).

      Podanie angielskiego pull jako słowotwórczego dla polskiego pola mnie rozbawiło. Angielskie pull ma tyle do polskiego pola, co polskie polowanie.

    • 《„Po-le” nie jest od palenia tylko od pchania, spulchniania, prymitywnej orki. 》

      Po Le – po paleniu
      PaL – po paleniu
      TLe” – tlen, powietrze
      LoNT – pali na tym
      LaMPa – ogień ma po
      PLaMa – po ogniu ma
      PL”oMieN’- po ogniu zmieniony
      LeS” – lesz, czyli popiół
      PoPio’L’- po spaleniu
      LeSS- lesz
      LeS”a- spalone żęty, czyli zorane
      LaH’a- lacha, tak samo jak pal
      PaL”a – pała jak wyżej
      BaL- bal, jest do ognia
      oPaL” – opał.
      I tak dalej.

      • @Holmi
        Pull to przecież ciągnąć, a nie pchać (push). Pług się nie pcha, tylko ciągnie.
        Jeśli pull ma związek z polem, to raczej samo się wywodzi od pola. W islandzkim púla znaczy ciężka praca. W dodatku w angielskim na określenie pracy i ciągnięcia istnieje wiele innych określeń. Np. angielskie „tug” wyraźnie nawiązuje do naszego „ciąg „, które gwarowo wymawiamy też „ciųg”. To dlaczego pole nie nazywa się tug?
        Bardziej klarownie etymologia słowa pole wychodzi, gdy zaczynamy wywodzić ją od słowa palić, co ma potwierdzenie i logiczne, i archeologiczne.

    • oRaC’- robić ciąć
      C>K
      dlatego wymienia się na
      oRKa.
      Od tegoż też jest
      oRC”yK – orczyk, element zaprzęgu.

      • Pan tak serio? Czy robi pan sobie jaja?
        Gdzie napisałem że angielskie „pull” jest słowotwórcze dla polskiego „pola”?!
        Jest dokładnie odwrotnie, tyle tylko że w czasowniku angielskim przechowało się pierwotne brzmienie. Tak bywa że czasem w językach germańskich są niezmienione formy słów słowiańskich. Np.Serbowie to u Niemców „Sorben”-Siorby, ci co siorbią z jednej miski-krewniacy, rodzina. Polska-„Polen” kraj pól proszę zwrócić uwagę że tylko w języku niemieckim mamy tak wyraźnie wskazaną etymologię nazwy Polski od „pola”-tak nawiasem mówiąc.
        Na przykładzie toponimów pokazałem, że wyraz „pole” był wymawiany niegdyś jako: „pólno” „polno”, do teraz na wsiach bywa że wymawia się to bardziej jako „pu-ole”. Toponimy ulegają zmianie bardzo rzadko o ile w ogóle, stąd warto im się przyglądać.
        Co do skóry. To że teraz tak się ją nazywa nie znaczy że w przeszłości mogła mieć kilka określeń (podobnie jak niektóre ludy w Afryce mają po kilkadziesiąt określeń dla różnych krów). „Li” lub „lin” na pewno oznacza skórę. Np. „po-śliń”: „po” to dawne „przy”, „ś” lub „śl” oznacza wodę/wilgoć coś mokrego, no i na koniec „liń”. Nie wiem jak pan uważa, ale z moich obserwacji najczęściej naciera się śliną skórę, najczęściej własną np.przy zabrudzeniu. Jedziemy dalej, jest coś takiego jak „liszaj” czyli „li-szaj” zmiany chorobowe na skórze. Mamy wreszcie taki materiał jak „len”, czyli niegdyś podstawowy materiał na ubranie, tu z pomocą przychodzą a jakże Niemcy którzy mówią na len: „lin”. U nas pierwotne brzmienie mamy tylko w czasowniku „linieć” jak ktoś się zetknął z lnem to wie o co chodzi. Dalej wyraz „lato” wymawiany bardziej jako „lje-to”- pora roku z odsłoniętą skórą. Następnie toponim Garwolin gdzie „b” przeszło w „w”, czyli pierwotnie Garbo-lin miejsce garbowania skór.
        Ze „śliwą” proszę mnie nie rozśmieszać, bił się pan kiedyś? 😉

        • Z komentarza zrozumiałem wskazywanie odwrotnej etymologii. Zdarza się. Przyczyna zawsze jest bardziej po stronie piszącego. Mniejsza z tym.

          Co do lnu, to widzę to jako skojarzenie wtórne od prardzenia L:
          LeNa
          WeL”Na
          WoL”Na
          FaLa
          Wszystkie te słowa wskazują na falowanie, co zostało przeniesione na
          WL”oSy
          WL”o’KNa.
          Len i linieć, także lina świadczą o tym skojarzeniu.
          Nazwa materiału „muślin”, również wskazuje na skojarzenie z włóknami lub włosami. Być może określenie skóry z rdzeniem „ślin” wynika z występowania na niej sierści, i pochodzi od połączenia:
          S’ LiN
          w bezpośrednim odczycie: z futra, cięte futro, zcięte włosy.
          Na potwierdzenie mamy w polszczyźnie słowo „chłam” na określenie odzieży z niewyprawionych dobrze skór, futer.
          H’L”aM
          S>H
          MN
          S’LiN.
          Skóry garbowano z włosiem, lub po jego usunięciu. Jednym ze sposobów usuwania sierści i zarazem elementem garbowania było umiszczanie skóry w dole z ptasim odchodami, wapnem, lub pozwolenie na lekkie nadpsucie, po czym włosie łatwo wychodziło ze skóry. Bardziej prymitywnie było sierść opalić. Można to było zrobić nad płomieniem, albo po nicowaniu wrzucić rozżarzone węgle do środka i potrzasanie takim workiem. Tak właśnie była licowana skóra.

          Natomiast skojarzenie do falowania mogło nastąpić choćby z falowania dymu unoszacego się nad ogniem, albo od okrągłego pala, bala, wała, który nazwę sam zawdzięcza paleniu.

          Liszaj i plama zdają się mieć podobny rodowód, czyli od prardzenia L.

          Śliwa? Kto wie jaka była droga skojarzeń? Wydaje się, że bardziej z wilgocią niż ze skórą się kojarzy. A może jeszcze inaczej ta nazwa powstała?

          Taki jest właśnie język polski, pełen skojarzeń.

      • Łoroł ale przestoł bło mu sie łorcyk złomoł 😉 znacy sie szczeluł bło kłuńj sarpnuł 😀 ..nie da się tego zapisać zgodnie z brzmieniem , ale się starałem 🙂

    • 《Zachowane jest to dobrze w jęz.angielskim (a przypomnę że terminologia rolnicza tego jezyka jest wybitnie pochodzenia indoeuropejskiego) w czasowniku „pull” 》

      Indoeuropejskiego powiada Pan? Czyli jakiego? 😄

      Bo mnie się widzi, że ten indoeuropejski, to coś bardzo słowiańsko brzmi.
      Tak mi się też widzi, że najbliżej terminologii rolniczej do Wysp było bliżej z Europy Środkowej niż tzw Bliskiego Wschodu.

      Jeśli dobrze zachowane jest to w języku angielskim, to chyba w spadku po staroangielskim, który był wyjątkowo słowiański.

      Angielski czasownik „pull” od jakiego rdzenia pochodzi? Jeśli indoeuropejskiego, to widzę go tak:
      PuL / PuLL – po paleniu.
      Jest to do odczytania w prost: po paleniu.
      Odnośnie podwójnego L, to w polskim języku funkcjonuje słowo „lilijka”, opisujące stylizowany płomyk, kiedyś występujący powszechnie w heraldyce a obecnie choćby w harcerstwie.
      Słowem pochodnym jest „lilia” jako kwiat z uwagi na podobieństwo kształtu, oraz „liliowy” jako kolor z uwagi na podobieństwo barwy do płomyczka.
      Podwójne L występuje w starożytnej nazwie slowiańskiej świątyni „trzech bóstw”:
      Łady Body i Lili. Oczywiście czytając w prost mamy: łady wody i lili. Czyli: porządki wody i ognia. Dokładnie to, co obowiązywało w kącinach, chramach.
      PuLH’ – jak w „pulchny”
      PuLS” – po paleniu cięte
      LeS”a – lesza, palone cięte
      LeMieS” – palone miesza
      Spulchniać glebę, to mieszać ją lemieszem z leszem, szlaką i popiołem .

      • Pull kojarzy mi się z pół
        Drag – ciągnąć odnosi sie do bliźniąt (drugów/dragów)
        Pół również odnosi się do bliźniąt – w znaczeniu mentalnego „ale”, alei, dróg nerwowych którymi słana jest informacja, a które nie mają charakterystyki skupiającej się na punkcie (jak przeciwny strzelec), ale dzielą się na połówki, rozpraszają się, są lelum-polelum (niekonkretne).

        Ale, Alki, tacytowskie Alcis, serbskie Ały https://en.wikipedia.org/wiki/Ala_(demon), Lelki, Halki, Gałki, moim zdaniem to bóstwo bliźniacze, związane z zodiakalnymi bliźniakami.
        Również Drewlanie nawiązują do bliźniąt – miesiąc Trawen.
        U Tacyta bliźniacze Alcis są głównym bóstwem plemienia o bliźniaczej nazwie Nadhanarvali (Nadvabnarvali) lub Naharvali, co zapewne wzięło się z Na II rvali – moim zdaniem są to Obo’Drzyce.
        Takie Alcis, Lelki z lelkowatymi oczyma, Gałkami mamy w Fischerinsel.
        Alani to moim zdaniem wcześniejsi Geloni.
        Niżej moja mapa na podstawie Ptolemeusza – Alani, zgodnie z Ptolemeuszem graniczą z Mazowszanami (Stavanami), którzy graniczą z Galindami. Alanowie wobec tego muszą być Drewlanami – co ma potwierdzenie etymologiczne.
        https://i.imgur.com/Lh0FVT7.jpg
        https://i.imgur.com/d1DGmyK.jpg
        Tanaites muszą być przy Donie i te wszystkie ludy Sarmackie z obu map muszą zmieścić się między Vistulą a Tanaisem. Wobec czego Vistula musi być Odrą.

        W Geografie Bawarskim z Drewlanami utożsamiam Thadesi (Dziadoszyce). W Jordanesie sądzę że trzy nazwy Golthe Scytha Thiudos – dotyczą właśnie Drewlan, podobnie jak u Ptolemeusza Alanoi Skifai. Wiemy, że Drewlanie – Therwingowie i Polanie-Sargatioi (Greuthungi – szarzy) mieli być częścią Gotów, więc podlegali Ermanaricowi. Była to znana np z Hervar Saga (h)ReiðGotaland – czyli Sławiańska Gocja. Aestowie z Danii, którzy napadli na państwo Spalów/Myrgingów zostali przegonieni na te najdalsze krańce Scytii, gdzie udało im się krótkotrwale opanować te dwa sławiańskie narody, później władza należy do Sławian takich jak jak Vidimir, Valamir itd

        Sądzę, że Hunowie z Ptolemeusza i Hunowie Attyli to dwa zupełnie różne odłamy Kvenów, matriarchalnych plemion. Moim zdaniem samo Attyla znaczy północ, tak jak rzymskie Aquila, etruskie Acilun.

        (wg mnie Cippus Perusinus opisuje drogi z Velciny (Volsinii), jest tam Śardna (Sardynia), Ścuna- Siena? Acilun – płn i Ćurunia, Ćura – południe pochodzą moim zdaniem z praprasławiańskich określeń kierunków – Til – północ, Prud – południe, bierze się to z astrologii i znajomości czakr, Til to ryby i kręgosłup, czyli tył, ze słowa Prud, przód pochodzą słowa związane z panną; Prudence, Þrúðr, Ryby/panna też jest obrazowane w uproszczeniu jako matka i córka, Ceres I Proserpina, stąd Ćura odnosi się do Córa, u nas Marzanna i Dziewanna)

        Inne argumenty o sławiańskości białoruskich Alanów:
        – Ardabur to imię słowiańskie jak Ardagast
        -Imię Respendial może być bałtyckiego pochodzenia coś jak Jogaił (Respendaił?)
        -Wandalowie i Alanowie utworzyli razem królestwo, gdyby umieli się dogadać tym samym językiem byłoby to możliwe, gdyby Wandalowie mówili językiem teutońskim a Alanowie irańskim – nie.

        Rozpisałem się, ALE właściwie chciałem zwrócić na co inne uwagę, że Le, Li niekoniecznie musi odnosić się do ognia. Lele, Ale odnoszą sie do bliźniąt ale Li, Le moim zdaniem do wodnika. Li’co -byle co – oznacza Szczyt bo liczyć to считать – chodzi o najwyższą czakrę. Po oznacza egzaltację. Więc jeśli Uran egzaltuje w skoprionie, skorpion nazywa się Po’le. Podobnie bałtycki Po’klius – Hades czyli odpowiadający skorpiionowi, jest po Kliusie, które moim zdaniem jest bóstwem tożsamym z Caelusem (czyli greckim Ouranusem, sławiańskim Swarogiem). Czyli Po’le bo po laniu, co odnosi się do skorpiona a południk poprowadzony z Wolarza na wiosnę sięga skorpiona, co symbolizuje zasiew.

        • Poprawka co do Jordanesa. W manuskryptach nazwy są albo zbitkami albo dziwnie podzielone np:
          https://digi.vatlib.it/view/bav_pal_lat_920 (68v)
          Golthe-Scytha-Thiudosina – Geloni/Scyto/Dziadosina
          Unxisvasina – Unszczisvasina czyli Uliczyna od liczyć/ считать Un tak jak w geografie bawarskim Unlizi
          Broncas – Wołynianie (Bronkowie nawiązuje do obrony, nawiązanie do znaku byka, podobnie jak w nazwie Obrów)
          MereNs – Merehanos
          MordeNs -Marharii
          Te dwa ludy raczej należą do Hermerica który został moim zdaniem pomieszany z Ermanaricem, tworząc sztuczną 110-letnią postać
          Imnis – ?
          Curis – Kariones Ptolemeusza, pod Alanami
          Rogas – Tywercy czyli „wrogowie”, nawiązanie do wrag los, Αμαξοβιοι https://en.wiktionary.org/wiki/%CE%B1%CE%BC%CE%AC%CF%87%CE%B7#Greek
          StadzaNs (sądzę że powinno być tu S, czyli rogasstadzans może to błąd kopisty) – Stournoi – wątpliwe, że Stavanoi
          Athaul Navegobii -?
          BegeNas – Behemae – Hermeric
          Coldas – Quadi – Hermeric
          Przy czym N w Mordens itd być może jest wogóle jakąś ligaturą, niestety nie znam jeszcze pisma tironiańskiego.

  27. Zastanawia mnie jak głęboko w pradziejach jest źródełko naszego języka .tak z grubsza ogarniając temat ; czy nie jest zastanawiające że ech naszego języka nie słychać w mateczniku homo sapiens i nie słychać go w Azji gdzie domieszkę genów dał denisowczyk …..a słychać tam gdzie neandertaczyk swoje do genów homo sapiens wniósł ( jak twierdzą genetycy skrzyżował się neandertalczyk z kobietą homo sapiens , nie odwrotnie ) , jeśli to potomstwo wychowywało się w kulturze ,,neandertalskiej ,, no to czyim my językiem mówimy ? 🙂 a artykuł bardzo dobry ,gdy se zapomnę o zasadach rdzeniowania to wystarczy na RudaWeb zaglądnąć. 🙂

    • Bardzo ciekawa uwaga. Szczerze mówiąc, o neandertalczyku nie myślałem, jako o twórcy naszej Mowy. A powinienem był skojarzyć, że i czas jej powstania i budowa anatomiczna tegoż stworzenia pozwalają na uznanie go za jej użytkownika. Prostota zaczątków Mowy również na to wskazuje.
      Wiem, że to śmiała teza, ale czy nie realna?

      I dziękuję za uznanie.😃

      • W jakimś programie popularnonaukowym dowiedziono że neandertalczyk bez problemu mógłby mówić po angielsku a jasny kolor skóry po nim mamy ….tak że 😀 lubię czytać teksty ,,matematyczne,, tj takie gdzie nie ma zbędnych słów 🙂 klasyczna etymologia jest dobra przy badaniu już rozwiniętych języków …..przy początkach mowy jest bezradna …np Svewi <swêbaz Swe swój ….ale skąd się wzięło swé to już nie maja pojęcia 🙂

        • Neandertalczycy : Poznaj Swoich Przodków .Wielka Brytania 2018 chyba dwie części , ja tylko pierwszą oglądałem na BBC earth …mam nagrane …badali między innymi stanowisko w górach Zagros 🙂 symulacja : homo sapiens ,,a,, wymawiał AHH , neandertalczyk ,,a,, wymawiał UHR , e i o tak samo wymawiali

    • Dziękuję za pochwałę. Czekam na to „ale”.
      Nic tak mi nie rozjaśnia w głowie, jak konieczność wytłumaczenia wątpliwości. Wtedy dopiero uświadamiam sobie pewne rzeczy, jakbym sobie je tłumaczył.

      Pańskie „ale”, to może być jedna z wartościowszych rzeczy, które przyjdzie mi poznać.

    • Dalej w Pańskim oznakowaniu liter występuje wiele nieścisłości.
      Skoro sz, cz i ż oznacza Pan S”, C” i Z”, to czemu dż zapisuje D^, a nie D”?
      Ś, ć i ź zapisuje Pan jako S’,C’ i Z’, a dź zapisuje D”, a nie D’?
      Dz zapisuje Pan jako D’, a c jako TZ. W ogóle bez sensu.
      Może lepiej, wygodniej i bardziej zrozumiale będzie nie używać tych „hieroglifów”?

      • @PWLRS
        《Dalej w Pańskim oznakowaniu liter występuje wiele nieścisłości.》

        Temat nieścisły, to i oznaczenia też.
        To tylko znaki, rzecz umowna. Mamy ustalony alfabet języka polskiego i to nam powinno wystarczyć. Czasami jednak nie wystarcza. Wyróżnienia w zapisie są więc w celu zwrócenia uwagi na pewne konkretne rzeczy. Przy sposobie zapisu się nie upieram. Na świecie są dziesiątki alfabetów sylabicznych.
        Jakie oznaczenia Pan proponuje?

        • Alfabet łaciński też nie jest doskonały, np. przy zapisie głoski dz, ale jest dla wszystkich zrozumiały i mniej męczący. Pański zapis mógłby być, gdyby nie było w nim błędów logicznych.
          Ciekawie ujął Pan wątek z sh jako sz, i ch jako cz. Czy można go dalej rozwinąć do zh jako ż i dh jako dż?

          • W odróżnieniu od płatnych specjalistów językoznawstwa nie działam w tej materii pod presją czasu.

            Należę do niewielkiej grupy ludzi, u których występuje zjawisko reminiscencji. Pewne rzeczy uświadamiają mi się po pewnym czasie, po „przespaniu się z tematem”.
            W zasadzie Z i S, to prawie to samo. Można czynić takie zapisy. Odczyt i tak zależy od umówienia się, co do znaczenia znaków.

          • Ogólnie nauka przyjmuje zasadę pierwszeństwa tzw przydecowych w języku praindoeuropejskim, ale czy nie są one pochodnymi min. cz, sz, ż i dż?

          • Uważam, że dż jest pochodne od ż, cz, mniej sz. Zauważy Pan, że w języku polskim dż jest żadko używane a zastąpienie go przez ż nie zmienia rozumienia słów.
            S” – szyć, żąć, ciąć
            S”yDL”o – szydło
            Z”o”DL”o – żądło
            Zo”B – ząb
            (D)Z’o’B – dziub
            DeS”C” – deszcz
            (D)S”C” – czcz, dżdż.

          • Ja uważam trochę inaczej. Sam pan pisze – z czym się zgadzam – że język dąży do upraszczania, czyli z bardziej dźwięcznych głosek przechodzi w mniej dźwięczne. Dż jest moim zdaniem bardzo dźwięczne, i dlatego jego żywot jest krótki. Przechodzi w cz, d, ż, sz, rz w łatwiejsze do wymowy głoski. Zazwyczaj występuje w wyrazach zapożyczonych, w których nie zdążyło się jeszcze przemienić, ale w przyszłości to zrobi.
            W polskich rodzimych słowach występuje przykładowo w sąsiedztwie drugiej tak dźwięcznej głoski, czyli drugiego dż, np. : dżdżu, dżdżownica, dlatego, że obie nawzajem nie obnizają sobie dźwięczności.

          • Nie pasuje mi dż do języka polskiego. Tak po prostu nie czuję go. Bardziej naturalne dla nas wydaje mi się dz, dź.
            Nie rozwiązałem jeszcze tej zagadki. Zastanawia mnie przejście od dnia do boga:
            DZ’eN’ – dzień
            DZeNa – dzena, najstarsza nazwa Zeusa
            (D)ZeNuS – dzenus, młodsza nazwa Zeusa
            Zeus – obecna nazwa
            Deus – Bóg.
            Gra D z Z jest jeszcze dla mnie nie jasna. Mniemam, że DZ jest pochodną składników tej ligatury. Tak byłoby najprościej.

            A Pan co proponuje?

          • Pewną wskazówkę dają błędy odczytu:
            drzewo – dżewo
            drzem – dżem
            drzazga – dżazga.
            Naturalnie powinno się wymawiać D i Ż, czyli dżem należy czytać d-żem. Dż byłoby więc wynikiem niedbałej wymowy ligatury.

          • Tak skojarzeniowo na chłopski rozum 🙂 dlaczego dzień to Bóg ? W dzień można polować uprawiać ziemię ,zdobywać dobra …czyli dzień daje ,Bóg też daje 🙂 ….ale jak to się ma do do zależności D>Z to nie mam pojęcia 😛

          • A i nasze pojęcie Boga ,,udział,, czym się różni od dzień , dziać się, Deus ? Pewnie jest młodsze ale wywodzi się z tego samego znaczenia , czy to nie świadczy o długim naszym rozwoju ?

          • A udział to jest to co mamy do zabrania ,do zebrania ,do sieczenia

          • Dzień jest święty: światło, świt, świat.
            Światło i ciepło jest od Słońca
            SL”o(N’)Ce
            SoL”o”Ce – z ognia całe.
            Płomień w dawnej wierze był przedstawicielem Słońca na Ziemi a w chrześcijaństwie symbolizuje Ducha Świętego, czyli jedno z wcieleń Boga.
            Taki sens świętości rannych zórz jest do przyjęcia.
            Ale czemu nazwa dzień? Spróbujmy:
            DZ’eN’
            Do Z”o” Na – na docięcie, dożynki? Na żniwa, rzeź?
            Czyli ma Pan rację.
            Niby sensowne, ale może być złudne.

          • Tak się zastanawiam czy D przed Z nie powoduje że z,, rzeczy wykonanej,, mamy ,,rzecz do wykonania ,,? Trza by znaleźć jakieś przykłady w stylu Ziele- Dziele …..to zestawienie to chyba nie za dobry przykład ….chociaż …dzielić witkę wierzby i wsadzić ja w ziemię to tyle co ja rozmnożyć(zrobić) czyli zazielenić 😉

          • Znam bardzo dobrze gwarę, i też widzę w niej „rugowanie” „dż”.
            Dżem wymawia sie z oddzielnymi d i ż,
            Dżdżownica gdzie pierwsze dż zastępuje d, a drugie ż.
            W innych słowach dochodzi chyba do mazurzenia, bo zamiast miażdżyć mówi się miazdzyć, a zamiast ja jeżdżę – jo jezdze. Ciekawi mnie jak się mówi w gwarach w których mazurzenie nie występuje. Warto jeszcze prześledzić inne (twardsze) języki słowiańskie. Pewnie gdyby poszperać, mając na uwadze które litery mogą być pochodną dż, coś by się więcej znalazło.

          • Jeśli chodzi o Zeusa to może by pokombinować w ten sposób:
            Dzień i Noc
            Jeden (ruskie odin) i Nic
            Coś i Nic
            Jeden to coś, to dzień, stary wyraz z którego J możemy wywalić jako efekt jotyzacji.
            Nasze dz zastąpiło D. Den przeszło w dzień.
            Dz z racji że jest trudne w wymowie przeszło w Z ,tak samo jak u Czechów „dzwonek” w „zwonek” , dlatego powstał Zeus.
            Czyli Zeus może oznaczać Jedynego, i było by to mało prawdopodobne gdyby nie skandynawski Odyn, który oznacza to samo. A może Thor oznacza trzeciego?

          • Jeśli w gwarze jest „drzownica”, to mi uświadomiło, że skojarzenie od deszczu nie jest jedynym. Może jest też tak:
            DZ”oWNiCa – do szycia wnika.
            To dopiero! Nazwa opisująca ewidentnie zachowanie tego skąposzczeta (nomen omen).

          • Po białorusku jeden to adzin, czyli jest możliwe przejście „d” w „dz” w tym słowie.
            Inne przejście „dz” w „z” też w greke jest widoczne w naszym słowie „między” do greckiego „mezo” – środkowy. Porównując to z angielskim „mid”, widzimy rolę łącznika „dz” między „d” i „z”.

          • 《Inne przejście „dz” w „z” też w greke jest widoczne w naszym słowie „między” do greckiego „mezo” – środkowy. Porównując to z angielskim „mid”, widzimy rolę łącznika „dz” między „d” i „z”.》

            No pięknie widać, że język prasłowiański jest źródłem, bo na dwa różne kierunki daje podstawę słowotwórczą.
            Nadal jednak nie rozumiem mechanizmu dotyczącego DZ.

          • A może to tak ? Dzwon ,, do wzywania ,, słowacki Zvon ,,wzywacz,, .Dzban ,,do zbierania,, białoruski Zban ,,zbieracz,, . Dzień ,,do żęcia,, Zeus ,,,żący,, ?

          • Do zabicia (określona ilość bicia …doza )>dziabnąć…do za bić …dobić , zabić …Dz >Do Za ..w sensie określonej ilości …słoweński , doza to pojemnik .Określona ilość ziemi wypalona pod uprawę >działka ..doza ognia ?

          • Jakoś tak mi świta:
            C”eS’C’ – cześć
            C”e”S’C’ – część.
            Najważniejszy, najmocniejszy dostaje swoją część, oddaje mu się cześć.

            DoZa – doza
            DoZ”a – doża.
            Doża to możny, który dostaje należną mu dozę.

            W części i dozie słychać echa prardzenia
            S”/S’/Z”/Z’/C”/C’
            czyli ciąć, żąć, szyć.

          • DZ >DoZa ,>do zasieczonego ,do zasięgu swego ,do ograniczenia itp.Dźwięk DoZaWieK ,wiadomość o ograniczonym zasięgu .Działać DoZaLC ,na swoim palić , ciąć (pracować) Wiedza WieDoZa ,swoje wie ,zna ?

          • DŻ>Do Że, urobek , przetwór (Kiedy będzie chleb? Mówię ci ŻE jutro będzie) . Dżem >DoŻeMa ,dożęte mieć ?

          • Do Z”e Ma – dżem
            Rozumiem to w obecnym sensie jako „przetarty.
            Czyli dżem, to przecier z owoców.

          • Problem w tym że my nie zawsze rozumiemy pierwotne znaczenie słów naszych przodków .Owoc to efekt naszej pracy ,plon ,urobek ,nasz udział. Dżem to przerobiony owoc naszej pracy gotowy do spożycia ,Odżywka to tylko inaczej brzmiący Dżem 🙂 myślę ŻE pójście tym tropem DA owoce . Miażdżyć >mieć żęte do żęte cienie >gotowe do spożycia ,dające życie ?

          • Angielski dżem >jam …. jęte mieć ….mieć owoc swego działania do spożycia ?

          • Dżem – angielskie jam.
            Czyżby postulował Pan, że nie tylko
            Z”>G
            ale też
            Z”>J ?
            Czhyba, że…
            DR”eM
            (D)Ro”(M)
            a, że R>J, to
            Jo” – ją, czyli jedzą
            Ja(M) – jom, czyli ją z dyftongiem.

            Angielski dżem, to po prostu jadło.😄

          • Wygląda na to że dżem ,jam , to różnie nazwany określające owoc naszego działania który teraz zwiemy jadło 🙂

          • Takie skojarzenie ,myślę że nie karkołomne .Żaba ,skakać >Ssasać …powtarzane cięcie >dożęcie ,Żaba >dożętym być ?.Angielski jump(dżamp) >skakać.Czyzby Żaba dawniej brzmiała dżaba bo ,,dżamp lubi ? 😛 byłby to kolejny przykład przejścia Ż czy nawet DŻ w J…dożęte i jęte to jedno Licho 😉

          • Ja też zaczynam się gubić 😛 ale od czasu do czasu mnie oświeca. 😉 ,By prawidłowo ,chronologicznie ,odtworzyć proces powstawania naszego języka ,by się nie pogubić w tych wszystkich skojarzeniach potrzeba jednoczesnego matematyczno-abstrakcyjnego myślenia ,a to łatwe nie jest 🙂 ale każdy kto rozwiąże poniższą zagadkę, ma umiejętność takiego myślenia : cegła waży kilogram i pół tej cegły .ile waży cała cegła ?

          • 《każdy kto rozwiąże poniższą zagadkę, ma umiejętność takiego myślenia : cegła waży kilogram i pół tej cegły .ile waży cała cegła ?》

            To się chyba nadam. 😃

          • Dżem 8o pojawił się w angielskim w XVIII w. od ściskać, wbijać, ubijać podobno z fran. jambe, łac. gamba (kopyto) czyli jasnej etymologii nie ma.
            Staram się być grzeczny czyli do rzeczy (k-rzeczny), patrz rzekać, rzecz, rzeka, śratać, srać itp. wszystkie od rdzenia „RK” oznaczającego wypływ, który wywodzi się najprawdopodobniej ze starszego postulowanego przez p.Stefana „R” praca, ruch.
            Nie mogę się jednak zgodzić z rozbieraniem w podobny sposób słow wielokrotnie przetworzonych, zapożyczonych z odleglejszych języków.
            Dam przykład „cebula”, jej bezpośredni rozkład nie da nam sensownego wyniku, ale jak cofniemy do pierwowzoru „cepa”, przyjrzymy się czy jest odziedziczony czy pożyczony i wogóle szerzej reprezentowany w językach PIE, możemy się zastanowić co ma wspólnego z „czepianiem”, „kopaniem”, a może „czopkiem ;)”.
            Chyba, że chcemy być jak Niemcy, ze swoim Zwie-bolle (podwójna bańka), kabaliści czy inne et-Ruski :).

          • @REDNECK
            《Dam przykład „cebula”, jej bezpośredni rozkład nie da nam sensownego wyniku》

            CeBuLa – całe być palić
            C”eBuLa – ciąć być palić.
            Uważam, że sylabizacja dała bardzo sensowny wynik.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *