Jak cofnięto Słowian nad Prypeć

W ramach refleksji nad konserwowanym w bezmyślnym uporze allochtonizmem części polskich naukowców – zadałem sobie podstawowe pytanie: W czyim interesie? Na pewno nie w polskim. Jednak taki ośrodek, który może tym wszystkim sterować jest jednoznaczny. To te same kręgi, które walczą o dominację nad całą Europą, a nie tylko polską historiografią.

Wskazywaliśmy już na mity o Gotach i ich biblii jako na praźródło mechanizmu powstania i szerzenia obłędnej teorii o pojawieniu się Słowian w Europie Środkowej dopiero w VI w. n.e.. Tak, to samozwańczy Germanie do dziś szukają uzasadnienia dla swojego „Drang nach Osten”! Dla nowszych czasów dobrze przedstawia ten mechanizm artykuł z bloga Romana Adlera „Początki Słowian i ich pierwsze państwa”.

Oto wstęp do tego opracowania z 2009 r.:

W początkach XIX w. twórca polskiego słowianoznawstwa, Wawrzyniec Surowiecki napisał: „naród Słowian jest zagadką, którey dotąd nikt jeszcze należycie nie rozwiązał”. Rzeczywiście: odkrycia archeologii podczas budowy gazociągu jamalskiego na wschodnim Podlasiu (w Haćkach) i północnym Mazowszu (w Szeligach) podważają poglądy epigonów pruskich pseudohistoryków głoszących za rasistowską teorią Kossinny późne pojawienie się Słowian na ziemiach polskich w VI i VII wieku naszej ery. Odkrycia datowane na V w. n.e. ukazują ludność słowiańską mieszkającą – razem z ludnością uważaną przez owych nacjonal-historyków za germańską – kultury archeologicznej wielbarskiej (Goci? Gepidzi?) oraz wieloetnicznej kultury przeworskiej (według nich z udziałem jednego z plemion Wandalów: Silingów). Pierwsi – według tych propagandystów pruskich – przez przyszłe ziemie polskie wędrowali od I do poł. II w. n.e. prawym brzegiem Wisły, drudzy – wspólnie z innymi ludami od połowy II w. p.n.e. do pocz. V w. n.e. jakoby mieszkali na niektórych terenach pomiędzy Odrą i Wisłą. Pogląd ten pojawił się po wojnach napoleońskich w czasach nacjonalistycznego romantyzmu niemieckiego: w 1819 r. F. Kruse opublikował w Lipsku „Budorgis oder etwas über das alte Schlesien vor Einführung der christlichen Religion besonders zu den Zeiten der Römer nach gefundenen Alterthümern und der Probstei Gorkau”. Po jakimś czasie podparł je pruski nauczyciel i badacz przeszłości Ignacy Imsieg, który w 1830 r. ogłosił artykuł, w którym na podstawie podobieństwa fonetycznego postawił tezę – odrzuconą przez wielu językoznawców – o pochodzeniu nazwy Śląska od jednego z plemion germańskich Wandalów: Silingów, zapisanych w połowie II w. n.e. przez Klaudiusza Ptolemeusza po grecku jako Σιλίγγαι, Silingai. W 1836 r. dołączył do nich G. Klemm. W czasach Hakaty (1901) do tych spekulacji powrócił L. Schmidt. Po przegranych przez Niemców walkach o Górny Śląsk podczas powstań śląskich, nastroje nacjonalistów niemieckich podtrzymywał w 1922 r. M. Jahn. Wraz z opublikowaniem przez Hitlera „Mein kampf” (1924 r.), objęciem urzędu prezydenta Niemiec przez feldmarszałka Paula von Hindenburga i rozpoczęciem przez rząd niemiecki wojny celnej z Polską (1925 r) w 1925 r. K. Tackenberg, a w 1926 r. znów M. Jahn, R. Much, ponownie K. Tackenberg oraz G. Lustig. Na fali faszyzacji nauki niemieckiej w 1929 r. na łamach „Volk und Rasse” K. Tackenberg przypisał kulturę pomorską plemionom Bastarnów, Skirów i Swenów, a tuż przed śmiercią w 1931 r., twórca całej owej pseudonauki, Gustaf Kossinna, poparł opinie propagandystów niemieckich o decydującej roli Wandali w kulturze Śląska. W latach 30-tych XX w., po dojściu Hitlera do władzy podtrzymał obie te koncepcje G. Lustig (1934 r.), a odnośnie Silingów E. Petersen (1935 r.) i – kolejny raz – M. Jahn (1937 r.). Podczas faszystowskiej okupacji niemieckiej śmiało głosili je C. Engel (1942 r.) i K. Gloger (1943 r.). Po II wojnie światowej wraz z odradzaniem się zachodnioniemieckiego rewizjonizmu do tej trwającej od półtora wieku „wojny o historię” wrócili m.in. E. Schwarz w 1958 r. i W. Kuhn w 1960 r.. Po polskiej stronie do owego nacjonalistycznego „kulturoznawstwa” archeologicznego włączył się ze znakiem przeciwnym, uczeń Kossinny, J. Kostrzewski. Dominująca w polskiej archeologii okresu PRL szkoła jego następców konsekwentnie próbowała dowieść pochodzenia Słowian na ziemiach polskich od ludności kultury łużyckiej.

Brak dostatecznych informacji źródłowych pozwalających wiązać zmiany w kulturach archeologicznych z faktami znanymi z historiografii starożytnej powoduje, że nadal przemian tych nie udało się naukowo odtworzyć. Ciągle istnieją wśród naukowców znaczące różnice zdań. Jednak w ostatnich latach narasta w mediach (forum internetowe „silesiana”, artykuły na polskich stronach „wikipedii”) a ostatnio również w publikacjach niektórych polskich naukowców tendencja do jednostronnego wiązania kultur archeologicznych z dominacją plemion germańskich na ziemiach polskich od przełomu er do VI w. n.e., kiedy to dopiero mieli się na nich pojawić Słowianie. W ten sposób próba Kazimierza Godłowskiego, od 1975 r. członka Niemieckiego Instytutu Archeologicznego a od 1994 r. (na rok przed śmiercią) Bawarskiej Akademii Nauk, odejścia od etnicznej koncepcji kultur archeologicznych – zakończyła się przejęciem w drugiej połowie lat 90-tych XX w. przez część badaczy polskich… etnicznej koncepcji germańskiej. Dotyczy to zwłaszcza grupy, która w 2002 r. – po konferencji krakowskiej z 2001 r. „Archeologia o początkach Słowian” – opublikowała pod redakcją Andrzeja Kokowskiego zbiór artykułów: Magdaleny Mączyńskiej, A. Kokowskiego i Aleksandra Bursche „Zapomniana inskrypcja staropolska z germańskiego cmentarzyska Hagenow w Meklemburgii. Pierwsze ślady obecności Słowian na zachód od Odry”, Michała Parczewskiego „Praojczyzna Słowian w ujęciu źródłoznawczym”, A. Kokowskiego „Etnogeneza Słowian. Rzeczywistość badawcza – emocje – odbiór społeczny”, Wojciecha Nowakowskiego „Telegraf bez drutu – powracający problem pochodzenia Słowian” i Stefana Warchoła „Ślady pobytu drużyn gockich na obrzeżach i w centrum prakolebki Słowian w świetle języka (między I/II a IV/V w. n. e.)”. Odpowiedzią były publikacje m.in. profesorów Witolda Mańczaka w 2004, Tadeusza Makiewicza w 2005, a nawet publikacja nieżyjącego już, a piszącego przez wiele lat w USA Zbigniewa Gołąba (2004). Publikacje te spotkały się z ostrą reakcją zwolenników etniczno-germańskiej koncepcji kultur archeologicznych w Polsce i spór o początki Słowian, zwłaszcza zachodnich, rozgorzał na nieznaną dotąd w środowisku polskich naukowców skalę.

W jego kontekście trzeba widzieć zorganizowaną pod patronatem prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej Aleksandra Kwaśniewskiego oraz prezydenta Republiki Federalnej Niemiec Johannesa Raua wystawę „archeologiczną” o kulturze przeworskiej, przygotowaną przez Państwowe Muzeum Archeologiczne w Warszawie i kierowany przez A. Kokowskiego Instytut Archeologii Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, która odbyła się w Warszawie w dniach 8 marca –16 czerwca 2004 r. pod tytułem „Wandalowie, strażnicy bursztynowego szlaku”. W tym kontekście należy umieścić bogato ilustrowany album z katalogami tej wystawy ze wstępem A. Kokowskiego (Lublin 2004), który kontrowersyjne wnioski o Wandalach podpiera tezami austriackiego historyka średniowiecza Waltera Pohla. Po dojściu neofaszystowskiej Partii Wolnościowej Jörga Heidera do rządu w Austrii W. Pohl od 2002 r. reprezentował Austrię w Komitecie na rzecz Humanistyki Europejskiej Fundacji Naukowej, a w 2004 r. uhonorowany został nagrodą Wittgensteina za zainteresowania procesami identyfikacji etnicznych między starożytnością a średniowieczem, co wykazał m.in. publikacjami z lat 2002-2003. Dlatego w najlepszym razie album ten można włożyć między literaturę komercyjną, a nie historyczną. W gorszym – jest to po prostu publikacja na zapotrzebowanie polityczne: 1 maja 2004 r. za poparciem Niemiec Polska weszła do Unii Europejskiej.

Biorąc pod uwagę ową ofensywę neo-kossinnizmu, zacząłem się zastanawiać, czy tylko jedna strona ma prawo do stronniczego odczytywania źródeł archeologicznych? Dlaczego ma być propagowany tylko pogląd, że to germańscy przybysze tworzyli podstawową masę ludności przyszłych ziem polskich? Przecież już w 448 r. poselstwo rzymskie Maximusa do wodza Hunów, Attyli, wywieziono „do wysp oceanu północnego” (nad Bałtyk), gdzie Rzymianie podczas uczty zwanej przez miejscową ludność „strawa” pili „medos”, czyli miód zamiast wina i jedli „proso”, zamiast chleba, a przez rzeki przeprawiano się „łodziami z jednego pnia drzewnego zrobionymi”, znanymi później, jako dłubanki. Służba piła napój wytłaczany z jęczmienia zwany „kamos”, co w serbsko-chorwackim znaczy „kam”, czyli wytłoczony. Potwierdza to odkrycia archeologiczne z lat budowy rurociągu jamalskiego, a podważa opinie neo-kossinnistów o pojawieniu się Słowian zachodnich dopiero w VI/VII w.

Cały artykuł R. Adlera tutaj.

Przypomnijmy co pisaliśmy już o działaniach niemieckich na rzecz rewizji historii. Otóż według naszych ustaleń wiele wskazuje, że na zachód od Odry prowadzone są prace nad odwróceniem wyników II wojny światowej, w tym zmianą polskich granic. 6 września 2003 r. prezydent Niemiec, Johannes Rau w przemówieniu do Związku Wypędzonych nazwał ustalenia konferencji poczdamskiej za dokonanie „straszliwego bezprawia” wobec Niemców. Powiedział: „Zbrodnicza polityka Hitlera nie usprawiedliwia nikogo, kto na straszne bezprawie odpowiedział strasznym bezprawiem”. W październiku 2003 r. Rau i Kwaśniewski podpisali deklarację gdańską, zapowiadającą „ponowne przemyślenie wysiedleń Niemców” po II wojnie. To przejaw groźnego dla nas sukcesu na kolejnym etapie konsekwentnej i przejrzystej polityki Niemiec. Zauważmy, że w Polsce używa się terminu repatriacja, czyli powrót do ojczyzny. Natomiast Niemcy formuły wypędzenia używają konsekwentnie od lat 50-tych – zamiast terminu z konferencji poczdamskiej „zorganizowane przesiedlenie ludności niemieckiej”. To jednak nie koniec tej bezczelnej manipulacji. Niemiecka definicja wypędzonego obejmuje też pojęcie utraty miejsca pracy i źródeł utrzymania, a więc Hans Frank też byłby wypędzonym, bo stracił posadę Generalnego Gubernatora i biuro na Wawelu. Na tej zasadzie status wypędzonych uzyskała rodzina Eriki Steinbach.

Do przeprowadzenia niemieckiej wersji historii o pragermańskości ziem polskich bardzo cenni są pożyteczni allo-idioci w obozie przeciwnika.

NA ZDJĘCIU: niemiecka gazeta propagandowa z 1939 r., FOT: wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 15

  1. Napomnę tylko, odnośnie dwóch głupot jaki tutaj na blogu przeczytalem.
    Pierwsza, w temacie bałtyjskości R1a w k.ceramiki sznurowej jako nośnika tej kultury, otóż odnaleziono pierwszy R1a M417, ojcowski dla Słowian i Ariów, na d Dnieprem w k.Średni Stog.
    Druga, w tej samej pracy jest mnóstwo próbek z Bałkanów sprzed 8-6000 lat i podobnie jak we wcześniejszych próbkach z Węgier z tego okresu, nie ma tam żadnego R1a, w 80% dominuje G2a wymieszany z I2a2 oraz sporadczynie z R1b, natomiast w Turcji stanowi tam 90% skąd przyszedł na Bałkany.
    To tak w zagadnieniu prasłowiańskości k.Vinca i Starcevo.

    • Pańska wątpliwość jest zasadna jeśli wyłącznie weźmiemy do tej pory znalezione i zbadane próbki kopalne Y-DNA. Jednak cała reszta wskazuje na Bałkany. Jeśli uzyskamy podobnie spójny obraz (genetyka genealogiczna + archeogenomika + archeologia + paleolingwistyka + zapisy w źródłach = teoria stepowa), to będzie można odrzucić teorię bałkańską.

  2. Ja rozpocząłem naukę historii jeszcze w latach 80tych gdy koncepcja Kultura Łuzycka to Prasłowianie była dominująca w polskiej nauce. Ale z przerażeniem obserwowałem jak w latach 90tych powróciła opcja narzucona przez zaborcę. Moim zdaniem to starategiczny bład. Bo historia nie jest prawdziwą nauką, jest częścią ducha narodu. nie można oddać nauczania historii dzieci w szkołach pseudonaukowcom którzy publikują to za co dostana wiekszą kasę, a większa kasa jest na zachodzie. nie winię historyków tylko nasze władze, że pozwoliły na taką bezsensowną zmianę kursu. dlaczego odrzucenie przywódczej roli narodu Radziecekiego oznaczać miało poddaństwo pod dyktat rewizjonizmu historycznego zachodu. czy rzeczywiście sprzedaliśmy naszą godność? Niech akademicy się sprzeczają kolejne 100 lat jak naprawdę było. Ale nauczanie historii w polskich szkołach ma być zgodne z Polską racją stanu a nie z Niemiecką. Tak było za I Rzeczpospolitej, prawda nie miała znaczenia, liczył się efekt, dumni Polacy. Wiedzą o tym niemieccy anukowcy i naginają prawdę pod siebie, dlaczego nasi im ulegają? naprawdę dla kasy? Pożyteczni idioci czy sprzedawczyki? to nie miało by znaczenia gdyby Państwo polskie miało swoją trwałą politykę historyczną.

  3. Na wakacjach nad naszym cudownym morzem natrafiłem na tekst, pod którym zapewne Pan Web by się podpisał. Rzuca on ciekawe światło na nazwę Silinggowie a właściwie jej tłumaczenie i choćby przez to godny jest uwagi. Oczywiście jeśli ten kontekst byłby nie znany, a ponieważ w tekście artykułu jest nazwa Silinggów pisana przez jedną „g” – właśnie tak może być. Tekst nie jest mój więc przytaczam go w całości, może uspokoi trochę towarzystwo na forum;-))

    ////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////

    Adrian Leszczyński. Mugilones, Svarines, Silingowie i Ślężanie
    Posted on 2016-04-24

    Adrian Leszczyński. Mugilones, Svarines, Silingowie i Ślężanie

    Wstęp

    W kwestii pochodzenia Słowian zwracałem w swoich artykułach uwagę na najnowsze badania nowoczesnych dziedzin nauki. Skupiałem się przede wszystkim na genetyce, ale wspominałem także o antropologii oraz archeologii. W ostatnich tygodniach – dokładnie 24 marca 2016 r. pojawiła się kolejna ważna informacja na ten temat. W tym dniu ukazał się na anglojęzycznym portalu sciencemag artykuł o bitwie z czasów epoki brązu. [1] Już od kilku lat niemieccy archeolodzy badają w dolinie rzeki Tollense (pol. Dołęża; Tołęża) w Meklemburgii-Pomorzu Przednim (Niemcy) miejsce starożytnej wielkiej bitwy, jaka miała się tam rozegrać około roku 1200 p.n.e. Wspomniany artykuł opisuje nowe, dość sensacyjne wstępne wnioski wysnute z badań. Pomimo, iż archeolodzy pod kierownictwem Detlefa Jantzena przebadali tylko niewielką część pola bitwy, to znaleźli szczątki aż 130 osób, w znakomitej większości młodych mężczyzn w wieku 20-40 lat. Dodatkowo odkryto także szczątki pięciu koni. Szacuje się, że na całym obszarze bitwy powinny spoczywać szczątki około 750 osób. To pozwala przypuszczać, że w bitwie uczestniczyło co najmniej kilka tysięcy wojowników, co jest liczbą zadziwiająco wielką jak na tak odległe czasy. Obecnie, oprócz archeologów w badaniach uczestniczą także przedstawiciele innych dziedzin nauki, w tym genetycy. Badania genetyczne są dopiero na początkowym etapie i trudno mówić o konkretach. Jednakże genetyk Joachim Burger zdradził, że na podstawie badań kopalnego DNA można określić z jakimi współczesnymi narodami byli spokrewnieni wojownicy z doliny rzeki Dołęży. Jak się okazuje, próbki DNA pobrane z zębów wojowników najbardziej przypominają DNA współczesnych południowych Europejczyków, Skandynawów i Polaków.** Informacja, że 3200 lat temu na terenie obecnych Niemiec walczyli przodkowie lub co najmniej krewniacy współczesnych Polaków po raz kolejny w ostatnim czasie przysporzyła argumentów autochtonistom w ich sporze z allochtonistami w sprawie pochodzenia Słowian. Zainteresowanym tym tematem nie pozostaje nic innego, jak tylko czekać na oficjalne wyniki tych badań.

    Te same argumenty dały również szczegółowe badania mitochondrialnego DNA (tzw. mtDNA) ze starożytnych stanowisk archeologicznych z terytorium Polski, o czym nie wspominałem do tej pory w swoich artykułach. Badania przeprowadzone przez dr Annę Juras przy współpracy polskich i zagranicznych naukowców, pozwoliły wyciągnąć wniosek, iż DNA dziedziczone w linii żeńskiej (mtDNA) osób żyjących na ziemiach polskich w okresie wpływów rzymskich ma najwięcej wspólnych haplotypów z materiałem genetycznym pochodzących od współczesnych Polaków. [2] Oznacza to, że istnieje ciągłość zamieszkania ziem polskich przez tę samą biologiczną ludność co najmniej od czasów wpływów rzymskich po dzień obecny. Wnioski te kłócą się z dominującą obecnie w nauce teorią allochtonistów o fizycznej wymianie ludności w VI w. na terenie Polski. Wcześniej, wnioski o genetycznej kontynuacji zamieszkania ziem polskich Anna Juras dokładnie opisała w swej pracy doktorskiej. [3] Również prof. Tomasz Grzybowski na podstawie swoich badań żeńskiego DNA (ponownie tzw. mtDNA) także skłania się ku autochtonizmowi i podważa pogląd, że Słowianie przybyli na ziemie polskie dopiero we wczesnym średniowieczu. [4]

    W obliczu tych faktów oraz w obliczu faktów przedstawionych w poprzednich moich artykułach, [5] należy na nowo spojrzeć na zapisy starożytnych kronikarzy opisujących ziemie polskie, czeskie, słowackie oraz połabskie i zastanowić się, czy opisywane przez nich plemiona były Słowianami. W świetle najnowszych licznych badań, szukanie słowiańskiej etymologii u dawnych plemion staje się już koniecznością, a nie tylko alternatywną ciekawostką.

    Konieczne staje się przypomnienie, że kojarzeniem Słowian ze starożytnymi plemionami zajmowali się już w XIX i XX wieku polscy, a nawet niemieccy historycy. Epokowym dziełem o historii Słowian od czasów starożytnych po średniowiecze jest czternastotomowa lektura autorstwa Wilhelma Bogusławskiego pt. „Słowianie Zachodni. Dzieje, obyczaje, wierzenia”, której ponowne wydanie niedawno po wielu latach wznowiono. [6] W pierwszej części swego dzieła autor opisuje starożytne plemiona i łączy je ze Słowianami, zwracając uwagę na słowiańsko brzmiące nazwy tychże plemion zapisane przez starożytnych skrybów. Autor powołuje się przy tym na innych badaczy, nierzadko na Niemców – co dziś może zaskakiwać.

    Pogląd o słowiańskich mieszkańcach starożytnej Germanii był wśród osiemnasto- i dziewiętnastowiecznych polskich historyków powszechny. Jak pisze Konstanty Moes-Oskragiełło w swej książce „Jarstwo i wełniarstwo w dziejach Słowiańszczyzny”, cała starożytna Germania była słowiańska. [7] Autor uważa wręcz, że wszystkie nazwy topograficzne z terenu całych Niemiec mają pochodzenie słowiańskie. [8]

    W niniejszym artykule opisuję trzy starożytne ludy, które liczni badacze łączą ze Słowianami. Wyrażę również swój pogląd na interpretację ich nazw własnych.

    Mugilones

    Opis zaczynam od wymienionego przez Strabona plemienia o nazwie „Mugilones”. Grecki historyk i podróżnik wymienił ten lud jako jedyny spośród starożytnych pisarzy. Nazwa „Mugilones” pojawia się w jego dziele pt. „Geografia” z I wieku n.e. [9] Strabon nic szczegółowego nie pisze na temat tego ludu. Wymienia go tylko obok innych plemion zamieszkujących Europę Środkową. Te inne plemiona to: Coldui, Markomanowie, Bojowie, Lugiowie, Zumowie, Butonowie oraz Semnoni jako część wielkiego ludu Swebów. Co uderza w nazwie „Mugilones” to jej silne słowiańskie brzmienie. Wilhelm Bogusławski wzmiankuje, że nawet Jacob Grimm – słynny niemiecki językoznawca, współautor popularnych Baśni braci Grimm – przyznał, że nazwa tego ludu ma brzmienie czysto słowiańskie. [10] Nie powinno ulegać wątpliwości, że pochodzi ona od słowa „mogiła”, oznaczającego dawniej „naturalny pagórek, wzgórze”. Potem zaczęto też tak nazywać kopiec usypywany zmarłym. Bogusławski słusznie zauważa, że nazwy miejscowości pochodzące od wyrazu „mogiła” są na Słowiańszczyźnie bardzo liczne. Również na terenie obecnych Niemiec wszelkie, dość liczne nazwy o rdzeniu pochodzącym od „mogiły” mają słowiańską etymologię. W roku 984 kronikarz niemiecki Thietmar z Merseburga wspomina o „urbs Mogilina” – dzisiejszym Mügeln w niemieckiej Saksonii. Inne średniowieczne źródła wymieniają tę miejscowość m.in. jako „Mugelin”. Niemieccy językoznawcy nie mają wątpliwości, że miejscowość ta ma słowiański źródłosłów pochodzący od serbsko-łużyckiego wyrazu „mogyla” (pol. mogiła). [11]

    Co do słowiańskiego rodowodu plemienia „Mugilones” nie ma wątpliwości polski historyk i slawista – prof. Jerzy Nalepa. On także uważa, że lud ten żył w czasach starożytnych nad Łabą, na terenie współczesnych Niemiec. [12] Nazwę tego plemienia rekonstruuje się jako „Mogilanie”. Należy wspomnieć, że za „słowiańskością” tego starożytnego plemienia opowiada się też inny znany językoznawca – prof. Tadeusz Lehr-Spławiński: [13]

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/01a1.jpg?w=584
    Rys. 1: Mugilones – Słownik starożytności słowiańskich. [13]

    Warto skonfrontować co na temat „Mugilones” napisał Moritz Schönfeld – autor niemieckiego „Słownika starogermańskich nazw osobowych i plemiennych”, wydanego w 1911 r.: [14]

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/02.png?w=584
    Rys. 2: Mugilones – Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen. [14]

    W powyższym wycinku z niemieckiego słownika widać skrajną tendencyjność interpretacyjną niemieckich badaczy, ocierającą się wręcz o śmieszność. Autor słownika wymienia niemieckich historyków, którzy w nazwie „Mugilones” i jej innej wersji „Mulgilonas”, widzieli zupełnie inne litery niż te zapisane przez Strabona. I tak: Johann Kaspar Zeuss oraz Kramer podejrzewają, że nazwa ta właściwie powinna brzmieć „Bugidonas” i łączą ją z plemieniem „Burgundiones” (pol. Burgundowie). Müllenhoff widzi tu nazwę „Turkilonas”. Słynny archeolog, znany ze swojego niemieckiego szowinizmu, Gustaf Kossinna zupełnie puszcza wodze fantazji, widząc w strabonowym „Mugilones” wyraz „Ailuaikonas” lub „Alugiaonas”, które równie fantastycznie łączy z plemieniem „Elvecones” (pol. Helwekoni). Much uważa zaś, że nazwa pochodzi od niemieckiego słowa „Die Mächtigen” (pol. potężny) związanym z czasownikiem „mögen” (pol. chcieć, lubić).*** Wszystkie te nonsensowne i mocno naciągane zabiegi służą jednemu celowi: nie dopuszczać do myśli, że nazwa plemienia z I wieku n.e., mimo swojego oczywistego brzmienia, może być słowiańska. Dlatego łatwy w odczytaniu i interpretacji wyraz maksymalnie jest zniekształcany i komplikowany przez niemieckich badaczy. Na ich tle pozytywnie wyróżnia się wspomniany Jacob Grimm.

    Choć wspomniani polscy naukowcy łączą plemię Mogilan głównie z terenami nad rzeką Łabą, warto odnotować, że lud ten mógł być związany z polskim miastem Mogilno, położonym w woj. kujawsko-pomorskim. Miasto te pochwalić się może bardzo starym rodowodem. We wczesnym średniowieczu było ono jednym z głównych grodów pogranicza wielkopolsko-kujawskiego, jeszcze zanim ukształtowało się państwo polskie.

    Svarines

    Publiusz Korneliusz Tacyt w swej „Księdze o pochodzeniu i siedzibach Germanów” (łac. „De Origine et situ Germanorum”) wymienia plemię o nazwie „Svarines”. [15] W zależności od kopii rękopisów, plemię te występuje pod następującymi nazwami: Svarines, Suarines, Svardones, Suardones, Suarmes, Svarmes, Smarines. Przy czym pamiętać należy, że w łacinie „v” tożsame jest z literą „u” – stąd poprawność obu form: zarówno „Svarines”, jak i „Suarines”. Bez łacińskiej końcówki „-es”,**** pojawia się typowo słowiańska nazwa „Svarin”. Dawne źródła podają, że Svarinowie (Swarynowie, Swarzynowie) mieszkali gdzieś między Łabą, a Bałtykiem. Nazwa plemienna pochodzi najprawdopodobniej od nazwy grodu. Starożytny Svarin to prawdopodobnie Swarzyn – dzisiejszy Schwerin – stolica niemieckiego kraju związkowego Meklemburgii-Pomorza Przedniego. Schwerin położony jest dokładnie między Łabą, a Bałtykiem. Gród ten w średniowieczu stanowił silną siedzibę słowiańskich Obodrytów, opierających się dość długo chrystianizacji i niemieckiemu podbojowi. Dziś na górnej elewacji zamku w Schwerinie stoi pomnik księcia Niklota – obodrzyckiego władcy, od którego wywodzi się dynastia zniemczonych książąt meklemburskich, panujących w Meklemburgii aż do 1918 r.

    Co ciekawe – w średniowieczu, gdy już nikt nie ma wątpliwości, że na terenach Połabia mieszkali Słowianie, nazwa grodu pojawia się pod niemal identycznymi postaciami jak w księdze Tacyta: Zuarin (1018 r.), Zuerin, Zwerin (1160 r.), Zvarin (1174 r.). Od XV wieku nazwa miasta brzmiała „Swerin” i używana jest ona do dziś w lokalnym meklemburskim dialekcie języka niemieckiego. Dopiero od XVI wieku używana jest współczesna oficjalna nazwa „Schwerin”, funkcjonująca w urzędowym języku niemieckim. [16]

    Pomimo, iż wśród niemieckich naukowców pojawiały się absurdalne interpretacje tej nazwy wywodzące ją rzekomo od starogermańskiego wyrazu „swaran” (pol. bronić) pokrewne z niemieckim „schwören” (pol. przysięgać), to jednak większość badaczy uznaje pochodzenie nazwy miasta od połabskiego słowa „zvěŕ” (pol. zwierz) lub „zvěŕin” (pol. zwierzyniec). Rekonstruowana polska nazwa miasta Schwerin to oprócz Swarzyna, również Zwierzyn lub Skwarzyn.

    Niektórzy językoznawcy wywodzili nazwę „Svarin” od słowiańskiego bóstwa Swaroga, co jednak nie znalazło szerszego uznania. [16] Jedna z niemieckich interpretacji wspomina, iż „Suarines” to w rzeczywistości „Su-varines” łącząc tą nazwę z innym, rzekomo niemieckim plemieniem znanym ze starożytności – Warynami (łac. Varini). [17] Ta koncepcja również wydaje się naciągana w porównaniu do najbardziej jasnej, pozbawionej fantastycznych kombinacji koncepcji o słowiańskim rodowodzie starożytnej nazwy „Svarines”.

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/03.png?w=584
    Rys. 3: Suarines – Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen. [17]

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/04.jpg?w=584
    Rys. 4: Pomnik słowiańskiego księcia Obodrytów Niklota na elewacji zamku w Schwerinie
    (źródło: Wikipedia, autor: Witold Muratow).

    Silingowie a Ślężanie

    Silingowie to plemię powszechnie uznawane w nauce za Germanów. Stanowili część większego ludu, zwanego Wandalami. Większość naukowców uznaje, że w starożytności zamieszkiwali obszar Dolnego Śląska, choć są opinie że mieszkali na Łużycach. W V wieku wraz z innym odłamem Wandalów tj. z plemieniem Hasdingów wyruszyli w wędrówkę ludów. Ludy te w swym marszu przez Europę w roku 406 przekroczyły Ren i weszły na teren Cesarstwa Rzymskiego. Najpierw plądrowały Galię, potem weszły na teren Hiszpanii, gdzie z innymi plemionami – Swebami, Alanami i Herulami utworzyły swoje królestwa. Z Półwyspu Iberyjskiego w liczbie około 80.000 osób Wandalowie, w tym i Silingowie, oraz Alanowie przeprawili się przez Cieśninę Gibraltarską do Afryki Północnej. Tam po zdobyciu Kartaginy utworzyli w 439 r. istniejące do 534 r. państwo Wandalów i Alanów.

    Naukowcy związani z allochtonistyczną teorią pochodzenia Słowian, nie są pewni czy wszyscy Silingowie opuścili Śląsk. Większość podejrzewa jednak, że nie. Są głosy, według mnie słuszne, że nigdy dany lud nie opuszcza swych ziem w całości. Zawsze jakaś jego część pozostaje w ojczyźnie.

    Abstrahując od oficjalnej wersji na temat Silingów, nikt natomiast nie ma wątpliwości, że od VI wieku Śląsk, jak i pozostałe ziemie polskie zamieszkują Słowianie. Nikt nie ma wątpliwości, że wspominani przez średniowiecznych kronikarzy Ślężanie z terenu Śląska są Słowianami. Plemię te zawdzięcza swą nazwę najprawdopodobniej górze Ślęży, położonej w pobliżu miasteczka Sobótka, na południe od Wrocławia. Jak wykazały badania, Ślęża była znaczącym ośrodkiem kultu pogańskiego już od czasów epoki brązu do momentu chrystianizacji.

    Niektórzy historycy utożsamiają „germańskie” plemię Silingów właśnie ze słowiańskim plemieniem Ślężan. Inni przeczą tej koncepcji. W próbie odkrycia tej zagadki zajrzeć należy do źródła, które jako pierwsze wspomina o starożytnych Silingach. Źródłem tym jest „Geografia”(starogr. Geographike Hyphegesis) Klaudiusza Ptolemeusza. Autor – słynny historyk, astronom i matematyk greckiego pochodzenia żył w II w. n.e. i jako pierwszy wymienił nazwę interesującego nas plemienia. We wspomnianym swoim dziele pisze on tak:

    „Poniżej Semnonów mieszkają Silingowie, poniżej Burgundów Lugowie Omanowie i Lugowie Didunowie aż do gór Asciburgius; a poniżej Silingów Kalukoni po obu stronach rzeki Albis, poniżej tych Cheruskowie i Kamawowie aż do góry Melibocus, od której na wschód blisko rzeki Albis Bohemowie, ponad nimi Bateinowie i poniżej gór Asciburgius Korkontowie i Lugowie Burowie aż do źródeł rzeki Wisły. Za tymi pierwsi są Sidonowie, potem Kognowie, potem Wisburgiowie powyżej Lasu Hercyńskiego”.

    Pomimo tego tłumaczenia warto zwrócić uwagę na fragment oryginału pisanego po grecku:

    „Πάλιν ὑπὸ μὲν τοὺς Σέμνονας οἰκοῦσι Σιλίγγαι, ὑπὸ δὲ τοὺς Βουργούντας Λοῦγοι οἱ Ὀμανοὶ, ὑφ᾽ οὓς Λοῦγοι οἱ Διδοῦνοι μέχρι τοῦ Ἀσκιβουργίου ὂρους; ὑπὸ δὲ τοὺς Σιλίγγας Καλούκωνες ἐφ᾽ ἑκάτερα τοῦ Ἅλβιος ποταμοῦ, ὑφ᾽ οὓς Χαιρουσκοὶ καὶ Καμαυοὶ μέχρι τοῦ Μηλιβόκου ὄρους, ῳν πρὸς ἀνατολὰς περὶ τὸν Ἄλβιν ποταμὸν Βαινοχαῖμαι, ὑπὲρ οὓς Βατεινοὶ, καὶ ἔτι ὑπὲρ τούτουσς ὑπὸ τῷ ἀσκιβουργίῳ ὄπει Κορκοντοὶ καὶ Λοῦγοι οἱ Βοῦροι μέχρι τῆς κεφαλῆς τοῦ Οὐιστούλα ποταμοῦ· ὑπὸ δὲ τούτους πρῶτοι Σίδωνες, εὶτα Κῶγνοι, εὶτα Οὐισβούργιοι ὑπὲρ τὸν Ὀρκύνιον Δρυμόν”. [18]

    W greckim zapisie istotna jest nazwa plemienia „Silingów” napisana przez Klaudiusza Ptolemeusza. Jak wynika z tekstu, po grecku brzmi ona „Σιλίγγαι”. Odzwierciedlając jej dokładny literalny zapis na alfabet łaciński ma on postać „Siliggai”, a nie „Silingae” czy „Silingi” jak brzmią późniejsze łacińskie wersje. W zapisie tym zastanawia podwójne użycie greckiej litery „g” („γ”). Być może jest to bez znaczenia, a być może wstawienie do wyrazu dwóch liter „g” przez Ptolemeusza ma jakiś cel. Przyjmując pogląd, że użycie dwóch liter nie było przypadkowe, można domniemywać, że autor tym sposobem chciał stworzyć nową zgłoskę – najprawdopodobniej nieznaną w języku greckim. Zapewne taką, jaką wymawiali członkowie tegoż plemienia lub pokrewni im sąsiedzi. Uznając teorię o pokrewieństwie Silingów i Ślężan, oczywiste staje się, że chodzi o zgłoskę „ż”. W języku polskim „g” jest zamienne z „ż” np. noga – nożna; droga – dróżka; ja mogę – ty możesz itd. W innych językach indoeuropejskich np. w języku łacińskim, a także włoskim „g” w połączeniu z „i” czytane jest zazwyczaj jako „dź” lub „dzi”. W języku francuskim zazwyczaj czytane jest jako „ż”, a w angielskim jako „dż”. Wstawiając zatem w miejsce ptolemeuszowego „gg” wspomnianą zgłoskę „ż” pojawia się słowo „Siliżai”.

    Wybiegając nieco do przodu, załóżmy że Ptolemeusz słyszał słowiańską nazwę „Ślężan”. Zastanówmy się tym samym, jak mógł ją zapisać mając do dyspozycji greckie litery, które nie za bardzo mogły oddać brzmienia słowiańskich zgłosek. Autor musiał zatem tworzyć nowe zgłoski używając znane mu, greckie litery. Zatem „ż” mógł zapisać używając podwójnej litery „g” („γγ”). Zamiast nieznanego w greckim „ś” mógł użyć jedynie logicznego i możliwego zapisu tej zgłoski w postaci „si” („Σι”). Gdyby w miejsce „gg” wstawić „ż”, a w miejsce „si” wstawić „ś”, to wyjdzie wyraz „Śliżai”. Jakby nie spojrzeć na tę nazwę, to bez wątpienia brzmi ona już silnie słowiańsko i do złudzenia kojarzy się z nazwą wspomnianej góry – „Ślęża”. Niewiele różni się też od nazwy własnej „Ślężanie”. Wówczas germańscy „Silingowie” konsekwentnie przekształcają się w słowiańskich „Ślężan”. A gdyby jeszcze dodać w środek tegoż słowa literę „n”, która pojawia się w późniejszych tekstach łacińskich, to brzmienie nazwy plemienia byłoby już niemal zupełnie bliskie słowiańskiemu oryginałowi: „Ślinżai”. Bez ostatniej litery „i”, którą Grecy często dodawali do nazw własnych, mielibyśmy „Ślinża”. Teraz ta nazwa bez wątpienia mało przypomina jakikolwiek język germański. W zasadzie w ogóle go nie przypomina. Brzmi niemal identycznie jak słowiańska „Ślęża”. Co istotne – we współczesnym dialekcie śląskim języka polskiego góra Ślęża określana jest jako „Ślynża”. [19] Brzmi niemal identycznie jak ptolemeuszowa „Ślinża”.

    Jak głosi dominująca allochtonistyczna teoria: germańskie plemię Silingów zamieszkujące w starożytności współczesny polski Śląsk ustąpiło miejsca średniowiecznemu słowiańskiemu plemieniu Ślężan. Z powyższego językowego wywodu wynika zaś wniosek zupełnie inny: rzekomi germańscy „Silingowie” to w istocie to samo plemię, co słowiańscy „Ślężanie”. Ostatnie badania nowoczesnych dziedzin nauki, o których bez ustanku wspominam w swoich artykułach, zdają się potwierdzać tę tezę.

    Na jej dodatkowe poparcie, pragnę zwrócić uwagę, iż w łacińskich zapisach z czasów średniowiecza, na określenie „Śląska” pojawia się nazwa „Silesia”. Na określenie góry Ślęży zaś: Silencia, Silentia, później Slezie. [20] W tych przypadkach łacińskojęzyczni kronikarze, słowiańską głoskę „Ś” zapisywali głównie jako „Si”. Dokonali identycznego manewru, jakiego według mnie dokonał Klaudiusz Ptolemeusz. W nazwie „Silencia”, „Silentia” końcowe „ża” (Ślę-ża) zapisano jako „cia” lub „tia”. W zapisie Ptolemeusza „ża” to „gga” czytane prawdopodobnie właśnie jako „ża” (gg = ż).*****

    Uprzedzając argumenty, że w II wieku n.e., a więc kiedy Ptolemeusz zapisał nazwę własną „Siliggai”, słowiańskie głoski „ś” i „ż” mogły nie istnieć, odpowiadam, iż tak naprawdę nie wiadomo kiedy jakie głoski w językach słowiańskich, w tym także w języku polskim, wykształciły się. Obecne teorie językowe oparte są na bardzo kruchych podstawach i należy do nich podchodzić z dystansem. Nierzadko opierają się one na wykładni historycznej dokonanej przez naukowców innych dziedzin nauki. Zasadnie przy tej okazji jest zacytować Zbigniewa Babika, który w swym obszernym słowniku „Najstarsza warstwa nazewnicza na ziemiach polskich” tłumaczy germańskie pochodzenie końcówek nazw rzecznych „-awa” rzekomo bezsprzecznie udowodnionym germańskim osadnictwem na ziemiach zachodniej Słowiańszczyzny:

    Objaśnienie to można rozciągnąć na większość innych, występujących w zwartym zasięgu geograficznym nazw rzecznych na -ava, zwłaszcza jeśli występują one na terytorium zasiedlonym w przeszłości przez rozmaite plemiona germańskie (co w większości wypadków można dość pewnie zweryfikować drogą analizy starożytnych źródeł pisanych, por. Godłowski 1985; Strzelczyk 1992 dla ziem polskich). [21]

    Niestety dla tłumaczeń Babika, żadne germańskie zasiedlenie ziem słowiańskich w starożytności nie jest udowodnione. Nie potwierdzają je ani źródła pisane – o czym sam wspominałem, ani wykopaliska archeologiczne, a w świetle ostatnich rewelacyjnych odkryć, należy je coraz silniej kwestionować.******

    Co do końcówki „-awa”, to wśród językoznawców już od dawna nie istniała w tej konkretnej sprawie jednolitość stanowisk. Samą koncepcję germańskiego pochodzenia tego elementu szczególnie zaciekle zwalczał m.in. prof. Mikołaj Rudnicki. Niniejszy przykład jest tylko jednym z wielu, gdy językoznawstwo opiera swoje teorie na koncepcjach zaczerpniętych z innych dziedzin nauki, głównie z archeologii, a zwłaszcza z jej jednostronnych interpretacji. Należy zatem mieć dystans do niezależności ideologicznej wielu językoznawców i ich teorii. Poglądy o istnieniu lub nieistnieniu danej głoski w językach słowiańskich w danym okresie czasowym są tylko poglądami, a nie wyrocznią. Są tezami nierzadko poddanymi ideologicznym wpływom, w tym zwłaszcza mało obiektywnej nauki niemieckiej.

    Zresztą, gdyby nawet odrzucić koncepcję o tym, że ptolemeuszowe „gg” oznaczało zgłoskę „ż”, to brzmienie zapisu Ptolemeusza miałoby postać „Śligga”, co dawałoby łacińskie „Ślinga” („Ślęga”). Zatem również miałoby brzmienie słowiańskie, tym bardziej, iż niektórzy językoznawcy wywodzą nazwę góry od słowiańskiego słowa „ślęg” oznaczającego „wilgoć”. [22] I w tym przypadku zasadne jest przyjęcie, że nazwa góry Ślęża ma słowiański rodowód, a idąc tym tropem – pochodzenie nazwy plemiennej „Silingowie” („Ślingowie”, „Ślęgowie, „Ślęganie”) również jest słowiańskie. Poza wspomnianym prof. Rudnickim za słowiańską etymologią góry Ślęży i rzeki Ślęzy (w przeszłości obie nazwy brzmiały tak samo) opowiadał się również prof. Stanisław Rospond. Jego zdaniem najstarsze zapisy nazwy dzielnicy w formie „Slesia”, „Slezia”, „Zlesensis”, jakie spotyka się w dokumentach z XII i XIII wieku, wskazują na ich pochodzenie od wspomnianego wyrazu „ślęg” (wilgoć). Ponadto Rospond słusznie podkreśla, że od nazwy „Ślęża” powstała nazwa plemienia „Ślężanie” według częstego w językach słowiańskich typu słowotwórczego. [22] Wobec tych faktów, próba wywodzenia rdzenia „Sil-”, jak to czynią niektórzy badacze, od bliżej niesprecyzowanego indoeuropejskiego (być może italskiego) wyrazu jest także mało przekonująca. [23] Wywodzenie nazwy góry od plemienia Silingów, jak to czynią liczni niemieccy badacze, przeczy powszechnej praktyce pochodzenia nazw plemiennych od nazw toponimów – gór, rzek, a nawet osad i grodów. Nazwa Silingów powstała, zgodnie z powszechnymi zasadami, od toponimu Ślęży i miała słowiański źródłosłów. To samo tyczy się nazwy plemiennej Ślężan, których nazwę należy utożsamiać z nazwą plemienną Silingów. Obie nazwy są sobie bowiem tożsame i mają tę samą etymologię. Tyle, że jedna występuje w starożytności, a druga w średniowieczu. Wbrew pozorom, nie różnią się one jednak znacznie.

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/05.jpg?w=584
    Rys. 5: Góra Ślęża (źródło: Wikipedia, autor: Adam Dziura).

    W temacie nazwy Silingów uwagę zwraca bardzo podobna nazwa plemienia bez wątpienia słowiańskiego, zamieszkującego w średniowieczu grecki Peloponez. Plemieniem tym są Milingowie (gr. Μιληγγοί – transliteracja: Miliggoi). Późniejsze zapisy brzmią „Μελίγγοι” (transl. Meliggoi). Większość językoznawców nie ma wątpliwości, że nazwa ta ma słowiański źródłosłów. Lingwiści twierdzą, że nawiązuje ona do innego słowiańskiego plemienia, znanego z Europy Środkowej – do Milczan (łac. Milzani). Uznając ten pogląd za słuszny, podwójne greckie „gg” („γγ”) byłoby odpowiednikiem „z” lub „cz”. Bez względu jednak na interpretację nazwa „Siliggai” oraz „Miliggoi” są sobie bardzo bliskie w zapisie. Druga wskazuje bez wątpienia plemię słowiańskie, pierwsza w odniesieniu do przedstawionych argumentów również dotyczyć może plemienia słowiańskiego. I w moim przekonaniu dotyczy. Pomijając wywody językowe, pozostałe argumenty wskazują na słowiańskie pochodzenie plemienia Silingów i na jego bezpośredni związek ze średniowiecznymi Ślężanami.

    https://skribh.files.wordpress.com/2016/04/01a.jpg?w=584
    Rys. 6: Milingowie – Słownik starożytności słowiańskich. [26]

    Zakończenie

    Przedstawiona powyżej interpretacja pochodzenia nazwy Silingów pokazuje, że z nazwą starożytnego, rzekomo germańskiego plemienia mamy do czynienia w średniowieczu, tyle że pod podobną, lecz nieco inną postacią: Ślężanie, Sleenzane, Zleznensi, Silensii, Slesiensi, Slesie, Zlesie, Silesiae, Silesia itp. [24] Thietmar z Merseburga wspomina o „pago Silensi” (pol. kraju śląskim; kraju Ślężan). Wyraz „Silensi” jest bardzo podobny do wyrazu „Silingi”, co dodatkowo pozwala łączyć oba, rzekomo odrębne germańskie i słowiańskie, plemiona. Można wręcz mówić o kontynuacji jednej i tej samej nazwy, zapisanej w źródłach pod nieco odmiennymi postaciami.

    Zjawisko występowania tych samych nazw plemiennych na tych samych terytoriach Słowiańszczyzny zarówno w starożytności jak i w średniowieczu nie ogranicza się tylko i wyłącznie do Silingów / Ślężan czy do Svarines / Swarynów. Mamy z nim do czynienia o wiele częściej. Miałem już okazję pisać o kontynuacji nazw starożytnych Wandalów i Wenedów z nazwami średniowiecznych, a także nowożytnych słowiańskich Wandalów oraz Wendów / Winidów. [25] Osobnego opisu warto byłoby się podjąć w przypadku pozostałych plemion, których nazwy znane są zarówno ze starożytności jak i ze średniowiecza. Coraz więcej faktów przemawia za tym, że liczne starożytne germańskie plemiona to w istocie ta sama ludność, co średniowieczne plemiona słowiańskie. Wystarczy wspomnieć choćby o germańskich Warynach (łac. Varini) i średniowiecznych Warnach – ich słowiańskich odpowiednikach czy choćby o starożytnych germańskich Glommas i ich prawdopodobnych średniowiecznych, słowiańskich potomkach – Glomitach.

    Warto zajrzeć do tomów Wilhelma Bogusławskiego i zaznajomić się z jego koncepcjami na temat łączenia starożytnych plemion z plemionami średniowiecznych Słowian. Warto poszukać tych informacji również u innych dawnych autorów odważnie łączących starożytnych Germanów ze średniowiecznymi Słowianami. Warto to robić, gdyż wiele wskazuje na to, że takie łączenie niebawem stanie się koniecznością wymuszoną przez naukę.

    Adrian Leszczyński
    aleszczynski@interia.pl

    PRZYPISY:

    [1] – Andrew Curry, Slaughter at the bridge: Uncovering a colossal Bronze Age battle, Sciencemag 24.03.2016: http://www.sciencemag.org/…/slaughter-bridge-uncovering-col…
    – Wojciech Pastuszka, Nowe wieści o prehistorycznej bitwie nad Bałtykiem, Archeowieści 29.03.2016: http://archeowiesci.pl/…/nowe-wiesci-o-prehistorycznej-bit…/

    [2] – Anna Juras, Mirosława Dabert, Jakub Z. Kosicki, Janusz Piontek z zespołem, Ancient DNA Reveals Matrilineal Continuity in Present-Day Poland over the Last Two Millennia, Plos One 22.10.2014: http://journals.plos.org/plosone/article…
    – Wojciech Pastuszka, Nowe badania genetyczne dawnych mieszkańców naszych ziem, Archeowieści 24.10.2014: http://archeowiesci.pl/…/nowe-badania-genetyczne-dawnych-m…/

    [3] – Anna Juras, Praca doktorska: Etnogeneza Słowian w świetle badań kopalnego DNA, Poznań 2012: https://repozytorium.amu.edu.pl/…/Anna%20Juras%20Praca%20do…

    [4] – Polskie Radio, artykuł i audycja – rozmowa z prof. T. Grzybowskim: http://www.polskieradio.pl/…/823726,Slowianie-byli-tu-zawsz…
    – Ludwika Tomala, Przodkowie Słowian mogli być w Europie 4 tys. lat temu, PAP Nauka w Polsce 28.01.2013: http://naukawpolsce.pap.pl/…/news,393854,przodkowie-slowian…
    – Marta Mielnik-Sikorska, Patrycja Daca, Tomasz Grzybowski z zespołem, The History of Slavs Inferred from Complete Mitochondrial Genome Sequences, Plos One 14.01.2013: http://journals.plos.org/plosone/article…

    [5] – patrz artykuły Adriana Leszczyńskiego, Taraka: http://www.taraka.pl/spis.php?aut=436

    [6] – Wilhelm Bogusławski, Słowianie Zachodni. Dzieje obyczaje wierzenia (komplet w 14-tu częściach):
    http://ksiegarnia-armoryka.pl/Slowianie_Zachodni_Dzieje_oby…

    [7] – Konstanty Moes-Oskragiełło, Jarstwo i wełniarstwo w dziejach Słowiańszczyzny, Warszawa 1888 r., s. 10.

    [8] – tamże, s. 18.

    [9] – Strabon, Geografia (Geographica hypomnemata), księga 7, rozdział 1 – tekst w j. angielskim: http://penelope.uchicago.edu/…/E/Rom…/Texts/Strabo/home.html

    [10] – Wilhelm Bogusławski, Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej do połowy XIII w., Księga 1, Słowiańszczyzna północno-zachodnia od I do VI w. po Chrystusie, Poznań 1857 r., s. 56,57 – wersja internetowa: http://archive.org/…/dz…/dzielesowiaszczy01boguuoft_djvu.txt

    [11] – Wikipedia (niem.): https://de.wikipedia.org/wiki/M%C3%BCgeln#Geschichte

    [12] – Jerzy Nalepa, Mugilones [w:] Słownik Starożytności Słowiańskich, t. III, Wrocław 1967 r., s. 327.;
    – Jerzy Nalepa, Mogilanie – prasłowiańskie plemię nad Łabą w czasach Chrystusa: (Mugilones, Strabo, Geographica), Poznań, Slavia Occidentalis 2006 r.

    [13] – Słownik starożytności słowiańskich: encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych do schyłku wieku XII. T. 3, L-O. Cz. 1, L-M / red. Władysław Kowalenko, Gerard Labuda, Zdzisław Stieber; Komitet Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1967 r., s. 327.

    [14] – Moritz Schönfeld, Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen, Heidelberg 1911 r., s. 169: http://ia801409.us.archive.org/…/w…/wrterbuchderal00scho.pdf

    [15] – Publiusz Korneliusz Tacyt, Księga o pochodzeniu i siedzibach Germanów, część 40.: http://www.traditio-europae.org/…/P._Korneliusz_Tacyt_Ksieg…

    [16] – Wikipedia (niem.): https://de.wikipedia.org/wiki/Schwerin#Name

    [17] – Moritz Schönfeld, Wörterbuch der Altgermanischen Personen- und Völkernamen, Heidelberg 1911 r., s. 211, 212: http://ia801409.us.archive.org/…/w…/wrterbuchderal00scho.pdf

    [18] – Wikipedia (pol.): https://pl.wikipedia.org/wiki/Silingowie…

    [19] – Wikipedia (język/dialekt śląski): https://szl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Alyn%C5%BCa

    [20] – Wikipedia (pol.): https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Al%C4%99%C5%BCa…

    [21] – Zbigniew Babik, Najstarsza warstwa nazewnicza na ziemiach polskich, Kraków, Universitas 2001 r., s. 55.

    [22] – Izabela Winiarska, Dialekt śląski wczoraj i dziś – Pochodzenie nazwy Śląsk, Gwary Polskie: http://www.gwarypolskie.uw.edu.pl/index.php…
    – Wikipedia (pol.), Pochodzenie nazwy Śląsk: https://pl.wikipedia.org/…/Pochodzenie_nazwy_%C5%9Al%C4%85sk

    [23] – Wikipedia (pol.), Śląsk – Toponimia: https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%9Al%C4%85sk#Toponimia

    [24] – nazwy zarówno plemienia Ślężan, jak i ich ziemi – Śląska.

    [25] – patrz artykuły: Adrian Leszczyński, Wenedowie Wandalowie i Słowianie, Taraka 24.05.2014: http://www.taraka.pl/wenedowie_wandalowie_slowianie
    oraz Adrian Leszczyński, Źródła pisane o pochodzeniu Słowian i Polaków, Taraka 23.02.2015: http://www.taraka.pl/zrodla_pisane_o_pochodzeniu

    [26] – Słownik starożytności słowiańskich: encyklopedyczny zarys kultury Słowian od czasów najdawniejszych do schyłku wieku XII. T. 3, L-O. Cz. 1, L-M / red. Władysław Kowalenko, Gerard Labuda, Zdzisław Stieber; Komitet Słowianoznawstwa Polskiej Akademii Nauk, Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich 1967 r., s. 259.

  4. Nie mam odpowiedniej wiedzy, aby brać udział w dyskusji, ale chciałbym przynajmniej podziękować zarówno autorom tego bloga, jak i dyskutantom – bo w końcu, jak widać, sam wpis to często tylko część ciekawych treści – za zaangażowanie i ciężką pracę włożoną w dzielenie się wiedzą dot. Słowian i ich sąsiadów oraz za wykazywanie nikczemności polityki historycznej Niemiec. Dziękuję także przeciwnikom, bez których te dyskusje nie byłyby tak zażarte i ciekawe, przy okazji wyrażając podziw dla ich wręcz fenomenalnego uporu ;). Czekam również na podręcznik, o którym była mowa na tym blogu, który mnie, jak i pewnie wielu innym zainteresowanym tematem swoich przodków, uporządkowałby fakty na temat państwa Lechickiego – mnie np. przede wszystkim zależy na odpowiedniej chronologii, bo nie będąc specjalistą i nie siedząc tak bardzo w historii, jak Państwo, ciężko mi logicznie połączyć pewnie wydarzenia w jedną całość – np. raz jest coś o 5 tyś. pne., potem o 1,5 tyś. pne, potem coś o konflikcie z Rzymem itd. Jeszcze raz dziękuję, życzę dalszych sukcesów i pozdrawiam.

  5. Szambo wybiło!
    Jakoś naiwnie przez ten cały czas wierzyłem, że nie będzie się Pan zbytnio obnosił z poglądami politycznymi (w końcu każdy jakieś ma). No trudno!

    Ten wpis wprawił mnie w dobry humor, bo jest tu wszystko to, czego oczekuje się po pseudonauce. Zaiste wręcz „książkowy” przykład tego jak działają te fantazmaty! Otóż w pewnym momencie, kiedy zaczyna się coraz bardziej drążyć w tych „pseudo-założeniach”, dochodzi się do momentu w którym koniecznym staje się wysnucie jakiejś teorii spiskowej. Oto i mamy, Niemców to wina! Oni za to płacą żeby nasi (większość to Żydzi!) profesorowie kłamali! Panie Web, przyznam się Panu do czegoś, wczoraj zapukała do moich drzwi Pani Merkel oraz arcybiskup Nycz. Nie uwierzy Pan, że wcisnęli mi walizkę pełną EUR bylebym tylko zataił „Prawdę-o-Wielkiej-Lechii”. Co począć było, siedzę tu i walczę o dobre imię Niemców! 😉

    Ale do rzeczy! Wpis zaczyna się zdjęciem starych wydań DAZ z 1939r. – oczywiście pisane gotykiem żeby nie było niedomówień o czym jest ten tekst. W końcu już grafika musi mówić kogo trzeba bić.

    Później przechodzimy od meritum czyli właściwie kopii jakiegoś randomowego bloga z internetów. Panie Web, czy zadał Pan sobie chociaż trud przeczytania tego niespójnego teksu, czy może opierał się Pan tylko na przyciągającym nagłówku? Wiadomo Panu, kto jest autorem? Bo jak dla mnie facet który opisuje się wierszykiem Jonasa Kofty (znowu Żydzi!) nie jest w żaden sposób godny zaufania. No ale trudno, takie „źródło” Pan wybrał, ale co my w nim mamy?

    „Po polskiej stronie do owego nacjonalistycznego „kulturoznawstwa” archeologicznego włączył się ze znakiem przeciwnym, uczeń Kossinny, J. Kostrzewski. Dominująca w polskiej archeologii okresu PRL szkoła jego następców konsekwentnie próbowała dowieść pochodzenia Słowian na ziemiach polskich od ludności kultury łużyckiej.”

    Panie Web, czy Pan to widzi? Czy Pan to czytał? Oto „facet opisany wierszykiem” pisze, że Kostrzewski jest ze szkoły Kossinny! Co więcej, że to szkoła PRLowska łączyła Słowian z k.Łużycką w kontrze do badań Niemców. Czyżby zatem teoria autochtoniczna nie różniła się od Kossinnowskiej? PRL próbuje stworzyć własną opowieść o przeszłości opierając się na Niemieckim modelu. Teoria autochtoniczna na podstawowym poziomie rozwiązywania problemów nie różni się niczym od Kossinnizmu.

    „…podpiera tezami austriackiego historyka średniowiecza Waltera Pohla. Po dojściu neofaszystowskiej Partii Wolnościowej Jörga Heidera do rządu w Austrii W. Pohl od 2002 r. reprezentował Austrię w Komitecie na rzecz Humanistyki Europejskiej Fundacji Naukowej,”

    Ech… kolejny dowód na to że „Pan do wierszyków” jest ciężko niedoinformowany. Walter Pohl jest bardzo dobrym badaczem, a jego udział w ESF jest niepodważalny. Ale gdzie tu jest problem? Otóż ESF jest organizacją „niezależną, pozarządową oraz non-profit”, śmieszna sprawa – rząd nie ma wpływu na to kto tam zasiada i jak działa. Zatem ten kretyński argument o jego niby-związku z neofaszystami jest wyssany z palca. To tak jakby powiedzieć że Henryk Sienkiewicz to miłośnik Caratu bo dostał Nobla w 1905. Bez sensu, czyż nie?

    „..dlatego w najlepszym razie album ten można włożyć między literaturę komercyjną, a nie historyczną. W gorszym – jest to po prostu publikacja na zapotrzebowanie polityczne: 1 maja 2004 r. za poparciem Niemiec Polska weszła do Unii Europejskiej.”

    Album z wystawy był literaturą komercyjną nie historyczną? A czy jest mi Pan w stanie wskazać jakąś książkę której się nie sprzedaję? No chyba że katalog był darmowy (ale to tym bardziej pogrąża autora tych bredni). „Publikacja na zapotrzebowanie polityczne” – ach jaka piękna nowomowa! Aż zapachniało dobrą starą komuną (że też jej nie pamiętam…). No i ten koronny argument że wejście do Unii było za poparciem Niemiec, tutaj Panie Web powinna się Panu zapalić jakaś lampeczka. Autor tego tekstu jednak miał chyba nie równo pod sufitem łącząc wejście do Unii z katalogiem z wystawy z Lublina. Czapki z głów!

    „zacząłem się zastanawiać, czy tylko jedna strona ma prawo do stronniczego odczytywania źródeł archeologicznych? Dlaczego ma być propagowany tylko pogląd, że to germańscy przybysze tworzyli podstawową masę ludności przyszłych ziem polskich? „

    Oczywiście że nie! Autochtoniści też mogą stronniczo odczytywać źródła archeologiczne! Również mogą propagować swoje poglądy! Dlaczego nie! Na pohybel faktom! [Pytam Panie Web, czy wyszukuje Pan w internetach tylko największych wariatów? Czasem zastanawiam się, czy nie jest Pan aby po stronie allo, bo ośmieszył Pan już całkiem duża grupę pseudonaukowców]

    Pańskiego zakończenia o repatriacji i wysiedleniu nie będę komentował bo historia najnowsza to nie moja bajka. Nie wiem tylko czy zastanawiał się Pan nad problemem „repatriacji” kresowiaków? Niech mi Pan powie, jak do diabła ci ludzie mogli ponownie otrzymać ojczyznę (re-patria) skoro z ich własnej ich przesiedlono? Jaka to była „ojczyzna”? Wolę być mniejszością na ziemi którą uprawiali moi przodkowie od wieków, niż przesiedleńcem na tereny łaskawie mi dane przez PRL.

    • Co się Pan tak denerwuje? Proszę jeszcze raz przeczytać uważnie inkryminowany tekst i zastanowić się, czy w końcu nie czas na spójną politykę historyczną Polaków. Niemcy taką prowadzą doskonale. Tylko z tego powodu zwróciłem uwagę na tekst R. Adlera. Z jego rekonstrukcją historii nie do końca zgadzam się. I o co chodzi Panu z Żydami? Ja nie odbieram Kofty jako Żyda, Hindusa czy Hotentota. Po prostu dobrym autorem tekstów był.

    • Pańskiego zakończenia o repatriacji i wysiedleniu nie będę komentował bo historia najnowsza to nie moja bajka. Nie wiem tylko czy zastanawiał się Pan nad problemem „repatriacji” kresowiaków? Niech mi Pan powie, jak do diabła ci ludzie mogli ponownie otrzymać ojczyznę (re-patria) skoro z ich własnej ich przesiedlono? Jaka to była „ojczyzna”? Wolę być mniejszością na ziemi którą uprawiali moi przodkowie od wieków, niż przesiedleńcem na tereny łaskawie mi dane przez PRL.
      A czyje to działanie jak – Nasi Przyjdą znowu i zrobią porządek. Och jaki to argument owej mniejszości która ma 2 mandaty w Sejmie, natomiast skądinąd inna mniejszość za Odrą ani jednego. Ot sprawiedliwość i demokracja, czy nadal nadczłowiek i podczłowiek. Kwestia Tagelmust – kto to jest Niemiec. To zgermanizowany osobnik na prawie Magdeburskim – czyli nadal niewolnik!!!!

    • „Wolę być mniejszością na ziemi którą uprawiali moi przodkowie od wieków, niż przesiedleńcem na tereny łaskawie mi dane przez PRL.”Czym” lub „Kim” uprawiali ziemię twoi przodkowie? „Ogniem i mieczem” czy SŁOWIAŃSKIMI „niewolnikami”? Twierdzisz, że to co robili (być może) twoi przodkowie,ciebie nobilituje, bo posiada większą wartość niźli ta, którą reprezentują „przesiedleńcy”, zmuszeni do wyjazdu w „nieznane”?!. Jak śmiesz to WARTOŚCIOWAĆ! Porównujesz sytuację wyborców i współpracowników adolfa, którzy często byli mordercami z Polakami z kresów dla, których było to uwolnienie od gehenny i twierdzisz, że ty wolisz….?! Raczej twój ojciec czy dziad wolał.., bo wiedział, że żony, córki nie zgwałcą nie zabiją jego i rodziny, liczył, że Polacy „okupanci” tradycyjnie nie będą mściwi, a jeśli ruscy to tradycyjnie chlebem i wódą się przywita. Tak? Nie? Jedni i drudzy zgwałcili, spalili itp.? Tak cię oblepiło, że nie czujesz i nie widzisz nawet fenomenu TEGO MIEJSCA? Udajesz? Przecież wiesz, że TYLKO W TYM MIEJSCU, w Polsce zdrajcy,wszelkiej maści, zaprzańcy, kłamcy, wielcy i mali „knowacze” mogą bezkarnie przez POkolenia, żyć i czerpać śmierdzące profity ze swojej zdrady dla siebie i swoich dzieci. Tuszę, że i ty swój „mały” usłużny wkład pragniesz zostawić, ale uważaj! Wir nadchodzi, niechybnie „Was?” wciągnie..

      • w sumie TAGELMUST ma rację. Ja twierdzę podobnie. Polska nie ma polityki historycznej od kąd przestała istnieć w XVIII wieku. niemcy mają konsekwentnie tą samą. Jeśli nie fałszują to manipulują faktami i ich wersja historii (daleka od prawdy) wygrywa. My Polacy zamiast z nimi polemizować powinniśmy robić dokładnie to samo. nie moze być tak, że „oni” manipulują a my staramy się uczciwie ich korygować, to nieskuteczcne, trzeba zastosować ta sama broń i znaleźć sojuszników. mielismy takiego wilkiego sojusznika na wschodzie, ale on za duzo chciał. Czyli ignorujemy wszelkie wyniki badań pokazujące allochtonizm, nawet z nimi nie polemizujemy tylko publikujemy na podstawie własnych badań opartych na oryginalnych źródłach naszą wersję autochtoniczną, i to trzeba dobrze sprzedać. w którymś momencie będzie konfrontacja, niezależne strony, np Chiny czy USA się wypowiedzą i to moze miec znaczenie. taka moja teoria – prawdziwej polityki historycznej. Skoro niemcy odwołują się do cesarstwa rzymskiego i uwazają siebie za jego spadkobierców to dlaczego my nie mamy być spadkobiercami wszystkiego co było tutaj przez ostatnie tysiaclecia. przecież jesteśmy, tylko nikt o tym nie mówi, dlatego Niemcy mogą twierdzić że to oni tu byli przed nami.

        • Dobrze powiedziane. Oczywiście, że powinniśmy mieć głęboko gdzieś głupoty w które oni wierzą i robić swoje. Poza tym, trzeba niemietów wyśmiać wprost – Jak możecie być równocześnie spadkobiercami Rzymu i barbarzyńskiej Europy??? Spadkobierstwo barbarzyńskiej, czyli wolnej Europy jest nasze, to Polacy/Lechici byli centralną siłą przeciwstawiającą się Rzymowi i to trzeba podkreślać na każdym kroku. Zresztą, to kto jest kontynuacją jakich tradycji bardzo dobrze widać i teraz kiedy główną siła przeciwstawiającą się romajskiemu dyktatowi Brukseli jest nie kto inny jak Polska. Ciągłość tradycji wolnościowych u nas jest aż nazbyt oczywista.

    • Gdyby w tamtych okolicznościach przyszło Panu żyć (np. Wołyń) i tak mocno chcieć pozostać na tej ziemi, od wieków uprawianej przez przodków to nie byłoby pewnie problemu. Z tym że dziś nie mógłby Pan uskuteczniać swych poglądów np. na bloogu u Weba. Nie byłoby już śladu po Panu. Ot i tyle.
      Poza tym owi repatrianci rzeczywiście wcale do ojczyzny nie wracali. Ktoś jednak zadecydował za nas, że granice Polski zostaną przesunięte bez naszej zgody. Pan przecież wie Panie Tagelmust kto w latach 1943 -1945 zadecydował o naszych losach i że nie rozsiewam tu żadnej teorii spiskowej na temat działań i polityki Churchilla, Stalina tudzież tego trzeciego na zdjęciach w pelerynce. Proszę wybaczyć mi za taką także uwagę. Otóż wypada jednak przyjrzeć się wnikliwiej dość specyficznej polityce państwa pruskiego (od 1871 r., po tzw. zjednoczeniu, niemieckiego) wobec polskich dziejów choćby w podejściu do zbiorów archiwalnych i brutalnej likwidacji wielu z nich. Dobrze byłoby zacząć od tych wcale nie tak dawnych. Proszę się pochylić nad działaniami okupacyjnych władz niemieckich w latach 1939-1945 wtedy rzucanie w innych zarzutami szerzenia teorii spiskowych, w domyśle chorobliwych fantasmagorii, zastąpić może głęboka zaduma.
      Pozdrawiam serdecznie

      • Ot powiedziane i trafione w 10-tkę! Tagelmust – teraz lepiej już siedź cicho…;-))
        A teraz o manipulacji zdań kilka: granice w pierwszym tysiącleciu po Chrystusie – między białą plamą (barbarzyńcami) o cesarstwem rzymskim (cywilizacją) mniej więcej są podobne ~~. Jak to się stało, że Niemcy przekonali świat, że w czasach antycznych to oni głównie walczyli z Rzymem (jako barbarzyńcy) a w początkach średniowiecza walczyli już ze Słowianami (jako cywilizacja). Wniosek jaki się nasuwa jest taki, że w ciągu 200 – 300 lat przeprowadzili się na stronę Rzymu porzucając rogatki okopów oraz urodzajne w żelazo i szlak bursztynowy rozległe terytoria i później z tęsknoty za porzuconymi terenami zapragnęli powrotu niosąc pokój i miłość… ogniem i mieczem – np. walcząc wspólnie z Karolem Wielkim ze Słowiańszczyzną (żadnych bitew Teutonów ze Sclavonami, których skutkiem byłyby… wypędzenia, kroniki nie odnotowały).
        Jak nasi historycy mogli kupić takie brednie i kretynizmy i obecnie dalej ich bronić po różnych „salonach” – jest i pozostanie dla mnie zagadką!! Pzdr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *