Goci – naród na królewskie zamówienie

„O pochodzeniu i czynach Gotów” Jordanesa – to świetny przykład opracowania pisanego na zlecenie. Dziś byśmy powiedzieli, że to tekst sponsorowany. Podobnie zresztą, jak nasza kronika Galla Anonima. Oba dziełka miały przede wszystkim wychwalać władców oraz ich ród. I oba dziwnym trafem cieszą się zaufaniem współczesnej nauki.

Galla omawiać nie będę, bo nijak się ma do czasów, o których piszę. Ważniejszy jest dla dziejów głównie omawianych na naszym blogu Jornandes, zwyczajowo zwany Jordanesem. Kronikarz z czasów schyłku Cesarstwa Rzymskiego streścił pracę innego pochlebcy władców – Kasjodora. Jego 12-tomowe dzieło miało zaginąć, a opowiadało o historii Gotów, a właściwie Getów. Sam Kasjodor zrobił karierę na dworze Teodoryka Wielkiego, wygłaszając mowę pochwalną na jego cześć. Władca, pochodzący z gockiego rodu Amalów, awansował pochlebcę na urząd kwestora, zapewniając mu dostatni żywot. Między 523 a 533 r. n.e. Kasjodor odwdzięczył się i stworzył swoją wizję historii, wychwalającą ród Teodoryka.

Skąd ci Goci?

Pytanie jest jak najbardziej zasadne, ponieważ oryginalny tytuł napisanej po łacinie pracy Jordanesa to „Getica”, czyli getycka (opowieść), a nie gocka czy gotycka. Różnica nie polega wyłącznie na zamianie literki „e” na „o”. Jest znacznie poważniejsza, bowiem Getami starożytni Grecy i Rzymianie określali graniczących z nimi Słowian, łącząc ich słusznie z Trakami. Ten naród, nazywany również Dakami, był bezpośrednim następcą najstarszych cywilizacji Europy wywodzących się z kultury Vinča. W czasach przed agresją Rzymu (I w. p.n.e.) wchodził w skład wspólnoty narodów prasłowiańskich. Tak było za Kraka I (IV w. p.n.e.), a także w okresie rządów Leszka II Przemysła (I w. p.n.e.). Dopiero zabory Trajana (początek II w. n.e.) odcięły część Słowian między Karpatami a Dunajem od ziomków znad Wisły. Jednak tak daleko posunięta agresja Rzymian w następnych wiekach spowoduje nasilenie przeciwdziałań słowiańskich na wszystkich granicach z Cesarstwem. Jednym z elementów tej kontrakcji stały się wyprawy Getów, później nazwanych Gotami i w konsekwencji opanowanie przez nich Rzymu.

Obecnie jednak nauka w pierwszym rzędzie niemiecka, ale też anglosaska i niestety w dużej części polska, nie łączy Gotów ze Słowianami. Uważa się ich za Germanów w sensie bismarckowskim, czyli ograniczającym ten termin wyłącznie do ludów mówiących językami kreolskimi wykształconymi po zmieszaniu się Celtów galijskich, Staroskandynawów i Słowian Zachodnich na terenie dzisiejszych północno-zachodnich Niemiec.

Jak zawłaszczono dziedzictwo Słowian?

Sprawa jest od dawna wyjaśniona i to przez polskich naukowców. Jednym z pierwszych, którzy zwrócili uwagę na przyczyny tej mistyfikacji, był August Bielowski w połowie XIX wieku n.e.. Dowodził wprost, że wszystkie „Getici” to nic innego, jak opisy dziejów słowiańskich, w tym lechickich. Podobną opinię można znaleźć w pracy Edwarda Zwolskiego z 1984 r. „Kasjodor i Jordanes, historia gocka, czyli scytyjska Europa”. Polski profesor – historyk i filolog klasyczny – nie poprzestaje na analizie Jordanesa, ale odwołuje się zwłaszcza do wcześniejszych przekazów Greków.

Zwolski zwraca uwagę na generalne zamieszanie w greckiej i rzymskiej historiografii w zakresie używania nazwy Scytia, która jednak w Europie obejmowała narody dziś powszechnie uznawane za słowiańskie. Na marginesie – u Zwolskiego widać jakiś nieuzasadniony strach przed jednoznacznym używaniem terminu „słowiański”. Są Celtowie, Scytowie, Germanowie – tylko nie Słowianie. Zapewne to skutek dyktatu „poprawności kossinowskiej”.

Tak więc polski historyk pisze, że w 75 r. n.e. „Pliniusz wie, że na obszarze od rzeki Ister do Oceanu i od pustkowi sarmackich do rzeki Vistla nazwa Scytowie przeszła niemal całkowicie w nazwy Sarmatowie i Germanowie. W szczególności wie, że […] siedzą tam Wenedowie, Skirowie i Bastarnowie, ale wszystkie ludy z ziem od dolnego Istru po Borysthenes, tak plemiona sarmackie, jak i trackich Getów czy Daków, jest nadal skłonny zwać Scytami. I spokojnie przytacza poglądy uczonych helleńskich, jak Pytheas z Massali, Hekataios z Abdery i Philemon, według których Scytia styka się na północy z ziemią Celtycką i nawet bursztynowa wyspa, Balkia, dziś duński Helgoland leży dzień drogi od scytyjskiego wybrzeża”. Z kolei Tacyt nie pisze o Scytach, ale o Sarmatach, Ptolemeusz zaś odsuwa Scytów daleko na wschód – odnotowuje Zwolski, który pisze też: „Badacz helleński Strabon, urodzony w tym samym roku, co August, nie odróżnia Scytów od Sarmatów, lecz już wódz Augusta, Agrippa, wnosząc z Pliniusza, podkreśla, że w Europie miano Scytowie przeszło na ogół w miano Sarmatowie i Germanowie, a Pomponius Mela, za rządów Klaudiusza, systematycznie pisze Sarmacja tam, gdzie Herodot pisał Scytia”.

Zwolski być może nieświadomie, ale wykonał kapitalną pracę na rzecz wyjaśnienia skąd w okresie rzymskim nagle pojawili się Sarmaci, a znikli Scytowie. Po prostu nowa nazwa wyparła starą, ale lud był ten sam. Nadal mamy ten sam etos konnego wojownika, podobne sposoby walki i tryb życia, w końcu te same terytorium i język zbliżony do indoirańskich, podobny do prasłowiańskiego, czyli ariosłowiańskiego. Ten krąg coraz bardziej oddzielający się od lechickiego (zwłaszcza od scytyjskiej wyprawy karnej z ok. 500 r. p.n.e.) nadal jednak pozostaje we wspólnocie cywilizacyjnej z innymi Ariosłowianami.

Wędyjski przypadek

Na marginesie, bardzo ciekawy jest opis zaliczanych do Scytii Wenedów/Wenetów, których po polsku powinniśmy nazywać Wędami (tak, jak Lechów raczej Lęhami). Zwolski przedstawia opinie starożytnych Greków lokujących Wędów zarówno nad Bałtykiem, jak i nad Adriatykiem (w tym w północnej Italii), jak również nad Atlantykiem: „To, że zewnętrzni, północno-zachodni Wenetowie z półwyspu Bretańskiego, są przodkami wewnętrznych, adriatyckich Wenetów, twierdzi również Strabon (IV 4, 1. V 1, 4). […] U styku ziemi Celtyckiej i Scytyjskiej, lecz już w granicach Scytii, jawią się z czasem Wenetowie czy Wenedowie, w sensie długości geograficznej odpowiadający położeniem swym adriatyckim imiennikiem”. Ta kapitalna uwaga poważnego przedstawiciela głównego nurtu nauki nie znalazła jednak rozwinięcia w badaniach innych polskich historyków „oficjalnych”. Jeszcze jedno stwierdzenie profesora z Lublina przemknęło przez polską naukę, jak nic nie znacząca kometa, a powinno stać się gwiazdą, na którą mogło się orientować wiele podróży badawczych. Otóż Zwolski w latach 80-tych XX w. zauważa ni mniej ni więcej, że Jordanes o Gotach „podaje wszystko, co starożytni podawali ku chwale Scytów” i dodaje jeszcze – „ dzieje Gotów na tło Scytii rzucił Kasjodor, a w ślad za nim Jordanes, który bez śladu wahania utożsamia Scytów, Getów i Gotów” czyli Scytowie, Geci i Goci według odczytania Jordanesa przez Zwolskiego to jeden lud.

Myślenie nie boli

Do uznania tez prof. Zwolskiego może dojść każdy przeciętnie logiczny czytelnik, który zechce pochylić się nad Jordanesem. Otóż w ks. III mnich scytyjski (tak go określił Zwolski!) wpisuje Gotów do Scytów, choć wcześniej opowiada, że wyszli ze Skandii i pod wodzą króla Beriga przypłynęli w rejon najprawdopodobniej ujścia Wisły. Następnie piąty król Filimer po Berigu miał wyruszyć z plemieniem na południe. Jordanes pisze, że zgadza się z nim w tej genezie niejaki Ablavius i „niektórzy pisarze starożytni”. Dodaje jednak, że Józef Flawiusz pomija te opowieści o początkach Gotów, a zauważa że są oni określani mianem Scytów. Następnie Jordanes pisze – Getom więc nie skąpiono pochwał”. Przytacza Wergiliusza wspominającego „ojca (Marsa – dop. RudaWeb), wodza zastępów, który ma pod opieką geckie niwy”. W akapicie 41 pisze: „O łaski Marsa zaś Gotowie…”, by chwilę później w ak. 43 zanotować: „Główną namiętnością Getów…” itd., itp.. Do tego Iandysesa, Króla Scytów Partów, który walczył z egipskim Psammetychem, nagle obsadza w roli króla Gotów. W końcu – w 58 ak. – zrównuje tożsamość Getów i Gotów i powołuje się na „Geticę” Diona Chryzostoma. Następnie odpływa w tematykę homerycką umieszczając króla Telephosa, syna Heraklesa, jako męża siostry trojańskiego Priama. Od razu odpiera potencjalny zarzut, że Telephos to nie imię gockie, bo – jego zdaniem – przecież inni też noszą imiona używane przez inne ludy. Jego królestwo umieszcza w Mezji, zaś jego syn Eurypolos ginie broniąc Troi, jako krewny Priama. Za chwilę pisze o walce Massagetów z Persami Cyrusa, używając znowu nazwy Getowie, a Partowie – w przypadku Persów. Również z Dariuszem walczą Gotowie, a nie Scytowie i ich pobratymcy, jak zapisał Herodot.

Ewidentnie przypisał więc dzieje Getów – znanym powszechnie starożytnym jako lud scytyjski, pokrewny Trakom, a więc słowiański – Gotom uważanym za skandynawskich Germanów. Poza wychwyceniem celowego, czy niezamierzonego pomieszania Getów z Gotami – nie mamy jednak zbyt wielu podstaw, by kwestionować wszystkie jego zapisy, bo w większości znajdują potwierdzenie w starszych źródłach. Musimy jednak pamiętać, że jego opowieść o Gotach jest historią Ariosłowian – Lęhów, Wędów i Skołotów/Scytów. Niemniej zagadką pozostaje co dokładnie było we właściwym źródle, czyli u Kasjodora? Przecież sam Jordanes twierdzi, że miał zaledwie trzy dni na zapoznanie się z 12 księgami i tylko pokrótce je streścił.

Na siatce genetyki i antropologii, obok lingwistyki

Co by jednak nie było rzetelną relacją w źródle Kasjodora, to współczesna nauka potwierdza analizy Bielowskiego i Zwolskiego. W szczątkach ludzkich – pozostałych po, przypisywanych Gotom, kulturach wielbarskiej i czerniachowskiej – nie znaleziono cech antropologicznych ani genów staroskandynawskich. Wręcz przeciwnie, wszystkie dane wskazują na ludność słowiańską, najbardziej fizycznie podobną do średniowiecznych Polaków.

O nie„germańskości” Gotów mogą też świadczyć imiona ich władców:
Walamir (wuj Teodoryka) – Wałamir
Filimer – Filimierz
Gadaryk – Gadarzyk
Ermenryk – Żermęrzyk

Ale to już domena lingwistyki spekulatywnej (w odróżnieniu od matematycznej – Mario Alinei), która potrafi wywieść (rozum w pole 🙂 ) skutecznie i twierdzić, że Żarmin (Armin-ius) to… Herrmann. Jakie jeszcze gockie imiona zachowały się w starych kronikach można sprawdzić w latopisie Popa Duklanina. Przedstawia on dzieje ogólnosłowiańskiej dynastii Svevladiciów, wywodzącej się od króla gockiego Svevlada: „Wyszedł oto z północnych stron naród, który nosił nazwę Gotów, lud dziki i nieujarzmiony, który miał trzech książąt i braci, synów króla Svevlada; imiona ich były: pierwszy Brus, drugi Totila, trzeci Ostroil”. Znaczenia Swewłada bliżej nie trzeba chyba Polakom wyjaśniać. Brus to dość popularne nazwisko, które występuje np. w wersji Brusikiewicz lub miejscowości Brusy. Totila zaś to z litewska brzmiący bałtosłowiański Totiłła (jak Awiłło czy Jagiełło). Natomiast Ostroił może pochodzić od ostrów, podobnie jak Ostrogoci (Goci z wyspy/wyspiarscy).

To, że na skutek celowej polityki Teodoryka, która zmierzała do stworzenia jednego narodu z Gotów i Rzymian, wykształciła się nowa nacja z językiem kreolskim (złożonym z różnych pierwotnych języków), nie oznacza to, że byli tym etnosem już przekraczając Dunaj – że byli Staroskandynawami z Gotlandii. Zanim zdobyli Rzym byli Ariosłowianami, dopiero później roztopili się w żywiole italoceltyckim przekształcając swój język i obyczaje, ale pamiętając o getyckim pochodzeniu. W każdym razie mieli o wiele więcej wspólnego ze współczesnymi Polakami, Ukraińcami czy Rumunami niż z Niemcami czy Holendrami.

NA ZDJĘCIU: obraz Felixa Castello przedstawiający Teodoryka I, FOT: wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 17

  1. Autorzy tej „polemiki” tak mocno chcieli dopiec Piontkowi że nie zauważyli że sami tkwią po uszy w okowach migracjonizmu. Czyli z uporem maniaka trzymają się pisanych na zamówienie bredni Kossiny. Gdyby tę teorię konsekwentnie stosować do późniejszych czasów to porównując telewizory z epoki wczesnego Gomułki (kineskopowe, czarno-białe), poprzez Gierka i Jaruzela (kineskopowe, kolorowe, SECAM), Wałęsę (kineskopowe, kolorowe, PAL) aż po XXI wiek (przeróżne płaskie, cyfrowe) stwierdziliby że nastąpiły w Polsce cztery wymiany ludności! Przecież to absurd, ale w archeologii osadniczej coś takiego przechodzi bez zastrzeżeń. Druga rzecz – dlaczego ew. podobieństwo dawnych czaszek z obecnego terenu Danii do czaszek Kultury Wielbarskiej ma dowodzić jej germańskości? Może to ta populacja „wielbarska” sięgała i do części Półwyspu Jutlandzkiego? Obecność czegoś na terenie Słowiańszczyzny i poza nią nie oznacza jeszcze że to coś pochodzi z zewnątrz! A to założenie „coś jest tu i tam to znaczy że jest stamtąd” czynione jest już zupełnie bezrefleksyjnie, wręcz bezwiednie. Zwłaszcza że na ziemiach polskich ciągłość antropologiczna (w tym genetyczna) jest widoczna a w Danii nie. W dodatku Piontek i inni antropolodzy zaznaczają że badają populacje a nie ich kultury. A zatem gnaty i DNA. Przynajmniej jest to wolne od naciąganych interpretacji typu gadające po celtycku monety lub gary po germańsku. A na deser jeszcze coś takiego: Neolithic and Bronze Age migration to Ireland and establishment of the insular Atlantic genome. Warto przyjrzeć się mapie środkowej Europy i porównaniu autosomalnego DNA od epoki brązu do dziś. Ciekawe co na to powiedzą „prypeciarze”? Wszak tu autorstwo jest niesłowiańskie! Nie warto wywarzać otwartych drzwi!

  2. Profesor Bogusławski twierdził, że Goci to przeinaczona nazwa słowiańskiego plemienia Gdów zamieszkującego ziemie dzisiejszego Pomorza Gdańskiego.

  3. Wszak w epitafium z nagrobka Chrobrego stoi: …..Regni Sclavorum, Gottorum sue Polonorum… Nikt o tym nie pamięta?

  4. Już za parę dni, za dni parę, Weźmiesz plecak swój i gitarę
    lalala
    bo „kiedy prawdziwi Polacy powstana!…

  5. Co do wniosków prof. Zwolskiego – są różne w trakcie analizy, a inne końcowo. Niemniej podtrzymują tezę o pomieszaniu pojęć Geci-Goci. Myślę, że gdyby Profesor dożył najnowszych odkryć genetyków, to nie miałby wątpliwości, by przychylić się do mojej interpretacji.
    W sprawie dowodów nauk ścisłych o braku Staroskandynawów w przypisywanych im kulturach na terenie ziem polskich – w pracy z 2008 r. “Antropologia o pochodzeniu Słowian” – Janusz Piontek, Beata Iwanek i Sergey Segeda opisali m.in. wyniki badań szczątków ludzkich (przede wszystkim zębów), datowanych na okres tzw. wpływów rzymskich. Ich ustalenia są jednoznaczne. Populacje średniowiecznych Słowian zachodnich oraz populacje ludności kultury wielbarskiej (traktowane wbrew prawdzie przez archeologów jako populacje Gotów – grupy nie mającej związków genetycznych ze Słowianami), stworzyły jeden zbiór i są pod względem cech odontologicznych nierozróżnialne. Antropolodzy wyraźnie podkreślili: „Wykazaliśmy bardzo wysokie podobieństwo biologiczne populacji ludzkich, zamieszkujących dorzecze Odry i Wisły, od epoki brązu do średniowiecza”.
    Do tego dochodzą prace genetyków polskich, rosyjskich, amerykańskich itd.. Sprawa jest już niemal aksjomatem. Chyba, że znajdzie się „staroskandynawski” niejednostkowy materiał genetyczny w stanowiskach archeologicznych, ale na razie go brak.

  6. Nie będę odnosił sie merytorycznie, bo moim zdaniem, z Getami jak z Celtami, istoryjki palcem na wodzie pisane, jedno piernięcie robi za armatnią salwę, najbardziej wartościową jest dla mnie informacja, że pomimo stania za ideą gotyckości silnych ośrodków i wielkich sponsorów, pomimo upływu tylu lat, nikt dotąd nie zabrał się za to co najważniejsze, czyli wyciagnięcia YDna z grobow gockich, których przecież jest wiele w granicach Cesarstwa Rzymskiego.

  7. Panie Tanator proszę zainteresować się polską antropologią, ona powyższe udowadnia już od lat 60 do dzisiaj. Kto wie o powyższych antropologicznych ustaleniach nie powienien być w żaden sposób zaskoczony co tam współcześnie wyciąga się z genów, czekamy własnie na publikację 300 próbek z terenu Polski począwszy od I do X wieku, więc proponuję się „zantropolgizować” co nie co, by mniej bolało.

  8. Ciekawy tekst. Moje wątpliwości budzą dwie kwestie. Po pierwsze nie wiem skąd Pan wysnuł wniosek, że prof. Zwolski podobnie jak Bielowski uważał że wszystkie „Getici” to nic innego, jak opisy dziejów słowiańskich, w tym lechickich oraz że zgadzał się z Jordanesem iż Scytowie, Geci i Goci to jeden lud. Wręcz przeciwnie. W Summarium profesor wyjaśnił w jakim celu Kasjodor/Jordanes dokonali powyższego utożsamienia i dlaczego mieszali i przeinaczali fakty.
    Po drugie, stwierdził Pan, że „W szczątkach ludzkich – pozostałych po, przypisywanych Gotom, kulturach wielbarskiej i czerniachowskiej – nie znaleziono cech antropologicznych ani genów staroskandynawskich. Wręcz przeciwnie, wszystkie dane wskazują na ludność słowiańską, najbardziej fizycznie podobną do średniowiecznych Polaków”.
    Czy mógłby Pan wskazać źródła, w oparciu o które wywiódł Pan tą tezę?

    • Szanowny Tanatorze, może spróbujmy w druga stronę!?Zanim autor przywoła swoje źródła, proszę by Pan „zmiażdżył” ów wywód podając źródła wspierające tezę, iż Goci (ich szczątki) to antropologicznie i genetycznie lud germański w dzisiejszym słowa tego znaczeniu (tzw. „staroskandynawowie”). Z góry dziękuję.

      • To indywidum – Tanator – kat pożalsięboże tylko gada, źródeł nie podaje. Taki jego zwyczaj, czarnosukienkowy.

        • Witaj Bracie. Skłamałbym gdybym twierdził, że tęskniłem, ale skoro się odezwałeś to cieszę się, że jesteś w formie. Jak zwykle mało sensu i dużo jadu.
          Taki Twój zwyczaj. 🙂

          • Co mam odpowiadać komuś, kto bełkocze ciągle tak samo.
            Na więcej nie zasługujesz czarna sukienko.

        • Dyskusja historyków i archeologów z antropologami fizycznymi i genetykami jest beznadziejną obroną naruszonych autorytetów. Prof. Piontek jest powszechnie dezawuowany wśród wielu archeologów, którzy nadal próbują udowadniać, że monety z Krakowa mówią po celtycku, a garnki ze Śląska w mitycznym wschodniogermańskim. Niestety – ze szkodą dla prawdy naukowej, potrwa to jeszcze z jedno, góra dwa pokolenia aż natura zrobi co swoje.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *