Sarmacka baśń na królewskie zlecenie

sarmacka-basn-2

Jak niedobrze jest zaufać głównie jednemu źródłu, a inne analizować przede wszystkim dla potwierdzenia zapisów tego pierwszego, świadczy przełomowa praca Janusza Bieszka „Słowiańscy królowie Lechii. Polska starożytna”. Z tą publikacją mam problem jak ją rzetelnie zweryfikować, ale jednocześnie nie podważyć jej niewątpliwej wartości.

Praprzyczyną moich wątpliwości jest odmienna ocena przeze mnie podstawowego źródła dla dociekań Bieszka, jakim jest tzw. Kronika Prokosza. Moim zdaniem, jest to osiemnastowieczna kompilacja z obciążeniem ideologicznym i stąd częściowo przekazująca niewiarygodne dane.

Skąd ten Sarmata?

Według Bieszka (za Prokoszem) pierwszym naszym królem był Sarmata. Czy są jeszcze jakieś inne źródła, które potwierdzają tę wersję? Tak, jest jedno – kronika Bielskiego. Zadedykowana Zygmuntowi III Wazie przez Joachima Bielskiego, która powstała na podstawie pracy jego ojca Marcina.

Za czasów pierwszego Wazy w Polsce rozpoczęła się kontrreformacja i upadek wolnościowego ducha I Rzeczypospolitej. Cała jego polityka była określona dwiema przesłankami. Po pierwsze – odzyskanie tronu w Szwecji, po drugie – przywrócenie dominacji katolicyzmu w jego królestwie. Nie przypadkiem za panowania Zygmunta III Wazy uznano kronikę Jana Długosza za heretycką – palono jej egzemplarze i zakazano czytać. W zamian, w otoczeniu króla propagowano kronikę jego sekretarza Bielskiego. Chyba również nie przypadkiem to dzieło staje się podstawowym podręcznikiem historii w jezuickich szkołach XVII i XVIII w. . Jak powszechnie wiadomo są to lata powszechnego panowania wśród szlachty polskiej sarmatyzmu, czyli ideologii przypisującej pochodzenie klasy wyższej od wojowniczych Sarmatów. W odróżnieniu od lechickiej teorii Długosza, który podobnie – jak wcześniejsi kronikarze – wywodzi pierwszą dynastię królów Prapolaków od Lecha.

Oczywiście Długosz zdawał sobie sprawę z pokrewieństwa, a nawet tożsamości ludów lechickich z Sarmatami. Przecież Słowian Sarmatami nazywali już starożytni Grecy i Rzymianie. Jednak jeszcze Tacyt wyraźnie odróżniał bezpośrednich przodków Polaków (Słewów – Suevi) od wschodnich ludów ario-słowiańskich, czyli właśnie… Sarmatów. Natomiast za Wazów naturalna lechicka świadomość Polaków zaczęła być wypierana na rzecz nowej ideologii sarmackiej, do tego ograniczonej do jednej klasy, a nie obejmującej cały naród. Bielski wymyślił więc króla Sarmatę jako pierwszego władcę Polaków, chociaż wcześniejsze kroniki o takiej jego roli milczą. Z reguły staropolskie kroniki wskazują, że takim „ojcem narodu” był Lech.

Cudowne odmłodzenie Kraka i Wandy

Poważnym błędem – według mnie – jest przesunięcie przez J. Bieszka o grubo ponad tysiąc lat czasów panowania Kraka I i jego córki Wandy. To kolejna konsekwencja pójścia za narracją Prokosza/Bielskiego. Dzieje się tak mimo, że sam Bieszk przytacza w swojej pracy chronologie z wielu polskich kronik, w tym takich jak Miorsza, Kadłubka i Długosza. J. Bieszk tłumaczy, że jego zdaniem kronika Prokosza jest najbardziej wiarygodna i dlatego Krak z córką żyli dopiero w 8 w. n.e., a nie w 4 w. p.n.e.. Moim zdaniem, znana nam wersja kroniki Prokosza wyszła niemal na pewno spod ręki 18-wiecznego „producenta dokumentów” Przybysława Dyamantowskiego. Nie znaczy to, że wszystko co Dyamantowski napisał jest jego wymysłem. Poważne fragmenty tego „dzieła” są zapewne skopiowane z innych kronik – w pierwszym rzędzie z Bielskiego, który przecież w czasach Dyamantowskiego był w Polsce najpopularniejszy.

Za starożytnością Kraka i Wandy przemawiają jednak nie tylko najstarsze źródła pisane, ale i ustalenia archeologów. Przedwojenne badania kopca Kraka wskazują, że został on usypany bezpośrednio na warstwie kultury łużyckiej, czyli na warstwie najpóźniej z 4 w. p.n.e.. Z kolei badania z lat 70-tych ubiegłego wieku mówią o zawartości kopca wiązanej z kulturą przeworską, która zaczyna kształtować się w 3 w. p.n.e.. Podawana jako argument koronny sprzączka awarska nie wiadomo jak została przypisana do kopca Kraka – kto ją znalazł i jak wydatował akurat na ten okres? Zresztą sam J. Bieszk sugeruje, że możemy mieć do czynienia ze sprzączką scytyjską, a więc być może o wiele wcześniejszą. Na razie nie ma więc żadnych dowodów materialnych wskazujących na pochodzenie obu kopców krakowskich z innego czasu jak 4 w. p.n.e. . Takiej datacji odpowiadają również zapisy z kilkunastu kronik, m.in. Kadłubka i Długosza. Są inne jeszcze przesłanki za antycznym datowaniem Kraka i jego potomków. Zmianę tej chronologii mogą przynieść tylko rzetelne, powtórne badania archeologiczne kopców krakowskich.

Niezaprzeczalna wartość Bieszka/Prokosza

Mimo tej krytyki jestem przekonany, że dociekania Janusza Bieszka są bezcenne dla rekonstrukcji polskich dziejów w okresie królów „wandalskich” między 1 a 6 w. n.e. oraz wczesnośredniowiecznych. Tym bardziej, że J. Bieszk opowieść Bielskiego/Prokosza celnie skonfrontował z innymi źródłami, a także z pracami np. Nugenta.

Prawdziwa wartość „Słowiańskich królów Lechii…” polega na rozerwaniu dominującej poprawności historycznej, która dowody istnienia państwowości lechickiej/prapolskiej (ario-słowiańskiej), kwituje terminem „legendarne”. W pełni godne poparcia są też postulaty Janusza Bieszka w sprawie zmiany polityki państwa w zakresie badań i edukacji historycznej. Należą się również wyrazy uznania dla wydawcy tej pracy – oficyny „Bellona”, zasłużonej od lat dla upowszechniania wiedzy o dziejach ojczystych.

NA ZDJĘCIU: przedstawienie jeźdźców sarmackich z kolumny Trajana w Rzymie, FOTO: Conrad Cichorius/wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 6

  1. Bieszk za swoją książkę zebrał sporą liczbę batów. Stało się tak dlatego, że jego książka niechcący stała się olbrzymim zarzutem dla historyków. Czytelnik po jej przeczytaniu zada sobie jedno podstawowe pytanie: Skoro jest tyle źródeł to dlaczego nikt o tym nie uczy w szkołach? Co robią nasi historycy? Część z nich nigdy mu tego nie wybaczy i nigdy nie przyzna mu racji. To są sprawy ambicjonalne. Prawda o naszej historii ma tu niestety drugorzędne znaczenie. W tym momencie stało się coś niesamowitego. Mianowicie, internauci sami zaczęli szukać, zbierać informacje, dzielić sie nimi w sieci. Zaczęło się to zbiegać z odkryciami archeologicznymi i badaniami genetycznymi. Wiedza zaczęła być gromadzona oddolnie. Zanim trafi ona do książek historii jeszcze czeka nas wiele pracy, wielu rzeczy nadal nie wiemy. Zanim to nastąpi czeka nas przeprawa z częścią środowiska naukowego. Niestety.

    • „Skoro jest tyle źródeł to dlaczego nikt o tym nie uczy w szkołach?”
      Tylko czy to co jest źródłem dla Bieszka jest faktycznie źródłem historycznym? Rzekoma Kronika Prokosza jest tu najlepszym przykładem.

      • Dlatego trzeba udowodnić, że wszystko co napisał Bieszk jest bzdurą i zakończyć temat.
        Historycy będą mogli dalej spać spokojnie 🙂

  2. Bieszk troszkę pomieszął w swojej książce. Jednak zrobił jedną wielką rzecz: rozsypał puzzle, które wedłyg oficjalnej historii miały nie istnieć. Teraz zaczęło sie składanie z tych puzli naszej historii.

  3. Abstrakt
    Perspektywę dla badań daje antropologia sztuk walki w ujęciu transdyscyplinarnym. Sprawdzenie hipotez i logiczne uzasadnienie stwierdzeń wyjaśniających zostało poparte wynikami badań z zakresu genetyki, językoznawstwa, antropologii kulturowej, historii powszechnej starożytnej i średniowiecznej, oraz hoplologii. Cel. Autorzy stawiają pytania o Prasłowian, Scytów i Sarmatów, o ich sztukę wojenną oraz ich relacje do dzisiejszych Lechitów. Stawiają hipotezę: Jeżeli Scytowie, Ariowie i Słowianie wyszli z jednego genetycznego pnia (nosicieli R1a1), to dzisiejsi Słowianie, zwłaszcza Zachodni i Wschodni, są ich potomkami, a pokrewieństwo nie ogranicza się do jedynie biologicznego. Wyniki poszukiwań. Scytowie i Sarmaci (prawdopodobni nosiciele haplogroupy R1a1) wnieśli wielki wkład w rozwój sztuki wojennej. Dotyczy to zwłaszcza użycia jazdy konnej i taktycznego wykorzystania konnicy, oraz łucznictwa. Ich etos wojowników został zachowany w legendach, symbolice i tradycji polskiej (lechickiej) szlachty. Pozostały też geny, świadczące o obecności przodków Słowian w Europie środkowej od ok. 2700 BC. Języki Ariów i Scytów były blisko pokrewne do języków słowiańskich, jako prasłowiańskie. Dodatkowym dowodem pokrewieństwa może być podobieństwo ikonografii polskich herbów szlacheckich do ornamentyki scytyjskiej. Wnioski. Genealogia wyprowadzona na podstawie obecności poszczególnych haplogrup w chromosomie Y wskazuje na brak obcych wpływów genetycznych, co sugeruje autochtoniczność Słowian na ziemiach między Odrą a Dnieprem, Bałtykiem a Karpatami. Pierwotni Scytowie byli prawdopodobnie nosicielami haplogrupy R1a, z najczęściej reprezentowanymi podgrupami R1a1a2 (powstała w konsekwencji mutacji Z93) i R1a1a1 (powstała w rezultacie pojawienia się mutacji M417). Bezpośredni lub pośredni potomkowie pierwotnych Scytów i Sarmatów, czyli Prasłowian (określenie umowne), to zwłaszcza Polacy (charakteryzujący się największą koncentracją haplogrupy R1a1a1) i inni Słowianie Zachodni (dzisiejsi Łużyczanie, Słowacy).
    http://bialczynski.pl/2016/11/17/nauka-polska-2016-praslowianscy-wojownicy-w-europie-scytowie-sarmaci-i-lechici-engpl/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *