Długosza bajka… realna

lech-dlugosz-2

Za najbardziej bajeczną kronikę – jeśli chodzi o Polskę przedchrześcijańską – uchodzi dzieło Jana Długosza. Sprawa zaczyna jednak przedstawiać się w innym świetle jeśli zderzymy ją ze świadomością XXI-wiecznej wiedzy naukowej. Chodzi o odkrycia archeologów, genetyków i językoznawców, a nie dociekania historyków z różnych szkół. Ci ostatni często opisy ze staropolskich kronik dla dziejów przedpiastowskich traktują jako opowiadanie legend.

Poczytajmy fragmenty związane z postaciami Lecha i Czecha. Zacznijmy od miejsca, z którego wyruszyli na nasze ziemie. Pisze więc ks. kanonik krakowski: „Gdy Pannońskie dziedziny przez spółmieszkanie krajowców z przybyszami w jednę całość się zrosły, i liczne pozakładano w nich miasta i osady, naprzód zawiść wzajemna między potomkami Jafeta i żądza sporów, a potem jawno zaboje i wojny o granice powiatów, osad i miast, nie raz krwią bratnią i rodzinną zbroczyły ziemię. Do takiej bowiem wzrośli byli mnogości i liczby, że kraje, które posiadali, zdały im się już za ciasne.”

Z genetyki, odkryć archeologicznych i analiz lingwistycznych wynika, że mogło to nastąpić z końcem V tys. p.n.e. w prakolebce Słowian w naddunajskich kulturach starczewskich, z Vinča na czele. Rolnictwo, którego byli pionierami, spowodowało szybki przyrost ludności. Cywilizację tę stworzyli potomkowie miejscowych ludów haplogrupy I2 oraz przybyłych R1a – przypomnijmy słowa Długosza: „przez spółmieszkanie krajowców z przybyszami w jednę całość się zrosły”.

Początek lechickiej epopei

Dalej czytamy: „Dwaj tedy synowie Jana, wnuka Jafetowogo, Lech i Czech, którym dostała się była Dalmacya, Serbia, Slawonia, Kroacya i Bośnia, chcąc i obecnie i na przyszłość uchronić się przygód z wzajemnego powaśnienia wyniknąć mogących, zgodną radą i namową postanowili opuścić swoje gniazdo pierwotne, a nowych szukać do rozsiedlenia się posad. (…) z całą drużyną osadników, rodzeństwem i dobytkiem jaki już posiadali, wyszli z (…) zamku Psary położonego na wysokiej skale, oblanej rzeką Hui, która Slawonią od Kreacyi przedziela. (…) Wyruszywszy ztamtąd posunęli się do sąsiednich i bliższych krain ku zachodowi; wiedzieli bowiem, że wschodnie strony innemi narodami były już licznie nasiadłe.”

Lech mógł więc wywędrować z dzisiejszego pogranicza słoweńsko-chorwackiego na początku 5 tys. p.n.e. W tym czasie na wschód (od Panonni) kwitła już kultura trypolska. Jednocześnie genetyka bezprzecznie umieszcza „polską” mutację haplogrupy R1a od tego czasu na naszych ziemiach.

Bracia wędrują więc na północny-zachód i pierwszy słabo zaludniony kraj znajdują w okolicach: „(…) które Murawa, Ohra (Egra), Łaba (Elba) i Wełtawa (Mulda) skraplają, zważywszy, że ziemia tameczna była wielce urodzajna, wodami i strumieniami zwilżona, bynajmniej zaś nie uprawna i obszerną dziczejąca pustynią, młodszy z braci, Czech, tę sobie od starszego Lecha usilnemi prośbami na dziedzinę wieczystą i posiadłość wyjednał.”

Lech zostaje sam ze swoją drużyną i podąża dalej na północ: „(…) gdy przebył, góry i lasy, które po staremu Hercyńskiemi się zowią, a w okół Polskę i Czechy ogradzają, znalazłszy kraj obszerny, dla mnogich puszcz, gajów i borów nieprzebyty, stopami i odłogami, gdzieniegdzie rościągającemi się bez granic, dziko zaległy, ożywiony spławem licznych jezior i strumieni, rolę przytem mający płodną.”

Zwróćmy uwagę jakie znaczenie obaj bracia przywiązywali do płodnej ziemi. Niewątpliwie wyszli ze swoimi poddanymi z Panonni jako lud rolniczy, czyli o wysokim stopniu cywilizacyjnym. Rzeczywiście, już w pierwszej połowie IV tysiąclecia p.n.e. mamy Bronocice i Kujawy z przodującymi – jak na tamte czasy – technologiami.

Władcy absolutni

Następnie Długosz opisuje jak przewodził Lech pierwszemu państwu na ziemiach polskich: „Przez długie czasy i wieki Polska bezpiecznie używała pokoju i swobody, nic tylko pod wodzą i przełożeństwem Lecha, pierwszego Polaków książęcia, który godnym był stać się ich rodu naczelnikiem i głową, ale i za panowania synów i wnuków jego, z których każdy obejmując władzę po przodkach i ojcu mianował się Lechem.”

Wniosek z tego fragmentu jest logiczny i znany z wielu kręgów kulturowych na całej Ziemi. Władcy po kolei „przez długie wieki” przyjmowali imię założyciela dynastii. I trwało to na pewno dłużej niż przez trzy pokolenia do „wnuków jego”.

Ustrój tego państwa był monarchią absolutną. Wystarczy przeczytać opis długoszowy o organizacji ludu Lecha: „(…) wolę i nakazy książąt uważał za prawo. Cokolwiek więc książę uchwalił, zalecił i postanowił, powolnie i z ścisłem wykonywane było posłuszeństwem. A iż krnąbrnych i opornych surowa kara spotykała, bez zostawienia, im nawet czasu do upamiętania się i poprawy, przeto rozkaz książęcia służył za prawo i modłę; zkąd nie godziło się nic porywczo, nic zuchwale poczynać, wola bowiem władnącego orzekała o złem i dobrem, i wyroki jej żadnego nie miały ograniczenia.”

Byli więc Lechowie kimś o władzy porównywalnej do faraonów w starożytnym Egipcie. Niewykluczone więc, że posiadali też odpowiednią pozycję religijną – naczelnego kapłana. O tym, że podobnie jak egipscy władcy, byli w stanie mobilizować zespoły ludzkie do budowy wielkich grobowców, świadczą choćby kujawskie „piramidy”.

Taki system obowiązywał dopóki: „(…) po długiej kolei następstw, długich wiekach i przygodach, potomstwo Lecha w prostym porządku idące do szczętu nie wygasło”.

Czyli nic nadzwyczajnego – ród wygasł, jak wiele innych dynastii w historii ludzkości. Ciekawsze staje się inne pytanie.

Kiedy skończyła się dynastia Lechów?

Pośrednio możemy domniemywać, że nastąpiło to stosunkowo późno, bo około 700 r. p.n.e. Długosz pisze bowiem o obyczajach poddanych Lechów tak: „Złota, srebra, miedzi (tej najgorszej zarazy) i innych kruszców nie używali, prócz żelaza zdatnego na dzidy, pługi i inne narzędzia.”

Czyli z początkiem epoki żelaza na ziemiach polskich jeszcze panowali książęta Lechowie, a nie 12. wojewodów. Może to oznaczać rekordowo długi okres władzy jednej dynastii (od ok. 5 000 r. p.n.e do ok. 700 r. p.n.e.). Nie mamy danych, by temu zaprzeczyć, jak i jednoznacznie potwierdzić. Długosz nadmienia, że władcy lechiccy z tamtych czasów nie dbali o zapisywanie swoich dziejów, ale można też przypomnieć przekazy o spaleniu przez Chrobrego wcześniejszych ksiąg. Jesteśmy więc skazani na dowody archeologiczne, ustalenia nauk ścisłych i zapisy cudzoziemskich historyków. No i oczywiście informacje powtórzone po wielu wiekach w kronikach staropolskich.

Kolejnym potwierdzeniem długiego panowania Lechów jest inne stwierdzenie naszego kronikarza zawarte w śródtytule jego pracy: „JAK POLACY POD RZĄDEM DWUNASTU MĘŻÓW BEZ KRÓLA, KRÓTKO TRWAJĄCYM, PRZY POZORNEJ WOLNOŚCI WIELKIEGO DOZNAWALI NIEPOWODZENIA.”

Wiemy, że pierwszy okres 12. wojewodów kończy się rządami Kraka (IV w. p.n.e.), a więc w porównaniu z okresem monarchii miałby trwać krótko, bo około 300 lat. Okres ten zawiera się w całości w kulturze pomorskiej. W tym czasie dochodzi do swoistej rewolucji w mentalności naszych przodków – zamiast grodów obronnych zaczynają dominować osady otwarte, całkowitą przewagę uzyskuje pochówek ciałopalny (słynne urny twarzowe). Niestety „wielkie niepowodzenia” – zapewne najpierw najazdy scytyjskie, a później ekspansja Celtów – kończą rozwój tej kultury. Zamyka się spuścizna Lęhów, a zaczyna Wędów.

NA ZDJĘCIU: Lech na rycinie Walerego Eljasza-Radzikowskiego, FOT: wikimedia.org.

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 8

  1. Świetna robota, nareszcie merytorycznie odważna próba analizy naszych tzw „legend”, potraktowania ich poważnie i jako potencjalnego źródła cząstki naszej historii przedchrześcijańskiej i starożytnej. Oby takie podejście do tego typu zagadnień stało się standardem.
    Jednak już od dawna męczy mnie pewna refleksja dotycząca naszych „legend”, które mało tego że są tak określane, to jeszcze przypinana jest im łatka w postaci przymiotnika „baśniowe historie”. Mam wrażenie, że to takie turbowzmocnienie przekonania o tym, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to tylko bajka, fikcja, fantazja, nic prawdziwego. Tymczasem przyjrzyjmy się sztandarowej legendzie zachodu Europy, czyli „Legenda o królu Arturze i rycerzach okrągłego stołu”. Opowieść ta spełnia wszelkie warunki legendy, czyli jest w niej magia, są czarodzieje, mityczne przedmioty,stwory i realne tło historyczne miejsca akcji oraz ludzie z krwi i kości, niejednokrotnie będący postaciami historycznymi. I co z tym robią tamtejsi historycy, traktują temat poważnie, z szacunkiem, nie lekceważą go, starają się oddzielić fikcję od prawdy, bo jak wiadomo każda legenda jest dlatego nazywana legendą, ponieważ oparta jest w mniejszym lub większym stopniu na prawdziwych wydarzeniach. Bajką ta opowieść nie jest, ponieważ bajka to wymyślona od początku do końca historia, która zawierać powinna w sobie przesłanie lub morał.
    Wróćmy jednak do naszych „legend” przedchrześcijańskich, takich jak „O Lechu, Czechu i Rusie”, „O królu Kraku i smoku wawelskim”, „O królowej Wandzie”, „O królu Popielu i myszach”. Zadawałem sobie nieraz pytanie, Ile w tych „legendach” jest magii, czarowników, mitycznych przedmiotów, stworzeń? Po różnych mniejszych, większych analizach odpowiedź była jedna – nie ma nic, są to mocno osadzone w realiach historie. Nawet smok wawelski, jako jedyny wydawałoby się element mityczny po głębszym zastanowieniu można by uznać za istniejące zwierzę, którego opis został mocno przerysowany przez zastraszonych ludzi. Mało tego, mamy przecież współcześnie wiele przykładów, jak np. krokodyle ludojady terroryzujące okolice w różnych częściach świata. Wiadome jest też to, że nieznane nowe gatunki zwierząt pojawiające się nagle w nietypowym dla siebie środowisku (między innymi w skutek celowego działania człowieka) bywają niejednokrotnie określane przez autochtoniczną ludność, jako potwory, stwory bądź smoki, a wieki ustnych przekazów jak w „głuchym telefonie” wzbogacało to zwierzę na przykład o skrzydła lub ogień z paszczy, tworząc przez to rasowe mityczne stworzenie. Celowo tu pominąłem jedną legendę „O Piaście kołodzieju”, gdyż traktuję ją bardziej jako przypowieść alegoryczną, będącą swoistym elementem propagandy chrześcijańskiej kościoła bizantyjskiego, który to miał uwiarygadniać i utrwalać ewangeliczną rolę, z cudami włącznie dwóch jej orędowników w środkowej i wschodniej części Europy, czyli Cyryla i Metodego. Przypowieść ta jest z resztą, wyjątkowo przepełniona symboliką i to praktycznie w każdej jej części.
    Podsumowując ten mini wywód, uważam że są co najmniej dwa powody mianowania legendą lub bajką naszych przypowieści przedchrześcijańskich i nazywanie czasów, w których się one rozgrywały, czasami bajecznymi. Pierwszy powód, to zmylenie i ośmieszenie każdego kto chciałby się na poważnie zająć analizą tychże opowieści (przecież to tylko bajki). A pojęcie naszej historii przedchrześcijańskiej skwitować w słynnym, stworzonym przez polskojęzycznych „dociekliwych” historyków rozpowszechnianym dość ochoczo na przestrzeni wielu dekad stwierdzeniu, że „historia Polski przed chrztem ginie w pomrokach dziejów”. Jest to po prostu jakaś totalna żenada szczególnie dla poważnie traktujących swój zawód historyków.
    Drugi powód jest paradoksalnie pozytywny względem pierwszego, gdyż pozwolił on zachować te opowieści do czasów obecnych. Pojęcia legendy, baśnie chyba nie co zmiękczyły serca, a może i zmyliły czujność watykańskich cenzorów. Dzięki czemu nie zniszczono tych ostatnich nielicznych, a dla nas jakże bezcennych przekazów pisemnych i ustnych z „powitej mrokiem dziejów” starożytnej historii Polski.

  2. Pańskie podejście jest logiczne. Przychylam się do niego i dlatego zapiski Długosza nanoszę na mapę ustaleń współczesnych nauk, które spełniają funkcje pomocniczych historii. Jednak nie jesteśmy tu odkrywcami nowej metody badawczej – od dawna tak postępowano ze źródłami. Piękny przykład: Wilhelm Bogusławski „Dzieje Słowiańszczyzny Północno-Zachodniej”. Postaramy się coś na podstawie tego dzieła napisać, ale na razie zapraszamy do lektury oryginału. Niestety w Sieci trudno dostępna z legalnych stron.

    • Czy jednak nie powinniśmy interpretując kroniki, które nawiązują do treści Biblii trzymać się chronologii Biblijnej? Wydaje mi się, że umieszczanie Lecha I w 4000r.pn.e. jest błędem, bo wg kronik i chronologii Biblijne to żył on około 2000r.p.n.e

      czasy przed potopem czyli przed 2500r.p.n.e. są czymś pogrzebanym i moim zdaniem datowanie znalezisk np. metodą radiowęglową na lata przed potopem jest błędem, to co znajduje się dzisiaj na powierzchni lub względnie pod niewielką ilością ziemi to są wszystko artefakty po potopowe…kurchany, piramidy kujawskie itp.

      • Biblijna chronologia traktowana wprost nie wytrzymuje – moim zdaniem – próby najnowszych metod nauki, w tym genetycznych. Biblia to źródło, które powinno być krytycznie badane, jak każde inne. Postuluję nie odrzucanie jej jako bezwartościowych naukowo natchnionych enuncjacji, ale też nie można traktować jej z literalną nabożnością.

        • wiesz, zauważyłem jedną ciekawą rzecz, że jak się zmieni skale w wynikach datowania DNA, czyli po prostu przesunie się przecinek, to wychodzą daty bardzo zbliżone do tych Biblijnych

          może więc problem leży gdzie indziej, po prostu wyniki badań DNA są błędnie interpretowane tak by je wpasować w teorie ewolucji Darwina, wg której ewolucja gatunków ciągnie się niemiłosiernie długo przez dziesiątki a czasem setki tysięcy lat

          a sprawa może być o tyle prostsza, że ta ewolucja nie jest zupełnie losowa i zachodzi trochę szybciej

          • Na razie teoria ewolucji jest wiarygodną teorią naukową. Ponadto wszystkie ekspertyzy np. stanowisk archeologicznych znacznie przewyższają chronologię biblijną. Nie jestem biologiem czy genetykiem i nie mam kompetencji do podważania ich ustaleń.

        • no właśnie teoria Darwina nie jest wiarygodna, ponieważ przeczą jej choćby tzw. maszyny biologgiczne występujące w przyrodzie, tak samo z datowaniem węglem C14, wielu naukowców podważa tą metode

          a co do ekspertyz, to właśnie o to mi chodziło w komentarzu wyżej, być może interpretacja tego co znajdują jest błędna i na siłe dopasowywana to teorii Darwina

          teoria Darwina tłumaczy tylko dobór naturalny powodujący różnicowanie się w obrębie jednego gatunku, a nie tworzenie nowych gatunków

  3. Mam podejście do wszelkich mitów jednoznaczne jako pomocnicze, otóż nie ma źródeł obiektywnych, są tylko dzieła pisane pod zamówienie, dzisiaj powiedzielibyśmy „marketing i propaganda”.
    Prawdziwe źródła wiedzy to język, kości (geny), atrefakty materialne oraz nasz rozum wyciagający z tego wnioski.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *