Wielkie rondele Lęchów lendzielskich

RONDELE_2

Praca archeologów odkrywa granice Lęchii sprzed wielu tysięcy lat. Okazało się, że w środkowej Europie już ponad dwa tysiące lat przed słynnym kompleksem w Stonehenge wznoszono budowle kilkukrotnie rozleglejsze od rozreklamowanych angielskich kręgów. Przykładem są, wykryte badaniami geomagnetycznymi w Pietrowicach Wielkich koło Raciborza, pozostałości jednej z neolitycznych, monumentalnych konstrukcji określanych terminem „rondele”. Jeszcze kilka lat temu twierdzono, że takich obiektów nigdy nie było na ziemiach polskich.

Te owalne konstrukcje wznoszono 4900-4500 lat p.n.e. na terenie dzisiejszych Węgier, Austrii, Czech, Moraw, Słowacji, Niemiec i Polski. Zasięg ich występowania na ziemiach polskich określają podobne założenia w Bodzowie koło Głogowa (Dolny Śląsk) oraz w Wenecji niedaleko Biskupina (Wielkopolska/Kujawy, a dokładniej Pałuki). Jedną z największych odnaleziono w 2011 r. w Pietrowicach Wielkich na Śląsku. Była to lekko owalna konstrukcja, składająca się z dwóch koncentrycznych fos – zewnętrzna miała 160-180 m średnicy, a wewnętrzna 110-120 m. Maksymalna szerokość fosy zewnętrznej wynosiła ok. 8 m, a wewnętrznej ok. 6 m. Wzdłuż fos wznosiły się ok. 2-metrowej wysokości drewniane palisady. Do wnętrza tych obwarowanych przestrzeni wiodły trzy bramy. W naszej części kontynentu znaleziono jednak jeszcze większy rondel o średnicy zewnętrznej ok. 210 m. Dla porównania – zewnętrzny (większy) krąg Stonehenge ma średnicę 40 m i pochodzi z czasów o tysiące lat późniejszych, bo z ok. 2450 r. p.n.e.. Swoją sławę zawdzięcza temu, że jego kamienne elementy zdołały dotrwać do naszych czasów. Nie przetrwała w oryginalnej postaci – tak jak w Polsce – drewniana palisada, która także w Anglii miała tworzyć drugi krąg.

Świątynia, schronienie i obserwatorium

Podobnie jak w przypadku Stonehenge przeznaczenie środkowoeuropejskich budowli próbowano różnie tłumaczyć. Obecnie przyjmuje się, że służyły celom kultowym i schronieniu ludności w razie potrzeby. Ważna była też funkcja obserwatorium astronomicznego, szczególnie przydatna dla tej najstarszej rolniczej społeczności na północ od Alp i Karpat (trzeba było znać terminy wysiewu, zbiorów itd.). Wraz ze sztuką uprawy ziemi przeniosła ona zapewne system swoich wierzeń i budowania świątyń/schronień również na Wyspy Brytyjskie.

Odkrywca budowli z Pietrowic, archeolog Mirosław Furmanek z Uniwersytetu Wrocławskiego, tak wyjaśnił funkcję rondeli: „Przeważnie traktowane są jako centra ceremonialne, świątynie. Korelacja pewnych ich elementów ze zjawiskami astronomicznymi, takimi jak położenie Słońca, Księżyca czy gwiazdozbiorów, jest podstawą interpretowania ich jako kalendarzy lub obserwatoriów astronomicznych, pozwalających łączyć wydarzenia przyrodnicze z rytuałami i działalnością rolniczą. Niektórzy traktują je jako centra redystrybucji dóbr i nie wyklucza się również ich funkcji obronnych, jako refugiów (miejsc ucieczki i schronienia – dop. RudaWeb). W rzeczywistości funkcja ich była złożona i zapewne łączyła w sobie wszystkie te interpretacje”.

Rekonstruierte Kreisgrabenanlage (NÖ. Landesausstellung am Heldenberg)

NA ZDJĘCIU: zrekonstruowany na podstawie odkryć archeologicznych i zbudowany współcześnie rondel w Dolnej Austrii, FOT: Wolfgang Glock/wikimedia.org

Autor bloga wandaluzja.com zauważa: „Drewniane Obserwatoria Astronomiczne typu STONEHENGE użytkowano u nas w V tysiącleciu p.n.e. Budowano je TYLKO w kulturze lendzielskiej i ceramiki wstęgowej kłutej w latach 4900-4500 p.n.e. Były to ośrodki POLITYCZNE, z których tytułowe Pietrowice Wielkie łączą się logicznie z wielką osadą kultury naddunajskiej Dzielnica, między Raciborzem a Koźlem”.

Potwierdza te przypuszczenia odkrywca Pietrowic, przywoływany już archeolog dr M. Furmanek, który przyznaje, że w wielu przypadkach promienie słońca wpadały przez bramy rondeli w ściśle określonych dniach roku. Archeolog doprecyzował: „Przez dwie z nich (bram – dop. RudaWeb) podczas przesilenia zimowego, czyli 21 grudnia, osoba stojąca w centrum sanktuarium mogła obserwować wschód i zachód słońca (trzecia brama wychodziła na północ)”.

Rondele były więc lokalnymi centrami cywilizacji rolników, zasiedlających od niemal 7 tysięcy lat obszary od środkowego Dunaju do dolnej Wisły. Była to kultura bezpośrednio wyrastająca ze słynnej cywilizacji Vinča i tak, jak ona znała już wyroby z miedzi. Przypomnijmy, że teren kultury Vinča to kolebka Słowian. Większość kronik wyraźnie stwierdza, że przodkowie Serbołużyczan, Czechów i Polaków przybyli na swoje obecne ziemie znad Dunaju. Ustalenia genetyki z kolei wskazują, że nad Łabę, Odrę i Wisłę dotarli ponad 7 tys. lat temu, czyli w okresie funkcjonowania kultury Vinča, przynosząc ze sobą rolnictwo, rzemiosło, wierzenia i pismo. Zakładali grody i pierwsze państwa.

RONDELE_MAPA
Mapa rozmieszczenia pierwszych kultur Europy, wskazująca na bezpośrednią bliskość winczańskiej i lendzielskiej, FOT: wikimedia.org

Dzielnica chłopska i warzelnie

Odkrycia na Opolszczyźnie są nieocenione dla poznania pierwszych społeczności rolniczych świata. Wraz z obiektem w Dzielnicy koło Ciska, oddalonego od rondela w Pietrowicach o kilkanaście kilometrów, są kolejnymi polskimi przykładami imponujących założeń, jednymi z najstarszych obiektów architektury monumentalnej w Europie. We wspomnianej Dzielnicy archeolodzy odkopali pozostałości osady kultury ceramiki wstęgowej rytej sprzed ponad 7000 lat. Odnaleźli tam glinianą figurkę kobiety i najstarszy w tej części Europy ślad uprawy żyta w postaci ziarna tego zboża. Co najbardziej intrygujące – osada była ufortyfikowana skomplikowanym systemem rowów tworzących labirynt. „Rolnicy z Dzielnicy uprawiali niewielkie pola rozrzucone wśród lasów. Zlokalizowane były w niskich, wilgotnych partiach dolin. Trudno określić ich wielkość, ale była ona zapewne dostosowywana do potrzeb rodziny, bo każda rodzina żywiła się sama” – stwierdził dr Furmanek. Miejsca tych pierwszych upraw znajdowały się nieprzypadkowo wśród tzw. lasów łęgowych, czyli na obszarach leśnych, występujących nad rzekami i potokami, w zasięgu wód powodziowych, które podczas zalewu osadzają żyzny muł. Z powodu tych żyznych mułów pierwsze cywilizacje powstawały na terenach zalewowych wielkich rzek, np. Vinča, Mezopotamia, Egipt czy dolina Indusu. Na ziemiach polskich sieć mniejszych rzek niż główne (Wisła, Odra) oraz potoków była znacznie gęstsza od terenów innych kolebek ludzkiej cywilizacji i stąd mniejsza koncentracja mieszkańców wzdłuż wodnych magistrali i równomierne ich rozmieszczenie na całym obszarze zasiedlenia, bo tereny zdatne do uprawy rozciągały się równomiernie na większych przestrzeniach. W późniejszych tysiącleciach będzie to miało wpływ na kształt ustroju państw lęchickich. Najważniejsze jednak, że ustalenia archeologów na temat rolnictwa lendzielskiego znakomicie uzasadniają teorię o pochodzeniu nazwy Lęchy/Lechici, oznaczającej posiadaczy ziem uprawnych.

Wokół centrów, jakimi były rondele, grupowały się rzędy domów. Otaczające je rowy obejmowały obszar o powierzchni nawet do 6 hektarów. Osady posiadały też wydzielone budynki gospodarcze – w Krakowie-Mogile odkryto magazyn zboża, zawierający ziarna dwóch gatunków pszenicy i jęczmienia. Między ośrodkami kultury lendzielskiej trwał ciągły przepływ surowców kamiennych – ważną rolę odgrywała eksploatacja krzemienia jurajskiego. Wydobywano go w kilku kopalniach odkrywkowych, m.in. w Sąspowie, Bęble i Jerzmanowicach. W rejonie Wieliczki eksploatowano też źródło z wodą pełną soli, która była strategicznym surowcem dla pierwszych rolników (uzupełnianie minerałów w związku z przestawieniem się z diety przeważnie mięsnej na w większości roślinną i konserwacja żywności). W także małopolskiej Baryczy archeolodzy natrafili na rowki wydrążone w ziemi, które doprowadzały solankę ze źródeł powierzchniowych (usytuowanych w wyższych partiach zbocza) na teren położonej w dolinie warzelni. Solanka wpływała do zbiorników, które służyły do jej gromadzenia i oczyszczania z glin i iłów. Z basenów nabierano roztwór soli do naczyń, które ustawiano na paleniskach. W wyniku odparowywania otrzymywano produkt, który przekładano do stożkowatych pojemników glinianych tzw. topków. W związku z bogaceniem się małopolskiej ludności grupy lendzielskiej na wytwarzaniu soli, pojawiła się większa liczba przedmiotów ceremonialnych (koncentrację tego typu przedmiotów odkryto również w Krakowie).

Długie domy, wytop miedzi i ciałopalenie

Rondele to charakterystyczne budowle dla kultury lendzielskiej. Jej nazwa pochodzi od najstarszych wykopalisk odkrywających tę kulturę, które znajdują się w miejscowości Lengyel na Węgrzech.

Podstawą jej gospodarki były uprawa ziemi i hodowla. W późniejszych fazach pojawiły się wyroby z miedzi produkowane na miejscu oraz importowane (najpewniej z „macierzystej” Vinča), a także rozległe osady z długimi domami prostokątnymi lub trapezowatymi o konstrukcji słupowej. Później również małe domy słupowe – prostokątne lub kwadratowe i półziemianki. Kwitło garncarstwo, wyróżniające się wieloma formami ceramiki malowanej (m.in. pucharki na pustej nóżce, amforki gruszkowate, naczynia baniaste z rozchyloną szyjką, misy półkoliste i profilowane). Zmarli początkowo byli chowani w pozycji skurczonej w grobach jamowych na dużych cmentarzyskach lub w obrębie osad, wyposażeni w naczynia, narzędzia i ozdoby z kości, rogu, muszli, kamienia i miedzi. Jednak, jak zauważył współodkrywca słynnej wazy z Bronocic prof. Janusz Kruk, umiejętności rolnicze społeczności neolitycznych znalazły też odzwierciedlenie w innym sposobie grzebania zmarłych: „Już ludność kultury ceramiki wstęgowej rytej uciekała się do rytualnego spalenia zwłok. Zabieg ten zaś byłby analogią do stosowanej wówczas techniki wypaleniskowej, mającej na celu użyźnienie gleby pod zasiew, tak aby była ona zdolna do ożywienia martwego ziarna. Rytuał ciałopalenia miał więc w porządku magicznym przywrócić życie osobie zmarłej. Z kolei kultura pucharów lejkowatych w młodszym neolicie wprowadziła praktykę (…) magicznej orki pod kurhanem. Jak złożone w bruździe pozornie obumarłe ziarno wykiełkuje, tak człowiek złożony w tak magicznie przygotowanej ziemi miał zmartwychwstać”.

Lengyel, czyli Lęch

Nazwa miejscowości od której określono tę kulturę – Lengyel to po węgiersku Polak, a w zasadzie stara nazwa naszego narodu – Lęchy. Ta nazwa, pozornie przypadkowa, staje się więc wymownym symbolem. Jakby jakaś nieokreślona nadświadomość wyszła naprzeciw zapisom kronikarzy, którzy wywodzą Słowian/Lęchitów/PoLachów z Panonii. Jakby była kolejnym kamyczkiem w układance od kilkunastu lat uzupełnianej przez genetykę, lingwistykę i archeologię. Jakby mówiła, że to nasi słowiańscy przodkowie pierwsi cywilizowali Europę.

A są oni naszymi bezpośrednimi przodkami, jak wielokrotnie już pisaliśmy i jak syntetycznie wyłożył na swoim blogu Czesław Białczyński: „Warto tutaj zaznaczyć, że Kultura Pucharów Lejkowatych, której wytworem były piramidy kujawskie (np. te z Wietrzychowic), a która zajmowała całe Kujawy i Pomorze (Polskie, Niemieckie, Duńskie, Szwedzkie, Norweskie, Holenderskie) oraz Podole i Wołyń, była pod względem obrazu archeologicznego pokrewna i bliska Kulturze Lendzielskiej. (…) Kultura Lendzielska, a właściwie należałoby ją nazywać Lęgyelska, to protoplasta Lęgów/Lugiów/Lechitów – czyli Wielkopolan, Ślązaków, Łużyków. Dzisiaj wiemy bowiem, że ludność tej kultury reprezentowała głównie typ genetyczny Y-DNA haplogrupy R1a oraz I1, I2, a więc miała skład genetyczny bardzo podobny do tego jaki miała Kultura Pucharów Lejkowatych, ale także jaki mają dzisiejsi Polacy. Zatem jesteśmy bezpośrednimi potomkami zarówno jednej, jak i drugiej kultury”.

Podsumowując, mamy jeszcze jeden dowód na odwieczne opowieści i zapisy o Lęchii – wielotysiącletniej cywilizacji Prasłowian, którzy ponieśli ją na Północ, Zachód, a później na Wschód – aż do Indii. Ta kolebka najstarszej cywilizacji, nie tylko polskiej, obejmowała ziemie między Łabą i Wisłą oraz Dunajem.

NA ZDJĘCIU GŁÓWNYM: wirtualna rekonstrukcja rondela odkrytego na terenie dzisiejszych Niemiec, FOT: archeowiesci.com

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 18

    • Tak,zanim trafiłem na stronę pana Wandaluzji to czytałem ten artykuł.I jeszcze jeden na ten sam temat na blogu niejakiego Maruchy.A potem u pana Wandaluzji przeczytałem,że zamki jurajskie to kultura Vinca.

  1. witam, na stronie http://bialczynski.pl/2017/01/28/rafal-kopko-orlicki-o-miedzymorzu-polskiej-transformacji-i-jezyku-ogolnoslowianskim/#comments pozwoliłem sobie wkleić odnośnik do powyższego artykułu. W komentarzach poddano w wątpliwość pochodzenia znaleziska w Pietrowicach Wielkich jako meglitycznego rondela. Jeden z komentujących użytkowników przesłał poniższy film z wywiadem z dr. Mirosława Furmankiem https://www.youtube.com/watch?v=ybMdu7AiuBw, wywiad pochodzi z 2014 roku, artykuł z PAP http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,393745,archeolodzy-badaja-unikatowy-rondel-w-pietrowicach-wielkich.html z 2013 roku. Nie ma nigdzie późniejszych informacji potwierdzających na 100% czy Pietrowice Wielkie to budowla megalityczna Lendziel czy też z późniejszej wczesnej epoki brązu 2000-1700 pne. Można prosić o komentarz w tej sprawie?

    • Kluczowy i pełniejszy, niż jedno stwierdzenie z wywiadu z YT, jest akapit z tej (http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,393745,archeolodzy-badaja-unikatowy-rondel-w-pietrowicach-wielkich.html) informacji PAP: „W fosach odkryto fragmenty naczyń ceramicznych, wyrobów krzemiennych oraz kości zwierzęce. Znaczna część wykonana jest, zdaniem naukowców, w sposób charakterystyczny dla początków epoki brązu, co pozwala oszacować powstanie założenia najprawdopodobniej na ok. 4000 – 3700 lat temu. „Jednakże obecność nielicznych fragmentów naczyń neolitycznych nie wyklucza jeszcze jego starszej chronologii” – zastrzega kierownik badań. Moim zdaniem obiekt powstał w okresie kultury lendzielskiej, jak go odkrywca – dr M. Furmanek – na początku (w 2011 r.) oszacował. Dalej pełnił funkcję lokalnego centrum osadniczego w epoce brązu i stąd obfite artefakty z tego okresu (mniej zniszczone choćby z powodu krótszego upływu czasu przed ich znalezieniem w XXI w. n.e.), co odkryły dopiero wykopaliska. Czy wykryte nieinwazyjnymi metodami obiekty pochodzą więc na pewno z wczesnego brązu? Nie – sam cytowany naukowiec nie jest tego pewien. Metodą naszych badaczy przyjmuje wersję „poprawniejszą”. Budzi się jednak zasadnicza wątpliwość – po co ktoś miałby budować strukturę, która wyszła z „użycia” tysiące lat wcześniej? Ja nie widzę racjonalnego wyjaśnienia. Bliższe logiki jest wytłumaczenie polegające na ciągłości osadniczej i konsekwentnym odbudowywaniu (modernizowaniu) pierwotnej konstrukcji.

  2. Cieszy mnie docenienie pana Wandaluzji.To mu się po prostu należy.Pan Juliusz Prawdzic kilkadziesiąt lat przed erą badań genetycznych głosił,że nasza historia sięga neolitu,że kultura amfor kulistych to Słowianie.W związku z tym mam prośbę do admina tego bloga- czy jest możliwy artykuł o najbardziej „bombowej” teorii pana Wandaluzji,popieranej też przez archeologów starej szkoły lwowsko-wrocławskiej dotyczącej datowania większości polskich zamków,murów obronnych,kościołów?

    Pan Juliusz Prawdzic uważa,że większośc obiektów uznawanych za średniowieczne pochodzi z neolitu.Przykładowo zamki jurajskie miała budować kultura Vinca a klasztor Dominikanów w Lublinie czy kościół św Jakuba w Sandomierzu to ceglane świątynie kultury pucharów lejkowatych remontowane i przebudowywane w kolejnych tysiącleciach według aktulnie obowiązującej mody.

    Czy możliwy byłby taki artykuł?

    • Teorie Pana Juliusza Prawdzica są na tyle oryginalne, że poza pojedynczymi spostrzeżeniami nie jestem w stanie ich skonfrontować z innymi hipotezami. Jednak warto je śledzić, bo są inspirujące.

    • Z uwagi na fakt używania organicznych substancji (jaj) przy tworzeniu zapraw murarskich należałoby coś takiego datować metodą c14. Kwestia tylko czy w próbce znajdzie się na tyle węgla, by badanie się powiodło. Rozmawiałem z Poznańskim Laboratorium Radiowęglowym na ten temat i jest to do zbadania bez problemów, cena (ok. 1500 pln). Kwestia pobrania próbki, ja zapłacę dla dobra nauki.

      • Podobno najskuteczniejsze jest badanie dendrologiczne pali fundamentowych.W każdym razie próbki chyba ciężko będzie pozyskać legalnie,chyba w nocy trzeba byłoby nadłubać trochę zaprawy:D Po dobroci raczej się kuria biskupia czy też konserwator nie zgodzi na pobieranie próbek.

        • Najważniejsze jest, by w próbce była minimalna ilość węgla. Laboratorium sprawdza to oczywiście przed właściwym badaniem. Byłoby wspaniałe, gdyby znaleźć w zaprawie np. źdźbło lub jakiegoś owada. Próbka winna być pobrana ze środka muru/fundamentu. Zamierzam w tą wiosnę/lato wybrać się na jakies niepilnowane ruiny i to zrobić.

  3. Zwróciłbym uwagę, co chyba pominęli specjaliści od rondli, że zapisanie w konstrukcji budowli najkrótszego i najdłuższego dnia jest banalne, tak jak banalne jest wykonanie geometrii rondla.
    Geometrycznie jest to tak latwe, jak wybudowanie cegłą domu kopułowego. Wyznaczamy środek i długim sznurkiem wyznaczamy obwód, niedoskonałości kształtu biorą się z problemów z naciągiem sznurka i/lub ludzkim wykonaniem.
    Wyznaczenie bramy przesilenia letniego i zimowego, w sumie jedna wystarczy by okreslic drugą, można wykonać już po utworzeniu palisady, wystarczy będąc w środku bacznie obserwować wschody słońca.
    Mając to wyznaczone, bez trudu da się wykreślić nie tylko kierunki świata, ale dowolne rowne przedziały czasowe np. słowiańskie dekady, wyliczyć ile dni składa się na rok, w końcu konfrontując je z miesiącami (okresami księżycowmi) wyznaczyć ile „miesiączków” składa się na rok oraz ile dni trzeba doliczyć by wyszło na zero, bo z tego co mi wiadomo, miesiące miały stałą ilość dni, zaś brakującą liczbę zużywano na szczodre i jare gody
    Takie miejsce było najpewniej miejscem do wspólnego cyklicznego świętowania, gdzie przychodziło się sprawdzić czy to już jest ten okres, gdy rodzi się nowe słońce.

  4. Należy mieć na uwadze, że puszcze leśne były przeogromnymi odstępami, dlatego powątpiewam w funkcje obronne rondli, łatwiej było uciec do lasu, szczególnie że znało się go jak własną kieszeń i tam przetrwać. Lepszej fortecy niż odstepy leśne nie było i nie ma do dzisiaj.

  5. Białczyński 26 stycznia 2017 o 21:51 Odpowiedz
    Napisał ZwykłySzaryCzłowiek pod artykułem o Ukrainie wiadomość o kolejnym paszkwilu na Trubosłowian w internecie:

    https://histmag.org/Imperium-Lechitow-nie-istnialo.-Dlaczego-14682

    agentura w natarciu

    Odpisałem co następuje:

    Próżne ich wysiłki – rzucili na żer jakiegoś biednego studenciaka. Lepiej by podyskutował tutaj o Wolańskim Jakub Linetty, ale mija już miesiąc od obietnicy polemiki i cisza. Oczywiście linki do tego antylechickiego blogu jakichś Niemców Opolskich, którzy nawet nie potrafili się w swoich pierwszych artykułach wypowiedzieć poprawnie w polszczyźnie. Studenciak historii Przemysław Piotr Damski Autor Histmaga – żenada argumentacja nie lepsza niż z Newsweeka.

    HiSTMAG „zasłynął” już w przeszłości likwidacja polskiego forum Genetycznego gdy wychodziły na jaw coraz to nowe wiadomości o słowiańskiej haplogrupie R1a w latach 2010-2011 i 2012. Zlikwidowano forum po prostu! Warto dowiedzieć się kto finansuje Histmag.org. Bo nagle odżyli Z niebytu za czyjeś pieniądze, a byli na dnie , blisko likwidacji. Znam dobrze tę sprawę i to co pisali genetycy na temat zarządu Histmagu. Ktoś przejął wtedy Histmag i zamknął forum. Kto? – zbadamy to i będziemy w domu!

    Ta panika w tonie całego artykułu świadcz,y że nieźle całe to towarzystwo jest już spietrane. Tymczasem nasze artykuły wchodzą do Rocznika Historycznego! No i co nam tam jakiś proniemiecki Histmag, i jakiś amatorski blog silingium germanicum czy sigilum autenticum, czy jak mu tam, prowadzony przez Niemców Opolskich?! To chyba jakaś Złamana Niemiecka Pieczęć Goebellsa co najwyżej a nie żaden znak prawdy, raczej odgrzewany stary kotlet – duch przeszłości, jakiś zmartwychwstały Kossina/Adolf Hitler, albo po prostu agenda Werwolfu w Polsce!

    Nie ma chyba sensu polemizować z kimś kto powołuje się linkami na artykuły z blogu, w którym autorzy nie potrafią pisać poprawną polszczyzną.

    Samo użycie słowa „Turbosłowianin” świadczy o autorze artykułu jak najgorzej, bo jest tworem propagandowym stworzonym przez AGENCJĘ REKLAMOWĄ ZA PIENIĄDZE SOROSA – A WIĘC W WIADOMYM CELU. Jest samo w sobie próbą poza-merytorycznego przyczepienia obelgi do adwersarza. To nie dyskusja na żadne argumenty, tylko czysta niemiecka propaganda uprawniana w języku polskim i wspomagana przez Polaków-idiotów, tzw „pożytecznych”.

    Tej żerującej na eurodolarach hałastrze grunt pali się pod nogami w Polsce. Chwytają się już prawą nogą za lewe ucho byle ocalić swoje XIX wieczne antysłowiańskie brednie.

      • Osobiście jestem odmiennego zdania, a dodatkowo uważam, że używanie makaronizmów jest próbą wyparcia się swojej własnej „pogańskiej” tożsamości,.. bracie „poganinie”, nieprawdaż?:-)

        Ciekawe, czy turbokatolik Tanator czuje się ultra super międzynarodowym komunistą krześcijańskim, czy jednak coś mu tam diabelsko słowiańskiego drga, a może nawet i wierzga, pod tą jego sutanną, czy inną pustynną burką, hm?

    • Powtarzam się, ale jestem pewien, że termin „turbosłowianizm” wywinie fikołka i z czasem bedzie terminem opisującym upadłą teorię allochtoniczną, uznającą za „fakt naukowy” turbo rozmnożenie się Słowian na ponad połowę Europy w czasie 100-200 lat.

      • Co do tego, to w długim przedziale czasu można być tego pewnym, podobnie jak tego, że tym samym tropem podąży turbo-katolicyzm z jego nowymi turbo-katolikami, itp, patrz Wielcy Wolni Sarmaccy Wolacy, itd, a wnioskuję tak po tych napisanych i nienapisanych tekstach,.. Bracie… Słowianinie… hehehe 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *