Podziemia łysogórskie – krypty, świątynia, cysterny czy zamek?

W tej górze znajduje się wszystko co może pomóc w odczytaniu dawnych dziejów. Wbrew zaś temu co mówią współcześni – zarówno chrześcijańskie jak i pogańskie świadectwa łysogórskie znacznie wydłużają czas losów narodu na nadwiślańskiej ziemi. Tylko najpierw należy zbadać to co zostało ukryte. Dokładniej, trzeba osuszyć trzy podziemne komory znajdujące się w Łysej Górze, które nigdy nie były cysternami na wodę.

Taka konstrukcja gospodarcza jest bowiem obok i została wybudowana przez miejscowych zakonników. Została zbadana przez kieleckiego archeologa dra Czesława Hadamika.

„W ramach prac badawczych zbadaliśmy teren klasztornego wirydarza, czyli dziedzińca otoczonego XV-wiecznymi krużgankami” – powiedział serwisowi PAP Nauka w Polsce dr Hadamik. W jego centralnej części znajduje się kamienna cembrowina, wyglądająca na pierwszy rzut oka jak studnia. „Faktycznie jest to górna część rozległej cysterny znajdującej się pod dziedzińcem. Sama cembrowina oparta jest na czterech kamiennych filarach” – wyjaśnił. „Dno zbiornika jest oparte o litą skałę. Samą komorę wykuto w zwietrzelinie skalnej” – powiedział Hadamik, który schodził do wnętrza cysterny.

Zbiornik gromadził głównie wody opadowe i gruntowe. Powstał prawdopodobnie w okresie remontów zespołu klasztornego prowadzonych przez opatów Bogusława Raduszewskiego i Stanisława Sierakowskiego. To był zbiornik o wymiarach ok. 4,5 na 5 m znajdujący się 5,3 m pod powierzchnią dziedzińca. Jest szczelnie obudowany ze wszystkich stron kamiennymi ciosami i kamieniem łamanym” – wyjaśnił dr Hadamik. Radzę dobrze zapamiętać rozmiary cysterny ustalone przez archeologa – przyda się w dalszej opowieści.

„W późniejszym okresie, w XVIII w. lub najpóźniej w początkach XIX w., od wschodniej strony dobudowano cysternę pomocniczą z cegły, o wymiarach dna 1,2 na 2 m. W najwyższym punkcie zbiornik ma 1,3 m” – stwierdził naukowiec. Młodsza komora była połączona ze zbiornikiem głównym kanałem a całość działała na zasadzie naczyń połączonych. Według obliczeń naukowca, w ten sposób udawało się zabezpieczyć na potrzeby klasztoru około 35 metrów sześciennych wody. Szacuje on, że była to wystarczająca ilość, pozwalająca przetrwać okresy dłuższych niedoborów wody i suszy. Podczas prac archeologom udało się także odsłonić dużo młodsze elementy całego systemu. Prawdopodobnie na przełomie XIX i XX wieku, dobudowano wypełnioną grysem „wannę” połączoną z przynajmniej czterema narożnikami wirydarza. Zbierała ona wodę opadową. Warstwa żwiru pełniła rolę filtra, dzięki czemu do cysterny dostawała się oczyszczona woda.

INNE PODZIEMIA, INNE WYPRAWY

W 1964 r. ekipą z warszawskiej Pracowni Konserwacji Zabytków kierował inżynier budownictwa Adam Pulikowski. Tak opisał swoją wyprawę w głąb Łysej Góry: „Najpierw trzeba było znaleźć właz, gdyż wszystko było zasypane. Gdy już to się udało, zostałem opuszczony w głąb na linie, a za mną zjechał ponton, ale tylko częściowo nadmuchany. Musiałem ręcznie wtłoczyć do niego powietrze, gdyż inaczej nie mieścił się w wąskim otworze. Trud się jednak opłacił, gdyż komory sprawiały niezwykłe wrażenie. Przykryte zostały bowiem sklepieniem półkolistym, opartym na potężnych filarach. Woda miała kolor zielony, a z niektórych arkad zwisały stalaktyty. Ich stan był znakomity, nigdzie nie było żadnych spękań”.
Adam Pulikowski zmierzył zbiorniki. Pierwsza komora ma wymiary 9 metrów na 11,5 metra, druga będąca przedłużeniem pierwszej – 7,6 metra na 6,5 metra, a trzecia – 4,25 metra na 4,25 metra. We wszystkich komorach o wysokości 7 metrów, woda utrzymuje się na jednakowym poziomie blisko 2 metrów, co świadczy o tym, że są one ze sobą połączone.

Inżynier Pulikowski na koniec dokumentacji technicznej zapisał swoje uwagi: Wnętrza skojarzyły mi się z kościołem, wiec zasugerowałem, że można je osuszyć i urządzić tam kaplicę, co na pewno byłoby duża atrakcją dla turystów”.

Zauważmy – największa komora cysterny na wodę dla klasztoru ma 4,5 na 5 m. Największa komora podziemnej „świątyni” – 9 metrów na 11,5 metra i wysoka jest na 7 m! Ponadto wiemy, że nikt nigdy z klasztoru świętokrzyskiego nie korzystał z tego zasobu wody nie tylko do picia, ale nawet do podlewania roślin czy prac gospodarskich. Wygląda jakby to miejsce miało pozostać specjalnie zalane i niedostępne.

Jeżeli o systemie gromadzenia wody, stworzonym przez benedyktynów, dr Hadamik powiedział, że „podobnych rozwiązań nie udało się dotąd odkryć nigdzie indziej”, to co możemy powiedzieć o podziemnych komnatach znajdujących się obok i stworzonych przez nie wiadomo kogo?!

Preppers i badacz Słowiańszczyzny Adolf Kudliński był kolejnym, który penetrował podziemia łysogórskie. Jego zdaniem to krypty grobowe władców lechickich. Jednak poza intuicją nic więcej nie przemawia za tą wersją. W emocjonalnym filmie Kudliński przedstawił swoją wyprawę. Jednak kilkanaście lat przed tą ekspedycją sam Kudliński podejrzewał, że: „[…] były to podziemne kaplice, które zlecili wybudować benedyktyni w XVI lub XVII wieku. To były niespokojne czasy, a na Świętym Krzyżu kosztowności nie brakowało. Na szczyt góry pielgrzymowało tysiące ludzi, w tym także królowie Polscy, którzy zostawiali cenne wota. Niewątpliwe trzeba było pomyśleć o ich zabezpieczeniu, by nie padły łupem grabieżców”.

ZAMEK WANDY DIANY

Według „Powieści rzeczy istej o założeniu klasztoru na Łysej Górze” w tym miejscu wznosił się w pogańskich czasach zamek. Jan Długosz w swoich „Rocznikach…” przekazuje ludową legendę, że twierdzę tę wznieśli jacyś olbrzymi. Staropolski kronikarz zapisał: „Łysa góra, w ziemi Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa […]. Jeżeli wierzyć można staremu podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. […] Niewiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów, i tak wielkim trudem. Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni, ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie mogły”. Także według Jana Długosza na Łysej Górze: „[…] znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda”.

Wcześniej pisze o tym zamku XIII-wieczna „Kronika Wielkopolska”. Dopowiada, że to „zamek pani każącej się czcić jako bogini Diana” po tym jak pokonała wojska Aleksandra Wielkiego. Rzymska boginii Diana miała odpowiadać słowiańskiej Dziewannie. Również dokument związany z ufundowaniem opactwa benedyktynów z lat 1376-86 mówi „in loco castri Calvimontis”, czyli „w miejscu zamku Łysogórskiego”. Z początku XVIII w. pochodzi anonimowa relacja: „[…] przy pomienionym Zamku Łysiec nazwanym wybudowana była Bałwochwałnica; to iest Bożnica, abo Kościół Poganski, przy którym także wymurowane były, zacne y znaczne budynki, Pałace, Pokoie, które potym (iako się niżey powie) ogień piorunowy rostrzaskał, rozwalił, y spalił. Zaczym, z onych murów rozwalonych kamienie gorę tę pokryły: tak dalece, iż się drzewu, na tym mieyscu rodzić y krzewić niedopuściły. Y lubo insze góry okoliczne, tey gorze przyległe, gęstemi się lassami, y wysokiemi drzewami pokrywały; wierzch iednak tey góry zawsze był ogołocony, nieiaką łysość abo Kalwaryą pokazuiąc”. Ten opis sugeruje ludzkie a nie naturalne „pochodzenie” gołoborzy na Łyścu. Z kolei w „Nowych Atenach” Benedykta Chmielowskiego – Łysa Góra opisana jest tak: „Był tam niegdy Polaków Asylum Forteca i Antemurał, jako z kamieni wielkich i murów trzech górę tę otaczających łatwo wnosić. Tam bogata mieszkając Pani, a tryumfując z Nieprzyjaciół, udała się za Dianę Boginię”.

Jednak to nie koniec zagadek.W zakrystii schowana była głowa odtrącona od posągu pogańskiej kapłanki. Grecki profil, delikatna dosyć robota, zdają się wskazywać, iż jest to po prostu część posągu jakiejś świętej, może i dawniejszego jeszcze kościoła” – zapisano w „Wycieczce do kościoła świętokrzyskiego na Łysej Górze”, w numerze 33. „Kłosów” z 1881 r.. Według tej samej relacji, kilkadziesiąt kroków poniżej kościoła w tym czasie wyraźne jeszcze były ślady jakichś fundamentów. Zakrystian (kościelny) miał je nazwać domem kapłanki pogańskiej, strzaskanym przez pioruna. Dalej w tym samym artykule czytamy: „Fundament znaleziony jest z kamienia kwarcowego, z jakiego składa się skała, na której stoi kościół; w pośrodku leży kilka kawałków kolumn tejże samej grubości co znajdujące się przy cmentarzu kościelnym po lewej stronie, które mają 35 cm średnicy a 130 cm długości. Pokazywał nam również w zakrystii schowaną głowę wyraźnie częścią odtrąconą od posągu, jak nam mówił, tej pogańskiej kapłanki”. Do dziś na Łysej Górze przetrwały ruiny kamiennego wału o długości około 2 km i wysokości 2 m, mogącego całkowicie otaczać górę. Czy był on związany z fortyfikacjami nieistniejącego już od stuleci zamku, czy też miał charakter kultowy (jak się powszechnie przyjmuje)?

Czy to był posąg kapłanki, czy królowej – to i tak może być mowa o jednej postaci, znanej jako królowa-kapłanka Wanda. Według zaginionej kroniki Miorsza (za Augustem Bielowskim), nie żaden Aleman, a Langar król Agryanów na prośbę Aleksandra Wielkiego w 336 roku p.n.e. napada na królestwo Wandy. Powodem najazdu miało być wsparcie Lęchitów dla Klejtosa, który toczył wojnę z Aleksandrem. Po powstrzymaniu najeźdźców Wanda miała powody do chwały i mogła zażądać czczenia przez poddanych jako bogini.

Tak czy owak, łysogórskie podziemia i ruiny ponad nimi kryją tyle zagadek naszej historii, że powstrzymywanie się od ich rzetelnego zbadania to co najmniej antynarodowa głupota.

NA ZDJĘCIU: pozostałości kamiennych wałów na Łysej Górze, FOT: slawojar/wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 4

  1. Pan Wandaluzja zauważył, że te podziemne cysterny wyglądają identycznie jak grobowiec Porta Maggiore w Rzymie.Może ten sam architekt zaprojektował oba podziemne obiekty?

  2. Coś z tym trzeba zrobić, bo nie doczekamy się aż ktoś tam ruszy cztery litery żeby w końcu to miejsce porządnie zbadać. Myślę o złożeniu jakiejś petycji w tej sprawie. Z jednej strony wiadomo że w tej chwili przy władzy jest klika watykańska, ale z drugiej jak byśmy zebrali dość podpisów, to chociaż dałoby radę nagłośnić sprawę. Kwestia jest też do kogo to wysłać, na razie do głowy przychodzi mi tylko wojewódzki konserwator i prezydent.

    • najpierw musiał byś wszystkich batmanów wystrzelać albo zamknąć, inaczej nie ma takiej opcji żeby zbadać ten teren

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *