Podziemia łysogórskie – krypty, świątynia, cysterny czy zamek?

W tej górze znajduje się wszystko co może pomóc w odczytaniu dawnych dziejów. Wbrew zaś temu co mówią współcześni – zarówno chrześcijańskie jak i pogańskie świadectwa łysogórskie znacznie wydłużają czas losów narodu na nadwiślańskiej ziemi. Tylko najpierw należy zbadać to co zostało ukryte. Dokładniej, trzeba osuszyć trzy podziemne komory znajdujące się w Łysej Górze, które nigdy nie były cysternami na wodę.

Taka konstrukcja gospodarcza jest bowiem obok i została wybudowana przez miejscowych zakonników. Została zbadana przez kieleckiego archeologa dra Czesława Hadamika.

„W ramach prac badawczych zbadaliśmy teren klasztornego wirydarza, czyli dziedzińca otoczonego XV-wiecznymi krużgankami” – powiedział serwisowi PAP Nauka w Polsce dr Hadamik. W jego centralnej części znajduje się kamienna cembrowina, wyglądająca na pierwszy rzut oka jak studnia. „Faktycznie jest to górna część rozległej cysterny znajdującej się pod dziedzińcem. Sama cembrowina oparta jest na czterech kamiennych filarach” – wyjaśnił. „Dno zbiornika jest oparte o litą skałę. Samą komorę wykuto w zwietrzelinie skalnej” – powiedział Hadamik, który schodził do wnętrza cysterny.

Zbiornik gromadził głównie wody opadowe i gruntowe. Powstał prawdopodobnie w okresie remontów zespołu klasztornego prowadzonych przez opatów Bogusława Raduszewskiego i Stanisława Sierakowskiego. To był zbiornik o wymiarach ok. 4,5 na 5 m znajdujący się 5,3 m pod powierzchnią dziedzińca. Jest szczelnie obudowany ze wszystkich stron kamiennymi ciosami i kamieniem łamanym” – wyjaśnił dr Hadamik. Radzę dobrze zapamiętać rozmiary cysterny ustalone przez archeologa – przyda się w dalszej opowieści.

„W późniejszym okresie, w XVIII w. lub najpóźniej w początkach XIX w., od wschodniej strony dobudowano cysternę pomocniczą z cegły, o wymiarach dna 1,2 na 2 m. W najwyższym punkcie zbiornik ma 1,3 m” – stwierdził naukowiec. Młodsza komora była połączona ze zbiornikiem głównym kanałem a całość działała na zasadzie naczyń połączonych. Według obliczeń naukowca, w ten sposób udawało się zabezpieczyć na potrzeby klasztoru około 35 metrów sześciennych wody. Szacuje on, że była to wystarczająca ilość, pozwalająca przetrwać okresy dłuższych niedoborów wody i suszy. Podczas prac archeologom udało się także odsłonić dużo młodsze elementy całego systemu. Prawdopodobnie na przełomie XIX i XX wieku, dobudowano wypełnioną grysem „wannę” połączoną z przynajmniej czterema narożnikami wirydarza. Zbierała ona wodę opadową. Warstwa żwiru pełniła rolę filtra, dzięki czemu do cysterny dostawała się oczyszczona woda.

INNE PODZIEMIA, INNE WYPRAWY

W 1964 r. ekipą z warszawskiej Pracowni Konserwacji Zabytków kierował inżynier budownictwa Adam Pulikowski. Tak opisał swoją wyprawę w głąb Łysej Góry: „Najpierw trzeba było znaleźć właz, gdyż wszystko było zasypane. Gdy już to się udało, zostałem opuszczony w głąb na linie, a za mną zjechał ponton, ale tylko częściowo nadmuchany. Musiałem ręcznie wtłoczyć do niego powietrze, gdyż inaczej nie mieścił się w wąskim otworze. Trud się jednak opłacił, gdyż komory sprawiały niezwykłe wrażenie. Przykryte zostały bowiem sklepieniem półkolistym, opartym na potężnych filarach. Woda miała kolor zielony, a z niektórych arkad zwisały stalaktyty. Ich stan był znakomity, nigdzie nie było żadnych spękań”.
Adam Pulikowski zmierzył zbiorniki. Pierwsza komora ma wymiary 9 metrów na 11,5 metra, druga będąca przedłużeniem pierwszej – 7,6 metra na 6,5 metra, a trzecia – 4,25 metra na 4,25 metra. We wszystkich komorach o wysokości 7 metrów, woda utrzymuje się na jednakowym poziomie blisko 2 metrów, co świadczy o tym, że są one ze sobą połączone.

Inżynier Pulikowski na koniec dokumentacji technicznej zapisał swoje uwagi: Wnętrza skojarzyły mi się z kościołem, wiec zasugerowałem, że można je osuszyć i urządzić tam kaplicę, co na pewno byłoby duża atrakcją dla turystów”.

Zauważmy – największa komora cysterny na wodę dla klasztoru ma 4,5 na 5 m. Największa komora podziemnej „świątyni” – 9 metrów na 11,5 metra i wysoka jest na 7 m! Ponadto wiemy, że nikt nigdy z klasztoru świętokrzyskiego nie korzystał z tego zasobu wody nie tylko do picia, ale nawet do podlewania roślin czy prac gospodarskich. Wygląda jakby to miejsce miało pozostać specjalnie zalane i niedostępne.

Jeżeli o systemie gromadzenia wody, stworzonym przez benedyktynów, dr Hadamik powiedział, że „podobnych rozwiązań nie udało się dotąd odkryć nigdzie indziej”, to co możemy powiedzieć o podziemnych komnatach znajdujących się obok i stworzonych przez nie wiadomo kogo?!

Preppers i badacz Słowiańszczyzny Adolf Kudliński był kolejnym, który penetrował podziemia łysogórskie. Jego zdaniem to krypty grobowe władców lechickich. Jednak poza intuicją nic więcej nie przemawia za tą wersją. W emocjonalnym filmie Kudliński przedstawił swoją wyprawę. Jednak kilkanaście lat przed tą ekspedycją sam Kudliński podejrzewał, że: „[…] były to podziemne kaplice, które zlecili wybudować benedyktyni w XVI lub XVII wieku. To były niespokojne czasy, a na Świętym Krzyżu kosztowności nie brakowało. Na szczyt góry pielgrzymowało tysiące ludzi, w tym także królowie Polscy, którzy zostawiali cenne wota. Niewątpliwe trzeba było pomyśleć o ich zabezpieczeniu, by nie padły łupem grabieżców”.

ZAMEK WANDY DIANY

Według „Powieści rzeczy istej o założeniu klasztoru na Łysej Górze” w tym miejscu wznosił się w pogańskich czasach zamek. Jan Długosz w swoich „Rocznikach…” przekazuje ludową legendę, że twierdzę tę wznieśli jacyś olbrzymi. Staropolski kronikarz zapisał: „Łysa góra, w ziemi Sandomierskiej, blisko miasteczka Opatowa […]. Jeżeli wierzyć można staremu podaniu gminnemu, sławna była niegdyś olbrzymami, którzy na niej zbudowali zamek, jak świadczą ogromne kupy gruzów i głazów. […] Niewiadomo który z olbrzymów i kiedy zbudował ów zamek z tak długiemi ścianami, z tak ogromnych i niepożytych głazów, i tak wielkim trudem. Potwornych zwalisk tej olbrzymiej budowy, ogromnych kup gruzów i kamieni, ani ciernie, ani kolczyste rośliny, ani gęsto drzewa i mchy zakryć nie mogły”. Także według Jana Długosza na Łysej Górze: „[…] znajdować się miała bożnica w bałwochwalstwie żyjących Słowian, gdzie bożkom Lelum i Polelum ofiary czyniono i podług innych czczono tu bożyszcza: Świst, Poświst, Pogoda”.

Wcześniej pisze o tym zamku XIII-wieczna „Kronika Wielkopolska”. Dopowiada, że to „zamek pani każącej się czcić jako bogini Diana” po tym jak pokonała wojska Aleksandra Wielkiego. Rzymska boginii Diana miała odpowiadać słowiańskiej Dziewannie. Również dokument związany z ufundowaniem opactwa benedyktynów z lat 1376-86 mówi „in loco castri Calvimontis”, czyli „w miejscu zamku Łysogórskiego”. Z początku XVIII w. pochodzi anonimowa relacja: „[…] przy pomienionym Zamku Łysiec nazwanym wybudowana była Bałwochwałnica; to iest Bożnica, abo Kościół Poganski, przy którym także wymurowane były, zacne y znaczne budynki, Pałace, Pokoie, które potym (iako się niżey powie) ogień piorunowy rostrzaskał, rozwalił, y spalił. Zaczym, z onych murów rozwalonych kamienie gorę tę pokryły: tak dalece, iż się drzewu, na tym mieyscu rodzić y krzewić niedopuściły. Y lubo insze góry okoliczne, tey gorze przyległe, gęstemi się lassami, y wysokiemi drzewami pokrywały; wierzch iednak tey góry zawsze był ogołocony, nieiaką łysość abo Kalwaryą pokazuiąc”. Ten opis sugeruje ludzkie a nie naturalne „pochodzenie” gołoborzy na Łyścu. Z kolei w „Nowych Atenach” Benedykta Chmielowskiego – Łysa Góra opisana jest tak: „Był tam niegdy Polaków Asylum Forteca i Antemurał, jako z kamieni wielkich i murów trzech górę tę otaczających łatwo wnosić. Tam bogata mieszkając Pani, a tryumfując z Nieprzyjaciół, udała się za Dianę Boginię”.

Jednak to nie koniec zagadek.W zakrystii schowana była głowa odtrącona od posągu pogańskiej kapłanki. Grecki profil, delikatna dosyć robota, zdają się wskazywać, iż jest to po prostu część posągu jakiejś świętej, może i dawniejszego jeszcze kościoła” – zapisano w „Wycieczce do kościoła świętokrzyskiego na Łysej Górze”, w numerze 33. „Kłosów” z 1881 r.. Według tej samej relacji, kilkadziesiąt kroków poniżej kościoła w tym czasie wyraźne jeszcze były ślady jakichś fundamentów. Zakrystian (kościelny) miał je nazwać domem kapłanki pogańskiej, strzaskanym przez pioruna. Dalej w tym samym artykule czytamy: „Fundament znaleziony jest z kamienia kwarcowego, z jakiego składa się skała, na której stoi kościół; w pośrodku leży kilka kawałków kolumn tejże samej grubości co znajdujące się przy cmentarzu kościelnym po lewej stronie, które mają 35 cm średnicy a 130 cm długości. Pokazywał nam również w zakrystii schowaną głowę wyraźnie częścią odtrąconą od posągu, jak nam mówił, tej pogańskiej kapłanki”. Do dziś na Łysej Górze przetrwały ruiny kamiennego wału o długości około 2 km i wysokości 2 m, mogącego całkowicie otaczać górę. Czy był on związany z fortyfikacjami nieistniejącego już od stuleci zamku, czy też miał charakter kultowy (jak się powszechnie przyjmuje)?

Czy to był posąg kapłanki, czy królowej – to i tak może być mowa o jednej postaci, znanej jako królowa-kapłanka Wanda. Według zaginionej kroniki Miorsza (za Augustem Bielowskim), nie żaden Aleman, a Langar król Agryanów na prośbę Aleksandra Wielkiego w 336 roku p.n.e. napada na królestwo Wandy. Powodem najazdu miało być wsparcie Lęchitów dla Klejtosa, który toczył wojnę z Aleksandrem. Po powstrzymaniu najeźdźców Wanda miała powody do chwały i mogła zażądać czczenia przez poddanych jako bogini.

Tak czy owak, łysogórskie podziemia i ruiny ponad nimi kryją tyle zagadek naszej historii, że powstrzymywanie się od ich rzetelnego zbadania to co najmniej antynarodowa głupota.

NA ZDJĘCIU: pozostałości kamiennych wałów na Łysej Górze, FOT: slawojar/wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 28

  1. Genezę krypty łysogórskiej można jeszcze wiązać z dwoma innymi prawdopodobieństwami.
    Raczej niemożliwymi już dziś do dowiedzenia, niestety.
    Pierwsza możliwość. Trakowie bezdyskusyjnie należeli do rodziny prasłowian i w znacznej mierze współtworzyli kulturę grecką. Z racji usytuowania (sztuczna krypta w dominującym wzniesieniu z zaznaczoną obwałowaniem strefą sacrum – konotacje seksualne jak najbardziej uzasadnione) nasuwa się analogia z zagadkowymi misteriami eleuzyjskim ku czci Demeter (trackiego pochodzenia bogini którą możemy identyfikować jako „taMacierz”, Mokosz, Matka-Ziemia). „Po dotarciu procesji do Eleusis obrzędy odbywały się w mogącym pomieścić nawet trzy tysiące ludzi Telesterionie. Dopiero gdy, przybywszy na miejsce, uczestnicy zagłębili się we wnętrzach sanktuarium, zaczynała obowiązywać zasada milczenia. Sam ceremoniał wewnątrz świątyni był aktem zindywidualizowanym.”
    Druga możliwość. Według Ptolemeusza mieszkali „Biessowie koło góry Karpatos”, wiąże się ich z toponimem „Bieszczady”. Wiadomo że byli kapłanami Traków (głównie ich części określanej jako Satrowie) i strażnikami świątyń Dionizosa. „O tej świątyni mówi Herodot: Satrowie, o ile mi wiadomo, nie uznawali niczyjej władzy i jako jedyni z Traków są niezależni do tej chwili; żyją wysoko w górach okrytych śniegiem i lasami i są doskonałymi wojownikami; Władają oni świątynią-wyrocznią Dionizosa, która znajduje się na wysokim szczycie. Pomiędzy Satraów Bessowie zajmują się przepowiedniami; kapłanka przekazuje proroctwa dokładnie tak jak w Delfach; nie ma żadnej różnicy.” Podkreślam – w tekście stoi „na wysokim szczycie”, a nie „w wysokich górach”.
    W pełni zgadzam się z tym że karygodne jest gloryfikowanie historii przybłędów, podczas kiedy nasza własna historia wciąż jeszcze pisana jest przez obcych.

  2. Pan Wandaluzja zauważył, że te podziemne cysterny wyglądają identycznie jak grobowiec Porta Maggiore w Rzymie.Może ten sam architekt zaprojektował oba podziemne obiekty?

        • Strona Wandaluzja prowadzona przez Juliusza Prawdzica zniknęła z internetu. Nie wiadomo, czy na stałe, czy też są jakieś problemy techniczne. Wandaluzja została zarchiwizowana na portalu Wayback Machine, ale nie wszystkie podrozdziały zostały tam zapisane. W tym momencie czuję jak strażnik św. Graala, ponieważ pamiętam kilka wpisów Juliusza Prawdzica, które nie zostały zarchiwizowane. Wychodzi na to, że w razie zniknięcia strony Wandaluzja z internetu już na zawsze pewne treści pozostaną tylko w mojej pamięci. Chcąc zrzucić z siebie tę odpowiedzialność dodam teraz monstrualnie długi komentarz, w którym podzielę się z Wami moją wiedzą. Żeby było czytelniej, rozbiję to na kilka punktów.

          1. Według Juliusza Prawdzica podziemia Łysej Góry to krypty baronów miedziowych sprzed około 7 tysięcy lat. Zostały wykonane w czasach dominacji kultur naddunajskich w Europie Środkowej. Juliusz Prawdzic wspomina o Wielkiej Miedzi Kieleckiej. Złoża miały zostać wyeksploatowane w Renesansie. W tej okolicy pozostało do dziś kilka nazw takich, jak np. Miedzianka. Jeżeli Porta Maggiore wygląda identycznie, jak podziemia Łysej Góry, mamy kilka możliwości do wyboru. Pierwsza z nich – jeden i ten sam architekt zaprojektował obie budowle około 7 tysięcy lat temu. Ostatecznie krypty świętokrzyskie zostały zapomniane i zalane wodą. Porta Maggiore było w kolejnych epokach historycznych wtórnie wykorzystywane przez mieszkających tu ludzi, m.in. przez Etrusków i Rzymian. Jeżeli jednak Porta Maggiore faktycznie powstało w I stuleciu p.n.e. to znaczy, że architekt mógł znać prawdziwą historię Europy i celowo zaprojektował budowlę tak, żeby przypominała krypty świętokrzyskie.

          2. Podziemia Gór Świętokrzyskich to nic w porównaniu z tym, co Juliusz Prawdzic ma do zaoferowania w temacie podziemi Wrocławia. Według tego badacza pod ulicą Gwarną, naprzeciwko wrocławskiego dworca głównego PKP, znajduje się zalany wodą kilkupiętrowy dworzec główny metra, które Niemcy zbudowali kosztem życia setek tysięcy jeńców, w tym również Polaków. Jedno z wejść ma się znajdować w kamienicy nr 12 przy Placu Solnym. Jeden z tuneli prowadzi do Bolesławca, inny do Głogowa a kolejny do podziemi Wałbrzycha. Tam według Juliusza Prawdzica znajduje się m.in. kilka ksiąg z Biblioteki Aleksandryjskiej. Fani twórczości wrocławskiego badacza uważają, że w tych księgach mogą być ryciny przedstawiające miasta Europy Środkowej w starożytności. Byłby to więc dowód na to, że ten region Europy nie jest murowany od XIV wieku, ale od bardzo dawnych czasów. Podobno zdarzało się kilka razy, że turyści z Niemiec spacerujący po centrum Wrocławia pytali zdumionych mieszkańców, gdzie jest wejście do metra, którym jako dzieci jeździli. Juliusz Prawdzic przytacza tutaj historię pewnej starszej pani, której wrocławianin żartowniś wskazał wejście do szaletu na Placu Solnym po usłyszeniu od niej pytania o wejście do metra. Tunele miały być wykorzystywane przez wojsko PRL aż do połowy lat 80. Juliusz Prawdzic twierdzi, że mieszkańcy najwyższych pięter bloków w jednej z dzielnic Wrocławia (nazwy zapomniałem) widywali pociągi ze sprzętem wojskowym wyjeżdżające z podziemi. Skończyło się to dopiero w w okolicach 1985 roku. Jeśli chodzi o wrocławski dworzec główny PKP, to z relacji osób pracujących przy jego odbudowie po wojnie wynika, że sięga on co najmniej 7 pięter w głąb ziemi. W zarchiwizowanej części Wandaluzji na Wayback Machine możecie poczytać o tym, że ten dworzec jest pozostałością fortu, który wielkością ustępował tylko Twierdzy Paryż. Juliusz Prawdzic uważa, że wiadukt znajdujący się za budynkiem dworca to zagospodarowany na potrzeby kolei wiadukt forteczny, który żeby było ciekawiej jest kopią podobnej konstrukcji z nieistniejącego już zamku w Kruszwicy. Przynajmniej tak to zrozumiałem. Sami znajdźcie i poczytajcie.

          Teraz przejdźmy do budynku o nazwie Narodowe Forum Muzyki. O ile dobrze pamiętam Juliusz Prawdzic twierdzi, że w trakcie prac budowlanych odkryto w tym miejscu szpaler granitowych domków. Miano je uznać za nie mające żadnej wartości średniowieczne budynki gospodarcze i wyburzyć. Według wrocławskiego badacza były to domy mieszkalne z czasów kultury Vinca a więc sprzed około 7 tysięcy lat. Juliusz Prawdzic twierdzi, że próbował interweniować w urzędzie miejskim i spotkało go niemiłe przyjęcie. Opisał to mniej więcej tak: przedrzeźniano mnie, grano palcami na nosie i pytano: i co nam zrobisz?

          Kolejna sprawa dotyczy tuneli dla pieszych na placu Społecznym we Wrocławiu. Niektórych może dziwić to, że zostały zbudowane w miejscu, gdzie praktycznie nie ma żadnego ruchu pieszego. Juliusz Prawdzic uważa, że zostalo to zrobione celowo, aby zamaskować istnienie w tym miejscu ogromnej neolitycznej świątyni o nazwie Imper. Stąd miała się wziąć nazwa „imperium”. Z tego co zrozumiałem pozostałościami tego ogromnego budynku jest szpaler kamieniczek na ulicy Mazowieckiej oraz budynek Poczty Głównej a może nawet i obecny Urząd Wojewódzki. W którymś z tych dwóch budynków (raczej poczta, ale pamięć bywa zawodna) archeolodzy mieli dokonać dziwnego odkrycia. Z jednej strony budynku w podziemiach zostały odkryte precyzyjnie (ręcznie?) wykonane ciosy granitowe. Spodziewali się tam betonu, bo to podobno budowla poniemiecka i to wcale nie jakaś stara. Na dodatek w tym budynku nie odkryto tzw. warstwy użytkowej, tak jakby był bez przerwy użytkowany od czasu postawienia fundamentów. Czyli od około 7 tysięcy lat? O ile dobrze zrozumiałem koncepcję wandaluzyjską, Max Berg wiedział o tej neolitycznej świątyni. Zaprojektował Halę Ludową na wzór jednej z kopuł tegoż Imperu. Również hitlerowcy mieli o tym wiedzieć. Wrocławski badacz uważa, że Albert Speer zaprojektował Kancelarię Rzeszy w Berlinie na planie Imperu.

          Teraz przenieśmy się na aleję Akacjową we Wrocławiu. W piwnicach jednego z budynków (numer pamiętam, ale nie napiszę, bo RODO) ma znajdować się konstrukcja podobna do legendarnej Księżycowej Jaskini w Tatrach, której nigdy nie odnaleziono. Właściciel domu miał odkryć, że z jego piwnicy można przejść do jakiegoś bardzo dziwnego miejsca. Ma to być pomieszczenie wyłożone dziwnym metalicznym, połyskującym czarnym materiałem. Właściciel tego domu zawołał kolegów i próbowali przewiercić się przez ten dziwny materiał. Podobno nawet najtwardsze wiertła nie zdołały zrobić na tym dziwnym metalicznym czymś nawet rysy. Jeśli ktoś chce zbadać tę sprawę, niech skontaktuje się z Juliuszem Prawdzicem. Na zarchiwizowanej w Wayback Machine Wandaluzji są podane numer telefonu oraz mail. Jeśli pan Juliusz zechce, to pewnie powie coś więcej. Jeśli nie zechce, to sprawa i tak kiedyś wypłynie, np. przy remoncie albo rozbiórce tegoż domu.

          3. Przenosimy się do Krakowa. Według Juliusza Prawdzica Austriacy w czasie zaborów korzystali z podziemnej kolejki łączącej centrum miasta z cytadelą na Bielanach. Z tego co zrozumiałem z wandaluzyjskiej teorii oni nie zbudowali tego tunelu. Może on być neolityczny, starożytny a kto wie, może jeszcze starszy? W każdym razie Austriacy mieli go przystosować do swoich potrzeb. Juliusz Prawdzic wspomina również o tunelu łączącym Kurzą Stopkę na Wawelu z podziemiami Bazyliki Mariackiej. Z tego co zrozumiałem jeszcze w latach 70. księża wpuszczali tam zaprzyjaźnionych badaczy na tej zasadzie, że mogą sobie wejść, poświecić latarką, ale niech nie sporządzają żadnych dokumentów. Czy jest to prawda? Trzeba byłoby zapytać krakowską kurię.

          4. No to jeszcze Gdańsk. Według Juliusza Prawdzica w 2009 roku wymieniano pale fundamentowe na Wyspie Spichrzów. Okazało się, że wiele z nich jest skamieniałych. Nie dało się ich odczytać dendrologicznie. To oznacza, że musiały mieć tysiące lat. Według wrocławskiego badacza nie chciano drażnić Niemców, więc wpisano w papiery, że są to „budowle przedkrzyżackie”. Juliusz Prawdzic twierdzi też, że w czasie wykopów tuż obok gdańskiej bazyliki z podziemi wystawała „średniowieczna” drewniana belka obrobiona maszynowo. To również miało zgłoszone do urzędu miasta i w tym przypadku też postanowiono nie denerwować Niemców ani księży. Wrocławski badacz uważa, że archeolodzy boją się badań dendrologicznych „jak diabeł święconej wody”. Chodzi o to, że budynek ceglany lub kamienny można sobie dowolnie odatować. Natomiast drewno nie kłamie. Z tego powodu według Juliusza Prawdzica w trakcie wszelkich remontów, rewitalizacji itd. bardzo chętnie wymienia się drewniane, oryginalne elementy konstrukcji, np. dachu.

          • Muszę jeszcze coś dopisać, zapomniałem o Zielonym Dole w Krakowie! Według Juliusza Prawdzica nazwa jest trafna. W tym miejscu miała się znajdować podziemna cysterna podobna do Yerebatan Saray w Stambule. Budowla miała być wykonana z nefrytu wydobywanego w okolicach Jordanowa. Ten kamień ma kolor zielony, stąd nazwa. Z tego co zrozumiałem cysterna była zasilana wodą z rzeki Rudawy. Można jeszcze wspomnieć o tym, że przed wojną Hindusi przyjeżdżali do Krakowa modlić się do zielonego kamienia jako miejsca urodzenia Indry. Według teorii wandaluzyjskiej mieli sporo racji. Około 7 tysięcy lat temu na Wawelu miała powstać świątynia kolumnowa z nefrytu jordanowskiego. Widocznie ten kamień to była jakaś jej pozostałość. Natomiast Indra to chyba był Jędrzej, wódz kultury trzcinieckiej, która wyemigrowała do Indii. Tam nazwano ich Ariami. Do dziś w Indiach na białych mówi się „gora”. To podobno od tego, że Aria to Haria/Garia, od góry.

          • Muszę jeszcze coś dodać, bo chyba zaszła pomyłka, jeśli chodzi o budynek we Wrocławiu. Na Niezależnym Forum Cheops zacytowano dawny wpis z Wandaluzji na temat tych granitowych domków. Wychodzi na to, że jednak nie chodzi o Narodowe Forum Muzyki, tylko raczej o Wratislawia Center. Zacytuję znaleziony przeze mnie wpis zamieszczony na wspomnianym wyżej forum:

            „W latach 80 do WOAK przyszedł robotnik, żeby pokazać nam rzecz niesamowitą. Na ul. Mikołaja kamienica secesyjna stała na piwnicach GLINIANYCH. Ale na tym nie koniec, bo 10 lat temu przy ul. Mikołaja, Kiełbaśniczej i Rzeźniczej odkopano domki takie jak Jaś i Małgosia, ale o sklepieniach GRANITOWYCH i bez śladu cegły. Awanturowałem się i GROZIŁEM Żydówce Hawrylak – że to zabudowa sprzed KILKU TYSIĘCY LAT, ale rozebrali…”

            Jest to chyba wpis z oryginalnej Wandaluzji wydrukowanej w 2004 roku, więc „10 lat temu” powinno oznaczać połowę lat 90. Sprawdziłem w Google Maps i pod wskazanym adresem widoczne jest Wratislawia Center. Jeszcze taki cytat z tego samego forum:

            ” W Piramidzie Cheopsa znaleziono staliwne dłuto do obróbki granitu i ślady piły DIAMENTOWEJ, co powinno pochodzić z Sobótki, bo takich pił używano przy budowie Wrocławia.”

            Każdy kto czytał Wandaluzję wie, że jest to bardzo obszerne dzieło. Na dodatek było kilka razy modyfikowane przez pana Juliusza. Wciąż można więc dokopać się do czegoś nowego.

          • po przedstawieniu tego typu domysłów wypadałoby przedstawić argumenty, że to prawda, a nie że jedna baba drugiej babie gdzieś coś.

          • Panie Poraj ja jestem tylko fanem twórczości pana Prawdzica. Po konkrety zapraszam do niego. Strona Wandaluzja powróciła do życia, są na niej dane kontaktowe tego pana – telefon i mail. Już kilka razy Wandaluzja znikała z internetu, ale tym razem trwało to na tyle długo, że myślałem, że to jej koniec. Pan Juliusz ma podobno 83 lata, więc nie wiadomo jak długo będzie w stanie prowadzić stronę. Co do tych podziemi Wrocławia. Wrzucam link do artykułu na portalu Czesława Białczyńskiego, gdzie w sekcji komentarzy znajduje się oryginalny wpis pana Prawdzica na temat wrocławskiego metra. Okazuje się, że Niemcy mieli też zbudować jeszcze jeden tunel w Polsce, z Łodzi do Tomaszowa Mazowieckiego. Miał zostać wysadzony sygnałem radiowym emitowanym z Niemiec. Oto wspomniany link:

            https://bialczynski.pl/2025/11/19/tan-jedenasty-wielki-fragmenty-z-ksiegi-tanow-tom-2-i-kuledarz-slowianski/#comments

          • Jeśli kogoś zainteresowały teorie pana Prawdzica, to może również sprawdzić ten blog:
            https://ksiezycowahipoteza.wordpress.com/
            Był on prowadzony przez nieżyjącego już Jerzego Kijewskiego. Ten badacz uważał, że widoczne na wielu budynkach datowanych na średniowiecze lub XIX wiek klamry i kotwy nie służą wcale temu, żeby mur się nie rozpadł. Mają to być znaki magiczne i po ich obecności na ścianie budynku można stwierdzić (według pana Kijewskiego), że jest to budowla neolityczna. Obaj panowie zwrócili uwagę na Gdańsk. Juliusz Prawdzic datuje to miasto na neolit podając swoje argumenty a nieżyjący już pan Kijewski zwracał uwagę na swoim blogu na klamry widoczne na starych gdańskich budynkach.

          • pisać można różne rzeczy i niestety Internet + Si są dla tego doskonałym polem (chaos informacyjny). Jednak informacje należy sprawdzać, zanim się zacznie je powielać, to taka moja zasada…

          • Blog Księżycowa Hipoteza i Wandaluzja autorstwa Juliusza Prawdzica istniały na wiele lat przed sztuczną inteligencją. Blog jest z okolic 2012 roku a książkowa wersja Wandaluzji została wydana chyba w 2003 r. Zawartych tam informacji nie ma gdzie sprawdzić, ponieważ są alternatywne względem oficjalnego nurtu nauki.

            To może jeszcze kilka ciekawostek z tych wspomnianych powyżej okolic internetu. Pierwsza dotyczy Sandomierza. Archeolodzy od dziesięcioleci szukają w okolicach tego miasta miejsca, gdzie byłyby nagromadzone ogromne ilości grotów strzał. Ze źródeł historycznych wynika, że miasto zostało ostrzelane podczas najazdu mongolskiego w 1241 r. Według oficjalnego, akademickiego nurtu nauki Sandomierz był wtedy drewnianym grodem. Juliusz „Wandaluzja” Prawdzic uważa, że Sandomierz podobnie jak wszystkie większe miasta Europy Środkowej jest murowany od czasów kultury Vinca a więc Mongołowie przybyli pod mury od murowanego miasta. Nie ostrzelali Sandomierza strzałami, posiadali broń palną bazującą na chińskim prochu. Mieli proste strzelby a miasta bombardowali pociskami. Nie były to rakiety Tomahawk, nie były kierowane na cel laserem. Po prostu wystarczyło to odpalić i skierować mniej więcej w kierunku zabudowań miejskich. Wychodzi na to, że archeolodzy ośmieszają się szukając miejsca nagromadzenia grotów strzał.

            Kolejna ciekawostka „wandaluzyjska” dotyczy Zawichostu. Archeolodzy mają się dziwić, czemu ludzie średniowiecza byli tak głupi, że zbudowali tamtejszy kościół pw. św. Jana Chrzciciela na terenie zalewowym Wisły, niedaleko od rzeki. Jeśli dobrze zrozumiałem teorię wandaluzyjską, to ten kościół to tak naprawdę świątynia solarna zbudowana przez kulturę pucharów lejkowatych w V tysiącleciu p.n.e. Wisła miała wtedy płynąć inaczej i budynek nie znajdował się na terenie grożącym powodzią.

            Kolejna sprawa to kościół w Trzęsaczu a raczej jego resztki stojące nad brzegiem Bałtyku. Oficjalna wersja jest taka, że kościół powstał w XV wieku kilka km od morza a od tego czasu Bałtyk stopniowo zjadał ląd, aż dotarł do tej budowli. O ile dobrze zrozumiałem wersję Juliusza Prawdzica, to kamienne fundamenty kościoła świadczą o tym, że budowę rozpoczęto w czasach kultury Vinca. Część ceglaną dobudowała kultura pucharów lejkowatych. Obiekt powstał faktycznie około 5 km od Bałtyku, ale w okolicach V tysiąclecia p.n.e. a nie w XV wieku. Według tej alternatywnej teorii morze nie jest w stanie połknąć 5 km w ciągu 600 lat, zajmie mu to raczej kilka tysięcy lat.

            Kolejna ciekawostka dotyczy teorii autorstwa świętej pamięci pana Kijewskiego prowadzącego wspomniany wyżej blog Księżycowa Hipoteza. Otóż takie klamry i kotwy, jakie tam pokazano, są na wielu budynkach w Polsce o których na tym blogu się nie wspomina. Oto kilka z nich a zacznijmy od Lublina: Brama Krakowska, klasztor Dominikanów, ogromna kamienica na ulicy Ewangelickiej ozdobiona muralem w języku jidysz. Na Placu Dominikańskim pełniącym również rolę punktu widokowego znajdują się pozostałości budynku podparte niby drewnianą konstrukcją. Wygląda ona jak przykłady podpór z neolitycznego betonu podobnego do drewna, które są pokazane na blogu Księżycowa Hipoteza. Kolejne przykłady z Polski: Kościół św. Ducha w Kraśniku (woj. lubelskie), podwórze kamienicy na ulicy Powstańców w Chorzowie, podwórze ogromnej kamienicy w okolicy Rynku Wodnego w Zamościu, jedna z kamienic widzianych z peronu dworca głównego w Katowicach patrząc w kierunku Placu Wolności, pomalowana na zielono kamienica na ulicy Siennej w Krakowie przy Małym Rynku, kościół Jana Chrzciciela w Wilkołazie (woj. lubelskie).

            Na koniec tego wpisu coś o piramidach schodkowych. O ile dobrze zrozumiałem teorię Juliusza Prawdzica, to inspiracją dla budowniczych była neolityczna kamienna schodkowa zabudowa na praskich Hradczanach. Stąd ten pomysł rozlał się po świecie w postaci piramid schodkowych. Co ciekawe taki schodkowy układ widzimy też w Przemyślu i Lwowie. W tym sensie, że miasto opada z góry na dół w postaci uliczek tworzących kolejne takie jakby tarasy.

          • Wrzucę jeszcze uzupełnienie wpisu o klamrach i kotwach. Otóż we wspomnianym Lublinie znajduje się ulica Ku Farze, którą zachwycają się turyści z Polski i zagranicy. Porównują ją do uliczek w miastach włoskich i greckich. Jest to uliczka, którą odkryto przypadkowo w czasie powojennej odbudowy Starego Miasta w Lublinie. Przez ile lat była zamurowana? Archeolodzy z polskich uczelni mogą powiedzieć, że od średniowiecza. Jeśli Juliusz Prawdzic i Jerzy Kijewski nie pomylili się w swojej ocenie wieku polskich zabytków, to uliczka mogła zostać zamurowana w starożytności a może nawet w neolicie.

            Według oficjalnego, akademickiego nurtu nauki osadnictwo w Lublinie zaczęło się na wzgórzu o nazwie Czwartek. Juliusz Prawdzic twierdzi, że tzw. grodziska wczesnośredniowieczne to tak naprawdę pozostałości neolitycznej melioracji używane w średniowieczu jako schroniska na czas wojny. Podobną rolę w starożytności miał odgrywać Biskupin. W myśl teorii wandaluzyjskiej gród biskupiński był schronieniem na czas najazdów kimmeryjskich (celtyckich?). Zawsze pozostawiano schron w takim stanie, żeby był gotowy na następną wizytę w czasie kolejnej wojny. Kiedy walki się kończyły, ludność wracała do od dawna już murowanych miast. Skończyło się zagrożenie, to i gród biskupiński został opuszczony. I tak samo ma być z tzw. grodziskami średniowiecznymi. Skoro to pozostałości po melioracji, to może obok wzgórza Czwartek znajdowała się tama zbiornika wodnego, który dotrwał do XVIII wieku jako Wielki Staw Królewski w Lublinie?

            Obecna nazwa Lublina według Juliusza Prawdzica pochodzi od Lubrana. Był to syn Leszka Chytrego, który wziął sobie za żonę Julię, córkę Juliusza Cezara. Wesele odbyło się chyba na Dolnym Śląsku. Według teorii wandaluzyjskiej Juliusz Cezar nie zabrał znad Tybru kalesonów, więc solidnie przemarzł w mieście nazywanym Salowia. Nazwał to miasto Lodem, z czego urobiono obecną nazwę – Kłodzko. Co ciekawe w czeskim mieście Ołomuniec znajduje się fontanna Juliusza Cezara. Uważa się tam, że odwiedził on to miasto lub wręcz je założył. Z Kłodzka do Olomuńca już nie tak daleko.

            Poprzednią nazwą Lublina miał być Bursztyn. W okolicach Lublina faktycznie znajdują się złoża bursztynu. O ile dobrze zrozumiałem Juliusza Prawdzica, ten bursztyn wydobywała kultura pucharów dzwonowatych, czyli Egipcjanie z czasów Starego Państwa. W myśl teorii wandaluzyjskiej bazylika w Kraśniku (woj. lubelskie) posiada pamiątkę tych wydarzeń w postaci ceglanego przodu dobudowanego do kamiennej części świątyni. Według wrocławskiego badacza za część kamienną odpowiada kultura Vinca a za ceglany przód Egipcjanie z czasów Starego Państwa a więc kultura pucharów dzwonowatych. Faktem jest, że archeolodzy odkryli w podziemiach ołtarza tego kościoła tysiące potłuczonych pucharów dzwonowatych. Podobno można kilka zobaczyć w lokalnym kraśnickim muzeum. Według teorii wandaluzyjskiej Egipcjanie byli tu obecni ze względu na wydobycie bursztynu pod Lublinem a puchary służyły do rytuałów opiumowych.

            Na Wawelu miał zostać zbudowany letni pałac wicekrólów Egiptu (a więc kultury pucharów dzwonowatych), który Wyspiański zrekonstruował jako Akropolis. O ile dobrze zrozumiałem teorię Juliusza Prawdzica, to Wyspiański miał kontakt z jakimiś tajnymi stowarzyszeniami i poznał prawdziwą historię Wawelu. Jego projekt przebudowy tego miejsca znany pod nazwą Akropolis ma według wrocławskiego badacza mocno przypominać ten letni pałac egipski.

          • opowiadać niestworzone historie można i bez SI , oczywiście że tak. Zasadniczym problemem jest udowodnienie stawianych tez i pomysłów.

          • No to prosta odpowiedz na „tezę”: „Kolejna ciekawostka „wandaluzyjska” dotyczy Zawichostu. Archeolodzy mają się dziwić, czemu ludzie średniowiecza byli tak głupi, że zbudowali tamtejszy kościół pw. św. Jana Chrzciciela na terenie zalewowym Wisły, niedaleko od rzeki.”
            Otórz kościół ten stoi na skraju skarpy wiślanej, kilkanaście metrów nad korytem rzeki. I tyle z sensacji. Chyba autor tych dyrdymałow nie był nigdy w Zawichoscie ani nie spojrzał na mapę. Zawichost leży na skraju wysoczyzny która urywa się na korycie Wisły. Wschodni brzeg naprzeciwko Zawichostu jest płaski i przechodzi w storome klify przełomu wyżyny lubeskiej z wyżyną sandomiersko opatowską dopiero pod Annopolem gdzie wychodnie skał wapiennych toworzą prawie pionowe ściany widoczne z mostu. Poza tym gród przedpiastowski w Zawichoście Podgórzu też jest oczywiście na wysokim wyniesieniu na dawnym korytem Wisły. Ja wiem że Wandaluzja to kultowy i escytujący temat ale sprawdzenie takich rzeczy zajmuje mniej niż napisanie komentarza:))) No ale twierdze nad Bałtykiem z czasów kultury Vincza, satelitarna detekcja złota, tajne spiski Merkel z Juliuszem Cezarem za namową Krzyżaków no i ostrzał ceglanych murów Sandomierza przez Mongołow z samopałów ma swoją wagę sensacji internetowej:)) taką samą jak teren zalewowy w Zawichoście.

          • Co do zamków „krzyżackich”. Juliusz Prawdzic uważa, że zbudowała je kultura pucharów lejkowatych, ale nie tylko on sądzi, że są duże starsze. Artykuł z okolic 2007 roku:
            https://uwierzwewlasnyrozum.wordpress.com/2014/04/07/budowniczy-iii-wielki/
            Zanim trafiłem w internecie na Wandaluzję, przypadkiem znalazłem właśnie tę stronę Uleszki. Dla mnie to był pierwszy kontakt z teorią mówiącą o tym, że budowle datowane na średniowiecze są znacznie starsze. Wcześniej w ogóle nie znałem takiego spojrzenia na naszą historię.

        • Marcinwoj dziwi się, skąd wzięła się kultura Vinca nad Bałtykiem. Napiszę o tym, ale najpierw wstęp. Według Juliusza Prawdzica (o ile dobrze zrozumiałem) kultura lendzielska była wschodnim odłamem kultury Vinca a kultura rosseńska zachodnim. W pewnym momencie miał nastąpić rozłam.

          Według teorii wandaluzyjskiej (o ile dobrze ją rozumiem) wspaniałe katedry nadreńskie mają plus minus 7 tysięcy lat i są dziełem kultury rosseńskiej. Ich zastosowanie miało być religijno-magazynowo-parlamentarne a z czasem już tylko religijne. Wychodzi na to, że chrześcijaństwo to taki wtórny kult solarny, tyle że zamiast Słońca jest facet z brodą i w sandałach. Te wszystkie „średniowieczne” kościoły kiedyś były miejscem neolitycznego kultu solarnego. O ile dobrze zrozumiałem Wandaluzję, również zamki nadreńskie pochodzą z neolitu. Juliusz Prawdzic wskazuje na dziennik Juliusza Cezara, w którym wspomina on o „celtyckich castellas” nad Renem. Cezar mieszkał w największym wówczas mieście na świecie, Rzymie. Prawdopodobnie potrafił odróżnić murowaną twierdzę od drewnianej stodoły. Jeśli faktycznie użył słowa „castellas”, to miał na myśli zamek, twierdzę. Według teorii wandaluzyjskiej w czasach Juliusza Cezara zamki nadreńskie miały już kilka tysięcy lat. Niemcy datują je chyba na X wiek. Dlaczego? Pewnie z tych samych powodów, dla których w Polsce wszystko co stare i murowane jest automatycznie przypisywane Kazimierzowi Wielkiemu. Bo tak ma być i już… Juliusz Prawdzic pisał kiedyś o tym, że bardzo znany archeolog Jerzy Hawrot planował ogłosić, że mury krakowskiego Salwatoru pochodzą z czasów kultury łużyckiej, albo są jeszcze starsze. Wkrótce potem zmarł. Oficjalnie „po krótkiej chorobie”. Według Juliusza Prawdzica panu Hawrotowi dosypano czegoś do kawy. Od tamtej pory już żaden historyk ani archeolog z UJ nie kwestionował akademickiej wersji historii. Przez te wszystkie lata w Krakowie przy okazji różnych remontów odkopano wiele różnych kamiennych murków, fundamentów itd. i wszystkie z automatu zostały dopisane do rachunku Kazimierza Wielkiego. Według Juliusza Prawdzica ten król zlecił tylko przebudowę wież Wawelu oraz przebudowę Bramy Krakowskiej w Lublinie i to tyle z jego dokonań architektonicznych. Murowane budownictwo istniało od neolitu i potem było już tylko na bieżąco remontowane, ewentualnie odbudowywane, jeśli zostało zniszczone w czasie wojny. O ile dobrze rozumiem koncepcję wandaluzyjską, Kazimierz został Wielkim, ponieważ podbił Moskwę. Mury Kremla wyglądają bardziej zachodnioeuropejsko, niż bizantyjsko. O ile dobrze rozumiem teorię wandaluzyjską to właśnie nasz król Kazimierz kazał je tak przebudować. Moskwa miała być przebudowana na planie Lublina, ale dzieło nie zostało dokończone. Podbój Moskwy miał nastąpić na początku lat 60-ych XIV wieku. Być może jakieś prace przeprowadzono przed śmiercią króla Kazimierza. Juliusz Prawdzic zauważa, że w Moskwie poza paroma cerkwiami „nie ma ani krzty bizantynizmu”.

          Skoro jesteśmy w XIV wieku, to taka mała dygresja. Czemu Polsce udało się ocaleć w czasie epidemii Czarnej Śmierci? Według Juliusza Prawdzica do Polski trafiła wiadomość z jedynego miasta w Niemczech, które przetrwało, czyli z Norymbergii. Wygoniono tam poza mury miejskie żebraków i Żydów. Król Kazimierz miał nakazać zrobienie tego samego w całej Polsce. Fani kultury hebrajskiej chyba nie są zadowoleni z takiej interpretacji wydarzeń historycznych.

          Teraz chyba można wrócić do tematu kultury Vinca nad Bałtykiem. O ile dobrze zrozumiałem teorię wandaluzjską, kultury naddunajskie pędziły stada bydła na północ specjalnie do tego celu przygotowanymi traktami. Jeden z nich wiódł na Pomorze Zachodnie, które nazywane było kiedyś Wołyniem. Kamienne kościoły Pomorza Zachodniego to budynki wzniesione przez kulturę naddunajską. Na Dolnym Śląsku mamy miasto Wołów. To wszystko od wołów pędzonych znad Dunaju nad Bałtyk. Inna trasa prowadziła nad Morze Czarne. Według teorii wandaluzyjskiej w neolicie na terenie dzisiejszej Ukrainy żyły „lwy ścierwojady”, które żywiły się padniętym bydłem. Stąd ma pochodzić nazwa miasta Lwów oraz oryginalna nazwa Kijowa – Sambor. Po ukraińsku oznacza to lwa. Sambor to popularne ukraińskie imię męskie. Na Ukrainie jest też chyba parę miejscowości o tej nazwie. Z tym pędzeniem bydła na północ przez kulturę Vinca wiąże się ciekawa wandaluzyjska toeria na temat powstania Szydłowa, miasteczka w województwie świętokrzyskim. Otóż kamienne mury tego miasta miała wznieść kultura Vinca jako „kral dla bydła”. Dopiero kiedy okoliczny teren został opanowany, zagospodarowany a las wykarczowany, bydło zaczęto trzymać poza murami a w obrębie murów powstało osiedle. Nie wiem czy mieszkańcy Szydłowa będą zadowoleni jak się dowiedzą, że na krowiej kupie mieszkają. A co z kamiennymi zamkami na trasie bydlnej? Jeśli dobrze rozumiem twierdze takie jak Czorsztyn i Chojnik pełniły rolę podobną do fortów na Dzikim Zachodzie. Liczono tam bydło, dokonywano transakcji handlowej a pozostałe woły pędzono dalej.

          To może jeszcze wspomnę, że według Juliusza Prawdzica kultura lendzielska budowała z kamienia, bo cegłę wdrożyła kultura pucharów lejkowatych. Kolegiata w Opatowie i katedra w Przemyślu mają być w myśl teorii wandaluzjskiej przykładem kamiennej neolitycznej architektury. Z tym Opatowem to jest ciekawa rzecz. Oficjalny nurt archeologii i historii datuje ten budynek na XII wiek. Według przedstawicieli tego samego nurtu Sandomierz był w tym czasie drewnianym grodem. Coś tu nie pasuje. Sandomierz, jedno z kilku najważniejszych miast ówczesnej Polski był drewniany a dużo mniej znaczący Opatów miał ogromna kamienną świątynię?

        • Jak zwykle miało być krótko a rozpisałem się. Na dodatek dopiero teraz widzę, że pominąłem sensację archeologiczną. w postaci kamiennej twierdzy odkrytej na Górze Zyndrama w Maszkowicach. A może już o tym pisałem? Dzieło życia Juliusza Prawdzica jest tak obszerne, że nawet ja, chyba jego największy fan, mam problem z ogarnięciem całości.

          No dobrze, to najwyżej się powtórzę. Według Juliusza Prawdzica kamienna twierdza odkryta na Górze Zyndrama to dzieło kultury Vinca. Odkopano ją w takim stanie, w jakim była wtórnie wykorzystywana przez kulturę trzciniecką. Miał to być ich posterunek graniczny. Juliusz Prawdzic dziwi się, że archeolodzy i historycy tak się podniecają tym znaleziskiem, ponieważ „był to śmieć w porównaniu z ówczesnym Wrocławiem i Krakowem.” No i tutaj podpowiedź dla jakiegoś młodego Indiany Jonesa, który być może nas teraz czyta. Patrząc na mapę zasięgu kultury trzcinieckiej można wytypować kolejne pagórki, gdzie mogą znajdować się pozostałości innych posterunków granicznych kultury trzcinieckiej. Oficjalny nurt archeologii nie ma ochoty się tym zajmować, jest więc pole do popisu dla amatorów-pasjonatów.

          W tym momencie przypomniało mi się kilka rzeczy, więc napiszę o tym żeby mieć święty spokój i już do tego nie wracać. Pierwsza dotyczy zamku w Lanckoronie. Są tam ruiny wieży. Tak twierdzi oficjalny, akademicki nurt archeologii i historii. Według Juliusza Prawdzica była to wieża sygnalizacyjna, część systemu ciągnącego się od Dunaju na północ. Każda taka wieża zapalała ogień na szczycie a sygnał był odbierany na kolejnym posterunku. Wieża sygnalizacyjna w Lanckoronie była ostatnim posterunkiem przed Krakowem. Sygnał z niej był odbierany w centrali dowodzenia, na ogromnym zamku na Srebrnej Górze w Krakowie.

          Chyba już o nim pisałem, najwyżej się powtórzę. Miała to być ogromna twierdza „nie do zdobycia” zbudowana w neolicie w miejscu nazywanym dziś Srebrna Góra (Bielany w Krakowie). W 1327 r. król czeski Jan Luksemburski miał ją spalić. Nie zdobył zamku. Wrota na oścież otworzył przed nim czeski namiestnik wówczas tam rezydujący. O ile dobrze zrozumiałem teorię wandaluzjską, Luksemburczyk zajumał stamtąd oryginalny Szczerbiec, który jest do dziś przechowywany gdzieś na Hradczanach. To co się pokazuje turystom jako oryginalny Szczerbiec, to jakaś tania podróba. Król Łokietek po zniszczeniu zamku na Bielanach miał anektować pałac biskupi na Wawelu i odtąd to jest zamek królewski. Na zamku na Srebrnej Górze miała chronić się ludność Krakowa w czasie najazdu mongolskiego w 1241 roku. W 789 r. miało się tam odbyć spotkanie naszego Leszka III z Karolem Wielkim i kalifem z Bagdadu, na którym zdecydowano o losach Eurazji. Z tych czasów ma pochodzić piosenka „Poszła Karolinka do Gogolina”. Karolinka to Karol Wielki a Gogolin to wspomniany zamek na Srebnej Górze. Juliusz Prawdzic zauważa, że Aleksander Wielki pisał w liście do Arystotelesa o „zamku Gargamell w pobliżu krainy Amazonek”. Gargamell podobno oznacza po grecku Srebrną Górę. To by się zgadzało. Słowa „gargamel” używa się opisując jakąś budowlę wyraźnie górującą nad okolicą. Ten krakowski Gargamell musiał być naprawdę ogromny, skoro ten ślad językowy przetrwał do dziś. Po zburzeniu ogromnego zamku na Bielanach miał on zostać częściowo odbudowany „cytadelowo” przez Kazimierza Wielkiego, który miał w nim przez pewien czas mieszkać pozostawiając Wawel krakowskim żakom. Juliusz Prawdzic pisał kiedyś na jednym z forów, że król Kazimierz pokłócił się z mieszczanami i wręcz się na nich obraził. Dlatego przeniósł się czasowo na Bielany. Potem w czasie zaborów pozostałości dawnego zamku mieli wykorzystywać Austriacy, którzy przed opuszczeniem Krakowa rozebrali wszystko, z fundamentami włącznie. Juliusz Prawdzic postuluje odbudowę zamku Gargamell na podstawie planów cytadeli, które powinny się znajdować w archiwach Habsburgów w Wiedniu. Może za parę stuleci się to uda, bo teraz Kraków ma na głowie metro i inne wydatki. Skoro już przy Krakowie jesteśmy. Według Juliusza Prawdzica mury obronne starożytnego Krakowa biegły wzdłuż obecnej alei Słowackiego. Jest to wspomniane tutaj na stronie Wandaluzja:
          https://wandaluzja.pl/?p=p_302&iPageContent=2
          Kraków miał być zburzony do gruntu przez Czechów w XI wieku za zgodą Watykanu. To co odbudowano zniszczyli Mongołowie w 1241 roku. Odbudowano miasto jeszcze skromniej i ta wersja Krakowa przetrwała w mniej więcej niezmienionym stanie do dnia dzisiejszego. Krakusy nie powinny się więc śmiać z tego, że warszawska Starówka ma 80 lat, bo ich Stare Miasto też jest rekonstrukcją. A skoro wspomniana jest Starówka w Warszawie, to tutaj również mam ciekawostkę. W myśl teorii wandaluzyjskiej Warszawa to Wartownia Szreniawy, jednego z wodzów kultury amfor kulistych. Miał on zbudować zamek w Ujazdowie na planie obecnego pałacu biskupów krakowskich w Kielcach, gdzie wcześniej mieszkał. Nastąpiła korekta granicy pomiędzy Egipcjanami z czasów Starego Państwa (kultura pucharów dzwonowatych) a kulturą amfor kulistych. Szreniawa musiał przeprowadzić się z Kielc (nazwa miasta pochodzi od kłów mamuta) na północ. Jeśli dobrze zrozumiałem teorię wandaluzjską, Starówka w Warszawie to dzieło kultury pucharów lejkowatych. Natomiast druga linia murów obronnych została dobudowana w XIV wieku wobec zagrożenia ze strony Krzyżaków.

          Informacja dla młodych Indianów Jonesów. Juliusz Prawdzic wspomina, że na studiach jakaś znana pani archeolog, która prowadziła zajęcia mówiła studentom, że jakby przekopać Srebrną Górę w Krakowie, to się tam znajdzie coś na miarę pałacu Dioklecjana w Splicie. Oficjalny nurt archeologii nie jest zainteresowany tematem, Stwarza to szansę dla odkrywców-amatorów.

          Na koniec ciekawostka dotycząca Władcy Pierścieni. Juliusz Prawdzic uważa, że Śródziemie to środek Europy, „do którego Anglia się nie nadawała”, chodzi o więc o Polskę. Miedziane pierścienie z tego co zrozumiałem miały być walutą płatniczą. Tolkien miał na mapie Śródziemia przedstawić neolityczną Polskę, tylko dla niepoznaki wstawił góry ciągnące się przez środek. W myśl teorii wandaluzyjskiej blondwłosi Elfowie to kultura pucharów lejkowatych. Wielu fanów Wandaluzji uważa, że Helmowy Jar to krakowski Gargamell, ale to już tylko takie gdybanie.

    • Rzymskie podziemia kopali Etruskowie. Ponoć nawet Cloace Maxime ten kanał odwadniajacy. A powoli wychodzi na jaw kim byli Etruskowie.

      • Czy aby Etruskowie nie wierzyli w Bogini smierci i podziemia (piekla) o imieniu Vatika, ktorej imie takze znaczylo dla nich bardzo gorzkie winogrono powodujace halucynacje (wino?), ktorym odurzali sie na szczycie na ktorym kiedys byl ich cmentarz, a teraz stoi Watykan, ktory swoja nazwe glownie ma chyba dzieki jej imieniu?

        • Trochę przekręcone ale może mieć jedno źródło związane z kultem Vatika. Wiatyk (łac. viaticum – „zapasy na drogę”; via – „droga – w chrześcijaństwie, a w szczególności w katolicyzmie, komunia święta podawana osobie w niebezpieczeństwie śmierci jako pokarm na drogę do życia wiecznego.

  3. Coś z tym trzeba zrobić, bo nie doczekamy się aż ktoś tam ruszy cztery litery żeby w końcu to miejsce porządnie zbadać. Myślę o złożeniu jakiejś petycji w tej sprawie. Z jednej strony wiadomo że w tej chwili przy władzy jest klika watykańska, ale z drugiej jak byśmy zebrali dość podpisów, to chociaż dałoby radę nagłośnić sprawę. Kwestia jest też do kogo to wysłać, na razie do głowy przychodzi mi tylko wojewódzki konserwator i prezydent.

    • najpierw musiał byś wszystkich batmanów wystrzelać albo zamknąć, inaczej nie ma takiej opcji żeby zbadać ten teren

    • Pragnę zwrócić uwagę że gdy u władzy była klika moskiewska to obiekt został zatopiony.
      Prawda jest taka że dopóki tacy domorośli „eksperci” kreujący swoje poglądy na podstawie spiskowych teorii które złogami zalegają w internecie zajmują się sprawą to towarzysze radzieccy mogą spać spokojnie. Zgodnie z ich zamierzeniem sprawa się rozmydli a pozostałe jeszcze dziś namacalne materialne resztki przeszłości przestaną istnieć.
      Podobnie jak miało to miejsce w przypadku materialnych resztek słowiańskiej przeszłości w dzisiejszej wschodniej Polsce. Jeszcze w XIXw. klika moskiewska poczyniła tu wiele by wymazać polską (słowiańską) przeszłość i narzucić siłą swoją azjatycką kulturę. Do dziś próbuje jak widać po niektórych histerycznych komentarzach i spiskowych teoriach.

      • Artur
        poproszę o rozwinięcie tego wątku
        „Jeszcze w XIXw. klika moskiewska poczyniła tu wiele by wymazać polską (słowiańską) przeszłość i narzucić siłą swoją azjatycką kulturę. Do dziś próbuje jak widać po niektórych histerycznych komentarzach i spiskowych teoriach.”

        w ujęciu merytorycznym

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *