Ludzie ponad: Władysław Zamoyski – wszystko Narodowi

Potomek jednego z największych rodów Rzeczpospolitej Szlacheckiej przez całe życie każde działanie i każdy grosz poświęcał zachowaniu polskości. W Wielkopolsce przekazał narodowi kórnicki zamek z bezcennymi zbiorami bibliotecznymi, a w Małopolsce ziemie wokół Morskiego Oka i w samym Zakopanym, które wcześniej odkupił od obcych. Dzięki jego staraniom mamy dzisiejszą granicę państwa w Tatrach.

Wysoki (miał prawie dwa metry wzrostu), ubrany w wyświechtany, ciemny surdut hrabia, który jadał tylko z głębokiego talerza, sypiał na twardej ławie lub biurku, jeździł wyłącznie pociągami trzeciej klasy (mawiał: „Trzecią jeżdżą ci, od których tylko czegoś nowego mogę się dowiedzieć, a poza tym nie ma czwartej”). Według Stanisława Małeckiego, pracownika kórnickiego zamku i świadka ostatnich lat życia Władysława, hrabia wystrzegał się mięsa, jadał tylko jarskie potrawy: „Przy przyjęciach, żeby nie robić trudności, jadł wprawdzie mięso, ale bardzo mało. W kuchni nie mogli patrzeć na to jego codzienne odżywianie się, więc żeby jedzenie było pożywniejsze, dodawano do rosołu zmielone mięso z kur. Spostrzegł to jednak i nie pozwolił tak robić. […] Porcje dla siebie wyznaczał sam, bo twierdził, że mu zawsze za dużo dają. W ogóle jadał nieregularnie, bo jak się zajął jakąś sprawą, zapominał o jedzeniu”. Zamoyski udając się w podróż zabierał w torbie kaszę i w butelce herbatę, by oszczędzić na wydatkach. Zaś wszystko co oszczędził oddawał Polsce. Dziś jednak on oraz dzieła, których dokonał, są często zapomniane.

Władysław hrabia Zamoyski pochodził z jednego z najznamienitszych rodów Rzeczpospolitej Szlacheckiej, był też spokrewniony z Działyńskimi i Czartoryskimi. Sam prowadził życie bardzo skromne, które z czasem przyjęło wymiar niemal ascetyczny. Ten styl bycia wynikał z dwóch powodów – z wychowania w duchu franciszkańskim oraz z poczucia, że służba zniewolonej Ojczyźnie jest ważniejsza od jego potrzeb. Salon w wielkopolskiej rezydencji Zamoyskiego został przez niego nazwany „pokojem skazańców”, ponieważ większość wiszących w nim portretów rodzinnych przedstawiała osoby skazane za udział w powstaniach narodowych. W 1881 r. przejął majątek w Kórniku w myśl testamentu pozostawionego przez wuja Jana Działyńskiego, ostatniego męskiego przedstawiciela rodu, z którego pochodziła matka Władysława. Początki gospodarowania młodego hrabiego w wielkopolskiej rezydencji nie należały do łatwych. Musiał uregulować zobowiązania podatkowe matki i wdowy po poprzednim właścicielu. Była też pilna potrzeba remontu zamku w Kórniku, w murach którego mieściła się wielka, bezcenna biblioteka i kolekcja pamiątek narodowych. W Wielkopolsce wspierał finansowo walkę z germanizacją. Hrabia zaangażował się w działalność społeczno-gospodarczą, a jednym z jej najważniejszych przejawów było wykupywanie polskich majątków zagrożonych przejęciem przez Niemców. Wspierał też matkę w tworzeniu Szkoły Domowej Pracy Kobiet, zwanej Zakładem Kórnickim. Rozwój dalszej działalności rodziny Zamoyskich w Wielkopolsce został przerwany przez tzw. rugi pruskie, czyli zmuszenie obcokrajowców do opuszczenia Prus. W październiku 1885 r. wyjechali z Kórnika. Zakaz powrotu do wielkopolskiego majątku obowiązywał Władysława aż do końca I wojny światowej.

CHCEMY POLAKA, A NIE NIEMCA

O Wielkopolsce jednak nie zapomniał. Po tym jak papież Leon XIII mianował nowym arcybiskupem gnieźnieńskim i poznańskim Niemca Juliusa Dindera, hrabia wraz z Zygmuntem Skórzewskim i Józefem Mielżyńskim stanął na czele delegacji, która udała się w tej sprawie do Rzymu. Papież przyjął delegację, lecz nie na raz wszystkich trzech, tylko pojedynczo, po starszeństwie. Zamoyski był ostatni. Od pierwszego, gdy wyszedł od papieża, dowiedział się, że trzeba uklęknąć przed papieżem, ucałować go w trzewiki i klęcząc rzecz wyłuszczać. Przyszła kolej na Zamoyskiego, wszedł, uklęknął, ucałował papieża w pierścień i powstał, czekając na pytanie od papieża. Leon XII zdziwiony, że petent stoi, rozpoczął pytaniem: „Gniewacie się na swojego papieża? Chcielibyście mieć biskupem szlachcica, a nie syna bednarzy, ks. Dindera? Jesteście zarozumiali i pyszni arystokraci”. Zamoyski spokojnie odpowiedział: „Przychodzimy poinformować Ojca Świętego dobrze, bo został źle poinformowany; chcemy arcybiskupa Polaka, a nie Niemca, w danym wypadku prosimy o mianowanie syna stróża”. Po tej audiencji Leon XIII nie życzył sobie więcej widzieć hrabiego.

Znana też była odpowiedż Zamoyskiego, gdy jeden z ministrów francuskich dziwił się Polakom, że tak zabiegają o miasto, którego nazwa świadczy o niemieckości – Danzig. Zamoyski wówczas spytał: „Czy pan minister uważa też za niemieckie miasto Strasburg?”

Zamoyski zaangażował się także w inicjatywę wspierania Banku Ziemskiego w Poznaniu. Na terenie Królestwa i w Galicji skutecznie zachęcał do zakupu akcji, co znacząco przyczyniło się do rozwoju ważnej dla Polaków w Wielkim Księstwie Poznańskim instytucji gospodarczej.

„SŁONECZKO PRZYGRZAŁO” – WSZELKIE ZABIEGI DLA RODAKÓW

W 1889 r. – z myślą o ratowaniu lasów tatrzańskich przed rabunkowym wyrębem – nabył dobra zakopiańskie w drodze licytacji za 460 tys. złotych reńskich i 2 centy, przebijając o jeden cent ofertę przedsiębiorcy drzewnego Józefa Goldfingera. W sądzie międzynarodowym w Grazu uzyskał w 1902 r. wyrok włączający okolice Morskiego Oka w granice ziem polskich i kończący spór o ziemie tatrzańskie. Do części jeziora, wraz z położonymi na wschód terenami rozciągającymi się aż po Rysy, rościł sobie pretensje pruski książę Christian Hohenlohe, właściciel sąsiednich dóbr w Jaworzynie. Równolegle do konfliktu prywatnego, odżył spór o te tereny między dwoma państwami tworzącymi Austro-Węgry. Po zakończeniu tego procesu, dzięki staraniom Zamoyskiego powstała linia kolejowa Chabówka – Zakopane i szosa do Zakopanego. Jako pan Zakopanego, podobnie jak w Wielkopolsce, również na Podhalu dbał o zachowanie polskości.

Do legendy przeszły jego niekonwencjonalne działania przeciw nieuczciwym żydowskim przedsiębiorcom czy austro-węgierskim władzom. Wiele z takich akcji opisał Jan Łuczak w książce „Władysław Zamoyski w anegdotach”.

Zmagania o Morskie Oko trwały przez osiemnaście lat. Jeden z austriackich rzeczoznawców powiedział do hrabiego z niesmakiem po obejrzeniu akt sprawy: „Dla tych kilku nieużytków robić tyle hałasu…”. Zamoyski na to wyjął mu z rąk kapelusz i usiadł na nim. Ekspert krzyknął, żałując tak potraktowanego nakrycia głowy. Wówczas hrabia wyjaśnił: „Pan krzyczy o kapelusz wartości kilku koron, a Polska nie ma krzyczeć o najpiękniejszy zakątek swej ziemi”.

Będąc już właścicielem Zakopanego, nie mógł znieść na budynku stacji w Nowym Targu napisu Neu Markt. Posłał swego człowieka do „szczególnych poruczeń”, Słowaka Blachę na nocną akcję. Napis został zamalowany. Kiedy Austriacy przywrócili niemiecką nazwę stacji, Blacha poszedł jeszcze raz. Gdy po raz trzeci wymalowano Neu Markt, zginęła cała tablica. Znalazła się we Lwowie jako wyrzut dla lokalnych władz polskich za ich obojętność wobec urzędowego szerzenia niemczyzny.

Kiedy zaś Węgrzy zaczęli budować domek myśliwski na wzgórzu nad Rybim Potokiem, cieślom tam pracującym ktoś przedziurawił blaszanki na mleko i wodę. Natomiast pewnego dnia zaczęły wokół budowy świstać kule. Kiedy jednak „utrudnienia” nie przerwały budowy, do akcji wkroczyli górale pod komendą leśniczych Zamoyskiego – w ruch poszły siekiery – w mig porąbali ściany, a ich kawałki wrzucili do potoku. W końcu schronisko powstało, bo zamieszkali w nim żandarmi węgierscy. Jednak pewnego razu odbywały się w Białce u zamożnego gazdy chrzciny, na które zaproszono także i żandarmów. Suto zakrapiana impreza przeciągnęła się do późnej nocy. W tym czasie schronisko doszczętnie spłonęło. Węgrzy dali sobie spokój z kolejną próbą budowy, a Zamoyski wypytywany przez jednego z wysokich dygnitarzy galicyjskich, kto spalił schronisko, odpowiedział: „Górale mówią, że słoneczko przygrzało”.

Kiedy zaś hrabia przejeżdżał przez Śląsk, spotkał niemieckiego sierżanta mówiącego płynnie po polsku.
– Toś pan Polak – stwierdził potomek Zamoyskich.
– Nie, Niemiec.
– Jak pan się nazywa?
– Nowak, ale ja urodziłem się we Wrocławiu.
– A rodzice mówią po polsku?
– Tak.
Ja mam źrebną kobyłę polskiej rasy – rzekł na to hrabia Władysław. – Jak ją zamknę w chlewie, czy urodzi się z niej świnia?

Innym razem doszły do uszu Zamoyskiego skargi na nieuczciwość jednego z jego żydowskich dzierżawców. Hrabia zatrudnił się więc u Żyda. Nowo przyjęty parobek okazał się nie tylko chętny do pracy, ale też sprytny. Żyd zaczął powierzać mu więc różne „delikatniejsze” sprawy. Po jakimś czasie parobek znikł, a dzierżawca dostał wezwanie, aby zgłosił się w Zakopanem u hrabiego Zamoyskiego. Tam, ku wielkiemu zdziwieniu i przerażeniu, usłyszał z ust hrabiego dokładne sprawozdanie o wszystkich swoich sprawkach kolidujących z prawem i uczciwością, a następnie dostał natychmiastowe wypowiedzenie dzierżawy. Rozpacz Żyda nie miała granic, ale ponad nią górowała ciekawość, kto tak dokładnie poinformował pana hrabiego? A wtedy hrabia z uśmiechem spytał go: „A cóż to nie poznajesz swego parobka, który tak wiernie służył ci przez cały tydzień? Przecież ja nim byłem”.

SPEŁNIENIE ŻYCIA – DOBRA RODOWE DLA NARODU

Po „odbiciu” Zakopanego dla Rodaków, Zamoyski musiał stoczyć jeszcze jedną, ostatnią bitwę w swoim życiu. Ponieważ strategiem był dobrym, to i ona zakończyła się zwycięstwem. Hrabia nie dowierzał ustawodawstwu odradzającego się państwa, ani rządowi czy swojej rodzinie. Wiedział, że testament można obalić, a prawo zmienić. Najtrudniej to jednak zrobić z aktem najwyższego rzędu, jakim jest ustawa sejmowa. Jeśli zaś roztoczy nad nią patronat Prezydent Rzeczpospolitej, to sprawa staje się jeszcze trudniejsza. 16 lutego 1924 r. Władysław i Maria Zamoyscy podczas audiencji u prezydenta Stanisława Wojciechowskiego podpisali akt donacyjny, zwracając się w nim do Sejmu, Senatu i rządu RP z prośbą o opiekę nad powstającą fundacją. Trzy miesiące później, 20 kwietnia 1924 r. aktem podpisanym w Śremie, hrabia z kórnickich i zakopiańskich dóbr utworzył fundację.

1 października 1924 r. rada ministrów postanowiła akt fundacyjny skierować do Sejmu. Dwa dni później, 3 października, oficjalnie wiadomość ta dotarła do Kórnika. Po południu Władysław Zamoyski już nie żył. Odszedł spokojny o los dóbr przekazanych na zawsze Narodowi.

NA ZDJĘCIU: Władysław hrabia Zamoyski w Zakopanem, FOT: wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 5

  1. W sieci pojawił się bardzo brzydki felieton Michalkiewicza dotyczący „Turbosłowian”. Błoto i szyderstwo brutalnie uderza we wszystkich pracujących nad odkłamaniem historii Polski. Szanowałem do tej pory Michalkiewicza, ale po tym co zrobił teraz, to już nie.

    [Komentarz zmoderowany – Web usunął linki do felietonu Michalkiewicza. Ten Pan nie będzie propagowany na naszym blogu.]

  2. Kazdy z nas jest Zamoyskim w swoim konstytucyjnym dziele wlasnej mysli ,ciala i dobr jakie posiada nawet jesli sa minimalne/czy materialne czy tez intelektualne/Trzeba nimi rozporzadac tak jak hrabia Zamoyski.Powoluje do czynu mysli i,ducha i ciala Slowianskiegi i kazdego ktoremu Ojczyzna Domem.Pozdrawiam

  3. Bez szlachty i bez arystokracji nie mieli byśmy dzieł Jana Matejki, choć sam mistrz pochodził z rodziny mieszczańskiej. Żona Matejki, z którą miał tyle kłopotów, wciągnęła go jednak w towarzystwo które stale inspirowało go do tworzenia kolejnych obrazów, z koleji bez arystokratcznych odbiorców jego olbrzymie obrazy po prostu by nie powstały, bo nie miał by kto za nie zapłacić.

  4. Władysław Zamojski powinien mieć pomnik przed każdą większą instytucją państwową, aby każdy urzędas, który zanim przekroczy jej próg, wiedział jakie powinny być jego priorytety. Ale niestety, zamiast takich pomników mamy pełno pomników „największego z Polaków” -JP II oraz wyznawców smoleńskich.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *