Starożytne rozprzestrzenienie dziedzictwa lęhickiego

Rozwój terytorialny dziedzictwa Lęhów można śledzić w ekspansji kultur archeologicznych. Są też jednak tropy w kulturze duchowej, która znad Wisły wędrowała na Zachód, Wschód i azjatyckie Południe. W końcu są niezaprzeczalne dowody genetyczne.

„W dziejach zapomnianych, dawno rozsławionych i obecnych nasz ród zajmuje swoje miejsce. Nie zebrał się on z wygnańców ani szczątków upadłych mocarstw. Był zawsze ludem pierwotnym, właściwym i jednosłownym. Nie wiadomy jeszcze czas i przyczyny, dla których on opuścił sąsiedztwo Indowego Stanu…”
Zorian Dołęga Chodakowski (Adam Czarnocki) 1784 – 1825

Jak możemy przeczytać na stronie eioba.pl, jednym z głównych podobieństw dawnej wiary lęhickiej do hinduizmu jest postać Świętowita o czterech twarzach, podobnie jak hinduistyczny Brahma, stwórca wszechświata. Czczono też bóstwo o imieniu Wiszen, kojarzone z hinduskim Wisznu. W dzisiejszej Rosji znany był mityczny bohater Kriszeń, czyli słowiańska wersja indyjskiego Kryszny. Do innych podobnych bóstw należą Leila, mogąca być odpowiednikiem Lakszmi. Jednym z najbardziej podobnych imion jest słowiańska Siwa i hinduski Śiwa. Jednak Śiwa jest rodzaju męskiego, a Siwa jest boginią. Można to jednak wyjaśnić faktem występowania w hinduizmie obupłciowej manifestacji Śiwy – Ardhanariśwary, w połowie kobiety, a w połowie mężczyzny. Także Trygław jest podobny do indyjskiego Trimurti. Inne rzucające się w oczy podobieństwa to hinduski Surja (bóg-duch Słońca) i rosyjski Suri (również bóstwo solarne), a także Jego małżonka – indyjska Surjaa i słowiańska Zorja/Zorza. Również rosyjsko-ukraiński Rod jest uważany za tożsamego z indyjskim Rudrą. Do tego pokrewni Słowianom Bałtowie znają bogów podobnych indyjskim – Pradziapatis to hinduski Pradźapati, a bałtyjska Laima to hinduska Lakszmi. Także tradycyjny słowiański zwyczaj pokłonu przed Słońcem odpowiada praktykowanemu w jodze cyklowi asan (pozycji) Surja Namaskar (Powitanie Słońca, albo może Namaszczenie – Namaskar). Poza tym Słowianie, podobnie jak Ariowie, we wczesnej religii wedyjskiej oddawali cześć elementom przyrody i żywiołom.

Przodkowie Polaków wierzyli też w reinkarnację. Powszechny u Słowian był także kult ognia (w sanskrycie – agni), podobnie jak u dawnych Ariów. Starosłowiańskie słowo „bog” jest fonetycznie powiązane z sanskryckim „bhaga” o tym samym znaczeniu. Ważnym źródłem informacji o podobieństwie (a w zasadzie jedności) między religią dawnych Słowian a hinduizmem są takie dzieła literackie, jak rosyjska „Księga Koljady” czy bułgarska „Słowiańska Weda”. „Księga Koljady” opowiada historie o Kryszeniu (Krysznie) oraz Wisznim (Wisznu). Można tam znaleźć romantyczną opowieść o młodzieńczej miłości Rady i Kryszenia (hinduskich Radhy i Kryszny). „Słowiańska Weda” to zbiór hymnów folkloru bułgarskiego, który zawiera historie o Krysznie i Wisznu, pokrywające się dokładnie z wersją z Bhagawata-Purany. Opisuje także liczne inne bóstwa indyjskie. W końcu Wedy – święte księgi wiedzy hinduistycznej – biorą swoją nazwę od polskiej Wiedzy. Warto dodać, że jeszcze w X w. n.e. muzułmański kronikarz Al-Masudi o Słowianach pisze: „[…] palą samych siebie, palą też króla lub władcę, jeśli umrze […]. Obyczaje ich są w tym podobne do obyczajów Indów.” Warto podkreślić, że w tym czasie nie było żadnej bezpośredniej granicy między Lęhią a Indią, a rozejście się przodków obu ludów z nadwiślańskiej kolebki genetycy wyznaczyli na IV tysiąclecie p.n.e..

Czakram wawelski

Polscy ezoterycy są przekonani o umiejscowieniu jednej z czakr Ziemi (związanej z planetą Jowisz) na Wawelu, z centrum mocy w resztkach romańskiej kaplicy św. Gereona. Przekonanie to podzielają przybywający do tego miejsca zagraniczni pielgrzymi – głównie hinduiści i buddyści.

Inne czakry podobnej mocy znajdować się mają na świecie w Mekce, w delcie Gangesu, między Eufratem a Tygrysem, u podnóża piramid egipskich, w Anglii. W Polsce miejscami przecinania się nieomal równie silnych kosmicznych linii energetycznych co na Wawelu, mają być Łysa Góra i Jasna Góra.

Eugenia Fedorowicz – zajmująca się psychotroniką – w 1980 r. nawiązała bezpośredni kontakt z czakramem w Krakowie i wówczas z wysokości zobaczyła wawelskie wzgórze sprzed 30 tys. lat. Była to wysepka oblana wodami rzeki. Biwakowali na niej ludzie, którzy przybyli z kosmosu, aby złożyć w tym miejscu jabłko, buławę i kryształy. Z kolei Kazimierz Chodkiewicz piłsudczyk i teozof twierdził, że w I w. n.e. nad Wisłę miał przywędrować Apolloniusz z Tyany i w miejscu, gdzie później usytuowano królewski zamek zakopał jeden ze swych amuletów. 18 maja 1935 r., o godzinie 10.57, w czasie pogrzebu marszałka Piłsudskiego, talizman miał się przebudzić. Natomiast pisarz i krytyk Tadeusz Kudliński twierdził, że w 1959 r. pojawił się w Krakowie tajemniczy student z Indii, który miał powiedzieć, że przed wiekami Wawel odwiedził riszi – święty nauczyciel hinduizmu. Miał odwiedzić to święte dla hindusów miejsce i być może uzyskać jakieś religijne księgi.

Bogowie, a naukowa analiza

To co wyżej napisałem racjonalista może obdarzyć mnóstwem wątpliwości. Nie wspomnę nawet o wizjach ezoteryków. Mowa o dylematach choćby takich, że te źródła pisane dotyczą innych miejsc Słowiańszczyzny i żadnych źródeł polskich nie ma poza kilkoma legendami. To co mamy to język i ludowe podania, ślady w słownictwie i archeologiczne (wykopaliska z miejsc pochówków). To znaczy, że można tylko wróżyć jakie były wierzenia naszych przodków z indyjskich Wed czy z podań plemion wschodniosłowiańskich, ale nie lęhickich/zachodniosłowiańskich. Chyba, że z góry przyjmiemy naszą przede wszystkim słowiańskość, a nie polskość, ruskość, bałkańskość itp.. I to jest – moim zdaniem – właściwy trop rozumowania.

Najpierw byliśmy Słowianami z cywilizacji winczańskiej, a dopiero później rozdzieliliśmy się na kolejne ludy i narody. Przypomnę, że pierwszym odszyfrowanym tekstem z glinianych tabliczek wypełnionych pismem Vinča było zdanie: „Przez cztery kapłanki twarzy boga Szaue został spalony starszy umysłu głębokiego.” Co dla naszego dowodzenia może być ważne w tym jednym zdaniu z rumuńskiej Tartarii zapisanym 5,5 tys. lat p.n.e.? Po pierwsze już wówczas właściwą rytualnie formą pochówku było ciałopalenie. Po drugie, czy nie mamy tu do czynienia z kapłankami – strażniczkami ognia ofiarnego, charakterystycznymi dla wierzeń Słowian przedchrześcijańskich, a odpowiadających funkcjom hinduistycznych przewodników obrzędów Agnihotry? Po trzecie, jakim bogiem był Szaue, czy jego imię nie brzmi intrygująco podobnie do Sziwa?

Za dużo skojarzeń. Nie na takich podstawach naukowcy tworzyli do dziś obowiązujące teorie, np. Słewi (Suevi) to Szwabi według Niemców i niektórych naszych „kossinowców”.

Jednak, o ile spekulacje propagandowe kiedyś mogły stać się dogmatami naukowymi, to dziś można je zweryfikować „szkiełkiem i okiem”. Jak wiadomo, tam gdzie jest dzisiejsza niemiecka Szwabia, tysiące lat temu żyli genetyczni przodkowie Słowian i zresztą nie tylko tam w Zachodniej Europie. Ta sama nauka ścisła, czyli genetyka, z drugiej strony dowodzi na podstawie choćby prac Underhilla z roku 2014, że indoirańska haplogrupa Y-DNA R1a-Z93 i bez wątpienia słowiańska R1a-Z282 rozeszły się około 6 tys. lat temu najprawdopodobniej na Kujawach. Później już nie spotkały się, bo w Indiach i Iranie nie ma R1a-Z282, a w Europie Środkowo-Wschodniej nie ma R1a-Z93. Czas rozejścia się tych rodów można łączyć z czasem „ostatecznego rozpadu wspólnoty praindoeuropejskiej i z początkiem kształtowania się języków praindoirańskiego i prasłowiańskiego”.

Tak więc, nauka potrafi określić erę początku wędrówki wspólnych słowiańsko-indyjskich bogów. Był to czas rozejścia się na nizinach nadwiślańskich dwóch ludów z jednego pnia, czyli około 4 tys. lat p.n.e..

Kiedy więc ci wspólni bogowie mogli się narodzić w sensie idei ludzkiej, a nie objawienia nadprzyrodzonego czy od kosmitów? Najpewniej w naddunajskiej cywilizacji jakieś 2 tys. lat wcześniej, gdzie strzegące świętego ognia kapłanki boga Szaue/Siwy/Śiwy spaliły ciało sędziwego mędrca zgodnie z przysługującą jego szczątkom dbałością.

Om, czyli boski Jam

Dzięki cennej stronie www Czesława Białczyńskiego poznałem ciekawego bloga wyciszalnia.pl. Jego autorka pokusiła się na własną analizę ważnej hinduistycznej mantry – Gayatri Mantry. Tak tłumaczy jej znaczenie.
„Utrzymuje się, że Gayatri to imię Bogini, Matki Ziemii (Gaja), która jest zarazem żoną słonecznego bóstwa, Sawitri oraz Saraswati. Nie zgadzam się z tą hipotezą. Według mnie, GA to po prostu skrót od Baga – Bóg/Bóstwo, czyli tytuł to: (Ba)Ga Ja Tri – Jestem Trójbogiem / Trójcą lub najprościej Trzy Boskie Ja. Gaya w języku Ariów nie może oznaczać Matki Ziemi, ponieważ matka i ziemia zawsze związane są z dźwiękami M oraz S. Matka to Ma, Mat, a Ziemia to Sma, Sima, która później rozwinęła się do Siema, Ziemia. Dźwięk GA zawsze związany był z ogólnym bóstwem, bytem wyższym, górą. Następnie utrzymuje się, że Ga znaczy śpiewać, a yatri oznacza ochronę. Nie ma to żadnego potwierdzenia etymologicznego, jeśli brać pod uwagę języki słowiańskie. Ja tri, oznacza po prostu trzy Ja, więc nie wiem po co zmyślać inne znaczenia. Dodatkowo zauważmy, że bóstwa kojarzone z mantrą – Sawitri, Savitur, Saraswati – wszystkie mają rdzeń podstawowy: sawi lub swa, czyli ariańskie (aryjskie – dop. RudaWeb) „swat” – współczesne „świat”. […] oznaczają po prostu Świat stworzony, czyli naszego Światowida. […] Zgadzam się za to z tym, że Gayatri może reprezentować Trójboga męskiego i żeńskiego, jako że o trójcę tu chodzi.”

Tekst mantry w transkrypcji angielskiej:
Om
Bhur Bhuvah Svaha
Tat Savitur Varenyam
Bhargo Devasya Dheemahi
Dhiyo Yo nah Prachodayat.

Następnie autorka analizuje poszczególne słowa i przedstawia tłumaczenie na polski (bez pośrednictwa wszechobecnego języka angielskiego):
Jam
Bóg, Bogini, Słowo.
Tak Stworzonym Światem Jam Jest.
Jestem Bardzo Wielkim Bogiem.
Boskim Ja, Najprawdziwszym Ja.

Autorka kończy swoją analizę spostrzeżeniem: „Teraz mogę zrozumieć dlaczego recytacja tego tekstu może oczyszczać, dać moc itp.. W Rygwedzie napisano, że recytowanie tej mantry może dać wszystko – teraz wiem dlaczego – w końcu mówisz do siebie, że jesteś Bogiem, identyfikujesz się z boską mocą”.

Uwierzcie w siebie Lęhici! Wszystko w Waszych dziejach jest do odrodzenia w tym świecie.

NA ZDJĘCIU: wizerunek Kryszny, FOT: Krishna Kumar/wikimedia.org

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 6

  1. Podobna refleksja mnie naszła, domorosłą entuzjastyczną amatorkę i dlatego ośmieliłam się przedstawić mój tok rozumowania po WSŁUCHANIU SIĘ w oryginalne słowa Gajatri Mantry, a nie czytaniu tych zapisanych Łacińskimi literami, po angielsku, czyli w języku kreolskim, który powstał bardzo późno i jego użytkownicy nie słyszą bogactwa głosek z naszego języka (taki mają wgrany program).
    om bhūr bhuvaḥ svaḥ
    tát savitúr váreṇ(i)yaṃ
    bhárgo devásya dhīmahi
    dhíyo yó naḥ prachodayāt – Rigveda 3.62.10[11]

    A to moja wersja zapisana naszymi zgłoskami ze słuchu. Słuchałam tej mantry w oryginale w wykonaniu mnichów:
    Om bur buwa suwaha
    Tat sawitur wareeńjam
    Bargo dewa sja ti mahi
    Dijo jo na praćz jo dajat

    Wychodząc z założenia, że nasz język słowiański zachował pierwotne znaczenia inkantacji, a które to znaczenia wraz z upływem czasu obrosły otoczką znaczeń religii, którą wielce szanuję i nie chciałabym tu obrazić swoją prostacką interpretacją czyichś religijnych uczuć, ja – Słowianka czuję, że w swojej próbie nie odeszłam daleko od pierwotnego znaczenia tej modlitwy do wszechpotężnej Troistej Odwiecznej Matki Ziemi, Stworzycielki, Karmicielki i pełniącej tę trzecią ostatnią, niemiłą, straszliwą i okrutną dla nas jej śmiertelnych podopiecznych rolę opiekuna, bez której wszak następne pokolenia nie miałyby jak zaistnieć. Święte słowa do Pramatki, które moi przodkowie żyjący najprawdopodobniej w matriarchalnym społeczeństwie, przekazali innym, i które zostały tak wielce przez nich poszanowane, że przetrwały niezmienione po dziś dzień, szkoda że ja niestety muszę sobie je obecnie przetłumaczyć na nasze, aby zrozumieć ich pierwotne znaczenie i sens całej prośby.
    Pragnę przedstawić moją prostą i mam nadzieję zrozumiałą dla nas, Polaków wersję, z całym szacunkiem dla tych wszystkich ortodoksyjnych tłumaczeń dokonywanych przez utytułowanych fachowców językoznawców znających sanskryt i ich tradycję. Nie chciałabym aby to zostało odebrane jako próba bezczelnego obrazoburstwa dokonanego przez jakąś nikomu nieznaną wymądrzającą się dyletantkę, lekceważącą wszelkie rdzenie wyrazów i wszystkie inne naukowe mądrości, ale jako próba przedstawienia tego prostego przekazu, prośby do łaskawego troistego bóstwa, i tego co mnie uderzyło przy wielogodzinnym słuchaniu tej mantry w oryginale językowym. Oto moja droga rozumowania, nie twierdzę przy tym, że jedyna i słuszna:
    1. pierwsza linijka: „Om bur buwa suwaha”
    Bur: czyli buł, czyli był: o, która byłaś – o przedwieczna, pradawna, prawieczna
    Buwa: czyli bywa: czyli jest teraz, obecnie
    Suwaha: świata, światła, nasuwa się mi również tu rosyjski wyraz: swiaszczenaja czyli święta, czyli:
    O, święta, światła , która jesteś przedwieczna /o, świecie, który jesteś przedwieczny, o kosmosie w którym jesteśmy zanurzeni/ o (matko) materio świata i eterze
    2. druga linijka: „Tat sawitur wareeńjam”
    Tat: tato, czyli ojciec, czyli stworzyciel –w języku Polskim wyraz rodzaju męskiego, szczególnie jeśli będziemy brali kontekst teologiczny religii patriarchalnej pod uwagę, ale tu mowa zgodnie z tytułem o pramatce stworzycielce, jako, że to jakby niestety kobiety dosłownie dają życie, stwarzają je, sa dawczyniami
    Sawitur: światła, świtu, turlających się, toczących się po orbitach czyli Słońca, oraz świata czyli naszej Ziemi , a i może kosmosu całego
    Wareeńjam: war, czyli skwar, czyli ciepła promieni słońca, czyli:
    Stwórczyni naszego świata (Ziemi), światła i ciepła, Ziemię/Swiat skwarem słońca darzysz
    3. trzecia linijka: „Bargo dewa sja ti mahi” – tu bardzo prosto i niemal dosłownie:
    Bargo: bardzo
    dewa sja : dziwuję się/ podziwiam/ admiruję/ chwalę/ wychwalam
    ti: ty/ tobie/ciebie
    mahi: machać, czyli robić/tworzyć, albo mahi- magi, czyli możesz (istnieje tako wyraz w rosyjskim), masz moc stwarzania, czyli magię:
    Wychwalam twą stwórczą moc, Matko bądź łaskawa dla nas,
    4. czwarta linijka hymnu: „Dijo jo na praćz jo dajat”
    Dijo: dzieło/dziecko
    Jo: ja
    Na: dla mnie, albo: nie
    Praćz: „procz” po czesku to: dlaczego, czyli po co, z jakiej przyczyny(pro cziny, pri cziny, przyczyny) czyli niezasłużenie, albo: nie przecz, nie przeczysz, nie żałujesz czyli nie dajesz z łaski, a szczodrze, a może „na procz” to znaczy na przyszłość, albo nie przecz, nie żałuj, nie racz
    Jo: ja, mnie
    Dajat: dajesz/dając, czyli obdarzając względami, dobrocią:
    Ja- twoje dzieło, któremu (nie przeczysz dawać; pomimo wszystko czyli hojnie) obdarzasz swymi łaskami. Mnie na przyszłość szczodrze darz: łask dziecku swemu nie przeczysz dawać

    I tak oto wyszła mi całość przełożona na współczesny słowiański język Polski, gdzie słowa dziwnie się przewijają i splątują ze sobą będąc „afirmacją mnogości znaczeń”, z których każde jest równie prawdziwe i trudne do odseparowania, stąd od koncentracji modlitwy naszych przodków niemal w formie japońskiego haiku prośby do matki przedwiecznej, do mojego współczesnego przekładu, z konieczności językowej rozwleczonego.

    O, przedwieczna, będąca materią świata Światłości!
    Stwórczyni świata, światła słońca i żaru jego promieni,
    Podziwiam w zachwycie twą potężną moc stworzenia,
    Mnie, twe dziecko, miłościwie darz łaskami swemi.
    Om bur buwa suwaha
    Tat sawitur wareeńjam
    Bargo dewa sja ti mahi
    Dijo jo na praćz jo dajat
    Oraz taka prawie dosłowna brzmieniowo:
    O przedwieczną będąca Światłości
    Świat opromieniasz żarem Słońca
    Bardzo dziwię się Twej mocy
    Dziełu twemu nie racz dać końca

  2. // 18 maja 1935 r., o godzinie 10.57, w czasie pogrzebu marszałka Piłsudskiego, talizman miał się przebudzić. //………….czyli nadal nie śpi ? a może gdzieś przepadł , a tak w ogóle to niby czym ma być ten talizman ? poza tym w literackim ujęciu Flawiusza Filostrata o tym Apoloniuszu jakoś nie ma najmniejszej wzmianki by ten zdołał przekroczyć linię Dunaju , owszem lubił sobie połazić , miał być w Indiach czy Afryce ale o jego wycieczkach w rejony współczesnego Krakowa ten Flawiusz albo nic nie wiedział albo zapomniał o tym napisać ale może też być tak ,że przewidział ,że kiedyś tam , w przyszłości, sami Polacy to odkryją . Teraz tylko trzeba zlokalizować ten amulet bo chyba nikt nie wątpi ,że za jego sprawą nikt nam już nigdy nie zagrozi

  3. 1.Na zdjęciu jest Śhiva a nie Wisznu
    2. Kryszna i Wisznu to ta sama postać… zresztą słowo Kryszna jest od SKRZYĆ się… co zostało rozwinięte nieco błędnie w Lucyfer…. bo tu nie chodzi o światło a SZCZĘŚCIE…. jako NIEZNAJĄCY TROSK…. U nas ten byt jako tytuły robi też za Jaryło….. JARE „ŁO” (HARE „ŁO”) – MOCARNE „ŁO”
    3. Tłumaczenie mantry jest „od czapy”

    ona jest hymnem pochwalnym skierowanym do Surji (Swarożyca). i prośbą o jego dalsza ochronę nad ludem.

    Ga Ja Tri jest tożsame z TRIMEGISTOS — znaczy POTRÓJNIE PRZEJAWIONY do czego się odnosi też i słowo Trojan – TRÓJ-JAŚNIEJĄCY…..

    4.z głowami Brahmy jest większy ambaras…..aby go pojąć trza sięgnąć do Egiptu do dzieci Nut….
    jej 5 dzieci to głowy Brahmy… bo pierwotnie miał on ich pięć…. W legendzie jet mowa iż Śhiva mu jedną obciął ale to skrót myślowy…. ta 5 głowa to głowa Śhivy jaki odleciał z planety pozostawiając ją pod opieką Wisznu…. stąd Brahma i jego 4 głowy odpowiadają pozostałej 4 dzieci Nut i Śhivy (Horusa Starego, Swaroga)….. Horus Młody to ów Wisznu…. u nas znany jako Swarożyc

  4. ORLICKI
    16 lutego 2017 o 13:06 ze strony BIALCZYNSKI

    ORLICKI: Tak ja to słyszę:
    Om ghór guve sła ham tat sawi tur waremi jam bhargo devas jadi ma him dijo jona praczoda jam.

    ORLICKI: Tak sobie tłumaczę po staro i współcześnie słowiańsku:
    „On wysoko góruje światłem życia tam rozświetlając mocą wiary ukryte bramy ciemności zimnych mając życie z/dla łonem początków ukryte”

    To wyraźnie mantra czcząca Boga ukrytego w personifikacji Słońca.
    (Dopisek obecny z marca 2017. Tłumaczenie OM na JA – BÓG nie ON – BÓG, oznaczałoby, że człowiek siebie ma za Boga i tak mantrując, mówi o sobie. Poza tym w starosłowiańskim JA to najwyżej JO, gdy ON to ON/AN. W obu przypadkach mamy głoskę ‚o’. )

    Tak jest ta mantra zapisana w łacinie:
    Om Bhur Bhuvah Swaha Tat Savitur Varenyam Bhargo Devasya Dhimahi Dhiyo Yo Nah Prachodayat

    Lub:
    Om Bhur Bhuwa Słaha, Tat Sawitur Warenjam, Bhargo Dewasja Dhimahi, Dhijo Jo Nah, Praciodajat.

    Tak jest tłumaczona:
    Nie można wprost przetłumaczyć tekstu tej mantry, gdyż składa się ona z samych tzw. bija mantr, które same w sobie są mantrami.

    Poniżej wyjaśnienie znaczenia mantry Gayatri:
    Medytuj nad OM, pradźwiękiem Boga, z którego biorą początek trzy sfery, Bhur – ziemska, Bhuvah – eteryczna, subtelniejsza i Swaha – niebieska. Oddajemy cześć (Varenyam) najwyższemu, niepojętemu, Boskiemu Bytowi (Tat), a także twórczej, życiodajnej sile przejawiającej się w słońcu (Savitur). Medytujemy (Dhimahi) nad promieniowaniem (Bhargo), światłem (Devasya) Boga, które unicestwia wszelką ciemność, niewiedzę i wszelkie wady. Niech Twoje światło rozjaśni nasz umysł (Dhi) – Boże, prosimy Cię o to usilnie (Yo nah Prachodayat).

    http://wyciszalnia.pl/mantra-project/mantra-gayatri-142.html

    Słuchając tej mantry w śpiewie, łatwo pojąć, dlaczego powstał język rosyjski w takim, nie innym brzmieniu, na styku Arjów – Słowian północy Tart-Arii, z Aejami Indii. Oraz skąd się wzięły ich bajkowe, kręcone kopuły Kremla.

    Mantry moim zdaniem pochodzą, jak cały sanskryt, z języków Presłowian – Wenedów, do których zaliczali się obecni Bałtowie poza Estami. Były śpiewanymi przez nich tekstami modlitwy, świadcząc o wysokiej duchowości i wiedzy. Zaniesione przez Arjów do Indii, stały się tam mową i tekstami świętymi, którym lokalnie nadano znaczenie świętości dla samego języka presłowiańskiego – nazywając jego przeobrażoną w Indiach postać sanskrytem. Do tego stopnia świętego, że każda niemal jego głoskę, a szczególnie pierwsze w tych śpiewanych wierszach, uznając za święte. W ten sposób, zwyczajne ludowe lub modlitewne śpiewy słowiańskie, czczące Boga stojącego za siłami natury, stały się w Indiach modlitwami
    danymi od Boga a poszczególne wyrazy święte, w całości niezdolne do prostego przetłumaczenia. Co tłumaczy się w Indiach ich świętością. Gdy tak naprawdę, po prostu nie pochodzą z Indii tylko północy, od Arjów – których również uznaje się za dawnych świętych.

  5. wszystko sie zgadza,bedac dziecmi boga jestesmy boscy,bezposrednimi polaczeniami z nimi i calym swiatem.To od dziecka wypowiadalem, a otoczenie patrzylo na mnie nie moge powiedziec z niechecia lecz z pewna forma ZADUMANIA,jak by poszukiwali w swych wspomnieniach viedzy ktora kiedys posiadali,to byl tylko moment, wracali do teraz lecz bez komantarza.Pozdrawiam

  6. Z tego co słyszałem, w Serbii trójca/trzygłów-triglav/trimurti to Żywa (Shiva) – Visnja (Vishnu) i Branjanj (Brahma). Więc być może to jest właśnie najstarsza wersja trójcy pochodząca bezpośrednio z Vinca.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *