Nowy podręcznik dziejów ojczystych

Na bezcennym – dla odrodzenia słowiańskiej świadomości Polaków – blogu Czesława Białczyńskiego ukazał się wpis Adama Smolińskiego, nawołujący do stworzenia podręcznika dla młodych, z aktualną wiedzą o prawdziwych dziejach ojczystych. Smoliński przywołał informację o tym, że taki podręcznik pisze Dragomira. Też myślimy, że to najwyższa pora.

Na razie stworzyliśmy konspekt rysujący nową chronologię, z którego wynika, że początek tej opowieści zacznie się w Środkowej Azji około 20 tys. lat p.n.e.. Jednak te czasy, aż do kultury Lepenskiego Viru, będą zaledwie krótkim wprowadzeniem. Web twierdzi bowiem, że o cywilizacji przodków Polaków możemy mówić dopiero od kolebki naddunajskiej. Zaczynałaby się więc ta opowieść na serio od Vinča i kultury lendzielskiej (lęhickiej). Od V tysiąclecia p.n.e. archeologia, genetyka, językoznawstwo i część źródeł pisanych pozwala stworzyć ciągłą opowieść. Web, jako racjonalista, odrzuca odwołania do kultur typu Atlantyda, chociaż nie wyklucza, że za chwilę nauka (np. archeologia) zmusi go do przedłużenia perspektywy w głąb czasu. Przy okazji powstaje bibliografia, wcale nie ograniczająca się do najnowszych prac. Okazuje się, że w tak krytykowanym XIX w. powstało wiele prac historyków nie tylko polskich, które wyprzedziły ustalenia współczesnych nam genetyków czy językoznawców. Oczywiście nie może zabraknąć nowego odczytania starych źródeł takich, jak kroniki staropolskie.

Założeniem Weba jest przekazanie ustaleń dotyczących w jak największym stopniu historii gospodarczej/kultury materialnej i ustroju. Mniej czuje się kompetentny w dziejach ideologii (systemu wierzeń itp.) W tym zakresie szczególnie cenne mogą być ustalenia Pana Czesława Białczyńskiego, na których podstawie możemy ponadto określić ważne dla naszej przeszłości konkretne daty.

Nie wiemy co będzie wiodącą treścią podręcznika Dragomiry

Stąd trudno wskazywać w jakiej części odtwarzanych dziejów może być szczególnie cenny. Pewne wskazówki można znaleźć w artykule „Od Lacha do Polaka – kim jesteśmy?”. Jednak przyjęta tam próba ustalenia etymologi określenia Lechia bardziej gmatwa wykład niż wskazuje najprawdopodobniejszą wersję. Naszym zdaniem sprawa jest prostsza, bardziej jednoznaczna i zgodna z przyrodą otaczającą Lęhów – pisaliśmy o tym w artykule „Lęch władca Łęgów”.

Stworzenie więc podręcznika, w którym bez narażania się na zaciemnianie – zamiast wyjaśniania dziejów ojczystych – przedstawimy młodym Polakom wiedzę o ich przodkach, będzie wymagało współpracy i zderzania różnych poglądów. Nie uzgadniania, bo prawdy nie powinno się negocjować, ale odkrywania historii w różnych jej aspektach.

Na koniec – czy wspomniany blog Pana Czesława nie mógłby stać się płaszczyzną wymiany takich poglądów? Sami oczywiście też jesteśmy otwarci na uwagi, które pomagają uściślać wiedzę.

NA ZDJĘCIU: rycina Aleksandra Guagniniego, przedstawiająca Leszka I (syna Kraka I), FOT: wikimedia com

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 114

  1. W swym jakże pozbawionym sensu pokątnym komentarzu nadmierny Agnimir dał głos raz kolejny i przedstawił swe wynurzenia, tym razem nie na temat koguta, ale koni. O kogucie już nie rozwija kocopałów. Bez nawiązania do zmieniającego się kontekstu dziejów, oświadczył natomiast był nieopatrznie, że Słowianie „spożywali [konie] jeszcze od czasów kiedy byli łowcami i polowali na nie, tak jak spożywają do dzisiaj”. Ręce opadają na taką argumentację bez krzty empatii i kontekstu konkretnego odniesienia się do momentu dziejów. Słowianie, tak samo jak dzisiejsi Polacy koniny nie spożywają powszechnie. Gdyby było inaczej, to funkcjonowały by u nas rozliczne hodowle koni w celach rzeźnych, a konina byłaby powszechnie dostępna w każdym sklepie mięsnym. Tak nie jest. Przypadek? Na pewno nie. Odnoszenie się do łowców koni z czasów Protosłowian, to zupełnie inny kontekst dziejów i kulturowych odnośników. Po raz kolejny nawiedzony AGNIMIR dał dowód kompletnej niekompetencji do komentowania czegokolwiek co łączy się z rozumieniem procesów dziejowych, a tym bardziej czegokolwiek związanego ze Słowiańszczyzną. Prehistoryczni łowcy polowali na wszystko, co później konsumowali. Byli to już Słowianie z utrwalonymi raz na zawsze zwyczajami, wierzeniami, nie zmiennymi cechami w zakresie antropolgii kulturowej? Pierniczysz Adamie Smoliński, jak to zwykle u ciebie. Nie masz pojęcia o czym piszesz. Jesteś nie uświadomionym komediantem, mitomanem, zmyślaczem i kompletnym ignorantem.

    • Ani p. Dragomira ani Adaś nie są bohaterami moich bajek ale czytając Pana komentarze nie sposób oprzeć się wrażeniu, że w ten sposób rekompensuje Pan sobie frustracje i traumy. Tatuś pił i bił? Mamusia molestowała? Napisz Pan coś konstruktywnego i skończ z tym hejtem.

      • Życzenie TANATORA aby było coś konstruktywnego i bez chejtu. Popieram i spełniam życzenie jak najbardziej. Szanujmy się. Ad meritum.
        AGNIMIR Adam Smoliński stwierdził: > „Hindusi nie jedzą natomiast krów (…)?” Tych świętych, chodzących po ulicach, owszem nie jedzą, ale jednocześnie hodują krowy na mięso, które jedzą, choć nie wszyscy. Stuknięci wegetarianie i weganie nie jedzą<. DRAGOMIR, delikatnie mówiąc, nie zauważył faktu, że we współczesnych Indiach społeczeństwo jest zróżnicowane. Nie wszyscy wyznają religie hinduistyczne. Pokaźna liczba, ponad 15 procent, czyli circa about 190 milionów to muzułmanie i chrześcijanie, którzy jako żywo do spożywania wołowiny są chętni i to robią. Dla większości Hindusów spożywanie wołowiny jest jednak nadal tabu. Do tej pory w niektórych stanach Indii ubój krów, eksportu bydła i spożywanie wołowiny jest karane więzieniem. Są też takie stany jak Keralia, gdzie nie ma tak restrykcyjnych ograniczeń. Dzięki temu Indie są jednym z największych producentów i eksporterów mięsa wołowego na świecie. Tyle, że zdecydowana większość indyjskiej wołowiny to mięso bawołów wodnych, gatunku z którym nie wiążą się szanowane przez nich i objęte ścisłym tabu krowy. Co więcej, bawoły wodne są odporne na choroby, a ich mięso ma wielu zwolenników na cały świecie ze względu na niższą zawartość tłuszczu niż to jest w przypadku krów.

  2. AGNIMIR vel A. Smoliński doznał aktualnie kolejnego ataku kwalifikującego się do podjęcia leczenia. Pierwsze to ktoś nie brzydzący się musi obetrzeć mu pianę z oblicza, bo tak się opluł, że świata już nie widzi. Druga czynność, to aplikacja odpowiednich dla tego przypadku medykamentów. Nie przytomny jak zwykle obrzuca adwersarzy inwektywami , wyzwiskami i czym tylko może. Nie jest w stanie zrozumieć, co znaczy merytoryczna dyskusja, co to znaczy proces dziejowy, kształtowanie się obyczajów oraz, że nie można dawnych zwyczajów bezpośrednio przenosić na współczesne społeczeństwa oraz dzisiejsze zwyczaje, w tym żywieniowe. Gdyby tak było, to np. dzisiejsi Polacy nie jedli by ziemniaków, bo nie znali tej rośliny ich przodkowie, a kiedy już poznali, to początkowo sadzili jako rośliny ozdobne. Zdarzały się też przypadki zatrucia po spożyciu owoce zamiast bulw. Przecież to absurd. Jak informuje A.M. Kempiński, Ariowie uznawali koguty za ptaki nieczyste poświęcone władcy zaświatów Jamie. Nie oznacza to wcale, że Ariowie wcześniej mieli jakieś wyobrażenia o tym ptaku. Co więcej, w ogóle go nie znali. O tym, że Prasłowianie hodowali kury wiadomo dopiero z końcowego okresu kultury łużyckiej (ok. 2,5 tys. lat temu). Zatem wywodzący się od nich Ariowie atakując Indie ok. 4 tysiące lat temu, o tym ptaku nic nie wiedzieli. W ogóle ojczyzną tych kuraków jest Azja Wschodnia. Co z tego, że dzisiejsi Hindusi spożywają mięso kurze? Ariowie podbijając ziemie Płw. Indyjskiego widzieli w tych ptakach nieloty grzebiące w ziemi, kopiące dołki i ewidentnie kuraki te kojarzyli z bóstwem podziemnego świata zmarłych. Dla Prasłowian, czy też później Ariów koń był uświęconym zwierzęciem w pozytywnej konotacji, a jednak go powszechnie nie spożywali. Hindusi nie jedzą natomiast krów, co nie oznacza, że Prasłowianie, czy Ariowie ich nie jedli. Jednym z najbardziej znanych zakazów pokarmowych jest hinduistyczne tabu zabijania bydła domowego i spożywania powstałych z jego mięsa produktów. Prasłowianie i Ariowie przekonań takich nie mieli i wśród dzisiejszych Słowian one też nie występują. Proces scalania kultury ludów autochtonicznych z kulturą Ariów doprowadził do określonych zachowań kulturowych. Obecnie Hindusi krów nie spożywają, a Słowianie od czasów udomowienia tura je spożywali i dzisiaj tak samo jest. Dlaczego więc potomkowie Ariów krów nie spożywają? Trzeba być zdolnym do rozumienia procesów kulturowych . Dawnych przekonań nie można infantylnie, bezpośrednio przenosić na obecny grunt. Adam Smoliński oczywiście tego nie rozumie, bo jest prostakiem bez śladu empatii. Nie jest zdolny też do nauki. Zamiast tego opowiada kocopały w rodzaju, że brzoskwinia jest zapylaczem dla jabłoni lub też pierniczy bez sensu na temat psychologii zebry (autentyczne).

  3. A. Smoliński, nadmiernie nazywający się AGNIMIREM, czerpiący wiedzę na temat Słowiańszczyzny z Wikipedii, uważa się z tej racji za znawcę Słowiańszczyzny oraz wszystkiego innego. Osobnik ten nie potrafi wykazać się jakąkolwiek wiedzą za wyjątkiem mądrości internetowych. Nie ma tu mowy o empatii, wymagalnych elementach rozwoju poznawczego, wielopłaszczyznowym rozumieniu kwestii, jest tylko to co sobie ubrdał ślęcząc przy komputerze. Bez Internetu nie istnieje, taka samo jak jego świadomość. W kwestii koguta w mitologii Ariów nie jest tak, że krótka notatka w Wikipedii wystarcza, żeby rozwijać coś sensownego. Pisał o tym A.M.Kempiński w opracowaniu na temat mitologii ludów indoeuropejskich (str. 231 – 232). Autor jasno rozwija wątek określający, iż Ariowie uznawali koguty za ptaki nieczyste i wiązali je znaczeniowo z Jamą – bogiem śmierci i zmarłych, władcą zaświatów. Mający samodzielny i krytyczny stosunek do praw objawionych za pomocą Internetu GUŚLARZ potrafi myśleć i przytomnie stwierdza:” To, że kogut jest ptakiem Heliosa jest na przykład na Theoi.com która jest bardzo dobrą stroną, choć logika mówi, że jest bogiem Aresa/Jarowita”. To jest właściwy kierunek rozumowania, bo bierze pod uwagę, że nie można ślepo wierzyć w pozbawione rozwinięcia stwierdzenia, bo też wskazuje jak kapitalne znaczenie ma empatia.

  4. Kolejna przenikliwa wypowiedź DRAGOMIRY: „Zwierzęciem poświęconym bogu Słońca, jest m.in. kogut i kura. Stąd wziął nam się rosół z kury lub kapłona (kastrowany kogut) na niedzielny obiad”. Tak na marginesie, Ariowie uznawali koguty za ptaki nieczyste i wiązali je znaczeniowo z Jamą – bogiem śmierci i zmarłych, władcą zaświatów. Smacznego DRAGOMIRO podczas spożywania słowiańskiego niedzielnego rosołu z kastrowanego koguta z makaronem, ewentualnie ziemniakami. W tej kwestii są zdania jednakowoż rozbieżne.

    • Nie jestem pewny czy Ariowie uznawali je za ptaki nieczyste, czy sądzisz tak dlatego, że ptak/kogut jest w środku Bhavaćakry? To, że kogut jest ptakiem Heliosa jest na przykład na Theoi.com która jest bardzo dobrą stroną, choć logika mówi, że jest bogiem Aresa/Jarowita i mit o Alectryonie tak też mówi.

    • Tym razem w zastępstwie nie mającej wstrzemięźliwości w tworzeniu kocopałów DRAGOMIRY głos dał zapylacz jabłoni przy pomocy brzoskwini oraz znawca psychiki koniowatych w kontekście zebry – Smoliński Adam. Ten psudoznawca Słowiańszczyzny przy pomocy Wikipedii, na wstępie dał popis z użyciem inwektyw, by przejść za chwilę do „merytorycznej” dyskusji, a jakże przy pomocy Wikipedii. Z krótkiego – powoływanego przez siebie w sumie prostego tekstu – ni w ząb oczywiście nic nie zrozumiał, tak jak wcześniej z instrukcji sadzenia drzew, którą bezmyślnie przytoczył. Osobnik ten nie przeczytał w życiu żadnej książki, ale nie przeszkadza mu to w opowiadaniu pierduł z pozycji niby-znawcy. Jeden z jego adwersarzy skwitował to jakże słusznym stwierdzeniem, że „gdyby głupota mogła unosić, to [tenże Smoliński] unosiłby się jak gołębica”. Tym razem chodzi o batalię przeciwko twierdzeniu, że Ariowie uznawali koguty za ptaki nieczyste i wiązali je znaczeniowo z Jamą – bogiem śmierci i zmarłych, władcą zaświatów. A. Smoliński w ślad za Dragomirą, mającą problemy w rozumieniu podstawowych kwestii związanych z mitologią ludów aryjskich w tym Słowian oraz aktualnie nie uważającą się za Polkę, rozwija pokątnie wątek, który już dawno został opisany, między innymi przez A.M. Kempińskiego. A. Smoliński jest nieświadomym komediantem. Szkoda tylko, że przez swoje pisarstwo jest również szkodnikiem dla sprawy Słowiańszczyzny.

  5. Wypowiedź dnia w wykonaniu Dragomiry: „Ja teraz też … uważam się już za Słowiankę, a nie Polkę. Moja obecna tożsamość to Słowianka z polskim obywatelstwem”. Wstrząsająca to wiadomość zmiany tożsamości, gdyż jednak zdecydowana większość Polaków uważa, że będąc Polakami są również Słowianami. Nie będąca aktualnie Polką Dragomira objaśnia, że „moim celem jest napisanie książki w prosty, przystępny sposób. Celem, zarówno zeszytów z serii Co każdy Słowianin wiedzieć powinien, jak i książki o historii Słowian, jest szerzenie w polskim społeczeństwie wiedzy na temat własnej grupy etnicznej”. W związku z tym, że pisanie podręcznika idzie jak po grudzie, autorka stworzy, jak to określiła wcześniej „chude” zeszyty. Jednakże „Jeżeli osoba, pokroju Roberta, czy Skryby szuka wyłącznie informacji z zakresu genetyki i archeologii, to Zeszyt I ją rozczaruje”. Szkoda wielka, jednakże na pocieszenie „Znajdzie tam m.in. przystępnie wyjaśnione podstawy duchowości słowiańskiej”. Czym jest według Dragomiry „duchowość słowiańska”? Filozofowanie na ten temat nie mające związku z rzeczywistością, mieliśmy już możność doświadczyć we fragmentach. Zadaje też Dragomira dramatyczne pytanie: „Quo vadis Polonia?”. Nie jest to jednak pytanie retoryczne, gdyż odpowiedź jest w jej piśmiennictwie. Jak twierdzi „Moje książki są przeznaczone dla ludzi dorosłych i starszych nastolatków. Nie znam mentalności dziecka, więc nie umiem dla nich pisać”. Odbiorcami tego pisarstwa mają być zatem ludzie niezbyt lotni, bo „Do zrozumienia tego, co piszę, jedyne niezbędne kwalifikacje to umiejętność czytania po polsku i zdrowy, przeciętnie rozwinięty umysł”. Och te wypowiedzi Dragomiry. Przecież to nieprzebrana krynica kabaretu. Nie uronię ani zdania będącego jej autorstwa. Same perełki złotych myśli, aż łzy ze śmiechu stają w oczach.

    • Strasznie zakompleksiony musisz być koleżko. Nic nie wnosisz, nie masz nic do powiedzenia na żaden temat tylko po raz kolejny klepiesz tu o swojej frustracji.
      Majówka za pasem, poczytaj komiks jakiś, pograj w piłe albo pochodź chociaż po lesie. Dobrze ci zrobi.

      • Co mi tam piszesz o piłce, lesie, majówce, komiksach. Tu nie trzeba nic innego, żadnych innych autorów. Gdzie znajdzie się taką dozę rozrywki? Dragomira wystarczy. Pisz Dragomiro, pisz jak najwięcej, publikuj co tylko można. Co chcesz: książki, podręczniki, broszury, zeszyty – bylebyś tylko pisała. Na każdym blogu znajdę twe wypowiedzi. Są one bezcenne, niezastąpione. P r o s z ę !

    • Dragomira informuje, że zarzuciła plany podręcznika – ksiązki o historii Słowian, gdyż „Praca nad nią, nie szła szybko, ponieważ bardzo drobiazgowo, dłubię się w haplogrupach (zaczynając od hg A), kulturach archeo, itp. Powstało już jej około 40%, ale w zeszłym roku w kwietniu, zarzuciłam pracę nad nią”. Szkoda wielka, gdyż odkrywczo prezentowały się fragmenty o nieuświadomionym przez autorkę henoteizmie, czarnej materii, antymaterii, nicości, świetle wyglądającym jak gwiazda nazywanej gwiazdą rdzenia”, duszy, intencji i woli jako następnym ciele. Zamiast zająć się podręcznikiem, którego pisanie szło jak po grudzie, Dragomira skupiła się nad pisaniem zeszytów, gdyż „Mała (chuda) forma skróci czas ich powstawania”. Myśl twórczą Dragomiry na poziomie zeszytów wyda „Armoryka”, gdyż „Bellona” nie jest tym pomysłem zainteresowana. Poruszy w owych zeszytach, między innymi lingwistyczne zawiłości ” słowiańskich imion oraz znaczenie ich członów”. Będzie też „prehistoria diety człowieka”. Autorka obiecuje także prowadzić dywagacje na temat zagadnienia wegetarianizm u Słowian, ścinania drzew oraz słowiańskiej antykoncepcji, aborcji i seksu. Dragomira poruszy także odkrywczy temat w zakresie „jak wymyślono koło”, zajmie się także „organizacją społeczną”. Czyli podręcznik jest ad acta odłożony, a będą zeszyty. Tak można było sądzić. Z dużej chmury mały deszcz. Szkoda czasu

      • Drogi Yolomirze, nie ma żadnej szkody. Tak roztrząsana przez Ciebie tematyka czarnej materii oraz Nicości, pojawi się w Zeszycie I. Mało tego, będą tam opisane inne zagadnienia, które niewątpliwie wywołałyby u Ciebie wielkie poruszenie. Np. o bogu Kuju/Swarogu: wykół sam siebie i sam siebie rzucił w niebo, jako tarczę słoneczną. Zaś moje dywagacje o relacjach pomiędzy Białobogą a Czarnobogiem, czy też o naturze słowiańskich bogów, przyprawiłyby Cię o zawrót głowy, a może nawet spowodowałyby zagotowanie się Twojego nierozwiniętego mózgu.

        • Droga Dragomiro. Skoro weszłaś na właściwy sobie poziom inwektyw typu „nierozwiniętego mózgu”, to weź jednak pod rozwagę, że idąc twoim tokiem cudacznego dywagowania, myślący Słowianie nie zostawioną na twych wynurzeniach suchej nitki. Dlaczego, jak myślisz? O kocopałach, w których rozpisywałaś się jakoby w czasie snu człowiek nie odczuwa emocji, już było. Teraz straszysz, że będziesz rozwijać tematykę czarnej materii, antymaterii. Wcześniej udowodniłaś już, że nie masz o tym zielonego pojęcia. Odgrażasz się również, iż napiszesz „o bogu Kuju/Swarogu: wykół sam siebie i sam siebie rzucił w niebo, jako tarczę słoneczną”. Proponuję najpierw, żebyś przeczytała coś napisała. Nie wątpię również, że twe czcze, pozbawione elementu realnej wiedzy dywagacje „o relacjach pomiędzy Białobogą a Czarnobogiem czy też o naturze słowiańskich bogów” przyprawią mnie i zapewne większość czytelników twego pisarstwa o „zawrót głowy”. Już czekam na te wynurzenia. Jak zapowiadasz będziesz tworzyć aktualnie zeszyty, gdyż „Mała (chuda) forma skróci czas ich powstawania”. W tychże zeszytach rozpisywać się będziesz o tematyce „antykoncepcji, aborcji, seksu” u Słowian. Wyzwanie w zakresie seksu u Słowian jest porywające na miarę pracy antropologa Bronisława Malinowskiego, profesora Katedry Antropologii na Uniwersytecie Londyńskim. Niespełna dziewięćdziesiąt lat temu, po intensywnych badaniach terenowych w Australii i Oceanii, uczony ten wydał dzieło stanowiące podstawę antropologii kulturowej „Życie seksualne dzikich w północno-zachodniej Melanezji”. W związku z zaprezentowanymi fragmentami twej twórczości nie ma żadnej podstawy aby sądzić, że wniesiesz jakikolwiek sensowny wkład do antropologii kulturowej w zakresie seksu u Słowian. No, ale skoro musisz, pisz. Ocenimy rezultaty

          • 😀 😀 😀 Jak chcesz ocenić cokolwiek, skoro czytać ze zrozumieniem nie potrafisz? Ten bełkot ktoś Ci pisze?
            Żałosny jesteś z tą swoją wścieklizną. 😀 😀 😀
            Książki zostaną wydane mimo Twojego bełkotu, i co zrobisz?
            Napiszesz do Kaczyńskiego, aby wstrzymał?
            One nie są dla Ciebie tylko dla ludzi myślących. Ty jesteś, widać, myślący inaczej. Cóż zdarza się.

          • Panie Adamie, generalnie ma Pan wielokrotnie rację. Niestety, daje się Pan prowokować i złość rozlewa na zewnątrz. Ten komentarz jest niemerytoryczny – za chwile YOLOMIR znowu będzie próbował wyrozumowanie sprowokować – głupi, głupi, głupi rzekł Maciej Bohatyrowicz 🙂

          • Oj tam, oj tam. Cóż tam jeszcze Maciej Bohatyrowicz nie naopowiadał. Nie bądźmy wstrzemięźliwi. Co do Adama Smolińskiego, wiadomo o co chodzi: autor tezy o tym, że „brzoskwinia jest zapylaczem jabłoni”. Gościu nie ma pojęcia w dziedzinie sadownictwa, a co dopiero w zakresie dziejów Słowian. Kabaret, mości panowie, kabaret.

        • „o bogu Kuju/Swarogu: wykół sam siebie i sam siebie rzucił w niebo, jako tarczę słoneczną”
          Swaróg nie jest bogiem słońca, mam nadzieję, że takie podstawy rozumiecie.

          • No dobra. Swaróg jest bogiem Urana.
            Tutaj napisałem na ten temat w komentarzu:
            http://lechickieodrodzenie555.blogspot.com/2018/02/astrologia-mitow-sonce.html
            Swarogowi odpowiada grecki Ouranos, rzymski Caelus (niebo=svarga=caelum), hinduski Brahma.
            Svarovat znaczy spawać czyli łączyć/lutować/zwierać (z kolei lutowanie w językach słowiańskich inny niż polski jest spawaniem lub spajaniem itp).
            Uran rządzi Wodnikem. Wodnik jest związany z ciemnością – (jeśli 24 godziny = zodiak to północ = wodnik), dlatego postacie związane z wodnikiem w różnych wyobrażeniach zodiaku są związane z czernią. Tjarnoglofi musiało być jednym z przydomków Swaroga.
            Wodnik obrazowuje tożsamość grupową, https://www.youtube.com/watch?v=uqaRNp4bxh8 symbolizowaną wilkiem. Varga w sanskrycie to podział, grupa, rodzina itp. Varg to wilk w nordyckiej mitologii. Swarogi, śwarogi, wilczki to ornamenty w ludowym budownictwie. Luty to miesiąc wodnika. Lutycy to wilcy.
            Swary są związane nie z ciepłem lecz z myślami, swargumentami, które ścierają się w swardze/umyśle czyli 7 czakrze.
            Wodnik wiąże się oczywiście z mrozem, uświerknąć – zamarznąć.

          • Uranu? XD Ten wpis popiera moją koncepcje oddziaływania znaków na inne. Silny wpływa na słabsze i tak właśnie dzieję się z ów symbolami na Niebie. Nie pisz fantazji i nie używaj guseł jeżeli nie potrafisz, ta rewolucja nie ma sensu. Skwarki i Skwar, Wrzawa, Warszawa, Wawrzyniec, Wawrzyn.

          • „Podobnie było u Słowian patrząc z zewnątrz można dostrzec politeizm jednak w VI wieku wyraźnie byli monoteistami, (Prokop z Cezarei) “ jeden tylko bóg, twórca błyskawicy, jest panem całego świata”, Swarog ~ Hefajstos był wielkim królem i bohaterem Słowian jego syn Dagbog to s(A)waris ~ Swarożyc wieli bohater Hiperborejski zdobywca światów żyjący 17 wieków p.e.ch. a nasz monoteizm polegał na tym, że władca Swargi-Hary był namiestnikiem Gromowładcy lub tożsamy z Gromowładcą, bowiem Obrzym Światogor nie występuje przeciw Gromowładcy tak jak Ilja Muromiec czy Asiłkowie, Światogor przegrywa z paradoksem czy też ma problemy z wskrzeszeniem, bo sam jest wskrzeszonym najwyższym bogiem Hamonem.” „Jest to jednak bardzo stary tytuł, bowiem mamy go również w mitach rzymskich, Cacus- Kakus to bóg ognia syn Wulkana (Swaroga),”

          • Nie ma czegoś takiego jak silny lub słaby znak zodiaku.
            To że czegoś nie rozumiesz, nie znaczy, że ja się mylę. Ale skoro uznałeś że ty rozumiesz lepiej to nie będę ci dalej tłumaczył. Nie wiem po co przywołujesz cytat Pana Markuszewskiego. bardzo go szanuję, ale w kwestii religii jest na poziomie ateisty (z przebłyskami rozumowania prawd wyższych). Powiązanie Awara i Swaroga jest jak najbardziej słuszne i zgodne z tym co piszę – wskazuje na północ czemu odpowiada wodnik.

          • Jeżeli nie ma czegoś takiego jak silny i słaby znak, to gratulacje. Niestety opierasz swoje wywody na czymś, co jest z góry błędne, tak jak Żesza Germańska niemot i tanatorów. Mówisz o północy Wodnika, mówiąc o 24 godzinach, tarcza ma 12 pól, więc północ bardziej skierowana jest do ryb. Nawet jeśli przydzielimy obecną ERĘ Wodnika, to ona oddziału do całej potęgi ERY, a nie ułożenia godzinnego/czasowego. Już ktoś cię tutaj określił, że po prostu mącisz. Cytat z Księgi popiołów był bardziej cytatem z Prokopiusz, gdzie Słowianie Czcili SWAROGA jako tego NAJWYŻEJ czyli w Niebie, a jego emanacje jako zrodzone czyli Słońce syn itd. W greckiej mitologi ktoś chciał się bardziej obłowić materialnie stąd rozdzielenie Swaroga na Zeusa i Hefajstosa(ten był upodlony, kulawy, zdradzany, odniesienie pewnie do jednostek strukturalnych, które pielęgnowały kult tzw, Hefajstosa, bo większość wiedziała, że to ZEUS. A sam Helios wynurzał się jak sam mówisz z OCEANU, kolejny podział jednostki KULTU, zwykły zarobek, stąd morderstwa kapłanów, że naturalny porządek ZNISZCZYLI. ZEUS pokonał Tytanów, a później mścił się na innych, kolejne odniesienie do struktur, taka zwykła natura ludzka do zwiększenia zarobków/chciwości i matactwa, czego jesteś najlepszym przykładem.) Na tym skończę.

  6. Dragomira pisze książkę, która ma stać się Podręcznikiem dotyczącym Słowian, ich dziejów, także wiary oraz organizacji społecznej. Zamieściła w Internecie fragmenty tegoż Podręcznika. Cóż tu można znaleźć?
    1.„Wiara Słowian jest zarówno monoteistyczna, jak i politeistyczna. Monoteistyczna, ponieważ jest bóg najwyższy, Świętowit, czyli święty stworzyciel, demiurg, który stworzył wszechświat. Politeistyczna, ponieważ Świętowit rozszczepia się na innych bogów, którzy są jego częściami składowymi, emanacjami różnych jego cech i sił przyrody”.
    Wątpliwość budzi pewność, że Słowianie od zawsze mieli wykształconą wiarę jednocześnie monoteistyczną i politeistyczną. To, co odkrywczo przypisuje Słowianom, to nic innego jak henoteizm. Jest to typ wierzeń charakterystyczny m.in. dla plemion aramejskich i wczesnego hinduizmu. Również w starożytnym Egipcie liczne bóstwa były traktowane jako emanacje boga-Słońca Ra. Z terminem „henoteizm” wiążę się także rozwój i przekształcenie wiary wśród plemion żydowskich, u których monoteizm uformował się ostatecznie dopiero w VI wieku p.n.e. Nie tylko zatem Prasłowianie stosowali henoteizm w rozumieniu wiary. Poza tym, twierdzenie, że „wiara Słowian jest zarówno monoteistyczna jak i politeistyczna”, sugeruje, że jest to stwierdzenie poza chronologiczne. Termin Słowianie odnosi się do stanu w X wieku, czy może IV w., albo II p.n.e.? A może nie było żadnych zmian w toku dziejów i zawsze był ten Świętowit „rozszczepiający się na innych bogów”?
    2. Kolejne rozważania z tegoż Podręcznika: „Pierwszą formą istnienia, nieistnienia, w ogóle, jest czarna materia, antymateria, nadal stanowi jej większość, gdyż wszechświat składa się przede wszystkim z niej. To, co zmaterializowało się w materii, zawsze najpierw zaistniało w antymaterii, czarnej materii, w nicości, a tylko ułamek antymaterii zmaterializował się”.
    Przecież to lanie wody bez elementu prawdziwości. „Czarna materia”, „antymateria”, która stanowi większość materii? Akurat to nie prawda, ponieważ ciemna materia to ok. 27% bilansu masy-energii Wszechświata, obok materii zwykłej (widzialnej) i dominującej ciemnej energii. Antymateria zaś występuje dokładnie w takiej samej ilości jak materia. Proszę szanowną Dragomirę, aby nie szerzyła swoich interpretacji terminów w sposób bezrefleksyjny.
    3. Dalej jest jeszcze lepiej: „Człowiek składa się z czterech ciał, warstw. Jednym z nich jest dusza, świadomość, światło, jaźń. Tu mieści się nasza prawdziwa natura, głębsze dobro. Stąd pochodzi kreatywność, tu rozpoczyna się każdy nasz kreatywny akt. Stąd pochodzi impuls do każdego twórczego działania. Tu mamy w sobie cząstkę nicości i cząstkę boskiego światła. To światło wygląda jak gwiazda, dlatego bywa nazywana gwiazdą rdzenia”.
    Kolejne wymysły nie mające związku przyczynowo – skutkowego. Kto niby używa terminu „gwiazda rdzenia”? Skąd pochodzi „kreatywność”, „nasz kreatywny akt”? Czyżby ze wszystkich „czterech ciał, warstw”? No i jeszcze „świadomość” oraz „jaźń”.
    4. I dalej „Dusza, świadomość wytwarza intencję, wolę, to jest następne ciało”. Ciało to niby to samo co intencja? Zupełne pomieszanie podstawowych pojęć. Nie można tak bredzić.
    5. Kolejne kuriozalne stwierdzenie: „Gdy natomiast śpimy, wyższe ciała, niemalże odłączają się od fizycznego, większość ich energii odchodzi, zostaje tylko cienka nić życia, łącząca je ze śpiącym. To, co zostaje, materialnie ciało fizyczne, jest trochę jak zombie. Nie odczuwa emocji, nie myśli, nie ma tego, co nazywamy człowieczeństwem”. Rozważania te są jakby inaczej odkrywcze medycznie. Od kiedy to w czasie snu dochodzi do „odczłowieczenia”? „Emocje” i „ świadomość” są swoistymi terminami. Wbrew temu co pisze Dragomira, podczas snu człowiek odczuwa właśnie emocje. Wtedy przecież funkcjonują marzenia senne, czyli inaczej serie obrazów, dźwięków, emocji, myśli i innych wrażeń zmysłowych. Pytanie jest następujące: Do kogo Dragomira kieruje te rozważania z podobnymi nieprawdami i bezzasadnym „laniem wody”?
    Jak zaznaczyła Dragomira w internecie „trzy fragmenty mojej [czyli jej] książki. Pierwszy to wstęp, drugi opowiada o czterech warstwach duchowości człowieka, trzeci przedstawia organizację społeczną”. Przerażenie pseudo-wartościami edukacyjnymi z powyższych cytatów skłania jednak do rezygnacji z czytania pozostałych wynurzeń autorskich. To czcza fantazja w dodatku wprowadzająca w błąd edukacyjny. Nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek formą Podręcznika. O wartościach poznawczych nie ma co mówić.
    Cóż: intencje szczytne w zakresie stworzenia Podręcznika dla dziatwy szkolnej, ale wykonanie beznadziejne. Przepraszam, że odniosłem się do „podręcznikowych” wynurzeń Dragomiry, ale to pokazuje w jakim miejscu są pomysły tworzenia podręcznika o dziejach Słowiańszczyzny. Poziom jest przerażająco niski i odzwierciedla jedynie chciejstwo oraz projekcje wyobraźni. Należałoby wypracować poważne podejście do zagadnienia. Przepraszam cię Dragomiro, ale to co oferujesz nie nadaje się nawet do dyskusji. To czysta fantazja, a nie podręcznik. Trudno to nazwać Podręcznikiem. Jest to jakaś projekcja osobistych fantazji. Nie ma tu ani przekazu o kształtowaniu się wierzeń, nie ma konkretnego umocowania w chronologii. Opis społeczności słowiańskiej jest zupełnie pozaczasowy i nie merytoryczny. Zasadne wydaje się jednak oparcie o fakty, a nie fantazje. Inaczej, będzie oznaczało to kompromitację idei.

    • Napisanie rzetelnego podręcznika dziejów dla młodych Polaków to bardzo odpowiedzialne zadanie i nie ma w nim miejsca na osobiste poglądy teozoficzne itp.. Tak nawet nie powinno pisać się felietonów. Stąd m.in. wydłużony już o około rok termin ukończenia naszego podręcznika. Ponadto uwagi naszych Komentatorów (i allo, i auto) też wymagają zatrzymywania się i rewidowania wcześniej przyjętych założeń. Na zakończenie – może poczekajmy na cały podręcznik Dragomiry i wtedy oceniajmy.

      • Pełna zgoda. Oczywiście, że Podręcznik dotyczący Słowian, ich dziejów, także wiary oraz organizacji społecznej, to wielka odpowiedzialność. Jak zauważa RUDAWEB nie ma w nim miejsca na osobiste poglądy teofizyczne. „Tak nawet nie powinno się pisać felietonów”. Ostre to słowa, ale jak najbardziej na miejscu. Można popełnić błąd, bo to zdarzyć się może w pionierskiej pracy, ale podręcznik nie może być ustawicznym ciągiem fantazji i „widzi mi się” z zastosowaniem terminów, które znaczą zupełnie co innego, niż twierdzi autor.

    • Yolomir@ tutaj możesz poczytać o koncepcji 4 paku ale w innym ujęciu. http://www.self-psychologia.pl/medium/sztuka-autentycznosci …” Jak prawda zmienia relacje na wszystkich płaszczyznach-prywatnych i zawodowych. Jak sprawia, że jesteś kreatywny i szczęśliwy, a ludzie chcą cie słuchać, być przy tobie bez presji i wysiłku.
      zapomniane przesłanie brzmi tak:
      przychodzisz na świat w misji tworzenia więzi opartej na pozytywnych uczuciach. Jesteśmy naczyniami połączonymi i tylko wtedy gdy otwierasz się na siebie i innych osiągasz maximum możliwości.
      Dlaczego film Awatar zyskał taką popularność? Dlaczego nie inne filmy science fiction? Dlatego że opowiada o cywilizacji prawdziwych ludzi. Ich autentyczność, współpraca i wiara w przynależność do czegoś większego niż oni sami zagwarantowała im życie w raju.
      Ślad podobnych cywilizacji można jeszcze spotkać na naszej ziemi, w azjatyckich krainach- Tybecie, Bhutanie, w plemionach żyjących na Syberii, w dżunglach ameryki południowej. Wiele z nich bezpowrotnie zaginęło- jak wiedza o naszych przodkach, Prasłowianach sięgająca 18 tys lat p. n.e.
      W książce Istota Tao znalazłam piękny cytat Chuang Tse- jak taoiści rozprawiali o życiu w prawdzie:
      W wieku Doskonałej cnoty- czyli tysiące lat temu, mądrość nie była uważana za coś nadzwyczajnego. Na mędrców patrzono jak na wyższe gałęzie drzewa ludzkości, które rosną nieco bliżej słońca. Ludzie postępowali właściwie, nie wiedząc nawet, że to jest prawość i przyzwoitość. Kochali się i szanowali wzajemnie, nie nazywając tego dobroczynnością. Byli ufni i uczciwy, nie uważając tego za lojalność. Dotrzymywali słowa, nie myśląc o zaufaniu. W życiu codziennym pomagali sobie wzajemnie, nie roztrząsając zakresu obowiązków. Nie zastanawiali się nad niesprawiedliwością, bo nie było niesprawiedliwości….”

    • @YOLOMIR
      Na takie dictum jest tylko jedna odpowiedź.
      Zacytuję Marlenę z blogu Czesława Białczyńskiego, pod tym samym tematem:
      „Krytyk i eunuch z jednej są parafii, obaj wiedzą jak, żaden nie potrafi” – Tadeusz Boy-Żeleński”.
      „Krytyku, co nie potrafisz” – napisz sam jeśli wiesz lepiej.
      Kopiuj/wklej z wikipedii, to każdy potrafi.
      Jak na razie Twoja krytyka, to same slogany.
      Z czarną materią też się nie wysiliłeś kopiując z wiki, nie rozumiejąc, co tam jest napisane.
      Wiadomości z dziedziny duchowości, też u Ciebie raczej żadne. No, chyba, że chodzi o tzw. duchowość chrześcijańską. Stąd może te uwagi poprzez pryzmat katolickiego wdruku.
      Napisz sam „krytyku, co nie potrafisz” Podręcznik, to może ktoś Cię po główce pogłaszcze.
      Niestety wyglądasz na trolla, nawet z tym nickiem.

        • P.s.
          Tak przy okazji widać, że jest Ci obca mitologia Czesława Białczyńskiego, bo zapewne i ją nazwałbyś czystą fantazją.
          Oj, niedokształcony trollu, najpierw nabądź większej wiedzy, aby się cokolwiek wymądrzać.

          • Piszesz Adamie Smoliński: „W sprawach słowiańskich działam dużo dłużej niż się panu wydaje”. Co ma mi się wydawać?. Wystarczy sięgnąć do piśmiennictwa Adama Smolińskiego na temat gleboznawstwa, np.: „Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie”. Szokujące to jednakowoż wyznanie. Po prostu nowa biologia. „Brzoskwinia jest najlepszym zapylaczem dla jabłoni” i temu podobne „odkrycia”. Nowa biologia – jak wyżej. Koszałki – opałki, połączone z twórczością satyryczną, bez refleksji, że to kompromituje autora takich „odkryć”. Kocopały, panie Smoliński, kocopały. Możesz się pan tym zajmować i dwadzieścia i pięćdziesiąt lat i tak z tego nic nie wyjdzie. Będzie to tylko kabaret i pop….ierduchy bez ładu i składu. Życzę zdrowia i skutecznego leczenia kończyn dolnych, bo na resztę już za późno. Mogę tylko pana zapewnić, że takich jak pan szkodników idei słowiańszczyzny, będę pokazywał, bo kompromituje pan nie tylko siebie, ale również ideę pokazywania wielkości Słowian.

          • A to popisuj się swoim dyletanctwem, popisuj. Twój problem.
            To mają być te Twoje ostrogi? Żałosny jesteś.
            Widać, że nic nie napiszesz, a umiesz tylko kopiować czyjeś i szczekać.
            Szczekaj sobie, szczekaj, za słabe masz ząbki.
            Psy szczekają, karawana jedzie dalej.

          • Tak żeś się Adamie Smoliński przedstawił: „Rozmawia pan z człowiekiem, który posiada dyplom rolnika i doświadczenie w rolnictwie”. Gdzieś pan ten dyplom uzyskał? Pewno w POM-ie jak Wałęsa tytuł elektryka. Jak żeś pan rolnik, to zajmij się ziemią, może ci lepiej wyjdzie, a i to wątpliwe, bo żeby być prawdziwym rolnikiem, to trzeba mieć prawdziwą wiedzę na ten temat, a nie kocopały, typu że zebra nie jest koniowatym.

          • Nervosol chłopcze.
            …[no, i doczekał się Pan wyrzucenia kolejnych komentarzy, rodem z przekomarzań w karczmie]

          • Adamie Smoliński, ogródek czeka. Nervosol, o którym się nadmiernie rozpisujesz, zostaw sobie na później. Patrz z jaką dobrocią odnoszę się do twej osoby, a ty dalej kocopaly sadzisz

          • „Wystarczy sięgnąć do piśmiennictwa Adama Smolińskiego na temat gleboznawstwa, np.: „Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie”. Szokujące to jednakowoż wyznanie.”

            To jest najlepszy przykład dysleksji u osobnika pt. YOLOMIR.
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Dysleksja
            Jest to jednocześnie sposób na trollowanie.
            Wyrywa się zdanie z kontekstu i rzuca się błotem, noże się przyklei?
            Dlaczego nie wskazałeś całego akapitu komentarza? Bo by wskazał Twoją głupotę?

            https://skrbh.wordpress.com/2017/12/09/82-adam-smolinski-agnimir-gleby-czyli-jak-to-z-tym-tzw-zyznym-polksiezycem-bylo/#comment-2104 :
            Adam Smoliński
            2017-12-10 O 20:39
            „P.s.
            Są zwierzęta, nawet stadne, które nie da się udomowić. Mają zupełnie inną psychikę, są zbyt płochliwe. Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie. Afrykańskiego wielbłąda – dromadera udomowiono bardzo późno, szybciej uległ azjatycki wielbłąd dwugarbny – baktrian.”

            Wyjaśniam dyslektykowi YOLOMIRowi, że to „NIE” na końcu zdania: „Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie.” dotyczy wątku zdania pierwszego: „Są zwierzęta, nawet stadne, które nie da się udomowić.”, a oznacza to „NIE” na końcu, że zebry, mimo, iż jest koniowatym, to nie udało się jej udomowić.
            To jest tzw. zdanie z wątkiem domyślnym, wynikającym ze zdania poprzedzającego. Tego uczą w szkole podstawowej na j. polskim. Pewnie wagary w tym czasie były?
            Powtarzasz swoją wadę dysleksyjną, jak przy kopiowaniu z wiki o czarnej materii.
            SZOKUJĄCA, to jest Twoja dysleksja YOLOMIRze.

            Jeśli chodzi o brzoskwinię, jako zapylaczu jabłoni, to polecam spojrzeć na link: https://www.sadowniczy.pl/Drzewka-owocowe-Zapylacze-drzew-owocowych-cinfo-pol-58.html , a zwłaszcza na zamieszczoną poniżej tabelkę z wymienionymi zapylaczami. Są też inne strony sadownicze, które poruszają temat: „brzoskwinia, jako zapylacz”.
            Tu SZOKUJĄCA jest Twoja wiedza biologiczna YOLOMIRze.
            Czym jeszcze zaSZOKUJESZ?
            Już wiem, dlaczego nic większego nie napiszesz. Twoja dysleksja Ci na to nie pozwala, ani czytać, ani pisać.
            Szkoda mi Ciebie. 🙁
            Jednak mimo wszystko dziękuję za reklamę moich tekstów. 🙂
            Znowu się nie udało ośmieszanie panie RudaWeb. 😀

          • P.s.
            Panie Web, pragnę pana powiadomić, że mimo pana cenzury, moje komentarze są i tak rozsyłane drogą emailową do wielu czytelników. Zatem, nici z pana cenzury.

          • To sobie Pan wysyłaj, tylko mi nie zaśmiecaj dyskusji na blogu 🙂

          • Adamie Smoliński, nie masz pojęcia co zawiera strona, którą żeś wkleił jako dowód swej głupoty https://www.sadowniczy.pl/Drzewka-owocowe-Zapylacze-drzew-owocowych-cinfo-pol-58.html . Czy ty rozumiesz co to znaczy instrukcja? Z tego widać, że nie. „Brzoskwinia jest zapylaczem jabłoni”? Brzoskwinia nie zapyli jabłoni, ani jabłoń nie zapyli brzoskwini. Pleciesz pan kocopały. Przeczytaj sobie to coś wkleił. Jesteś tak pokręcony, że nie wiesz co czytasz i co sam piszesz. To, że zebra nie daje się udomowić, nie oznacza, że nie należy do koniowatych. Kręcisz i wywracasz kota ogonem. Masz problemy z ADHD, to się lecz i przestań wypisywać bzdury. Patrz z jaką dobrocią i troską do cię się odnoszę. Trzymaj się tego i miej te słowa w pamięci, która u ciebie słaba jest niestety.

        • Czesław Białczyński, który przeczytał całość pracy Dragomiry stwierdza, że nie jest to wcale żaden podręcznik a broszura przedstawiająca światopogląd autorki. Zaznaczam, że nie kwestionuję światopoglądu Dragomiry, bo nic mi to tego. Po prostu oczekiwałem, że pisze podręcznik, bo taka jest prezentacja jej opracowania: „O podręczniku Dragomiry. Poniżej trzy fragmenty mojej książki. Pierwszy to wstęp, drugi opowiada o czterech warstwach duchowości człowieka, trzeci przedstawia organizację społeczną”. W końcu okazuje się, że nie jest to podręcznik a broszura. To są różne kategorie. W broszurze można pisać co komu w duszy gra. Można pisać o czarnej materii, czarnej energii, antymaterii, materii według własnego uznania i że „dusza to też ciało, albo, że w czasie snu dochodzi do odczłowieczenia i człowiek staje się zombi oraz, że w tym czasie „nie odczuwa emocji”. To jest treść, którą autorka odniosła do duchowości. Wbrew temu co pisze Dragomira, podczas snu człowiek odczuwa właśnie emocje. Wtedy przecież funkcjonują marzenia senne, czyli inaczej serie obrazów, dźwięków, emocji, myśli i innych wrażeń zmysłowych. To co czytamy w tym opracowaniu, to nic innego jak fantazjowanie, które z podręcznikiem nie ma nic wspólnego. Dydaktyki w tym nie ma żadnej, a są twierdzenia niezgodne z prawdą. Jest mi po prostu żal, że po raz kolejny dochodzi do ośmieszenia idei tworzenia rzetelnego podręcznika o słowiańszczyźnie, jej dziejach, pochodzeniu, wierzeniach. Panie Adamie Smoliński, mam wrażenie, że pana celem jest doprowadzenie do kompromitacji pięknej idei pokazania wielkości Słowian. Inwektywami nie zajedzie pan daleko.

          • Moim celem jest przede wszystkim rozdeptywanie takich trolli, jak pan. W sprawach słowiańskich działam dużo dłużej niż się panu wydaje.
            Nic pan nie wie o książkach Dragomiry, a na podstawie fragmentów oraz różnych pogłosek, kreuje jakąś rzeczywistość.
            Czesław Białczyński nie wyjaśnił panu sprawy broszury i książki Dragomiry, do końca. Są to dwie różne sprawy i inne projekty.
            Jednak, to na obecny stan rzeczy, nie jest pana sprawą.
            Nazwa Podręcznik jest w całym projekcie tylko umowna.
            Faktycznym Podręcznikiem, książka staje się po zatwierdzeniu przez Min. Ośw., a nie od braku pretensji jakiegoś pana YOLOMIRa. To samo czeka RudaWeb, nie mówiąc już o negocjacjach z wydawcą. Napisać, to nie wszystko.
            Jak ktoś prywatnie sobie zechce, to i trylogia Bieszka będzie dla niego podręcznikiem, a panu nic do tego. Tu może się pan zapluć na śmieć, i dalej nic z tego.
            Wiem do czego pan dąży. Chce pan wymusić tezę, że podręczniki mogą pisać tylko dyplomowani fachowcy, w żadnym przypadku amatorzy. Właśnie dlatego tak się podlizuje RudaWeb, jako dyplomowanemu historykowi. Tylko, czy ma pan do tego pewność?
            Jak widać, dyplomowani fachowcy nie garną się jakoś do pisania nowych podręczników słowiańszczyzny.
            Pan też tu próbuje odgrywać rolę „wiedzącego lepiej”, a gotów jestem się założyć, że żadnego podręcznika pan nie napisze.
            Zatem, przypada panu tutaj rola smerfa marudy, czyli „krytyka, co sam nie potrafi”.
            Jakoś nie widziałem pana autorstwa choćby skrawka artykułu na tematy słowiańskie. Umie się pan tylko cienko czepiać, nie reprezentując żadnej własnej wiedzy (wiki jedynie).
            Z racji tego wszystkiego, to amatorzy – poszukiwacze muszą zająć się pisaniem książek, umownie zwanych „podręcznikami Słowiańszczyzny”. Z prostej przyczyny. Ci amatorzy – poszukiwacze mają większą holistyczną wiedzę od tych dyplomowanych naukofców.
            Pan, ze swoimi cienkimi uwagami, nawet im do pięt nie sięga.
            Zatem, ciągle ma pan tę łatkę: „Tyle wie, ile zje. Powiedział, co wiedział.”

          • Kręcisz Adamie Smoliński. Wywracanie kota ogonem i agresja słowna pokazuje jak można niszczyć ideę przedstawienia w sposób rzetelny i komunikatywny dziejów Słowian. Robisz to celowo. Jeżeli autorka zapowiada: „O podręczniku Dragomiry. Poniżej trzy fragmenty mojej książki” i prezentuje teksty pochodzące z tego „podręcznika”, to ma to być podręcznik, a nie dywagacje w rodzaju, że w czasie snu dochodzi do odczłowieczenia i człowiek staje się zombi oraz, że w tym czasie „nie odczuwa emocji”. Przecież to nieprawda. Na koniec okazuje się, że to nie podręcznik a propagandowa broszura przedstawiająca osobiste wynurzenia światopoglądowe autorki . Kolejny raz okazuje się, że nie ma co liczyć na jakąkolwiek rzetelność , a zapowiedzi podręcznika można między bajki włożyć. Szkoda

          • Powtarzam jeszcze raz – pokaż swoje ostrogi „krytyku, co sam nie potrafi”. Chociaż jeden artykuł. Pokaż klasę.
            Kiedy brak argumentów, mówi się o agresji słownej.
            Daruj sobie, to już oklepane.
            Nie martw się też o dzieje Słowian. Bez Ciebie one były i bez Ciebie nadal będą.
            A tak przy okazji – Skąd wiesz, że te senne emocje, to emocje ciała fizycznego, a nie którejś z dusz? Kościółek Ci to powiedział?
            Koncepcją duszy/dusz w wierzeniach słowiańskich, nie pierwsza Dragomira się zajmuje. Wystarczy w Google wpisać: „Cztery dusze Słowianina”, a artykułów znajdzie się sporo.
            Jednak, na szczęście nie jest tak, że jakiś anonimowy smerf maruda YOLOMIR jest opiniotwórczy dla książek Dragomiry.
            Ocenią je jeszcze inni czytelnicy.
            Jeżeli jednak będzie Cię to nadal bardzo męczyło, to Nervosol pomoże.
            Po za tym, Dragomira powinna podziękować smerfowi marudzie, YOLOMIRowi za reklamę, bo jak wiadomo: „Nie ważne, co o Tobie mówią, byleby nazwiska nie przekręcali”.
            Tak, że nie wysilaj się już więcej, bo Ci żyłka pęknie, a swoje (reklamę) już zrobiłeś.
            W imieniu Dragomiry Dziękuję za reklamę darmową.
            Bądź zdrów i nie kaszlaj. 🙂

      • Masz rację MIR. Jak poczytałem te wynurzenia, ataki, przekręty, insynuacje i wprost bezczelność tego jegomościa A. Smolińskiego to mi się aż mdło zrobiło. Volomir ma rację. dziwię się tylko że Webmaster to toleruje i nie wymazał jego idiotycznych, i często abrażających, komentarzy i mie zbanował tego człowieka. Daje tylko plamę wszystkim Słowianom i Slawistom, jacykolwiek by nie byli. Przecież zachowuje się jak idiota i ośmiesza przy tym nas wszystkicho, a przynajmniej z jego zachowania wynika że dokladnie taki ma cel, tak jak i ta wielka działaczka, pisarka i autorka pożal się Boże „PDRĘCZNIKA” dla Polskich Słowian…. Poza tym, nie tylko to, ale Dragomira ma prócz tego wyraźnie problem z własną osobowością. Jeśli zaś chodzi o Białczyńskiego, to on ma wiele osiągnięć w samym publikowaniu dla Słowian, ale niestety, największe sukcesy jego to przedruki, tłumaczenia i narracje z innych źródeł. Jego własne, to rzeczy bardzo podobne do tej Dragomiry, i pana A. Smolińskiego. Niestety. Doceniam jego pracę, ale on także, niestety, plecie bzdury jak nawiedzony co jakiś czas. No a te jego – niby Słowiańśkie – bajki to czysta, kompletna bzdura. To są rzeczy o których nikt nigdy nie słyszał, a chce je wsadzić w „tradycyjną wiedzę i Pamięć Ludową” co za banialuki. Ja też jestem z Krakowa z generacji na generację, i wiele rzeczy jakie podaje to kompletny czysty wymysł i zmyślone fantazje…To nic innego jak tylko czysto żydowska przymiarka do przejęcia NASZEGO Słowiańskiego, żywiołu, tradycji, itp.
        Jego trylogia, czy jak on to chce nazywać, może mieć wartość wymyślonej bajki, fantazji, i nawet w tym wymiarze może być niezłe, ale to z pewnością żadne badania nad Słowiańszczyzną i Słowiaństwe. Tak samo pierwszy lepdszy „Jank”i z Ameryki może pofantazjować o nas, wiedząc o nast tyle co nic, poza tylko nazwą, i paroma słowami…
        MY, SŁOWIANIE, PORADZIMY SOBIE BEZ PISANIA NAM NASZEJ – SŁOWIAŃSKIEJ – HISTORII, TRADYCJI, PODAŃ I WIEDZY LUDOWEJ PRZEZ OBCE ŻYWIOŁY, A SPECJALNIE TAKIE JAK OD ZAWSZE WRODZY NAM SŁOWIANBOM NIEMCY I ŻYDZI.

        • Częściowo zgadzam się z Panem, zwłaszcza z tym, że niektóre osoby uważające się za propagatorów prawdy o Słowianach w rzeczywistości ośmieszają wszelkie próby odkłamywania historii. Nie uważam jednak, że Pan Białczyński należy do tego grona. Po pierwsze, zastrzega zawsze, że jest przede wszystkim literatem i stąd m.in. jego przedruki prac innych, ponieważ nie może sam z siebie być autorytetem w genetyce, antropologii, paleolingwistyce itp., a po drugie jego działalność pisarska i blogerska stała się osią budowania zainteresowania współczesnych Polaków przedchrześcijańskimi dziejami narodu. Twórczość Białczyńskiego należy odbierać jako inspirację i wskazówkę do własnych dociekań. Każdy ma jakieś wady i każdemu można przypiąć jakąś łatkę, ale Pańska ocena Pana Czesława jest niesprawiedliwa.

        • Pokaż Viedun, co Ty uczynił – bo jak narazie wygląda mi to raczej na podszywkę znanej wszystkim tutaj modły ze strony Analiticum Syfilikum. Jak komuś nie podchodzi styl Pana Adama to nie odpowiada mu, a jeśli nie masz nic do dodania to zmień Ty sposób szacowania ludzi – bo niby się nie zgadzasz z obcymi żywiołami – a retoryka wypisz wymaluj Mein Kampf.
          Co innego nie zgadzać się z linią myślenia adwersaży ( płatni, wypacynkowani klakierzy obcych myśli) a co innego atakować ludzi, nacje – a to właśnie żeś uczynił Viedun. Może jesteś jednym z tych na których tak plujesz?!

  7. Witam,

    a tak a propos pohodzenia Polaków toż to po węgiersku język polski to Lengyel nyelv. ( lengjel njelv). A Polak to bodajże Lengyelo ( lengjelo). Już nawet obce języki – węgierski należący do grupy języków ugryjskich – podrodzina ugrofińska- potwierdzają i zawierają prawdę i przekaz o naszym pochodzeniu.

    pozdrawiam serdecznie

  8. Dobry pomysł. Takiej pozycji brakuje już od dawna. Jeden warunek: musi być rzetelna i merytoryczna. Bez uprzedzeń. Bez nadmiaru interpretacji. Zgadzam się w tym względzie z Panem Adamem Smolińskim. Pracuję od 20 lat w szkole i wiem, że takiego podręcznika nam trzeba:)

    • Zgadzamy się z Panem Smolińskim, dlatego tak ciężko idzie nam pisanie naszego podręcznika 🙂 Na początek dla młodych ludzi przydatna może być strona http://www.praslowianie.pl/ – trochę lakoniczna, ale z bezsprzecznymi informacjami na obecny stan wiedzy i nowoczesna – ciekawa jest zwłaszcza funkcja nakładania kultur archeologicznych: Kujawy i Małopolska są niemal zawsze w centrum 🙂

  9. Witam, dobrze byłoby , by wraz z podręcznikiem do historii Słowian i Polski przed-katolickiej zwłaszcza , Pan Czesław Białczyński opracowałby Mitologię Słowian do szkół, gdyby mógł oczywiście, ponadto mogłoby się znaleźć również miejsce dla run w którymś z podręczników, poniekąd odkodowane ; http://polskie-runy.pl
    Można by również wspomnieć o tworzonym uniwersalnym języku słowiańskim , info tu pod linkiem: http://pl.neoslavonic.org.

  10. Wspaniała inicjatywa, godna poparcia. Chciałbym dorzucic swoja cegiełke do tej ksiązki.
    Prof. Jan Czekanowski, „Wstęp do historii Słowian” uważa, że „posuwający się od północy Lechici-Lasi podbili podkarpackich Chorwatów, co spowodowało odpłynięcie ich części do Czech i dalej na południe, przy czym tymi ruchami został porwany też i jeden ze szczepów polskich, zapewne lechickich — Zachlumianie — i dowędrował aż do Adriatyku. Przez wzgląd na te powiązania osiągnięcie Podkarpacia przez Lechitów (Lachów) należy datować na przełom VI i VII wieku, a momentem ułatwiającym ich ekspansję w kierunku południowym byłby zapewne najazd Awarów, którzy musieli przełamać opór Chorwatów na szlaku swoich wypraw posuwających się szlakiem podkarpackim i podsudeckim. Chorwaci, przez przejście do Czech, usunęli się im z drogi. Ekspansja Lechitów, jak można przypuszczać, przyczyniła się w ten sposób do powstania państwa Samona i do utworzenia się państw Serbów i Chorwatów na południu. Można ponadto przypuszczać, że uderzenie szczepów lechickich objęło nieco wcześniej Podsudecie, skoro Serbowie, występujący na południu razem z Chorwatami, przybyli tam dopiero po nieudanej próbie usadowienia się w głębi Półwyspu Bałkańskiego” Od Łaby do Wisły to ziemie Wandalów-Lechitów, póżniejszych Słowian Zachodnich- „Sclauonia” nazwa znajduje się np. w żywotach św. Wojciecha i Pięciu Braci Polskich, a w żywocie św. Romualda Bolesław Chrobry jest nazwany ‚Sclauonicus’ dalej na wschód to Goci plus Słowianie Wschodni (Antowie). „A więc zapytał się Graf Wilhelm….starych ludzi z Baiern (Bawarii) oraz tych Sclauanii’s, gdzie faktycznie ta granica przebiega…. Wymienieni Sclauanii byli obecni: Altmar, Otperht, Azzo, Otuni, Cozperht, Adaluuert, Uro, Aliuuih, Cozalt, Alprih, Corafried, Eraicho, Tutti, Fritilo, Oaio, Sigiuolc, Laraheri, Adelker, Salacrim, Toto, Hradpehrt, Drudolt,” Zatem widzimy, ze ich imiona sa bardzo podobne do wielu imion wandalskich, na pierwszy rzut oka wydaja się pochodzenia germanskiego, ale to sa tylko imiona, a więc na wschod od Germanii jest ziemia zamieszkała przez Wandalów ( Wenedów, Winidów, Wendów)

  11. Edukacja … jest ważna !
    Oczywiście w omawianej tematyce z oczywistych względów jest to temat dość trudny i złożony gdyż operujemy na płaszczyźnie dużej ilości teorii i jeszcze większej ilości spekulacji. Wydaje mi się, że na ten moment należy się skupić na sprawach i tematach niepodważalnych w kilku obszarach.
    1. Uzmysłowić ciągłość narodu (rodu) „polskiego” w kontekście spuścizny słowiańskiej jako naszych protoplastów. Takie podejście występuje w krajach skandynawskich.
    2. Zdecydowany nacisk położyć na odkłamanie legendy Germańskiej ze wskazaniem wyników badań archeologicznych, przekazów piśmienniczych, nazewnictwa słowiańskiego na terenach dzisiejszych niemiec. Wyjaśnić w prosty sposób powstanie niemiec jako bytu wyłaniającego się z rozpadu Cesarstwa Rzymskiego , bez własnej historii, korzeni …
    Gdy upadnie legenda niemieckiej germanii … Lechia sama się objawi.
    3. Skupić się na namacalnych dowodach najlepiej materialnych odnoszących się nie tylko do „Polski”, ale generalnie do kultury słowiańskiej. Choćby na bazie słowiańskiego Jezusa na pewnej mozaice ? 🙂 Co jest już argumentem w kierunku „niepiśmiennych” słowian.

    Myślę, że na chwilę obecną trzeba się skupiać na twardych i niepodważalnych argumentach nawet dla „sceptyków”.

    Czy pisanie „historii” „Polski” … na tym etapie nie jest wylewaniem dziecka z kąpielą ? Spójność wyników badań i odkryć z wielu dziedzin w tym temacie jest duża, jednak temat jest tak ogromny, że bez naprawdę interdyscyplinarnych badań ciężko to wszystko ogarnąć 🙂

  12. Fantastycznie! Reegularnie zagladam na blog i pierwszy raz widze tak wielka ilosc komentarzy. Oznacza to, ze temat jest wazny nie tylko dla „zaangazowanych”.
    Smiem twierdzic, ze zainteresowanie slowianskoscia postepuje coraz szybciej i szybciej. Juz to wrözy sukces.
    Pieknie pozdrawiam wszystkich entuzjastöw Prawdziwych Dziejöw Ojczystych.

  13. Dragomiro teraz u Nas moda na wszelkie rodzaju zrzutki ,może warto by zrobić i na książkę. Skoro debile na samochód się składali to na taką książkę jednak znajdzie spora ilość osób rozsądnych która wesprze ten projekt. Jak juz utworzona zostanie zrzutka na Twieterku można ją zareklamować . Myślę że spokojnie zebrałabyś kwotę na ta książkę bo coraz więcej jest ludzi próbujących odkryć prawdę.

  14. Inicjatywa książeczek interdyscyplinarnych z 2016 roku jest inicjatywą realizowana wspólnie przez Ośrodek Radzimowice Wiktora Urbańczyka i Zrzeszenie Słowian , które jest przecież Stowarzyszeniem powołanym do takich realizacji a podręczniki są punktem programu ogłoszonego na ostatnim zjeździe. Inna sprawa czy dla tych podręczników nie byłby wygodny inny szyld niż Zrzeszenia – to są naprawdę kwestie drugorzędne – techniczne. Niedługo nagrywam materiały dla Telewizji Tagen – podręczniki do historii poprze wielu odbiorców Tagenu i NTV.

  15. Witam wszystkich. Mój blog jest oczywiście otwarty na wymianę poglądów, a ideę pisania nowych podręczników popieram i w zakresie przewidzianym przez autorów wesprę swoją wiedzą. O podręcznik prosiło się od dawna i nie zaszkodzi jeśli będzie ich więcej niż jeden. Podobną inicjatywę uruchomiliśmy w Radzimowicach latem 2016 roku, z tym że miały to być książeczki adresowane do najmłodszych, łączące wiedzę inter-dyscyplinarnie. Zbliża się czas finalizowania tej sprawy – zobaczymy czy deklaracje tam zgłoszone zostaną zrealizowane przez autorów, a zainteresowany wydaniem był sam Wiktor Urbańczyk , wójt Radzimowic i właściciel gospodarstwa agroturystycznego i ośrodka krzewienia nowej świadomości w Radzimowicach, także inicjator założenia cmentarza ekologicznego w duchu Wiary Przyrody.

    Oczywiście książki o których tutaj piszecie to zupełnie inna półka – adresat jak rozumiem to młodzież od gimnazjum i wyżej. Z mojego osobistego kontaktu i wiedzy mojej żony która jest nauczycielem niemieckiego w prywatnej podstawówce, gimnazjum i liceum wynika, że młodzież od 14 roku życia wzwyż jest w stanie pochłonąć tego typu wiedzę bez żadnych problemów, a wielu z nich jest czytelnikami mojego blogu i odbiorcami czasami naprawdę skomplikowanych treści zawartych w artykułach. Mój znajomy, obecnie uczeń 1 klasy gimnazjum katolickiego opowiada, że wszyscy są spragnieni nowej historii Słowian i Polski, i są sfrustrowani podejściem do tego tematu w podręcznikach szkolnych, także do wierzeń Słowian – podczas wizyty w Muzeum Archeologicznym, w Krakowie np. starano się ominąć ekspozycje Światowita ze Zbrucza i na żądanie wyraźne przeszli przez to miejsce – zresztą pośpiesznie. Możemy mówić że to szkoła kościelna, zakonna, ale moja żona uczy w najlepszym prywatnym kompleksie takich szkół w Krakowie im. J Piłsudskiego i oczywiście nie jest tam z tym wcale lepiej. A braciszkowie prowadzi szkołę która jest bardzo wysoko w ogólnopolskim rankingu – jedna z „najlepszych”. Sprawa wydania jest drugorzędna – jeżeli będzie co wydać to się wyda. Problemem będzie dystrybucja, reklama, marketing – to są bariery – widzę to po sprzedaży moich książek. Wejście z pakietem do dużej sieci byłoby cenne,ale naprawdę to nie ten etap. Mój blog stoi otworem do dyskusji merytorycznych, jeżeli takie chcecie na nim toczyć, dobrym miejscem wydaje mi się także wasz blog, jako bardziej tematycznie związany czysto z historią. Pozdrowienia, bardzo cieszy mnie rozwój inicjatyw pisania „podręczników” interdyscyplinarnych, zwłaszcza Nowej Historii Słowiańszczyzny i Polski.

  16. No widzisz Dragomiro, już nas jest 12 osób. 20 tyś. przez 12 to ~1670PLN na głowę. Jak napisał Slawek „nie jest to astronomiczna kwota”, a myślę że jeszcze paru by się znalazło, tak by wszystkim było „lżej”. Kwestia w jakiej formie to urzeczywistnić – stowarzyszenie itd. itp. Przemyśl to proszę, bo widzisz, że chętni są, trzeba to tylko skoordynować. Trzymam kciuki za treść, choć z tego, co napisałaś będzie to dopiero początek. Pozdrawiam!

  17. Nie mam majątku ale to nie znaczy że nie mam nic.Szczerze to wolałbym coś do tego projektu wiekopomnego dodać, ale zawsze mogę coś oddać, w sensie dołożyć się.Równocześnie myślę że nie da się uniknąć działania dwutorowego ,tworzenia wsparcia mentalnego lobbystycznego i finansowego ,dla skuteczności poczynań.Czas jest niezwłoczny i niecierpliwy.

  18. Do odważnych Świat należy, to wspaniały pierwszy krok, Stowarzyszenie czy fundacja to oparcie dla pomysłu a później odpowiednia promocja i zbieranie funduszy. Dobry plan to połowa sukcesu .

  19. Witam,
    Chciałem sie dołaczyć do pomysłu. Najpierw trzeba by powołac jakieś ciało nonprofit, której celem będzie wydanie niezależnego podręcznika – Fundację, Stoewarzyszenie, które będzie zbierało dobrowolne datki na wydanie książki. Nie jest to jakas astronimiczna kwota. Jak by to wypaliło to mozna pójśc dalej z innymi pomysłami. Jak będzie na załozenie sowarzyszenia fundacji pozytywny odzew to musimy to zrobić sami, gdaż za nas nikt tego nie zrobi.

    • Bardzo szczytna inicjatywa stworzenia fundacji lub stowarzyszenia.
      Jednak widać, że nie wiecie Państwo, jakie bariery trzeba przebyć, aby założyć fundację lub stowarzyszenie (zrzeszenie).
      Polecam spojrzeć na następujące ustawy: Dz.U. z 2016 poz. 40 – Ustawa o fundacjach z dnia 6 kwietnia 1984 r. oraz Dz.U. z 2015 poz. 1393 – Ustawa Prawo o stowarzyszeniach.
      Znajomość odpowiednich ustaw to jeszcze nie wszystko. Procedury prawne, które należy przebyć dla założenia takiej działalności, to istne pole minowe, gdzie reguły gry ustala sąd rejestrowy. Reguły te, jak się okazuje w praktyce, nie są takie oczywiste. Statut, regulamin i kodeks, to istotne pole walki z sądem rejestrowym. Bez dobrej kancelarii prawnej nie obędzie się, a to są spore koszty wstępne. Następna sprawa, to ilość członków założycieli takiej organizacji, a następnie członków zwyczajnych. Rejestracja takich organizacji może potrwać rok lub więcej, a sukces wcale nie jest taki oczywisty.
      Mam pełne prawo o tym mówić, albowiem jestem członkiem założycielem Zrzeszenia Słowian, jestem również członkiem zarządu tego Zrzeszenia. Zatem wiem, jaką drogę musieliśmy przejść, aby Zrzeszenie zaczęło działać.
      Tą drogą pragnę Państwu uzmysłowić, że to, co chcecie dopiero założyć już istnieje i działa całkiem prężnie: http://zrzeszenieslowian.org .
      Mało tego, Zrzeszenie Słowian posiada wszelkie uprawnienia, o których Państwo mówicie, albowiem już na etapie założycielskim, taka opcja i przyszłe potrzeby zostały przewidziane.
      W moim artykule – apelu wspominam właśnie o Zrzeszeniu Słowian.
      To właśnie na zlocie Zrzeszenia Słowian w Radzimowicach pierwszy raz podjęto dyskusję i inicjatywę wydawania nowych podręczników do dziejów Słowian.
      Jednak były to tylko rozmowy i wstępne założenia. Wiele osób zgłosiło swoje chęci do działania w tym kierunku, a nawet pisania takich podręczników.
      Oczywiście, „dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane”. Jednak, kiedy trzeba się zderzyć z konkretną pracą, rzeczywistość okazuje się bardziej brutalna.
      Tu należy wykazać się ogromną cierpliwością, a wsparcie zewnętrzne też się bardzo przydaje, bo wątpliwości i nowe wiadomości ciągle targają autorem.
      Zatem, jest tu bardzo potrzebna grupa wsparcia, doradcza i bardzo ważna grupa dyskusyjna dla wytyczenia prawdziwości faktów zawartych w przyszłym podręczniku.
      Także, to wszystko, co jest potrzebne do urealnienia wydania nowych podręczników do dziejów Słowian, już właściwie istnieje. Jedynie pozostaje działać, a czas zaczyna naglić, jak zauważa wielu z Was.
      Muszę tu zaznaczyć, że Zrzeszenie Słowian współpracuje z wydawnictwem Slovianskie Slovo oraz zaprzyjaźnioną drukarnią, co bardzo ułatwia sprawę.
      Oczywiści, każdy może podjąć własną, samodzielną inicjatywę i działanie. Tacy też będą, nastawieni na przyszłe zyski, lecz jest to droga dużo trudniejsza. Tym bardziej, że na początku jest to inicjatywa bardziej charytatywna, niż zyskowna.
      Zatem, zapraszam do Zrzeszenia Słowian, jako platformy działania dyskutowanego tematu.

      • P.s.
        Napisanie podręcznika oraz wydanie go nie kończy wymagalnych działań. Później pozostaje kampania promocyjna podręcznika, a to następne niebagatelne koszty.

        • Adam,
          No to nie ma co koła wymyslać. Co trzeba zrobić aby w tym pismie na witrynie zrobić baner dołączyć konto i jedziemy. Natępnie tak jak napisałeś ustalić schemat, albo wydać co pisze Dreagomira i ewentualnie ten podręcznik rozbudowywać.
          To jak jest możliwośc podłaczenia pod pismo, które wymieniłeś akcjii do zebrania kasy?

          • Na najbliższym zebraniu zarządu Zrzeszenia Słowian poruszę ten temat. Sorry Winnetou, ale jak demokracja, to demokracja.
            „Co nagle, to po diable” 🙂

          • Moją książkę a także dobrze napisane książki, podręczniki innych autorów, najprawdopodobniej wydadzą już istniejące wydawnictwa. Ja swoją zamierzam wysłać do wydawnictw, których książki można kupić nie tylko w internecie ale i w księgarniach stacjonarnych. Myślę że zainteresowanie tematem jest już tak duże że wydawcy się to opłaca. Myślę że napisałam coś co ma potencjał aby odnieść jeszcze większy sukces jeśli promocją i dystrybucją zajmą się fachowcy. Tak że w tym przypadku raczej zbieranie funduszy nie będzie potrzebne ale jest to świetny pomysł, bo mogą się one przydać na coś innego. Być może stowarzyszenie w przyszłości będzie potrzebowało wydać coś czego publikacja jest zupełnie nieopłacalna, jednak bardzo ważna z przyczyn społecznych. Na taki cel warto zbierać fundusze.

      • Też uważam, że zakładanie Stowarzyszenia w celu wydania jednej książki (nawet tak ważnej) to niepotrzebne trwonienie sił i czasu. Ponadto prowadzenie stowarzyszenia to kolejne koszty – prawne, księgowe itp.. Do tego bardzo ważne jest, by nasz podręcznik miał odpowiedni poziom, który można osiągnąć tylko łącząc nasze wysiłki i wiedzę. Chodzi np. o to, by zachować spójny przekaz w jednorodnym i bezsprzecznym przekazie. Oczywiście każdy może sam pisać i wydawać co mu się podoba, ale naszym zamiarem powinno być przekazanie pokoleniom Polaków rzetelnej wiedzy, którą mogliby się wykazywać na lekcjach historii bez narażania na ośmieszenie. W końcu – taki podręcznik musi być bieżąco aktualizowany, bo nauka pędzi do przodu.

  20. Cieszę się niezmiernie.Od lat nie mogę patrzeć jak moi synowie są ogłupiani germańska propagandą.W podręcznikach do historii Polska jest przedstawiana jako słaby mały kraj, który powinien być podporządkowany zawsze istniejącym wielkim Niemcom bądź Rosji. Żadnej dumy narodowej się nie przekazuje czy szacunku do przodków, dzięki którym piszemy w ojczystym języku w swoim kraju.Wciska się wszędzie jaka to teraz jest unia dobra i że młody człowiek mieszka w jakoby wolnym kraju pełnym swobód obywatelskich.Na każdym kroku uważam system łamie kręgosłupy moralne młodych Polaków by obrzydzić im życie w naszym pięknym kRAJU.Wszystko co polskie przedstawiane jest jako śmieszne, gorsze, zbyteczne.Cieszę się jednak,że zmiana następuje i zauważam ja na wielu płaszczyznach. Sam staram się przekazywać synom pewne prawdy.Byliśmy w Wietrzychowicach, Bronocicach,na Ślęza, Łysej Górze. Takie wycieczki naprawdę dają wiele do myślenia. Jak bylim w Chicago w Muzeum Natury to doznałem szoku.W całym muzeum było mnóstwo zbiorów z całego świata. Byłem ciekaw co tam znaleźli u nas.Jakież było moje zdziwienie gdy okazało się, że w największym tego typu muzeum nie było NIC co byłoby znalezione między Renem a Uralem.NIC.Było opisanych i scharakteryzowanych kilkaset plemion zamieszkujących Ameryki, jakieś inne cudeńka przywiezione z całego świata datowane na kilka tysięcy lat natomiast nie było NICZEGO z terenu dzisiejszej Polski,Ukrainy, Białorusi itd.Świat to wielka iluzja, którą czuje od nastu lat zburzą Wolni RODacy. Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję że jakieś sensowne opracowanie .Czuwaj.

  21. Mała podpowiedź odnośnie udomawiania zwierząt.. Dot.Wilczyc i okolic . 15 tys.lat temu wybór siedzib zimowych nie był przy przypadkowy. Lokalizowano je w dolinach rzeki przeciętej głębokimi przełomami. D dawało to możliwość zapędzenia i zamknięcia zwierzyny na małym terenie. Technika ta umożliwiała nie tylko posiadanie świeżego mięsa, gromadzenie zapasów ,(co jest udowodnione) ale również pozwalała na celowe zapędzanie zwierząt w pułapkę, przypadkowe , a może nawet celowe udomowienie zwierząt. Pozdrawiam

    • Dokładnie tą drogą. Prosto i bez wysiłku, wybierając młode osobniki. Do tego należy znać zwyczaje zwierząt stadnych.
      A gdzie, jak i co udomowiono, to następny rebusik logiczny. 🙂

    • Umiejetnosć nabyta czy morficzna. Jaki drapieżnik tak działał – wilki raczej zaganiały swe ofiary, niedźwiedź raczej nie tracił energii, rosomak to padlinożerca, – nie znam drapieżnika który tak by działał na lądzie w Europie – co innego w morzu?!!!!! W Afryce, takie działania polowania nie wypracowały lwy czy likaony, otaczają stada roslinożerców, gdyż sawanny raczej to płaskie i obszerne tereny, z ostrymi krzewami akacji.
      Wieczan, masz jakiś pomysł

      • Laxim, czy jesteś pewny tego, co piszesz? Czy wypływa to z Twojego doświadczenia? Widziałeś to na własne oczy? Czy też tylko pokazali Ci to TV?

        • Adamie piszesz o doświadczeniu, to o jakim doświadczeniu może wiedzieć XXI wieku człowiek żyjący w betonowej dżungli, która karmiona jest anglosaską propagandą a nie Słowiańskim Prawem Roda, – zapytałem się jakie drapieżniki na lądzie zaganiają ofiary we terenowe pułapki. Jeśli jakieś doświadczenia z filmu to tylko od Marvela – bo tam tak zwierzęta działają, okrążać to i owszem, ale między miejscem lęgów a stołem biesaidnym to zwięrzęta znają różnicę Adamie – bynajmniej te dzikie jeszcze.

  22. Główna część mojej książki to chronologicznie opowiedziana historia, od małpy, która zeszła z drzewa do półwyspu Sund – dziejów człowieka. Od Sundu do początków wprowadzania chrześcijaństwa w Środkowo – Wschodniej Europie – dziejów Słowian. Historia ta wynika przede wszystkim z wiedzy o genetyce (zaczynam od hg A i Kamerunu), archeologii, kronik i innych zapisków starożytnych, faktów historycznych, w mniejszym stopniu wynika też z innych dziedzin nauki, mianowicie, lingwistyki, geologii, klimatologii, zoologii (np. z zoologicznego punktu widzenia udomowienie kozy w Mezopotamii nie było fizycznie możliwe, bo nigdy nie żyli tam jej dzicy protoplasci, było to możliwe tylko i wyłącznie w Alpach, na Kaukazie i w Tybecie). Umiejscawianie początków rolnictwa na rzekomo Żyznym Półksiężycu też jest niedorzeczne z rolniczego punktu widzenia. Tu kłania się gleboznawstwo. Po za tym niewielkie dodatki o wierze, ustroju i obyczajach, tak, aby uzmysłowić czytelnikom co było fundamentem i motorem sukcesów Słowian. Oczywiście w trakcie opowiadania dziejów staram się też opisać, na ile współczesna wiedza pozwala, jak ci ludzie byli ubrani, co jedli, jak mieszkali, jakie były codzienne realia ich życia, jak wyglądał otaczający ich świat.

    • Dragomiro, czy możesz mi wyjaśnić jakie są granice „Środkowo-Wschodniej Europy” , tak aby nie było wątpliwości ? Rozumiem, że jest to ścisłe pojęcie geograficzne, a zatem proszę o podanie gdzie, wg jakiej linii przebiega granica między Europą Środkowo-Wschodnią, a Środkową, oraz inne granice tego tworu na wszystkich kierunkach geograficznych. Skoro jest Europa Środkowo-Wschodnia, to zgodnie z logiką jest także Europa Środkowo-Zachodnia, a także Europa Środkowa bezprzymiotnikowa, proszę więc o ścisłe określenie ich granic. Moja pamięć sięga lat szkolnych w okresie minionym , a geografia była moim ulubionym przedmiotem, że której miałem najwyższe oceny, mimo to nie przypominam sobie aby uczono nas o Europie Środkowo-Wschodniej, nie widziałem też takiego regionu w atlasach geograficznych. Wiele lat spędziłem w zachodnim świecie i był czas, że regularnie czytywalem tamtejsze gazety i ogladalem TV, a jednak nigdy nie spotkałem się tam z terminem Europa Środkowo-Wschodnia. Skoro więc nie było takiego terminu w PRL, ani nie przyszło ono z Zachodu, ani ze Wschodu, to SKĄD SIĘ WZIĘŁO ?

      • Jak się nie ma do czego przyczepić, to najlepiej przyczepić się do jakiegoś sformułowania. Nie rżnij głąba. Doskonale wiesz, o co tu chodzi, a jak nie to zostań w błogiej niewiedzy i samozadowoleniu, że wysiliłeś się na kujońską naukowość.

      • Sława Wam, Przecław jedyne granice jakie są to w ludzkim rozumie, ale politycznie to raczej granice światopogladowe – inaczej mówiąc, dzisiaj Zachód ginie pod nawałem Islamu, a Moskwa ugina się pod ciężarem ciężkiego Dxxxx Putina, więc Europa zawężyła się od Odry po Bug.
        Co do inicjatywy Szanownej Dragomiry- proszę aby na meila Pana Czesława podała Pani nr konta – dołożę cegiełkę pod Pani pracę.

        • Laxim, chcesz Dragomirę do pudła wsadzić. To, co proponujesz jest karalne. Prawo Skarbowe się kłania.
          Takiej zbiórki pieniędzy nie wolno robić.

          • za konsultacje historyczne, z odprowadzonym podatkiem – nie sądzę, ale widać, że jak robić interesy prywatnie wykorzystując ministerialne stanowisko i to na ponad10 mld złotych w imię srebrników bez karnie wycinać lasy można bez konsekwencji, ale douczyć się to już nie – ja dorzucę cegiełkę jako darowizne – i co Pani Dragomirze zrobią? Wolność to wolność – niech ścigaja Tuska. Ponawiam prośbę.

          • adamie, żebym nie był gołosłowny można spróbować tak jak tutaj:
            Pomóż nam stworzyć pierwsze w Europie Muzeum Mitologii Słowiańskiej przekazując na ten cel 1% swojego podatku. Wystarczy w rocznym rozliczeniu PIT wpisać w odpowiednią rubrykę numer KRS naszego stowarzyszenia: 0000213821. Ja juz przekazałem, moi rodzice też. Żeby cos po nas zostało…Może taka droga – myslę, że odzew byłby duży – no ale zawsze jest tak, że za biurkiem stoi kat o licki sługa, ale ponoć z tym tez można dać sobie radę.

          • Można dać rocznie bez podatku do 4902 zł – dla osób należących do III grupy podatkowej, a tu taka sytuacja zachodzi. … można dać też poprzez fundację czy stowarzyszenie . Z tym pudłem tospora przesada 🙂

            S

    • Z góry przepraszam Panią Dragomirę, Moje pytanie to nie wycieczka personalna, proszę tego tak nie odbierać. Ja to traktuje jako walkę z uporczywą i powszechną ZMORĄ. Gdy mówimy o historii, genetyce itd. to trzymamy się ścisłych pojęć, a Europa Środkowo-wschodnia nie jest ścisłym pojęciem, geograficznym, ani żadnym innym, jest ideologicznym DZIWOLĄGIEM, odpowiedzią zakompleksionych spadkobierców krajów byłego „obozu socjalistycznego” na pogardliwy termin którym WYŁĄCZNIE określa nas Zachód, t.j.Europą Wschodnią. Moim zdaniem ideologiczne dziwolagi, dodatkowo niezgodne z kryteriami geograficznymi nie mają prawa mieć miejsca w poważnej dyskusji historycznej.

    • Sława Dragomiro, ponawiam prośbę o przekazanie danych na jaki nr konta mogę dołożyć się do Twej pracy. Proszę przesłać Panu Czesławowi.
      Co do A trzeba i powiedzieć Z – alternatywna historia nie koniecznie akademicka, dr Wozny, Trehlebov, i pojawienie się w Wierze Przyrody Luny, ok. 16000 lat temu, znajdź czas proszę, i sprawdź fakty dostępne, od tego momentu zaczyna się rodzina R1A, razem z pierwszą wojną z R1B w Centralnej Azji, ( mur chiński to mit Kitajców), pokój zawarty na szczycie Świata i rozdział Wiary Przyrody na pierwsze kapłańskie światynie ( zdrada kapłanów – stworzenie w Babilonie alternatywnego swiata SlowYan który przejął za sprawą KK władzę nad naszą historią. Nie zamykaj knichy, daj pole do myślenia, do rozważań, do uruchomienia mózgu, zadawania pytań – tego brakuje podręcznikom.

      • Wiadomości w podręcznikach powinny się opierać na źródłach sprawdzonych i pewnych. Inaczej będą tworzyły zamieszanie.

        • Adamie a co wiemy o żołnierzach niezłomnych – w zalezności kto jaki ma światopogląd, tak pisze historie – najgorsze, jeśli sam ktoś sobie zarzuca kajdany i sam je zaciska, wyrzucając kluczyk gdzieś w las. Nie namawiam Was do grzechu propagandy, ale do próby wywarcia presji intelektualnej, pobudzenia. Proces nauki, to rytuał, viedza to delicja którą należy się raczyć a nie bezmyślnie pochłaniać = takie jest moje zdanie.
          W szkole gdy profesor historii w mawiał mi i przyjaźni radziecko-polskiej wstałem, powiedziałem, że ta przyjaźń kosztowała moja rodzinę, smierć członków, wywózkę, i przesiedlenia – wyszedłem. Miałem problemy do czasu gdy dyrektorka nie zmieniła nauczyciela. ten bardziej był otwarty na dyskusje historyczne i nikomu nic nie wmawiał, tylko program to program, i co judaszowe to judaszowi, ale znaczną cześć lekcji to była żywa dyskusja, oczywiście nie wszyscy. Starał się wysłuchać, samemu namawiał do sięganie do pozycji bibliotecznych, podawał źródła, i prosił aby szukać, nie zamykac, poznac wszystkie wątki historyczne. Pozdrawiam Was

  23. Witam,
    Zainteresował mnie temat podręcznika do historii. Jako entuzjasta pomysłu mogłabym służyć moja wiedzą na tematy bardziej praktyczne, jako że jestem nauczycielem z 29 letnią praktyką w zawodzie i brałam udział w pisaniu takich podręczników jako konsultant.
    Pewnym ograniczeniem zdaje się być fakt, że były to co prawda podręczniki do języka angielskiego, lecz co do zasady moja skromna wiedza metodologiczna oraz praktyczna w tym względzie mogłaby być przydatna w pewnym niezbędnym ukierunkowaniu merytorycznym, o ile zapragnęliby Szanowni Państwo ewentualnie z niej skorzystać.

    Interesuje mnie również Państwa NEWSLETTER
    Jeżeli natomiast witryna internetowa, z której piszę określa z góry według Szanownych Państwa moje niewłaściwe poglądy i zapatrywania, co już kiedyś miało gdzie indziej miejsce, to proszę tego mojego postu nie publikować i uznać za niebyły.

    • Zdaje się, że sama pani doskonale wie na jaką stronę i o jakich poglądach, wchodzi? Zawsze można spróbować samemu, zwłaszcza jeżeli ma się w tym już doświadczenie.

      • Oboje Państwo mają pocztę w tej samej domenie 🙂 My nie szufladkujemy ludzi według jakichkolwiek szyldów typu domena pocztowa.

        • 🙂 Nie miałem na myśli nic zdrożnego, a tym bardziej nagannego. Pragnąłem jedynie zauważyć, że wchodząc na strony kulinarne, trudno jest oczekiwać tam tematów o elektronice.

    • Na początek trzeba mieć ok. 10 – 20 tys. W sieci są szczegółowe rozliczenia. To przy własnym finansowaniu. Można też zainteresować profesjonalne wydawnictwa, które zainwestują w wydanie książki. To już jest dużo trudniejsze.

          • Witam, mam doświadzenie w tym temacie – byłem kilka lat wydawcą. Mogę od tej strony poprowadzić sprawę, zrobić gratis korektę, a jak powstanie gotowy podręcznik do druku to dofinansować. Moja uwaga; przy tego typu pracy jak zaproponowana przez Rudaweb celowym było by powołać stowarzyszenie, gdyż jeżeli powstanie ten piewszy to powstanie też materiał na kolejne książki w temacie nas interesującym. Ponadto podręcznik trzeba będzie uzupełniać, wznawiać. Wartosię pokusić.

      • Zawsze można znaleźć jakiegoś sponsora-firmę która pomoże a z tym raczej nie powinno być problemu.

        • To może zrobimy krok dalej ? 1. Gotów jestem otworzyć i finansować zakodowaną stronę przeznaczoną wyłącznie dla autoróa to rnw podręcznika 2.Problemy z powołaniem stowarzyszenia są, niemniej bez przesady kwestia cierpliwości i czasu – na początek można powołać stowarzyszenie nierejestrowe, a to już żaden problem. Oczywiście można to też robić przy pomocy Zrzeszenia Słowian, ale tojuż decyzja i organizacja zarządu.

          • W sprawie udziału w tym przedsięwzięciu stowarzyszenia Zrzeszenie Słowian powinien się wypowiedzieć jego zarząd. Ważnych decyzji nie podejmuje się jednoosobowo, więc to nie jest takie hop siup, huzia na Józia.

  24. Dziękuję za nad wyraz szybką reakcję. Też uważam, że współpraca i wymiana poglądów jest bardzo potrzebna właśnie na płaszczyźnie przyszłych podręczników.
    Myślę, że na temat swojego podręcznika, Dragomira wypowie się już nie długo.
    Jednak napisać to jedno, a wydać to drugie. Nie łatwo namówić dużych profesjonalnych wydawców na zainwestowanie w podręczniki, które wywrócą oficjalną wiedzę. Dla nich niestety liczy się zysk, nie idea. Jednocześnie należy się spodziewać ostrego oporu ze strony środowisk prawicowych – około kościelnych, którym nie w smak taka wiedza.
    Jednak, mimo wszystko wierzę, że bariery są do przezwyciężenia, tym bardziej, że mamy wspólny cel.
    Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *