Futerkowe piekło zwierząt i ludzi

Norki, lisy i inne mięsożerne zwierzęta futerkowe na wielu polskich fermach przez całe swoje życie cierpią. Jedynie po to, by zaspokoić zachciankę posiadania futra, które w dzisiejszych czasach jest nam zwyczajnie zbędne. Trwają prace nad przepisami zakazującymi takiej hodowli.

Jesteśmy stanowczo za takim zakazem. Dlaczego? W dzisiejszych czasach futro jest jedynie fanaberią. Nie jest najlepszą ochroną od mrozu – gdyby tak było, alpiniści zdobywaliby ośnieżone szczyty odziani w futra. Zwierzaki za życia głównie cierpią. Po śmierci – obdarte z futra – czasem są przerabiane na karmę dla zwierząt, czasem gniją rzucone na kupę na terenie fermy, czasem są mielone i rozrzucane po okolicznych polach (co działacze na rzecz zwierząt próbowali pokazać w programie „Warto rozmawiać”). Cierpią też ludzie mieszkający w pobliżu farm. Żyją w smrodzie, cieki wodne są często zakażone.

Argumentem podnoszonym przez hodowców jest m.in. to, że pracę straci ok. 13 tys. ludzi pracujących wprost na fermach, a łącznie z ludźmi pracującymi pośrednio na rzecz ferm (np. producenci klatek czy karmy) ok. 50 tys. ludzi. Projekt zakłada kilkuletni okres wygaszania farm, żeby hodowcy mieli czas na spłatę ewentualnych kredytów, a ludzie na znalezienie pracy.

Chciałam (Ruda) w tym miejscu przypomnieć, że mieliśmy kiedyś w Polsce przemysł stoczniowy. W gdyńskiej stoczni, w czasach jej świetności, pracowało ok. 12 tys. ludzi, w gdańskiej – ok. 18 tys., w szczecińskiej – 6 tys. Dołóżmy do tego Zakłady Hipolita Cegielskiego w Poznaniu, które produkowały silniki okrętowe i mnóstwo innych firm z całego kraju pracujących na rzecz stoczni. Szacuje się, że w tych kooperujących ze stoczniami firmach i firemkach pracowało ok. 100 tys. ludzi (plus ok. 36 tys. pracowników tylko trzech największych stoczni). Nikt nawet nie mrugnął okiem – mimo licznych protestów przemysł stoczniowy został zlikwidowany.

Kolejnym argumentem jest fakt, że Polska jest drugim – po Danii – producentem futer w Europie i że rocznie, dzięki eksportowi skór zwierząt futerkowych ich producenci zarabiają blisko 400 mln euro. Produkcja statków przynosiła dużo większe zyski, za to nie powodowała niczyjego cierpienia. Ponadto była przemysłem wysokich technologii, sprzyjającym unowocześnianiu generalnie polskiego przemysłu.

„DOBRE” ŻYCIE ZWIERZĄT W KLATKACH

„Lisy na farmach futerkowych zabija się porażeniem prądem. Jedną elektrodę wkłada się do odbytu lisa, a drugą do pyska. Dochodzi jednak do sytuacji, gdy nieskutecznie porażone prądem zwierzę budzi się dopiero, gdy jest obdzierane żywcem ze skóry. Natomiast norki są zagazowywane. Wcześniej jednak przechodzą zabieg obcinania kłów, by się nie okaleczały. W jaki sposób? Unerwione zęby obcina się kombinerkami. Hodowcy twierdzą, że to wszystko dla dobra zwierząt…” – mówi portalowi Interia Cezary Wyszyński z Fundacji Viva.

Ciała oskórowanych norek porzucone w okolicy fermy w Wałbrzychu, zdjęcie pochodzi z raportu Stowarzyszenia Otwarte Klatki

Lisy na wolności kopią nory o kilku korytarzach i jednej komorze gniazdowej, która może leżeć na głębokości do 3 m. Wielkość łowisk wynosi od 57 do 160 ha. W ogrodzie zoologicznym, zgodnie z rozporządzeniem ministra rolnictwa z 2004 r., lis musiałby mieć zapewnioną powierzchnię 20 mkw. Na fermie – zgodnie z rozporządzeniem ministra rolnictwa i rozwoju wsi z 2010 r. – ma mu wystarczyć klatka o powierzchni 0,54 mkw (0,6 m x 0,9 m) i wysokości 0,5 m.

Norka amerykańska poza okresem godowym jest samotnikiem i agresywnie reaguje na innych przedstawicieli własnego gatunku. Samice mają rewiry wielkości 8 – 20 ha, obszar samca dochodzi niekiedy do 440 ha. Potrzebuje też kontaktu z wodą. Na farmie żyją po kilka w jednej klatce o wymiarach 0,3 m x 0,6 m x 0,35 m. Bywa, że klatki są ustawiane jedne na drugich. Odchody zwierzaków spadają przez drucianą siatkę na te w niższych klatkach, by w końcu spaść pod klatki. Tam z kolei roi się od robactwa żerującego na odchodach.

Tak stłoczone i „hodowane” zwierzaki gryzą się nawzajem, rany zadają też same sobie. Wpadają też w choroby psychiczne, które objawiają się jednostajnymi, powtarzanymi w kółko ruchami.

Hodowcy twierdzą, że nie jest to prawdą. Jeden z nich na kobieta.onet.pl tłumaczy to tak: „Nie sądzę, żeby którykolwiek hodowca pozwolił sobie na to, żeby zwierzęta miały złe warunki lub okaleczały się. Przecież norki hoduje się nie po to, żeby się męczyły, tylko na futerko. Więc w interesie każdego hodowcy jest, aby było ono jak najlepsze. Poza tym co jakiś czas na każdą fermę przyjeżdża lekarz powiatowy weterynarii i robi inspekcję. Gdyby cokolwiek było nie tak, to nie dałby zezwolenia na dalszą hodowlę.”

Co do wymiarów klatek np. dla norek, hodowcy uważają, że ich wymiary są wystarczające, bo norka to małe zwierzątko. W wypowiedziach dla mediów często twierdzą, że w polskich hodowlach wszystko jest w porządku, a zdjęcia i filmiki pokazujące okrutne traktowanie zwierzaków pochodzą np. z ferm chińskich.

Tymczasem śledztwo w polskich fermach futrzarskich przeprowadziła w 2012 Basta Szczecin (Basta! – to inicjatywa na rzecz zwierząt). Materiały z filmu zostały nagrane na fermach zwierząt hodowanych na futra na terenie województwa zachodniopomorskiego. Materiały przedstawiają warunki życia zwierząt oraz liczne problemy zdrowotne, które u nich występują. Zachowania stereotypowe, rany, chore oczy, odgryzione uszy i ogony. Polecam film – szczególnie od trzeciej minuty.

Raport z ferm „CENA FUTRA. Rzeczywistość polskich ferm futrzarskich” przygotowało z kolei Stowarzyszenie Otwarte Klatki.

CIERPIĄ TEŻ LUDZIE

W Radachowie 240 tys. norek żyje na 3 ha i każdego dnia produkuje ok. 1 tony odpadów. Co się dzieje z odpadami? Ta kupa – mówiąc wprost – gówna zalega na terenie fermy lub jest rozprowadzana na dziko po okolicy, przenika do gleby i zatruwa wodę. „Ekspres reporterów” w TVP2 w materiale z 2014 r. przedstawił m.in. wyniki badania wody z rowu melioracyjnego, do którego odprowadzane były ścieki z fermy. Ta woda była maksymalne skażona – bakterie z grupy coli i bakterie kałowe przekraczały wszelkie normy.

Inny przykład – wieś Baranowo, w której jest ferma norek: „Odór jest tak silny, że jak się otworzy okno, zwłaszcza wieczorem, to po 30 minutach człowiekowi robi się niedobrze. Sytuacja jest już tak zła, że dochodzi do omdleń dzieci. Ponadto warunki, jakie panują na fermie, są skandaliczne. Dla każdego, kto ma chociaż trochę empatii, jest to przerażające” – relacjonował w 2016 r. Onetowi pan Michał.

Fermy nazywane są bombami ekologicznymi. Mieszkanie w ich sąsiedztwie oznacza także życie w towarzystwie rojów much.

Polski Związek Hodowców i Producentów Zwierząt Futerkowych podaje, że w Polsce funkcjonuje ponad 750 ferm zwierząt futerkowych. Rocznie produkują 10 mln skór norek, 250 tys. skór lisów i 50 tys. skór jenotów, czyli zabijają w ciągu każdego roku dziesięć milionów trzysta tysięcy zwierząt. Tylko dla zaspokojenia nowobogackich gustów, nie dla mleka czy mięsa, które dla dorastających ludzi w naszym klimacie są potrzebne do zdrowego rozwoju.

W kilku europejskich krajach zakazano już tego piekła dla zwierząt i ludzi. W Niemczech tak zaostrzono przepisy, że fermy stały się niezbyt opłacalne. Czy uda się w Polsce?

ZDJĘCIE TYTUŁOWE: Chów pawilonowy na fermie norek w Głozynie, zdjęcie pochodzi z raportu Stowarzyszenia Otwarte Klatki

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 10

  1. Już to kiedyś mówiłem-jak przedobrzymy to się nas MATKA NATURA wyrzeknie i stworzy wdzięczniejsze dzieci.Nam potrzebna jest, choć w odrobinie ,empatyczna miłość własna przyprawiona rozsądkiem dla smakowania życia.Recepta jest zapewne pozostawiona w głębokiej NASZEJ przeszłości ,celowo zakrytej śmietnikiem złych emocji,dla mamony-wiadomo przez co, kogo i po co?Wartością stać się musi; z czego się słynie a nie ile się ma.Czerpać tylko tyle ile potrzeba.,,Pieniędzy nie wymyślono po to żeby niewolić , ale po to żeby stać się ich niewolnikiem”-nikt tego nie je.Paradoksalnie dzięki kasie można by było wszystko naprawić i zepsuć,bo zawsze znajdą się tacy,którzy zechcą sobie wypychać nimi ,,siennik i nosić futerka w tropikach”.Najwidoczniej jeszcze dorastamy do roli gospodarza…który potrafi zachwycać się DOBREM NATURY,mieć dla niej respekt i jej hołdować będąc świadomą cząstką MIŁOŚCIWIE PANUJĄCEJ.Te tragiczne, bezsensowne i smutne obrazy marnotrawstwa życia,działania z niskich pobudek ,mnie po prostu przygnębiają.Pozdrawiam.

  2. W trochę innym temacie, ale istotne:
    https://www.obserwatorfinansowy.pl/tematyka/makroekonomia/wielka-gra-na-globalnym-rynku-rolno-spozywczym/
    Globalizacja jest po prostu super, bo to ile płacisz za masło w Polsce zależy od aktualnej strategii jakiejś tam firmy z Nowej Zelandii, a to czy opłaca ci się jako polskiemu rolnikowi produkcja tego, czy tamtego zależy od giełdy w niemczech, Francji, czy USA.
    A tu jeszcze jedna ciekawostka:
    https://businessinsider.com.pl/finanse/handel/rosnace-ceny-zywnosci-i-kryzys-zywnosciowy-wg-bgz-bnp-paribas/slsxs5w

    • Mi to przypomina działania jakie doświadczyli Amerykanie w latach 1900-1930 i Wielkie Kryzysy. W Polsce ważny jest udział 60% mali wytwórcy, 40% wielcy, zastopowanie GMO, i wtedy Polacy mogą sie czuć bezpiecznie, zadziała mechanizm rynkowy. Ja kupuje od OSM, spółdzielni, rolników, i w tym kierunku to powinno iść, Swojskie u Swojaków, a dobra importowe w sieciach. Wtedy wilk syty i owca cała.

      • Kluczem do niezależności jest też przejście z przemysłowej do naturalnej hodowli, bo ‚ściganie się’ na globalnym rynku to absolutny bezsens, bo zawsze znajdzie się ktoś bardziej pozbawiony skrupułów, kto jeszcze te klatki dla świń na przykład postawi piętrami i całkowicie zrobotyzuje a w przypadku ASF czy innego pomoru jednym guzikiem wyśle je na automatyczny całkiem zrobotyzowany przemiał, tak żeby nikt nie musiał sobie rąk pobrudzić. Bez przemysłowej hodowli nie ma potrzeby kupowania masowej ilości pasz na globalnych rynkach. Mamy dość łąk, żeby, jak już ktoś musi hodować zwierzęta na mięso, wypasać je naturalnie. Trzeba iść w jakość, nie ilość, bo nie wygramy z pozbawionymi skrupułów globalnymi molochami i nigdy nie wygramy z masówką. My wynaleźliśmy uprawę roli, oni zapoczątkowali industrializację.. Oni robią z rolnictwa przemysł, my nie musimy. Już teraz są hodowcy w Sudetach sprzedający wołowinę za kosmiczne pieniądze na Zachód, tak z tego co słyszałem 100Euro za kilogram. Mamy wszelkie argumenty do tego żeby stać się potentatem w produkcji żywności ekologicznej/naturalnej więc po co mamy się kurczowo trzymać np. hodowli zwierząt futerkowych??? I tak na tych futrach z pewnością najwięcej zarabiają różne ‚domy mody’.

  3. @Gaweł: „futerkowe to nie tylko hodowla, ale i naturalna utylizacja”. Co z tego, że naturalnie zutylizowane zostaną resztki kur i innych zwierzaków, skoro – jak widać choćby na załączonym do tekstu zdjęciu – hodowcy futerkowych nie przejmują się utylizacją całych oskórowanych na futro zwierząt?
    @Antares: „No i oczywiście sami zatrudnieni i ich rodziny – tak na pewno znajdą sobie inną pracę.”. Na fermach pracuje zaledwie po kilku pracowników, a i tak – jak donoszą różne media – pracują na nich głównie obywatele Ukrainy, a nie Polacy. Taka to znakomita praca.
    Jakoś nikt nie bierze pod uwagę tego, w jakich warunkach żyją ludzie – sąsiedzi takich ferm. Według raportu NIK 87 proc. ferm zwierząt futerkowych w Wielkopolsce nie przestrzega wymagań ochrony środowiska. Mówiąc po ludzku – zatruwa glebę i wodę. Do tego wszechobecny smród. Ci ludzie nie mają jak uciec z tego piekiełka, bo nikt ich chałup nie kupi.

  4. Zamykanie hodowli w Polsce przyniesie zyski tylko i wyłącznie innym krajom.
    Proponuję też zakazać hodowli świń, efekt będzie podobny. Zarobią wszyscy tylko nie Polacy. Chcecie by zakończono hodowlę zwierząt futerkowych to przekonajcie do tego ludzi by nie chodzili w futrach i problem sam się rozwiąże bez nakazów czy zakazów. Ja sam tego nie założę, więc hodowca nie musi dodatkowo specjalnie dla mnie ich hodować. Uratowałem dzięki temu kilka sztuk i mam sumienie czyste. A jak komuś sumienie nie przeszkadza to niech to nosi. Przykład stoczni też jest błędny. Zostały celowo zlikwidowane i dużo ludzi przez to cierpiało.

  5. Jasne wykończyć kolejną branżę, po co my mamy zarabiać? Proponowana ustawa która pod płaszczykiem dobra zwierząt ma na celu likwidację kolejnej branży. Lobbyści którzy ja forsują są opłacani przez niemców, i to głównie ten kraj zarobi, ale także przy okazji Duńczycy i Rosjanie. Branża warta parę miliardów złotych, do tego należy doliczyć utylizację mięsa z marketów – producenci mięsa też zarabiają dostarczając przeterminowane mięso do ferm futrzarskich, a Tak do wyrzucenia. No i oczywiście sami zatrudnieni i ich rodziny – tak na pewno znajdą sobie inną pracę. Proponuję zlikwidować chów gęsi bo też cierpią, fermy kur bo kury też są mocno pościskane, świń i innych zwierząt. Rozumiem że zwierzę to też istota która odczuwa ból, a ta ustawa nie skróci cierpienia futerkowych, zmieni się tylko kraj. Trzeba być naprawdę naiwnym aby uwierzyć w dobre intencje urzędasów – to śmierdzi korupcją na kilometr.

    • W zasadzie ma Pan rację. Z tym, że hodowla na mleko czy mięso ma jakieś racjonalne uzasadnienie, natomiast na futra raczej nie – poza zyskami właścicieli hodowli.

      • Szczegolnie cieszą się niemcy i dunczycy.
        Lepiej poczytać ze futerkowe to nie tylko hodowla, ale i naturalna utylizacja kat 3.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *