„Przechowalnie ludzi” – dlaczego sąsiedzi-pieniacze muszą być górą?

Po raz kolejny media donoszą o sąsiadach skazanych wyrokiem sądu za hałasowanie. Wyrok może i słuszny, zastanawiam się jednak gdzie jest granica między hałasowaniem, które ma prawo przeszkadzać, a złośliwością sąsiadów którym przeszkadza dosłownie wszystko? I dlaczego do norm budowlanych nie wprowadzi się skutecznego wygłuszania ścian w blokowiskach, w których metr kwadratowy podłogi kosztuje kilka tysięcy złotych? W starych kamienicach jakoś mniej słychać co sąsiad robi za ścianą.

„Polskie sądy coraz chętniej uznają, że konieczność znoszenia głośnych imprez za ścianą to naruszenie dóbr osobistych. I są przy tym coraz bardziej hojne dla osób, które decydują się na walkę o święty spokój swojej rodziny” – czytamy na money.pl. Wyrok w przytoczonej sprawie (chodzi o hałasujących studentów) opiewa na zapłacenie sąsiadom 30 tys. zł tytułem zadośćuczynienia. Nie było mnie tam, więc nie wiem czy studenci rzeczywiście tak upiornie hałasowali, czy może jednak nie. Temat skomentował mecenas Jacek Miłaszewski, autor bloga „Przepraszam Nie Wystarczy”: „Jeżeli naruszenia są dla nas dotkliwe, a sąsiad nie reaguje, nie bójmy się zadzwonić na policję. Protokół policji, a także inne dokumenty urzędowe są dobrym dowodem obrazującym naruszenia”. Na pozór słuszne i logiczne, ale…

Co to właściwie znaczy, że naruszenia są dotkliwe? Opowiem historię naszych znajomych. W poprzednim miejscu zamieszkania nikomu jakoś nie przeszkadzali, nikt nie zwracał im uwagi i policji nie nasyłał. Po przeprowadzce do mieszkania w innym bloku zaczęły się jazdy z sąsiadami. Kiedy dzieci znajomych były małe – biegały po mieszkaniu, głośno się śmiały, czasem kłóciły, czasem płakały, no normalne dzieci. Za wyjątkiem płaczu po nocach jak były chore albo coś – hałasowały tylko w dzień. Sąsiadka kilka razy dopytywała co tam u nich tak dudni (chodzi o dziecięce stópki) i dlaczego taki harmider, i czy nie da się czegoś z tym zrobić. Znajomi kupili grubszy dywan, ale co więcej można zrobić? Związać dzieci? Zakneblować? Podciąć struny głosowe, jak niektórzy popaprańcy robią w przypadku psów?

Drugim sąsiadom przeszkadzał fakt, że nasi znajomi wieczorami oglądali telewizję (przeciętnie głośno) i ośmielali się rozmawiać we własnym mieszkaniu. Znajomi nie mieli świadomości, że to komuś przeszkadza. Sąsiedzi w końcu zrobili karczemną awanturę. Znajomi od tego czasu nadal oglądają wieczorami telewizję, bo lubią, ale na granicy słyszalności – znaczy jeśli o jeszcze jeden stopień ściszą głos w TV, to nie będą w stanie zrozumieć dialogu w filmie. Nie mają problemów ze słuchem. Mimo to – kolejne awantury. Mieli przestać rozmawiać po godz. 22, skoro w końcu jest chwila dla siebie?

Pewnego wieczoru podrośnięte dziecko uczyło się do egzaminu. Około północy coś się zbiesiło w komputerze i przez minutę, może dwie, jakieś sprzęgnięcie w systemie hałasowało. Poza tym było cicho. Szybciutko przyjechała policja, bo sąsiedzi zgłosili, że w mieszkaniu znajomych jest głośna impreza, a bezczelna hałasująca dzicz nawet rzuca butelkami przez okno. W rzeczywistości „impreza” której nie było tak zakłócała ciszę nocną, że policja miała problem z ustaleniem o które mieszkanie chodzi. W końcu trafili. Znajomi wpuścili stróżów prawa mimo tak później pory. Ci rozejrzeli się po mieszkaniu – stwierdzili, że śladów imprezy brak, obśmiali się, popsioczyli na takie wezwania i wyszli.

Miesiąc później znajomi zostali wezwani do zarządcy blokowiska na rozmowę. Straszono ich eksmisją, a jako koronny dowód ich karygodnego zachowania przedstawiono fakt, że nawet interweniowała u nich policja. Niemniej zarządca nie przedstawił im treści policyjnej notatki, nie odpowiedział na pytanie którzy sąsiedzi złożyli donos. O tym jakie normy akustyczne spełnia budynek zapytany zarządca nie był łaskaw poinformować. Co dalej? Nie wiadomo.

Morał z tego jest taki, że skarżący się na hałaśliwych sąsiadów jest z założenia traktowany poważnie. Ten zaś, kto jest przez skarżących sąsiadów oczerniany nie ma prawa do obrony, bo na pewno hałasuje. Nie ma nawet prawa wiedzieć, kto pod nim dołki kopie, żeby się dogadać. Od kilkudziesięciu lat buduje się akustyczne blokowiska, w których rzeczywiście można podsłuchiwać życie sąsiadów, ale zamiast zmienić jakieś normy budowlane i w końcu zapewnić ludziom trochę prywatności – straszy się eksmisjami. Nie przyjmuję argumentu, że jak komuś nie pasuje, to niech sobie kupi dom na wsi. Naprawdę nie każdego na to stać.

***

Niżej kilka przykładów „co przeszkadza sąsiadom” zaczerpniętych z różnych forów.

„Sąsiad mój z dołu przyszedł raz do mnie (malowanie mu przeszkadzało) z jakąś totalną awanturą, wyzwał mnie od narkomanów i zapowiedział, że w przeciwnym razie „poznam go z innej strony”.”

„Problem tyleż śmieszny co irytujący… Sąsiad z piętra wyżej chodząc strasznie wali piętami w podłogę. Nie wiem, może ma podłogę na legarach albo panele, efekt jest taki że sufit dudni!”

„Kiedyś ja byłam taką „dudniącą” sąsiadką. A wcale nie latałam i nie tupałam specjalnie. Chodziłam tylko w nocy na bosaka do łazienki. Tak zbudowany był ten blok że wszystko było słychać. Mieliśmy parkiet w całym mieszkaniu. Sąsiadka zwróciła uwagę, czy nie mogłabym sobie kupić dywanu bo strasznie biegamy po nocach. Dywanu nie kupiłam, ale kupiłam kapcie na grubych miękkich podeszwach. A w nocy zaczęłam „biegać” na paluszkach. Za to ja wiedziałam dokładnie, kiedy sąsiedzi z góry wychodzili z domu. Pies ich dostawał szalu jak zostawał sam. Przez pierwsze 30 minut biegał jak oszalały akurat nad tym pokojem w którym miałam sypialnię.”

„Witam na własnej skórze odczułem jak policja gnębi młodych ludzi (mam 20 lat). Wystarczą wredni sąsiedzi. Zaczęło się od konfliktu z sąsiadami (tylko jedna rodzina na cały blok). Nie podobała im się muzyka którą odtwarzam w ciągu dnia (ok. godz. 12), podali sprawę do dzielnicowego, a ten skierował sprawę do sądu – na szczęście nie zostałem ukarany. Po tej sprawie w dalszym ciągu miałem wizyty policji w domu że słucham muzyki w ciągu dnia, mimo że niby wygrałem sprawę. Więc poszedłem do dzielnicowego, że sąsiedzi mnie nękają i bezpodstawnie wzywają policje, a on na to: załóż sprawę z powództwa cywilnego i tak skończył ze mną rozmowę. Po ok. 2 tygodniach przyszło z sądu grodzkiego, że jestem winien przestępstwa z art. 107 KW (wcześniej było z innego art. nie pamiętam jakiego), i miałem zapłacić ok 500 plnów grzywny (oczywiście za słuchanie muzyki w ciągu dnia). Musiałem się odwołać od sprawy i wynająć prawnika, żeby jakoś się obronić na co wydałem 1000 plnów. Sprawa ta toczy się już od jakichś 7 miesięcy i w międzyczasie nie było spokojnie. W lutym miałem przypadek, iż sąsiedzi wykręcili mi bezpieczniki od prądu (które znajdują się na klatce schodowej) i spalił mi się monitor od kompa, wezwałem więc policję a oni, że muszę założyć sprawę z powództwa cywilnego, bo takimi sprawami oni się nie zajmują. Po chwili sąsiedzi wraz z dzielnicowym skierowali sprawę do sądu grodzkiego o to, że słuchałem głośno muzyki właśnie w ten dzień, w którym sąsiedzi wykręcili mi korki. I znów mi przyszło, że mam zapłacić 700 plnów grzywny no i kolejne 100 plnów na odwołanie. W późniejszym czasie sąsiad usiłował mnie pobić, poszedłem na policję – oni skierowali mnie do dzielnicowego, a ten bez przeprowadzania żadnego dochodzenia umorzył sprawę. Nie rozumiem postępowania policji. Skoro ja się zgłaszam o pomoc o nękanie, usiłowanie pobicia, utratę mienia itp. ten mówi że mam sprawę założyć z powództwa cywilnego, a sprawy sąsiadów o to że słucham muzyki w ciągu dnia kieruje do sądu. Ja ponoszę koszty obrony, a sąsiedzi nic nie płacą, bo to policja kieruje sprawy do sądu. Problem w tym, że ten sąsiad któremu tak przeszkadza to radio – raz wzywa policję, że mu niby przeszkadza a na następny dzień, gdy radio nie gra, zaczepia mnie dlaczego radio nie gra skoro nie ma jeszcze godz. 22, a za parę dni znowu policja, że radio gra. Jak można narobić hałasu skoro to jest ponad 20-letni JAMNIK i głośnik ze starego malucha o mocy 3 wat!! – to nie są żadne kolumny ze wzmacniaczem!

„Szukam właśnie informacji co zrobić z upierdliwymi sąsiadami (mieszkam tutaj drugi tydzień, bywałam okazjonalnie przez 10 lat). Do Nowego Roku z policją rozmawiałam trzy razy. Dziś, po Nowym Roku powitała mnie dzielnicowa wezwaniem na komendę po zakłócam porządek publiczny. Wariaci z sutereny łaskawie zgadzają się, aby się skończyło na pouczeniu! Dodam – muzyki nie słucham, imprez nie robię, czytam książki i siedzę przy kompie. W obuwiu chodziłam do domu wnosząc drewno do kominka, a mój komputer czasem dość głośno buczy. Efekt jest taki, że teraz muszę się przed dzielnicową uśmiechać i chyba radować, że grozi mi jedynie pouczenie! Kraj wariatów, chcę stąd jak najszybciej uciec!”

„Mieszkam z dziadkiem, który jako osoba starsza ma problemy ze słuchem, a w nocy długo nie śpi. Ogląda więc telewizor, ale nie jakoś szczególnie głośno, w skali do 100 TV nastawione jest na 40. I tu zaczynają się schody. Codziennie koło 12 w nocy przychodzi szanowna sąsiadka, dobija się do drzwi dopóki ktoś jej nie otworzy, i zaczyna drzeć mordę. Sąsiadom z dołu nie przeszkadzało to nigdy, z boku też nie, ani poprzednim którzy mieszkali piętro wyżej.”

Mi potrafiła sąsiadka zwrócić uwagę że mi dziecko w dzień za głośno jest, tzn. czy musi biegać? Dodam że to w godzinach między 8 a 19. Niestety dziecku nóg nie powiąże, a to że przebiegnie sobie po mieszkaniu to chyba normalne.”

U nas też strasznie wszystko się niesie, do tego stopnia, że słyszę rozmowy telefoniczne dziadka mieszkającego pode mną (na szczęście nie jest to w nocy). Wirująca pralka to też nie nowość – wiem, kiedy sąsiadka robi pranie. Do tego niosą mi się zapachy z kuchni sąsiada z dołu – oj często smaży kiełbachę z cebulą – bleee. A ostatnio były Juwenalia i też spać nie mogłam, nawet słyszałam dokładnie teksty piosenek – a scena była bardzo daleko ode mnie.”

U mnie hałasy są całą dobę, ale takie, że policja ma to w dupie (bieganie na boso po mieszkaniu, głośny telewizor). Niestety też się meczę już kilka lat.”

„O fuck, jakie wymagania. To sobie w domu na boso śmigać nie można? Ja pierniczę, ze mną miałbyś przekichane chłopie. Papci nie stosuję, za to trochę ważę. Do tego teraz kule, a draństwo głośne jest. Jak się chodzi po 22, to w całym domu mnie słychać. No ale bez kul nie mogę. Z rodzicami też byś miał kłopot, bo głusi są praktycznie i słuchają telewizora zawsze BARDZO głośno, i wiesz co, ja przyzwyczaiłem się do ich głośnego słuchania, a oni do tego że głośno się poruszam po mieszkaniu. Nikt nic do nikogo nie ma. Nie lepiej przywyknąć?”

Żona miała sąsiadkę której przeszkadzało tupanie psa żony. Sąsiadka mieszkała dwa piętra pod żoną. Czego Ty oczekujesz po mieszkaniu w bloku?”

„Bezczelnie biegają boso po mieszkaniu. Ciekawe co tam jeszcze mogło się dziać.”

„To bym padł ze śmiechu. Rozumiem głośny TV, głośna muzyka, ale chodzenie na boso?”

„Parę lat temu miałem sąsiadkę – totalny moherowy beret. Nasyłała na nas straż miejską, bo moja mama chodziła w szpilkach. Wystarczyło kilka minut przed pracą, ostatnie spojrzenie czy wszystko wyłączone, pogasić światła, zamknąć okna i wychodzi, a na dole już czekała wariatka, że właśnie dzwoniła bo się nie da siedzieć w domu, bo tak słychać buty. Oczywiście straż przyjechała kilka razy i babka usłyszała, że jeszcze raz, a zapłaci za bezsensowne zgłoszenie.”

„Sąsiadka znajomej chodzi w chodakach. Do tego jest stara, samotna, pokręcona kobita i chodzi NON STOP od 5 do 20. Rozumiem ból.”

I jeszcze cytat z forów jako podsumowanie:
„Tak samo Twoje pewne zachowania, które dla Ciebie są naturalne, mogą denerwować innych. Jest to cena jaką się płaci za mieszkanie w przechowalni ludzi. Połóż sobie wytłumienie na suficie i będziesz miał spokój. Jestem w 100% przekonany, że żaden rzeczoznawca by się nie podpisał, że bose chodzenie po mieszkaniu przekracza normy dobrego współżycia.”

FOT: pixabay.com

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 5

  1. …produkcja hałasu jest wyborem świadomym twórcy tegoż hałasu,więc i odpowiedzialność też jest jego.Cisza to synonim śmierci,stanem naturalnym jest życie a przejawem jego odgłosy zgodne z jego naturą.My mamy wybór, tworzyć lub znosić ,,sygnały” docierające do nas lub od nas pochodzące a zwłaszcza wpływ na ich moc.Morze najlepiej do regulaminów blokowisk,dołączyć czujniki i mierniki bezduszności i nietolerancji lub odwrotne/takie same/.Zmiana technologi budowlanych mniej pomoże niż wybór niezależnego lokum-z wiadomych powodów.Złoty środek to adaptacja typu wschodniego.Mam wrażenie,że kiedyś byliśmy bardziej tolerancyjni-,,może bardziej skłonni do podsłuchiwania”?A może dzisiejsze tempo czyni nas bardziej podatnymi na stres i bardziej drażliwymi?Jak by nie było,empatia w międzysąsiedzkich stosunkach jest mile widziana.Problem jest nierozwiązywalny,ponieważ ma za dużo zmiennych,chociażby nasz nastrój czy humor oraz gust.Lubię muzykę,ciszę i przejść się nago po domu,dlatego zbudowałem DOM.Pozdrawiam-współczuję wszystkim mającym nieodpowiednich sąsiadów i … sąsiadom.?!

  2. Bloki to nie miejsce do życia. Odnoszę wrażenie, że w ogóle my biali ludzie z północy jesteśmy stworzeni, czy może raczej przez tysiące lat tu w tej części świata przystosowaliśmy sie do życia w domach w małych wioskach/wspólnotach, dla nas przez tysiące lat miasta to były tylko ośrodki handlu i rzemiosła, a nie miejsca do życia, my się po prostu w dużych skupiskach naprawdę nie odnajdujemy, jesteśmy w głębi duszy poganami (czyli wieśniakami, nie w negatywnym znaczeniu), dla mnie dobre miasto do życia to najwyżej takie które można przejść na piechotę w 30-60 minut. Zupełnie inaczej jest np. w Azji gdzie jak się idzie nawet po zatłoczonym centrum miasta, to ma się wrażenie – inaczej niż u nas – że tam nikt na nikogo nie wpada mimo ścisku, nikt nie chodzi wk**** tylko dlategi, bo dookoła tłumy bo Azjaci przez tysiące late przystosowali się do dużych skupisk, podczas gdy my zawsze żyliśmy w małych skupiskach i spotykaliśmy się na czas wiecu, targu, lub wojny. Trzeba w miarę możliwości wyprowadzać jak najwięcej funkcji poza duże miasta, bo to nie dla nas, blokowiska stare czy nowe, wszystko jedno, to coś co odcina nas od korzeni, musimy ożywić wsie i małe miasteczka w miarę możliwości przenosząc każdą pracę i zajęcie jakie się da, bo wielkie miasta to dla nas ślepy zaułek.

    • Tak jeszcze dodam takie moje subiektywne doświadczenie. Przeszedłem na piechotę całą chińską dzielnicę w Bangkoku, tłok taki że się ledwo idzie, a mimo to, nie pamiętam żeby ktokolwiek na mnie wpadł, chociaż się o mnie otarł. Za to w czasie powrotu przesiadałem się na lotnisku w Helsinkach, idę sobie po lotnisku, dookoła prawie pusto, prawie nikogo, ale co z tego, jakaś kobieta mi przejechała po stopie walizką i nawet nie zauważyła :O To że ludzie z północy mają zupełnie inne poczucie prywatnej przestrzeni, generalnie potrzebują jej duużo więcej niż południowcy to jest fakt naukowy. U mnie na przykład tłumy wzbudzają agresję, to chyba w genach zapisane, że jak człowiek w tłumie to idzie na wojne…

  3. Są tacy ktorzy naprawdę wkurzają ludzi swoim zachowaniem a są i tacy ktorym wszystko przeszkadza.Ja sam mam takich w sąsiednim bloku którzy mordy piłują z balkonu co weekend po nocach,a że stoją 4 bloki w prostokącie to wszystko niesie się .Kiedyś gdy byłem młody non stop przywalała się sąsiadka z naprzeciwka o muzykę, któregoś razu jak byłem w wojsku,przyjeżdżam na przepustkę,ledwo co zdążyłem wejść do domu a tu dzwonek do drzwi,otwieram a tam Policja że muzyka za głośno i jakaś impreza o godz 16 . Ja im mówię stojąc jeszcze w mundurze że dopiero co przyjechałem ,a okazało się że to w tej tępej baby bloku ktoś sobie muzykę puszczał. Juz nie wspomnę jak kilka plotkar obsmarowało mnie gdy poszedłem do wojska że zamknęli mnie w więzieniu, a jak mnie zobaczyły w mundurze to ślepia w dół i szybko do domu.Najlepsze jest to że „sąsiadom” przeszkadza często inny sąsiad natomiast jak obcy się pod blokami na ławkach waląc alkohol i mordy drąc to nikt nie zadzwoni na Policję.Sam staram się być wyrozumiały dla młodych bo każdy kiedyś młody był i lubił posłuchać muzyki,a konfidentów nie cierpię.Wolę jak ktos bezpośrednio zwróci mi uwagę ale tez żeby miał jakieś argumenty a nie że jemu akurat to nie pasuje.

  4. Chów klatkowy i żarcie z „Lidlow” to upodlenie na własne życzenie. Jestem z tych którym hałasy przeszkadzają i z bloków uciekłem. Moj słuch muzyczny i „dźwiękowa wyobraźnia” sprawiały że na niczym nie mogłem się skupic, był tylko tupot, chrapania, bachory, trzaskania drzwiami, muzyka z i za ściany, pulsowanie basu, W pracy na Open space to samo… Dziesiątki ludzi a każdy głośny SMS powiadomienie o tym o tamtym o sramtym , hihy śmichy bo przecież kto cichy ten nudziarz a każdy chce być wyjątkowy. Z pracy też odszedłem z tych powodów a raczej wyrzucili. Wrażliwa osoba nie ma szans w tlumie gruboskornych. Nie widzą innych. Poza tym stanem naturalnym jest cisza i to ona powinna być gwarantowana!!!!!! Tak jak czysta woda! A jak chcesz z cukrem to już sobie swoją posłodz. Albo zrób hałas na słuchawkach. Cisza w biurze czy w bloku to jak przestrzeń wspólna. Trzeba ją pielęgnować i ma być „niezagracona”. Przecież nie wystawiacie na korytarz w swojej szafy tylko dlatego że nikt inny na to nie wpadł. Korytarz musi być drożny.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *