Posłowie wpuścili nas w konopie – niby wolno, ale…

W końcu zalegalizowano medyczną marihuanę – chciałoby się zakrzyknąć, jednak wychodzi na to, że nawet przy okazji ulżenia cierpiącym rządzący postanowili na nich zarobić.

„Nowe przepisy gwarantują lekarzowi możliwość legalnego i kontrolowanego zastosowania w ramach praktyki zawodowej niezarejestrowanych przetworów z konopi u pacjentów, u których brak jest odpowiedzi na konwencjonalną farmakologię lub gdy jest ona zbyt obciążająca, o ile tylko wskazania wiedzy medycznej umożliwiają poprawę tym sposobem stanu zdrowia lub jakości życia pacjenta. Surowiec musi być sprowadzany z zagranicy – czytamy w relacji z 44. posiedzenia sejmu na stronie www.sejm.gov.pl Po latach bojów o legalizację marihuany dobre i to, ale…

Projekt ustawy zakładał samodzielną hodowlę na własne potrzeby, na którą niezbędne byłoby uzyskanie imiennego zezwolenia od wojewódzkiego inspektora farmaceutycznego (po wcześniejszej rekomendacji od lekarza): „Powierzchnia uprawy konopi oraz ilość zbioru ziela i żywicy konopi innych niż włókniste w ramach Narodowego Systemu nie mogą przekraczać zapotrzebowania osób uczestniczących w terapii na okres 120 dni kuracji […]. Zapotrzebowanie określa indywidualnie dla każdej osoby lekarz prowadzący terapię”. (art. 30D/2)

Prowadzony miał być rejestr takich pacjentów, z których każdy musiałby się skrupulatnie „rozliczać” ze swojej „maryśki” prowadząc coś w rodzaju dzienniczka uprawy. Projektodawcy założyli wstępnie, że zezwolenie na hodowlę i wpis do rejestru miałoby kosztować jednorazowo 350 zł. Pieniądze trafiałyby do budżetu państwa i zapewniałyby finansowanie działania systemu. Słowem perpetuum mobile. Pacjenci mieliby tanie lekarstwo, budżet nie dokładałby ani złotówki, za to mógłby liczyć na nadwyżki z opłat za zezwolenie. Posłowie jednak uznali, że marihuana stanie się powszechnie dostępna, niekoniecznie dla chorych. Ostateczna wersja projektu zakładała więc, że uprawą i przetwarzaniem miałyby się zająć wyspecjalizowane ośrodki naukowe oraz instytuty z wykwalifikowaną kadrą. Jak rozumiem w Polsce. To rozwiązanie byłoby zapewne droższe od pierwotnego, ale na logikę wydaje się, że ostateczne rozwiązanie będzie na tyle kosztowne, że wielu z chorych nie będzie na nie stać. Decyzją posłów zioło ma być sprowadzane z zagranicy, a preparaty z niego wytwarzane nie będą refundowane z NFZ. I na tym polega kompromis.

Nie znam się na cenach marihuany, mogę więc jedynie odesłać do innych artykułów, licząc, że wyliczenia zostały przygotowane rzetelnie. Na pitbuller.pl czytamy: „Niestety cena będzie zaporowa. Koszt zakupu jednego grama ma oscylować w granicy 12-15 euro czyli około 50 zł. Cena jest wyższa niż na czarnym rynku. Może to powodować sytuację podobną do Czechów, gdzie marihuany w aptece nikt nie kupował bo po prostu była za droga. Dopiero od roku Czesi postawili na własne plantacje co obniżyło cenę do 8 zł za gram! My niestety zamiast zarabiać oddajemy rynek Izraelowi. To rozwiązanie budzi najwięcej kontrowersji!”

I to nie tylko finansowych. Na stronie www.medycznamarihuana.com w lutym tego roku ukazał się artykuł o połączeniu się największych korporacji Monsanto i Bayer, które mają w planach zalanie rynku marihuaną GMO: „Jak donosi magazyn Big Buds Mag Monsanto prowadzi bardzo bliską współpracę z Scotts Miracle-Gro, przedsiębiorstwem zajmującym się produkcją artykułów ogrodniczych. Firma planuje przejąć rynek marihuany. Ta współpraca nie brzmi dobrze. Scott Miracle-Gro dostrzegło potencjał w branży marihuany w rozwijających się państwach, w których rośliny zostały zdepenalizowane lub zalegalizowane. CEO firmy, Jim Hagadorn, wyraził zamiar wydania 500 mln dolarów, aby w całości wykupić przemysł marihuany. Monsanto i Bayer pracują nad inżynierią genetyczną konopi indyjskich. Bayer sprzedaje niektóre z produktów GW Pharmaceuticals w tym Sativex, kosztowny medyczny spray zawierający THC. Marihuana GMO produkowana na masową skalę, choć brzmi jak scenariusz science-fiction, może niebawem stać się standardem. Gra toczy się o wielkie pieniądze – koncerny dostrzegają szansę na wygenerowanie dużych zysków dzięki produkcji marihuany, która staje się coraz bardziej dostępna na całym świecie.”

Wspomniany w cytacie lek Sativex kosztuje ok. 2,5 tys. zł (za trzy pojemniki po 10 mililitrów) i nie jest refundowany. Ile będą kosztowały inne leki na bazie zioła? Kogo będzie na nie stać?

Ustawa trafi teraz do senatu. Czy senatorowie zezwolą na uprawę marihuany w Polsce? Czy też przyklepią decyzję posłów, która tak naprawdę dla przeciętnego Polaka z jego „oszałamiającymi” zarobkami niewiele zmieni w dostępności leczniczego zioła?

Autorzy pierwotnego projektu w jego uzasadnieniu przywołali słowa M. Kozakiewicza z materiałów sejmowych z 1995 r.: „Marihuana była używana jako lek tysiące lat przed Chrystusem (m.in. starożytne Chiny, Egipt, Indie, Tybet). […] pomaga w sposób empirycznie udowodniony w leczeniu m.in. jaskry, nowotworów, AIDS, […] jest jedną z najbezpieczniejszych znanych człowiekowi substancji terapeutycznie czynnych”.

I uwaga na marginesie: nie od dzisiaj wiadomo, że wielu lekarzy żyje w symbiozie finansowej z firmami farmaceutycznymi. Rok temu portal money.pl opublikował raporty z danymi lekarzy i placówek medycznych finansowanych przez farmaceutyczne koncerny (nie jest to pełne zestawienie, bo nie wszystkie firmy wdrożyły przywołany tu kodeks). W ich omówieniu czytamy: „Łącznie tylko w zeszłym roku 32 firmy, które wdrożyły Kodeks Przejrzystości, przekazały do służby zdrowia 623 mln zł, z czego 395 mln zł przeznaczono na działalność badawczo-rozwojową. Reszta to finansowanie lekarzy, farmaceutów czy ośrodków zdrowia. 66 mln zł lekarze i farmaceuci dostali na opłacenie szkoleń i wyjazdów, a 41 mln zł zarobili na prowadzeniu wykładów.” Obawiam się, że tacy lekarze bardzo niechętnie będą wystawiać recepty na „maryśkę”, za to będą preferować konwencjonalną farmakologię.  No chyba, że będzie to marihuana GMO od Monsanto lub innego Bayera.

FOT: pixabay.com

AKTUALIZACJA:
Senat wprowadził poprawkę, zgodnie z którą recepty na lek na bazie marihuany nie może wystawić lekarz weterynarii. Utrzymał też ustalenia sejmu, że leki te nie będą objęte refundacją oraz że surowiec będzie sprowadzany z zagranicy. 19 lipca 2017 r. Prezydent RP podpisał uchwałę.

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 5

  1. 80 złotych xa gram Bediolu…konopi 1%thc i 9% cbd..Czyli zwykła polska siepa…Teraz będziemy sprowadzać z Izraela. Przeca Polacy by zrobili ja najtaniej …na świecie i tak jak arabom płaci się za ropę to My dostawalibyśma kasiorkę za siano 😂Pewno dlatego USA się z Nami zakolegowuje bardziej….

  2. A po co plantacje na przykład w Wiekiej wsi zwanej dla niepoznaki stolycą na nieużytkach przy Wandali porośnięte tym zielskiem są całe hałdy no może swojskie z mniejszą zawartością ale są

  3. Konopie byly powszechnie uzywane i moze czas do tego wrocic, pamietacie zagle na zaglowcach byly z konopi, liny okretowe z konopi,papier ktory jeta bialy i nie zolknie od 500 lat z konopi. Moze wiec czs oddzielic narkotyki od strefy przemyslowej i wrocic do uprawy konopi jako rosliny przemyslowej.

  4. Autorzy pierwotnej ustawy mogliby by uzupełnić poniższe słowa M. Kozakiewicza z 1995 „Marihuana była używana jako lek tysiące lat przed Chrystusem (m.in. starożytne Chiny, Egipt, Indie, Tybet)” o bardziej aktualne i bliskie geograficzne Wietrzychowice na Kujawach. Znaleziono tam konopie obok jednych z najstarszych przykładów udanej wielokrotnej trepanacji czaszki sprzed około 5.6 tys. lat. Niestety Wietrzychowice, Sarnów jak i dorzecze całej dawnej rzeki Bachorzy to nie są „klimaty nad jordańskie” tak bliskie dziś rządzącym więc pewnie o nich nie słyszeli nawet.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *