Kościół kontra święte (?) pieniądze

kościół 2

Trafiłam ostatnio na relację z Dni Jana Pawła II 2015 w Krakowie pod hasłem „Swiętość”. Jedną z prelekcji sympozjum naukowego zatytułowano: „Pieniądze są święte, czyli o tym, jaką Jezus ma koncepcję na wykorzystanie pieniędzy w drodze do świętości i rozwoju Kościoła”. Hmmm…

„Pieniądze są święte, ponieważ są dobrym testerem w drodze do królestwa niebieskiego. Na pieniądzach należy się trenować i ćwiczyć, bo jeżeli w drobnych rzeczach będziemy dobrzy i wierni, Bóg nad wielkimi nas postawi! Bez tego testu Bóg nie może wyrobić sobie zdania na nasz temat, nie może nam zaufać. Nie sztuką jest być biednym, gdy się nie umie zarabiać. Sztuka to być biednym, kiedy się to potrafi, a potem to, co się zarobiło – rozda” – mówił ks. Jacek Stryczek (relacja na krakow.gosc.pl).

Po pierwsze – czytając te słowa wprost, biedny nie ma szans na zdanie tego testu, bo nie ma przecież pieniędzy. Bóg o biednych nie ma jak wyrobić sobie zdania, więc nie może im zaufać, więc fora ze dwora (znaczy z królestwa niebieskiego).

Po drugie – zaczęłam zastanawiać się nad tym, jak ten test zdają duchowni, którzy – głosząc takie tezy – powinni świecić przykładem.

Moje wspomnienie z dzieciństwa związane z kolędą: przychodzi ksiądz, macha kropidłem, pyta czy dzieci chodzą na religię, zadaje jeszcze jedno okrągłe pytanie i chwyta za kopertę. Sprawdza jaką zawiera kwotę i starannie notuje na niej nasze nazwisko. Ciekawe po co? Czy nie po to, żeby wiedzieć ile kto dał? Po co im ta wiedza, skoro datki są podobno dobrowolne? I każdy ma dać tyle, na ile go stać?

Kolejne wspomnienie. Wiele lat później. Kościół. Przygotowania do pierwszej komunii naszej córki. Zakonnica obwieszcza rodzicom, że trzeba się zrzucić na jakieś tam prezenty dla księży. Głośno mówi, że trzeba wykupić „cegiełki” po 100 zł. Dużo ciszej dodaje, że są też po 50 zł. Po chwili ustawiła się kolejka z banknotami w rękach. Siostrzyczka starannie notowała kto dał i zapewne ile. Nie miałam wyjścia, stanęłam w ogonku. Daję 50 zł, a zakonniczka mówi: „Tak mało? No przecież może pani dać 100 zł”. To było w takim momencie mojego życia, że często wyskubywałam ostatnie grosze z portfela na jedzenie i wychodziłam ze sklepu ze łzami, bo miałam tylko na pół kostki margaryny, a pół kostki sklepowa sprzedać nie chciała…

Dosłownie minuta szukania w necie i mamy również inne przykłady.

Znalazłam tekst pt. „Ile zarabia biskup”, a w nim żenujące opowieści o tym, jakie łapówki i haracze są wręczane biskupom przez księży, by łaskawi purpuraci zechcieli np. poświęcić różańce dla dzieci, które mają przystąpić do pierwszej komunii czy odprawić mszę w jakiejś parafii. Koperty wręczane przez szeregowych księży i proboszczów tymże wyższym funkcjonariuszom kościoła są naprawdę tłuste. Jak czytamy na faktyimity.pl „W ciągu miesiąca każdy biskup składa wizyty w 4–6 parafiach. Przeprowadza wizytacje kanoniczne (zwyczajowa „koperta” zawiera minimum 5 tys. zł), bierzmuje (za 3–5 tys. zł), koncelebruje (2–6 tys. zł za „intencję” mszalną), podpisuje awanse (m.in. 10 tys. zł za średniej klasy probostwo). Także macha kropidłem i przecina wstążki, otwierając nowe obiekty (cena zależna od rangi firmy/inwestycji)… Żaden nie wraca z takich wypraw z pustymi rękami, a średni miesięczny łup statystycznego hierarchy kościelnego wynosi najmniej 50 tys. zł. I bardzo nie lubią, gdy pojawiają się jakiekolwiek informacje umożliwiające choćby oszacowanie ich zarobków.” Dostają też drogie prezenty, takie jak biskup łowicki Andrzej Dziuba: pastorał za 30 tys. zł. Wszystkie prezenty rzecz jasna nieopodatkowane czyli purpuraci oszukują państwo polskie, pouczając maluczkich jak mają uczciwie żyć. Biskupi zdali egzamin o którym mówi ks. Stryczek czy nie?

I kolejny przykład jak to „Ksiądz obraził się na parafian, bo dali za mało pieniędzy”. Proboszcz z Rygałówki (woj. podlaskie) uznał, że każda rodzina ma się zrzucić na remont parkanu po 80 zł, ale że ludzie tu biedni, to zdecydowali, że mogą dać tylko po 50 zł.”„>>Takich dziadowskich pieniędzy nie chcę!<< – miał zdaniem wiernych wykrzyczeć duchowny i nakazać sołtysowi przeprowadzić jeszcze jedną zbiórkę. – Ktoś wszystko ubarwił – zapewnia pleban.” Całość na www.fakt.pl

I jeszcze opowieść o miłosierdziu tych, którzy mielą jęzorami o miłości bliźniego, znaleziona na www.ostrow24.tv Starszy, niepełnosprawny pan Wojciech (porusza się na wózku) przejechał 300 km do Ostrowa Wielkopolskiego, by odwiedzić groby swoich rodziców na Wszystkich Świętych. Miał przenocować u dalszej rodziny, ale coś nie wyszło. Został bez noclegu. Można się domyślać, że na hotel nie było go stać, bo w desperacji postanowił przenocować na cmentarzu, znaczy pod chmurką, przy temperaturze 6 stopni C. Spotkani przez niego ludzie uznali, że na pewno pomoże ksiądz, bo jak nie ksiądz to kto? Proboszcz jednak nie pomógł, bo… na parafii nie ma warunków, żeby przenocować potrzebującego pomocy mężczyznę i wezwał policję. Ostatecznie policja zawiozła pana Wojciecha do noclegowni. Naprawdę w domu parafialnym nie ma jednego wolnego łóżka? Albo chociaż kawałka podłogi, który byłby i tak lepszy od zimnej nocy na cmentarzu?

Wiem, że to tylko kilka przykładów, ale można je mnożyć. Zastanawiam się po co tracić czas na sympozjach naukowych na wymądrzanie się na tematy, na które każdy wierzący człowiek znajdzie odpowiedź w przykazaniach? Podobno 90% mieszkańców Polski to katolicy, ale zdaje się, że zbyt wielu księży należy do tych pozostałych 10%…

FOT: RUDAWEB.PL

RudaWeb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *