Nyja – bóstwo wojennej zagłady, pan świata zmarłych

Udostępniamy naszym Czytelnikom artykuł zawodowego historyka, który jest również zapowiedzią nowej publikacji wydawnictwa „Bellona”. Zasłużona dla polskiej historiografii oficyna zasłynęła wcześniej wydaniem „Trylogii Lechickiej” Janusza Bieszka. Książka Bogusława Dębka „Słowiańskie dzieje” to jednak praca profesjonalisty, a nie przenikliwego pasjonata.

Według notki samego autora:‚Słowiańskie dzieje’ to kompendium wiedzy o dawnych dziejach Słowiańszczyzny oraz ludów z nią spokrewnionych. Opowieść zaczyna się dziesiątki tysięcy lat temu, gdy ludzie rozpoczęli exodus z afrykańskiego matecznika. Później, na obszarach azjatyckich wyodrębniły się pierwociny ludów indoeuropejskich. Skierowały się one do Europy. Z nich wyłonili się Protosłowianie. Stało się to co najmniej 7,5 tys. lat temu nad Dunajem, w dorzeczach Dniepru, Wisły, Odry i Łaby. Stąd część Indoeuropejczyków ponownie udała się na wschód, i około cztery tysiące lat temu opanowała Indie. Ludność tą nazwano Ariami. Niektóre ludy indoaryjskie, np. Scytowie i Sarmaci, skierowały się następnie na zachód, dokonując podbojów na terenie Europy. W efekcie skomplikowanego procesu w średniowieczu powstały słowiańskie narody i państwa, w tym naród i państwo polskie. Autor odtwarza ten proces, korzystając także z najnowszych osiągnięć genetyki”.

Na razie próbka ustaleń Dębka, w nadesłanym do nas przez niego artykule, tłumaczącym przedchrześcijańskie pochodzenie heraldyki Piastów:

W czasach kiedy pierwsi Piastowie konsekwentnie podporządkowywali sobie poszczególne plemiona lechickie, właściwie każde z nich posiadało swoje lokalne bóstwa. Jednym z takich bóstw miał był Nyja.

Według Jana Długosza (1415-1480) – był on (lub ona) plemiennym, polańskim bóstwem śmierci (być może w kontekście wojennej zagłady), panem świata zmarłych. W innych zapisach kojarzono go z wodami, które odgradzały od świata zmarłych. Strażnikiem władztwa nad krainą umarłych u Słowian był pomocnik boga śmierci, jedno z jego wcieleń – Żmij. Takie powiązania bóstw i stworów występowały u różnych ludów. Na przykład, u starożytnych Sumerów Ningiszzida – bóg świata podziemnego oraz wegetacji – często przedstawiany był pod postacią węża.

O funkcji Nyi świadczyć ma imię, ponieważ prasłowiańskie „nyty” znaczy „ginąć”, „gnić”.

Długoszowe zapisy traktowano jako bajeczne, ale w przypadku boga gnieźnieńskiego jest wystarczająco dużo pozytywnych dowodów, aby rozmawiać o nim poważnie. Długosz utożsamiał pogańskiego Nyję z Plutonem, rzymskim bogiem świata zmarłych. Według niego, świątynia tego boga – w czasach przedchrześcijańskich – miała znajdować się w Gnieźnie. Kronikarz ów pisał o pogańskich Polanach: „[uważali Nyję] za boga podziemi i stróża oraz opiekuna dusz, gdy ciała opuszczą. Do niego modlili się o to, aby wprowadzeni byli po śmierci do lepszych siedzib w podziemiach. [Duszom] tym wybudowano w Gnieźnie najważniejszą świątynię, do której pielgrzymowano ze wszystkich stron”.

Dysponujemy bogatym staropolskim materiałem źródłowym nawiązującym do imienia Nyja, w którym znajdujemy formy tego miana: Nija w „Postylli” Łukasza z Wielkiego Koźmina z 1405 r., Nija/Nya w „Traktacie o ortografii polskiej” Jakuba Parkoszowica z 1440 r., Nija/Nya – jako Pluton w „Kronikach sławnego Królestwa Polskiego” Jana Długosza z 1455 r., Nija/Nya w „Kronice Polaków” Macieja z Miechowa z 1521 r., Nia jako pan zaświatów, nocy i deszczy w „Kronice Polskiej” Macieja Stryjkowskiego z 1582 r.

O funkcjonowaniu pogańskiej świątyni w Gnieźnie przemawia kultowe palenisko z kamieni wraz z dużą ilością popiołów i kości ofiarnych zwierząt, znalezione pod posadzką tamtejszej katedry. Badania archeologiczne przekonują, że czyniono tam pogańskie obrzędy od końca VIII w. aż do czasu chrztu Polski. Trudno jest określić, czy w tym miejscu kult sprawowano pod otwartym niebem, czy w obrębie budynku świątynnego. Zdecydowanie można jednak stwierdzić, że wiara w bóstwo związane ze śmiercią nie była u Słowian czymś niezwykłym. Wiadomo też, że pogańskie święta, praktycznie zawsze zawierały element uszanowania duchów przodków i bliskich. U Słowian wschodnich jednym z najważniejszych bogów był Weles – bóstwo podziemnego świata zmarłych oraz wróżby i przysięgi. Ślady kultu Welesa znajdujemy też u dawnych Czechów oraz na obszarze wschodnich i południowych ziem polskich. Na Rusi z kultem tego boga, związani byli wołchwowie, którzy występowali jako wróżbici i czarownicy. Upamiętnili się oni nie tylko jako krzewiciele rodzimej tradycji i wiary, ale także jako przywódcy buntów przeciwko władcom.

Gall Anonim (zm. po 1116 r. – pierwszy kronikarz działający na ziemiach polskich, autor „Kroniki polskiej” [RudaWeb zdaniem – autor najstarszej zachowanej, a nie „pierwszej” kroniki]), trzykrotnie wspominał, że ojcem Piasta był Chościsko. Jego imię oznacza prawdopodobnie „ogon” lub „długie włosy” . Żyjący w latach 1150–1220 duński historyk Saxo Grammaticus, który opisując wygląd zachodniosłowiańskiego – rugijskiego kapłana podkreślał, że wyróżniał się on „inaczej niż nakazywał miejscowy zwyczaj, długością spadających włosów”. Długie włosy w społeczeństwach plemiennych nosili przede wszystkim czarownicy, wieszczbiarze oraz kapłani. O znaczeniu żerców, tj. kapłanów – wróżbiarzy u Słowian zachodnich przemawia opinia żyjącego w XII wieku niemieckiego kronikarza Helmolda, dotycząca kapłana połabskich Ranów, iż ten uczestniczył w rozprawach sądowych oraz, że książę w porównaniu z kapłanem „mało znaczy” i że kapłan jedynie „zależy od skinienia losów, natomiast król i lud od jego woli”. Zadaniem żerców było składanie ofiar, określanie czasu świąt, wróżenie, rzucanie losów oraz kojarzenie małżeństw. Zaliczali się oni do elity społecznej i posiadali dużą rolę polityczną, nieomalże równą książęcej. Na podstawie przekazów kronikarskich wiemy, że nosili długie szaty i nie obcinali włosów, zaś w dobie chrystianizacji stanowili główny ośrodek sprzeciwu wobec wpływów, czy wprowadzenia nowej religii.

Być może, przejmowana w obrębie rodu funkcja kapłana plemiennego bóstwa, powiązana z rolą zarządcy książęcego dworu, była u Lechitów już w IX w. na tyle znaczna, że umożliwiła Piastowi pozbawienie Popielidów przywództwa i około 860r. przechwycenie dla syna (Siemowita) władzy książęcej nad Polanami.

Proweniencja dynastii Piastów wskazuje na przyczynę eksponowania władczej symboliki w postaci orła oraz smoka. Według wierzeń słowiańskich, mitycznymi strażnikami zaświatów byli: Żmij (skrzydlaty smok) i orzeł. W tym kontekście, bardziej dobitnie brzmi zdumiewający zarzut, jaki Thietmar (X/XIw.) – historyk niemiecki – kierował pod adresem Mieszka I, iż ten skumał się z „diabłami, które w postaci latającej maszkary paliły bogobojnych”. Niemieckiemu kronikarzowi zapewne chodziło tu o symbole niezwykłych stworów (być może: Żmijów – skrzydlatych smoków), pod jakimi walczyli woje Mieszka I. Zauważyć należy, że sarmaccy Alanowie, którzy razem z innymi ludami tworzyli etnos słowiański, podczas bitew również używali chorągwi przypominającej smoka, która w trakcie ataku jazdy nabrzmiewała powietrzem, siejąc popłoch wśród wrogów. Strażnicy krainy zaświatów, tj. Żmij i niosący śmierć, ucieleśniający zwycięstwo oraz symbolizujący władzę zwierzchnią orzeł – przyjęty jako godło władców Polan – przemawiają za niegdysiejszymi funkcjami i pozycją przodków Piastów.

Charakterystyczne, że Mieszko I kazał w Gnieźnie wznieść na miejscu otoczonego fosą kamiennego kurhanu kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Święty ten w mitologii chrześcijańskiej jest utożsamiany z rycerzem, który zgładził smoka. Miało to podkreślać definitywny rozbrat z pogańską przeszłością. Podobny zabieg podkreślający dominację chrześcijańskich wartości nad rodzimą wiarą podejmowali inni słowiańscy władcy, np. czeski Bożywoj I, który wystawił na Hradczanach kościółek pod wezwaniem św. Jerzego.

Zastąpienie rodzimego boga przez Chrystusa, jako obiektu czci stało się u Polan nieomalże naturalne w sytuacji, gdy nakazywał to władca, potomek kapłanów naczelnego bóstwa, którym był bóg śmierci i wojennej zagłady. Pamięć o faktycznej roli praszczurów Piastów jednak nie do końca zanikła. W tym kontekście, pozornie zaskakujące określenie, jakiego w XII wieku używał Gall Anonim i później Wincenty Kadłubek w stosunku do władcy, tj. „draco” (smok), jest zapewne późnym odbiciem rzeczywistej, wcześniejszej funkcji protoplastów polańskich książąt jako ziemskich strażników rodzimej wiary. Co więcej: pamięć o nadprzyrodzonym wcieleniu strażnika zaświatów, tj. Żmiju w postaci tryumfującego, skrzydlatego smoka, nie zanikła w toku dziejów i długo jeszcze stanowiła pożądany, szanowany i znaczący symbol.

Podobizna Żmija występowała na pieczęciach książąt mazowieckich oraz stała się herbem terytorialnym dzielnicy czerskiej (część Mazowsza). Książęta mazowieccy po prostu adoptowali dawne, sakralne i władcze wyobrażenie Żmija dla podniesienia własnego prestiżu, gdyż w dobie rozbicia dzielnicowego i czasach jednoczenia państwa, ważne było ustawiczne podkreślanie pozycji spadkobiercy władców całej Polski, lub prawa do jej części. Jest to tym bardziej zastanawiające, że w heraldyce europejskiej smoka przedstawiano jako piekielnego stwora ulegającego przemożnej sile dzielnego rycerza (św. Jerzego, św. Michała), zaś we wczesnej Polsce prezentowany był on jako symbol zwycięstwa oraz władzy i to w parze (lub na przemian) z orłem.

W polskiej tradycji ludowej pamięć o mitycznym, pogańskim strażniku podziemnego świata zmarłych przetrwała w postaci licznych legend o smokach, zaś inne jego wcielenie – tj. orzeł – jest od tysiąca lat godłem Polski i jednoczącym naród polski symbolem.

PRZYKŁADY UŻYCIA SYMBOLI SMOKA I ORŁA W HERALDYCE PIASTÓW

GODŁO POLSKI Z CZASÓW PRZEMYSŁA II (1295R.) – piastowski orzeł – był jedną z postaci strażnika zaświatów.

HERB PIASTÓW CZERSKICH – tryumfujący smok (skrzydlaty Żmij – strażnik zaświatów, emanacja bóstwa śmierci).

SMOK NA PIECZĘCI HERBOWEJ SIEMOWITA III STARSZEGO (MAZOWIECKIEGO) Z 1343 R. Według koniki Janka z Czarnkowa (ok. 1320 – 1387), Siemowit III: „Względem swoich poddanych był wielce okrutny i często tak od szlachty, jak i od ludu wymagał niesłychanie wysokich, prawie niemożliwych podatków. Był bardzo rozrzutny i szczodry i rozdawał hojnie podarunki cudzoziemcom”. W godle książęcej pieczęci widnieje wyobrażenie tryumfującego smoka.

HERB WARSZAWY Z 1572 R.

Pierwotnie w średniowiecznym herbie Warszawy widniał stwór z wężowym ogonem, smoczymi skrzydłami i łapami, męską głową i takim tułowiem. Dopiero od 1622r. jest to kobieta, a i to z wijącym się gadzim ogonem, smoczymi łapami i skrzydłami. Pierwotny herb Warszawy nawiązuje do heraldyki książąt mazowieckich z dynastii Piastów, którzy umieszczali w swoich godłach wyobrażenia tryumfujących smoków. Z terenu Warszawy pochodzi też jedna z polskich legend o smokach, tzw. Bazyliszku.

PIECZĘĆ KSIĘCIA MAZOWIECKIEGO JANUSZA III Z 1525 R., fot. wikimedia.org

Janusz III (1502 -1526) – książę mazowiecki – razem z bratem Stanisławem panujący w Czersku, Warszawie, Liwie, Zakroczymiu i Nurze. Po śmierci brata – od 1524 r. – samodzielny władca i zarazem ostatni książę mazowiecki z dynastii Piastów. W czwórdzielnym godle pieczęci przedstawiono postacie tryumfujących smoków i koronowanych orłów (tj. symboli zwycięstwa i potęgi władzy piastowskiej) .

Z przytoczonych dociekań rysuje się obraz Piastów jako naczelnych kapłanów, którzy odstąpili od rodzimej wiary. Jest to ciekawe spostrzeżenie, dotąd nie występujące w polskiej historiografii. Wątpliwość budzi jedynie przypisywanie obyczaju noszenia długich włosów do wyłącznie kasty kapłańskiej. Przecież już wojownicy Słewów odróżniali się takimi fryzurami od innych warstw społecznych.

Trudno nam zaś oceniać samą książkę „Słowiańskie dzieje”, której nie znamy, bo premierę będzie miała 18 kwietnia. Biorąc pod uwagę wydawnictwo i zapowiedź samego autora, można liczyć na jeszcze jeden cios w allo-bzdury. Przypomnijmy, że Bogusław Dębek zakłada wyłonienie się Protosłowian na co najmniej 7,5 tys. lat temu nad Dunajem, w dorzeczach Dniepru, Wisły, Odry i Łaby. Co zgadza się z naszymi dociekaniami w ślad choćby za Mario Alineim. Dębek przyznaje też, że odtwarza proces powstania narodów słowiańskich, korzystając z najnowszych osiągnięć genetyki.

Na zdjęciu głównym przedstawienie smoka z „Nowych Aten” Benedykta Chmielowskiego, fot. wikimedia.org.

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 365

  1. Ponieważ po raz kolejny A. Smoliński w sposób bezprzykładnie głupi organizuje hejt i pisze „Lepiej zainteresuj się, co sądzi twój pupilek Dębek o twojej teorii drogi południowej hg R1a: … Promujesz przeciwnika swojej południowej drogi R1a” to, albo nie rozumie na czym polega dyskusja, albo jest na tyle infantylny, że sprowadza wszystko do jakichś knajackich bitew o to co „lepsiejsze”. Prawdopodobnie i jedno i drugie. Ja również proponuję, żeby A. Smoliński rozwinął i w końcu uzasadnił swoją odkrywczą inaczej tezę na temat bujnie rozwijającego się rolnictwa na stepach syberyjskich 10 tysięcy lat temu.

      • „Nie na tym wrażym, cenzorskim poletku.” – to nie jest merytoryczna odpowiedź i dlatego została zbanowana. Inne tego typu popisy też będą banowane.

        • Adam Smoliński bawi się z panem w ” kotka i myszkę” , by finalnie portal rudaweb „zamęczyć”, tzn. ośmieszyć. Niech pan poczyta jeszcze raz komentarze i pomyśli, czy przypominają bardziej merytoryczną rozmowę, czy zabawę dzieci w piaskownicy. Przyszli nowi komentatorzy z fachową wiedzą, mogący wiele wnieść w dyskusję, są skutecznie zniechęcani do włączenia się w nią, obawiając się zejścia do poziomu „żulostwa”. Allo allo są usatysfakcjonowani takim obrotem spraw.

          • Widzę od kilku miesięcy taką rozbijacką robotę całego środowiska Skribhy, Dragomiry i Smolińskiego. Równie dobrze na rzecz Zachodu jak i Wschodu, albo w najlepszym przypadku pożyteczni idioci o wypaczonym mniemaniu o sobie. Celowe i metodyczne ośmieszanie poważnych dociekań. Dlatego tego typu komentarze będą całkowicie banowane – moja wiara w rzetelność tego środowiska przeminęła bezpowrotnie… Zwłaszcza po cyberszpiegowskich wyczynach AS.

  2. Rudaweb słyszałeś coś o „Randarok” – bardzo zbliżona nazwa do randapa i też śmiertelne dla organizmów żywych zjawisko. Zobacz w jakiej dacie jest umieszczona owa apokaliptyczna wizja.
    W tym okresie 95% społeczeństwa Skandynawii, i 80% Chin wymiera z głodu. Co było powodem, warto to pożenić z tym co wcześniej pisałeś.

        • Nie zauważam zbieżności. Dołęża – bitwa, a nie globalny kataklizm, ok. 3300 lat temu, Alken Enge – ok. 2000. Ragnarok zaś to wróżba skandynawskiej apokalipsy – trudno orzec czy już nastąpiła, czy dopiero będzie – jak to bywa z „końcami świata” 🙂

          • Wg kronik nadszedł 527r – na któreś stron poświęconej Swiatowidowi, znalazłem artykuł.
            Ta sprawa RaGnaRok ( oczywiście – z dużo stron na raz przepraszam), to opis zjawiska związanego z ciemnym dniem, morowym powietrzem, i spadkiem temperatury.
            Ta data, kojarzy się z upadkiem duchowości Północy i wielką przymusową wędrówką – Gotów ze Skandynawii, na południe.
            Jedni przypisują to komecie , która pozostawiła ogon toksycznych gazów i pyłu, a Ziemia weszła weń i przez 3 dni zapanowała ciemność tzn. światło słońca jakby nieco zgaszone i inni znów upatrują te wydarzenia w wybuchu wulkanu na Islandii – lecz dotychczasowe badania nie wykazały tej teorii, gdyż popiół musiał by pozostać gdzieś w lodzie- choć ja wiem, może te wydarzenia były inspiracją do księgi popiołów dotyczy ów jednego i drugiego wydarzenia.
            To przechyliło czarę – gdyż starzy bogowie ( w religii) nie obronili przed kataklizmem, co łatwo wykorzystało bizancjum importując pokojowego bożka, który śmiercią odkupił winny, które przelali na narody słowiańskie. Nic bez przyczyny.
            Kapłanki wiedziały o wydarzeniach, gdyż ta kometa cyklicznie odwiedza orbity wewnętrznych planet układu – być może uderzyła ono w Wenus, przez to do tej pory ta planeta stygnie i odpowiada to nienaturalnej temperaturze jej atmosfery i powierzchni.
            Jeszcze jedno – 622r początek powstania Islamu, i czczenie czarnego kamienia.

          • Być może to reminiscencja wydarzeń po 535 r.n.e. – nastąpiła seria gwałtownych erupcji nie zlokalizowanych bezsprzecznie do tej pory wulkanów w latach 535, 540 i 547. Ze względu na skutki klimatyczne okres między 536 a 660 rokiem n.e. nazwano Późnoantyczną Małą Epoką Lodowcową. Towarzyszyły im klęski głodu i choroby, np. „dżuma Justyniana”.

          • Wpływ ciał niebieskich i aktywności słońca jest udowodniony statystycznie na kataklizmy na ziemi. Jednym ze skutków jest upadek Wątlantydy, który spowodował zlodowacenie północy ok. 25000 do 11000 lat temu. Sami naukowcy twierdzą, że badania są w jakis sposób torpedowane i jak na razie więcej przeznacza się środków na badania skamieniałości z przed milionów lat niż otworzyć szeroki wachlarz badań nad zjawiskiem glacjału. Zmiana osi ziemi, ( rozbujanie) jest czyms cyklicznym, ten ład może zburzyć tylko oddziaływanie innego wielkiego obiektu niebieskiego ( obraz Wielkich Łowów czy Wojny na Niebie).
            Zapewne coś takiego musiało sie wydarzyć, że zainicjowało upadek starożytności, religii ( zjawisko to było widoczne w Chinach i w Azji Mniejszej). To jak gdyby różne części globu ( zostało to odnotowane w chińskich kronikach), a upadek jednej religii mógł powołać nowe religie – bo nierobów zawsze jest wielu.

          • A tutaj RudaWeb bardzo wymowna wersja O Nyjii wg podań i legend Nordów – czyli NaRód północny – Kościej Bezśmiertny wraz Nyją – miecz z Baranem ( a więc okres w którym, nastąpił po raz który owy kataklizm), kryształ nieśmiertelności i korona, i wielka władza.
            Potem w innej części animacji wykorzystany ragnarok w grze komputerowej, na końcu mamy boga wojny – gdzieś to jakoś autor pożenił dobrze, kataklizm, upadek, śmierć, i wojna – potem powolne odradzanie, wyRuśienie – czyli wyrwane z mocy, czyli jasność, JaRyło, czyli Scyci porzuci wojowanie na rzecz odbudowy z PoPiołów – postać Jaryła posłużyła bizanacjum do stworzenia obrazu jeshua, a zapisy odnajdziemy w wedyźmie, który na bliskim wschodzie był wtedy na szczycie.
            https://www.youtube.com/watch?v=Y9oI8IcVv80 Thomas Bergersen ” immortal”

          • O Nyi nie wiemy może zbyt wiele. Można odwołać się do Długosza, Łukasza z Wielkiego Koźmina , Jakuba Parkoszowica, Macieja z Miechowa, Macieja Stryjkowskiego . Imię to wykazuje pewne podobieństwo do rekonstruowanego prasłowiańskiego rdzenia navь ‚trup, nieboszczyk’. Także to co wspominałem wcześniej, czyli prasłow. „nyty” znaczy „ginąć”, „gnić”. Nasuwa się też konotacja imienia Nyi z grecką boginią Enyo uosobiającą przemoc wojenną. Przedstawiłem koncepcję Nyi jako wojennego bóstwą zagłady i śmierci. Reminiscencją po dawnym bóstwie jest spisana przez gnieźnieńskiego badacza, Otto Knoopa (1853-1931) opowieść, w której pojawia się pogański wątek składania ofiar ze zwierząt pod dębem. W 1865 r. kanonik gnieźnieńskiej Kapituły Metropolitarnej Józef Walkowski pisał, że legendarny Lech miał założyć gród w miejscu, gdzie obecnie znajduje się katedra, a obok nakazał wybudować pogańską świątynię. Gdy zaś przyjęto chrześcijaństwo, zamieniono ją na kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Ciekawą opwowieść na ten temat zawiera opracowanie Niedzielskiego, pt. „Gniezno: Zagadka Wzgórza Lecha” Autor pisze, między innymi o staraniach biskupa Antoniego Laubitza. Za sprawą tegoż biskupa Antoniego na Wzgórzu Lecha w latach 1926 – 1932 przeprowadzono amatorskiewykopaliska i stwierdzo „kamienny fundament”. Później archeolog z Muzeum Początków Państwa Polskiego, kierujący wykopaliskami na Wzgórzu Lecha, zidentyfikował ten rzekomy „fundament” jakp kamienny kopiec, przypominający kurhan. W jego wnętrzu, odnaleziono warstwę spalenizny mającą od 1 do aż 40 cm grubości, naczynia datowane na okres pomiędzy 850 a 950 r. i obok nich zwierzęce kości. Badania geomorfologiczne Wzgórza Lecha wskazują ponadto, że pierwotnie istniały tutaj dwa sąsiadujące ze sobą szczyty. Wyższy i bardziej stromy znajdował się pod kościołem św. Jerzego, a niższy, bardziej rozległy i płaski – pod obecną katedrą. Jak przypuszcza archeolog Sawicki, prawdopodobnie kurchan był obiektem kultowym. Wskazywałoby na to położenie na stromym i wysokim wzgórzu, otoczenie wodami. Na dodatek w okresie przedpiastowskim wzniesienie okalały rowy, mogące pełnić funkcję granicy miejsca świętego, oddzielającej go od zewnętrznego świata. Prof. Wojciech Chudziak, badający pozostałości pogańskie w Kałdusie, stwierdza, że kolejne pokolenia zachowywały miejsca związane z kultem religijnym, niezależnie od tego, jak zmieniały się wyobrażenia i dominujące wzorce kulturowe. We wspomnianym Kałdusie pod górą św. Wawrzyńca też odnaleziono kamienny kopiec ofiarny i szczątki zwierząt. I tak jak na kopcu w Gnieźnie postawiono potem kościół św. Jerzego, w Kałdusie zbudowano bazylikę.
            Podobne spostrzeżenia ma religioznawca dr hab. Andrzej Szyjewski, który zauważył, że taki dwoisty układ – obejmujący miejsce składania ofiar i budynek służący plemiennym zebraniom – był bardzo rozpowszechniony i nie musiał bazować na zewnętrznych wpływach.
            Jakiemu bóstwu oddawano w Gnieźnie cześć? Profesor Szyjewski dowodzi, że na Słowiańszczyźnie wschodniej występują miejsca kultowe poświęcone ogółowi bogów , natomiast wśród Słowian zachodnich bardziej typowa jest sytuacja, gdy określona budowla zostaje poświęcona konkretnemu bóstwu. Wskazówki do rozwiązania zagadki, czy bazylika katedralna w Gnieźnie stoi w miejscu, którym kiedyś władał Nyja, mogą dostarczyć nazwy dwóch szczytów Wzgórza Lecha. Wyższy z nich, na którym znajduje się kościół św. Jerzego, zwie się Żninkiem. Nazwa ta, wywodzi się od terminów „żąć, żniwiarz, żniwa”. Te z kolei pochodzą z dawnego, indoeuropejskiego rdzenia ghen-, czyli „bić, zabijać”. W swoim opracowaniu założyłem, że Nyja była bóstwem wojennej zagłady i śmierci.

          • Autor. Wszystko to jest namacalne ale wtórne, Kościół to Kości i Popiół, to jest dużo starsze niż całe semickie bajdurzenie.
            Zobacz – atrybutem Kościeja – KOSt -KOŚĆ -Roma – Esterka – to miecz lub kosa, Scytowie to ci co kosili, – wymowny jest przekaz symbolu – wyprostowana prawa ręką i miecz, na którego spływa IST – niebiańska energia. Religie wszystko wymieszały, Zobacz Kościej – to Tyka stoi wyprostowany jego ramie z mieczem wyznacza punkt, inicjacja, jego wola ( smok) zaczyna od śmierci, ołtarza, to Wzgórze lodowe, Swarzyć, czyli coś się zmienia, czyli Kościej to taki element zmianiający stałą czasową, mało tego przypuszczam, że ma to związek z tym co pisałem wcześniej – przejście przez VROTA, coś co powraca – to kolejny symbol, czyli Brama,
            Każde Wrota coś okragłe mają swój punkt inicjacji, i albo z woli Siły wielkiego Koła zaczyna się inicjacja, lecz musi być sekwencja zdarzeń, ( stąd całe te niby objawienie u jana), albo człowiek dojdzie z powrotem do tego co stracili Zerywani, ogromna wiedzę, którą będą starali sie wykorzystać przeciwko siło, kosmosu.
            To nie jest Sci-fic – to już się dzieje. Religie wszystkie miały bronić lecz okazało się, że óœ mechanizm ma zabezpieczenie, co powoduje skutek odwrotny do zamierzonego.
            Zauważ, że Swar jest elementem Wielkiego koła u wozu – czyli symbolu na wazie z Bronocicach jako 5 koło- decydujące o ruchu. Przed zimą – rosliny drewnieją, usychają, oddają soki do ziemi, do korzeni – i analogicznie to samo dzieje się z rasą ludzką, My nadal jesteśmy z podziemią!.
            Spójrz na symbol, krzyż to ów miecz, sęk w tym że niby
            Krystusa ukrzyżowano na T,lub bliżej Y, ale na drewnie, suchym, nałożono mu koronę ciernistą ( patrz co ma kościej na głowie), to symbol krwawienia – miesiączki u kobiety – 6 zmian, w wielkim kole, odpowiada nie rokom ziemskim a przypuszczalnie ciałem niebieskim na kresach układu słonecznego co poprzez CirC, punkt przyłożenie – czyli niewidzialnej siły oddziaływania – parowania słońca i innego dużego obiektu wpływa po pełnym jego Tanie na życie na
            ziemi, wpływał i na Wenus jak i na Marsie – Obiekt ten ma też inne swoje satelity, które poprzez swoje CiRC wytwarza dodatkowe VROTA, przejścia, lub je zamyka, stąd cała religia poszukiwała ów znaków, kodów, aby decydować nie dla dobra ludzi, ale po to aby stać się bytem.
            Stąd taki atak na na TurboSłowiam i Lechitów, bo nie zamykamy się w kręgach, lecz uniesieni na skrzydłach poszukujemy wyjaśnienia zjawisk – stąd moje przypuszczenia ANoLach – czyli anioły. Wszystko bizancjum pomieszało, ale taki był zamiar. Czegoś się obawiali, ale na pewno nie śmierci. czegoś co nam był zjednanie, przyjzne im natomiast było bardzo nieprzychylne, i nie chcą by ten ktoś nie przybył z powrotem. Stąd cała wizja mesjasza – czyli masz ja sza, a Polachy to w prostej linii od światła jak i Indianie. W treści mitologii nie ma tak wyrazistego przekazu o rzeczach pierwych – od 0 do 6, trzeba to łączyć wg kodu wielkiej trójcy – ale na pewno niw wg watykanskiej wizji.

    • Z recenzji miszcza Skribhy wynika, że nawet część bajeczna dzieła AUTORA nie zyskała jego uznania, mimo klakierskich refleksji mdłego Prawdomira.😱

  3. Obecnie jest tak mało danych genetycznych, zwłaszcza archeogenetycznych, że możliwe są dowolne interpretacje pochodzenia Słowian. Według hinduskich badaczy dziejów ludy indoaryjskie mają swoją kolebkę w północnych Indiach oraz Dolinie Indusu.To stąd ruszyła inwazja Indoaryjczyków na zachód w stronę Persji, Elamu, Półwyspu Anatolijskiego, osiągając w końcu Europę.
    https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC2987245/, https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3514343/, https://www.omicsonline.org/open-access/the-major-ychromosome-haplotype-xi–haplogroup-r1a-in-eurasia-2161-1041-1000150.pdf
    Aertykuł: Ariowie autochtonami Doliny Indusu w Indii

      • Tak sprawę wyjaśnia (wyjaśnia / nie wyjaśnia) https://www.eupedia.com/europe/Haplogroup_R1a_Y-DNA.shtmlNajbardziej : „Prawdopodobnym miejscem pochodzenia R1a jest Azja Środkowa lub południowa Rosja / Syberia. Stamtąd R1a mogła migrować bezpośrednio do Europy Wschodniej (europejska Rosja, Ukraina, Białoruś) lub najpierw na południe przez Azję Środkową i Iran. W tym ostatnim scenariuszu R1a przekroczyłaby Kaukaz w okresie neolitu, obok R1b , aby skolonizować stepy pontyjsko-kaspijskie. W przypadku braku starożytnego Y-DNA z tych regionów najlepszym dowodem na późną paleolityczną migrację do Iranu jest obecność bardzo starych subkładów R1a (jak M420) w regionie, szczególnie w górach Zagros… Trzecią możliwością jest to, że plemiona R1a podzieliły się na dwie części wokół Kazachstanu podczas późnego paleolitu, jedna grupa przeniosła się do Europy Wschodniej, a druga ruszyła na południe do Iranu”. Według Separating the post-Glacial coancestry of European and Asian Y chromosomes within haplogroup R1a : „Wirtualna nieobecność chromosomów M458 poza Europą przemawia przeciwko znacznemu przepływowi genów Y-DNA z Europy Wschodniej do Azji, w tym do Indii. … Może mieć to pewne znaczenie dla oceny modeli, które zostały zaproponowane w celu wyjaśnienia rozprzestrzeniania się języków indoaryjskich w Azji Południowej. W takim rozumieniu wyklucza to jakikolwiek znaczący patrylinealny przepływ genów z Europy Wschodniej do Azji”. Według prac naukowych hinduskich badaczy z 2009, grupa R1a1 powstała w północnych albo środkowych Indiach około 18.400 lat temu. Do dzisiaj 72% bramińskiej kasty posiada haplogrupę R1a1a. Ponad miliard ludzi licząca haplogrupa R1a1a pochodzi od swojego indyjskiego, prawedyjskiego przodka z Indii sprzed przynajmniej 15.450 lat. Teoria o migracji na wielką skalę ludów aryjskich w drugim tysiącleciu p.n,e. najpierw do zachodniej Azji, a następnie do północnych Indii (do 1500 p.n.e.) dla hinduskich badaczy jest nielogiczna, ponieważ R1aZ93 nie mogła przywędrować do Indii dopiero w 2 tysiącleciu p.n.e., skoro była tu dużo wcześniej. Jakkolwiek by to nie brzmiało, to jednak nie ma w Europie wcześniejszych niż z 9 tys. p.n.e. haplogrup kopalnych R1a, a najstarsze z nich pochodzą z Europy wschodniej. Z tego może powstać wniosek, że indoaryjskie R1a pochodzi z obszaru między Hindukuszem a Himalajami. To na tym obszarze mogło dojść do rozejścia się ariosłowiańskich R1aZ282 i R1aZ93. Najstarsza odkryta próbka R1a-M417 pochodzi z Ukrainy, natomiast z tego okresu nie ma takiej kopalnej Y-DNA w dorzeczu Wisły, Odry, Dunaju. Pytania są zasadnicze. Gdzie nastąpiło rozdzielenie R1a1a1b na R1aZ83 i dalej na protosłowiańską Z282 oraz na aryjską R1a Z93 a także skąd pochodzili nosiciele haplogrupy R1aZ83: z terenów Odrowiśla, czy bardziej ze wschodu, Kazachstanu, może nawet z rejonu Hindukuszu? Trzeba pamiętać, że z M417 pochodzi zarówno środkowoeuropejska M458, jak i aryjska Z93. Nawet Tadeusz Wolański w XIX wieku widział przodków Słowian w Indiach. Z drugiej strony są hipotezy Petera Underhilla – Anatija Klyosova, wnioski płynące z genealogii genetycznej, Mario Alinei, teoria lingwistycznej ciągłości od czasów paleolitu… Do MR: „Abstrakcja?”. Tak: abstrakcja

        • Genetyka genealogiczna jednak mówi coś innego. Z93 wyodrębniła się z europejskiej M417, a nie odwrotnie.

          • No, to jak widzisz pomysły tych hinduskich badaczy z 2009 roku?

          • O tym pisze aktualnie na swoim blogu Pan Czesław Białczyński. Jak ja te pomysły z 2009 roku hinduskich badaczy widzę? Panie MIR: abstrakcja. Pytanie już takie Pan stawiał. Słychać też podobne pomysły gdzie indziej. Tak na marginesie, wczoraj,. obejrzałem na „History” program dotyczący mumii w Kotlinie Tarymskiej. Padło tam takie zdanie: „materiał okryć mumii wskazuje, że wykonali ją (tą tkaninę) ludzie z Europy z rejonu nie zindentyfikowanego jeszcze, ale jest ona identyczna ze szkocką kratką” . W toku dalszych „badań” pewno okaże się, że jak nic byli to Szkoci. O Celtach już tam zostało napomknięte, jako o ewentualnych Ariach.

          • Tak to jest, jak ogląda się stare bzdety na „History”.
            Panie Autor, ponoć zajmowałeś się Słowiańszczyzną przez wiele lat, a tu rozgłaszasz stare informacje za „History” o celtyckiej „szkockiej” kracie na materiale mumii.
            Ta sprawa została dawno wyjaśniona, a badania Y-DNA 11 mumii wykazały hg R1a1a-M417.
            Za murzynami pan jesteś.
            Z tego widać, że tematem Słowiańszczyzny zajmuje się pan najwyżej od roku. To wszystko wyziera z pana różnych wypowiedzi. Co raz popełnia pan kardynalne wpadki nowicjusza.

          • Autor zdaje się wyraża oburzenie z powodu fałszowania historii przez Anglosasów, ale niech sam to wyjaśni, co ja chyba zrozumiałem…

          • Jednak w stosunku do A. Smolińkiego, jak i wielu innych jego interlokutorów, nie pomyliłem się. Gdzieś to już padło: „gdyby głupota mogła unosić, to [tenże Smoliński] latałby jak gołębica”.

          • P.s.
            Ja, jakoś oburzenia tam nie widzę. Raczej jest to informacja podparta autorytetem „History”.

          • Tak, to gdzieś widziałem / czytałem. Taki jest przekaz o historii. W naszej telewizji ,,TVP,, też nie lepiej. Pewno, jak Pan pisze, niedługo ci ,,historycy,, stwierdzą, że jakiś Mc Donald stał na czele Tocharów. Dowodem będzie, że jego mumia leżała na wznak. Tak, zgadzam się z Panem, że te głupoty należy pokazywać. Nie raz i nie dwa.

          • @Adam Smoliński. Jak tam postępy z rolnictwem w czasach prehistorycznych na Syberii? Ciekawy temat

          • @Autor
            To typowy twójb argument Autorze – inwektywa, kiedy nie masz argumentów. Tak właśnie zachowuje się nowicjusz silący się na uczoność. 😀
            @MIR
            Sam sprawdź.

          • @Adam Smoliński
            >Ja, jakoś oburzenia tam nie widzę<
            Autor użył słowa "badania" a nie badania, co oznacza że nie wierzy w profesjonalizm prowadzonych badań.

          • @GUŚLARZ
            Dwuznaczność i pokrętność różnych wypowiedzi Autora da się zauważyć. Czasami trudno zrozumieć, o co mu chodzi. Kpi, czy o drogę pyta?

          • Z księżyca spadłeś her Smoliński? Czytać się nie umie? Oj nie umie. Dane z 2015 r. zespołu Chunxiang Li, Chao Ning, Erika Hagelberg, Hongjie Li, Yongbin Zhao, Wenying Li, Idelisi Abuduresule, Hong Zhu and Hui Zhou
            https://bmcgenet.biomedcentral.com/articles/10.1186/s12863-015-0237-5 są następujące: „H, K i C4 także kolejne haplogrupy mitochondrialne u ludności pochowanej w Xiaohe – U5, U7, U2e, T, R*, B, C5, D, G2a oraz M5”. Po co kłamiesz? Coś nie pasuje do popierdułek? Nic się nie wie o Y-DNA? No to dane tego samego chińskiego zespołu: „Piętnaście indywidualnych ampułek AMG uzyskano od 20 osób Xiaohe (których mtDNA z powodzeniem powielono), spośród których siedem osób zidentyfikowano jako mężczyzn i osiem jako kobiety. Haplogrupa Y chromosomu siedmiu mężczyzn została przydzielona do haplogrupy R1a1a poprzez kolejne badanie przesiewowe Y-SNP w M89, M9, M45, M173 i M198.” Czyli nie ma tu Z-93. Po co lawirować A. Smoliński? Jak się nie wie, to kaczy dziobek i do plewienia grządki, a nie głowę zawracać

          • @ ANDRZEJ
            mt DNA to zdaje się nie jest Y-DNA?
            Chyba napisałem: „W badaniach mt-DNA odnaleziono haplogrupy H, K, C4 i M”.
            I kto tu miesza [moder.]?

          • P.s.
            Gdzie napisałem, że była tam R1a -Z93?
            Co mi tu wciskasz?

        • Sława Adasiu, aleś przywalił kapiszonem – powołujesz się zgrupowanie kossinowców i talibokatolickigo nalotu intelektualnego, co nie potrafi odróżnić, myszy od nornicy.
          Tam same Ynteligenci za yewrowe forse, z błogosławieńśtwem czarnej kloaki watykańskiej.
          Sam krytykant nie śmiał poruszyć wrażliwych tematów – bo to nadal ofitzyalna nauka. Gniezno jest dużo wcześniej datowane niż niby to co on tam bredzi – chyba, że w owych czasach budowano katedry i kościoły w 5 lat, takie zdolne to tojtojskie plemie, co przez 4 wieki raczej paliło i burzyło niż budowało.
          Jest więcej tam kwiatków, co się ładu i składu ów w jego mądrościach nie trzymają, i zostały już dawno podważone. Ten jełop pod płaszczykiem niby naukowych wywodów ładuje kossinowską wizję Słowian co w ręce trzymali w gównie aby się ogrzać. Wybacz ale nie przystoi powoływać się na brednie hitlerrabów i ideologicznych służb ASyfilicum.
          Przepraszam RudaWeb, ale kto myśli, ten wie, że dzieje nasze są tak zafałszowane dzięki czarnej i brunatnej swołoczy, zaorane i rozkradzione pod niby katolickie światynie, że każdy w racji punktu zaczepienia widzi to co widzi – ALE NIE ZMIENIA TO FAKTU – że teoria Kossina to wielka improwizacja nadludzia i dziwie się, że naszym psorom że nadal uprawiają gebelsowską propagandę. W każdym ich wpisem tylko podtrzymują zależność od talmudczej wizji Rasy Panów.
          Na szczęście juz nawet moi znajomi i ludzie co do tej pory świecie byli przekonani o wyjątkowści ów twora pustynnego otworzyli oczy, i do tej pory świetojebliwość zamienili na tok poznawczy swych korzeni, i co raz bardziej widzą jak dali się ciulać przez ten układ od 300 lat
          Nie macie pustynni wyznawcy co szukać tutaj. Wasz bóg na waszą drogę powrotną na pustynie. Czym szybciej tym lepiej.
          Sam się musiałem zmoderować, i co nóż bardziej męskie słownictwo wykasowałem RudaWeb.

      • Excuses _ moi, etc. Proszę się nie obrażać A. Smoliński. Zadałem pytanie. Odpowiedź jest ,,sam se sprawdź,,. To zdaje się odpowiedź znawcy. Gdzie tam takim Mirom, prostaczkom zadawać pytania znawcy Syberii. Może jeszcze dostaną po gębie, albo co

        • Przepraszam.
          Syberia ma się dobrze, zbieram materiały. Okazuje się, że nie jest ich tak mało, jak twierdzą niektórzy.
          Jak uzbieram, coś wyskrobię.

          • Wykręcasz się Adamie Smoliński. Proszę o konkretną odpowiedź. Było rolnictwo w czasach prehistorycznych na syberyjskich stepach, czy nie? Na innym blogu nie tak dawno przekonywałeś, że było. Teraz cisza, buzia w ciuk i ni dydu. Coś się zmieniło, stepy zamroziło, czy co? Konkretna odpowiedź, twoje zdanie. Nie chcę cytatów z internetu. Twoje zdanie, szybciutko. Oświeć prostaczka.

          • Nadal sądzę, że było.
            Między innymi, wskazówką jest również poruszona wyżej sprawa Tocharów. Poczytaj o nich więcej. To nie byli R1a – Z93 z k. andronowskiej, ale europeidalni R1a1a-M417, Profesor Hui Zhou wspomina nawet o R1a – M17. Zobacz, co odnaleziono w pochówkach, ziarna zbóż. Nie wszyscy R1a poszli na zachód z południowej Syberii, gdy się tam oziębiło. Jeżeli część poszła, a część została, wcześniej musieli z czegoś żyć, nie tylko z łowiectwa i zbieractwa. Mogło to być stosunkowo proste rolnictwo. Ostatecznie mieli do dyspozycji czarnoziemy syberyjskie, ogromny pas między Jenisejem a Obem, a klimat był wtedy umiarkowany.
            Nie wiem, po co te złośliwości?

          • @ A. Smoliński. Cisza zapadła taka dziwna. Było to rolnictwo na stepach syberyjskich w czasach prehistorycznych? Krótka odpowiedź, bez pływania i tchórzliwego odwoływania się do wikipedii. Kruciutko: tak było / nie było tego rolnictwa. Albo, albo

          • @Smoliński. Czyli było to rolnictwo, tylko nie na stepach, a w Kotlinie Tarymskiej. Pływak jesteś A. Smoliński. Przypomnieć co podałeś na innych blogach?

          • Daruj sobie te pokrętne zaczepki. Opisałem krótko, bez wiki.
            Kotlinie Tarymskiej?
            Ależ oczywiście, w samym sercu pustyni Takla Makan. 😀 😀
            W maliny, to wpuszczaj swoją Niunię.

  4. Przy fundamencie wspaniałego kościoła metropolitalnego w Gnieźnie – starodawnej Lechów stolicy – znajdowały się od kilku wieków, dwie wma rowaue figury żeńskie, w płaskorzeźbie na pospolitym piaskowym kamieniu, które tu na tablicy II. pod Nr. 8 i 9. wyobrażam. PieIWsza z nich odznacza się zakręconemi trafnie w pukle włosami; jjtaiga zaś zawiązanemi oczami i dzie- cięciem pa ręku trzymanem. Co do reszty postaci, są one do siebie podobne, utworem jednego dłota, nawet do pary należące, równego materyału, jedna- kowej niezgrabności i frontem ku sobie o.bxoxone. – Przed wprowadzeniem przez Mieczysława pieIWszego wiary chrześciań- skiej, stała na tem miejscu świątynia Bogini NU, uważana za osobliwą i naj- wspanialszą w całej Polsce; do której, dla złożenia ofiar, lud zewsząd się , zgromadzał. Jes.t tradycya: że starożytny kościółek kolegiaty S. Jerzego JI tuż przy archikatedrze stojący, z-pomych nieco okrzesanych kamieni złożony, zabytkiem jest bałwochwalstwa miejscowego. Piguty tu w rycinie wystawione, są. przezemnie rysowane w r. 1824. kiedy mniej jeszcze były uszkodzone. W kilka lat później, gdy zwilgociały i rakiem toczony fundament, koniecznego wymagał wsparcia, nieuważni robotnicy, przy ich wydobyciu i na powrót wmurowaniu, utrącili głowę dziecku
    miejsce…to wapnem zarzucając. W dziesięć lat później, około roku 1838. na nowo gwałtowna zjawiła się potrzeba, zupełnego fundamentu odnowienia i-zniesienia cmentarzowego muru, któty kościół zaJilisko otaczając, promienia słońca, ani poviewu wolnego powietrza do fundamentów nie dopuszczał; co całemu pięknemu gmachowi prędzej lub później upadkiem zagrażało. Wydobyto więc,JIa.te, jako i inne. przy tym fundamencie będące mniej mitologiczne figury; gdzie mularze powtórnie dowód swej dali niezgrabności, ztrącając pier wszej, z utrefionemi włosami figurze głowę całkowicie, która jednak w gru- zach znaleziona, wraz z kadłubem zachowana została na chórze kościółka ś. „Jerzego; u drugiej.zai-figury, dziecko do reszty zgruchotano, tak, że ledwo jego ramienia pozostał. Badacze starożytności, widzący dziś tę z oczyma zawiązanemi figurę, mogliby łatwo ją wziąść za obraz sprawiedliwości, czem rzeczywiście nie jest. Prócz bałwana zlotej Baby, czczonej od Moskali i Samojedów, nie znalazłem w mitologii sławiańskiej podobnego z dziecięciem wyobrażenia. Z term wszystkiem ośmielam się jednak oglosic te dwa bóstwa jako Niję i Dziedzilia co bliżej Wyjaśnić” mojem tu jest przedsięwzięciem. Bogini N I A. Wiadomość, która o tem bóstwie nas doszła, tak jest szczupła, że o zna- czeniu i czci jego, mało co, – o kształcie zaś, nic wcale nie wiemy. Nad- mieniają tylko dziejopisarze, przy wspomnieniu imienia tej bogini, że była od pogan uważana za piekła i dusz zmarłych strażnicę. Polacy i innych pokoleń Stawianie, zanosili do niej modły, aby im po śmierci, w krajach podziemnych wygodniejsze od innych wybrała gospody. Z tąd powstało przyrównanie Nii do Plutona, a razem i wątpliwość: czyli bóstwo to żeńskiem było, lub męskiem? 4*
    Oprócz okazałej świątnicy gnieźnieńskiej, przypISUją jej jeszcze kościół drugi na Szląsku w Niemczu . Na tern kończą się wszystkie o Niż doniesienia. – Przejrzałem na próżno innych narodów mitologie, by wynaleźć bóstwa podobnego imienia. Że w obrządku indyjsko-buddyńskim, piekło nazwane jest Niria, zdaje się być zanadto odległym stosunkiem, aby ztąd chcieć wywodzić pierwiastki naszej bogini. Mam atoli jedne do czynienia uwagę, dla poparcia mojego mniemania, że figura pod Nr. 8. tu w rycinie wyobrażona, jest rzeczy- wiście Nijq, piekła i dusz zmarłych boginią; zatem dobrze do porównania- nie z Plutonem – lecz raczej z Prozerpiną, żoną plutonową-, mającą wspól- nie z mężem swym w piekle panowanie; której to boginie, podobnież jak naszej Niż charakter męzki obok żeńskiego był przyznawany. Patrz artykuł, Proserpina, w”Cojiyersations-Lexicpn, w szóstem wydaniu Brockhausa, 482t. Obrządek czci Prozerpiny u Rzymian, wymagał poświęcenia jej jednego pukla z włosów każdego konającego; co było zadatkiem homagialnym nowego jego na obywatelstwo piekielne poświęcenia. Przy spaleniu trupa, pozostali słudzy i przyjaciele umarłego, mieli zwyczaj ucięcia sobie jednego z głowy pukla, i rzucanie go w ogień, jako ofiarę dla złagodzenia Prozerpiny. – Bo- gini, nazbierająca co chwila tyle puklów, sama nie mogła być wyobrażona bez loków; i właśnie te okazują się lu w sutości na głowie naszej Nii, za którą i ta mocno przemawia okoliczność: że się na tern samem znajduje mIejSCU, gdzie historycznie przed wieki jej znajdowała się świątynia. –
    35 DZIEDZILIA. Bogini llliłości. o tej bogini wiadomość nasza licho co lepsza, jak o NU. Dziejopisa- rze rozmaicie ją nazywają, jako to: Dziedzilia, Dydilia, Cycilia, Zyzlila, Zigi- lia, Zyza, Ciza, Cisa, Cisara lub Cyca; zapewne od sutych piersi, jako boginię piersistą wszystkich jestestw karmicielkę. Jedni przyrównali ją do rzymskiej Cerery; drudzy do Izydy egipskiej; inni, z większem podobieństwem, mienią ją być slawiańską Wenerą. Cześć jej szeroko rozlegała się po ziemi przod- ków naszych; stawione jej były świątynie, i -ku jej sławie rocznie w jesieni, publiczne odprawowane igrzyska. – Za czasów Karola Wielkiego, w Miśnii, dla osiadłych tam Serbów 1 Wendów, był w mieście po tern bóstwie nazwanem: Ceic (Zeitz) kościół ku czci tej bogini wystawiony, na którćm teraz miejscu siedzą kanonicy regu- larni. Jan Konrad Knaut, in Prodromo misniensi-nazywa ją: Cizą lub Cererą, boginią piersistą? matką powszechną, wszystkich rzeczy karmicielką; – słowa jego, na dwóch miejscach są: „Ciza, site Ceres, Deamammota, alma maler, et altrix omnium rerum.” W naszych czasach, nIe dawno, wykopano w temże mieście mnóstwo urn pogańskich, wraz z kobiecemi ozdobami, jakiemi są: pierścienie, łańcuszki, nożyczki, spilki i zapinki. –
    36 W okolicach Augsburga, u Windelicyów, taż Boginijako Cerera, czczona była pod imieniem: „Cisara”. Obchodzono tam co rok uroczystość, przy której ustawione naczynia, lud wdzięczny rożnem napełniał ziarnem. Opat urspergeński o czci tego Bóstwa, pod rokiem 1154. pisze: że nie- mieckie narody, naprzód w Rhetii osiadłe, która teraźniejszą Swewią składa, nie daleko od Alp, na miejscu wesołem i równem, a przez zbieg dwóch by- strych rzek także warownem, miasto zbudowały; atoli nie murami, lecz ro- wami utwierdziły; od imienia zaś Bogini Zy%y, którą z największą czcili po- bożnością, „Zizerim” nazwali. Szafarzyk „Zizę” uważa być prusko-litewską Boginią lata i urodzaju; zatem podobną do Cerery. Długosz, jako pisarz miejscowy, pewniejsze mogący mieć wiadomości o dziejach krajowych niżeli odległy cudzoziemiec, powiada o tej bogini: te Polacy Wenerę nazywali Dziedzilią, mniemając że ona boginią była wesela i płodu: a zatem dopraszali się u niej mnogiego potomstwa. Kaisarów, jako czczoną także na Rusi boginią nazywa ją w dyalekcie ruskim ” Didilia „. Inni wymieniają u Rusinów podobnego imienia Bóstwa „Dida u czczone przy we- selnych obchodach jako rządczynię miłości. Stredowski zaś, wyraźnie zowi ją Wen erą, mówiąc: ,,Apud Moravos Venus seu Krasopani, dicta etiam „ZyZ- ma” longe magnificentiori celebratur cultu.” O kształcie jej posągu, nikt nie pIsze. – Okazuje się ztąd jednak dosyć wyraźnie: że Dziedzilią, była sławiań- ską Wenerą, miłości i płodów boginią; klóre to dwie pryncypalne jej wła- sności, na naszej tu pod Nr. 9 wyobrażonej figurze, przez oczów zawiązanie – niby ślepotę miłości- i przez piastowanie dziecka, na znak płodności – ‚” doskonale i wcale oryginalnie są reprezentowane! – Posuńmy się trochę dalej i badajmy; zkąd mógł prZ)jść Sławianom koncept i wzór, do przekształcenia rzymskiej Wenery w ten sposób, jak tu widzimy Dziedzilia? Bogini Lakschmi, jedna z żon potężnego Indyan Boga Wisznu, która
    37 podobnież jak rzymska Wenera z piany morskiej powstała, wyobratona jest % dzieckiem na ręku. Patrz: Mythologie der Hindus, von Rhode, Th. II. pagina 220. Z takiśm tej Lakschmi bogini, jako też wielu innych bóstw indyjskich wyobrażeniem, Sławianie azjatyckie swe porzuciwszy siedliska, do Europy przybyli; gdzie zastali kultu s rozpowszechniony Wenery, miłości bogini; mającej przy sobie synka Amora z oczami zctwiązanemi. Chcąc sobie uskarbić łaskę tej nowych siedlisk Bogini, bez ukrzywdzenia jednak dawniejszej z nimi przy- byłej, która z dziecięciem na ręku i jako zmorzą także powstała, zdawała im się tern samem co Wenus hyc bóstwem; zamiast dziecku, to raczej jej samej przydali bindę na oczy, i tym sposobem Bogom i sobie dogadzając, połączyli płodność Lakschmi, z wdziękami Wenery i miłosną ślepotą kupidyna, w je- dnej osobie Dziedzilii- nie bez względu na karraicielkę powszechną Cererę lub Izys egipską; bo figura nasza gnieźnieńska, pokazuje także piersistośd nie pospolitą. – Takie jest moje o tym posągu .zdanie; które atoli gotów jestem zmIe- nić, jeżeli szczęśliwszy odemnie i umiejętniejszy badacz starożytności, przeko- nać mię zdoła, żem zbłądził. W rzeczach tak odległych, jakiemi są dzieje pierwiastkowe jaż zapomnianych nieomal ładów, każdy, choć najmniejszy pro- myk, ciemność praczasów trochę objaśnić mogący, godzien jest uprzejmego przyjęcia; bo-kpyłyka zbył surowa, postęp ducha hamuje, i od dalszych odraża badań.

    • Dziś ruszyła sprzedaż, a więc zamówiłem on-line i czekam. Jak przeczytam, to niewątpliwie podzielę się wrażeniami 🙂

  5. Zdania w pełnej krasie utrwalone piśmiennie przez znawcę psychiki zwierząt, rolnika Adama Smolińskiego: „Są zwierzęta, nawet stadne, które nie da się udomowić. Mają zupełnie inną psychikę, są zbyt płochliwe. Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie”. Dalej następuje opis wielbłądów, już całkiem nie mający związku z zebrą. Czyli jak wynika z całego kontekstu końskiego, to według samozwańczego znawcy przypadłości kopytnych Adama Smolińskiego, zebra, to nie koniowaty, bo ma „inną psychikę” niestety. Nie wiadomo co z takim zwierzakiem – cudakiem zrobić. Do psychiatry końskiego – Adama Smolińskiego odstawić!

      • Oj tam, oj tam, zaraz wyciszenie nastrojów. Nie przesadzajmy gruszki w miejsce pietruszki. Przecież mamy jeszcze wiekopomne odkrycia w zakresie pierwszeństwa powstania rolnictwa, czyli hodowli roślin. Autor odkrycia: rolnik Adam Smoliński. On że z sobie wiadomego powodu upatruje początków rolnictwa we wschodniej Syberii „od Jeniseju, aż do wschodnich stoków Uralu”, gdyż tam – w klimacie z wahaniami temperatury o amplitudzie 40 stopni – na glebie dwa metry nad wieczną zmarzliną to dopiero rolnictwo mogło się rozwijać nadzwyczajnie. Wszelkie inne zapatrywania w tej kwestii przypisuje „kościółkowi”. I całkiem nie słusznie, gdyż nasi rodzimi proboszczowie już dawno ulokowali centrum wszechświata w okolicach kapliczki na Mazowszu w odległości 10 wiorst od Warszawy. Jak nic to tutaj wykwitło też rolnictwo. Może to i prawda jest?

        • Kilka dni temu ukazała się pierwsza relacja dotycząca odkrycia na rosyjskiej Syberii 80 kilometrów na południowy zachód od Omska. Według informacji, której udzielił Станислав Дробышевский Научный редактор АНТРОПОГЕНЕЗ.РУ, к.б.н., доцент кафедры антропологии биологического факультета МГУ им. Ломоносоваo, odkrycia dokonano przypadkowo podczas budowy nowej drogi. Odkopano zwartą osadę składającą się z 12 półziemianek. Stan budynków wskazuje, że została ona zniszczona i dodatkowo strawiona przez ogień prawdopodobnie podczas ataku. Nigdy potem już nie została ona odbudowana i nie stwierdzono ponownego jej zasiedlenia. Nie znaleziono też szczątków ludzkich, nie ma śladu po cmentarzysku. Александр Григорьевич Козинцев д.и.н., главный научный сотрудник Музея антропологии и этнографии РАН им. Петра Великого (Кунсткамеры), twierdzi, że na podstawie badań dendrologicznych oraz metodą C-14 określić można, że osada powstała między 13,5 a 11 tysięcy lat temu. W ziemiankach odnaleziono niewiele przedmiotów, głównie są to narzędzia z krzemienia, tj. noże, młoty, siekierki. Były też przewiercone wilcze kły, prawdopodobnie w celu nanizania na rzemyk. Poza tym trochę kości jaków, turów. Ciekawsze znalezisko pochodzi z jamy zlokalizowanej przy jednej z ziemianek. Jama, głęboka na ok. 2 metry wyłożona była kamieniami, scalanymi gliną. Spodnia jej część zawierała bruk kamienny, na który dodatkowo wyłożono glinę. W jamie były resztki dwóch, około 20 litrowych amfor glinianych oraz również glinianych przykryć na amfory, a także resztki czegoś, co wstępnie sklasyfikowano jako drewnianą sochę, czyli narzędzie do uprawy ziemi. Biochemiczna analiza drobin i pyłów wyodrębnionych na dnie jednej z amfor wskazuje na ziarna zbóż a, konkretnie z rodziny wiechlinowatych pszenicy samopszy. http://antropogenez.ru. Wskazywałoby to na uprawianie rolnictwa na stepach syberyjskich już ok. 13 tysięcy lat temu. Zaskoczenie jest duże, ponieważ do tej pory uważano, że ta prymitywna odmiana dawnymi czasy mogła być uprawiana w regionie Kaukazu, Iranu, Afganistanu, Azji Mniejszej, Bałkanów, ale nie na syberyjskich stepach i w dodatku byłyby to najstarsze dowody powstania rolnictwa, dawniejsze niż z terenu Anatolii, czy tzw. żyznego Pólksiężyca.. Odkrycie rosyjskich uczonych jest zaskakujące i w nowym świetle stawia początki rolnictwa.

          • Prosimy Panią o wskazanie linka do oryginalnej publikacji nt. odkrycia rolniczej osady pod Omskiem. Na podanym przez Panią portalu antropogenez.ru nie znaleźliśmy odnośnej publikacji Stanisława Drobyszewskiego. Jeśli prawdą jest to co Pani w komentarzu podała, to waga odkrycia spod Omska wymaga zweryfikowania i być może zmiany obecnych wyobrażeń o historii rolnictwa. Stąd nie sposób odnieść się do tak poważnego ustalenia bez poznania źródła tych informacji, czyli potwierdzenia, że faktycznie takie odkrycie i analizy miały miejsce. Niemniej ws. prymatu rolnictwa nowe odkrycia wciąż wskazują na Bliski Wschód:

            „Obecność ‚prachwastów’ i ślady świadczące o tym, że już 23 tys. lat temu ludzie próbowali uprawiać rośliny, znaleźli teraz naukowcy badający pozostałości po obozie zbieraczy i myśliwych. Znaleziska pochodzą ze stanowisko Ohalo II, znajdującego się na wybrzeżu Jeziora Galilejskiego w Izraelu. […] Naukowcy z czterech uniwersytetów: Tel Awiwu, Hajfy, Bar-Ilan (w Izraelu) i Harvarda (USA) przebadali stanowisko, gdzie znaleziono szczątki sześciu ludzkich schronień i wyjątkowo bogaty zbiór roślin. Eksperci znaleźli i przebadali ok. 150 tys. szczątków roślinnych. Jak ustalili, dawni mieszkańcy tego miejsca zbierali rośliny należące do ponad 140 gatunków. O tym, że się nimi najprawdopodobniej żywili, świadczą ślady użycia kamieni pełniących rolę prymitywnych żaren, na których rozdrabniano ziarna zbóż. Wokół tych żaren znaleziono liczne ziarna (dzikiej pszenicy płaskurki, jęczmienia i owsa), a także szczątki innych roślin, m.in. 13 znanych dziś chwastów.”
            więcej:
            http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news%2C405934%2Cludzie-probowali-uprawiac-zboza-juz-23-tys-lat-temu.html

            Bardzo ciekawa jest też publikacja ze stycznia tego roku, dowodząca, że rolnictwo i serowarstwo już 10 tys. lat temu kwitły na… Saharze: https://www.nature.com/articles/s41477-017-0098-1

      • Czemu moderator nie cenzuruje wpisów typu „Do psychiatry końskiego – Adama Smolińskiego odstawić!” Przecie, to bes sęsu.

        • Ma Pan rację – to bez sensu. Jednak ten typ rozmowy narzucił Pan Adam. Kto by jednak nie zaczął, to proszę o merytoryczną dyskusję, bo będę musiał okazać się „wstrętnym cenzorem”.

          • Tak, to nadinterpretacja z psychiatrą. Czym sobie brykająca po sawannach koniowata zebra na to zasłużyła? Powinno być „Do specjalisty końskiego – Adama Smolińskiego odstawić!

          • @YOLOMIR
            Daj Pan spokój. To już jest nudne i nic nie wnosi do tematu dyskusji.

    • Musiałeś się naprawdę podniecić niezdrowo, że ze zdania: „„Są zwierzęta, nawet stadne, które nie da się udomowić. Mają zupełnie inną psychikę, są zbyt płochliwe. Przykładem jest zebra, niby koniowaty, a jednak nie” – wyciągnąłeś wniosek że A.Smoliński twierdzi że zebra to nie koniowate 🙂
      Jak taki u Ciebie poziom logiki to nie ma co się specjalnie zagłębiać w twoje komentarze. 🙂
      A podzielisz się czymkolwiek co sam napisałeś na jakikolwiek temat? Czy tylko marudzenie w internecie uprawiasz?

  6. Na szczęście krytykanci z tego forum nie mogą zabronić niezależnej analizie i jej publikacji, chociaz jak widać bardzo by chcieli. Chwała Bellonie, że drukuje niezależne prace. Zawodowi historycy związani z polskimi uczelniami jak sami udowodnili swoją „twórczością” są nieobiektywni i szerzą germańską historię Europy. Warto czytać historyków niezależnych, niepopłacanych germańskimi srebrnikami. Myślę, że ta pozycja może być ciekawą alternatywą do oficjalnej historii Słowian.

  7. Kupcy galijscy = celtycko-daccy na Szlaku Bursztynowym zauwazyli i przekazali Ptolemeuszowi swoje spostrzezenia o miejscowych mieszkancach.
    Sadze, ze poszerza one nasza wiedze o wierzeniach naszych pradziadow.

    Na mapie Ptolemeusza;
    https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/9/9d/Ptolemaeus_Magna_Germania.jpg
    na prawym brzegu Odry przy jej ujsciu do Baltyku, zaznaczona jest osada o nazwie „rugium”. Skoro w j.greckim „rugi” oznacza „modlic sie”, przyjmuje, ze jest to swiatynia na wyspie Wolin.

    Po prawej stronie na mapie jest plemie nazwane „runti” = w j. lacinskim „karly, pochyleni”, a w czesci tekstowej „rugiclei = w j. greckim „przyklejeni do swiatyni”, oznacza to, ze to plemie moze by powiazane ze swiatynia na Wolinie.
    Chyba poswiadczaja to istniejace do dzis nazwiska Wolin, Wolanski/-a, Wolender;
    http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/wolin.html

    Ponizej jest zaznaczona osada „sturgium”, w j. greckim „sturge”, a w j. lacinskim „sturgeon” to ryba jesiotr, zatem mozna przyjac nazwe osady nad rzeka Leba jako „Jesiotrowo”.
    Poniewaz jest to ostatnia „statio” = stacja na Szlaku Bursztynowym, ja wiaze ja z obecnym Czarnowkiem kolo Leborka;
    https://rudaweb.pl/index.php/2016/10/11/potega-kotla-slewow/

    Ponizej „sturgium” = Jesiotrowia?/Czarnowka jest zaznaczone plemie „eluones”.
    W j. greckim „elaiones” oznacza „gaje oliwne” !!.
    Zatem Ptolemeusz otrzymujac wiadomosc od kupcow o „swietych gajach” Pra-polakow, skojarzyl je ze swietymi gajami oliwnymi Grekow i Rzymian, nie wiedzac, ze takie drzewa tutaj nie rosly.
    Straznikiem swietego gaju u Pra-polakow byl „gajda”, od tego nazwania powstala nazwa „gajowy”, czyli straznik lasu.
    W Polsce mamy bardzo duzo nazwisk zwiazanych z rdzeniwm „gaj”;
    http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/gajda.html

    Wiecej o nazwie Lugii, Lugowie – nazwa plemienia czy zwyczaj religijny ? jest tutaj;
    https://rudaweb.pl/index.php/2018/03/10/jeszcze-raz-o-celtach-z-panem-wladyslawem/
    Dalej podtrzymuje moja hipoteze, ze byl to zwyczaj religijny, a potwierdzaja ja
    dzisiaj przytoczone opisy.

    Moje wywody nie zgadzaja sie z pogladami K. Poczesnego przedstawionymi w „Lugowie i Wandalowie a ziemie polskie w starozytnosci”,2014.
    Wg k. Poczesnego ; Elveones = [sa] drugim w kolejnosci wymienionym przez Tacyta szczepem lugijskim. Nazwa ich, jakze zblizona semantycznie do imienia Helwetow (Szwajcarow),zdaje sie czerpac z jezyka celtyckiego.
    Nahanarvali = ..rozpoczynajacy osiadly tryb zycia w poblizu.. zrodel Wisly.. na Orawie..
    Hariowie – nazwa ewidentnie germanska, np harja = szczotka w j. dunskim .. siedziby w Polsce polnocno-zachodniej.

    Zgadzam sie z zachodnimi historykami, ze im dalej od Rzymu, tym informacje Tacyta sa mniej wiarygodne.

    Na zkonczenie informacja o plemieniu Sidones na zachod od Corrodunum = Krakowa;
    Przyjalem, ze nazwe Sidones [Sidores?] mozna wiazac z greckim imieniem Isidoros i polskim imieniem Izydor, oznaczajacymi „dar Izydy”.
    Egipska Izyda byla boginia plodnosci i opiekunka rodzin.

    Sprawdzilem rozmieszczenie nazwisk Izydor i Izydorek =syn Izydora w Polsce;
    http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/izydor.html
    Dalsze rozmieszczenie nazwisk pobocznych – Izydorczak, Zydor, Zydorek, Zydorczak, Zydorczyk;
    http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/zydorczyk.html
    potwierdza, ze 2000 lat temu w rejonie Poznania moglo istniec plemie Isidorow/Izydorow.

    Ze strony;
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Izyda
    wynika, ze Aleksander Wielki, 356 – 323 r. p.n.e. zalozyciel Aleksandrii w Egipcie, wracajac ze swoimi wojskami do Europy, spowodowal popularnosc kultu bogini Izydy od Grecji z jej koloniami, az do francuskiej Bretanii.

    Aleksandra Wielkiego we wszystkich jego kampaniach wspieraly oddzialy wojow i jazdy celtyckiej, zatem oddzialom plemienia Bojow na pewno towarzyszyly oddzialy naszych pradziadow z rejonu dzisiejszej Wielkopolski
    i na wlasne oczy widzieli posagi Izydy w Egipcie. Moze kult Izydy tez im sie spodobal.

    Dlatego mnie nie dziwi, ze w miejscowosci Małachowo-Złych Miejsc w 1860/1961 r przy sypaniu kopca na ziemniaki odnaleziono brązową figurkę Izydy;
    http://wielkopolskie.naszemiasto.pl/art … id,tm.html
    http://www.polskaniezwykla.pl/web/place … zyda-.html

      • @Adam Smoliński. Przeczytaj co sam napisałeś. „Profesor Hui Zhou, badający ww mumie, publikacja z 2014 r.:
        http://www.biomedcentral.com/1741-7007/8/15/comments#2168698
        Te informacje były już znane w 2010 r. W badaniach mt-DNA odnaleziono haplogrupy H, K, C4 i M”.
        Czy ty umiesz czytać o czym pisał zespół, na który się powoływałeś? Podane tu zostały mtDNA i YDNA. Po co kłamiesz? W opracowaniu podane są faktyczne mtDNA: H, K, C4, U5, U7, U2e, T, R*, B, C5, D, G2a oraz M5”. Podane jest także YDNA: R1a1a poprzez kolejne badanie przesiewowe Y-SNP w M89, M9, M45, M173 i M198. Dotarło, czy nie? Jak się nie wie, to po co mącić?

        • Podałem informację skrótową. Resztę można wyczytać w podanym linku, włącznie emailami profesor Hui Zhou.
          Już w swoich emalach z 2010 r. profesor Hui Zhou informował o odkryciach swojego zespołu.
          Czepiasz się dla samego czepiania.

          • P.s.
            Chodziło o czas kiedy informacja o Tocharach była już dostępna, a nie, co jest w informacji. Co jest w informacji, można było wyczytać w podanym linku. Przeczytałeś link i rżniesz bohatera, szukając dziury w cały, klonie RudaWeb.

          • Internauta Andrzej nie jest naszym klonem – ani biologicznym, ani intelektualnym. Jeśli miewa wspólne z nami poglądy, to wynikają one z podobnego, rzeczowego podejścia do wiedzy. Jeśli takie jest znaczenie Pańskiej wersji „klona”, to cieszymy się, że ta postawa przeważa wśród naszych Czytelników.

          • ANDRZEJ i BOROMIRA to też pewnie dwie różne osoby?
            O tym samym IP?

          • BOROMIRA to nie komentator naszego bloga, dlatego nie wiemy jakie ma IP (czy takie samo jak Andrzej). Poza tym co to ma wspólnego z tematem dyskusji?

          • Istotnie – jest taki jeden komentarz – zresztą dziwaczny, bo podający jakieś sensacje bez źródła, mimo prośby o nie. Natomiast 6 końcowych cyfr IP Andrzeja i Boromiry różni się. Za to 6 początkowych jest identycznych i to Pana zwiodło. Zwracam honor jeśli chodzi o przytoczenie tego jednego komentarza, o którym już zapomniałem. Natomiast wysoce niehonorowe i nielegalne jest wchodzenie przez Pana w dane, które uwidaczniają ukrywane przez aplikacje IP użytkowników. Czyżby trudnił się Pan cyberszpiegostwem? Wzywamy do zaprzestania takich praktyk.

          • 6 ostatnich cyfr to sieć dynamiczna, więc się zmieniają za każdym nowym wejściem do sieci.
            6 pierwszych cyfr to wskaźnik konkretnego nadawcy, niezmienny.
            Są programy wskazujące miejsca nadania IP, dokładnie, nawet jak zmieniany jest sprzęt. Miejsce zostaje.
            Podstawy internetu panie RudaWeb.
            Ujawniam tylko krętaczy:
            https://skribh.wordpress.com/2018/04/30/714-skrbh-120-ja-ondar-lub-ja-ondar-j-za-ondzi-czyli-jedrne-ja-ondra-jindry-czyli-pra-slowianskiego-je-endrus/#comment-19310

          • Pańskie wyjaśnienia mogą być trafne – rzeczywiście może chodzić o dynamiczne IP. Jednak najważniejsze jest to, że Pańska działalność „ujawniająca” jest nielegalna. Proszę tego nie robić na naszym blogu.

          • Nic mnie zwiodło panie RudaWeb, to pan tu zwodzi, udając głupiego.
            Z klonem [moder.] jest podobnie.

          • Traktujemy Pańską działalność jako godzącą w prywatność naszych Czytelników. Takie Pańskie komentarze nie będą dopuszczane. Prosimy o merytoryczną dyskusję i dowody archeologiczne na rolnictwo syberyjskie sprzed kultury ceramiki wstęgowej rytej w Polsce.

    • Panie Władysławie, dociekania ciekawe, ale z tymi Celtami to lekka przesada – widać tu anglosaską politykę zastępowania Germanów właśnie Celtami, byle nie przyznawać, że to Słowianie. Nie podważam wpływów celtyckich w kulturze przeworskiej, ale to były jedynie wpływy, a nie pełna kultura. Natomiast nie mogę bez rozbawienia podejść do „harja” – szczotka. Potężni i budzący przestrach wojowie Hari/Hary, czyli ludzie góry/z gór (po czesku i słowacku – hory, stąd Harrachow: w górach/górze schowane) to „szczotki”? Proszę, dajmy pokój tym turboteutońskim bredniom 🙂

      • Caly czas twierdze , ze Galowie [= Celtowie] to nasi praojcowie. Nikt nie udowodni jak duzo Pra-Polakow powedrowalo na poludnie i ilu powrocilo na ojczyste ziemie z nowym zawodem, nabytymi zwyczajami itp. razem z Galami.

        Nie powtarzam propagandy militarnej Cezara, Tacyta, takze zlosliwosci Grekow o Celto-Dakach.

        Zauwazam, ze Zachodnia i Balkanska czesc Europy budzi sie dzieki genetycznej genealogii i odrzuca stare poglady.

        Od kilku lat zagladam do do ciekawej strony holenderskiej rodziny Mares, caly czas uaktualnianej;
        http://www.marres.education/G-FGC6629.htm

        W polowie tej strony jest podsumowanie etniczne testu DNA tej rodziny;
        – 36 % Zachodnia i Centralna Europa,
        – 31 % Wschodnia Europa,
        – 26 Wyspy Brytyjskie,
        – 4 % Poludniowo-Wschodnia Europa.
        Nie ma powiazan Germansko-Rzymskich!, a ich powiazanie etniczne jest mi bardzo bliskie.

        W poszukiwaniu swoich korzeni rodzina Mares sledzi informacje historyczne, w tym … o Alanach, Sarmatach…
        http://www.marres.education/alans.htm

        Dla mnie interesujaca jest tez strona;
        https://cogniarchae.com/2015/11/13/mysterious-origins-of-boii-gauls-slavs-or-something-different/

        Jest tutaj odnotowanie, ze;
        „sources on White Serbia mention the mythical King of Serbs known as Bojka, Boika, Boii”
        [„źródła wg „Białej Serbii” wymieniają mitycznego króla Serbów, znanego jako Bojka, Boika, Boii”].

        Dodam, ze my tez mamy rodzime, Polskie nazwiska ktore powstaly of nazwy galijsko-prapolskiego plemienia Boji;
        Bojanek, Bojdo, Bojdoł, Bojdys, Bojkowski.
        A Bojdys .. to brzmi prawie jak .. kowboj ;
        http://www.moikrewni.pl/mapa/kompletny/bojdys.html

    • @W.Moskal
      Nasze oliwki to dereń.

      Hariowie to tak germańska nazwa, że ręce opadają !!!

      Wątek z Izydą prowadzi na manowce (linki nie działają też), naprawdę wierzysz że Słowianie oddawali cześć bogini, która „dogadzała sobie” złotym penisem

  8. Jestem inżynierem ze sporym doświadczeniem i kilkudziesięcioma publikacjami i patentami, wdrożeniami do przemysłu, trochę interesuję się historią. Razi mnie pycha jaką tu prezentują różni pomagierowie pseudo profesorów opłacanych dziwnymi kapitałami udającymi polskich badaczy. Mam tu na myśli her Smolinskiego. Spytam się wprost ile płacą za taki trolling ? Doskonale znam te profesory i ich faktyczną mizerię (profesury po znajomości i układach), wiec Panie Smoliński wrażenie to może wywierasz na niepiśmiennych. Nie sprzedawaj się tak mizernie 🙂 i nie obrażaj nauczycieli ciołeczku, bo często do pięt im nie dorastasz. Byłem n-lem dodatkowo do pracy inżynierskiej, zrezygnowałem jednak szybko,szkoda czasu uczyć niewdzięczników, jednak mam wielki szacunek do tego zawodu, wg mnie dla narodu jest najważniejszy, co jak widać ciołeczku do głowy co nie dociera

    • Panie Obcy, widać, że Ci i obco z tą historią jeśli nie zauważasz, co opowiada i jak się zachowuje @Autor.
      Jeśli zaś chodzi o ciołeczka, to popatrz w lustro. Za nickiem każdy umie się chować i opowiadać, że jest inżynierem. Ja jestem szachem perskim i co?

      • nie uznaję się za fachowca w historii ale ty ciołeczku dużo piszesz a mało wiesz, obrażasz innych, chociaż sam im do pięt nie dorastasz i jak doskonale widać zbyt ograniczony jesteś aby pojąć swoją mizerię, pa ciołeczku

        • Jak żeś taki mundry i ważny, to dlaczego się chowasz za nickiem, „Bochaterze” od siedmiu boleści. 😀
          Pa, pa. Siadaj do swojego Nostromo i odlatuj. Tylko nie zapomnij zabrać swojej ciemnoty. Rozgarnięty inaczej z patentami. 😀 😀 😀

      • Adam nie warto się z nimi użerać, albo zaglądają bo chcą wiedzieć albo tylko po to bo im sie płaci jako dodatkowy fakultet na uczelni. Szkoda czasu.
        Do Was Trolizno – wnieść cos konstruktywnego, zapomniałem – Wam wciskają na wykładach zrekonstruowany świat.
        Kolejni allo kossinowscy fryce z semickim przekazem.

        • Cały problem z Panem Adamem polega na tym, że może i ma czasem rację, ale głównie szydzi z innych poglądów nie uzasadniając rzetelnie swoich – kto więc tu trolluje?

          • Tak, tak panie RudaWeb. Problem z panem jest taki, że kiedy napisze się coś, co panu nie odpowiada ideologicznie, to pan to cenzoruje.
            Widać, że bardzo pana gryzą te „Gleby”, bo nie ma pan na nie argumentów. Myśli pan, że nie widać, iż ten hejt przeciw Dragomirze, to pan organizuje?
            Zazdrość pana roznosi. 😀 😀 😀
            Sposób narracji trudno jest zmienić, a ona zdradza autora.
            Wszyscy to widzą. Kompromitujesz się pan tylko.
            Męcz się człowieku, męcz i cenzoruj. W ten sposób nie stworzysz zespołu, który napisze za Ciebie ten „Twój Podręcznik”

            I tak to zbanujesz, ale co Ci nawrzucam, to moje. 😀

          • 1 – nie dyskutujemy o ideologii, ale o faktach i ich wadze w argumentowaniu własnych teorii.
            2 – „Gleby” mnie nie gryzą, bo równie żyzne jak na Ukrainie są/były w Panonii, w której powstały pierwsze rolnicze kultury rozwijające się w Polsce – naddunajskie, a nie ukraińskie/stepowe.
            3 – Pani Dragomirze nie zazdroszczę, tylko obawiam się, że może skompromitować próby rzetelnego dociekania prawdziwych dziejów Słowian. Zazdroszczę (i otwarcie to stwierdziłem w jednym z komentarzy) Panu Dębkowi, ale jednak propaguję Jego książkę, bo ze znanych komentarzy Autora i opublikowanych fragmentów mogę liczyć na rzetelne podejście.
            4 – swój podręcznik piszę sam, ale także w oparciu o krytyczne uwagi Komentatorów do moich wpisów; nie zabiegam o palmę pierwszeństwa, ale o racjonalny (a nie fantasmagoryjny) przekaz.

            Zakończę na Pańskim poziomie: Idź się leczyć Nervosolem 🙂

          • Szanowni Gospodarze, forma ekspresyjna Pana Adama jest specyficzna, i nie raz, ni dwa wymieniliśmy ze sobą poglądy, ale bądź co bądź można zauważyć, że Pan Adam ma długie zęby na małostkowość akademicką. Metodyka to nie wiedza, a pragmatyzm to nie życie codzienne – inaczej zamęcza się umysł.
            Dystans albo inteligenta ironia – ZAWSZE wskazana – nie zawsze się zgadzam z Pana Adamem, co do formy wypowiedzi, ale w świetle przekamarzania się na forum wnosi to trochę życia – nie uważacie RudaWeb. Grunt aby na temat – i tu się zgadzam z Tobą.
            Sęk też w tym, że Pan Adam wyniucha zaraz zindoktrynowanego trolla na forum, a działają na niego – JAK WIDAĆ. Trochę wyrozumiałości, nie takie kwiatki na uczelniach uczą – Sami dobrze wiecie.

          • „Pan Adam ma długie zęby na małostkowość akademicką”. Nie żartujmy panie ARIA. Adam Smoliński, który przedstawia się jako rolnik , jest bezzębnym osobnikiem i może co najwyżej zająć się pieleniem ogródka, a nie udawać znawcę słowiańszczyzny. Agresja, hucpiarskie bredzenie, żałosne podrygi z elementami nie uświadomionej satyry, kabaretowa argumentacja świadczą tylko o miałkości umysłowej, która kompromituje tą postać i co gorsza ośmiesza konieczną ideę przedstawienia dziejów i kultury słowiańskiej w oparciu o najnowszą i dającą potężne argumenty wiedzę.

        • Panie JOLOMIR – Pana prawo nie zgadzać się, tak jak Ja nie zgadzam się z obecną formą paradogmatu naukowego opartego na filosemityzmie, a co za tym idzie, nie wszystko złoto co się świeci.
          Wyznaje dwie Prawdy – pierwsza: Szanuj Przyrodę, a i ona ciebie szanować będzie, druga: trzymaj wroga blisko siebie, i cały czas patrz mu na ręce.
          Jak widać po naszych sąsiadach ( sztucznie utworzonych, zadumanych w semickich bałwanach z nad Jordanu – im już bliżej do pustynnej matrony jak do dziewiczej Przyrody w całym spektrum doświadczalnym i niewidzialnym). Powtórzę słowa znanego profesora: ” nadmierny filosemityzm w naturze, nauce, w kulturze – zabija Tożsamość Narodu”. Życzę miłego dnia.

          • Panie ARYJA. Kieruje się pan w stronę „paradogmatu”. W sumie już jeżeli, to paradygmatu, terminu ukłutego przez Thomasa Samuela Kuhn’a po to, żeby grupa „uczonych w piśmie” mogła tworzyć swoje teorie jako naukowe w oparciu o konsensus im podobnych. To jest typowa metoda. Tak, że cytata, którą podkreślasz w celach sobie wiadomych, typu >Powtórzę słowa znanego profesora: ” nadmierny filosemityzm w naturze, nauce, w kulturze – zabija Tożsamość Narodu”< słuszna jest. Taką metodę wydumanego paradygmatu w zwulgaryzowanej i miejmy nadzieję nieświadomej formie stosuje rolnik z dyplomem, czyli Adam Smoliński odnośnie swoich nieuzasadnionych odkryć w zakresie zebry, wykluczonej przez niego z koniowatych oraz brzoskwini jako zapylacza dla jabłoni. Strzał, jak kulą w płot. Konsensusu w tym zakresie nie uzyska, choćby wywinął dodatkowo kilka koziołków i stanął na głowie oraz wykręcił kota ogonem. Jest to pokłosie jego rozważań gleboznawczych.w kontekście czarnoziemów stepowych „uprawianych przez naszych przodków w rejonie dorzecza Jeniseju, aż do wschodnich stoków Uralu”. Żeby nie było, to wynurzenia Adama Smolińskiego dotyczące miejsca udomowienia dzika i powstania świni oraz udomowienia tura jako przodka krowy są jak najbardziej na miejscu. Hodowla zwierząt jest starsza niż hodowla roślin, a więc rolnictwo. Patrz więc, że dyskutować można w oparciu o fakty, a nie widzi mi się i hucpiarskie zagrywki, podszyte niby-wiedzą. Pozdrawiam i życzę miłego dnia

          • Oczywiście, przepraszam za literówkę, szybko piszę bo mało czasu.
            Co do teorii o kolebce Rodów jednak optuję za Syberią, zbyt dużo Nas Słowian łączy na szczęście z kulturą starożytnych Indian, jak i ludów Starej Koliby z Gonur aby kłócić się o narzutę na tułów konia, czy to mazowska, scytyjska, grunt że narzuty te stosowali nasi Przodkowie, co juz daje dużo do myślenia. Słowo Myśleć – MySłowia – wypowiadać myśli, używać aparatu mowy, języka, ust, gardła, – czyli się komunikować.
            Dzisiaj za dużo ataków na Nasze Dzieje i każdy chce udowadniać, że ma monopol na Viedze.
            Jedno jest pewne – z mózgiem się rodzimy, z nie wiedzą umieramy – jak dotąd – to jedyny wyznacznik systemu 0-1 do 10. Nasz system to 6-0-9 lecz trudno byłoby się przestawić na taką viedzę- a tak niestety tłuką dzieciakom w szkole: pamietaj cholero nie dziel nigdy przez zero – gdzie wykorzystuje się świętość innej religii znanej jako paradygmat naukowy.
            Kwiatków w niewiedzy nauki jest tyle, że gdyby człowiek się zatrzymał i chwilę zastanowił to sama świadomość w czym żyje, zabiłaby go na miejscu, jeśli nie jest gotowy na taką wiedzę – i niestety z tym mamy do czynienie – to chyba lepiej wykazać wolę kontrargumentacji – jak na razie z całym szacunkiem do świata nauki, prosiłbym aby udowodnić że w starożytności istniał język: hebrajski i niemiecki – bo z definicji dialekt jest częścią większego obszaru na którym komunikuje się człowiek z drugim cżłowiekim i płynie on z kultury i etnosu?
            Sęk w tym że takowego nie znajdziemy, więc Nasza rola aby świat przekonać, że wszystko wywodzi się od praSłowian, naszych Rodów, a nie wydumanych cywilizacji uzależnionych od wylewów, nie taka jest Vieda w PieRaMądzie.

          • Panie YOLOMIR przeczytałem bardzo dokładnie artykuł pana Adama Smolińskiego o Glebach.
            Zaznaczam, nie jestem dyslektykiem i nie mam ADHD.
            Muszę stwierdzić, że to pan, albo nie umie czytać ze zrozumieniem, albo manipuluje pan z premedytacją. Pan Adam nigdzie nie twierdzi, że zebra nie jest koniowatych. Zdanie, które pan zacytował jest wyrwane z kontekstu i dotyczy w rzeczywistości tego, że zebry nie udomowiono mimo, że jest koniowatych. Zdanie to łączy się ze zdaniem pierwszym tego akapitu, tak jak wskazuje pan Adam i tak te dwa zdania należy rozumieć łącznie, Pan zaś przekręca sens wypowiedzi pana Adama w tym akapicie.
            Dodatkowo muszę panu powiedzieć, że pan Adam ma dużo racji z tą brzoskwinią. Mam działkę z jabłoniami. Odkąd posadziłem między nimi brzoskwinie, to lepiej mi owocują jabłonie. Tak mi poradzili doświadczeni sadownicy.
            Proszę się opanować z tym swoim atakiem.
            Wygląda na to, że te wszystkie epitety, które przypisuje pan panu Adamowi, dotyczą pana.

          • Wpisy historyczne na tej stronie dotyczą historii, a nie sadownictwa. Gdyby jeszcze argumenty Pana Adama miały jakiś związek z głównym tematem sporu – gdzie i kiedy powstało rolnictwo – to pół biedy. Jednak przenosi on dzisiejszy stan klimatu i gleb do czasów tysiące lat p.n.e., które były zdecydowanie inne niż dziś. W dziedzinie, o której dyskutujemy, potrzebne są twarde dowody z przeszłości – np. archeologiczne ślady uprawy roli. Na dziś są takie, że rolnictwo narodziło się między Iranem a Anatolią, a następnie przeszło na Bałkany i do Europy Środkowej. Na Syberii ślady archeologiczne są o tysiąclecia późniejsze. Proszę wszystkich zwolenników syberyjskiej kolebki wszechcywilizacji o dowody – wskazanie raportów z wykopalisk, analiz biochemicznych itp., a nie upowszechnianie farmazonów z dyskusji przy piwie na ogródkach działkowych. Stąd Panie Zbigniewie bierze się zniecierpliwienie co rozsądniejszych dyskutantów stylem działania Pana Adama, który na dodatek uwielbia poniżać oponentów i konsekwencją jest odpłacanie mu pięknym za nadobne 🙂 Nie wiem co YOLOMIR odpowie, bo nie jestem nim, ale mnie już znudziły sensacje o „pustynnej zarazie”, wyłącznie i jedynie słowiańskiej R1a itp. folklor internetowy. Jestem otwarty na różne teorie, ale – proszę – z rzetelnymi dowodami. Ws. rolnictwa proszę o komentarze (konkretne i na temat!) np. pod wpisem:
            http://rudaweb.pl/index.php/2017/03/12/nie-z-soli-i-nie-z-broni-ale-z-roli/
            czy
            http://rudaweb.pl/index.php/2016/04/11/bylismy-pierwsi-ser-z-kujaw/

          • Cuda, cuda panie Piotrowski Adamie Smoliński. Doczytał pan się, że wyjęte to z kontekstu zdanie Adama Smolińskiego o wykluczeniu zebry z koniowatych oraz, że jak w sam raz na użytek twierdzeń rzekomego „rolnika z dyplomem” ma pan w ogródku jabłonie oraz brzoskwinie, gdyż jak nic „brzoskwinia jest zapylaczem dla jabłoni”. Podobne .kocopały owe Adam Smoliński bezmyślnie podparł nawet przekierowaniem na https://www.sadowniczy.pl/Drzewka-owocowe-Zapylacze-drzew-owocowych-cinfo-pol-58.html , której to instrukcji nie zrozumiał ni w ząb. Brzoskwinia nie zapyli jabłoni, ani jabłoń nie zapyli brzoskwini. Skoro czytał pan piśmiennictwo Adama Smolińskiego w zakresie gleboznawstwa to tam masz więcej „uczonych” wynurzeń „znawcy”, typu >„rolnictwo” w tzw. Żyznym Półksiężycu, to zawracanie głowy, a wszelkie kombinacje alpejskie na ten temat, tworzone są na potrzeby polityczno – religijne< oraz, np. wynurzenia na temat wypalania traw. Prawdziwy rolnik, który niechcący udzielił się w dyskusji z Adamem Smolińskim wynurzenia jego skwitował „Obserwując pańską działalność to rolnictwo u pana jest tylko wirtualne”. Inny nie zdzierżył i zauważył po niewczasie, że Smoliński jest „ w swoim zacietrzewieniu głuchy na racjonalne argumenty”. Kolejny pisze wprost „Gdyby głupota unosiła, to on by latał jak gołębica”. Człowiek ten nie potrafi wywodzić racjonalnej argumentacji, a w stosunku do osób merytoryczne uzasadniających jego przekłamania, stosuje inwektywy i obrażające wpisy.. Ktoś już zauważył, że jego cechą jest napuszczanie jednych na drugich, judzenie, wulgaryzmy i brak kompetencji. Tyle w temacie.

        • Już się dowiedziałem. A. Smoliński jest pimpalionem od glebogryzarki. Co taki [moderacja] robi na blogu o Słowianach?

  9. „„Słowiańskie dzieje” to kompendium wiedzy o dawnych dziejach Słowiańszczyzny oraz ludów z nią spokrewnionych. Opowieść zaczyna się wiele tysięcy lat temu, gdy na obszarach azjatyckich wyodrębniły się pierwociny ludów indoeuropejskich. Ludność tę nazwano Ariami. Niektóre ludy indoaryjskie, np. Scytowie i Sarmaci, skierowały się później na zachód, dokonując podbojów na terenie Europy. Z nich wyłonili się Prasłowianie. Stało się to co najmniej 7, 5 tys. lat temu nad Dunajem, w dorzeczach Dniepru, Wisły, Odry i Łaby.”
    https://bialczynski.pl/2018/03/24/boguslaw-debek-slowianskie-dzieje-bellona-18-04-2018/
    😀 😀 😀 😀 😀 😀 😀
    Wybitne!!!

  10. z tego wszystekiego wynika, Asya Pereltsvaig ma wyraźne konotacje rosyjsko-żydowskie, ktore chyba mają znaczenie w tym, że jest nieźle lansowana. W tym przez osoby, ktore krzyczą, że są Słowianami walącymi w „pustynną zarazę” – patrz Smoliński.

    • Osobiście nie uważam, że pochodzenie definitywnie świadczy o człowieku. To Pan Adam uparcie twierdzi, że tylko skodyfikowani R1a ze stepów mogą być „prawdziwymi” Słowianami. Tylko dlatego dopuszczam ten komentarz.

    • @KTOŚ hejterze, znamy się. Gdzie wleziesz, to inaczej klepiesz. Ze wszystkich blogów cię wyrzucają, a tu czego chcesz?

  11. Jden cytat z tego artykułu właściwie dyskredytuje też tzw Reformę Nauki wprowadzana obecnie:
    „Recenzenci są niejawni, chociaż znają nazwiska autorów. Nie ponoszą odpowiedzialności za to, że odrzucają dobre projekty ze względów ideologicznych albo osobistych. Nie biorą jednak odpowiedzialności osobistej za podejmowane decyzje. Pojawiła się również próba wprowadzenia anonimowych recenzji do habilitacji przez nową ustawę o szkolnictwie wyższym i nauce. Powstał jednak tak duży opór, że ministerstwo się z tego rozwiązania wycofało. To był absurdalny pomysł. Jestem zwolennikiem pełnej jawności. Wszystkie recenzje powinny być jawne, podobnie jak jawni powinni być ich autorzy. Dobór recenzentów nie może być tendencyjny.”

    Brakuje tylko kroku żebyśmy o wiedzy uniwersyteckiej zaczęli mieć takie samo mniemanie, jak o informacji rozpowszechnianej przez telewizję masową i polskojęzyczną prasę/potrale informacyjne w Polsce.

  12. Niby nie w temacie, ale link ogólnie właśnie mówi na temat dlaczego polska nauka, w tym historii, jest jaka jest:
    https://wpolityce.pl/polityka/386124-nasz-wywiad-dr-hab-szumilo-ipn-polityka-grantowa-w-polskiej-nauce-sluzy-politycznej-poprawnosci

    Co oznacza polityczna poprawność w wypadku historii i archeologii, niech każdy sam sobie odpowie. Według propagandy Niemiec i USA – poprawnie jest mówić że Polacy są współsprawcami Holokaustu – To było zaledwie 80 lat temu. Jak łatwo zakłamać historię dla interesu politycznego pokazuje ten właśnie przykład. 250 lat robi to nauka niemiecka i tzw europejska z historią wymazanej z map Polski i bez udziału polskiego głosu w jej kształtowaniu. Z tej narracji zrobiono polityczna poprawność, którą utrwala się grantami na badania archeologiczne i historyczne. A tak był oburzony moimi twierdzeniami, ze tak właśnie jest doktorant z Poznania wspierany przez Bojówkę SA.

    Ten ich najazd na historyka spoza uniwersytetu jest naprawdę charakterystyczny. Takimi metodami próbują utrzymać monopol na swoją narrację ci którzy wiedzą że nie maja racji – środkami nienaukowymi, np. prawem autorskim, promowaniem narracji za pieniądze, stypendiami – niemieckimi, brytyjskimi i innymi, grantami UE, współfinansowaniem „badań” np genetycznych Piastów i „współudziałem” w tych badaniach, inwektywami i chamskimi komentarzami, zamykaniem dyskusji, kpinami, makiawelicznymi sztuczkami w dyskusjach zamiast celowymi argumentami, i t.p..

  13. @ Autor
    Czy Goci byli Słowianami? Co Pan sądzi o bitwie pod Dołęza? Skąd w Niemczech wziął się niemiecki język?

    • Dobre pytanie odnośnie bitwy nad Dołężą, ale cały kontekst starcia trudny jest do udowodnienia. Sądzę, że źródłem zbrojnej rywalizacji, której przejawem jest bitwa nad Dołeżą z ok. 1300 r.p.n.e., są czynniki gospodarcze. Środkowa Europa z ujściem Odry miała wówczas kapitalne znaczenie, ponieważ obszar ten był zasobny w niezwykle cenne dla ówczesnych ludzi artykuły. Były nimi: bursztyn, miedź i zwłaszcza cyna – metal wtedy strategicznie cenny ze względu na niezbędność do produkcji brązu.
      Bursztyn nadbałtycki stanowił powszechnie pożądany towar. Od najdawniejszych czasów był on uważany jako niezwykły, elektryzujący materiał do wyrobu ozdób, a także do celów leczniczych. O zasięgu jego eksportu świadczą chociażby ozdoby z bursztynu bałtyckiego znalezione w grobie faraona Tutenchamona z roku 1323 p.n.e., czy w królewskim grobowcu w Qatna (Syria) z 1350 roku p.n.e.
      Według Rogera Davida Penhalluricka kolebkę europejskiego wydobycia i przetwórstwa miedzi oraz cyny stanowiły Rudawy, czyli region Łużyc, gdzie wydobycie rozpoczęło się około 2500 roku p.n.e. Szczególnie cenna stała się cyna, jako jeden z głównych towarów tzw. szlaku bursztynowego. Rudawską cynę wykorzystywano w bliższych i dalszych ośrodkach metalurgicznych. Przykładem jednego z nich była warownia metalurgów w wielkopolskim Bruszewie. Jak wskazują wyniki prac zespołu prof. Czebreszuka, ówcześnie był to największy taki ośrodek na północ od Alp. Nie było czegoś podobnego ani w zachodnich Niemczech, ani we Francji, Wielkiej Brytanii, Szwecji, czy Rosji. . Kontrola nad pozyskiwaniem bursztynu i wydobyciem cyny oraz produkcją brązu a także nad szlakami ich dystrybucji, dawały pozycję monopolistyczną i wynikające z tego korzyści materialne, przewagę technologiczną oraz militarną. Kontrolę nad tym obszarem miały ludy kultury łużyckiej. Stoczenie na tamtejszych terenach wielkiej bitwy z udziałem co najmniej czterech tysięcy wojowników wymagało skupienia dużej liczby żołnierzy w jednym miejscu wymagało istnienia na tym terenie większego organizmu wspólnotowego, który byłby w stanie zapewnić organizację i zgromadzenie wojów z wielu ośrodków. Trudno wnioskować z kim owa wspólnota ludów kultury łużyckiej stoczyły tą bitwę. Że była ona dla nich zwycięska świadczy dalsze trwanie na tym obszarze tej kultury. Odnoszący się do tego odkrycia komentarz opublikowany w 2006 r. w naukowym czasopiśmie „Science” informuje, iż DNA poległych „pobrane z zębów sugeruje, że niektórzy wojownicy są związani z nowoczesnymi południowymi Europejczykami i innymi ludźmi mieszkającymi w dzisiejszej Polsce i Skandynawii”.

      • Brawo, szybko Pan odczytał o bitwie pod Dołęza. Pewnie na blogu Białczynski? Rozumiem że aby odpowiedzieć na pytania odnośnie Gotów i języka niemieckiego, potrzebuje Pan więcej czasu, aby znaleźć i doczytać? Poniżej pytałam też o kulturę jamowa oraz drogę trypolakow do kultury trypoleskiej, czyli na Zachodnią Ukrainę, łukiem Karpat, może Pan przeoczył. Twierdzi Pan, że nie opowiada się ani za drogą północną, ani za południową. Tymczasem o ile idąc od południa, przez Anatolie i Bałkany, mija się Karpaty, o tyle idąc drogą północną, wzdłuż północnych wybrzeży mórz Kaspijskiego i Czarnego, do Zachodniej Ukrainy dojdzie się wcześniej niż do Karpat. Czy może mi Pan wyjaśnić swój tok rozumowania, jak trypolacy idavy północą na Zachodnią Ukrainę mogli mijać łuk Karpat? Chyba że szli z Europy Zachodniej ale to jakaś nowość? Może też Pan po prostu nie rozumie znaczenia pojęć droga północna, droga południowa?

        • Jeśli chodzi o spostrzeżenia Autora ws. bitwy nad Dołężą to sporo tu uwag, które były w naszym wpisie: http://rudaweb.pl/index.php/2017/11/02/kto-kogo-pod-doleza/ oraz z dyskusji pod nim, ale Autor mógł dojść do nich niezależnie, bowiem nie jest to jakaś wiedza tajemna. Nie wiem, czy celowe jest na naszym blogu tracenie energii na pochodzenie języka niemieckiego – staramy się przede wszystkim odkłamywać dzieje ojczyste. Z Trypolianami rzeczywiście warto ustalić co kto rozumie pod pojęciem „łuk Karpat” – chyba lepiej formułować: na południe lub na północ od Karpat. Generalnie kultura Cucuteni-Tripolie była transkarpacka i jednoznacznie z cyklu naddunajskiego. Kłosow mówi o genach „indosłowiańskich”, natomiast wyniki Mathiesona wskazuję na mutacje I2 (jeszcze raz warto przestrzec przed przecenianiem wagi próbek kopalnych z paleolitu i neolitu, bo są wyjątkowo mało reprezentatywne – stąd wyłącznie na ich podstawie rozsądzanie wyższości drogi północnej nad południową lub odwrotnie to raczej „mniemanologia”).

          • 😀 😀 😀
            To po co Pan tak mocno forsuję tę „mniemanologię” tzw. „drogi południowej”?
            Na podstawie „mniemanologii” tzw. „drogi południowej”, hg R1a dowiedziała się na Bliskim Wschodzie o czterech porach roku oraz związanych z nimi przesileniach i równonocach, koczując podczas pór suchych i mokrych?

          • Także uważam że na razie ilość przebadanych próbek jest za mała aby móc wyciągnąć miarodajne wnioski. Natomiast co do języka niemieckiego, to jest to sprawa bardzo związana ze Słowianami. Skoro tereny współczesnych Niemiec zamieszkiwali niegdyś Słowianie, obecnie zwłaszcza w zachodnich Niemczech, dominuje celtycka haplogrupa R1b, to skąd wziął się tam język podobny do skandynawskich? Może pan nauczyciel wyjaśni nam tę zagadkę.

          • Panie Smoliński, nie potrafi Pan prowadzić rzeczowej dyskusji, zamiast tego używa Pan obraźliwego języka. Zamieszczę tylko próbkę Pana piśmiennictwa –
            Do @KTOŚ hejterze, znamy się. Gdzie wleziesz, to inaczej klepiesz. Ze wszystkich blogów cię wyrzucają, a tu czego chcesz?
            Do ORLICKI
            Zlituj się nad sobą, wstydu sobie oszczędź
            Do Olicki „Na początek, to nie jestem znawca tematu”.
            To niestety widać.
            Do PWRLS Człowieku, ocknij się
            Do TANATOR No, jakby wydała jakieś wypociny Tanatora.
            Do TANATOR Ten klecha, nawet po zmoderowaniu, wie co o nim myślę.
            Do GUŚLARZ Na szczęście nie ma w niej klechów i guślarzy wyznaczających prawdę objawioną, zapisaną w jakiejś blabli. Apropos. Guślarz, to nie od pastucha pasącego guśce? Gusiec, to taka afrykańska świnia, w suahili zwany pumba.
            Do RUDAWEB Jeżeli, zawarte tam uwagi, uważa Pan za jakieś ogólniki, to tylko świadczy o Pana ignorancji w dziedzinie językoznawstwa.
            Do RUDAWEB Przyklejanie łatek konfidentów ruskich już weszło Panu w krew. Poczekam, aż Pan napisze o Alinei’m, iż o nim wspominał Einstein i do niego mam z tym się zwracać. Myślę, że niedługo to nastąpi.
            Do AUTOR Takie skrzywienie zawodowe, znam środowisko nauczycielskie i jego skrzywienia.
            Do AUTOR Oto dowód pana ślepoty. Po co Pan tu wlazł?
            Cechą Pana piśmiennictwa jest przekręcanie, mącenie, napuszczanie jeden na drugiego. Niech się Pan zastanowi nad tym co Pan pisze i w jakim tonie. Ogłaszanie wszem i wobec, że nienawidzi „pan klechów, kałanów- księży” nie upoważnia Pana do siania nienawiści, między innymi do nauczycieli, bo zna Pan „środowisko nauczycielskie i jego skrzywienia”. Nie wiem, kto Pana skrzywił , że Panu ta nienawiść została. Ostatnio zadeklarował się Pan jako archeolog, członek zespołu prof. Mazurowskiego. Ciekawe co na to Profesor Mazurowski miałby do powiedzenia. A może w tym zakresie coś ciekawego Pan sam napisze, bez inwektyw. Użycie sformułowania „Droga Dragomiro”, to chyba dalekie jest od inwektyw Dostosowanie się do Pana stylu „dyskusji” nie jest moim celem, mimo to przekazałem w takim stylu komentarz do Pana komentarza. Niech się Pan ogarnie, bo czas ku temu . Pisze Pan, że „Autorowi” puściły nerwy. Jak nazwać to co Pan tu wyprawia?

          • Oto fragment, o który Autorowi zapewne chodzi: ”Poniżej pytałam też o kulturę jamowa oraz drogę trypolakow do kultury trypoleskiej, czyli na Zachodnią Ukrainę, łukiem Karpat”. Otóż „nie pytałam/łaś” droga Dragomiro. Ot mała wpadka, ale pokazująca sens takiej dyskusji. Dlaczego to „trypolacy mieliby wędrować do kultury trypoleskiej? Jaki logiczny sens ma to zdanie?
            Kto tu kręci?

          • Zdolności odwracania kota ogonem to Pan masz wybitne, a i cenzorskie również. Jak większość historyków.
            😀 😀 😀
            Wchodzi Pan w buty @Autora, tłumacząc, co miał na myśli?

          • Znowu Pan nie na temat, ale cóż – inaczej pewnie Pan nie może 🙂

          • Jak inaczej nazwać ludność, która później tworzyła kulturę trypolską? Chinczkami?

          • Tripolijczykami – od Tripolie. Ale czy proponowałem inna nazwę?

        • Dragomiro, czy jak tam się jeszcze inaczej podpiszesz – na temat południowej, czy północnej drogi już pisałem. Jeżeli nabyłaś bezdyskusyjną wiedzę na wszelkie tematy, to po co chcesz dyskutować. O bitwie pod Dołężą pisze, między innymi Pan Białczyński i robi to kompetentnie w oparciu o różne ujęcia problemu. Można się z tym zgadzać, albo nie. Na tym polega dyskusja.” Poniżej pytałam też o kulturę jamowa oraz drogę trypolakow do kultury trypoleskiej, czyli na Zachodnią Ukrainę, łukiem Karpat”. Otóż „nie pytałam/łaś” droga Dragomiro. Ot mała wpadka, ale pokazująca sens takiej dyskusji. Dlaczego to „trypolacy mieliby wędrować do kultury trypoleskiej? Jaki logiczny sens ma to zdanie? Cały kompleks Kultury Cucuteni-Trypole obejmuje , między innymi tereny po południowej, jak i północnej części wschodniego fragmentu łuku Karpat. Wystarczy sięgnąć po zwykłe mapy, żeby to wiedzieć. Od kiedy to wreszcie Karpaty sięgają do wybrzeży Morza Czarnego i z tego powodu były jakąś przeszkodą dla wędrówki ludów? Wywód „Tymczasem o ile idąc od południa, przez Anatolie i Bałkany, mija się Karpaty” jest ciekawy, ale powinien być poparty innym dowodem . Tak to nie działa, że idąc „przez Anatolię i Bałkany, mija się Karpaty” (?!), ale każdy ma prawo myśleć jak chce. Z tego powodu Dragomiro rozwijaj samodzielnie wątek Gotów i skąd się wziął język niemiecki. Oczekuję na wyłuszczenie podstaw hipotezy. Przy okazji, rozwikłaj jeszcze Dragomiro dzieje Basków, Celtów oraz Hunów i napisz o tym. Będę ci bił brawo za szybką odpowiedź w tym temacie.

          • Panie @Autor, widać, że puszczają Panu nerwy.
            Bardzo niegrzecznie i obcesowo odniósł się Pan kobiety, Dragomiry, naszej koleżanki. Bardzo nie ładnie Panie nauczycielu. To takie przyzwyczajenia ze szkoły? Dragomira nie jest Pana uczennicą, a gdyby nawet, to Pana zachowanie i tekst są poniżej krytyki.
            Właśnie wystawił Pan sobie „piękną” cenzurę.
            To, że Pan nie zdołał zauważyć pytania Dragomiry do Pana, nie uprawnia Pana do jakiś kpin i niegrzeczności.
            Oto dowód pana ślepoty:
            ***
            MARZEC 15, 2018
            DRAGOMIRA
            Pytanie do Autora: ludność kultury trypoleskiej była pochodzenia indoslowianskiego – a ludność kultury jamowej do jakiej, Pana zdaniem, grupy etnicznej przynależala? Napisał Pań, iż ludność kultury trypoleskiej przybyła wzdłuż łuku Karpat – z skąd przybyli?
            ***
            Chce Pan swoją wyższość okazywać kobiecie?
            Co to ma znaczyć, że Dragomira ma odpowiadać sobie sama? To po coś Pan tutaj przylazł?
            Wie Pan, co należy się facetowi odnoszącemu się po chamsku do kobiety?
            Mam nadzieję, że natychmiast Pan przeprosi Dragomirę za swoje impertynencje i chamskie zachowanie!!!

            Z Karpatami wyjaśnię Panu w innym komentarzu, bo widzę, że jest Pan historykiem, który z geografii miał notorycznie dwóje.

          • P.s.
            Zdaje się na „tyczki” z Dragomirą Pan nie przeszedł, aby Ją tak sobie „Tykać”?
            Pana uczennicą w szkole podstawowej, Dragomira też raczej nie jest, aby Ją tak sobie „Tykać”?
            Pogubiłeś się Pan, Panie @AUTOR w tych nerwach.

          • „Przyganiał kocioł garnkowi” – przypomnę tylko Pana dyskusje z Panem Tanatorem.

          • Panie Web, a Pan nie reaguje na to chamskie zachowanie @AUTORA wobec Dragomiry?
            Nie zauważyłem, aby Dragomira odnosiła się w podobny sposób do @AUTORA.

          • @Web
            Zatem toleruje Pan chamskie zachowanie @AUTORA wobec Dragomiry?
            „Bo ja coś tam nawrzucałem tanatorom”?
            Też mi wymówka!!! 😀

          • Po pierwsze przejście z kimś na „ty” w komentarzach internetowych może być niegrzeczne, ale nie obrażające. Po drugie, Pan konsekwentnie używa zaczepnych i obraźliwych form pod adresem innych komentujących. Nie dość, że to obraźliwe, to jeszcze niszczy rzeczową dyskusję, np. Tanator zgłosił garść precyzyjnych uwag pod adresem Autora w zakresie źródeł. Jednak Pańskie trollowanie doprowadziło do tego, że ten komentarz jest trudny do odnalezienia nawet dla mnie. Jak więc rozpoznać argumenty drugiej strony i próbować z nimi dyskutować, by przekonać Czytelników do swojej racji? Utrudnia więc Pan prowadzenie dyskusji innym, bombardując stronę nic nie wnoszącymi, egzaltowanymi komentarzami. To czystej wody trollowanie i będzie tępione.

          • „Dragomiro, czy jak tam się jeszcze inaczej podpiszesz (…)” – @AUTOR.
            Panie Web, to nie jest obrażanie kobiety?

          • Do @AUTOR – Karpaty.
            Dwie mapy:
            1. http://www.borekwielki.szkola.pl/przyroda/wp-content/uploads/2013/10/europa1.gif – Europa fizyczna.
            2.https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_trypolska#/media/File:Old_Europe.png – Kultura trypolska.

            Dragomira zapytała: Idąc nad północnymi brzegami M. Czarnego od Kultury trypolskiej, jak chce Pan minąć po drodze łuk Karpat?
            W tym przypadku, łuki północny i południowy Karpat są już za obszarem k. trypaolskiej, patrząc od kierunku wschodniego na zachód.
            Zatem, tylko idąc od cieśniny Bosfor, przechodząc deltę Dunaju, dalej koło miasta Tulcza mijamy od wschodniej strony południowy łuk Karpat. Dopiero wtedy możemy się skierować na północny – wschód i dalej w kierunku dawnego obszaru k. trypolskiej.
            Jak widać, idąc ze wschodu, z Azji do k. trypolskiej nigdy nie miniemy wcześniej jakiegoś łuku Karpat.
            Zatem, Pan @AUTOR po prostu miesza [zmoderowane].

          • P.s.
            Powinno być:
            „Idąc nad północnymi brzegami M. Czarnego do Kultury trypolskiej, jak chce Pan minąć po drodze łuk Karpat?”

  14. Mam pytanie do Pana Autora. Skąd wzięła się posiadana przez Pana wiedza na temat Słowian (oprócz studiów oczywiście)? Z jakich źródeł Pań ją czerpie? Ciekawi mnie to, ponieważ my tu wszyscy, przeszliśmy jakaś ścieżkę, zawsze była to ewolucja poglądów, czasem nawet ich diametralna zmiana. Co sprawiło, że zaczęło Panu świtać w głowie, iż rzeczywista historia jest odmienna od jej oficjalnej wersji?

    • Pyta Pani „Skąd wzięła się posiadana przez Pana wiedza na temat Słowian (oprócz studiów oczywiście)?” Nie można tego stanowczo oddzielić, ponieważ już w latach 80-tych, można było (jeżeli student tylko chciał) sięgnąć nie tylko do standardowego zestawu skryptorium, ale także do literatury, która odbiegała od ogólnego nurtu. Na poboczu głównych zajęć, interesowała mnie tzw. teoria języka indoeuropejskiego i takie hipotezy, jak te, że dialekty słowiańskie wyodrębniły się dopiero ok. I tysiąclecia. Wtedy słusznie czy nie doszedłem do wniosku, że skoro tak, to języki słowiańskie muszą zawierać najstarszy, stosunkowo najmniej zmieniony rdzeń wszystkich języków wyrosłych ze wspólnego pnia. Tak to widziałem ponad 30 lat temu. Duże wrażenie wówczas budziły sygnały, że podręcznikowe przekazy nie są takie oczywiste. Były poza tym dostępne prace, między innymi profesora Popko, Tadeusza Nowaka, Szyjewskiego, Głosika, Pełki, Szafrańskiego, Muszyńskiego. Leciejewicza, Strzelczyka, Smirnowa, Noska, Gafurowa, Schlette, Lehr-Spławińskiego, Marcelego Kosmana, Tarachy, czy nawet Kurnatowskiej. Dawały one rozszerzony i odbiegający od standardu obraz dziejów. Stopniowo pojawiały się informacje o nowych odkryciach archeologicznych, takich jak, np. tych o Bronocicach. Później kolejne i następne, a w ciągu ostatnich 15 lat jest to cały wysyp takich odkryć. Zupełnie rewolucyjne okazały się prace Alinei, opracowania profesora Mańczaka w ujęciu lingwistyki statystycznej z 2001 roku, dane ukazujące się od 2005 roku w ramach tzw. projektu genograficznego, wyniki kolejnych badań w zakresie analizy DNA, odkrycia Tomezzoli’ego i Stein’a. Obok tego nie można przejść obojętnie. Stoimy w przededniu znaczącej rewizji w rozumieniu dziejów. Jestem przekonany, procesu tego nie da się zatrzymać. Są konkretne ustalenia w dziedzinie archeologii, nauk przyrodniczych, antropologii, językoznawstwa, etnografii, religioznawstwa, metodologii historycznej, genetyki, geologii i innych nauk, które powinny dokonać zasadniczego przełomu. Mam nadzieję, że to się w końcu stanie.

      • Chce Pan powiedzieć, że ci wszyscy, wymienieni przez Pana autorzy pisali już w latach 80 tych o Słowiaszczyżnie, jako auto, z przed wielu tysięcy lat?
        Wiedzieli to już przed genetyką, że teoria prypecka to lipa?
        To, o co my tutaj walczymy, jak to już wszystko było dawno napisane?
        I Pan o tym wiedział już 30 lat temu? To dlaczego dopiero teraz ujawnia tę wiekopomną tajemnicę? Dlaczego wcześniej nie napisał Pan tak wiekopomnego dzieła, które rozświetliło by umysły nas, dzieci?
        30 lat temu można było zaorać wszystkich allo, allo, tanatorów i smyxxów, a Pan spał błogo z tymi wiadomościami?
        Jestem zniesmaczony.

        • O czym Pan w ogóle pisze? Dyskusja nad dziejami Słowian rozpoczęła się kiedy Pan zaczął się udzielać w Internecie? Wolne żarty. Czy Panu w ogóle coś mówią pojęcia z zakresu teorii autochtonicznej lub allochtonicznej i wie od kiedy ta dyskusja się toczy? To jest początek XX wieku. Stopniowo pojawiały się kolejne prace, popierające jedną, czy drugą koncepcję. W latach 80 – tych pojawiło się wiele opracowań, które dawały mocną pozycję zwolennikom koncepcji autochtonicznej i tak to wówczas było rozumiane. O jakim „zaoraniu” 30 lat temu Pan mówi? Współcześnie pojawiły się kolejne dane. Jest to kolejny etap umożliwiający stawianie nowych tez, ale przecież na ich podstawie i tak przedkładane są różne koncepcje.
          Niech się Pan ogarnie. Dyskusja na poziomie „pustynnej zarazy”, tematyki „Co by było, gdyby nie było chrześcijaństwa? Na pewno inaczej” a także wywłóczenie Pana konfliktu z „kapłanami – pasożytami, księżami” mnie nie interesuje. Raczej to przyczynek do innej działalności.

          • „Tak to widziałem ponad 30 lat temu.”
            To chyba Pana słowa?
            „W latach 80 – tych pojawiło się wiele opracowań, które dawały mocną pozycję zwolennikom koncepcji autochtonicznej i tak to wówczas było rozumiane.”
            Zatem, już wtedy wiedział Pan o mocnych dowodach autochtonicznych, wg Pana oświadczenia. Stąd moje pytanie, dlaczego dopiero teraz ujawnia się Pan ze swoimi wiadomościami, przespawszy z nimi ok. 38 lat?

            Jednak wróćmy do Pana ulubionego Alinei’go, na którego tak chętnie się Pan powołuje. Mam kilka pytań:
            1. Czy może się Pan odnieść do rewelacji Alinei’go na temat tzw. węgierskości Etrusków? https://youtu.be/tC0Dedg42HY
            2. Co Pan sadzi o późnym przyjście hg N nad Bałtyk (3000 lat temu), i jeszcze późniejszym nad Dunaj (1300 lat temu)?
            3. Czy zna Pan jakieś ślady hg N nad Padem?
            4. Czy ten problem z węgierskością Etrusków nie podważa całej teorii PCT Alinei’go?
            5. Jakie paleolingwistyczne odtworzenia językowe może Pan podać, jako przykład, na poparcie teorii PCT Alinei’go?
            6. Czy posiada Pan jakieś inne językowe dowody ma na poparcie swoich przedstawionych teorii?
            7. Czy zgadza się Pan z dr Jamroszko, Makuchem, i innymi, że w j. słowiańskim są odnajdywane rzekome tzw. zapożyczenia od-irańskie, czyli od osetyńskie, jako od-alańskie, od-sarmacie, itp?
            8. Wg. Pana, jak to się ma do twierdzeń Adriana Leszczyńskiego, który tych zapożyczeń nie dostrzega, jednocześnie powołując się na pracę Jamroszko?
            9. Co Pan myśli o historii kejanidzkiej nad Wisłą, o braku tzw. tamg tamże, wcześniej niż w XII w., itp?

            Chciał Pan pole do dyskusji, proszę bardzo.

          • Panie Smoliński. Raczył żeś Pan napisać o osobiście dokonanej peregrynacji do wykopalisk Göbekli Tepe w Turcji oraz na piaski pustyni do Tell Qaramel w Syrii, co skłania osobę Pana do konstatacji to „wiem to z autopsji”. W którym konkretnie to roku dokonał Pan tych samoedukacyjnych eskapad? Na pytania, któreś żeś postawił możesz Pan sobie odpowiedzieć. Pewnie z podobnej autopsji

          • Ależ proszę bardzo Panie @AUTOR, byłem tam pod koniec 1998 i początek 1999 r. Towarzyszyłem ekipie profesora Ryszarda Mazurowskiego, który miał objąć kierownictwo nad stanowiskiem Tell Qaramel w Syrii.
            Puszczają Panu nerwy, uczniowie zadają trudne pytania i jakoś nikt nie chce Pana nauczyciela poklepywać po plecach.
            😀 😀 😀
            Tak Pan płakał za polem do dyskusji, a jak zadałem pytania do tej dyskusji, to włazi Pan do mysiej dziury. Tylko ogonek już wystaje. Jeszcze ktoś przytnie.

        • Zdaje się, że to Pańskie słowa, że zna Pan „z autopsji” odkrycia w Göbekli Tepe oraz Tell Qaramel . Mógłbyś Pan powiedzieć, w którym to żeś roku dokonał peregrynacji do Turcji i na piaski pustyni syryjskiej?
          Tymczasem wróćmy, do „dyskusji” w Pana stylu.
          1. Czy może się Pan odnieść do teorii karpackiej?
          2. Jak Pan widzi kwestię homogeniczności ludów poszczególnych kultur i czy to odnosi się, np.do Retów?
          3. Czy zna Pan jakieś ślady hg na Połabiu?
          4. Czy według Pana wiedzy kulturę Villanova należy wiązać z Etruskami?
          5. Czy widzi Pan coś innego jeszcze co by uzasadniało lingwistyczne stwierdzenia przeprowadzone przez Françoise Badera oraz Jadrankę Gvozdanović odnośnie Wenetów?
          6. Czy posiada Pan jakieś inne dowody lingwistyczne uzasadniające – http://www.scirp.org/journal/aa http://dx.doi.org/10.4236/aa.2016.63006%5D, a konkretnie Giancarlo T. Tomezzoli, Reinhardt S. Stein, The Philistine Inscription
          from Ashkelon
          7. Czy zasadne jest wiązanie Osetyńców z Alanami? Jakieś dowody na ten temat?
          8. Jak mają się twierdzenia Dr Piero Favero. [w: http://venetianambassadors.org/projects/your-venetic- origins/] do The Human Story Join the project to learn about your story [w:
          Genographic Projekt- https://genographic.nationalgeographic.com/
          9. Co Pan myśli o teorii prof. Mariana Plezi o tzw. wschodniej drodze?

          • W pkt. 3 – konkretnie jakieś ślady hg N. Proszę to rozwinąć

          • @AUTOR

            Wystarczy przesunąć wyżej: MARZEC 16, 2018
            ADAM SMOLIŃSKI
            Napisałem, kiedy.
            [komentarz zmoderowany]

          • @AUTOR
            Po pierwsze: Najpierw Pan przeprosi Dragomirę za swoje chamskie zachowanie. [komentarz zmoderowany]

          • Zgodnie z zapowiedzią wyrzuciłem do spamu kilka innych Pana komentarzy. Przypowiastki o Jasiu, zapowiedzi skopania i wyzywanie innych od bezczelnych (- nie mnie, by była jasność) to nie jest rzeczowa dyskusja. Krytyka i jasne przedstawianie poglądów na temat omawianego artykułu, a nawet lekko prześmiewcza forma – tak. Chamstwo i trollowanie – nie!

          • P.s.
            Żałuj Pan Panie @Autor, bo @RudaWeb w działaniach cenzorskich „wylał dziecko z kąpielą”.
            Sam sobie odpowiadaj na swoje pytania: „Jak Kuba bogu, tak bug Kubie”.

          • Nie chodzi o to kto jakie zdanie ma i z kim się nie zgadza. Czasem jedno drobne słowo przeinacza nasze intencje i to się Panu zdarza. Proszę zauważyć jak spory prowadzą np. Białczyński i Tanator: otwarcie, zdecydowanie i czasem iskrzy, ale głównie liczą się fakty i poglądy, a nie kto kogo zakrzyczy. Panie Adamie – skończmy tę licytację: ma Pan swoją teorię do przekazania – proszę bardzo, ale bez wycieczek osobistych. No chyba, że ktoś Pana tak zaczepi, to go też zmoderuję 🙂

      • Przy ropatrywaniu aspektów bitwy nad Dolężą należy również pamiętać o pobliskim szlaku solnym i jego znaczeniu gospodarczym

  15. // Charakterystyczne, że Mieszko I kazał w Gnieźnie wznieść na miejscu otoczonego fosą kamiennego kurhanu kościół pod wezwaniem św. Jerzego //
    Skąd informacja ,że to sam Mieszko I ustalił pod jakim wezwaniem ma być ten kościół w Gnieźnie ? Poza tym, pierwszy gnieźnieński kościół był pod wezwaniem Świętej Trójcy ,przy czym ,zarówno ten jaki i ten pod wezwaniem św Jerzego w świetle ustaleń historyków , został ufundowany nie przez Mieszka a jego żonę Dąbrówkę , zaś sam wybór patrona wtedy jak i dzisiaj należy do kleru( parafianie mogą mieć swoje pomysły ale decyzję podejmuje biskup) czyli wtedy ustalił to biskup Jordan a nie sam Mieszko I bo trudno przyjąć by aż tak bardzo zainteresował się niuansami chrześcijaństw ale nawet gdyby tak było czyli koniecznie musiał to być św Jerzy ,to gdzie to potwierdza tezę o kapłańskich cechach Piastów ? Nie Borzywoj ufundował kościół św Jerzego w Pradze ale jego syn Wratysław , stąd cały ten „smokowy wątek” traci co raz bardziej sens bo Borzywoj w prawdzie też ufundował nawet dwa kościoły ale pod wezwaniem św Klemensa i Marii Panny czyli trudno go posądzić by tym sposobem chciał pogrążyć jakiś pogański kult smoka

    • Dodajmy jeszcze jedno – w czasach Mieszka i w tej części świata św. Jerzy smokobójcą nie był. Najstarsza znana wersja legendy o smoku pochodzi z wieku XI z Kapadocji, a jej rozpowszechnienie to czasy jeszcze późniejsze. Mieszko już wtedy nie żył, a co dopiero mówić o Borzywoju czy Wratysławie. Krótko mówiąc: ten „smokowy wątek” nijakiego sensu nie ma. Czcigodnego Autora zapał badawczy mocno na manowce wywiódł.

      • Trochę sobie Panowie żartujecie. Jeśli coś nie jest zapisane w uznanych źródłach to nie istniało? Ejże, proponuję lekturę krótkiego artykuliku firmowanego przez Uniwersytet Warszawski – Paweł Janik, „Rola koczowników Wielkiego Stepu w transferze idei pomiędzy Europą a Dalekim Wschodem”, s. 25:
        „Jeszcze innym ważnym elementem w kulturze sarmackiej zaczerpniętym z Chin, zapewne w II lub I w. p.n.e., jest przedstawienie podłużnego, żmijopodobnego smoka (Simonenko 2012:290), które dało początek sarmackiemu symbolowi drako”.
        Pomijam już, że przedstawienie i legenda smoka wcale nie musiały pochodzić z Chin, ale mogły powstać wcześniej u Scytów/Sarmatów i stąd trafiły do Państwa Środka.

        • I co takiego Scytowie i Sarmaci wspólnego mieli z ufundowaniem kościołów pod wezwaniem św. Jerzego?

          • Podaliście, że legenda o smoku pochodzi z XI w. z Kapadocji – t.zn., że nie macie pojęcia o źródłach i czasie powstania tego mitu. Poza tym stwierdzenie „najstarsza znana legenda” może oznaczać jedynie najstarszy uznany zapis tej legendy wg historyków, którzy nie zajmują się innym dziedzictwem niż klasyczne europejskie. Tymczasem ziemie polskie od ok. 7 w. p.n.e. znajdowały się w orbicie wpływów scytyjskich, a następnie sarmackich.

          • Dziękuję za zwrócenie uwagi. No cóż, moja culpa, uczyniłem taki „skrót”, że aż zęby bolą.
            Chodzi o to, że w XI wieku w Kapadocji powstała najstarsza wersja legendy o św. Jerzym i smoku. Tym samym ufundowanie kościoła św. Jerzego w X wieku nijakiego związku ze smokami nie miało – ani w Gnieźnie, ani w Pradze.
            Podsumowując: cały ten „smokowy wątek”, na siłę łączony z orłem nijakiego sensu nie ma.
            Czcigodny Autor ponad wszelką miarę przywiązał się do swojej „hipotezy” i miast próbować jej weryfikacji za wszelką cenę próbuje ją „potwierdzić”. Zbyt wiele już mu się wpadek przytrafiło, by nadal twierdzić, że to tylko „osłabia, ale nie obala całego wywodu”.

          • W tym jednym elemencie układanki Autora (różnica w chronologii: najstarszy zapis legendy o św. Jerzym a budowa kościołów w Pradze i Gnieźnie) rzeczywiście mamy niezgodność. Jednak nie dyskwalifikuje to całego wywodu, choćby w sferze heraldyki Piastów. Hipoteza Autora jest logiczna i zapewne ją jeszcze uzasadni.

          • Bądźmy poważni na serio. Wszak to nie jest już tylko „jeden element układanki”.

      • Smokowy watek mógłby jednakże mieć jakieś znaczenie, gdyby wziąć pod uwagę NASZE RODZIME oczywiście między bajki wkładane , aleć i tak żywe legendy, choćby o Wawelskim smoku i dzielnym szewczyku, czy Kraku, który go podstępem pokonał u stóp wzgórza leżącego nad rzeką z wiele mówiącą nazwą Wawel, oraz lustrzane odbicie tej samej legendy o pokonaniu smoka przez bohatera o imieniu Uszanispas u stóp wzgórza leżącego u brzegów innej rzeki tysiące kilometrów i lat stąd zwanego Babel. Fraktalne odgałęzienia tej legendy można jeszcze znaleźć w miejscowości Wąwolnica w pobliżu Lublina z podobnym ukształtowaniem terenu, która ma w herbie, a jakże św. Jerzego, oraz miejscu dawnego naszego przedchrześcijańskiego kultu zwanym Piekiełkiem nad rzeką Welą na północ od Lidzbarku. Chrześcijaństwo miało i nadal ma złodziejski zwyczaj zawłaszczania starych podań i przeinaczania ich w procesie inkulturacji w swoje jak własne za pomocą jak najprostszych środków, czyli podmiany pierwotnego imienia ich bohatera, czy pradawnego bóstwa. nie mam żadnych wątpliwości, że tak się stało i w tym przypadku, zwłaszcza, że plącze się ono co do samej osoby Jerzego, których to świętych jest kilku, a ostatnio coś się przebąkuje, i przyznaje, że takiego świętego to personalnie wcale nie było.
        Inną wypływającą przy tym kwestią jest zatem możliwa „rywalizacja” dwóch ośrodków władzy: Gniezna z jego sugerowanym w nazwie orłem i Krakowa z jego smokiem, który to był zgodnie z podaniem osobiście wszak przegrał z tamtejszą władzą. nie wiem tylko jak się w tym przypadku to może mieć do okresu z naszych dziejów, kiedy się to mogło było wydarzyć.

    • Borzywoj mógł fundować ale Mieszko jakimś dziwnym smyxxem juz nie !!! Jak to nazwać takie pisanie ? Głupotą? Z Piastami to jest sprawa baaaaardzo prosta. Dokonali zamachu stanu wyrzynając wszystkich Popielów. Na dodatek zaczęli handlować niewolnikami. Dopiero obca dynastia Jagiellonów przywróciła blask Najjaśniejszej. A kto zniszczył IRP? To już temat na inną dyskusję. Czy mamy szansę na odrodzenie? Tak mamy ale musimy pokonać Niemców, Banderowców i Żydów. A kto tego dokona? Oczywiście kobiety!!!

    • Kościół św. Jerzego w Gnieźnie został postawiony, ponieważ taka była wola księcia. Nie było czegoś takiego jak potulni wobec biskupa parafianie, albo niezależność decyzyjna Dobrawy. Mieszko był faktycznym i formalnym decydentem. Nieliczne duchowieństwo mogło tylko liczyć na pomoc władcy, a nie decydować. Jeszcze nie wtedy. Kościół był wówczas jeszcze słaby, poza tym zarówno władca jak duchowni musieli liczyć się z reakcją pogańską. Do takich wydarzeń dochodziło u Słowian połabskich, w Czechach, Polsce. Także na Rusi reakcje pogańskie i bunty antyfeudalne (zdarzające się nawet w XIII wieku) były czymś absolutnie normalnym. W czasach Mieszka i dużo jeszcze później większość społeczeństwa wyznawała swoją wiarę i nie była nawet ochrzczona. Nieliczni tylko mogli zauważyć, że w głównych grodach buduje się świątynie, które podkreślały, że nadchodzi kres pogaństwa. Tak też była intencja kościoła hradczańskiego i nie ma znaczenia, czy postawił go ochrzczony przez Metodego Borzywoj, czy z dużym oporem społecznym wprowadzający chrześcijaństwo wśród poddanych jego syn. Najwcześniejszy znany opis mitu św.Jerzego, którego świętość lud uznawał już w IV w., ale jak to z opisami bywa są one późniejsze niż powstałe wcześniej mity, które musiały być w powszechnym obiegu zanim je spisano. To nie jest argument do późnego kojarzenia świętego ze smokobójcą. Smok/Żmij to dla chrześcijaństwa diabeł, którego trzeba pokonać. Nie bez przypadku taki kontekst widzimy w państwach słowiańskich: w Polsce, czy Czechach. Nawet na Rusi symbolicznie był „zabijany” smoka/żmija, żeby nie było wątpliwości co do tego, że rodzima wiara nie ma szans w starciu z „prawdą” głoszoną przez kapłanów nowej wiary. Nie ma przypadku, że herbem księstwa moskiewskiego (późniejszego niż państwo piastowskie), a później i samej Moskwy jest dzielny święty zabijający smoka/żmija.

      • Nic z tego, czcigodny Autorze. W najstarszym znanym żywocie św. Jerzego (X wiek) o smoku ani słowa. Wcześniej (np. Grzegorz z Tours) też nic. Na ikonach do pewnego momentu też smoka brak. Na Rusi też – święty Jerzy z monasteru w Nowogrodzie (XII wiek) też bez smoka występuje. Ta jedenastowieczna smocza baśń musiała dotrzeć do Gniezna i Pragi, a to trochę z Kapadocji daleko.
        Krótko mówiąc: to, jak przedstawiano św. Jerzego później, nijakiego znaczenia dla decyzji podejmowanych w X wieku w Polsce i Czechach nie ma.
        A przy okazji nieśmiało jeszcze powrócę do pytania o to, w którym to miejscu u Thietmara znajduje się ten fragment o Mieszku I, co to się skumał z „diabłami, które w postaci latającej maszkary paliły bogobojnych”?

          • Wiki – zwłaszcza polska – to rzeczywiście „krynica wiedzy” 🙂

          • @AUTOR
            A może zamiast kpić z Wikipedii odniósłby się Pan merytorycznie do tych wątpliwości? Faktem jest, że kult św. Jerzego rozpoczął się w IV w n.e. ale był to kult żołnierza- męczennika. Mit o Jerzym smokobójcy to jak już tu wskazano XI w. (Kapadocja w Syrii i Gruzja). Na Zachodzie pojawił się w XII w. i nie był tam powszechnie znany, dopóki nie został połączony z Passio Georgii w „Speculum historale” Vincenta z Beauvais i „Złotej Legendzie” Jakuba de Voragine. Tym samym Pana twierdzenie („Charakterystyczne, że Mieszko I kazał w Gnieźnie wznieść na miejscu otoczonego fosą kamiennego kurhanu kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Święty ten w mitologii chrześcijańskiej jest utożsamiany z rycerzem, który zgładził smoka. Miało to podkreślać definitywny rozbrat z pogańską przeszłością.”) nie może być prawdziwe, gdyż dla X-wiecznego chrześcijanina, co już zaznaczył Pan Sattivasa, św. Jerzy nie kojarzył się z zabiciem smoka, stąd ustanowienie go patronem kościoła nie mogło mieć takiego symbolicznego znaczenia jakie mu Pan przypisuje. Po wyrzuceniu z konstrukcji Galla, Kadłubka, fałszywego Thietmara i teraz kościoła św.Jerzego pozostają długie włosy i heraldyka. Trochę mało i w przeciwieństwie do Pana Weba spójności w tym nie widzę.

          • Cóż, czcigodny Autorze, istnieje też świat poza Wikipedią i „Almanachem Smoków”. Dlatego też, jeśli chcę cytować Thietmara lub Galla Anonima, sięgam po ich kroniki, a nie po dzieła profesora Kościeja Papiginisa.
            Dodam od siebie jeszcze, że przed św. Jerzym smokobójcą był św. Teodor. Z I połowy X wieku pochodzi najstarszy znany wizerunek św. Jerzego (kościół św. Krzyża na wyspie Akmadar) w towarzystwie dwóch innych świętych. Pierwszy od lewej jest św. Teodor, zabijający smoka, drugi jest św. Sergiusz, zabijający lwa, trzeci natomiast św. Jerzy, który przebija włócznią człowieka. Dopiero w Kapadocji w XI wieku mamy po raz pierwszy wizerunek św. Jerzego walczącego ze smokiem (kościół św. Barbary w Soganli). Najstarszy znany tekst opowieści o św. Jerzym zabijającym smoka pochodzi z Gruzji (XI wiek).
            Tak więc, gdyby Wratysław, Mieszko czy biskup Jordan potrzebowali smokobójcy, wybraliby raczej św. Teodora.
            Nie zgadzam się z jedną uwagą Tanatora – tą o długich włosach i heraldyce jako ostatnim bastionie czcigodnego Autora. Długie włosy albowiem nic do wywodu nie wnoszą, zaś wywody heraldyczne również są naciągane. Albowiem smoki to jeno książąt czerskich występują i raczej z mitem arturiańskim mają coś wspólnego. Orzeł zasię jest w heraldyce tak popularny, że przypisywanie mu wyjątkowopiastowskiego i strażnikopodziemnego znaczenia naciągane jest ponad miarę. A dodajmy jeszcze, że Piastowie sięgali też po lwy, lilie, szachownice i inne takie.

          • A nie zastanawiał się Pan czasami, skąd ci Piastowie w ogóle się wzięli?
            Pojawiają się tak nagle i właściwie zagrabiają zbójecko władzę, mordują Popielidów i zdradziecko zmieniają wiarę na pustynną zarazę, aby łatwiej przejąć władzę. Cały ich chrzest wygląda na wielką lipę, wymyśloną później. Właściwie do końca nie wiadomo, gdzie była siedziba rodowa Piastów. Są spekulacje na temat ich siedziby, ale brak jest konkretów. Jakoś dziwnie wyglądają na jakiś odłam Polan Kijowskich, którym spodobała się bogatsza Wielkopolska, stąd wszystkie zdradzieckie ruchy.

          • Panie Adamie, pozwoli Pan, że historię światów alternatywnych omówimy innym razem.

          • @SATTIVASA
            Alternatywnych, czyli niezgodnych z oficjalną narracją chrześcijańską?

      • // Nie było czegoś takiego jak( …………………) niezależność decyzyjna Dobrawy. //
        Akurat w kontekście inicjacji pierwszych chrześcijańskich obiektów w Polsce było wprost przeciwnie czyli Dąbrówce przypisuje się „siłę sprawczą ” budowy kościołów , np XIII wieczna kronika śląsko-krakowska wspomina o wizycie Kazimierza Odnowiciela w kościele w grodzie Ostrów ( Lednicki czy Tumski nie ma tu znaczenia ) , założonego przez Dąbrówkę czyli te dwa w Gnieźnie pod wezwaniem św Trójcy a tym bardziej św Jerzego z uwagi na podobieństwo do obiektu w Pradze , który wchodził w skład żeńskiego klasztoru ,gdzie przełożoną była młodsza siostra Dąbrówki , są bezapelacyjnie inicjatywą czeskiej księżnej.Istnieją nawet czeskie źródła np XV wieczna kronika Sędziwoja z Czechla , gdzie Dąbrówka ma być założycielką kościołów nie tylko w Gnieźnie czy Poznaniu ale też w Krakowie czy Wrocławiu , co w przypadku tych dwóch ostatnich miast jest zupełnie wykluczone , niemniej ,żaden solidny historyk nie może zignorować udziału księżnej w pionierskich „inwestycjach sakralnych”.W tej sytuacji , wszystkie atrybuty nowej wiary zostały przejęte od Czech , w tym symbolika św Jerzego.Przemyślidzi nie musieli być żadnymi kapłanami by przyjąć chrześcijaństwo , żadna dynastia nie musiała ale Piastowie już tak bo to nas wyróżnia, jesteśmy , jeśli już nie lepsi to przynajmniej bardziej oryginalni ? 🙂

        • Panie SMYXX, sugeruje Pan, że Dobrawa dysponowała niezależnymi od męża, tj. Mieszka I środkami, dzięki którym wystawiała liczne jak Pan pisze „kościoły nie tylko w Gnieźnie czy Poznaniu ale też w Krakowie czy Wrocławiu”? Wątpliwa to teza. Jak pisze Kosmas (Czech), Dobrawka była starą babą. Stała się Dobrawka żoną Mieszko, bo akurat zbiegły się cele jego i Bolesława Srogiego. Nie wymagał od niej żadnego posagu, tylko tyle, żeby uwiarygodniła jego chrystianizacyjne plany. Zięć, Bolesław Srogi liczył na pokój z północnym sąsiadem, bo akurat nie chciał się wikłać w dodatkowe, niepotrzebne Czechom wojny. Nie było mowy o żadnych posagach. Dobrawa miała sprowadzić ze sobą duchownych. I tyle. Nie dysponowała żadnym majątkiem, oprócz fraucymeru. Kościoły mogła stawiać, ale rzeczywistym źródłem tych inwestycji był Mieszko. Swoją drogą Bolesław Srogi zawiódł się, licząc na to, że od północy Czechy będą miały spokój. Już jego wnuk Chrobry, wykorzystał słabość władz praskich i zajął Czechy, Morawy i Słowaczyznę.

          • Niczego nie sugeruję a jedynie powtarzam opinie Jerzego Strzelczyka bo to w jego opracowaniu „Chrzest i początki Polski” z 2016 roku zawarte są informacje o „aktywności ” Dąbrówki ,o których tu wyżej wspomniałem.Nie wiem kto ponosi większy wkład w ufundowanie tych pierwszych kościołów (dwóch a nie licznych ) , w każdym razie , jeśli kroniki podają ,że założycielem tych obiektów była Dąbrówka , to chyba jej udział musiał być większy od samego Mieszka bo w przeciwnym razie to jego by wymieniono jako założyciela ?Poza tym , ocena księżnej : „stara baba” wydaje się być nie do końca przemyślana bo wtedy nawet 30 latka mogła być postrzegana jako stara już kobieta ,stąd o ile taka uwaga w relacji Kosmasa jest nawet zrozumiała tak dzisiaj już nie za bardzo .

          • @AUTOR
            Chyba tylko Pan tak interpretuje post Pana SMYXXA. Budowano ze środków książęcych natomiast Dobrawie o czym pisał Pan SMYXX przypisuje się inicjatywę stawiania kościołów. Z drugiej jednak strony jeżeli za trafne uznamy odczytanie przez P. Wiszewskiego (Domus Bolezlai str. 199) ustępu Gallowego (Gall I r. 5) iż Dobrawa przybyła „z wielkim świeckim i kościelnym przepychem rzeczy służących pobożności” zamiast „z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych” to pojawia się też element materialny, który mógł być wykorzystany do wyposażania nowo powstałych kościołów w sprzęty liturgiczne.
            Szczerze pisząc dziwi mnie też u Pana, zawodowego historyka, tak mało profesjonalna charakterystyka Dobrawy. Stara baba?? To ile wg Pana miała lat? Rozumiem, że bezkrytycznie zaufał Pan Kosmasowi. Mniemam jednakże, że znane są Panu jako profesjonaliście zastrzeżenia co do tego przekazu Kosmasa np. iż kronikarz pomylił Dobrawę z drugą żoną Mieszka Odą. Ta „stara baba” urodziła też w małżeństwie dwoje dzieci co byłoby dość trudne dla leciwej niewiasty. Nawet uznając przekaz Kosmasa za złośliwy ale prawdziwy, to uwzględniając ówczesne realia Dobrawa mogła mieć w chwili zamążpójścia co najwyżej dwadzieścia kilka lat. Natomiast w kwestii przyczyn (również geopolitycznych) przyjęcia przez Mieszka I chrztu to nie wątpiąc iż bogata literatura przedmiotu jest Panu znana pozwolę sobie zarekomendować pozycję D.A. Sikorskiego „Kościół w Polsce za Mieszka I i Bolesława Chrobrego” Poznań 2013. Pozwoli to Panu być może na szersze spojrzenie na tą kwestię.

          • Panie SMYXX wyszczególniał Pan jako kościoły ufundowane przez Dobrawę „ te dwa w Gnieźnie pod wezwaniem św Trójcy , a tym bardziej św. Jerzego z uwagi na podobieństwo do obiektu w Pradze”, oraz „Istnieją nawet czeskie źródła np XV wieczna kronika Sędziwoja z Czechla , gdzie Dąbrówka ma być założycielką kościołów nie tylko w Gnieźnie czy Poznaniu ale też w Krakowie czy Wrocławiu”. Sugerowana wielość ufundowanych przez Dobrawę kościołów nie jest już taka oczywista, ponieważ to jednak jak Pan pisze uczestnictwo Dobrawy w: „w przypadku tych dwóch ostatnich miast jest zupełnie wykluczone” i chodzi Panu o to, że jednak nie ona ufundowała kościoły w Krakowie i Poznaniu. Dodaje Pan w bieżącym komentarzu, że „Nie wiem kto ponosi większy wkład w ufundowanie tych pierwszych kościołów (dwóch a nie licznych)„ . Skoro Pan o tym nie wie, to po co Pan pisze „jeśli kroniki podają ,że założycielem tych obiektów była Dąbrówka , to chyba jej udział musiał być większy od samego Mieszka”? „Chyba”? Raz kroniki to podają, a za chwilę te same kroniki stają się niewiarygodne? Ja nie napisałem, że Dobrawa nie była inicjatorką budowy dwóch kościołów, ale przypuszczam, że środki na nie pochodziły raczej z o wiele bardziej zasobnych środków jej męża. W sumie to jak Pan o swojej wypowiedzi podaje, że >powtarza opinie Jerzego Strzelczyka […] „Chrzest i początki Polski” z 2016 roku”<. No to Pan podał. Odnośnie przyczyn, z których Mieszko I wziął za żonę Dobrawę, jest chęć uwiarygodnienia zamysłów chrystianizacyjnych, a nie jej posag. Dobrawa miała sprowadzić ze sobą duchownych. I tak się stało, ponieważ przybyła „z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych”. To był jej posag. Takiego oczekiwał Mieszko I.
            Odnośnie wiosen, które liczyła sobie Dobrawa w chwili ślubu z Mieszkiem, wypowiedział się kronikarz czeski, nie ja. Kosmas w ogóle nie oszczędzał w opisach córki Bolesława Srogiego i z jakichś powodów pisał: "była nad miarę bezwstydna” , a kiedy poślubiała Mieszka niemoralnie „zdjęła ze swej głowy zawój i nałożyła panieński wianek, co było wielkim głupstwem tej kobiety „. Kosmas wskazuje tu zatem na bujną przeszłość Dobrawy. To jest opinia kronikarza czeskiego, a nie moja. Jakie miał powody, żeby kwestionować dobre imię swej rodaczki, córki Bolesława Srogiego? Po prostu pisał, to co o niej wiedziano, a że użył tu dosadnego języka? Kiedy tworzył swoją kronikę pamięć u Czechów o Dobrawie była jeszcze na tyle żywa, że jej nie kwestionowano. Zgłaszanie, że są obecnie „zastrzeżenia co do tego przekazu Kosmasa np. iż kronikarz pomylił Dobrawę z drugą żoną Mieszka Odą” jest tylko przypuszczeniem. Kosmas, dziekan kapituły praskiej, mający wiedzę o niedawnych losach członków domu Przemyślidów, pomylił córkę władcy czeskiego Dobrawę z Odą? Można i tak.

          • Panie TANATOR nie wiem kto >jeszcze interpretuje post Pana SMYXXAzna ówczesne realiaDobrawa mogła mieć w chwili zamążpójścia co najwyżej dwadzieścia kilka lat Z drugiej jednak strony jeżeli za trafne uznamy odczytanie przez P. Wiszewskiego (Domus Bolezlai str. 199) ustępu Gallowego (Gall I r. 5) iż Dobrawa przybyła „z wielkim świeckim i kościelnym przepychem rzeczy służących pobożności” zamiast „z wielkim orszakiem dostojników świeckich i duchownych” to pojawia się też element materialny, który mógł być wykorzystany do wyposażania nowo powstałych kościołów w sprzęty liturgiczne<. Może być prawdopodobne, że w zaproponowanej wersji tłumaczenia, „rzeczy służące pobożności” mogły być wykorzystane do zaopatrzenia nowo budowanych kościołów.
            Idąc wątkiem, który Pan rozwija również pozwolę zarekomendować Panu pozycję Jerzy Strzelczyk, Hanna Kóčka-Krenz i inni…, „Chrzest Mieszka I i chrystianizacja państwa Piastów”, Wydawnictwo Naukowe UAM, 2017. Być może pozwoli to Panu na szersze spojrzenie na te kwestie.

          • @autor
            // Skoro Pan o tym nie wie, to po co Pan pisze „jeśli kroniki podają ,że założycielem tych obiektów była Dąbrówka , to chyba jej udział musiał być większy od samego Mieszka”? „Chyba”? //
            Oczywiście ,że „chyba” bo tego nie wie nikt , nie zachowała się żadna konkretna informacja o finansowym wkładzie Mieszka i jego żony czyli pozostaje jedynie kontekst pojęcia „założyciel ” , zresztą nie ma chyba sensu dalsze rozważanie o fundatorach tych obiektów bo ważniejszy miał być sam dobór patrona czyli św Jerzego i smoka jako afirmacji domeny chrześcijańskiej nad pogaństwem ze szczególnym uwzględnieniem utraty pozycji smoka czyli tego słowiańskiego Nyja, przy czym nie sprawdził Pan łatwo dostępnej w sieci informacji ,że Borzywoj kościoła pod wezwaniem św Jerzego wcale nie ufundował zaś imię pierwszych patronów w Polsce raczej zaproponowała jego żona(albo biskup) bo trudno przyjąć by sam Mieszko miał w ogóle jakieś pojęcie o paradzie chrześcijańskich patronów .Wniosek jest taki ,że każda próba odkrycia czegoś nowego , oryginalnego na obszarze już od dawna dość dobrze spenetrowanym przeważnie kończy się niepowodzeniem 🙂

          • DO: SMYXX
            Zatem nie obstaje już Pan za twierdzeniem, że to Dobrawa z własnych środków finansowała budowę kościołów co wcześniej podkreślał Pan stanowczo i wobec tego pozostaje >jednak kontekst pojęcia „założyciel”, zresztą nie ma chyba sensu dalsze rozważanie o fundatorach tych obiektów bo ważniejszy miał być sam dobór patrona imię pierwszych patronów w Polsce raczej zaproponowała jego [Mieszka I] żona (albo biskup)< Kolejne to Pana stwierdzenie i tym razem zakłada „zaproponowanie” przez Dobrawę Mieszkowi patrona kościoła w Gnieźnie. Faktycznie to nie o kościół chodzi, ale o kaplicę, którą Mieszko ulokował przy budowanej jednocześnie siedzibie książęcej, czego nie sprawdził Pan w łatwo dostępnej w sieci informacji. „Zaproponowanie”, to też jednak nie to samo co „fundowanie”. Wniosek jest taki ,że każda próba odkrycia czegoś nowego , oryginalnego na obszarze już od dawna dość dobrze spenetrowanym przeważnie kończy się niepowodzeniem.

  16. A propos tego stwierdzenia: „Charakterystyczne, że Mieszko I kazał w Gnieźnie wznieść na miejscu otoczonego fosą kamiennego kurhanu kościół pod wezwaniem św. Jerzego. Święty ten w mitologii chrześcijańskiej jest utożsamiany z rycerzem, który zgładził smoka. Miało to podkreślać definitywny rozbrat z pogańską przeszłością. Podobny zabieg podkreślający dominację chrześcijańskich wartości nad rodzimą wiarą podejmowali inni słowiańscy władcy, np. czeski Bożywoj I, który wystawił na Hradczanach kościółek pod wezwaniem św. Jerzego.”

    Swego czasu w jednej takiej rozprawce uniwersyteckiej pewien doktorant z Poznania ujeżdżał po Tadeuszu Wolańskim i po wszystkich innych którzy śmieli poprzeć tezę, że kościół św Jerzego na Wzgórzu Lecha postawiono na świątyni pogańskiej/kurhanie Słowian oraz że utrudniano przebadanie dokładne archeologicznych artefaktów stamtąd, jak na burych sukach.

    Nazywał między innymi tezy wspierające ten punkt widzenia i samo odkrycie Wolańskiego: fantazmatami, nadinterpretacjami, konfabulacjami a nawet kłamstwami.

    Potem poległ totalnie w dyskusji ze mną na moim blogu, a następnie poleciał do bojówki anonimów z SA, żeby tam popisać się swoim niekończącym się wykręcaniem kota ogonem, i „zaistnieć” zwykłym krętactwem. W dyskusji ze mną przyznał, że nie jest wcale Allochtonistą, że ceni wysoko i uznaje za uprawnione i wielce prawdopodobne autochtonistyczne tezy profesora Kostrzewskiego (co twierdził też w XIX wieku T. Wolański), ale według niego Wolański był konfabulatorem, a Białczyński nie jest Autochtonistą tylko TURBOSŁOWIANINEM, więc nie będzie się zniżał do dalszej dyskusji.

    Oczywiście że Białczyński nie jest ani historykiem , ani historykiem autochtonistą tylko literatem, pisarzem i publicystą, który ma poglądy autochtoniczne na dzieje Słowian i siedzi głęboko w tym temacie od prawie 40 lat. Zabawne do czego prowadzi niektórych wybujałe ego i upieranie się przy tezach, które nie mają oparcia w twardych faktach, a jedynie w naukowych mitach przeszłości.

    Teraz pan historyk z UJ tracąc argument braku profesjonalizmu oponenta działającego na innym polu, gdyż jego oponent jest historykiem, usiłuje zdeprecjonować go w inny sposób. Argumentów merytorycznych ZERO, tylko metody rodem z PRLowskiej propagandy.

    Prawda o tym co znajdowało się pod kościołem św Jerzego w Gnieźnie i tak wyjdzie na jaw, niezależnie od deprecjacyjnych artykułów tego doktoranta na temat T. Wolańskiego i powtarzania allo-mantr przez Sattivasów, Hmmmów, Smyxxów i Tanantorów.

    Czym jest Historia na UJ i co się dzieje na Wydziale Historii UJ wiem z pierwszej ręki. Mój bratanek jest mgr historii UJ (w przeciwieństwie być może do anonimowego Sattivasy), skończył tam studia 2 lata temu.

    Podobnie jak na Historii Sztuki nie uczono mojej córki o istnieniu Stanisława Szukalskiego, tak samo na historii UJ nie uczy się o alternatywnej roli świętego Stanisława w historii Polski – udowodnionej w XX wieku przez prof. Tadeusza Wojciechowskiego.

    Z taka wiedzą wypuszcza się historyków i historyków sztuki z UJ.

  17. Do Autora

    Cytuję pana słowa: „właściwe staje się stwierdzenie, że poszczególne bóstwa [słowiańskie] są reminiscencją jednej i tej samej mocy boskiej, przejawiającej się w różnych postaciach”.

    To stwierdzenie pana jest bez wątpienia prawdziwe, w pełni zgadzam się z nim, jak też z tezą że Koszyszko/Kosisko/Chościsko był zapewne wysokim kapłanem pogańskim, być może major domusem, który dokonał przewrotu pałacowego.

    Bez wątpienia, twierdzę to na podstawie mojej wiedzy o mitologii Słowian i innych ludów Ziemi, symbole takie jak Smok/Żmij, Tur/Byk, Złotorogi Jeleń czy Święte Ptaki (Orzeł, Sokół, Kruk) oraz Święte Węże (jest ich cztery) i Swastyka, były symbolami królewskimi Słowian, Scytów i Sarmatów, wywodzącymi się najprawdopodobniej ze starej wczesno-neolitycznej ( o ile nie starszej) wiedzy o zodiaku i figurach i znakach/układach gwiazd na niebie (astronomia), przełożonych na heliocentryczny kalendarz astronomiczny i rolniczy.

    Możemy się różnić w spojrzeniu na rolę Żmija czy Smoka w mitologii, ale to są niuanse, które w tej rozprawie nie mają, moim zdaniem, znaczenia.

    • Jestem na etapie czytania Pańskich publikacji. Muszę przyznać, że robią wrażenie. Chylę czoło. Wcześniej miałem okazję zapoznać się z Pana artykułem dotyczącym bitwy nad Dołężą. Dostrzegam w tych opracowaniach usystematyzowany obraz dziejów, poparty warsztatem dobrego historyka i umotywowany źródłowo. Mam wrażenie, że być może innych używamy sformułowań, ale sens jest podobny. Dla mnie, po wielu latach przekazywania pewnej narracji historycznej stało się jasne, że nie można pomijać milczeniem wielu dowodów, które znacząco modyfikują dotychczasowe poglądy i upowszechniane hipotezy. Przełomowe okazały się wyniki prac Projektu Genograficznego – zainicjowanego w 2005 roku przez National Geographic Society i firmę IBM oraz badania realizowane później przez wiele ośrodków badawczych. Również w Polsce coś drgnęło. Stoimy w przededniu znaczącej rewizji w rozumieniu dziejów. Procesu tego nie da się zatrzymać. Są konkretne ustalenia w dziedzinie archeologii, nauk przyrodniczych, antropologii, językoznawstwa, etnografii, religioznawstwa, metodologii historycznej, genetyki, geologii i innych nauk, które powinny dokonać zasadniczego przełomu. Mam nadzieję, że to się w końcu stanie. Co do wspomnianych przez Pana „Świętych Węży i Swastyki, [które] były symbolami królewskimi Słowian, Scytów i Sarmatów, wywodzącymi się najprawdopodobniej ze starej wczesno-neolitycznej ( o ile nie starszej)” – pełna zgoda.

  18. Myślę, że takie osoby jak Sattivasa, Smyxx i cała Bojówka SA najchętniej ukamienowałby profesora Samsonowicza (zawodowego historyka i mediewistę, profesora nauk humanistycznych) za jego publiczne stwierdzenie w wykładzie na UW, o równoprawności obecnie w naukach historycznych dwóch narracji o początkach państwowości Polski – jednej lokującej te początki 1000 lat p.n.e. i drugiej lokującej te początki w V wieku n.e.. Pan profesor oczywiście wie lepiej od Sattivasy co w trawie piszczy i jak wyjść z twarzą z przegranego już przez Allochtonistów sporu. Stąd też to kręgi UW inspirują serię artykułów w prawicowej prasie, które prezentują tę nową historię Słowiańszczyzny i początków Polski biorącą początek w starożytności.

    mgr Sattivasa (o ile już jest mgr) jak i np. mgr Żuchowicz, są „bardziej zawodowo” i „lepiej” mgr niż mgr ze wsi, który zdecydował się pełnić swoją misję z pożytkiem dla polskiej młodzieży. Mgr Sattivasa (o ile jest mgr) woli pełnić swoją misję „pożytku publicznego” anonimowo, trawiąc czas na sztubackich gierkach intelektualnych, które podbudowują jego wielkie Ego.

    Czy po panu Sattivasa można było się spodziewać jakichś bardziej merytorycznych argumentów? Ja osobiście nie spodziewałem się niczego innego, więc nie jestem zawiedziony, ale profesorowie i doktoranci, którzy byli wykładowcami (lub są) tego pana, trochę się chyba za tę jego miałkość intelektualną będą wstydzić.

    Czekam na atak pana Sattivasa na profesora Samsonowicza. Chętnie mu podsunę opinię pana Sattivasa do polemicznej repliki. Może się też pan Sattivasa zmierzyć z profesorem Grzybowskim, ale rozumiem, że ponieważ jest on tylko profesorem genetyki, to pan Sattivasa F1 nie będzie się mierzył z tym kierowcą gokarta. Zapewne też trudno by było liczyć na multidyscyplinarną dysputę z takim wąsko wyspecjalizowanym kierowcą jak pan Sattivasa.

    Po klasie argumentu jakim się pan w polemice posłużył mam pewność, że nie ma pan ani sprzęgła etycznego, ani żadnego hamulca, który by kazał na chwilę zaparkować pański BOLID i przemyśleć argumentację.

    Przez nadmierną pewność błyskotliwości swego umysłu wypadł pan na zakręcie i walnął czołem w bandę. Na blogach internetowych i w ogóle w wirtualu, na szczęście bandy są gumowe, ale w realu na pana miejscu bym uważał.

    Czekam na kontrę w stylu F1 panie Sattivasa w stosunku do wypowiedzi profesora Samsonowicza. Wie pan o którą chodzi, ja przywołałem ją na wykładzie w NCK w Krakowie w czerwcu zeszłego roku, a obecnie też przywołał ją Janusz Bieszk, w wywiadzie dla Tagen TV.

    • Niestety, proza życia nieustannie wydłuża spodziewane zakończenie. Na razie są ramy czasowe, rozpoczęte rozdziały (ale żaden dostatecznie dopracowany), a jeszcze czeka część z przypisami. W największym skrócie – co najmniej rok opóźnienia. Stąd cieszę się (Web) choć i trochę zazdroszczę, że Pan Dębek przygotował pracę, która – mam nadzieję – może służyć jako pierwszy podręcznik z oczekiwanego cyklu o prawdziwych dziejach Słowian.

      • Peany na cześć AUTORA wydają się nieco przedwczesne. Póki co z konkretów mamy ciekawą koncepcję i pomijany wstydliwym milczeniem (także przez apologetów Jego twórczości) najprawdopodobniej fałszywy cytat z Thietmara. Poczekajmy na całość.

        • „Trudno nam zaś oceniać samą książkę „Słowiańskie dzieje”, której nie znamy, bo premierę będzie miała 18 kwietnia.” – tak napisałem w komentarzu do omawianego artykułu. Peany są za przejaw niezależności intelektualnej (która stanowi ostatecznie, czy ktoś jest naukowcem, a nie tytuły). Jeden być może fałszywy cytat osłabia, ale nie obala całego wywodu. Z ostatecznym osądem rzeczywiście poczekajmy na całe dzieło.

  19. 1. Wszystko pięknie tylko, że to na 100% bogini – a więc ta, a nie ten. Bóstwo Zagłady i U-nicestwienia, ale nie Bóstwo Śmierci. Śmierć a Unicestwienie to dwie różne sprawy. Unicestwienie – Rozproszenie w Nicy – Unyjanie – całkowita likwidacja.

    UśMIERcać – to U-MORzać – Mor i Mara/Marzanna/Marmuriena tym właśnie sie zajmują – to Bogowie Śmierci, zabijania materialnego życia.

    Droga do Krainy Nyji – Nicości wiedzie przez MORze, czyli Uśmiercenie Materialnego Ciała.

    Żeby to wiedzieć trzeba być wyznawcą Wiary Przyrodzonej (jakiejkolwiek – buddyzmu, taiozmu, wedaizmu – a najlepiej wiary Słowian) lub trzeba zrozumieć konstrukcję i status Ś-MIER-ci, w tych systemach wiary przyrody. Jest to w nich jedynie akt Przejścia do Innego Świata, kolejnego stadium w życiu Istoty Duchowo-Materialnej, w Drodze do Od-NOWIENIA (od-Nawienia). Dzieje się to w PRAWI/WELI, gdzie panują Weles – Pan całej Weli (Niw i Nawi) oraz Nyja (Pani Czterech Nawi – Założy/B-RdA/Oczyszczalni Dusz + Piekła/Ognia Zaświatów/Od-NAWIalni Dusz + RAjca/WyRAju + Otchłani/Whła-Nyji).
    2. Tylko znając filozofię Wiary Przyrody (w żadnym wypadku nie religii – tak jak i buddyzm nie jest religią, ani taoizm nie jest religią, tak i Wiara Przyrodzona Słowian – nie jest RELIGIĄ) naukowiec – tropiciel Prawdy (Pra-Wedy) ma szansę przeniknąć do istoty rzeczy i odkryć funkcję pogańskiego bóstwa – politeistycznego bóstwa, które jest jedynie Emanacją jednej z wielu Sił Przyrody/Przyrodzonych/Kosmicznych składających się na Wielką Jednię – Świadomość Nieskończoną/Światło Świata.

    3. Próby odtwórstwa dokonywane jednotorowo np. na zasadzie wykorzystywania kronik, albo antropologii kultury czy religioznawstwa, czy źródeł etnograficznych nie prowadzą w żadnym wypadku do odkrycia Prawdy o Wierze Przyrody i Prawdziwych Funkcji Bóstw, są spekulacją na użytek własnego systemu wyznawanych wartości, która nie sięga sedna i głębi Filozofii Przyrody.

    4. Wiara Przyrody jest zjawiskiem współczesnym a nie historycznym, więc warto sięgać do współczesnych żywych interpretacji bóstw, zamiast brnąć w meandry odtwórstwa posługując się wykładniami pogaństwa takimi jak chrześcijańska, ateistyczna, judaistyczna, czy islamska, które uznają wiarę przyrody za prymityw pozbawiony podstaw filozoficznych.

    5. Jeśli nie chce się sięgać do wykładni polskiego współczesnego pogaństwa, czyli rodzimowierstwa, to warto sięgnąć do obcych najbardziej zbliżonych systemów filozoficznych – wedaizmu, buddyzmu i taoizmu.

    6. Od dawna zastanawiam się czemu i komu służy tzw. religioznawstwo zachodnioeuropejskie, które studiuje systemy wierzeń z pozycji filozoficznych chrześcijaństwa lub ateizmu. Komu i do czego to może służyć?

    Proszę by Autor nie brał tych uwag za krytykę jego wywodu, lecz potraktował je jako uwagi ogólne, które pozwolą na przyszłość lepiej zrozumieć istotę wierzeń rodzimowierczych/pogańskich dawnych i współczesnych. Dobrym wzorcem myślenia o tej dawnej wierze, która nie tylko znała doskonale koło i zodiak i kalendarz astronomiczny oraz przekładała to Co na Górze na to co Na Dole np. w rolnictwie, życiu rodzinnym itp, a też i miała swoją własną filozofię – naturalną filozofię przyrody, jest przykładanie w myśleniu o niej wzorca buddyzmu i taoizmu – bo to jest jedna filozoficzna rodzina, a obydwa te systemy wywodzą się właśnie z Wiary Przyrody Północy.

    Poza wszystkim cieszę się, że dożyłem tego iż Autor, zawodowy historyk, wydaje książkę, której już sam skrót i zajawka mówi mi, że będzie ona wielkim spełnieniem wieloletnich oczekiwań na podjęcie przez historyków polskich tematu starożytnej Słowiańszczyzny i przywrócenia racjonalnej narracji historycznej w miejsce propagandowych mitów epoki rodzących się w Europie nacjonalizmów.

    Chociaż książki jeszcze nie miałem okazji przeczytać to i z tego opracowania widzę, że będzie to olbrzymi krok naprzód w myśleniu polskiej nauki o naszej słowiańskiej przeszłości.
    Moje gratulacje dla Autora, pozdrawiam serdecznie CB

    • Ale autor nie jest zawodowym historykiem, tylko nauczycielem historii w wioskowej podstawówce…

      • Czy ktoś, kto żyje z nauczania historii w ramach państwowego systemu edukacji nie jest zawodowym historykiem? Nie jest zawodowym (instytucjonalnym) naukowcem – tu zgoda. Niemniej w ramach studiów musiał wykazać się wiedzą i warsztatem wspólnym dla wszystkich instytucjonalnych historyków. Osobiście (Web) uważam, że magister historii, który ją uprawia profesjonalnie (czy jako teoretyk, czy jako pedagog) jest zawodowym historykiem. Ja takim nie jestem, bo po studiach ani dnia nie przepracowałem jako historyk pedagog, archiwista czy naukowiec.

        • Na marginesie, teraz będzie atak na tych „wioskowych nauczycieli”, bo przyszło im wypełniać rolę nauczyciela dziejów wśród Polaków, a nie koryfeusza w akademickich gabinetach?

          • Hm… ja tam sobie cenię wielce kierowców autobusów komunikacji miejskiej (szczególnie kilku takich, którzy wożą mnie bezpiecznie od ćwierć wieku), ale nie mylę ich z kierowcami Formuły 1.

          • Ja osobiście wyżej cenię kierowców komunikacji miejskiej. Poza tym system doboru do F1 można prześledzić np. ostatnich losów R. Kubicy – jest najlepszy w teamie, ale pierwszym nie będzie – układziki 🙂

          • sattivas i jego złote myśli jak tanator XD Czy taki historyk z f1 musi grzecznie zamknąć mordę jak mu karzą czy może myśleć inaczej niż katedra?

          • NIe, historyk to naukowiec, a ten pan jest tylko nauczycielem historii w szkole podstawowej.

          • Proszę Pana, naukowiec to osobowość, która wytycza nowe kierunki, dokonuje odkryć i upowszechnia je, bo taka jest jego służebna rola wobec społeczeństwa, które mu za to płaci. Jeżeli historyk pedagog potrafi bardziej twórczo wykorzystywać wiedzę i warsztat niż instytucjonalny „naukowiec”, to niewątpliwie jest Historykiem. Proponuję wyjrzeć poza wieżę z kości słoniowej, zanim się zawali 🙂

      • To, że ktoś jest wioskowym nauczycielem to chyba zaleta, nie? Ale niektórzy nienawidzą nauczycieli od dziecka i to zostaje… Są różni nauczyciele, ale fakt, że ktoś uczy kogoś to jest powód do chwały a nie kpin.

      • Cze!
        Tia… przypomniała mi się wypowiedź, na bez wątpienia fachowym portalu wspinanie.pl, 1 kolesia, który pisał o Mackiewiczu w kontrze do działań prawdziwych, profesjonalnych himalaistów )))

        A.Einstein 😉 to jaki wykonywał zawód?

        nauczyciel i potem ekspert w urzędzie patentowym, wreszcie wykładowca uniwersytecki – też nauczyciel…

        I w tym sensie cieszę się, że chociaż jego żona, Mileva Marić, była profesjonalnym fizykiem i to do niej, po rozwodzie, miała trafić kasa z Nobla!?
        Szczerze ubawiony, pzdr

        pzdr

    • Dziękuję za komentarz. Tytułem wyjaśnienia. Nie mam jednoznacznego przekonania, że Nyja jest rodzaju męskiego, być może jest to żeńskie bóstwo. Zaznaczyłem to we wstępnym odniesieniu do opinii Długosza. Rzeczywiście, jak Pan zauważył, tekst nie jest napisany przez pryzmat współczesnego, polskiego rodzimowierstwa. Tym nie mniej, prezentuję tezę, którą można znaleźć w mojej książce, iż „właściwe staje się stwierdzenie, że poszczególne bóstwa [słowiańskie] są reminiscencją jednej i tej samej mocy boskiej, przejawiającej się w różnych postaciach”. Sądzę, że stwierdzenie to jest zbliżone do Pańskich poglądów. Terminologia, do której się Pan odniósł, została zastosowana na użytek konkretnych dociekań i prezentuje pojęcie religii jako systemu wierzeń i praktyk, określającego relację pomiędzy różnie pojmowanym sacrum i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Takie spojrzenie może powodować wrażenie, że cały wywód opracowania książkowego to nic innego jak tylko kolejna rozprawa w stylu podkreślenia słuszności teorii bagien prypeckich w wydaniu szkolnego podręcznika. W opracowaniu prezentuję zarys dziejów społeczności ludzkich ze szczególnym uwzględnieniem genezy Słowiańszczyzny oraz wyrosłych ze wspólnego pnia, blisko spokrewnionych z nią ludów. Przyjmuję, że ewolucja prowadząca do ukształtowania określonych etnosów jest głęboko umotywowana różnorodnymi czynnikami, wynikającymi z uzupełniających się przesłanek. Wśród nich są, między innymi, zmieniające się warunki przyrodniczo – klimatyczne, procesy i zjawiska geologiczne (w tym masywne erupcje wulkaniczne i ich reperkusje), wzajemne oddziaływanie różnorodnych grup ludzkich oraz wynikająca z tego konwergencja w zakresie form organizacji społecznej, transfer różnych grup ludzkich a także treści kulturowych. Założenie to odnosi się do odkryć w dziedzinie archeologii, nauk przyrodniczych, antropologii, językoznawstwa, etnografii, religioznawstwa, metodologii historycznej, genetyki, geologii i innych nauk, które mogą służyć do konkretyzacji wniosków oraz w efekcie do znaczącego przybliżenia stanu rzeczywistego. Przyjmuję, że jest wielość przesłanek wskazujących na to, że nowoczesne, precyzyjne metody badawcze a także kolejne odkrycia spowodują w efekcie znaczącą modyfikację dotychczasowych poglądów i upowszechnianych hipotez. Głęboko w to wierzę i jednocześnie zdaję sobie sprawę, że jedno opracowanie tego nie zmieni. Można też kwestionować cały szereg ustaleń czy przyjęty tok narracji z tego, czy innego punktu widzenia. Jako autor opracowania biorę to pod uwagę. Mam też samokrytyczne podejście do tego co napisałem: jakieś ważne wątki nie zostały dostatecznie rozwinięte, bardziej umotywowane albo niektóre pominięte. Książka została napisana na podstawie propozycji w postaci właściwie konspektu przedstawionego wydawnictwu. Został on przyjęty jako interesujący i w toku uzgadniania szczegółów otrzymał taki a nie inny kształt książkowy. Z poważaniem

    • Nie, Marzanna to nie Nyja/bogini śmierci lecz bogini morza, marzeń (snu) jak Posejdon, topi się ją w Rybach, Pana kalendarz właśnie Marzannę umieszcza w dobrym miejscu. Marzec jest od Marzanny, nie od Marsa, jest to zrozumiałe dla każdego astrologa. Posejdon wiąże się np. z końmi, Mare – morze łac, kobyła ang, nightmare-koszmar.
      Marza zaś Trentowskiego jako, że jest związana z Bajem, należy do skorpiona, więc związana jest ze śmiercią.
      Marzanna odpowiada Sobocie Trentowskiego czyli Sofocie, Sowocie, nie ma to związku z szabatem, lecz z mądrością (Sophią/Ateną, Minerwą, prawidłową rzymską boginią opiekuńczą tego miesiąca).

      • Przepraszam Panie Guślarz
        Skąd pan czerpie te rewelacje o Marzannie Posejdonie związanym z Bajem u Trentowskiego? Zna pan babilońską i przedbabilońską nazwę gwiazdozbioru Ryby?

        Pańskie rewelacje na temat panteonu Trentowskiego mają jakieś źródło, poza pańską fantazją?

        Pańskie komentarze na temat mitologii w ogóle, a w szczególności Słowian wskazują na brak podstawowej wiedzy. Proszę poczytać co piszą rosyjscy religioznawcy i antropolodzy kultury na temat Welesa, w Mify Narodow Mira – to dwutomowy monument Moskiewskiej Akademii Nauk pod redakcją S. A. Tokariewa, podstawa do zrozumienia mitologii wschodnich Słowian i kompendium na temat postaci mitologicznych wszystkich mitologii świata. Znajdzie pan tam Nyję, Welesa, Marzannę i nie tylko. Na temat Welesa, Wołosa, Mikoły/Nikoły głęboką religioznawczą analizę przeprowadził B. Uspieński.

        Mam wrażenie, że liczy pan na to iż nikt się nie zorientuje w tym pana koglu-moglu, gdzie wszystko ze wszystkim celowo się miesza, żeby zawracać ludziom w głowach zlepkami pojęć, których konkluzją okazuje się Marzanna bogini Słonej Wody.

        • ” Marzannie Posejdonie związanym z Bajem u Trentowskiego”
          Nie, właśnie mówię, że Posejdon/Marowit nie jest związany z Bajem. Dlatego wspomniałem tu o tym by odróżnić Marzę Trentowskiego od Marzanny. To co mówię nie jest jakąś rewelacją , trzeba się tylko zastanowić. Nie czytałem Tokariewa, z pewnością poczytam.
          Rzeczywiście, mówię lakonicznie, jak ktoś chce wiedzieć więcej to się spyta.

  20. Arianizmu za Wandalów jeszcze nie było, bo nie było takiej grupy religijnej. Lecz był pogląd wspólny z późniejszym arianizmem, polegający głównie na tym, że nie uznawano Chrystusa za Boga. Tylko wyłącznie za Syna Bożego – człowieka. To był przekaz, jaki zjednał chrześcijaństwu pierwotnemu w głównie ubogiej ludności, wielkie poparcie. Bo wielu czuło bliskość z takim nauczycielem, nie Bogiem. To pierwotny, chrześcijański przekaz. Zanim miał miejsce sobór w Nicei. Wandalów nazwa się często Arianami, zanim powstała ta grupa religijna, jako pewne uproszczenie, Wątpliwe, aby to oni stworzyli to wyznanie i jego nazwę. Chociaż ma ona miła dla ucha nazwę, Aria-nie, podobną dla Arja/Arjo-wie. Wandalowie byli Słowianami, czyli Arjami na pewno. Tłukli się z Rzymem niemiłosiernie, więc jest wątpliwe, aby przyjęli chrześcijaństwo od cesarstwa rzymskiego. Prędzej znacznie wcześniej, z Konstantynopola lub nawet Armenii/Arji-men. Dokąd sięgali po – Scytowie, inni ich krewni.

    • Panie Orlicki – Skąd pan czerpie wiedzę na temat religijności Wandalów? Czy to ich chrześcijaństwo wynika z tego, że znaleziono groby wandalskie ze szkieletami z różańcem i krzyżykiem? Ja nie znam takich wiarygodnych opracowań, chętnie się z nimi zapoznam, jeśli pan poda skąd ta wiedza pochodzi?

  21. „Nyjy/nyja” nic”.

    Coś gdzie coś staje się niewidoczne, ginie, niezauważalne.

    To „ni-ti/nie – te”, czytane odwrotnie, daje nieco inne zrozumienie, jako; „te – nie”, czyli zaprzeczenie czegoś.

    • Znowu ten nieistniejący, wyssany z palca słownik morfemów Orlickiego?
      Zlituj się nad sobą, wstydu sobie oszczędź. 😀

  22. @Adam Smoliński
    Ogólnie temat arianizmu jest dość rzadko poruszany.
    Na początek, to nie jestem znawca tematu.
    „Tym bardziej, że Wandalom, Wizygotom, Ostrogotom, Burgundom, Suewom, Longobardom przypisuje się germańskiść” – akurat czytelnicy bloga w większości przypisują im słowiańskość ( ja też), więc nie ma co sie powoływać na „autorytety” przypisujace im germańskość.
    „To ma być taka sztuczka, że już wtedy część Słowian była chrześcijanami. Wprawdzie, chrześcijanami – heretykami, ale zawsze chrześcijanami” – heretykami, to mogli być dopiero od 325r. od soboru w Nicei uznawanymi w granicach Imerium Rzymskiego. My nie uważamy się przecież za spadkobierców Imperium, jak i ich narracji. Tu należałoby zadać pytanie, czy spór o stosunek do Trójcy Swiętej był naprawdę głównym powodem rozłamu.
    „Ponieważ wtedy chrześcijański Rzym nie musiałby się wstydzić, że zniszczyli go jacyś pogańscy barbarzyńcy – Słowianie” – wstydzić się? Raczej śmiertelnie się tego boi. Z pogańską przeszłością Polski Kościół Katololicki nie musi się wielce zmagać. Wystarczy 966 rok, ucywilizowanie i problem z głowy na setki lat. Zaś gdyby podważyć fundamenty, to…….to napewno młodzi, szukający …… inaczej zaczeliby mysleć.
    Barbarzyńcy wcale nie pokonali Rzymu. Wojna dalej trwa.
    Ps. z tą pustynną zarazą to trochę pan przesadza. Ci co ostro z czymś walczą, często, gesto okazuja się propagatorami tego.

    • Kulą w płot z tym propagatorem. 😀
      Tym bardziej nie jesteśmy spadkobiercami arianizmu, czy innego odprysku pustynnej zarazy, która mam została narzucona siłą i podstępem oraz złożonej hekatomby milionów ofiar słowiańskich przez wieki.
      Przesadzam, a co to jest w istocie?
      Miliony zaczadzonych, jak epidemia, która pozbawia logicznego myślenia i zmusza do wiary w gusła oraz hołubienie klechów – pasożytów. Czyż to nie znamiona zarazy?
      Arianizm miałby być tym łomem do podważania? Zamienił stryjek siekierkę na kijek?
      „Z pogańską przeszłością Polski Kościół Katololicki nie musi się wielce zmagać.”
      Właśnie zaczął się zmagać. Proszę się obudzić i wstać z kolan.
      „Na początek, to nie jestem znawca tematu.”
      To niestety widać.

        • Człowieku, ocknij się i popatrz dookoła, gdzie jest ten chrześcijański raj na ziemi? Popatrz na historię tej pustynnej zarazy, przywleczonej nam na głowy.

          • Ok, napisze jeszcze raz, bardziej zrozumiale.
            Z twoich wpisów można wywnioskować, że gdyby NIE BYŁO chrześcijaństwa, nie byłoby wojen i ogólnie wszystkim by się żyło DOBRZE?

          • Może i były by jakieś tam wojny gdzieś i z różnych powodów. Jednak te, które były, u ich podłoża leżało chrześcijaństwo. Kultura i cywilizacja Północy, Słowiańszczyzna, była zagrożeniem dla chrześcijańskiego Rzymu.
            Rzym chciał zawsze zawładnąć Słowiańszczyzną, ale była ona zbyt silna i rozległa. Nie dało się siłowo, więc wymyślono podstęp ideologiczno – religijny. Rzym wykorzystał idee głoszone przez sektę judejską. Chrześcijaństwo rzymskie było od początku nastawione na grabież i mord, zaś władycy plemienni nabrali się na ideę feudalną, iż władca jest pomazańcem bożym. Zachciało im się władzy dożywotniej.
            Chrześcijaństwo, przez wieki było narzędziem podporządkowania, niewolnictwa i zagłady milionów ludzi. Zniszczyło ono cywilizację Indian Ameryki Północne i Południowej. Niszczyło nie tylko ludzi, ale cały dorobek kulturalny, zaś wiedzę cofnęło na wiele wieków.
            Użycie dzieci w IV krucjacie było już szczytem paranoi ludobójstwa. Co dobrego przyniosło chrześcijaństwo ludzkości? Dwulicowość, kłamstwa, wyzysk, stosy, odpusty za pieniądze, fałszywą miłość i zagładę. Wszystko w imię boga paranoika, który „kocha”, straszy piekłem i zabija miliony.
            Co by było, gdyby nie było chrześcijaństwa?
            Na pewno inaczej. Nie było by wielu wojen rozpętanych przez szalony kler chrześcijański. Hitler nie miałby oparcia w krucjacie na Słowian. Na pewno nie zdarzyłby się taki Hitler, bo nie było by I w.ś.
            Aby wymienić przewiny chrześcijaństwa, nie starczyło by życia setki ludzi.

  23. „każde z nich posiadało swoje lokalne bóstwa”
    Nie ma czegoś takiego ja bóstwo lokalne. To, że różni badacze nie potrafią zrozumieć że np. Pust, Lwińc, Witelub, Rujewit, Nyja czy inni byli czczeni na całej słowiańszczyźnie jest kwestią ich niezrozumienia czym jest religia.
    „Długosz utożsamiał pogańskiego Nyję z Plutonem” Nie utożsamiał sobie bez sensu, tylko wiedział że chodzi o plutona, władcę skorpiona, (tak o tym, że pluton włada skorpione, a nawet że jest egzaltowany w strzelcu wiedziano w starożytności, nie potrzeba do tego teleskopu tylko rozum)
    Żmij to koziorożec jak każde zwierzę pokonywane przez strzelca (zeusa).
    Są trzy smoki ziemskie: smok -taurus, plon-virgo, żmij-capricorn, natomiast dragon odpowiada znakom powietrznym, drganie nerwów (drgów)(nerwowość) i drugowie (bliźnięta) – zwiążane jest z gemini.
    Orzeł to skorpion.

        • Koziorożec jest znakiem wchodzącym po Strzelcu, więc przez niego ZABITY NIE MOŻE BYĆ! Dodatkowo Koziorożec jest w horoskopach opisywany jako OJCIEC horoskopu, łuk jest atrybutem, a Rogi, to już symbol Władzy. Znaki, gdzie są rogi są Trzy Koziorożec, Baran i Byk, leczy, to w Koziorożcu Słońce wygrywa ze śmiercią, i budzi się. Dodatkowo ma najobfitsze rogi. WIĘC NJE zgadzam się z tym co piszesz użytkowniku. Słyszałeś historię o Saturnie i jego marionetce Jowiszu? 🙂

          • Łuk jest atrybutem koziorożca? Koziorożec ojcem? A nie strzelec? Ciekawe. Dobrze że coś czytasz ale wszystko ci się pomieszało. Rogi na głóowie to symbol, że są „Horny” jeśli już, natomiast jeśli chodzi o -Kor, tak jak w Korona, Kronos, Crone, Cernunnos, to choć wszystkie te nazwy wiążą się z koziorożcem, prawidłowo dotyczy to 7 czakry, związanej z wodnikiem nie z koziorożcem, Starożytni mieszali pojęcia stąd Swaróg kowalem, choć kowal to koziorożec a Swaróg dotyczy Swargi (Ouranosa).

          • Pan Guślarz celowo tutaj bełkocze – splątał już wszystko ze wszystkim. To jakaś nowa metoda robienia sobie kpin z Rodzimowierstwa Słowian? Kor, Horny, Cernunnos, Swaróg kowalem z Urana, Koziorożec Strzelcem? Można tak bardzo długo, ale chyba tylko w jednym celu.

          • Ale o co chodzi Panie Czesławie, czy Ouranos i Svarga to nie niebo? Koziorożca ze Strzelcem nie zmieszałem ja, właśnie ja mówię że strzelec to ojciec – Patri-Archa (archer), koziorożec to matka (babka, baba Jaga).
            „Rodzimowierstwo słowiańskie” to nie bezsensowne mity, bunty przeciwko Świętowitowi itp tylko ścisła matematyczna wiedza którą rożna rozumieć albo nie.

          • Źle umieściłem opis Łuku, nie chodziło mi o atrybut jako atrybut Koziorożca, lecz atrybut jako sam Łuk. Napinanie cięciwy itd.

  24. @Autor
    „W tym kontekście, bardziej dobitnie brzmi zdumiewający zarzut, jaki Thietmar (X/XIw.) – historyk niemiecki – kierował pod adresem Mieszka I, iż ten skumał się z „diabłami, które w postaci latającej maszkary paliły bogobojnych””
    Czy mógłby Pan wskazać źródło tego cytatu Thietmara? W jego kronice nie znalazłem takiego stwierdzenia.

      • @AUTOR
        Hmmm…..🤔 Jeżeli Pan Sattivasa ma rację i bazą Pańskiej wiedzy jest „Smoczy almanach” z felietonami prof. dr hab. Kościeja Papiginisa to proszę poprzestać na publikowaniu co najwyżej w gazetce szkolnej. Wstyd będzie mniejszy.

      • ale się pozytywnie nastawiłem, jeśli tak to Slowianie w ślad za Chińczykami wprowadzili machiny latające a głupie mnichy myślały że to czary.
        Na omawianym tu seminarium w IH PAN podano informację o Spisie Powszechnym z 1938 roku, który (już po włączeniu Zaolzia) wykazał 35,4 mln mieszkańców Polski. Nieco później, bo w sierpniu 1939 roku przesłano do Ligi Narodów informację o 35,8 mln (co powtórzył prof. Andrzej Krzesiński z UJ w książce “Poland`s Right to Justice”, wydanej w 1946 roku). Z kolei według wydanego we Wrocławiu w 1981 roku “Historical Atlas od Poland” pod red. W. Czaplińskiego i T. Ładogórskiego Polskę zamieszkiwało wtedy 35,1 mln osób.

        Wynik pierwszego powojennego spisu powszechnego z końca 1946 roku (23,6 mln) i powojenny trend demograficzny (według cytowanego wyżej “Atlasu” w chwili następnego spisu powszechnego w 1950 roku Polska liczyła 25 mln mieszkańców) pozwala oszacować zaludnienie Polski w 1945 r jako 23,2 mln. Stad liczba rzeczywiście utraconych w czasie wojny przez Polskę obywateli to co najmniej 11,5 mln (za “Atlasem”) albo nawet 12,6 mln, co stanowi 35% polskiej ludności z 1939 roku. Liczbę te należałoby powiększyć o wymordowaną przez najeźdźców mniejszość narodową polską, żyjącą poza przed wojną poza granicami RP – na wschodzie i zachodzie… Należy podkreślić, że w sentencji Wyroków Norymberskich w 1946 roku określono polskie straty jako 1/3 (33%) przedwojennej populacji Polski.

        • ARIA@ Jest błąd w tych rachunkach bo w okresie okupacji rodziły się dzieci czy zostały uwzględnione? Można przyjąć, że urodziło się około 3 mln. Czyli wychodzi 15 mln ubytek w statystykach.

          • Problem jest dużo, szerszy IZa – kobiety o czysto aryjskich rysach i niebieskich oczach były przymuszenia do służenia III Rzeszy za zgodą niemieckiego KK. Dzieci były zabierane i wywożone w głąb III Rzeszy – jungendampt to niby skąd się wziął.
            Chodzi o skalę – Polska jako Jedyna ma Prawo mówić i pisać o PRAWDZIE historycznej.
            Tego prawa nie ma nawet Izrael. Obywatele Żydowscy byli eksterminowani dopiero w 41r. od początku wojny Niemcy rozstrzeliwali w pierwszej kolejności elity, i patriotów – sponsorowali ośrodki kulturalne i monitorowali kto kim jest w Polsce. Od chwili objęcia przez Hitlera władzy – maszynka do zwalczania Słowian była wymierzona w Polskę, sprawę skomplikwały późniejsze wydarzenia i odmowa Polaków uderzenia wspólnie na ZSRR. Stąd z czystym sumieniem możemy mówić – nie było kolaboracji, i Polska sama na siebie nie napadła. Zrobiły to Niemcy i ZSRR – w tym kontekście zbrodnie żydowskie są na równi z zbrodniami niemieckimi. To nie są zbrodnie Izraela, ale żydów którzy wykorzystali tarczę antysemicką aby uciec przed sprawiedliwością i odpowiedzialnością przed opinią publiczną.

  25. @Autor
    „W tym kontekście, pozornie zaskakujące określenie, jakiego w XII wieku używał Gall Anonim i później Wincenty Kadłubek w stosunku do władcy, tj. „draco” (smok), jest zapewne późnym odbiciem rzeczywistej, wcześniejszej funkcji protoplastów polańskich książąt jako ziemskich strażników rodzimej wiary.”
    Obawiam się, że grubo Pan przestrzelił. Odnośne fragmenty u Galla i Kadłubka brzmią tak:
    „I jak ogniem zionący smok (draco flammivomus), samym tylko tchnieniem paląc wszystko dokoła, a to, co nie spłonęło, rozbijając ruchem ogona, przebiega ziemię, by czynić spustoszenia – tak Bolesław uderzył na Pomorze, niszcząc żelazem opornych, a ogniem warownie.” (Gall I)
    „Teraz jednakże pozwólmy cesarzowi powoli wędrować przez polskie lasy, aż
    sprowadzimy z Pomorza ognistego smoka (draconem flammivomum). (Gall II)
    „Sława Bolesława stała się wszędzie tak głośna, że (zgoła) wszyscy
    nieprzyjaciele zdumiewali się nad jego bitnością i różni [ludzie] nazywali go wychowankiem Marsa, tygrysowym synem, lwem srogim, smokiem ziejącym ogniem (draco flammiuomus), piorunowym grotem lub jakieś inne groźne nadawali mu miana” (Kadłubek)
    Z przytoczonych cytatów jednoznacznie wynika, że ani Gall ani Kadłubek nie używali pojęcia „draco flammivomus” jako synonimu władcy. Mianem tym określali wyłącznie Bolesława Krzywoustego na zasadzie epitetu, figury literackiej uwypuklając jego cechy jako wojownika, rycerza, a nie panującego, o czym wprost pisze Kadłubek. Absolutnie błędnym jest w mojej ocenie czynienie z tego argumentu za tezą o domniemanym kapłaństwem Piastów.

    • Chodzi tutaj o cały kontekst wnioskowania, z którego wynika hipoteza dotycząca proweniencji Piastów. Nie oznacza to, że Mieszko I był kapłanem, ale że wywodził się z rodu o konkretnej przeszłości. Służy temu nawiązanie do imienia jego przodka, tj. Chościsko. U Słowian (i nie tylko) imiona coś znaczą i opisują pewien stan. W tym konkretnym przypadku mogło to być przezwisko oddające posiadanie rozpuszczonych, długich lub splecionych długich włosów, albo też długich włosów ujętych w „chwost”. Na podstawie opisów zachodniosłowiańskich kapłanów wiemy, że odróżniali się od innych współplemieńców „długością opadających włosów”. To jeden z elementów hipotezy. To, że przodkowie Mieszka jako kapłani jednocześnie byli opiekunami (piastunami) dworu książęcego, czyli kimś w rodzaju majordomusów, jest umotywowane imieniem / przezwiskiem Piast (piastun / opiekun). Kolejny element hipotezy. Bóstwo, którego kapłanami byli wcześni Piastowie to Nyja, jak pisze Długosz – pan świata zmarłych, któremu cześć oddawano w jednym z głównych grodów polańskich. W słowiańskiej mitologii nadprzyrodzonym strażnikiem zaświatów jest wcielenie chtonicznego bóstwa, tj Żmij – smok, także orzeł. Ziemskim strażnikiem tegoż świata był konkretny kapłan – żerca. Następny element hipotezy. W heraldyce Piastów występuje zarówno tryumfujący Żmij – smok, jak i orzeł. Przypadek? Raczej nie. Następny element hipotezy. W dostępnych, wczesnych kronikach polskich znajdujemy odniesienia do władców, w których znajdujemy określenie draco – smok. Przytoczył Pan je, np. „I jak ogniem zionący smok, samym tylko tchnieniem paląc wszystko dokoła, a to, co nie spłonęło, rozbijając ruchem ogona, przebiega ziemię, by czynić spustoszenia – tak Bolesław uderzył na Pomorze, niszcząc żelazem opornych, a ogniem warownie.” , „Teraz jednakże pozwólmy cesarzowi powoli wędrować przez polskie lasy, aż
      sprowadzimy z Pomorza ognistego smoka”, „Sława Bolesława stała się wszędzie tak głośna, że (zgoła) wszyscy nieprzyjaciele zdumiewali się nad jego bitnością i różni [ludzie] nazywali go wychowankiem Marsa, tygrysowym synem, lwem srogim, smokiem ziejącym ogniem , piorunowym grotem lub jakieś inne groźne nadawali mu miana”. To nie jest żaden przypadek, ani nic nie znacząca figura retoryczna. Do siły i czynów Piastów używane jest stwierdzenie odnoszące się do smoka. Czy przypadkowe było umieszczenie w godle herbowym oraz na pieczęciach książęcych przez Piastów mazowieckich symboli smoków i orłów oddzielnie lub w czwórdzielnym godle? Czy Piastowie robili to, bo taka mieli fantazję lub akurat taka a nie inna symbolika im się podobała? Na pewno nie. Jest to głęboko umotywowane. Oni doskonale wiedzieli co to znaczy. Pisze Pan „Obawiam się, że grubo Pan przestrzelił”. Czy, aby na pewno?

      • Na pewno.
        Nie odnosząc się do całości Pańskiej teorii (mam za mało danych, czekam na książkę) podtrzymuję, że wybrał Pan zły przykład na jej poparcie. Draco flammivomus to tylko figura retoryczna i to odnosząca się wyłącznie do Bolesława Krzywoustego i jego cech osobistych. Wprost to wynika z tekstu. Nie wiem na jakiej podstawie uogólnia Pan to do liczby mnogiej „Do siły i czynów Piastów”. Mógłby mieć Pan rację, gdyby znalazł takie określenia dla innych władców z tej dynastii. Tak nie jest. Wyrwał Pan z kontekstu to co pasowało do Pańskiej teorii. Idąc tokiem Pańskiego rozumowania „smok ziejący ogniem” nawiązuje do historycznej przeszłości a „wychowanek Marsa”, „tygrysowy syn”, „lew srogi” i „piorunowy grot” to tylko literackie ozdobniki. Mało to logiczne. I jaki sprytny ten Kadłubek, że tak zamaskował fakt funkcji religijnych pogańskich Piastów. A z drugiej strony skoro Kadłubek tak szeroko opisywał czasy przedchrześijańskie lechickie i piastowskie to dlaczego miałby pomijać tę okoliczność, skoro była mu znana? Zna Pan powód? Powtórzę, zapisy kronikarskie nie potwierdzają Pańskiej teorii. Pomylił się Pan. Bywa.

        • Przytoczyłem panu wywód hipotezy. Składa się on z wielu elementów. Szkoda, że Pan go nie zrozumiał.

          • Odniosłem się do jednego z elementów, który miał wspierać Pańską hipotezę. To jest dla mnie pole do dyskusji. Zapisy kronikarskie i co z nich wynika (albo raczej nie wynika). Nadal też czekam na odpowiedź w sprawie rzekomego cytatu z Thietmara.

        • Aj Pan Tanator nadal na czele ognistego oddechu pustyni. Spójrz Pan co Pana bracia w wierze wyprawiają obecnie i dziwie się, że Pan nadal propagujesz ich linie ataku.

          • Ognisty oddech pustyni? Ładnie napisane, ale proszę nie ulegać stereotypom. Linia ataku? Po prostu krytycznie podchodzę do dowodów AUTORA na poparcie tezy o rzekomym kapłaństwie Piastów. Bez grama ideologii.😉

        • Jeszcze raz. To, co przedstawiłem zawiera pewną hipotezę.Została ona umotywowana przykładami. Kwestionuje Pan zasadność jednego z argumentów w kontekście sformułowania „draco” w nawiązaniu do któregoś z Piastów i następnie sprowadza to do figury retorycznej. Można i tak. Jednocześnie domaga się Pan, żeby wskazać więcej takich przykładów w stosunku do innych Piastów. Odwrócę sytuację. Proszę wskazać jakikolwiek zapis w średniowiecznej kronice, który, np. wyjaśniałby inną – zgodną z Pana tezą – przyczynę stosowania przez Piastów symboliki smoków. Czekam na rozwinięte uzasadnienie tego zagadnienia. Jakieś przykłady, źródła, uzasadnienia?

          • No, dobrze, hipoteza hipotezą, a co z tym cytatem z Thietmara?

          • @AUTOR
            Trzymajmy się swoich ról. Pan jest producentem a ja konsumentem. Rzucił Pan na rynek próbkę towaru a ja jako konsument zastanawiam się czy jest on na tyle atrakcyjny aby go kupić. Pan stawia hipotezy a ja z pozycji potencjalnego nabywcy je analizuję i recenzuję. Nie wiem czy i ew. z jakich przyczyn Piastowie stosowali symbolikę smoków. Nie badałem tego zagadnienia. Ale skoro Pan ma na ten temat hipotezę to tak jak od każdego autora hipotezy historycznej (Pan Web wie o czym piszę) wymagam z pozycji odbiorcy aby była ona spójna, logiczna i weryfikowalna. Dowody mają wspierać hipotezę a nie odwrotnie. W Pana przypadku uznaję za chybiony dowód w postaci zapisów kronikarskich Galla i Kadłubka. One nie wspierają Pana hipotezy, ale z drugiej strony też jej nie dezawuują. Po prostu kroniki milczą odnośnie ew. sprawowania funkcji kapłańskich przez Piastów przed chrztem. Powtarzam, nie recenzuję całości Pana koncepcji gdyż mam za mało danych. Wyrzucam tylko z tej konstrukcji nie pasujący element. Tylko tyle.
            Ostatnia kwestia. Minęła już doba odkąd poprosiłem Pana o wskazanie źródła cytatu Thietmara. Zignorował Pan to. Nie sądzę aby zyskał Pan szacunek czytelników unikając odpowiedzi.

          • Pierwszy raz zgadzam się z Tanatorem, lecz tylko w stosunku do sposobu narracji @Autora.
            @Autor zapomina, że jest tu producentem, a przyszedł do konsumentów, którzy mają prawo zapytać o produkt, zaś producent nie ma prawa wybrzydzać na trudne pytania.
            Jego psi obowiązek, odpowiadać na te pytania.

  26. „Zasłużona dla polskiej historiografii oficyna zasłynęła wcześniej wydaniem „Trylogii Lechickiej” Janusza Bieszka.”
    Panie Web popuścił Pan wodze fantazji. Zasłynąć można tylko w sensie pozytywnym. Bellona wydając pseudonaukowe wynurzenia Pana Bieszka zrobiła dobry interes, ale skompromitowała się jako poważne wydawnictwo.

    • No, jakby wydała jakieś wypociny Tanatora, to by dopiero zasłynęła. 😀
      Napisz Tanator coś, to i Ciebie będzie można skopać.

      • Adasiu, jedynie co mi przychodzi na myśl to wydanie drukiem naszych dyskusji. Zysk 50/50. Zainteresowany? 😉

        • Pewnie, że zainteresowany. Tylko,że tobie 10%, dla mnie 90%. [komentarz zmoderowany].

          • Ten klecha, nawet po zmoderowaniu, wie co o nim myślę.

  27. // Z przytoczonych dociekań rysuje się obraz Piastów jako naczelnych kapłanów, którzy odstąpili od rodzimej wiary. Jest to ciekawe spostrzeżenie, dotąd nie występujące w polskiej historiografii.//
    Skoro musieliśmy czekać do roku 2018 na to „ciekawe spostrzeżenie” to jest ono albo zupełną bzdurą albo wyjątkowym odkryciem.Generalnie zawsze było tak ,że jakaś grupa ludzi dzieliła się na przeważnie trzy różne „segmenty” czyli zarządzających z lojalnym wobec nich wojskiem , poddanymi i kapłanami dbającymi o sferę „duchową ” wszystkich .Historia Europy nie zna przypadku ( poza państwem kościelnym) by jacyś duchowni przejęli w jakimś państwie władzę czyli Polska byłaby tu pierwsza i ostatnia , i stąd ta wyjątkowość zmusza do wniosku ,że Piastowie nie byli żadnymi kapłanami

    • A Państwo Zakonne nad Bałtykiem, Hohenzollernowie, Hołd Pruski itp.? Czyli dokładnie taki sam schemat jak „piastowski”, sugerowany przez Autora. Inna sprawa, że jego koncepcja jest sensacyjna i warta głębszego zbadania.

      • // dokładnie taki sam schemat jak „piastowski”, sugerowany przez Autora. //
        A wg mnie zupełnie inny przebieg wydarzeń , bo przede wszystkim Piastom nikt niczego nie dał za darmo , by jakaś dynastia osiągnęła sukces czyli poparcie większości w jakimś społeczeństwie to musi albo siłą albo innymi środkami do tego przekonać , poza tym trudno porównywać dzieje jednego rodu z dziejami zakonu mającego wsparcie niemieckich cesarzy i papieży

        • Nie zrozumiał Pan. Wielki Mistrz (władca państwa teokratycznego) rezygnuje z funkcji religijnej i zmienia wyznanie w swoim państwie. O ten schemat chodzi 🙂

          • Samo porzucenie pogaństwa dla chrześcijaństwa mieści się akurat w rozsądnych politycznych ramach X wieku , co jednak wcale nie musi wspierać tezy o jakichś „kapłańskich ” uwikłań samych Piastów , warto w tym miejscu przypomnieć ,że z relacji Ibrahima o kraju Mieszka , ten najwięcej uwagi skupia na jego „drużynie ” czyli walorach militarnych a nie duchowych w zarządzanym kraju , a chyba gdyby Mieszko miał być jakimś najwyższym kapłanem to nie uszło by to uwagi kronikarza .Poza tym ta analogia z dziejami państwa zakonnego jest zdecydowanie chybiona bo przecież wielki mistrz zmieniając wyznanie traci wszystko zaś Mieszko wszystko zyskuje , i to ma być ten sam schemat ?

          • Proszę Pana, czy my wiemy co Wielki Mistrz naprawdę stracił, a co chciał zyskać? Przecież Hohenzollernowie w końcu stworzyli potężne, nowoczesne Niemcy. Mieszko już nie był naczelnym kapłanem – tekst komentowany mówi o czasie ok. 860 r. n.e..

          • // czy my wiemy co Wielki Mistrz naprawdę stracił //
            wiemy bo przecież losy Krzyżaków są doskonale znane ,zresztą Templariusze czy Joannici byli w podobnych sytuacjach czyli po latach prosperity ,totalna klęska ale tu ważniejsza jest ta „piastowska spekulacja” z wątkiem kapłańskim .Chyba każdy przyzna ,że nawet w Irlandii , gdzie druidzi mieli szczególną pozycję , to w ramach zwykłej rywalizacji z inną duchową kastą (filidowie ), która wspierała misje św Patryka ,tracili wpływy by ostatecznie świecki król zdecydował o uznaniu chrześcijaństwa jako religii państwowej .Teza o Piastach jako opiekunach książęcych dzieci jest od lat wszystkim znana , i z pewnością jest bardziej prawdopodobna od tej „kapłańskiej” bo podobny przypadek miał miejsce w państwie Franków gdzie Merowingów tacy „piastowie ” wykolegowali ale Karolingowie nie byli duchownymi lecz zręcznymi politykami

    • „Generalnie zawsze było tak ,że jakaś grupa ludzi dzieliła się na przeważnie trzy różne „segmenty” czyli zarządzających z lojalnym wobec nich wojskiem , poddanymi i kapłanami dbającymi o sferę „duchową ” wszystkich.”

      Generalnie, to taki podział przyniosła pustynna zaraza. Słowiańszczyzna wcześniej nie posiadała takiego podziału, a kapłani byli zwykłymi ludźmi, zajmującymi się pracą całej społeczności i pracą tą utrzymywali się sami. Nie byli kapłanami – klechami w rozumieniu pustynnej zarazy.
      Jedynie przy rozpatrywaniu konkretnych spraw i sytuacji służyli doradztwem.
      Już samo miano „piastun/piast” wskazuje na ważną funkcję w społeczności. Można je traktować synonimowo do miana wołch.
      Wołchowie, to przede wszystkim nauczyciele – wiedzący. Status czarowników nadali im klechowie pustynnej zarazy.
      Zatem, Piastowie mogli mieć status wołchów w społeczności słowiańskiej, a chciwość władzy mogła ich skłonić do zdrady. Albowiem, przyjęcie pustynnej zarazy jest jawną zdradą, aby w imię pustynnej tezy, że władca jest pomazańcem bożym, przejąć siłą władzę i to przejęcie uzasadnić.
      Wskazuje na to niechęć do pustynnej zarazy innych wołchów.

    • „Historia Europy nie zna przypadku ( poza państwem kościelnym) by jacyś duchowni przejęli w jakimś państwie władzę czyli Polska byłaby tu pierwsza […]”. Nic bardziej błędnego. Akurat w historii Europy znajdujemy przypadki, gdy duchowni (zakonnicy) przejmowali władzę. Nie piszę tu o papieżach, którzy jednocześnie są władcami oraz kapłanami. Rosyjska Dimitriada (postać moskiewskiego mnich Grzegorz Otriepiew) jest tego przykładem. Nawet współcześnie w Andorze głową państwa są dwaj współksiążęta: każdy kolejny biskup katalońskiej diecezji Urgel oraz każdy kolejny prezydent Francji. W cesarstwie rzymskim funkcję najwyższego kapłana sprawował cesarz. Ciekawym przypadkiem jest postać cesarza Heliogobala. Heligobal urodził się jako Warius Awitus Bassjanus w mieście Emesa w Syrii, w rodzinie najwyższych kapłanów boga słońca Baala, zwanego w semickim narzeczu „Elah-Gabal”. Swój przydomek Bassjanus zawdzięczał właśnie owemu syryjskiemu bogu. Dlaczego ograniczać przykłady tylko de Europy? Pierwotnie sumeryjscy władcy byli jednocześnie najwyższymi kapłanami, ale nawet wówczas gdy miasta stawały się coraz silniejsze i władza królewska została odosobniona od świątynnej, królowie nie stracili swojego kapłańskiego statusu. W starych cywilizacjach była to raczej reguła, a nie wyjątek. Egipscy faraonowie też byli kapłanami. Zdarzało się, że kapłani świątynni przechwytywali władzę na drodze buntu i sami stawali się faraonami. W Japonii w dawnych czasach cesarz był nie tylko władcą, ale także głównym kapłanem. Przykro mi, ale Pana uwagi w tym zakresie są nietrafione.

      • Skoro chodzi o Europę Piastów , to nie ma co sięgać po jakieś wcześniejsze polityczno-wyznaniowe standardy i to z całego świata bo przecież Chomeini zaledwie kilka dekad temu stanął na czele państwa teokratycznego .Została postawiona teza ,że Piastowie to raczej kapłańska kasta a nie dynastia , która wyróżniając się wśród innych osiągnęła największy sukces czyli przejęła władzę , i to jest ewenement , nieznany w żadnym innym europejskim kraju bo nawet państwo zakonne powstało już na bazie chrześcijaństwa a tu chodzi o „duchownych ” słowiańskiego rytu , którzy zdecydowali o celowej zmianie wyznania

      • @Autor
        //Akurat w historii Europy znajdujemy przypadki, gdy duchowni (zakonnicy) przejmowali władzę. (…) Rosyjska Dimitriada (postać moskiewskiego mnich Grzegorz Otriepiew) jest tego przykładem.//
        Proszę wybaczyć, ale ten argument jest kompletnie chybiony. Otriepiew zdobył władzę nie dlatego, że był mnichem (teza ta jest też dyskusyjna) ale dlatego, że udawał zamordowanego carewicza i ta mistyfikacja była na rękę polskim magnatom z Jerzym Mniszchem na czele. Jego mnichostwo było kompletnie bez znaczenia równie dobrze mógłby być stajennym.

  28. Kowalik w „Kosmologii…” pisze bardzo ciekawie o ojcu Piasta: „Zwykle imię ojca Piasta czytano za Brucknerem jako Chościsko (forma wyjściowa Chwościsko od chwost ‚ogon’, naprowadzająca na pojęcia miotła lub koński ogon), jednak Banaszkiewicz proponuje wersję Kosisko od *kosa ‚warkocz, długie splecione włosy’3″, powołując się na wyprowadzoną z materiału porównawczego przesłankę, że ojciec Piasta jak nordycki Haddingr mógł być władcą mającym specjalnie wypielęgnowane na wzór kobiecy włosy (snord. hadd-r ‚włosy na głowie kobiety’). Badacz wychodzi z założenia, że włosy królów miały z pewnością kultowo-magiczne znaczenie, będąc przywilejem dynastów i sprawujących władzę rodów:
    Zgodnie z zasadą duces ex virtute reges ex nobilitate najwyższa godność pozostawała w rękach «królewskiego» rodu, a wymowny jej znak «haddr» lub «kosy» świadczył o posiadaniu przez rządzących «Heil» – pomyślności wiążącej się z dynastią.
    Na koniec Banaszkiewicz dopuszcza myśl, że obecność Kosiska w prezentowanej genealogii panującej dynastii legitymizowała ją, przekonując o posiadaniu zarówno praw do sprawowania rządów, jak również predyspozycji. Hipotezę Banaszkiewicza o możliwym związku rekonstruowanego imienia Kosisko ze sprawowaniem władzy pojmowanej jako funkcja wprowadzająca ład społeczno-polityczny wspiera konstatacja Wojtyły–Swierzowskiej zwracającej uwagę, że archaiczności psł. *kosa dowodzą także grupujące się wokół niej równie stare formacje, wszystkie w polu semantycznym: ‚uporządkowane/ wyczesane włosy/sierść’: *kosmina, *kosma, *kosnvb, przy czym tę ostatnią formację zestawia z greckim κόσμος (kósmos) ‚porządek, ład’, ‚świat, kosmos’. To zestawienie pozwala na związanie trywialnej semantyki ‚cięcia’ i ‚drapania, skrobania, przegrzebywania, przeczesywania’ z ideą zaprowadzania Ładu.”

    • Kosy to przede wszystkim warkocze, przy czym mają związek losem. Warkocze są spłątane, jak los człowieka. Ma to też związek z mianem plemienia Koszan, wyznawców ślepego losu.
      Wizerunek Awarów, to przede wszystkim charakterystyczne warkocze, jak u Harnasi. Czyżby wszyscy Awarowie mieli być władcami lub czarownikami (wołchsmi), z racji noszenia długich włosów?
      Długie włosy mężczyzny, to przede wszystkim atrybut wolnego człowieka, zasobnego w energię. Krótkie włosy, to atrybut raba – niewolnika.
      Chościsko – Chaścisko, to Gorynicz, Król Węży.
      Spójrzcie na grobowiec Boleswa Chrobrego. Po dwóch kolumnach wiją się dwa węże.

      • P.s.
        Posługiwanie się Brucknerem, zwłaszcza w mitologii, bardzo często prowadzi do błędnych wniosków. Bruckner nie znał i nie rozumiał mitologii słowiańskiej.

        • P.s.
          Biały orzeł, to właściwie symbol Znicza/Zniczów, pierwszych synów Nyji/Nicy/Nicości ze Świętowitem.
          Za swój bunt przeciw Świętowitowi zostali skazani na noszenie dusz zmarłych na Nawię/Welę.
          Weles nie był czczony tylko przez Słowian wschodnich, albowiem był on czczony również na Pomorzu w postaci Trzygłowa/Trygława.
          Wystarczy spojrzeć na figurkę Trygława z Wolina, skojarzyć ją z toponimami w pobliżu Trzebiatowa (miasteczko Trzygłów) oraz porównać to z najniższym poziomem na idolu ze Zbrucza.

          • „symbol Znicza/Zniczów, pierwszych synów Nyji/Nicy/Nicości ze Świętowitem. Za swój bunt przeciw Świętowitowi” że co? Białczyński to fantazje.
            „Weles nie był czczony tylko przez Słowian wschodnich, albowiem był on czczony również na Pomorzu w postaci Trzygłowa/Trygława.”
            Nie znoszę tej głupoty Gieyszytora.
            Trzygłów = bliźnięta, Wołos = byk, Weles = koziorożec (tak Wołos i Weles to dwa diametralnie odrębne bóstwa)

          • Jednemu Kaśka, drugiemu Zośka. Taki urok Słowiańszczyzny.
            Na szczęście nie ma w niej klechów i guślarzy wyznaczających prawdę objawioną, zapisaną w jakiejś blabli.
            Apropos.
            Guślarz, to nie od pastucha pasącego guśce?
            Gusiec, to taka afrykańska świnia, w suahili zwany pumba.

          • Panie Guślarz
            Rozumiem, że to dla pana trudne do przyjęcia iż u podstaw Wiary Rodzimej Słowian leży znajomość zodiaku, nieba gwieździstego i jego znaków/symboli, kalendarza astronomicznego i zwyczajnej Filozofii Przyrody.

            Stosuje pan do opisu Zodiaku znaki, które mają nazwy i atrybuty nadane im przez chrześcijaństwo. Ten pański zodiak z roku 325-966 n.e. (niech będzie że od biedy z czasów późnej filozofii Grecji) ma określać funkcję bóstw, które mają etymologiczne korzenie w języku z okresu pomiędzy paleolitem a neolitem?

            Musiałby pan postąpić dokładnie odwrotnie, wyjść praindoeuropejskich/aryjskich nazw bóstw i znaleźć odpowiednie miejsce w Zodiaku. Nie byłoby właściwiej posłużyć się zodiakiem wedyjskim w tym procesie?

            Pisze pan „Trygław = Bliźnięta”. A od kiedy to bliźnięta mają trzy głowy???

            Pisze pan, że Białczyński to fantazje, po czym cytuje pan Białczyńskiego, który od 20 lat udowadnia, że Weles i Wołos to dwa różne byty i podaje to w przypisach do Księgi Tura od roku 2000.

            Przyzna pan, że rodzimowierstwo dotychczas konsekwentnie uważało ten sąd Białczyńskiego na temat rozdzielności Welesa i Wołosa za „fantazję”. Jest to wciąż w tych kręgach Guślarzy kontrowersyjny wniosek.

          • „Stosuje pan do opisu Zodiaku znaki, które mają nazwy i atrybuty nadane im przez chrześcijaństwo. ”
            Ależ można nazwać dowolnie znaki zodiaku, a atrybuty wynikają z badania horoskopów, np baran będzie dynamiczny, byk spokojny, bliźnięta nerwowe, strzelec wybuchowy, koziorożec poważny.
            „wyjść praindoeuropejskich/aryjskich nazw bóstw”
            Ok to pie nazwy i zbieżne z zodiakiem
            strzelec Zivs (żywy – jowisz egz. w raku daje życie)
            koziorożec Vist (Faust, Efajstos, koziorożec ma oculus (wizję/vistę))
            „Nie byłoby właściwiej posłużyć się zodiakiem wedyjskim w tym procesie?”
            Co za różnica czy będzie makara czy koziorożec. Nie doszukuję się spisków chrystiańskich jak jakiś vargtard. W obecnej epoce ryb każdy chciałby być ofiarą.
            „Pisze pan „Trygław = Bliźnięta”. A od kiedy to bliźnięta mają trzy głowy???”
            Np. celtycki Merkury interpretowany jako „Lugus” ma trzy głowy.
            „Sąd Białczyńskiego na temat rozdzielności Welesa i Wołosa za „fantazję”. Jest to wciąż w tych kręgach Guślarzy kontrowersyjny wniosek.”
            A tego to nie widziałem, jeśli rozróżnia Pan Wołosa i Welesa, to krąg Guślarzy w mojej osobie docenia to. Znam Pana teksty tylko z Pana bloga, w dużej mierze dla mnie to fantazje, nie chcę Pana obrazić, po prostu nie pasują do mojego obrazu mitologii. Szczególnie ten kalendarz, w którym Marzanna jest dobrze umiejscowiona, natomiast wszytko inne nie za bardzo.

          • Zodiak, to kalendarz myśliwego. Znaczenie z przed czasów rolnictwa. Wyraźnie wskazuje na pory polowań (wędrówek zwierząt) lub ich rzezi i okresy pomiędzy nimi. Jedynie skorpion (pierwej musiało być coś innego) mi nie pasuje do Protosłowian. Nie rozumiem też wagi. Reszta pasuje jak najbardziej, nawet lew.
            Najfajniejsze są: panna i dzieciaki (bliźnięta), bo o 9 miesięcy różnicy😉.

      • Rozumiem Pana intencje, ale miejmy umiar. Raczej, a nawet na pewno na kolumnach przy grobowcu Bolesława Chrobrego nie „wiją się dwa węże”. Nie przesadzajmy: nagrobek pierwszych władców Polski pochodzi z pierwszej połowy XIX wieku i jest wykonany w stylu bizantyjskim na planie ośmioboku. Poprzedni nagrobek- wystawiony jeszcze w czasach Kazimierza Wielkiego – uległ w XVIII wieku kompletnemu zniszczeniu w .czasie pożaru. Z przekazów wiemy, że symboli węży też tam nie było, a jeżeli już to posąg lwa u stóp Chrobrego.

        • P.s. Wybaczy Pan, ale do Zniczów / Zniczy jako „pierwszych synów Nyji/Nicy/Nicości ze Świętowitem” nie mogę się odnieść, tak samo jak do tego, że „Za swój bunt przeciw Świętowitowi zostali skazani na noszenie dusz zmarłych na Nawię/Welę”. Być może będzie Pan łaskaw rozwinąć tą problematykę w formie krótkiej rozprawki i nie będzie to jedynie przekierowanie do komentarzy innych komentarzy, ale własny tekst oparty na racjonalnych, mających pokrycie w faktach, nie bajecznych stwierdzeniach.

          • „mających pokrycie w faktach, nie bajecznych stwierdzeniach.”
            W ten sposób pokazał Pan swój stosunek do mitologii słowiańskiej, jako bajecznych. Typowy stosunek zawodowego historyka.
            Zapewne, mity greckie, czy mity wikingskie już nie sa dla Pana tak bajeczne, bo jednak jest to już „Kultura Zachodu”, najprawdziwsza z prawdziwych.
            Pewnie, że nie może się Pan odnieść do mitologii Słowian, bo jej Pan nie zna, a warto poznać.

          • P.s.
            Czyli opiera Pan się tylko na faktach, bo tylko one mogą Pana przekonać (kroniki, ewentualnie genetyka).
            W ten sposób odkrywa Pan swoje prawdziwe intencje, przejęcia narracji słowiańskiej na narrację historyczno – pustynną.

          • Panie Adamie, w czasach o których dyskutujemy nie było żadnej „pustynnej zarazy”. Było coś co możemy nazwać wiarą przyrodzoną – czy na Syberii, czy w Anatolii. Cały problem w Pańskim rozumowaniu polega na ideologicznie motywowanym zwalczaniu wszystkiego co trąci Bliskim Wschodem. Ale ten Bliski Wschód jest „pustynnie zarażony” od I tys. p.n.e., a nie od VI tys. p.n.e.. Izraelici przejęli starsze tradycje i przedstawiają je jako swoje, a Pan takim postępowaniem utwierdza ich, że anatolijskie rolnictwo i pierwsze miasta ludzkości rzeczywiście im się należą, bo prawdziwi Słowianie („ProtoIndoEuropejczycy”) mogą pochodzić jedynie z Wielkich Stepów i Syberii. Otrząśnij się Pan 🙂

          • Panie Web, Asyria, to zdaje się druga połowa III tysiąclecia p.n.e., a Asyryjczycy, to zdaje się nie Chińczycy?
            Zanim powstała Asyria, to tzw. plemiona semickie hg J musiały dużo wcześniej ruszyć się z południa Płw. Arabskiego (ok. IV tys. p.n.e.).
            Czy ja mówię, że w tych czasach była jakaś pustynna zaraza?
            Twierdzę, że sugerowanie tzw. „drogi południowej” hg R1a oraz pierwszeństwa powstania rolnictwa na Bliskim Wschodzie nie ma sensu. Udowadnia to również komentarz @QUAHADI, zaś pierwszeństwo rolnictwa bugo-dniestr jest już udowodnione.
            „Izraelici przejęli starsze tradycje i przedstawiają je jako swoje, a Pan takim postępowaniem utwierdza ich, że anatolijskie rolnictwo i pierwsze miasta ludzkości rzeczywiście im się należą,(…)”.
            Nie rozumię sugestii, gdzie ja tak twierdzę?
            To zdaje się Pan twierdzi, że wszystko powstało na Bliskim Wschodzie, czyli rolnictwo, cywilizacja, a nawet hg R1a (Słowianie).
            „(…) bo prawdziwi Słowianie („ProtoIndoEuropejczycy”) mogą pochodzić jedynie z Wielkich Stepów i Syberii.”.
            Ależ na to wskazuje genetyka i inne argumenty, które, co jakiś czas dokładam.
            Z czego mam się otrząsnąć?
            Proszę nie udawać, że nie wie Pan, co to jest „narracja historyczno – pustynna” Te zabiegi mamy już na co dzień.

          • Z dowodów twardych na Pańską teorię jest tylko ubiegłoroczny wynik analiz najstarszych próbek kopalnych Y-DNA w Europie (Mathieson et al.). Jednak ich obraz (uzupełniony o człowieka z Villabruna) wskazuje na wejście R1 na naszy kontynent od Zachodu i następnie Bałkany, a nie z Niżu Rosyjskiego. Generalnie kopalne DNA dla tego okresu jest mało reprezentatywne i nie odpowiada wynikom z sekwencjonowania genomów (Underhill, Klyosow itp.). Pozostałe Pana argumenty to na razie spekulacje. Będzie Pan miał inne konkretne argumenty, to przyznam Panu rację. Tylko jakoś nie mogę doczekać się 🙂

          • Jak sam Pan widzi, nawet genetycy mieszają nielogicznymi argumentami.
            Rozumiem, że argumenty po za genetyczne i kronikarskie; argumenty przyrodnicze są spekulacjami.
            Trudno, dla mnie nie są. Czas pokaże, kto miał rację.

          • Też czekam na ciekawe niespodzianki, ale na razie jest jak jest 🙂

        • P.s.
          „(…) bo prawdziwi Słowianie („ProtoIndoEuropejczycy”) mogą pochodzić jedynie z Wielkich Stepów i Syberii.”.
          @AUTOR
          „Z uzasadnionych powodów zakładam, że do wyodrębnienia się społeczności będących nosicielami haplogrupy R w obrębie chromosomu męskiego Y-DNA doszło około 26 tysięcy lat temu na szerokim obszarze od terenów nadbajkalskich po Równinę Rosyjską. Około 23 tys. lat temu między Jeziorem Aralskim a Hindukuszem z haplogrupy R wyłoniła się kolejna, określana jako R1. Pozostałe założenia znajdzie Pan w książce „Słowiańskie dzieje”.”

          Może najpierw dogadacie się panowie między sobą, co jest prawdą.

          • Jedno nie przeczy drugiemu, a ponadto Słowiańszczyzna to nie tylko R1a i jako etnos wykształciła się nad Dunajem, a nie na Syberii.

          • Czyżby łowcy mamutów, chodzący między Syberią a Europą, posługiwali się j. chińskim lub kulturą hinduską? A może jednak j. irańskim lub inną podobną fanaberią?
            Czyżby na tym Bliskim Wschodzie zabrakło żarcia i chłopcy poszli sobie na Północ, połowić mamuty? Później z tymi mamutami wracali na Bliski Wschód?
            Jedno nie przeczy drugiemu? A mi, jakoś przeczy.

          • Panie Adamie, a co do rolnictwa i budowy grodów mają wymarłe już w tych czasach mamuty? Jakim językiem mówili łowcy mamutów? Nie udaje, że nie wiem. Natomiast są prace paleolingwistów mówiące, że przedstawiciele kultur starczewskich to Protosłowianie, a kultury ceramiki wstęgowej rytej to Słowianie. Jeśli ukażą się prace dowodzące rzetelnie słowiańskości łowców mamutów, to się nad nimi z radością pochylę 🙂

          • P.s.
            Panie Web, to zdaje się Pan wyciąga stare truchła z szafy, twierdząc, że to sa nowe argumenty.
            Niektóre badania genetyczne poszły już dawno do śmietnika.

          • Poczekajmy na inne rezultaty niż losowe notowania z badań Mathiesona, a wtedy odłożymy starsze analizy do śmietnika 🙂

          • Nie za bardzo rozumiem Pana intencje przekierowywania w celach poznawczych na internetowe komentarze komentarzy w aspekcie nagrobka pierwszych Piastów. Czy chodzi Panu o kulturowy wątek swastyki? Wątek ten jest akurat dobrze rozpoznany w kontekście indoaryjskich symboli solarnych.
            Najdawniejsze – sprzed około 12 tysięcy lat – znaki swastyki odkryto w okolicach Mezin, na obszarze dzisiejszej Ukrainy. Występują one także wśród znaków tzw. pisma staroeuropejskiego stworzonego przez społeczność kultury vinčańskiej 6,5 tysiąca lat temu. Znaki swastyki odwzorowano również na naczyniach zachowanych w grobach indoaryjskich Tocharów sprzed 4 tysięcy lat. Starsze niż tocharskie znaki swastyki znaleziono na ziemiach polskich na wazach z czasów kultury amfor kulistych. Przykładem są gliniane naczynia stworzone ok. 5 tysięcy lat temu – odkryte na cmentarzysku w Rębkowie Parcelach. Swastyka jest prastarym indoaryjskim symbolem solarnym, przynoszącym szczęście i obfitość. Upowszechnił się on później, między innymi w kulturze ukształtowanej na subkontynencie indyjskim. Stał się powszechnym znakiem opiekuńczym w hinduizmie, systemie buddyjskim i wielu religiach. Wśród ludów protosłowiańskich oraz słowiańskich był on ważnym symbolem religijnym co najmniej od trzeciego tysiąclecia p.n.e. i trwał w obrębie kolejnych kultur aż do czasów współczesnych. W Chinach znak ten pojawił się ok. 2000 lat temu, wraz ze sprowadzeniem buddyzmu z Indii. Znaleziono go na trojańskich, greckich i rzymskich artefaktach. U plemion germańskich w I-IV w. n.e. pojawiła się jego forma trójramienna . Przeniesiony aż po Japonię i obie Ameryki, stanowił pozytywny przekaz solarny. Jego znaczenie, splugawione przez zbrodniczą, hitlerowską III Rzeszę w postaci znaku graficznego nazizmu, budzi dzisiaj odrażające odczucia ze względu na rozmiar zła i obrzydliwości, które światu wyrządzili Niemcy. W mojej książce znajdą się wielokrotne odniesienia do tego symbolu w pradawnej, pozytywnej konotacji.

          • Nie o swastykę mi chodziło.
            W tym rozdziale „Księgi Popiołów” – Trumna Chrobrego – Wielkiego Króla Węży jest dobrze opisany nagrobek Chrobrego.
            Proszę nie traktować mnie, jak nowicjusza w temacie, tłumacząc mi świat Słowiańszczyzny od początku.
            Słowiańszczyzną zajmuję się od ponad 20 lat.

          • Do: ADAM SMOLIŃSKI
            Z Pana wypowiedzi wynika, że ma Pan określone założenia widzenia świata, gdyż jak Pan pisze „Religia to instytucja z kapłanami – pasożytami, księżami. Wiara nie wymaga kapłanów, a jeżeli takowy istnieli, to pełnili tylko funkcje służebne, nie pasożytnicze„, „Miliony zaczadzonych, jak epidemia, która pozbawia logicznego myślenia i zmusza do wiary w gusła oraz hołubienie klechów – pasożytów. Czyż to nie znamiona zarazy?”. Oraz „ gdzie jest ten chrześcijański raj na ziemi? Popatrz na historię tej pustynnej zarazy, przywleczonej nam na głowy.”, „Co by było, gdyby nie było chrześcijaństwa? Na pewno inaczej”, „Aby wymienić przewiny chrześcijaństwa, nie starczyło by życia setki ludzi”, „Albowiem, przyjęcie pustynnej zarazy jest jawną zdradą”. „co to jest narracja historyczno – pustynna Te zabiegi mamy już na co dzień”, „Pustynna zaraza potrafi wszystko poprzekręcać”, „Da się przeżyć pustynię, tylko trzeba o niej dużo wiedzieć – z doświadczenia”, „ jest moim cele nie tylko obalanie bolesnych, bardzo niesprawiedliwych mitów o drugorzędności i wtórności dziejów Słowiańszczyzny, ale również obalenie źródeł oraz głosicieli tych mitów, z pełną bezwzględnością. Tak, jak wciskane nam siłą chrześcijaństwo, obalało naszą Starą Wiarę Słowian oraz cywilizację”. To jest deklaracja, która jest Pana wyborem i nic nikomu do tego.
            W kwestii merytorycznej pisze Pan: „Czyżby łowcy mamutów, chodzący między Syberią a Europą, posługiwali się j. chińskim lub kulturą hinduską? A może jednak j. irańskim lub inną podobną fanaberią”, „Jednocześnie radzę przyjrzeć się Scytom i Sarmatom z punktu widzenia językoznawstwa, aby nie nadepnąć na minę”, „Mario Allinelli [językoznawca] – nowy guru genetyka tak powiedział, więc klękajcie narody”, „Po co [R1a] wybrali drogę dużo trudniejszą (przez jeziora i góry Bliskiego Wschodu), jeżeli znali drogę prostszą, którą chodzili ich pradziadowie i dziadowie za mamutami. Czymś tu nie śmierdzi?”, „Jeszcze nie dawno Pericić mówiła o wielkim zróżnicowaniu mikrosatelitarnym w Macedonii. Dzisiaj to mówienie leży w śmietniku”, „Dziko rosnąca pszenica samopsza do dzisiaj występuje na Kaukazie, w Iranie, Afganistanie, Azji Mniejszej, na Bałkanach i na Krymie. Zatem, nie tylko w Anatolii, a jest to pierwszy gatunek pszenicy użyteczny dla człowieka oraz pierwszym zbożem świadomie sianym i zbieranym. Rozległość występowania dzikiej samopszy, a w przeszłości zapewne jeszcze większy na Północy, świadczy, że tzw. „rolnictwo” wcale nie musiało powstać w Anatolii, lub powstało równolegle w innych rejonach Eurazji. Zwracam uwagę, że wokół Göbekli Tepe do dzisiaj nie odkryto większych starożytnych osiedli” .
            I tutaj można odnieść się do niektórych Pana stwierdzeń, np. czy nie odkryto większych starożytnych osad, jak ta wokół Göbekli Tepe , którą datuje się na na koniec X i IX tysiąclecia p.n.e. ? Tak na marginesie: W Qaramel (Syria) znaleziono osiedle, gdzie przetrwały nie tylko dowody nieprzerwanego zasiedlenia od co najmniej XIV tysiąclecia p.n.e, ale również świadectwa zaawansowanej kultury zdolnej promieniować na inne, mniej rozwinięte grupy społeczne. Dowodzi tego prof. Ryszard Mazurowski w nawiązaniu do odkrycia polskich i syryjskich archeologów w Syrii. Osiedle w Qaramel jest starsze niż Göbekli Tepe. Göbekli Tepe – nawet w porównaniu z innymi, sąsiednimi tureckimi stanowiskami archeologicznymi – jest stosunkowo małe. Brytyjski autor opracowania Andrew Collins porównał jego rozmiar do ,,trzech kortów tenisowych”. Osada Tell Qaramel ma prawie 3,5 ha powierzchni. . No, ale rozmiar obu tych osiedli jest dyskusyjny, ponieważ na terenie jednego, jak i drugiego nie ukończono prace archeologicznych. W Syrii będzie to trudne, ponieważ kraj jest objęty wyniszczającą wojną.
            Można na ten temat prowadzić dywagacje. Niewątpliwie osady te różnią sposoby gospodarki prowadzonych przez zamieszkujących tam ludzi

          • Z moimi założeniami widzenia świata wcale się nie kryję. Trochę go znam i dosyć trudno wcisnąć mi ciemnotę.
            Tak opisuję świat, jak go widziałem lub widzę.
            Czy sugeruje Pan, że z Tell Qaramel dowozili robotników i żywność, aby zbudować kompleks Göbekli Tepe?
            To około 170 km w prostej linii. Teren górzysty i Tygrys po drodze (mosty?).
            Nawet koczowanie robotników w prowizorycznych namiotach pozostawiłoby ślady. Nie odnaleziono nic takiego.
            Ja byłem w obu miejscach (kiedy nie było wojny), wiem to z autopsji. Pana wiadomości pochodzą z wikipedii?

          • P.s.
            Wiem, że Mario Allinelli był językoznawcą. Rzecz w tym, że genetycy zaczęli się podpierać tezami Mario Allinell’ego, chociaż są one już przestarzałe. Zwłaszcza w badaniach języka Scytów i Sarmatów.
            Sam Pan wie, że za życia Mario Allinell’ego genetyka była w powijakach, zatem nie mógł on skonfrontować swoich tez z genetyką. Nie mógł wiedzieć, jakie są przyczyny zmian w językach Scytów i Sarmatów oraz kto mógł mieć wpływ na ten proces. Nie mógł wiedzieć, że Ariowie są potomkami Słowian, a nie odwrotnie.
            Zatem, podpieranie Mario Allinelli’m może czasami prowadzić do błędnych wniosków.
            Nie zauważył Pan, że używanie terminu „język indoirański”, „czy „ludy indoirańskie” jest bardzo mylące, sugeruje pochodzenie z Iranu? Ci niby Persowie, którzy weszli na teren przyszłej Persji, wcale nie byli Persami, lecz stali się nimi później.
            Brak precyzji myli laików.

          • Panie Adamie, apeluję o przygotowywanie się do odpowiedzi – Mario Alinei (nie Allinelli) jeszcze żyje. W uwzględnieniu podłoża genetycznego badań paleolingwistycznych uwzględnił teorię Sykesa o ciągłości genotypów Europejczyków od paleolitu, co częściowo (bo całościowo nigdy nie będzie w stanie: ciałopalenie + losowość + zły stan zachowania = niereprezentatywność próbek) potwierdził zespół Mathiesona w 2017. Prof. Alinei zajmuje się głównie językami italoceltyckimi i słowiańskimi, a nie indoirańskimi. Na stronie jego zespołu http://www.continuitas.org/intro.html ostatnia aktualizacja pochodzi z grudnia 2016. Jako człowiek bywały w świecie (co Pan często podkreśla) nie powinien Pan mieć problemu z dotarciem do jego prac opublikowanych po angielsku, choćby: http://www.academia.edu/11751155/The_Slavic_Ethnogenesis_in_the_framework_of_the_Paleolithic_Continuity_Theory. Wówczas może Pan – zapewne z powodzeniem – powrócić do dyskusji o teoriach Profesora z Utrechtu.

          • Dobrze, w specjalnej petycji przeproszę Mario Alinei za zniekształcenie jego nazwiska i wskrzeszę go do życia. 🙂
            Jednak tej samej literówki wcześniej u @AURORA nie zauważył Pan?
            Czytałem tę pracę Mario Alinei. Niestety w kilku miejscach nie zgadzam się z nią.

          • No i to jest płaszczyzna do dyskusji – w czym Pan z Alineim się nie zgadza w zakresie etnogenezy Słowian?

          • „(…) w czym Pan z Alineim się nie zgadza w zakresie etnogenezy Słowian?”
            Jak zwykle przekręca Pan wypowiedź swojego rozmówcy. To taki nawyk historyka, przekręcać (pewnie zostanie zmoderowane, jako niewygodne pytanie)?
            Gdzie ja twierdzę, że „nie zgadzam się z Alineim w zakresie etnogenezy Słowian”? Gdzie użyłem takich słów?
            Nie zgadzam się z jego wywodami językoznawczymi, co również zahacza o Słowian.
            Przede wszystkim Alinei stosuje duże uproszczenia, traktując poszczególne społeczności, jako nieruchome skupiska ludzkie, bez żadnych możliwości kontaktów między sobą, choćby handlowych.
            Dlatego, u niego języki są niezmienne przez tysiąclecia, co jest kompletną bzdurą, nie zgodną z logiką i doświadczeniem.
            W ten sam sposób archeolodzy traktują populacje ludzkie, dzieląc je dla ułatwienia na wymyślone kultury, nie biorąc pod uwagę możliwości kontaktów międzykulturowych.
            Dla Alinei i archeologów świat jest statyczny. Ewentualne zmiany kulturowe mogą zachodzić tylko w wyniku jakichś najazdów i wojen. Ziemia jest zatem planetą bezustannych wojen. Odnalezione groty scytyjskie, to najazd Scytów, nie wymiana myśli technicznej.
            Handel? Handlu w starożytności nie było (bo nie było kolei, samochodów i samolotów, więc jak?).
            „Szlak jedwabny powstał w czasach Czingis Chana”?
            Tak jawi się świat Alinei i archeologów.
            Nie ma to nic wspólnego z jakąkolwiek logiką, co niestety w moich oczach kompletnie dyskredytuje Alinei.
            Zapewne jego starczy mózg wszedł w fazę kompletnej stagnacji. Z tego powodu uznałem go, jako jednostkę nieżywą.
            Dlatego łączenie wypocin językoznawczych Alinei z genetyką nie ma sensu. Znaleziona w Polsce, po tysiącu latach, japońska instrukcja obsługi Nissana, będzie dla przyszłego „Alinei” dowodem, że Polacy mówili w j. japońskim. Czyż nie będzie to wspaniałe odkrycie archeologiczne i językoznawcze jednocześnie? Tylko, że z genetyką będzie na bakier, ale co tam, „przecież Alinei, to guru genetyka”.
            Okazuje się, że nie tylko ja mam takie zdanie o tym człowieku, profesorze. Proszę bardzo, oto zdania innych, bieglejszych w temacie językoznawstwa:
            https://en.wikipedia.org/wiki/Paleolithic_Continuity_Theory
            http://www.languagesoftheworld.info/historical-linguistics/paleolithic-continuity-theory-assumptions-problems.html
            Zaś z Etruskami, to Mario Alinei pojechał po bandzie, „jak Szczakiel po zewnętnej”: https://youtu.be/tC0Dedg42HY
            Zdaje się, że hg N przyszła nad Bałtyk jakieś 3,000 lat temu, a nad Dunaj, jakieś 1300 lat temu, wg genetyki, więc jakim cudem Etruskowie mieli być Madziarami? Bo się tak przyśniło panu profesorowi Alinei w starczej głowie?

          • Krótko, bo widzę, że nie przekonam Pana do teorii o powstaniu Słowiańszczyzny w kulturach naddunajskich ok. 6 tys. p.n.e.. Tak, jak Pan mnie nie przekona, że wyrywkowe próbki DNA ze stepów pontyjskich są przeważającym argumentem za ukształtowaniem Słowiańszczyzny właśnie tam i wtedy.
            Alinei doskonale wskazuje kierunki wpływu języka słowiańskiego na germańskie, a nawet italoceltyckie. Do tego wykazuje oddziaływania innych na Słowian (np. turkijskie). Jego teoria, ekspansję słowiańską ukazuje właśnie w drodze pokojowego przenoszenia wyższej technologii (tu rolnictwa) do społeczeństw łowców zbieraczy. Pański zarzut więc „Dla Alinei i archeologów świat jest statyczny. Ewentualne zmiany kulturowe mogą zachodzić tylko w wyniku jakichś najazdów i wojen” dotyczy przeciwników jego teorii t.zw. „kurhanowców” (z M. Gimbutas i J. P. Mallory na czele), którzy właśnie tak widzą wejście „Indoeuropejczyków” na nasz kontynent. Ja osobiście opowiadam się za „podbojem technologicznym” poprzez wprowadzanie wyższej kultury do bardziej pierwotnych społeczności w przedrolniczej Europie, ale zdecydowanie dopuszczam też ekspansję zbrojną na inne obszary (np. Ariów na Indie). Nie wiem czemu Pan tak kurczowo dyskwalifikuje innych nie przedstawiając jednocześnie równie uzasadnionej własnej wersji. To takie szamotanie mózgu, z którego nic konstruktywnego nie może wyniknąć.

          • Właśnie, właśnie krótko. U Pana wszystko jest krótko, kiedy coś Panu nie pasuje lub brak Panu argumentów. Zauważam, że Pan tak na okragło z tym Alinei. Jeżeli jest Pan nim tak zafascynowany, to może poda Pan jakieś wiekopomne przykłady odtworzeń tego Alinei. Przykłady, przykłady Panie Web, bo Alinei w swojej pracy też tak raczej „na okragło”, ideologicznie, a nie merytorycznie. Jakoś nie widzę tam rozpatrywania konkretnych przykładów.
            Rekomendował mi Pan pracę Alinei’go, a Pan ją przeczytał? Czy może opiera się Pan na czyimś zdaniu o Alinei?
            Ja też tak potrafię ideologicznie i „na okrągło” o ekspansji słowiańskiej. Jednak, to jest chyba za mało.
            Ja wyraziłem swoje poglądy na temat tez Alinei’go. Przedstawiłem też przykłady poglądów innych językoznawców.
            Nie chce się Pan odnieść do rewelacji Alinei’go na temat węgierskich Etrusków? Zdaje się, że rewelacja ta mocno tłucze po głowie pańską teorię naddunajską?
            Pana ulubiony Alinei zdaje się wbija tym Panu osinowy kołek w serce.
            Przypominam Panu losy Pericić, która też była ulubiona i poległa na barykadzie.

          • Panie Adamie, czy ja gdziekolwiek pisałem o „węgierskiej” koncepcji Etrusków. Dla mnie to teoria dziwna, ale nie zamierzam zgłębiać języków ugrofińskich i nie wypowiadam się w tej sprawie. Natomiast etnogeneza Słowian wg Alinei’ego jest spójna i dobrze udokumentowana. Przykłady takie, jak pochodzenie słowa land od lęd, czy źródło terminu gard/grod, a także wiele innych, są w pracach Alinei’ego (a wsparte m.in. wnioskami Trubaczewa, Renfrew, Coona czy Sykesa). Cytowałem je zresztą w swoich wpisach. Do tego PCT ma wsparcie w przepływie kultur archeologicznych. Link, który mi Pan przesłał zawiera takie ogólniki, że trudno się nad nimi rozwodzić. Po prostu różni językoznawcy, mogą mieć różne poglądy, ale nie każdy jest autorytetem na miarę Alinei’ego. Wychodzę z założenia, że skoro nie jestem specjalistą w danej dziedzinie, to powinienem opierać się na najlepszych. To co oni głoszą mogę konfrontować z bardziej przyjaznymi dla mnie dziedzinami nauki, jak historia i archeologia, dodawać do tego ustalenia uznanych genetyków itp.. Jeśli te obrazy nałożą się na siebie, to stają się dla mnie wskazówką. Pericić nie była moją ulubioną, tylko powoływali się na nią Underhill i Kłosow – pisz Pan do nich, w których próbkach zastosowanych przez nią odczytali mikrosatelitarne R1a z paleolitu macedońskiego.
            Proszę Pana o pokazanie takiej spójnej teorii jak PCT, a nie wyrywkowych próbek, domniemywań i autoekspresji, a wtedy dalsza dyskusja być może uzyska sens. Na razie Pana komentarze coraz bardziej przypominają trolling – dlatego odpowiadam krótko, bo szkoda mi czasu oraz nie jestem specjalistą od wszystkiego i nie zamierzam takiego udawać.

          • Jednak teoria Alinei’go o węgierskich Etruskach psuje Pana teorie dunajską. Pan zaś zaczyna udawać, że Alinei tej teorii nie wysunął, bo Pan nie zajmuje się j. ugrofińskim, a w ogóle mało Pana interesuję językoznawstwo. To, po co używa Pan tego Alinei’go, językoznawcy? Bo jakoś jego wypociny pasują do Pana teorii naddunajskiej, którą tenże Alinei zaczął niszczyć swoim wyskokiem węgierskich Etrusków.
            Zdaje się Pan również podkreślał słowiańskość Etrusków?
            Coś tu jest nie tak z tym Pana Alinei’m? Pozrywał Panu mosty na Dunaju.

          • P.s.
            „Natomiast etnogeneza Słowian wg Alinei’ego jest spójna i dobrze udokumentowana.”
            Czy tak samo spójnie, dobrze i tak samo wiarygodnie, jak węgierskość Etrusków?
            Albowiem, jeżeli jest tak wybitny w etnogenezie Słowian, to w etnogenezie węgierskości Etrusków też nie można mu nic zarzucić? Przecież to geniusz językoznawstwa?
            Wiem, wiem, znam to. Jeżeli Pana rozmówca zaczyna zadawać Panu niewygodne pytania, to jego komentarze coraz bardziej przypominają Panu trolling.
            Trollingiem nie jest bezmyślne zgadzanie się z Pana tezami.
            Łatkę ruskiego konfidenta już mi Pan przyklejał.

          • P.s.2
            Rozumiem, że jest Pan tylko i wyłącznie historykiem, a językoznawstwo interesuje Pana tylko w tej małej mierze, jeżeli jakoś podpiera Pana tezy historyczne?
            To, po co zabiera Pan się za językoznawstwo, jeżeli go Pan nawet nie rozumie i zawęża się Pan do cytowania jakichś guru?
            A może ci guru klepią brednie i za chwilę będzie się Pan wstydził tych cytatów oraz z nich wycofywał, jak z tą Pericić, co to ją tylko Klosov kochał? Bez tej Pericić, Pana teoria tzw. „południowej drogi” mocno kuleje, a było juz tak pięknie.
            Myślę, że i na Alinei’m też się zawiedzie i wycofa rakiem na z góry ustalone stanowiska

          • Asya Pereltsvaig (po polsku Asia Perlcwajg) to młoda (- kobieta, a nie mężczyzna – co Pan stwierdził poprzez zastosowaną odmianę nazwiska; więc nie zna Pan nawet płci tej „nie byle jakiej osoby”), nieźle samoreklamująca się lingwistka, zajmująca się relacjami jidisz z językami słowiańskimi, językiem rosyjskim, pochodzeniem języków indoeuropejskich i wyraźnie zafascynowana Rosją. Sama wydała dwie książki, a drugą wspólnie z niejakim Martinem W. Lewisem. Oprócz przywołanej przez Pana strony www, prowadzi bloga intensywnie reklamującego te prace oraz pozycje innych autorów o Rosji i ZSRS. Trochę to mało, by równać się z dorobkiem Mario Alinei. Aha, wydaje ją niejaki Springer…

          • Panie Web, proszę nie wykręcać kota ogonem.
            Pan zaś uparcie twierdzi, że tylko skodyfikowani R1a z Anatolii mogą być „prawdziwymi” Słowianami.
            I co? Dalej stoimy w tym samym miejscu?

          • Gdzie ja twierdzę, że Asya Pereltsvaig jest mężczyzną?
            Nie ma Pan argumentów, to czepia się literówek?
            Pan też literówki robi w komentarzach i co z tego?
            Co mnie obchodzą polityczne poglądy tej kobiety? Interesują mnie jej poglądy językoznawcze.
            Przyklejanie łatek konfidentów ruskich już weszło Panu w krew.
            Poczekam, aż Pan napisze o Alinei’m, iż o nim wspominał Einstein i do niego mam z tym się zwracać.
            Myślę, że niedługo to nastąpi.

          • Panie Adamie, jeśli nie zrozumiał Pan jeszcze, że znam metody trollingu (czy na zlecenie, czy w celu wyładowania frustracji), to znaczy, że tak już Pan ma: wszyscy to idioci, a tylko ja jestem Napoleonem. Pana brak rzeczowych argumentów i częste inwektywy wobec innych, którzy z Panem się nie zgadzają, powodują, że dostaje Pan drugie ostrzeżenie ws. trollowania. Trzeciego nie będzie. Może się Pan pochwalić u Skribhy, jaki to Pan dzielny w zwalczaniu „pustynnej zarazy” i „drogi południowej”. Miłego leczenia kompleksów 🙂

          • Kręci Pan i wprowadza w błąd. Od kiedy to jak Pan pisze „łuki północny i południowy Karpat są już za obszarem k. trypaolskiej, patrząc od kierunku wschodniego na zachód”? Proszę Pana, niezależnie od tego z której strony się Pan patrzy to obszar kompleksu Cucuteni-Trypole jest trasn – karpacki., występuje po obu stronach, tj. północnej i południowej łuku Wschodnich Karpat. Kierunki geograficzne nie zależą od strony, z której Pan patrzy. Do wglądu mapka: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_Cucuteni-Trypole. To po pierwsze. Po drugie kompleks Cucuteni-Trypole uformował się w połowie V tysiąclecia p.n.e. i wywodzi się z obszarów naddunajskich (http://www.eliznik.org.uk/EastEurope/History/balkans-map/early-eneolithic.htm). Wykształcił się ona na podłożu wcześniejszych kultur Boian-Giuleşti (na południe od prawego brzegu Dunaju) i Precucuteni I-III. (http://rcin.org.pl/Content/35680/WA308_48583_P319_UWAGI-O-CHRONOLOGII_I.pdf).
            Jaki sens ma pisanie, że „Zatem, tylko idąc od cieśniny Bosfor [?!], przechodząc deltę Dunaju, dalej koło miasta Tulcza mijamy od wschodniej strony południowy łuk Karpat. Dopiero wtedy możemy się skierować na północny – wschód i dalej w kierunku dawnego obszaru k. trypoliskiej”. Co ma cieśnina Bosfor do wędrówki ludów, które tworzyły kompleks KC-T?

    • Słuszna i merytoryczna uwaga. Mamy tutaj do czynienia z pewną dyskusją. Nie jest ona łatwa ze względu na rozległość tematyki oraz indywidualne doświadczenia poznawcze. Na poziomie nieco bardziej rozwiniętego abstraktu warto zatem ustalić co rozumiemy pod konkretnymi pojęciami. Jeżeli mówimy o Słowiańszczyźnie, to trzeba wziąć pod uwagę kontekst chronologiczny oraz stopień zaawansowania procesu etnogenezy. Z tego powodu używamy pojęcia „Protosłowianie”, „Prasłowianie”, „Słowianie”, a także „Słowiańszczyzna”. Słowiańszczyzna w ujęciu badawczym, to jest to wszystko co wiąże się ze Słowianami. Protosłowianie – termin dotyczy wczesnego, prehistorycznego okresu, w którym na bazie określonych ludów zawiązały się pierwociny inicjujące etnogenezę. Prasłowianie – ludy w okresie przed państwowym, będące bezpośrednim antenatem współczesnych Słowian, posługujące się zasadniczo identycznym językiem oraz charakteryzujące się podobnymi cechami społeczno – kulturowymi. Słowianie – termin używany w stosunku do historycznych i współczesnych grup ludów charakteryzujących się wspólnym etnosem, posługujących się regionalnymi dialektami powstałymi z języka prasłowiańskiego. Baza terminologiczna jest istotna, chociażby dlatego, że racjonalizuje dyskurs i czyni go zrozumiałym i czytelnym.

      • Ależ oczywiście, każdy rozwój cywilizacji opiera się na Viedzy a ta jasno koreluje ze wszystkimi odkrytymi rondelami, czy obserwatoriami nieba.
        Powtarzam, PraSłowianie, jako spadkobiercy innej wcześniej zaawansowanej Viedzy, znali matematykę, ba – znali system szóstkowy ( co Adam nie raz powtarzał, opierając się na Kobie, węzłach ( gdyż system szóstkowy bardzo dobrze oddaje metafizykę KOŁA) więc Bronocice są duże starsze niż Sumer!!!!
        znajomość Kręgów Światła i Światłów o czym pisze Pan Czesław – odzwierciedlała skalę i stąd praSłowianie podzielili sobie kolhide w zależności od systemy Lunarnego czy Solarnego na 12 i 13 małych kół,
        i przyjmując 6 x 5 palców – daje 30 – i mniej więcej tyle wynosi krotność średnicy środka Ziemi do środka Księżyca, dalej system szóstkowy łatwo dawał pogląd ile wynosi promień Ziemi – stąd MITologia, małe, średnie duże koła, stąd podział na 3x3x3, czyli 27 = 9, potem Ariowie dołożyli kolejne 5 palców – i można było stosować algebre – i powstaje między innymi koło, god, 609 – 360 czyli 9, oparcie systemu 10 na systemie 6 – spowodowało, że z Viedzy praktycznej przeszli do wiedzy kreacjonistycznej, lecz już opartej na aksjomacie. To nie była żadna religia, czysta Viedza. Wiedzieli, że 10 bóstwo w panteonie zostało zniszczone, stąd też podania o Zniszczeniu jednego z Rodów przez Boga.

  29. Wydaje mi się jednak że warszawska syrenka nie pochodzi od Żmija, tylko od ptakowężycy sarmackiej bo bardzo podobny wizerunek do wczesnych przedstawień ‚syrenki’ pochodzi z z czasów sarmackich. Więc jednak czerski Żmij i warszawska Syrenka to dwie zupełnie inne rzeczy.
    https://bialczynski.pl/wp-content/uploads/2013/08/syrena-sarmacka-z-ii-wpne.jpg

    A co do Nyji to jednak się skłaniam ku temu że to była bogini inaczej Kostucha, Bo wtedy nazwa Arta-Nyja/Arta-Nyji ma sens bo arta to kobieca ‚korona’. Chociaż oczywiście można się jeszcze doszukiwać innych etymologii.

    • Nie wykluczam, że wiele wątków kulturowych ma związek z Sarmatami. Wspominam o tym w powyższym, krótkim opracowaniu. Udział Sarmatów w etnogenezie Słowiańszczyzny jest przedmiotem dociekań historyków i raczej nie ma tu głosów negujących ten związek. Problematyczne jest rozpoznanie sfery wierzeń tych ludów, o których tak naprawdę nie wiemy zbyt dużo.

      • Ciekawy jestem, jak pan przedstawił drogę haplogrup z Afryki do południowo – wschodniej Azji, a następnie do Azji środkowej oraz wykształcenie się mutacji hg R?
        Oczywiście, jak wg pana wyglądała droga hg R1a z Azji do Europy?

        • Z uzasadnionych powodów zakładam, że do wyodrębnienia się społeczności będących nosicielami haplogrupy R w obrębie chromosomu męskiego Y-DNA doszło około 26 tysięcy lat temu na szerokim obszarze od terenów nadbajkalskich po Równinę Rosyjską. Około 23 tys. lat temu między Jeziorem Aralskim a Hindukuszem z haplogrupy R wyłoniła się kolejna, określana jako R1. Pozostałe założenia znajdzie Pan w książce „Słowiańskie dzieje”.

        • Bliżej nam do Indian niż do Afrykanów Panowie. Może Semici pochodzą z prostej linii od Afrykanów. Wspólna kultura jest nie jest dziełem homo sapiens sapiens – a ślady odnajdziecie w mitologii. Adam ma racje. To nie są czcze gadania, ja nie mogę się zgodzić, na fakt, że skoro 95% projektów badawczych jest sponsorowanych przez jedną grupę badawczą to, że te niezależne ośrodki nie będą pisać pod dyktando ów sponsora. Proszę Was. Logika. Jak ktoś nie wierzy to proponuje, porzucić dobrodziejstwo cywilizacji – i jak A DAM(W) iść na pustynię i przeżyć rok. Ja wybrał bym las.
          Co do kolebki Afryki jako wzorca człowieka – byłbym bardzo ostrożny Panowie.

          • Da się przeżyć pustynię, tylko trzeba o niej dużo wiedzieć – z doświadczenia.
            Oczywiście, że las jest milion razy lepszy, bo chroni, żywi i leczy, ale też trzeba o nim posiadać wiedzę, bo zabić też potrafi.

          • Problem pierwszy to woda i odwodnienie organizmu, druga sprawa to niska temperatura w nocy ( jak się jest nagusienko to jest to wielki problem, nie ma błota aby się ochronić przed palącym słońcem, a w piasku zakopać się tez nie za bardzo, aby robale nie zeżarły, nie wspomnę o żmijach, skorpionach i innych pałających pustynną miłością do organizmów wydychających CO2, i promieniujących w częstotliwości podczerwieni organizmów żywych.
            W lesie strefie umiarkowanej to jedyna jadowita żmija to najwyżej wyleczy z reumatyzmu, problem natomiast są trucizny ( bluszcze), i komary, ale i na to można szybko znaleźć receptę obserwując zwierzęta.
            Las ( Bhor) jest życiem, i adekwatnie więcej organizmów mamy w zimnych wodach oceanów niż w ciepłych.
            Stąd moja pewność, że pustynne omamy są efektem przegrzania organizmu, zainfekowania osłabionego przez pustynnego grzyba, i nic więcej. Jak ktoś twierdzi inaczej, niech więc spróbuje przeżyć przez rok na pustyni – bez żadnych darów cywilizacji i w stroju Adama, i mając do dyspozycji jedynie kijek mojżesza, powodzenia. Moim zdaniem, cywilizacja wyszła z środowiska z klimatu umiarkowanego, stąd mamy podział na 4 pory roku, 12 miesiecy, ( odnajdziemy to zerżnietych do bólu zwojach z nad morza martwego) ale na koniec zostawiam najlepsze.
            Kolhida i zegar. Ten system szóstkowy raczej na pustyni nie jest potrzebny. Przyznasz racje.

      • „Udział Sarmatów w etnogenezie Słowiańszczyzny jest przedmiotem dociekań historyków i raczej nie ma tu głosów negujących ten związek.”

        W tej kwestii polecam zapoznać się z dwoma artykułami tutaj:
        https://skrbh.wordpress.com/2018/02/08/105-sarmaci-germanie-i-slowianie-moja-odpowiedz-na-tekst-adriana-leszczynskiego/
        oraz
        https://skrbh.wordpress.com/2018/02/15/106-moje-dodatkowe-uwagi-do-artykulu-sarmaci-germanie-i-slowianie-autorstwa-adriana-leszczynskiego/

        • Do: ADAM SMOLIŃSKI
          Zamieszczone linki są przekierowaniem na komentarz do artykułu A. Leszczyńskiego, w którym odnosi się Pan do ludobójstwa na Słowianach trwającego od 2000 lat. Nie za bardzo widzę swój udział w komentowaniu Pana komentarzy do piśmiennictwa A. Leszczyńskiego, w tym >Udowadnianie swoich twierdzeń, powoływaniem się na autora, który tym twierdzeniom zaprzecza, jest dla mnie zwyczajną schizofrenią. Nie ukrywam, że to przelało moją czarę goryczy, bo wg mnie Adrian Leszczyński zwyczajnie nie ma za bardzo pojęcia, (sądzę po tym co napisał) w temacie tzw. Ariów, Scytów, Sarmatów i tego, co z tego wynika… Na koniec taka uwaga do Adriana Leszczyńskiego: „A ja nie mogę się z tym zgodzić i absolutnie się nie zgadzam. (…) Nigdy z logiką nie miałem problemu. Pańskie uwagi są nie na miejscu. „… ani mnie do niczego nie przekonuje, ani do niczego mi nie wystarcza, ani nie robi na mnie żadnego niestety wrażenia, tak, tak… Z przedszkola, piaskownicy i tupania na Mię to ja już dawno temu wyrosłem, zwłaszcza jeśli chodzi o językoznawstwo i logiczne dowodzenie swoich racji…Przypominam wszystkim, że ja poszukuję wiadomości, a nie życzeń pobożnych, a i głaskanie po głowie i drapanie po plecach to nie moja bajka…Wg mnie jedni potomkowie M417 z CWC, jak i inni M417 z Potapovka, Poltavka, itp, ale już Z93 zmieszali się już w Sintashta. Jeszcze później zmieszali się np. z ludami łowców ze wschodu, o haplogrupach N i Q, itp. Następnie jedni ich potomkowie pojechali na wschód np. do Basenu Tarim, Mongolii, itp. Inni pojechali na południe i tam zmieszali się dodatkowo w BMAC, Yaz i z jeszcze innymi ludami, być może elamicko-drawidyjskimi? pochodzącymi z południa, czyli Wyżyny Irańskiej / Perskiej, itp. Inni „Ariowie”, (bo już nie Orły) i po Sintashta, Andronovo, BMAC, Yaz, itp. w różnych falach, dotarli znów stepem na zachód, przy okazji dodatkowo „iranizując” potomków swoich przodków z Poltavka, Potapovka, itp, pozostałych na miejscu, jak i tych niby sarmackich, a w rzeczywistości kartwelskich tzw. Osetyjczyków. Potem dotarli stepem dalej tworząc przy okazji tzw. kulturę Srubna i dalej do Bułgarii, Epiru i dalej na południe, także do Azji Mniejszej”UWAGA! I wcale tzw. Scyci, czy inni Sarmaci, nie musieli oni posiadać TYLKO jeden podkład haplogrupy R1a, czyli Z93, co potwierdzają dane genetyczne. UWAGA! Uważam, że to nie geny przenoszą język, a odosobnienie i Tradycja Przodków, patrz np. R1b z Kutuluk, który powtarzam przecież był 100% kulturowym Ariem!Tak, bo tzw. Ariowie […] byli Potomkami Pra-Słowian z CWC i wcześniej, którzy znad Wisły/ Bugu wyruszyli powyżej stepu na wschód jakieś 4500 lat temu<.
          To są dosyć ciekawe stwierdzenia, ale wyrwane z toku narracji, jaką prowadzi Pan z Adrianem Leszczyńskim. Chciałbym przeczytać Pana artykuł na temat Scytów i Sarmatów, bez bezustannego, niepotrzebnego wartościowania cudzych wypowiedzi, ponieważ ma to wpływ na prawidłowe odczytanie Pańskich poglądów i hipotez. Mam wrażenie, że byłyby one zbieżne z moimi. Pozdrawiam

          • 😀 Zupełnie Pan nie zrozumiał.
            To nie jest mój blog i nie moje komentarze. Blog prowadzi Skryba, zaś linki Panu podałem, aby naprowadzić na dyskusję o Sarmatach.
            Niestety, rzeczywiście zachowuje się Pan, jak nauczyciel historii, który ogania się od dzieciaków, zadających trudne pytania. 🙂
            Widać wyraźnie, że Słowiańszczyzną zajął Pan się całkiem niedawno i wiele wiedzy Panu brakuje. Nie mówię o wiedzy tej książkowej historycznej, oficjalnej, lecz o samych dziejach Słowiańszczyzny (może i bajecznych wg Pana).
            Czytanie kronik chrześcijańskich i śledzenie genetyki, to jeszcze nie wszystko. Tym bardziej, że genetyki nie śledzi Pan szczegółowo. To widać, że gdzieś, coś Pan trochę przeczytał, a teraz chce Pan nam, jak uczniom w szkole przekazać. Tylko, że ci „uczniowie” wiedzą więcej od Pana, bo zajmują się tematem dużo dłużej od Pana.
            Jednak, dobrze, że odważył się Pan na popularyzację pisemną swojej wiedzy. A, co Pan napisał, przeczytamy i ocenimy. 🙂

          • Panie Adamie. Bądźmy uczciwi. Jeżeli o dyskusję chodzi, to z przekierowań na różne linki nie wynika kto jaką dyskusję prowadzi i na jaki temat. Nie wiem, czy to jest Pańskie zdanie, czy kogoś innego. Chciałbym prowadzić rozmowę z Panem, a nie z dziesiątkami innych, którzy też odwołują się do dyskusji z kolejnymi internautami, a ci do następnych. Wystarczy, że Pan umieści własną wypowiedź i wtedy będzie wiadomo o w jakim miejscu dyskusji się znajdujemy. Widzę tu potencjał i być może o tym samym myślimy.

          • Tym właśnie świadczy Pan o swoim braku doświadczenia w dyskusjach internetowych.
            Wiedza rozrzucona jest po wielu miejscach, a Pan chciałby ją mieć w jednym miejscu, przetrawioną przez kogoś, najlepiej w formie skondensowanej, skrótowej. To takie przyzwyczajenia ze szkoły, np. „skróty z lektur”.
            Tutaj, to tak nie działa. Mogę Pana ewentualnie naprowadzić na jakieś wiadomości, jeżeli uznam, iż ma Pan jakieś luki. Jednak sens tych wiadomości musi Pan przetrawić sam.
            Tym samym postawa „żądaniowa”, niestety dyskredytuje.

          • Panie Adamie, teraz to Pan pojechał: „Mogę Pana ewentualnie naprowadzić na jakieś wiadomości, jeżeli uznam, iż ma Pan jakieś luki”. Wielki łaskawca z Pana :). Zaręczam, że w nauce to nie działa: ten, kto zgłasza wątpliwości lub inną tezę – musi je udowodnić w spójnym przekazie. Zakładam, że Autor napisał książkę, która ma być zgodna z logiką i faktami, a nie z natchnioną angelologią jedynie wtajemniczonego:)

          • P.s.
            Czy to Bellona poradziła Panu, taki sposób promocji swojej książki na jakimś blogu słowiańskim?

      • Witam!
        „Stało się to co najmniej 7,5 tys. lat temu nad Dunajem, w dorzeczach Dniepru, Wisły, Odry i Łaby. Stąd część Indoeuropejczyków ponownie udała się na wschód, i około cztery tysiące lat temu opanowała Indie. Ludność tą nazwano Ariami. Niektóre ludy indoaryjskie, np. Scytowie i Sarmaci, skierowały się następnie na zachód, dokonując podbojów na terenie Europy. W efekcie skomplikowanego procesu w średniowieczu powstały słowiańskie narody i państwa”

        1/ http://eurogenes.blogspot.com/2017/09/the-beast-among-y-haplogroups.html polecam obrazek z datowaniem

        2/ Dunaj to trochę jakby odległa rzeka od stepów pontyjsko-kaspijskich

        3/ Ariowie to R1a-Z93. Czy z cytowanego fragmentu, wynika sugestia, że Scytowie i Sarmaci to ich potomkowie (znaczy przybyli z Azji do matecznika)?
        4/ Co z tymi którzy zostali na miejscu? – czyli R1a-Z282 i dalej M458, Z280.

        Ludy z Azji dały swoim europejskim pradziadom przyczynek do słowiańskości?!?

        pzdr

        • 1. Zamieszczony „obrazek” – znam te dane. Wskazują one na wyodrębnianie się kolejnych mutacji haplogrupy R1a wśród ludów rozprzestrzeniających się w Europie a także przemieszczających się z Europy na wschód.
          2. „Dunaj to trochę jakby odległa rzeka od stepów pontyjsko-kaspijskich”. Nie wiem w jakim kontekście ta uwaga. Kultury, takie jak starčevska (Bałkany) i późniejsze – Vinča (Europa południowo-wschodnia, centralna, Azja Mniejsza) oraz Baden (Węgry, Słowacja, Austria, Czechy, południowa Polska, północna Serbia i zachodnia Rumunia) za profesorem Alinei przyjmuje się jako protosłowiańskie. Głoszona przez prof. Alinej hipoteza zakłada, że Indoeuropejczycy zamieszkują na obecnych terenach od czasów paleolitu.
          Kultury te kształtowały się na obszarach pierwotnie zamieszkałych przez ludność określaną jako „staroeuropejska”. Sądzić zatem należy, że tworzone podstawy kulturowe i kształtujące się zawiązki protosłowiańszyzny były związane z ludami charakteryzującymi się pochodnymi haplogrup R1a oraz I2 a także I1. .

          3. Część ludności, generalnie cechująca się pochodnymi haplogrupy R1a1, przeszło cztery tysiące lat temu, osiągnęła obszar pogranicza Doliny Indusu oraz Półwyspu Indyjskiego i podporządkowała sobie tamtejsze ludy. Stwierdzenie to potwierdzają prace prof. Underhilla i jego zespołu. Wynika z nich, że „indoirańska” R1a-Z93 (w rosyjskiej miejscowości Potapowka w obwodzie Samara, w której uzyskano najstarszą jak do tej pory kopalną haplogrupę R1a-Z93, charakteryzującą ludy indoirańskie) i „słowiańska” R1a-Z282 „rozeszły się” jeszcze przed podbojem Indii. Ludność, która napłynęła na subkontynent indyjski zajęła obszary u źródeł Indusu a także Gangesu, jednocześnie niszcząc doszczętnie tzw. cywilizację Doliny Indusu. Następnie Ariowie ruszyli na Indie (dokonując ich podboju) oraz częściowo w kierunku południowo – zachodnim. Jednym ze śladów po tej ekspansji jest nazwa krainy Aria, leżącej na terenie dzisiejszego Afganistanu, czy Ariana, rozumianej przez żyjącego w pierwszej połowie I w.n.e. greckiego geografa Strabona, jako nazwa zamienna z Persją. Persowie przybyli do Iranu ze stepów Azji Centralnej w VIII w. p.n.e. i osiedli u wybrzeży Zatoki Perskiej. Perska nazwa tej ziemi, tj. „Iran” wywodzi się od formy „eran” (w partyjskim: arjan). Achemenidzi (dynastia panująca) jednoznacznie manifestowali się jako Arija, czyli Ariowie oraz Arija czithra – dosłownie „pochodzenia aryjskiego”. Co do Scytów: Związek rodu R1a1 z kurchanowcami – których potomkami są Scytowie i potem Sarmaci – udowodniła włoska genetyk Ornella Semino (Katedra Genetyki i Mikrobiologii na Uniwersytecie w Pawii). Oczywiście, nie ma tutaj mowy o homogeniczności ludów. Różne są tego przyczyny i za mało jest tutaj miejsca aby ten wątek rozwijać. To samo możemy powiedzieć o Nesytach, którzy pojawili się na ziemiach Anatolii ok. 2000 roku p.n.e. Zdaniem prof. Piotra Tarachy, kolebką tego ludu były tereny dzisiejszej południowej Ukrainy. Według innych, na ziemie dzisiejszej Turcji przybyli oni ze rdzennych dla siebie obszarów Środkowej Europy przez Bałkany oraz cieśniny Bosfor i Dardanele. Jako obszar, z którego Nesyci napłynęli na tereny małoazjatyckie, wskazuje się również Kaukaz. Być może poglądy te nie są ze sobą sprzeczne a pokazują jedynie, że społeczność nesycka to w rzeczywistości wspólnota wielu grup Indoeuropejczyków (oraz innych).
          4. „Co z tymi, którzy zostali na miejscu?”. Rozumiem, że pytanie dotyczy Europy w kontekście rozpatrywania udziału ludności z pochodnymi haplogrupy R1a w procesie kształtowania się zawiązków protosłowiańszyzny. Twierdzenia i ustalenia w zakresie paleolingwistyki – wspartej odkryciami archeologicznymi oraz z zakresu sekwencjonowania DNA – pozwalają na uchwycenie wyraźnych zaczątków formułowania społeczności protosłowiańskiej od ok. 7,5 tys. lat temu i na wskazanie miejsc gdzie ten proces został zainicjowany. Patrz pkt.2. Na omówienie tego procesu nie ma tu miejsca. Przedstawiony abstrakt to za mało, aby poważnie dyskutować na ten temat.

          • Od niemal samego początku istnienia bloga prezentujemy podobny pogląd. Wynika on po prostu z najnowszych ustaleń poważnych naukowców. Przypomnijmy co pisaliśmy w http://rudaweb.pl/index.php/2017/11/26/kot-stos-i-slowianie-bez-genow/ : „Zdaniem Alinei’ego, słowiańskie terytorium w Europie rozciągało się od ustąpienia lodowca (11 000 – 7 000 lat p.n.e.) w formie trójkąta: południowy kąt odpowiada dzisiejszej Macedonii, zachodni – północnej Dalmacji, a północny – południowej Polsce. Wschodnia granica paleolitycznej Słowiańszczyzny biegła brzegiem Morza Czarnego przez Ukrainę aż do granic południowej Rosji. Natomiast słowiańska nazwa miasta – grad/gard/grod/gardŭ – ma pochodzić jeszcze z anatolijskiego okresu pierwszych Indeuropejczyków, kiedy powstały najstarsze ludzkie osady. Z kolei niemiecki językoznawca porównawczy i slawista Hans Krahe stwierdził, że słowiańska była już kultura ceramiki wstęgowej rytej (naddunajska, pochodna winczańskiej – w Polsce pierwsza rolnicza od 5 600 p.n.e.)”.
            Wczesne próbki kopalne Y-DNA z Ukrainy i Rosji same przez się jeszcze nie podważają tego obrazu i mogą nigdy nie podważyć, choćby z powodu charakterystycznego dla Słowian obrządku ciałopalenia – o czym też nieustannie przypominamy.

          • „Natomiast słowiańska nazwa miasta – grad/gard/grod/gardŭ – ma pochodzić jeszcze z anatolijskiego okresu pierwszych Indeuropejczyków, kiedy powstały najstarsze ludzkie osady.”

            Znowu wracamy do Anatolii i tzw. „południowej drogi”?

          • Witam!
            Ad.1 (obrazek) i 2 (Dunaj) ano w takim, że południowa droga migracji R1a nie istnieje. Potrzebne jest aDNA by potwierdzić Pańską tezę, a moja, że szli po północnej stronie Karpat (ze stepów na zachód) już jest potwierdzona.
            Ad.3 i 4 rody Z282 i Z93 rozeszły się już gdzieś na stepach lub gdzieś bliżej wsch granic obecnej Polski.
            Język przedprasłowiański u Z93 pozostał (mówili nim i Ci z Z282) i lekko zmieniony podróżą trafił do Indii (samskryt)
            Język tych z Z282 trafił na nasze tereny i tu KCS(CWC), i tu w efekcie połączenia z tymi z KAK(GAC), mającymi „stare haplogrupy” w wyniku otrzymujemy nową jakość: prasłowiańszczyznę i język prasłowiański. I tu również można tą tezę podeprzeć archeogenetyką.
            Nie wiedzę potrzeby przebijania się przez szereg różnych kultur archeologicznych, by ostatecznie osiągnąć kulturę badeńską, którą da się przykleić do KCS, by osiągnąć PraSłowian. Stepy i północna droga i już.

            język przedprasłowiański=PIE

            PraSłowianie = KCS+KAK (przykładem kultura złocka)

            „Indoeuropejczycy zamieszkują na obecnych terenach od czasów paleolitu” – Pan wybaczy, ale to twierdzenie to totalna pomyłka, co chyba w świetle mojego powyższego wywodu pokazałem.

            pzdr

            ps. Gdzie w necie są wyniki badań pani Ornelli Semino?
            Chodzi mi o aDNa, a głównie o Y-dna Scytów i Sarmatów, proszę o link jeśli można.

          • P.s.
            Dziko rosnąca pszenica samopsza do dzisiaj występuje na Kaukazie, w Iranie, Afganistanie, Azji Mniejszej, na Bałkanach i na Krymie. Zatem, nie tylko w Anatolii, a jest to pierwszy gatunek pszenicy użyteczny dla człowieka oraz pierwszym zbożem świadomie sianym i zbieranym.
            Rozległość występowania dzikiej samopszy, a w przeszłości zapewne jeszcze większy na Północy, świadczy, że tzw. „rolnictwo” wcale nie musiało powstać w Anatolii, lub powstało równolegle w innych rejonach Eurazji.
            Zwracam uwagę, że wokół Göbekli Tepe do dzisiaj nie odkryto większych starożytnych osiedli.

          • 1. Nie napisałem o „południowej drodze migracji R1a”, natomiast tekst dotyczył stwierdzenia, że część ludności charakteryzującej się haplogrupami pochodnymi R1a1 skierowała się na wschód.
            2. „rody Z282 i Z93 rozeszły się już gdzieś na stepach lub gdzieś bliżej wsch granic obecnej Polski”. Być może, ale na to trzeba dowodów. Tymczasem najstarszą jak do tej pory kopalną haplogrupę R1a-Z93, charakteryzującą ludy indoirańskie znaleziono w rosyjskiej miejscowości Potapowka w obwodzie Samara. Trochę to jednak daleko do wschodnich granic Polski. Tym nie mniej nigdy nie należy mówić, że to się nie zdarzy.
            3. „w wyniku otrzymujemy nową jakość: prasłowiańszczyznę i język prasłowiański. I tu również można tą tezę podeprzeć archeogenetyką”. Jeżeli Pan to podeprze, to kto wie…
            4. „Nie wiedzę potrzeby przebijania się przez szereg różnych kultur archeologicznych, by ostatecznie osiągnąć kulturę badeńską, którą da się przykleić do KCS, by osiągnąć PraSłowian. Stepy i północna droga i już”. Nie wiem co odpowiedzieć. Właściwie, bez komentarza
            5. „Indoeuropejczycy zamieszkują na obecnych terenach od czasów paleolitu – Pan wybaczy, ale to twierdzenie to totalna pomyłka, co chyba w świetle mojego powyższego wywodu pokazałem.”. Szanowny Panie! Twierdzenie paleolitycznej ciągłości ludów indoeuropejskich wykazał w sposób umotywowany naukowo wybitny, o wielkim dorobku naukowym, paleolingwistyk profesor na Uniwersytecie w Utrechcie Mario Alinei. Literatura: Mario Alinei; Origini delle lingue d’Europa, vol. II: Continuità dal Mesolitico al Ferro nelle principali aree europee; Bologna; Il Mulino; 2003, Mario Alinei; Interdisciplinary and linguistic evidence for Paleolithic continuity of Indo-European, Uralic and Altaic Populations in Eurasia; 2000; “Quaderni di Semantica” 24; s. 187-216, Mario Alinei, Francesco Benozzo; The Paleolithic Continuity Paradigm for the Origins of Indo-European Languages; 2016. Inne przyfatne w tej kwestii opracowania: Iain Mathieson et al.; Eight thousand years of natural selection in Europe; bioRxiv 14.03.2015, Anatole A. Klyosov, Giancarlo T. Tomezzoli; DNA Genealogy and Linguistics. Ancient Europe; 2015, Maciamo Hay, Haplogroup R1a, Wolfgang Haak z zespołem, Massive migration from the steppe is a source for Indo-European languages in Europe, 2015, Morten L. Allentoft z zespołem, Population genomics of Bronze Age Eurasia, 2015. Bardziej przystępnym językiem: profesor Colin Renfrew – wykładowca uniwersytecki w Cambridge: „język pra-proto-indoeuropejski, używany w Anatolii ok. 6500 r.p.n.e. uległ rozpadowi na język anatolijski i pierwotny praindoeuropejski używany na Bałkanach, w dolinach Dunaju, Bugu i Dniestru”. Profesor Harwardu Anatole A. Klyosov oraz Włoch Giancarlo T. Tomezzoli. wiążą jednoznacznie ludność R1a z językami indoeuropejskimi, a konkretnie ze słowiańskimi w Europie i aryjskimi w Azji. Uważają, iż ludność R1a migrowała pierwotnie z Ałtaju do Anatolii i stamtąd około 10 tysięcy lat temu dotarła na Bałkany.
            6. Stwierdzenie o powiązani „kurchanowców” z haplogrupą R1a znajdzie Pan w: O. Semino, G. Passarino, PJ. Oefner, AA. Lin i inni. The genetic legacy of Paleolithic Homo sapiens sapiens in extant Europeans: a Y chromosome perspective. „Science”. 290 (5494), s. 1155-1159, 2000, Christine Keyser et al.; Ancient DNA provides new insights into the history of south Siberian Kurgan people; Human Genetics 2009

          • Czy uwzględnił Pan w swojej książce wątek arianizmu u Wandali? I nie tylko nich. Królestwa Wizygotów, Ostrogotów, Burgundów, Suewów, Longobardów też ponoć były ariańskie.

          • Mario Allinelli – nowy guru genetyka tak powiedział, więc klękajcie narody.
            Jeszcze nie dawno Pericić mówiła o wielkim zróżnicowaniu mikrosatelitarnym w Macedonii. Dzisiaj to „mówienie” leży w śmietniku.

          • @PWLRS
            O arianizmie w obrządku wschodnio-słowiańskim, zachodnio-słowiańskim, rzymskim, bizantyjskim, czy też północno-afrykańskim?
            To ma być taka sztuczka, że już wtedy część Słowian była chrześcijanami. Wprawdzie, chrześcijanami – heretykami, ale zawsze chrześcijanami. Ponieważ wtedy chrześcijański Rzym nie musiałby się wstydzić, że zniszczyli go jacyś pogańscy barbarzyńcy – Słowianie.
            Tym bardziej, że Wandalom, Wizygotom, Ostrogotom, Burgundom, Suewom, Longobardom przypisuje się germańskiść. Zatem, w tej bajeczce pustynnej, to chrześcijańscy Germanie zniszczyli Rzym, bo byli heretykami.
            Ponieważ Germanie stali się przyjaciółmi kk, przechodząc na katolicyzm, to Rzym chrześcijański nie ma czego się wstydzić.
            Pustynna zaraza potrafi wszystko poprzekręcać.

          • Witam ponownie!
            Jeszcze raz bo nijak się nie rozumiemy(((

            I/ Stepy, Ariowie R1a-Z93, podróż kilka tys km, Indie, samskryt. (Uwaga to cytowany przez Pana Underhill twierdzi że mogli pochodzić z terenów obecnej Polski)

            Lud indoeuropejski.

            Język przedprasłowiański = PIE !!

            NIe ma żadnego dowodu, że jakiś inny lud, plemię tak gadało, prócz tych z R1a. Dodatkowo w Indiach totalne zero historycznego R1b.

            Gdyby nie było dowodów pisanych (samskryt), tylko ostałby się żywy język (samskryt) i ludzie, potomkowie, R1a-Z93 nim mówiący, to co twierdziłaby lingwistyka? – że nauczyli się go w Indiach?

            II/ Ci co pozostali na wsch europejskich stepach i w Europie środkowej, jedyny genetycznie ród, z którym Ariowie są kojarzeni, czyli Z282 to w jakim języku mówili?
            W podobnym bądź tym samym co Ariowie!

            Język R1a-Z282 (na stepach) musiał być też przedprasłowiański = PIE!!!

            Dlaczego patrylokalność i patriarchalizm możemy przypisywać tylko Ariom, hm? Tylko oni przechowywali w ten sposób język ojców? (+ dodatkowo zwykłe wyrzynanie podbitych kolesi z innych plemion)

            No tak, Ariowie nie gęsi i swój język mają.

            Cała reszta jest tylko tajemniczo indoeuropejska (choć w Indiach nie była i mówi tajemniczym językiem PIE.
            https://pl.wikipedia.org/wiki/J%C4%99zyk_praindoeuropejski

            Język PIE to sztuczny twór, hipoteza stworzona gdy nie wiedziano jak połączyć samskryt z Europą.
            Teraz już wiemy i możemy nazwać rzeczy po imieniu

            III/ Skoro odpowiedział Pan sobie szczerze na pytanie postawione na końcu pkt.I, to jaką odpowiedź powinna dać lingwistyka odnośnie języka tych niosących w genach R1a-Z282, po których ślady na piśmie nie zostały? Z Indii Ariowie im język przynieśli? Zawsze się nim posługiwali i do dziś mówią w sposób najbardziej zbliżony do samskrytu ze wszystkich języków europejskich.
            Proste jest piękne! Słowianie!
            pzdr

            ps. Oczywiście że tezę, że GAC + CWC =PraSłowianie potrafię skleić (podpierając się genetyką). Ale to dopiero jutro, bo muszę grzebnąć w necie, by zanleźć odpowiednie linki. Ale jeśii gospodarz, to puści, to się sprężę.

            pps.
            profesor Colin Renfrew – wykładowca uniwersytecki w Cambridge: „język pra-proto-indoeuropejski”
            ech …a myślałem, że to ja jestem fantastą

          • Do QUAHADI
            „Witam ponownie!
            Jeszcze raz bo nijak się nie rozumiemy(((„
            Nie wiem czego Pan nie rozumie. Kilkakrotnie Panu odpisywałem. Jeszcze raz, krótko w bardzo dużym skrócie. Dziesiątki tysięcy lat temu, ludzie rozpoczęli exodus z afrykańskiego matecznika. Później, na obszarach azjatyckich wyodrębniły się pierwociny ludów indoeuropejskich ( R1a i R1b). Kilkanaście tysięcy lat temu skierowały się one na zachód w kierunku Europy. Z nich (tj. indoeuropejskich R1a z udziałem staroeuropejskich I1 oraz I2) wyłonili się Protosłowianie. Stało się to co najmniej 7,5 tys. lat temu nad Dunajem, w dorzeczach Dniepru, Wisły, Odry i Łaby. Część Indoeuropejczyków ( tych będących nosicielami pochodnych R1a) ponownie udała się na wschód (po drodze wyodrębniła się haplogrupa R1a-Z93), i około cztery tysiące lat temu opanowała Indie. Ludność tą nazwano Ariami. Niektóre ludy indoaryjskie, np. Scytowie i Sarmaci, skierowały się następnie na zachód, dokonując podbojów także na terenie Europy. Ludy te uczestniczyły w dalszym procesie etnogenezy, w tym Słowiańszczyzny, a jeszcze bardziej dokładnie Prasłowian. W efekcie skomplikowanego procesu w średniowieczu powstały słowiańskie narody i państwa, w tym naród i państwo polskie. Nie ma mowy o homogeniczności poszczególnych ludów, ponieważ etnosy wynikają w dużym stopniu z konwergencji kulturowej, transferu i mieszania się społeczności ludzkich, rozwoju w oparciu o zastane podłoże społeczno – kulturowe. To bardzo duży skrót, ale jako abstrakt zupełnie wystarczający do zrozumienia zagadnienia.

          • Witam!
            Słowo się rzekło, więc…
            Pierwej dygresja: nadajemy na podobnych falach, różnią się trochę częstotliwości i występuje przesunięcie w fazie ))). Ja zdecydowanie wykreślam Dunaj i drogę po południowej stronie Karpat.
            Póki aDNA tego nie potwierdzi, Pana hipoteza (z Dunajem) wisi w powietrzu.
            Ja będę starał się trzymać tego, co już udowodniono, choć też trochę podwieszę na balonach)))
            Co mamy: północ Karelczyk – Jeleni Ostrów z przed ponad 8 tys lat R1a.
            I na zachodzie również R1a
            Link: http://eurogenes.blogspot.com/2015/02/eastern-europe-as-bifurcation-hotspot.html
            – Mesolithic Hunter-Gatherer from Karelia: R1a (xM198)

            – Late Neolithic Corded Ware pastoralist from Germany: R1a (M198, M417, xZ282)

            – Late Bronze Age Urnfielder from Germany: R1a (M198, M417, Z282, Z280)
            Po „drugiej stronie” od Karelczyka na Ukrainie:
            eneolit R1a-M417 from Eneolithic Ukraine !!!
            Link: http://eurogenes.blogspot.com.au/2017/09/the-genomic-history-of-southeastern.html
            Opisane jako Sredny Stog, Aleksandria, 7 tys lat temu.
            https://en.wikipedia.org/wiki/Sredny_Stog_culture
            Cytuję z powyższego (tłumaczy google): „Ekspert Dmytro Telegin podzielił chronologię Srednego Stoga na dwie odrębne fazy. Faza II (ok. 4000-3500 pne) wykorzystywała ceramikę ze sznurkiem, która mogła tam powstać, i kamienne topory bojowe tego typu, później związane z ekspansją kultur indoeuropejskich na Zachód. Przede wszystkim ma to być może najwcześniejszy dowód udomowienia konia (w fazie II), z sugestią znalezienia policzków (psalii).
            W kontekście zmodyfikowanej hipotezy Kurgana o Marija Gimbutas, ta archeologiczna kultura archeologiczna mogłaby reprezentować Urheimat (ojczyznę) języka Proto-indoeuropejskiego. Kultura zakończyła się około 3500 r. Pne, kiedy kultura Yamna rozszerzyła się na zachód, zastępując Sredny Stog i nawiązując bezpośredni kontakt z kulturą Cucuteni-Trypillian na zachodniej Ukrainie.”
            Czy to mało? Ceramika-Sznurek, topory, człowiek w powiązaniu z koniem. Dodatkowo elegancko SS przykleja się do kultury C-T (Cucuteni-Trypole), gdzie prawdopodobnie stare hg lub wg. Klosowa R1a1.
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_Cucuteni-Trypole
            cytat z powyżego linku: Klosow ”który swoje badania oparł na datowaniu szczątków kopalnych z wykrytą haplogrupą Y-DNA R1a1 kulturę Cucuteni-Trypole stworzył lud indosłowiański”
            do wnętrza Karpat jednak daleka droga, ale facet nazywa rzeczy po imienu, co mi się bardzo podoba.
            Czas: 4,5 do 2,7 tys BC
            Jest też: https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_bugo-dniestrza%C5%84ska
            Bug Dniestr 6,3 do 5,5 BC i też Klosow z R1a1 i ten sam cytat?!? – co w C-T
            Nie mogę znaleźć tych koloesi od Klosowa ((
            Wynika mi że R1a1 z B-D i C-T (Klosow) to raczej myśliwi bliscy Karelczykowi.
            Dalej jesteśmy na stepach i gdzieś tam dochodzi do podziału R1a-M417
            https://en.wikipedia.org/wiki/Haplogroup_R1a topologia z kolejnymi kładami
            Z282 i Z93, którzy na wschód (Potapowka i „człowiek-kon”) Andronowo, Indie (cementary H, Swat) i późniejsza Srubna ( https://en.wikipedia.org/wiki/Srubna_culture ),a miejscowi do CWC.
            Srodkowa Europa to GAC inny niż Jamowcy i SS nie tylko genetycznie.
            http://polishgenes.blogspot.com.au/2017/05/globular-amphora-people-starkly.html
            inne R1a z CWC:
            http://eurogenes.blogspot.com.au/2017/03/baltic-corded-ware-rich-in-r1a-z645.html
            Tam wg mnie: GAC + nasi z M417 (+podkłady) tworzą nową jakość. I nie chodzi tylko o kulturę złocką ale i o nowy język PraSłowiański. Tu kontakt z rolnictwem, wozem, radło, bydło, sery …
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_z%C5%82ocka
            https://en.wikipedia.org/wiki/Corded_Ware_culture pomińmy tu „wstawki” nt Jamowców
            https://pl.wikipedia.org/wiki/Kultura_ceramiki_sznurowej
            Stare hg + M417, transformacja obyczajowa, zmiana sposobu życia, generalnie połącznie dwóch różny światów musi dać zmiany językowe. Nowe czynność i przedmioty w tym samym rodzie to tylko nowe słowa w obrębie tego samego języka, zaś kontakt i współżycie z innym ludem to nowy język, czyli zmiana brzmienia słów, ich sposobu wymowy. Nie do końca jestem przekonany czy taki burak i amator jak ja dobrze to tłumaczy ))).
            Jeszcze tylko późniejsze nasze aDNA:
            1/ Wczesny brąz wojownik + laska z Rogalina, Hrubieszów:
            http://polishgenes.blogspot.com.au/2015/05/r1a1a-from-early-bronze-age-warrior.html
            i po polsku: R1a1a 4000bp http://archeowiesci.pl/2015/01/24/oto-twarz-wojownika-z-rogalina/
            https://anthrogenica.com/showthread.php?3732-Reconstruction-and-possibly-a-genetic-analysis-in-the-future-of-4-000YBP-Pole&p=82547&viewfull=1#post82547
            i ten Z280!!! http://eurogenes.blogspot.com.au/2017/01/r1a-z280-from-early-bronze-age-northern.html z Gustorzyna
            pustka osadnicza i wymiana ludności bezpośrednio po CWC nie nastąpiła jak widać (były takie teorie)
            i w śrdniowieczu też nie miała miejsca.
            Generalnie zastanawiam się gdzie podziali się jeszcze tak niedawno Ci wszyscy mentalni emigranci, czli allo-allo?
            Ciekawe jak im się obecnie żyje w nowym dla nich, słowiańskim historycznie świecie?? )))
            pzdr

            ps. ale rudaweb Ty to wszystko chyba już wiesz,bo:
            https://rudaweb.pl/index.php/2017/06/11/polska-kolebka-ariow-w-segmentach-dna/

          • pps.
            ja to mam ciągle przed oczami, ale z teksu może nie wynikać – prosty rysunek:
            pierwsza kreska z góry w dół na mapie: Jelni Ostrów – Aleksandria (SS), druga kreska z lewej (wsch Niemcy) w prawo tyż na mapie do Ariów na wschód
            gdzie przecięcie, tam epicentrum R1a STEPY, WSCH EUROPA
            co potwierdza pn drogę.

          • Do @AUTOR podłączając się do @QUAHADI
            To jest właśnie przykład te, co przed chwilą Panu napisałem.
            „Uczniowie”, którym Pan chce przekazać swoją wiedzę, wiedzą w temacie więcej od Pana.
            Jednocześnie radzę przyjrzeć się Scytom i Sarmatom z punktu widzenia językoznawstwa, aby nie nadepnąć na minę.

          • Do @Autor
            „Uważają, iż ludność R1a migrowała pierwotnie z Ałtaju do Anatolii i stamtąd około 10 tysięcy lat temu dotarła na Bałkany.”
            Czy gdziekolwiek odnalazł Pan uzasadnienia A. Klyosova oraz Giancarlo T. Tomezzolia dlaczego tak twierdzą? Całkiem nie dawno A. Klyosov twierdził, że R1a poszli z Ałtaju do Europy droga północną, przez stepy.
            Po co wybrali drogę dużo trudniejszą (przez jeziora i góry Bliskiego Wschodu), jeżeli znali drogę prostszą, którą chodzili ich pradziadowie i dziadowie za mamutami.
            Czymś tu nie śmierdzi?

        • Nie napisałem o wędrówce po południowej stronie Karpat, natomiast przyjmuję założenie Klyosov’a – opierającego swoje tezy na datowaniu szczątków kopalnych z haplogrupą Y-DNA R1a1 – że do społeczności określanych przez niego jako indosłowiańskie, zaliczyć należy również ludność z kręgu kultury Cucuteni oraz Trypole. Z tego powodu przyjąłem, że
          ulokowana na terenie dzisiejszej Mołdawii i Ukrainy kultura trypolska została stworzona przez ludzi przybyłych na te obszary szlakiem wzdłuż łuku Karpat. Bez stwierdzania, czy ta migracja miała miejsce od południowej, czy północnej strony. Mam wrażenie, że to nie odbiega od Pana wywodu. Jak zawsze to kwestia interpretacji i jednak kolejnych danych, o które można by oprzeć bardziej konkretne wnioskowanie. Co do wyodrębnienia Z-93, to widzę to podobnie, ponieważ jak Pan zauważył „Dalej jesteśmy na stepach i gdzieś tam dochodzi do podziału R1a-M417Z282 i Z93” . W sumie co innego można na chwilę obecną wnioskować w kwestii przykładu z Potapowki z rosyjskiego obwodu Samary? Być może pojawią się następne dowody. Nie należy z góry zakładać, że tak nie będzie. W tym chyba obaj jesteśmy zgodni

          • Ok, stepy 100% zgodności w takim razie.

            „Kultury, takie jak starčevska (Bałkany) i późniejsze – Vinča (Europa południowo-wschodnia, centralna, Azja Mniejsza) oraz Baden (Węgry, Słowacja, Austria, Czechy, południowa Polska, północna Serbia i zachodnia Rumunia) za profesorem Alinei przyjmuje się jako protosłowiańskie.”
            Ja wiem co powiedzieć, więc to skomentuję – to się profesor zagalopował, bo:

            1/ https://en.wikipedia.org/wiki/Star%C4%8Devo_culture
            i z powyższego
            „W ludzkich pozostałościach kultury Starčevo w czterech badanych próbkach (Lipson i wsp., 2017) znaleziono trzy różne haplogrupy Y: H2, G2a2a1 i G2a2b2b1a”

            2/ https://en.wikipedia.org/wiki/Vin%C4%8Da_culture wspaniała kultura tylko:
            https://www.eupedia.com/forum/threads/34249-Vinca-Culture-Dna
            z powyższego: Research in Serbia (location Gomolava):
            Time Y-DNA
            5604-5376 BC, G2a21-PF3147
            4710-4504 BC, G2a2a1a-PF3177
            4605-4460 BC, G2a2a1a-PF3177

            albo przyjmujemy, że język PIE się jakoś wiąże z R1a,
            a wpływy czy bliskość R1a np na R1b dają im kontakt z PIE, ale tylko i wyłącznie dlatego że uczą się od R1a,
            albo wsadźmy całą tą hipotezę (przedprasłowiański=PIE) do kosza i dalej szukajmy tajemniczego ludu PIE…. mnie ta zabawa w niewidzialną rękę (ups- język) lingwistyki nie bawi.
            ============================
            „Niektóre ludy indoaryjskie, np. Scytowie i Sarmaci, skierowały się następnie na zachód, dokonując podbojów na terenie Europy. W efekcie skomplikowanego procesu w średniowieczu powstały słowiańskie narody i państwa”

            OK, ale mam spore wątpliwości,bo :

            1/ ale Słowanie jako etnos już byli ukształtowani? -mam nadzieję!
            2/ kwestia braku aDNA (Ukraina/Polska)

            3/ „wały żmijowe” – przed kim się chronili?
            https://pl.wikipedia.org/wiki/%C5%BBmijowe_Wa%C5%82y
            (nareszcie coś nie off topic, czyli w końcu zgrałem się choć trochę z tematem postu)
            4/ i czy na 100% musieli wracać )), bo:
            http://eurogenes.blogspot.com/2017/08/steppe-admixture-in-mycenaeans.html
            „Bulgaria_MLBA I2163: Y-hg R1a1a1b2 mt-hg U5a2 1750-1625 calBCE”
            „Ten facet jest najbardziej podobny do Yamnaya spośród wszystkich próbek z Bałkanów w Mathieson et al. 2017 r. I, o ile widzę, na podstawie jego ogólnych wyników w całym genomie, prawdopodobnie nie do odróżnienia od współczesnych ludzi Srubnaya stepu papiesko-kaspijskiego. Należy również do Y-haplogroup R1a-Z93, która jest markerem typowym dla Srubnaya i innych blisko spokrewnionych grup stepowych, takich jak Andronovo, Potapovka i Sintashta. Nie ma więc wątpliwości, że jest imigrantem lub niedawnym potomkiem imigrantów na Bałkany z stepu pontyjsko-kaspijskiego.”

            z może oni siedzieli na tych stepach ukraińskich po jezioro Aralskie.
            Czy cały lud musiał się przenieść na wschód i potem wrócić w wczesnym średniowieczu?
            Może to tylko moja nadinterpretacja Pańskiej wypowiedzi.

            Wszystko to ogromie ciekawe i intrygujące problemy ))
            Nie sądziłem, że historia będzie pisana „od nowa”, we właściwy sposób, na moich oczach …

            pzdr i dzięki za zajmującą dyskusję

          • „Zbiór opowieści o bóstwach i istotach nadprzyrodzonych. Mity systematyzują przekonanie danej społeczności o powstaniu świata, bogów i ludzi. Faktem jest, że informacje tak o religii jaki i mitologii Słowian w okresie przed chrystianizacją w nikłym stopniu dotrwały w źródłach do dnia dzisiejszego”.
            Panie Autor takim bądź razie pod tę definicję podlegają wszystkie religie, które opisują ów nadprzyrodzone istoty i wydarzenia, ja bym je umiescił w dziale fantastyki obok Harego Pottera.
            MIT O LOGIA – Logia – Lugia – Vieda = Viedząca – Wanda.
            Cała kultura Słowian to chodząca matematyka, fizyka, świat widzialny i niewidzialny.
            Każde pismo ogranicza człowieka, jego wolność, i ślepo każe wierzyć, że ten co spisał nie dokonał celowych zmian – bo przecież natura ludzka jest nie omylna? Czy Pan tak uważa? Widzi Pan nie ma sumy logicznej , więc i zdanie nie jest logiczne. Przekazywanie ustne podań, mitów, tai wyzwalało w człowieku pokłady ze sfery niewidzialnej, a więc z fizyki kwantowej. Tworzyło artyzm, estetykę, stworzyło TEATR. Jakie Pan jeszcze chce przykłady racjonalne. Myśli Pan, że w jaki sposób człowiek mógł przetrwać licząc tylko na to co widzi? LOGIKA PANIE AUTOR
            MIT – TAJA – BAJA – w kontekście: opowiada starszyzna męska, czy żeńska. I tutaj był kolejny podział: Białki otrzymywały wiedze, prawa, od BABEK, praktyczną, – stąd system szóstkowy, koło – mężczyźni zajś – jako druga połowa przekazywali viedze w zakresie: nauk przyrodniczych ( sianie M, rozmnażanie M+K, ochrona M+K, leczenie i opatrywanie ran M), w zakresie sztuk walki ( materiałoznawstwo, cech, przyroda, topografia, nawigacja, astronomia, fizyka, chemia, matematyka, taktyka,) w zakresie upraw i hodowli, w zakresie budownictwa – jak Pan widzi to była wysoko zaawanasowana cywilizacja, która z racji zajmowanego terenu w strefie klimatycznej, która zdominowała określone równoleżniki, pod odpowiednim kątem osi Ziemi do Gwiazdy Słońca, stwierdziła: Ziemia jest kulą, strefa klimatyczna ma 4 pory roku, ma 13 miesięcy wg kalendarza lunarnego, i 12 miesięcy wg kalendarza solarnego, lecz z racji znajomosci systemu szóstkowego, mogli utworzyć pierwszy kalendarz, a w zależności od wysokości Słońca nad ziemią, i faz księżyca, określili potencjał przyrody i nazwali go świętami – czyli Powstawaniem Korelacji i Związków.
            To zbiór praw matematycznych, fizycznych i przyrodniczych umiejscowiona w świecie widzialnym i zrozumiałym dla człowieka, w sposób zgodny co do obrazu, formy i treści.
            Stwórca ( Istota Pierwsza) zakazała siebie nazywać, zakazał używać pisma – niech Pan zgadnie dlaczego?, dlaczego nazwano ją Oycem? Logika.
            Jak Pan znajdzie konsekwencje, to będzie Pan znał przyczyny ów zakazu.
            Adam cały czas o tym wspomina, ale nikt nie słucha.
            Semici nie znali pór roku, Sumer, Babilon, Asyria, nie znała 4 pór roku, pora sucha i pora mokra, albo w ogóle( totalna mielizna w opadach – stąd cywilizacje rozwijały się jedynie w deltach rzek – i uzależnione były od opadów śniegu i deszczu w GÓRACH, HARACH.
            Ten system nie dotyczył Północy od naturalnej linii Pireneje, Alpy, Karpaty. Kaukaz, i Wysokie Góry Azji.
            Stąd Chrystus Słońce, stąd 4 ewangelistów, 12 apostołów i 13 co uciekł, stąd 3 mędrców nie KRÓLI, czyli 3 gwiazdy z PASA Oriona wskazujące punkt wschodu Chrystusa na horyzoncie, 4 co nie doszedł to Wenus, wiadomo, że jest to raz gwiazda polarna, a drugi raz gwiazda wieczorna.
            Proszę nie pisać, że nie ma ARII, źródła są, tylko trzeba je umieć dostrzec i z nich czerpać.

          • Do: ARIA
            >„Zbiór opowieści o bóstwach i istotach nadprzyrodzonych. Mity systematyzują przekonanie danej społeczności o powstaniu świata, bogów i ludzi. Faktem jest, że informacje tak o religii jaki i mitologii Słowian w okresie przed chrystianizacją w nikłym stopniu dotrwały w źródłach do dnia dzisiejszego”.
            Panie Autor takim bądź razie pod tę definicję podlegają wszystkie religie, które opisują ów nadprzyrodzone istoty i wydarzenia, ja bym je umiescił w dziale fantastyki obok Harego Pottera. Białki otrzymywały wiedze, prawa, od BABEK, praktyczną, – stąd system szóstkowy, koło – mężczyźni zajś – jako druga połowa przekazywali viedze w zakresie naukProszę nie pisać, że nie ma ARII, źródła są, tylko trzeba je umieć dostrzec i z nich czerpać<.
            Nie zamierzam pisać, że Arii nie było. Był lud nazywany Ariami, była Aria, była Ariana.

          • Pytanie do Autora: ludność kultury trypoleskiej była pochodzenia indoslowianskiego – a ludność kultury jamowej do jakiej, Pana zdaniem, grupy etnicznej przynależala? Napisał Pań, iż ludność kultury trypoleskiej przybyła wzdłuż łuku Karpat – z skąd przybyli?

      • „Problematyczne jest rozpoznanie sfery wierzeń tych ludów, o których tak naprawdę nie wiemy zbyt dużo.”
        Nie wiemy zbyt dużo bo nie chcemy wiedzieć. Jesteśmy zamknięci na to co WSCHODNIE bo przecież od tysiąca lat wtłacza się nas w sztuczny gorset zwany dla zmyłki kulturą zachodnią czyli cywilizacją łacińską. Tymczasem wystarczy poczytać co o Sarmatach piszą Turcy czy Persowie, nie mówiąc już o Rosjanach. Ba, nawet ukraińskie strony internetowe zdarzają się być ciekawe. U nas obowiązuje PARADYGMAT ZACHODNI. Jeśli u Piastów stwierdzono hg R1b to ani chybi muszą to być Wikingowie a nie np. Sarmaci.

        • Niestety na WSCHODZIE, od zawsze mieszkali barbarzyńcy, do tego ze skośnymi oczami, którzy zawsze chcieli zniszczyć ukochaną pustynną „kulturę” ZACHODU. Cóż za obrzydlistwo, jak tak można?!!
          Pustynna „kultura” Zachodu, to w czystej postaci „MIŁOŚĆ”. 😀 😀 😀

          • Opowiadanie bajek, to jest coś zupełnie innego niż rzetelne podejście do zagadnienia. Podstawowe jest rozróżnienie co to jest bajka, co to jest legenda, co to są źródła historyczne. Nie prawdziwe jest Pana twierdzenie, że podchodzę do mitologii słowiańskiej jako do bajki. Zgodnie z definicją, mitologia to zbiór mitów opowiadanych w danej społeczności lub literacko uporządkowany zbiór opowieści o bóstwach i istotach nadprzyrodzonych. Mity systematyzują przekonanie danej społeczności o powstaniu świata, bogów i ludzi. Faktem jest, że informacje tak o religii jaki i mitologii Słowian w okresie przed chrystianizacją w nikłym stopniu dotrwały w źródłach do dnia dzisiejszego. Nie zachowały się żadne źródła bezpośrednie, a jedynie lakoniczne relacje chrześcijańskie, często spisywane przez niezorientowanych bezpośrednio w temacie autorów lub kronikarzy. Wiele źródeł jest dyskwalifikowanych jako nieprawdziwe. Nie zawsze słusznie. Rekonstrukcja w tym zakresie jest trudna i odbywa się przede wszystkim w oparciu o ślady dawnych wierzeń zachowane w folklorze i wierzeniach z okresu już chrześcijańskiego. Nie bez znaczenia są także badania z zakresu szerzej pojmowanej teorii religii. Dzięki temu, np. udało się zrekonstruować słowiański mit o stworzeniu świata. Uczestniczą w nim dwa przeciwstawne bóstwa sprawcze a także kozioł i pszczoła. Mamy także obraz wyobrażeń o stworzeniu człowieka. Rozpoznano nazwy i funkcje poszczególnych bóstw Słowian w okresie przedchrześcijańskim. Znamy rolę i funkcje stanu kapłańskiego w tym okresie. Sporo wiemy o miejscach kultu w różnych okresach. Została wyodrębniona z kontekstu chrześcijańskiego wiedza dotycząca świata demonologii.
            Rozpoznane są wierzenia czasów wcześniejszych, odpowiadających Protosłowianom. Znana jest symbolika związana ze sferą wierzeń charakterystycznych dla określonych kultur archeologicznych. Znamy obrządki pogrzebowe wiążące się z określonymi systemami religijnymi. Nie ma tu żadnego powodu do poczucia mniejszego znaczenia niż w przypadku wierzeń skandynawskich, greckich, rzymskich, czy jakichkolwiek innych. Mimo to jestem zdania, że nie jest to dobrze nagłośnione i nie wiedzieć czemu praktycznie nie istnieje w środkach masowego przekazu. Mamy wspaniałą przeszłość i historię, z której powinniśmy być dumni. Mam też nieodparte wrażenie, że polscy historycy wykazują niezrozumiałą bojaźliwość i najczęściej w oficjalnych publikacjach wskazują twierdzenia o wtórności na ziemiach Odrowiśla i innych, rozpoznanych jako słowiańskie kultur archeologicznych. Stąd też tylko wyjątkowo coś się powie o pierwszym na świecie wozie kołowym. Coś tam ktoś powie o kulturze łużyckiej i to w kontekście jednej osady w Biskupinie. Obecnie mamy potężne narzędzia do badania przeszłości. Coś drgnęło. Trzeba tą wiedzę upowszechnić w sposób możliwie szeroki, dobrze umotywowany. Przykro jest, że robią to Rosjanie, Włosi, profesorowie Stnanford, Oxford, Cambridge. Przykro jest, że praktycznie nikt z polskiej elity badaczy dziejów nawet nie zająknął się w kontekście wyników prac Giancarlo Tomezzoli’ego (Universytet w Utrechcie, Holandia) i Reinhardta S. Steina (Obserwatorium Etno-Archeologiczne w Monachium, Niemcy). Otóż ci badacze wprost mówią „Filistyni ze starożytnego Aszkelonu lub ogólnie Filistyni byli plemionami prasłowiańskimi lub ludem, który mówił […] językiem prasłowiańskim […]”i dalej „Natura Filistynów jako ludów prasłowiańskich nie jest zaskakująca ze względu na obecność w tym regionie innych plemion lub ludów protosłowiańskich[…]”. Stanowczość innych uczonych jest również inspirująca. Wybitny paleolingwista Mario Alinei dobitnie podsumował sprawę; „To totalny absurd ta bajka o tak zwanym późnym przybyciu Słowian do Europy”. Między innymi z tych powodów poprosiłem właściciela „rudaweb” – poczytnego bloga o udostępnienie mi miejsca na jego stronie. Tak własciel bloga, jak i ja jesteśmy historykami. Dla mnie ważne jest, aby głos o nas Polakach, Słowianach był dobrze wyartykułowany i wyraźny. Dlatego też w swojej książce piszę o dziwnej narracji w kontekście dziejów Słowiańszczyzny. Staram się przedstawić jej nogate i rozbudowane dzieje. Nie ma tu żadnego stwierdzenia, że Słowianie wyszli nagle z bagien prypeckich i dziwnym sposobem w wielkiej liczbie pojawili się na arenie dziejów dopiero gdzieś w IV – V wieku n.e. na zasadzie Deus et machina. To przecież bzdura. Zdaję sobie też sprawę z jak wielką krytyką może się spotkać to co napisałem. A jednak zaryzykowałem. Myślę również, że Pan Smoliński sądzi podobnie. Szkoda, że znamy się tylko z fragmentarycznej wymiany opinii, natomiast czuję, że również jego staraniem jest obalanie bolesnych, bardzo niesprawiedliwych mitów o drugorzędności i wtórności dziejów Słowiańszczyzny.

          • „mających pokrycie w faktach, nie bajecznych stwierdzeniach.”
            To zdaje się Pana słowa? I na nie moja reakcja.
            W każdych bajecznych stwierdzenia jest zawsze ziarno prawdy, bo tylko w ten sposób można było przekazać dzieje prostym ludziom.
            Nic się nie zmieniło przez setki wieków. Dzisiaj prostym ludziom wciska się w reklamach też baśniuszki, tylko że te są kłamstwami z premedytacją.
            Chcę Panu w tym miejscu zwrócić uwagę, że używa Pan potocznego zwrotu „religia” w stosunku do wiary Słowian.
            Jest to następna sztuczka propagandowa, mająca na celu zrównać pojęcia wiary i religii, co jest fałszywe.
            Religia to instytucja z kapłanami – pasożytami, księżami. Wiara nie wymaga kapłanów, a jeżeli takowy istnieli, to pełnili tylko funkcje służebne, nie pasożytnicze.
            Owszem, jest moim cele nie tylko obalanie bolesnych, bardzo niesprawiedliwych mitów o drugorzędności i wtórności dziejów Słowiańszczyzny, ale również obalenie źródeł oraz głosicieli tych mitów, z pełną bezwzględnością. Tak, jak wciskane nam siłą chrześcijaństwo, obalało naszą Starą Wiarę Słowian oraz cywilizację.

          • Prof. M. Alinei nie jest, jak Pan łaskaw był podsumować, „nowym guru genetyka”. Jest on paleolingwistykiem od dziesiątków lat zajmującym się swoją dziedziną. Dzisiaj jest już staruszkiem. Jego prace powstawały wtedy, gdy genetyka w obecnej postaci nie istniała. Nie rozumiem Pana nienawiści do tego, wybitnego naukowca, tym bardziej, że od dawna w oparciu o metodę autodatowania lingwistycznego, zdecydowanie twierdzi, że ze Słowiańszczyzną należy wiązać europejskie kultury archeologiczne występujące co najmniej od 5,5 tys. r.p.n.e. Znane jest jego zdecydowane wystąpienie (które już przytaczałem): „To totalny absurd, ta bajka o tak zwanym późnym przybyciu Słowian do Europy”. Co więcej, Alinei dowodzi, że języki germańskie pojawiły się w Europie później niż słowiańskie i powstały korzystając z bogatszego słownictwa Celtów i Słowian. Wyniki jego badań są inspirujące i rozwijane również przez część polskich uczonych, którzy kwestionują ogólny nurt głoszący tzw. teorię bagien prypeckich. Mający podobne jak on doświadczenia badawcze, lingwista profesor Witold Marczak zasadniczo rozwija hipotezę i stwierdza „Biorąc pod uwagę wszystkie te ustalenia [z zakresu obliczeń przeprowadzonych na językach słowiańskich w celu rekonstrukcji przedhistorycznych migracji], nie sposób zlokalizować praojczyzny Słowian gdzie indziej niż w dorzeczu Odry i Wisły. Teza to bynajmniej nie nowa, […] jest oparta wyłącznie na danych statystycznych, a tym samym ma tę istotną zaletą, że jest całkowicie sprawdzalna”. W związku z tym nie rozumiem celowości Pana ataków kwestionujących te ustalenia i osoby je głoszące. Zamiast tego brnie Pan w takie uogólnienia jak „W każdych bajecznych stwierdzenia jest zawsze ziarno prawdy, bo tylko w ten sposób można było przekazać dzieje prostym ludziom”. Skąd Pan bierze jako źródło wiedzy te „bajeczne stwierdzenia” i jakie to bajki są dla Pana podstawą do rozwijania swoich przekonań? Pisze Pan: „Chcę Panu w tym miejscu zwrócić uwagę, że używa Pan potocznego zwrotu „religia” w stosunku do wiary Słowian.
            Jest to następna sztuczka propagandowa, mająca na celu zrównać pojęcia wiary i religii, co jest fałszywe. Religia to instytucja z kapłanami – pasożytami, księżami. Wiara nie wymaga kapłanów, a jeżeli takowy istnieli, to pełnili tylko funkcje służebne, nie pasożytnicze”. Odczytuję to jako kwestionowanie określenia religii w charakterze obiektywnego pojęcia odnoszącego się do systemu wierzeń i praktyk, określającego relację pomiędzy różnie pojmowanym sacrum i sferą boską, a określonym społeczeństwem, grupą lub jednostką. Dlaczego widzi Pan jednak w obiektywnej terminologii jakąś groźną „sztuczkę propagandową”? Wiara, to inne pojęcie terminologiczne, odnoszące się do postawy osobowej. Rozumiem, że chce Pan negatywnie wartościować każdą religię o ile tylko dostrzeże Pan, że funkcjonują tam „kapłani – pasożyty, księża”. Oczywiście nie kwestionuję Pańskich poglądów w tym zakresie, bo to jest indywidualna sprawa. Pana deklaracja, że będzie Pan obalać mity „z pełną bezwzględnością. Tak, jak wciskane nam siłą chrześcijaństwo, obalało naszą Starą Wiarę Słowian oraz cywilizację” jest rodzajem manifestu. Oczywiście, że w dziele obalania mitów, jak najbardziej popieram Pana starania. I jest to punkt wspólny tego dyskursu.

          • Może na samym początku wejścia na ten popełnił Pan błąd, traktując komentujących, jak amatorów, nowicjuszy, uczniów.
            Takie skrzywienie zawodowe, znam środowisko nauczycielskie i jego skrzywienia.
            Gwarantuję Panu, tu nie ma nowicjuszy w temacie, a jeżeli tacy wchodzą, to raczej nie komentują, ewentualnie zadają pytania.
            Na blogach słowiańskich, czasami dyskutuje się ostro, bo nerwy puszczają, a i hejt tanatorów, smyxxów się zdarza.
            To nie jest przedszkole.

          • Nie zrozumiał Pan. Panie Adamie: w dyskusji oczekiwanie jest zdanie interlokutora na konkretne kwestie, w tym konkretnym przypadku chodzi o Scytów i Sarmatów. Tu o nie bibliografię internetową chodzi, podręczniki i rozbieżne zdania dziesiątek innych komentatorów, a indywidualną wypowiedź. Np. QUAHADI wypowiada się wprost i nić dyskusji rozwija się jasno i logicznie. Nie widzę tutaj zasadniczych sprzeczności, ponieważ moje i jego uwagi składają się w jakąś całość, a ewentualne rozbieżności prowadzą jednak do konkretyzacji problemu. Chciałbym, żeby Pan zawarł własne przemyślenia, które pozwolą na sensowną dyskusję. Nie wykluczam, że będzie ona zbieżna.

          • 🙂 Widać, że nie ma Pan doświadczenia w dyskusjach na blogach słowiańskich.
            Taktyka, którą chce Pan zastosować nazywa się „wyciąganie wiadomości od interlokutora”.
            Swoją wiedzę lepiej jest publikować w konkretnych artykułach, bo w ten sposób jest ona zabezpieczona prawem autorskim.
            Przy komentarzach, udowodnienie plagiatu jest bardzo trudne.
            Proszę nas nie traktować, jak nieświadomych uczniaków.

          • Doszedł Pan do tego, że sądzi iż zaproponowana wymiana poglądów jest odczytywana przez Pana jako „wyciąganie wiadomości od interlokutora”, a Pana wstrzemięźliwość w napisaniu czegokolwiek jako własnych stwierdzeń wynika z uwikłania w ochronę praw autorskich. Skromność to chwalebna, acz nadmierna. Niech Pan nie wstrzymuje palca na klawiaturze i obdarzy wszystkich SWOJĄ, niewątpliwie uporządkowaną i dającą się wyłuszczyć, chociażby na poziomie abstraktu, wiedzą. Prosi też Pan, żeby „nas nie traktować jako nieświadomych uczniaków”. Pytam się jakich „was”? Od kiedy występuje Pan w liczbie mnogiej?

          • 😀 Dobrze Pan wie, o co mi chodzi.
            To nie jest Pana szkoła, a za trudne pytania nie postawi Pan „jedynki”.
            Żle Pan zaczął z tym poczuciem wyższości, myśląc, że wchodzi w grono amatorów i uczniaków, którym objawi Pan prawdę.
            Ktoś Panu źle poradził.
            Tę prawdę znamy od dawna, Pan jest raczej na jej początku.

          • Pisze Pan Panie Smoliński: „ byłem tam [na pustyni w Tell Qaramel w Syrii] pod koniec 1998 i początek 1999 r. Towarzyszyłem ekipie profesora Ryszarda Mazurowskiego”.
            Informacje Prof. Mazurowskiego z oficjalnej strony Instytutu Archeologii Zakład Archeologii Pradziejowej Uniwersytetu Warszawskiego” :
            „Od roku 1999 w Tell Qaramel, około 26 km na północ od Aleppo i około 65 km na południe od podnóża gór Taurus, prowadzone są polsko-syryjskie badania osady z okresu protoneolitu i początkowych stadiów tzw. neolitu przedceramicznego […] Poza autorem niniejszej informacji w badaniach uczestniczą lub uczestniczyli pracownicy i doktoranci Zakładu Archeologii Pradziejowej (mgr M. Białowarczuk, dr J. Gawrońska, dr K. Januszek, dr W. Gumiński , mgr P. Karczmarek)”. Jakoś osoby Pana nie wyszczególniają. Czyżby przeoczenie? To w jakiej roli tam Pan występował? Już nawet nie chcę pytać odnośnie Pana pobytu – jak pan podkreśla „autopsyjnego” – na terenie innych wykopalisk, tym razem Göbekli Tepe w Turcji, o czym również Pan napomknął. Jeżeli ma Pan coś do powiedzenia o tych odkryciach, to niech Pan napisze na ten temat, bo to może być interesujące. Coś Pan sugeruje, ale nic z tego nie wynika.

          • 😀 😀 😀
            Zimno, zimno, szukaj dalej.
            😀 😀 😀

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *