Ministerstwo decyzji o życiu lub śmierci obywateli

To niewiarygodne. Ubezpieczony pacjent, który za własne (bądź zebrane) pieniądze kupi nierefundowany lek (wyręczając w tym Państwo), nie może nim być leczony. To już nie jest tylko nieudolny system opieki zdrowotnej w Polsce. To stawianie się rządzących w roli Boga, a raczej kata.

Przypadkiem trafiłam na stronę fundacji onkologicznej „Alivia” i przeczytałam apel o podpisywanie petycji, której treść jest wprost niewiarygodna:

„CIĘŻKO CHORZY PACJENCI KUPUJĄ NIEREFUNDOWANE LEKI NA RAKA, OŚRODKI NIE MOGĄ ICH PODAWAĆ.
Od wielu lat w Polsce chorzy na raka są pozbawiani szans na leczenie zgodne z aktualną wiedzą medyczną. NFZ nie refunduje połowy leków onkologicznych zalecanych przez naukowców, więc chorzy zbierają dziesiątki, a czasami setki tysięcy złotych poprzez fundacje i stowarzyszenia. Dzięki wpłatom tysięcy Polaków oni oraz ich rodziny otrzymują nadzieję, którą depcze bezduszne prawo. Ostatni duży ośrodek onkologiczny w Bydgoszczy właśnie podjął decyzję o zaprzestaniu przyjmowania darowizn. Oznacza to, że pacjenci, nie dość, że są pozbawieni dostępu do wielu leków, nawet gdy sfinansują je we własnym zakresie – żaden szpital publiczny nie podejmie się leczenia tymi lekami.
– Dość, spotkałem się z tym 10 lat temu jak walczyliśmy o zdrowie mojej siostry, nic się nie zmieniło, tak dalej być nie może! – mówi Bartosz Poliński, Prezes Fundacji Alivia.
Wystąpiliśmy do rządu oraz parlamentarzystów o uregulowanie przepisów związanych z podaniem leków nierefundowanych w ośrodkach otrzymujących finansowanie ze środków publicznych. Podpiszcie petycję i razem z nami walczcie o zmianę nieludzkich przepisów!”

Nie dość, że Ministerstwo Chorowania, a konkretnie Narodowy Fundusz Zgonów (NFZ) nie refunduje niezbędnych leków, to jeszcze uniemożliwia leczenie lekami kupionymi za wyżebrane od ludzi dobrej woli pieniądze, bo takie są przepisy. Na dodatek rząd pozornie zezwolił w końcu na leczenie marihuaną, ale tak to urządzono, że ze względów finansowych wielu pacjentów nie stać na takie leczenie. Zamiast naszych, polskich plantacji maryśki, dzięki którym byłaby ona tańsza, decyzją posłów zioło ma być sprowadzane z zagranicy, a preparaty z niego wytwarzane nie będą refundowane z NFZ. Pisałam już o tym we wpisie „Posłowie wpuścili nas w konopie – niby wolno, ale…”: „Niestety cena będzie zaporowa. Koszt zakupu jednego grama ma oscylować w granicy 12-15 euro czyli około 50 zł. Cena jest wyższa niż na czarnym rynku.”

Tego wszystkiego nie można wytłumaczyć brakiem szmalu w budżecie. To wygląda na celowe działanie by jak najwięcej zarobić na chorych, a może nawet jest to jakiś tajny plan zmniejszenia liczby Polaków. Tylko po co te nawoływania rządu, by rodzić coraz więcej dzieci? Może po to, żeby było od kogo wyciągać pieniądze na leczenie?

Dzisiaj obchodziliśmy Światowy Dzień Walki z Rakiem. W mediach w kółko słychać, jak ważne są badania profilaktyczne, żeby jak najwcześniej zdiagnozować raka. Prawda, ale jak już jest diagnoza, to co dalej? Spójrzcie na zdjęcie na górze. Dane pochodzą ze strony  swiatprzychodni.pl Tyle czeka się na leczenie onkologiczne nie tylko w Bydgoszczy, a podobno w walce z rakiem liczy się każdy dzień. Na polityka.pl czytamy o pokontrolnym raporcie Najwyższej Izby Kontroli: „Diagnoza jest zła: skuteczność leczenia onkologicznego w Polsce jest gorsza niż w większości krajów Unii Europejskiej, pacjenci nie mogą korzystać z porównywalnego do mieszkańców innych krajów zachodniej Europy zakresu dostępnych opcji terapeutycznych. I nie tylko o leki tu chodzi, ale również ograniczony dostęp do wielu badań.”

Temat dotyczy nie tylko onkologii. Zewsząd atakują nas prośby chorych o pomoc w sfinansowaniu leczenia dostępnego w Polsce, ale nierefundowanego przez NFZ. Rozmawiałam kiedyś z młodą kobietą, której życie zostało wycenione na 83 tys. zł – tyle miało kosztować leczenie, na które nie było jej stać, mimo, że była ubezpieczona. Jeśli NFZ nie refunduje leczenia, to tym samym wydaje wyrok śmierci. Podobnie jest z dostępnością do lekarzy.


Na wizytę u endokrynologa czeka się średnio dwa lata, ale – jak widać – można czekać i cztery lata. Czym grozi taki stan? Śmiercią. Na www.tarczyca.info czytamy: „Śpiączka hipometaboliczna jest końcowym stadium do jakiego prowadzi długotrwająca, nieleczona niedoczynność tarczycy. Związana jest z podwyższonym ryzykiem zgonu w przypadku niewdrożenia odpowiedniego leczenia.”

Dlaczego rządzący, którzy zgotowali nam taki los oszczędzili go sobie? Oko.press opisało taką sytuację: „Po sygnale od czytelnika, że wiceminister obrony narodowej Tomasz Szatkowski i prezydencki minister Paweł Soloch korzystają z usług szpitala MON bez kolejki, użyłem prowokacji dziennikarskiej. Podając się za pacjenta pytałem, skąd te przywileje. Usłyszałem radę, żeby nie dociekać, bo będę się „spowiadać do odpowiednich służb”. Oraz: „Ja bym zalecał rozsądek””.

Cóż… W takim układzie – jak widać – nie ma sensu dochodzić sprawiedliwości w sądzie np. pozywając państwo polskie za śmierć bliskich, bo „odpowiednie służby” zadbają, żeby wyrok był odpowiedni. Po co w ogóle bierzemy udział w cyrku pod tytułem „wybory”? Niby kogo wybieramy? Przecież to nie są nasi przedstawiciele, bo nie działają w interesie narodu.

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Jeden Komentarz

  1. Bo w PL Polak nie ma nic do powiedzenia w polityce czy nauce bądź innych dochodowych gałęziach gospodarki… Tak już ułożyli, że Goj ma robić i umierać jak już sił do pracy nie starcza.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *