Ariosłowianie czy Słowianoariowie

Polacy potomkami Ariów – taka publicystyczna teza obiega nasz kraj. Prawdopodobnie źródłem jest artykuł z portalu wolnosc24.pl. Napisał go w listopadzie 2016 r. Marian Kowalski. Stawia tam tezę o wspólnym pochodzeniu Słowian i Ariów, a więc także i dzisiejszych Polaków. Z dociekań genetyków i lingwistów, a także kulturoznawców wiemy o tym nie od dziś. Skąd więc takie zdziwienie? Diabeł – jak zwykle – tkwi w szczegółach.

Dokładniej w terminologii, która byłaby do zaakceptowania przez systematyków. W tytule Kowalskiego jest bowiem skrót, który ma zachęcić czytelnika do lektury. Zabieg stary jak dziennikarstwo – nudny tytuł nikogo nie zachęci poza wąskim kręgiem specjalistów. Podobny przypadek krytyki spotkał mnie (Weba) całkiem niedawno, kiedy podsumowałem najnowsze wyniki badań najstarszych próbek kopalnych Y-DNA z Europy pod (prowokacyjnym – przyznam bez bicia) tytułem „Lewici byli nad Wisłą tysiące lat wcześniej”. Zarówno w przypadku artykułu Kowalskiego, jak i mojego odezwał się SKRIBH-a. Jego oburzenie jest z punktu formalnego uzasadnione, bo zgodnie z precyzyjnym przekazem ani Lewici nie mogli być od tysięcy lat nad Wisłą (a próbki kopalne to twarde dowody), ani Ariowie nie mogą być biologicznymi przodkami Polaków. Ten wątek pozwolę sobie podsumować wspomnieniem z czasów studenckich, kiedy w akademiku na wieczorku poetyckim z Ryszardem Milczewskim-Bruno („Ruszaj się Bruno, idziemy na piwo…” z piosenki Stachury), gdy poeta dopił już pierwszą butelkę „wina marki wino”, jakaś pilna studentka polonistyki wypaliła: „Pan łamie związki frazeologiczne!”. Zaskoczony twórca podrapał się po bujnie owłosionej głowie i zapytał: „Ale o co kurwa chodzi panienko?”.

Lewitami więc nie będę się powtórnie zajmował, bo tematem dzisiejszego wpisu są związki ario-słowiańskie.

TACY CZY TACY, ALE CHYBA KUJAWIACY

Według Yful tree 2016 (za tropie.tarnow.opoka.org.pl) – ok. 4100 p.n.e. w Europie Środkowo-wschodniej (między wschodnimi Karpatami a Bałtykiem) wyodrębnia się haplogrupa męska R1aZ645, która jest „ojczystą” dla Z282 (bądź 283) i Z93. Wcześniejsze ustalenia zespołu Petera Underhilla w tej samej sprawie opisaliśmy tak: ok. 3 800 lat p.n.e. […] nastąpiły mutacje, które dały początek późniejszym narodom słowiańskim z jednej strony oraz indoirańskim z drugiej. Według Underhilla, indoirańska haplogrupa R1a-Z93 i słowiańska R1a-Z282 rozeszły się niemal 6 tys. lat temu i nie spotkały się potem, bo w Indiach i Iranie nie ma R1a-Z282, a w Europie Środkowo-Wschodniej brak R1a-Z93. Zdaniem Underhilla, rozejście się tych rodów można łączyć z ostatecznym rozpadem wspólnoty praindoeuropejskiej i z początkiem kształtowania się języków praindoirańskiego i prasłowiańskiego”.

Indoirańczycy sami dopiero później określili się w Wedach jako Ariowie. Tak więc nie mogli być „ojcami” Polaków. Jednak – i Polacy, i Ariowie mieli wspólnych przodków i to znacznie bliższych niż biblijny Adam. Jeśli nazwy Polska i Polacy są średniowiecznymi terminami (wcześniej byliśmy Lęhami/Lachami), a miano Ariowie jest z ok. 1,5 tys lat p.n.e., to ok. 4 tys. p.n.e. (kiedy doszło do powstania rodów ich przodków) nie mogli nazywać się ani Ariami, ani Polakami. Czy już wówczas funkcjonowała nazwa Słowianie? Trudno to rozstrzygnąć, bowiem pierwszy zapis kojarzący się z tym mianem to Suevi (Słewi) Juliusza Cezara z I w. p.n.e.. Byliby to pewniej Prasłowianie, ale w takim przypadku równie dobrze możemy mówić o Praariach, a nawet Prapolakach. Poprawnościowo można by zwać ich Praindoeuropejczykami. Z kolei Scytowie (Skołoci), którzy mogliby być bezpośrednimi potomkami założycieli obu rodów, to także późniejsze świadectwa (Herodot, V w. p.n.e.). Proponuję więc zacząć od miejsca pochodzenia pierwszych przodków obu ludów.

Wspominany już Underhill, ale również inny genetyk Anatol Klyosow (Kłosow), zakładali, że ok. 4 tys. lat p.n.e. w Europie Środkowo-wschodniej doszło do rozdzielenia się genów R1a na słowiański i aryjski. Z powodu weryfikacji w znaleziskach archeologicznych większą wiarę daję (Web) anglosaskiemu Underhillowi, który wskazywał owo rozdzielenie na obszar dorzecza Wisły. Kłosow, jako Rosjanin, zapewne miał większą „motywację” do wyznaczenia tego obszaru na Niż Rosyjski. Chociaż kulturę mogła do dzisiejszej Rosji przynieść grupa ludzi z inną mutacją R1a, która dopiero tam wykształciła aryjskie Z93. Ponadto archeologowie, w tym … rosyjscy, wiążą tereny polskie z wyjściem Praariów na Wschód. Powtarzając wywód za ks. Stanisławem Pietrzakiem, w 1892 r. w miejscowości Nowoswobodnaja pod północnymi stokami Kaukazu, na obszarze kultury Majkop związanej z mezopotamskim Uruk, wyodrębniono archeologiczną kulturę, która nie przypominała Majkopu. W 1952 r. angielsko-australijski archeolog Gordon Childe rozpoznał tu zupełnie odrębną jednostkę archeologiczną – kulturę amfor kulistych i wskazał na jej pochodzenie z terenów Polski. Jej związek z Polską potwierdzili archeolodzy A.D. Rezepkin oraz A.N. Gej. W 1974 r. W.A. Safronow i N.A. Nikołajewa, podejmując badania licznych kurhanów w osadzie Nowoswobodnaja, jednoznacznie potwierdzili istnienie tam kamiennych i ceramicznych zabytków oraz dolmenowych obrzędów grzebalnych kultury, wywodzącej się ze środkowoeuropejskiej kultury amfor kulistych w tym tzw. „amfory kujawskie”. To wszystko stało się podstawą sformułowania tezy o ojczyźnie tzw. Praindoeuropejczyków na terenie słowiańskich kultur z obszaru obecnej Polski i Niemiec Wschodnich. W archeologicznej kulturze północnego Kaukazu widzi się nawet trzy kultury, najściślej związane z ziemiami polskimi, co świadczy o kierunku migracji ludności z Polski na południowy wschód, ostatecznie ku Iranowi i Indiom. W końcu, w 2013 r. w Rostowie nad Donem w Rosji międzynarodowa konferencja naukowa – „Zasiedlenie Rosji Południowej od czasów starożytnych do dni dzisiejszych” – jednoznacznie wskazała kierunek ekspansji owych Prapolaków. W wykładach przedstawiono kierunek migracji Praindoeuropejczyków i ich archeologicznych kultur – od Europy Środkowej, czyli kultury amfor kulistych, na wschód aż do Ałtaju. Z perspektywy rosyjskiej więc, kultura słowiańska przyszła znad Wisły. Ustalenia Alinei’ego wskazują, że obszar kształtowania się Słowiańszczyzny rozciągał się od Macedonii do Polski najpóźniej od 7 tys. p.n.e.. Jakby nie oceniać, to stwierdzono, że drogę przyszłych Ariów do Indii wyznaczały od samego początku zabytki typowe dla wykształconej na Kujawach przed 3 tys. p.n.e. kultury amfor kulistych.

DROGA ZAKLĘTA W MOWIE BOGÓW

Łukasz Godecki w pracy „Wojskowość dawnych Słowian w świetle faktów językowych” przytacza: „Psł. *borti *bor’ę to pierwotnie czasownik atematyczny, pochodzi on od pie. *bher- ‘rżnąć, ciąć, siec, bić’. Por. pokrewne: lit. barti ‘ganić, łajać’, bartis ‘kłócić się, wymyślać sobie nawzajem’, […] stind. bhrnati ‘grozi, beszta, wyzywa’,”. Mamy więc wywiedzioną od prasłowiańskiego ‚*borti’, bałtyjskiego ‚barti’ i staroindyjskiego ‚bhrnati’ zbitkę bić-ganić-wyzywać, a więc wyzywać do boju, czyli określenie dokładnie oddające funkcje opisanego przez Tacyta modulowanego okrzyku bojowego – barditu.

W sanskrycie (w pierwszym języku świętych ksiąg Indii aryjskich):

Sata – sto (zresztą liczebniki polskie i sanskryckie mają wiele innych współbrzmień bardzo innych od form romańskich czy germańskich);

bhrat – brat;

bhuu/asti – być/jest;

agni – ogień;

Waju – Bóg wiatru, kojarzy się z wieje;

kala – śmierć, czarny (skalać się czymś);

karma – rezultaty grzesznych i pobożnych działań, które odbieramy, czyli karmimy się tym co zasialiśmy;

tat – tamto, to;

me – mój, moje, me (np. słowo, uczucie);

tawa – twój;

giri – góra;

danam – dobroczynność (da nam)

nah – nasz;

kaścit – ktoś;

mam – mnie;

twam – tobie, ty;

ubhau – obaj;

nu – oczywiście (polskie no, czeskie ano, czyli tak)

bhaya – strach (boję się);

svam – swoje, swe;

kim – czym:

vetti – wie;

widja – wiedza (weda – wiedza);

vyatta – otwarte (wiata czyli otwarte pomieszczenie, ale zadaszone);

tada – wtedy(staropolskie tedy);

punah – ponownie (pona-wiać);

dvaram – drzwi, brama.

Dni księżycowe w sanskrycie:

Pratipat (pierwszy), dwitiya (drugi), tritiya (trzeci), czaturthi (czwarty), pańczami (piaty), szasti (szósty), saptami (siódmy), asztami (ósmy), nawami (dziewiąty), dasami (dziesiąty), ekadasi (jedenasty), dwadasi (dwunasty), trayodasi (trzynasty), czaturdasi (czternasty).

Filozofia po polsku i w sanskrycie:

Wiedza – Veda:

Znać – Znati;

Budzić – Budżati (BUDDa – oBUDZzony);

Sława – Śravas (przejście ł w r);

Prawda – Para Veda (Pra Wiedza – dawna wiedza to po prostu “prawda”).

Religia:

Bóg – Bhaga;

Święty – Śivata;

Bóg/Demon – Deva (porównaj polskie: “dziw” – cud) – jeśli połączymy “Dziw” i “Czynić”, to powstanie “Dziewczyna” czyli “Czyn Boga (lub Demona)” :);

Niebo – Nabhas;

Siwa – Śiva (bóg), porównaj: Świt, Świat, Światło, Święty, Święto, Światowid, Świątynia;

Swaróg – Svar (wyższe niebo, bliższe Słońcu gorącemu – skwarnemu), również powiązane z Siwą;

Trzy Mordy (twarze, mówiąc grzeczniej) – Trimurti (Hinduska Trójca Święta: Brama, Viśnu, Śiwa);

Svayambhu od Svaya (swój) + bhu (byt) – Samobyt (samoistny/swój byt).

Takie przykłady można mnożyć, odnajdując wspólnotę rdzeni, znaczeń i brzmień, czego nie można w takim zakresie powiedzieć o podobieństwach polskiego do języków romańskich czy germańskich. Biorąc to pod uwagę i dziedziny, których dotyczą przytoczone słowa trzeba uznać, że określenia z matematyki i wiary oba ludy mają wspólne – zdecydowanie bardziej niż np. współcześni Polacy i Anglicy.

O tym, że podstawy wedyjskie zaczęły się w Środkowej Europie przed wyjściem przodków Ariów na Wschód, świadczy jeszcze kilka szczegółów. Poprzednicy Polaków wierzyli też w reinkarnację. Powszechny u Słowian był także kult ognia (w sanskrycie – agni), podobnie jak u dawnych Ariów. Starosłowiańskie słowo „bog” jest fonetycznie powiązane z sanskryckim „bhaga” o tym samym znaczeniu. Ważnym źródłem informacji o podobieństwie (a w zasadzie jedności) między religią dawnych Słowian a hinduizmem są takie dzieła literackie, jak rosyjska „Księga Koljady” czy bułgarska „Słowiańska Weda”. „Księga Koljady” opowiada historie o Kryszeniu (Krysznie) oraz Wisznim (Wisznu). Można tam znaleźć romantyczną opowieść o młodzieńczej miłości Rady i Kryszenia (hinduskich Radhy i Kryszny). „Słowiańska Weda” to zbiór ludowych pieśni bułgarskich, który zawiera historie o Krysznie i Wisznu, pokrywające się dokładnie z wersją z Bhagawata-Purany. Opisuje także liczne inne bóstwa indyjskie. W końcu Wedy – święte księgi wiedzy hinduistycznej – biorą swoją nazwę od polskiej Wiedzy. Warto dodać, że jeszcze w X w. n.e. muzułmański kronikarz Al-Masudi o Słowianach pisze: „[…] palą samych siebie, palą też króla lub władcę, jeśli umrze […]. Obyczaje ich są w tym podobne do obyczajów Indów”. Ważne, że w tym czasie nie było żadnej bezpośredniej granicy między Lechią a Indią.

Ciekawe są również rozważania nad maskami Meduz z kurhanu w Vix, w której spoczęła scytyjska kapłanka. Jak napisała polska badaczka Celtów, Janina Rosen-Przeworska, maski mają między brwiami charakterystyczny znak „buddyjski” w postaci wydłużonej kropli. Jednak w rzeczywistości, nie jest to żaden znak „buddyjski”, ale znacznie starszy symbol – tilaka (lub pundraka) – w hinduizmie to znak na czole pozwalający odróżnić tradycję, do której należy właściciel tilaki. W tradycji wedyjskiej miała symbolizować trzecie oko (znane również jako oko wewnętrzne) – bramę prowadzącą do wyższej świadomości. Ponieważ wiadomo, że aryjska droga do Indii rozpoczęła się już z ukształtowanego środowiska prasłowiańskiego, to należy założyć, że ta koncepcja powstała w Europie Środkowej najpóźniej w 4 tysiącleciu p.n.e. i stąd dotarła do południowej Azji, ale przetrwała też w wierze słowiańskiej do czasów chrystianizacji, podobnie jak obrzęd palenia zmarłych na stosie.

Okazuje się, że nauka potrafi określić erę początku wędrówki wspólnych słowiańsko-indyjskich bogów. Był to czas rozejścia się na nizinach nadwiślańskich dwóch ludów z jednego pnia, czyli między 4 a 3 tysiącleciem p.n.e.. Kiedy więc ci wspólni bogowie mogli się narodzić w sensie idei ludzkiej, a nie skodyfikowanego po latach objawienia? Najpewniej w naddunajskiej cywilizacji jakieś 2 tys. lat wcześniej, gdzie strzegące świętego ognia kapłanki boga Szaue/Siwy/Śiwy spaliły ciało sędziwego mędrca zgodnie z przysługującą jego szczątkom dbałością.

ALGORYTMY EKSPANSJI LĘHICKIEJ

Mapa ewolucji języków indoeuropejskich, stworzona przez „Business Insider”, oparta na rezultatach badań Russella Graya i Quentina Atkinsona, stosujących metody obliczeniowe zbliżone do algorytmów używanych przez genetyków podczas śledzenia rozprzestrzeniających się epidemii, wskazuje na bałtosłowiański jako na prawdziwy (a nie skompilowany metodą historyczno-porównawczą) język praindoeuropejski. Zresztą pomysł Graya i Atkinsona, zaprezentowany po raz pierwszy w 2003 r., już wtedy nie był nowy, gdyż podobne propozycje, co do rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich, wysuwali wcześniej Schmidt, Lehmann i Renfrew. Przy czym dwaj pierwsi badacze lokowali Słowiańszczyznę w samym centrum indoeuropejskiej wspólnoty, wyprowadzając rozchodzące się od niej fale pozostałych grup językowych. Po aparat matematyczny w językoznawstwie historycznym, a konkretnie po statystykę, sięgali na długo przed Grayem i Atkinsonem – Swadesh i Mańczak, licząc zbieżności leksykalne w poszczególnych językach indoeuropejskich, albo w zestawach najbardziej reprezentatywnych stu słów, albo w słownikach, albo w porównywalnych fragmentach tłumaczenia biblii. A w każdym z tych przypadków nauka ścisła (matematyka) dowodziła niezbicie i bezlitośnie: języki słowiańskie, w szczególności polski, są kolebką języków indoeuropejskich. Zweryfikowali to w 2013 r. Garrett i Chang, potwierdzając kluczową rolę odgrywaną w tym procesie przez języki słowiańskie. W komentarzach do tych badań, w podobnym tonie, w odniesieniu do języków słowiańskich wypowiadali się Heggarty i Renfrew.

Jak stwierdził Sławomir Ambroziak: „Mogą więc mieć się z pyszna wielce uczeni prześmiewcy, drwiący z Wojciecha Dembołęckiego, który już w XVII w. pisał, że łacina i wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona, w ten czy innych sposób, polszczyzna, pochodząca, jak też inne języki słowiańskie, w prostej linii od dialektów scytyjskich. Dembołęcki, pasjonat etymologii, posiadając rzymski tytuł doktora teologii oraz historyka i kronikarza zakonu franciszkanów, i biegłą znajomość dziesięciu języków, wiedział bez wątpienia, o czym pisze. Zauważmy przy tym, że van Boxhorn, uznawany za ojca indoeuropeistyki, który wspólny język praindoeuropejski nazywał językiem scytyjskim, opublikował swoje dociekania w 1647 roku, czyli dokładnie w roku śmierci Wojciecha Dembołęckiego”. Chodzi o język scytyjski, który w czasach Herodota był zapewne podobny i do prasłowiańskiego, i do praindyjskiego. Najprawdopodobniej najdłużej zachował pierwotne słownictwo obu ludów, stąd mogą wynikać pomysły współczesnych lingwistów o indoirańskich Scytach i Sarmatach.

SCYTOWIE OD NADWIŚLAŃSKICH LĘHITÓW

Jednak źródło tej mowy było jeszcze starsze – brało się z języka Kujawian z 4 tys. p.n.e., wśród których główną warstwą społeczną byli Lęhi – Lechici/Lachy. Nie pochodzą więc Polacy od Ariów, ani Indusi od Polaków. Jedni i drudzy pochodzą od Lęhów tak, jak Scytowie, Trakowie, Ilirowie, Wędowie (Wandalowie) czy Słewowie. Tak więc na tym może polegać Weda. Nie koniecznie musi ją zajmować odpowiedź na uwagę o „łamaniu związków frazeologicznych” – w innej formie niż „Ale o co kurwa chodzi panienko?”. Dzięki takiej prawiedzy starożytnych Lęhów nigdy nie udało się Rzymianom podbić europejskiej kolebki Ariów. 🙂

Na zdjęciu głównym – góralskie swastyki podczas przemarszu 2. Plutonu Strzelców Podhalańskich, Sanok 1936r., fot. Marek Silarski/wikimedia.org. Na zdjęciu w tekście – Ryszard Milczewski-Bruno na rysunku Zbigniewa Kresowatego, fot. wikimedia.org.

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 29

  1. Pozdrawiam w Nowym Roku Panie Web.
    Stwierdził Pan: „Nie pochodzą więc Polacy od Ariów, ani Indusi od Polaków.” To dla mnie zrozumiałe. Ale napisał Pan również, że „(…) język scytyjski, (…) był zapewne podobny i do prasłowiańskiego, i do praindyjskiego. Najprawdopodobniej najdłużej zachował pierwotne słownictwo obu ludów(…)”
    Zaciekawiły mnie te słowa i stąd moje pytanie do Pana. Skąd takie przekonanie? Na czym jest ono oparte? Pytam, bo mnie również WYDAJE się, że istniało coś takiego jak „scytyjskie połączenie” Słowian i Ariów. Ale oprócz intuicji brak mi argumentów żeby to uzasadnić.

    • Dziękujemy za pozdrowienia i życzymy Do siego 🙂
      Co do Pańskiego pytania – moje przekonanie to robocza hipoteza, co zresztą wyraźnie podkreśliłem doborem słów (zapewne, najprawdopodobniej). Na razie trudna do przekształcenia w teorię, choćby z powodu skromnego zasobu słownictwa Scytów przekazanego przez źródła pisane. Tropem jest m.in. odczytanie inskrypcji z Vix – http://rudaweb.pl/index.php/2017/10/28/vinca-z-vix-od-celtow-po-polsku/. Z drugiej strony podobieństwa polsko-sanskryckie są ogólnie znane. Krótko – dedukcja Watsonie 🙂

      • @MK
        Kto i o czym był przekonany?
        Czy masz na myśli Andrzeja Krzyckiego arcybiskupa gnieźnieńskiego, Prymasa Polski i sekretarza królowej Bony który, „myślał o sobie jako o Polaku w bardzo ciekawy sposób”? Cytuję:
        „A nas, którzy jesteśmy mieszaniną Scytów i Sarmatów, jeśli nie musisz, nie oceniaj jako prymitywnych i dzikich.”
        MK, pytam czy się z tym zgadzasz i myślisz o sobie jako o Polaku w taki sam bardzo ciekawy sposób, że jesteś jakimś NIEOKREŚLONYM MIESZAŃCEM Scytów i Sarmatów?! Odpowiedz mi krótko – tak czy nie?

        • Mówię tylko o tym, że 500 lat temu to że Polacy/Słowianie to Scytowie, to była raczej oczywista i powszechna wiedza, nie tak jak dzisiaj gdzie w żadnej szkole i uczelni nikt tego głośno nie powie, a odkrycia takie jak ostatnio spod Rzeszowa są ‚sensacją’. Co do mnie to uważam za idiotyczne stwierdzenie ‚Polacy pochodzą od Scytów’ (czy Sarmatów), bo my nimi jesteśmy a nie od nich pochodzimy. Scyta/Sarmata/Wandal, Lechita itd. to po prostu różne nazwy moich przodków, jedne nazwy są od-funkcyjne i regionalne inne od-plemienne, nie będę w to wchodził tutaj. W każdym razie Wielka Scytia czy Sarmacja to są tylko etapy w dziejach POLAKÓW/LECHITÓW i większej społeczności prasłowiańskiej, którą współtworzyliśmy. W ramach wspólnoty prasłowiańsko-scytyjsko-ariowej różne grupy/plemiona wiodły prym na różnych etapach historii, co niektórzy nierozgarnięci historycy mogli potem interpretować to jako ‚mieszanie’ lub ‚zastępowanie’, że niby Sarmaci zjedli Scytów, a Sarmatów zjedli Wandale, a na koniec wszystkich pochłonęli Słowianie 😉

          • Szanowny MK
            Nie odpowiedziałeś na pytania i na domiar złego brniesz w zmyślenia jak w zamieć… JEZUICKIE ZMYŚLENIA. Odnoszę wrażenie, że nie czytasz tego co pisze w swoich postach Pan Web. Albo, co gorsza czytasz i masz problemy ze zrozumieniem. Odsyłam do dwóch tekstów przez Weba napisanych:
            1. Sarmacka baśń na królewskie zlecenie z grudnia 2016r. oraz,
            2. Scytowie a Lęchowie – rozdzieleni bracia z 17 lutego 2017r.
            Swoją drogą, ciekawe czy po lekturze dalej będziesz uważał „za idiotyczne stwierdzenie ‚Polacy pochodzą od Scytów’ (czy Sarmatów), bo my nimi jesteśmy a nie od nich pochodzimy.”?
            Bo czyż można być synem, jednocześnie DWÓCH rozdzielonych braci?
            Pozdrawiam przyjaźnie

          • Panowie – i jeden, i drugi macie rację. Oba przywołane wpisy przedstawiają prawdę, a problemy zaczynają się bardziej w sferze terminologii i interpretacji niż faktów. Dlaczego tak jest – odpowiem na dniach w artykule, nad którym właśnie pracuję.

        • jezuickie zmyślenia???? proszę mnie nie obrażać, bo ja pana nigdzie nie obrażałem, ale widzę że najzwyczajniej w świecie to co chciałem przekazać zupełnie nie dotarło. Takie bzdurne przepychanki tylko podważają wiarygodność nas wszystkich zajmujących się tymi tematami. Jako lingwista szczerze brzydzę się semantycznymi dysputami nie prowadzącymi do niczego. Naprawdę mam głęboko gdzieś jak grecy, czy inni rzymianie nazywali mojego pra….pradziadka, ważna jest jedynie trwałość i ciągłość naszej kultury, języka i genów na tej ziemi od 7500 lat, czy więcej jak ktoś woli, a to czy przez pewien czas byliśmy np. pod dominacją Scytów stepowych to inna para kaloszy, bo to jest polityka, równie nietrwała co pogoda.

          Absolutnie nie rozumiem takiego ataku na mnie. Ja wiem że może w epoce memów którymi niektórzy ‚wyrażają siebie’ to jest trudne do zrozumienia, ale bynajmniej nie zawsze jak ktoś zamieszcza cytat, czy odnośnik, to oznacza że tym wyraża SWOJĄ opinię czy zdanie, ale widzę że ostatnio bardzo wiele osób nie jest w stanie tego pojąć.

          • Agresja? Jaka agresja? Pozwalam sobie przypomnieć, ze to Pan włączył się w moją rozmowę z Panem Webem, gdy pytałem o „Scytyjskie Połączenie” Slowian z Ariami. Podczas gdy mnie konkretnie nurtuje coś co z angielska brzmi: „Scythian connection”, Pan sufluje jakiś post nt. klechy wysokiego szczebla uważającego się za Mieszańca Scyto Sarmackiego. Ciśnie się na usta fredrowskie powiedzenie – Znaj proporcjum mocium Panie…
            Od kilku tygodni coś ciekawego się dzieje w środowisku „Turbosłowian”. Zaczęło się od artykułu „Ariowie czyli Polacy”… Potem był artykuł pana Weba „Lewici byli nad Wisłą tysiące lat wcześniej” i aktualnie ten pod którym toczy się nasz „dialog”, czyli „Ariosłowianie czy Słowianoariowie”. Dyskusja jaką te artykuły wywołały, zapowiada moim zdaniem nie tyle przełom co przeniesienie dyskursu wewnątrzlechickiego na inny poziom. Jaki, to się okaże. Nie czas aby wyrokować o tym dzisiaj. Tym bardziej, że Pan Web przygotowuje następny wpis w interesującym temacie.
            Dlatego, wybaczy Pan ale na mnie nie robi już żadnego wrażenia to, co miał do powiedzenia nt. swojego zmieszanego pochodzenia jakiś arcybiskup z czasów panowania królowej Bony. Dla mnie to tekst dla „turbosłowiańskich przedszkolaków”.
            A swoją drogą, co za czasy nastały. Nie można już dyskutować, polemizować, dywagować bo wszystko co nie jest zgodne z własnym punktem widzenia (widzimisię) kojarzone może być jako agresja… Świat stał się aż tak bardzo zero jedynkowy? O tempora, o mores, chciałoby się powiedzieć…
            Jeśli czuje się Pan dotknięty to przepraszam i przyjaźnie pozdrawiam.

  2. „Mapa ewolucji języków indoeuropejskich, stworzona przez „Business Insider”, oparta na rezultatach badań Russella Graya i Quentina Atkinsona(…)”

    Czy mógłbym prosić jakieś źródło, bo w guglu znajduję same przeklejki bez źródła.

  3. POLECAM
    Ja, Dago Zbigniew Nienacki – to prawdziwy tytuł książki (Dagome Iudex)
    Najlepsza książka jaką czytałem !!!!
    Pozycja zapomniana, lub celowo wyciszona, (wydana chyba w latach 80 tych przez Pojezierze, które od razu po tym upadło) opowiadanie na kilku poziomach,
    – opowiadanie przygodowe z wartką akcją (takie co się łyka w 2 noce)
    kolega, który mi polecił pozycje
    powiedział: podobał ci się „Wiedźmin” Sapkowskiego,
    ja na to – tak bardzo,
    on – to mam dla ciebie coś o wiele lepszego…
    (po powrocie od kolegi zacząłem czytać około 23, skończyłem o 5 rano, żeby złapać choć 2 godziny snu przed pracą…. następnej nocy było podobnie)
    – historyczna prawdopodobna wersja losów Polski/Lechii na przełomie IX i X w n.e. (najciekawsze są retrospekcje w formie legend na tematy przeszłości historii, władców, ludów i ziem naszych, mówiących nawet o starożytności)
    – rozprawka na temat zdobywania, utrzymania i sprawowania WŁADZY (lektura obowiązkowa dla każdego kto kieruje ludźmi, prowadzi biznes, jest politykiem)

    W skrócie „Stara Baśń” w wersji HARD CORE-owej (sporo leje się krwi, do tego pozycja mocno zabarwiona niewybredną barbarzyńską erotyką, która moim zdaniem się wkomponowuje i ubarwia jaskrawo opowiadanie)

    Ponoć to było dzieło życia Nienackiego, pracował nad pozycja wiele lat (zbierając materiały).
    Autor wielokrotnie konsultował swoje dzieło z Pawłem Jasienica (delektując się przy okazji, przednimi staropolskimi trunkami…. 😉 )
    Kto nie czytał ten kiep !!!! jak by powiedział sam Onufry Zagłoba
    Film lub serial to był by hit
    Acha musicie wiedzieć że są 3 tomy
    1. Ja, Dago
    2. Ja, Dago Władca
    3. Ja Dago Piastun
    (Polecam wydanie oryginalne z lat 80 tych)
    allegro.pl/ja-dago-zbigniew-nienacki-i7054261223.html
    Może napiszecie coś na ten temat?
    Jakieś komentarze (na temat interpretacji Nienackiego tematów: Olbrzymów – Spalów, Kraju Kobiet Kwen (amazonki?), Legendzie o Popielu, skąd się wzięły skrzydła Husarii, kto wyprawiał się na Bizancjum, Kim naprawdę był Dagobert..itp?)

  4. Czyli wychodzi na to, że gdzieś na obrzeżach dajmy na to prasłowiańszczyzny urodził się Z93. Wziął ze sobą żone i odszedł z rodzinnego domu, by założyc swój ród. Żył na obrzeżach, więc miał z jednej rozległe i chyba bezludne obszary do rozwoju. Bo gdyby urodził się w centrum, pewnie sukcesem byłaby 1% częstotliwość występowania jego haplogrupy wśród całej R1a1.
    Jego potomkowie oczywiście wiązali się z innymi R1a1, ale trzon ekspansji na nowe tereny stanowili wyłącznie oni.
    Nie prowadzili za duzo wojen, bo ograniczałyby one rozrost własnej populacji oraz domieszkę genów nowo podbitych ludów, które byłyby widzoczne wśród kasty braminów hinduskich ( R2 i J były lokalne, lub J doszła później ).
    Co innego dzisiejsi Kurdowie. U nich już widać wyraźną domieszkę haplogrupy I, tylko nie wiem której, ale pewniie I2.
    Może dla odmiany zrobiłby Pan artykół o Kurdach?

  5. Świetne podsumowanie, dodałbym tylko jeszcze to cmentarzysko ciałopalne spod Krakowa sprzed 7500 lat, bo to kolejny dowód na obecność kultury prasłowiańsko-aryjsko-wedyjskiej nad Wisłą – nie tylko nad Dunajem – już prawie 8,000 lat temu.

    • Bhagi – BOH AGni – w sutrze odnajdziemy dwoistość słowa
      Gdzie Boh Agni – to Penis, BogAni – Bogini – Vagini, ten sam zabieg jak Bharat – Wharat, DVaram – Dua Rama – no chyba dalej nie trzeba pisać, że każde słowo to było parzenie, stąd moc sprawcza.0 -1.
      DeVa – albo bramy Nieba albo Piekła.
      Słowo DwAram – w OYA daje D WOR YAM.
      Słowo WOR jest bardzo ważne, moze RudaWeb poszperacie?:-)

  6. „Z powodu weryfikacji w znaleziskach archeologicznych większą wiarę daję (Web) anglosaskiemu Underhillowi, który wskazywał owo rozdzielenie na obszar dorzecza Wisły. Kłosow, jako Rosjanin, zapewne miał większą „motywację” do wyznaczenia tego obszaru na Niż Rosyjski.”

    Jakieś motywacyje, dawanie wiary…
    Wiadomo, że to była Rosja, jej europejska część, wszak w k.Srubna (grobów zrębowych) odnaleziono R1a Z93 i to w dodatku było to 90% próbek, a jej dziadka na Litwie,Łotwie i zachodniej Rosji w k.ceramiki sznurowej (to stąd podobieństwo litewskiego do sanskrytu), więc tatuś Z93 nie pochodził z Polski.

    • Proszę poszukać odpowiedzi w kolejnych wersach, które przekazują stanowisko archeologów ws. pochodzenia i kierunku ekspansji kultury amfor kulistych – stąd moja wiara.

  7. mam pytanie co do sanskrytu czemu jeśli sanskryt jest aryjski to ari znaczy wróg?
    i z takich ciekawszych słówek
    polako – u słowian bałkańskich oznacza osobę spokojną, wyluzowaną
    zona – po hebrajsku to prostytutka

    • h’ARIsi – drapieżcy; hARRIers – łupieżcy, więc nie tylko w sanskrycie rdzeń ARI kojarzy się z najeźdźcami/wrogami. Co do reszty, to nie mam pojęcia, chociaż jeżeli chodzi o żonę, to akurat w obszarze znaczeniowym żona-dziewczyna-kobieta zachodziło bardzo dużo zmian – najlepszym przykładem ‚kobieta’, oryginalnie to w zasadzie nazwa zajęcia/zawodu, w staropolskim to było określenie obraźliwe, a teraz stało się określeniem pospolitym/neutralnym. Oczywiście możliwe że Hebrajczycy złośliwie zaadaptowali ówczesne słowo scytyjskie/słowiańskie na kobietę – zona/zena (jak nadal u naszych południowych sąsiadów) a być może nawet wtedy znaczenie było takie jak nasze współczesne.

    • Świadczy, to o negatywny nastawieniu do przebywających tam ludzi, którzy posługiwali się językiem Proto – Słowian? Dodatkowo, słowa dziwka i ladacznica, są wprost słowiańskie i mają odwrócone znaczenie o 180 stopni. Dziwka=Dziewka, Dziewucha, Ladacznica=Lady Cznica/Czyn. Od XIV w.; ogsłow. (por. czes. čin, ros. čin) CIN, to bóg, więc LADA CIN/LADA BÓG. Lada Dzień, Lada Cin.
      Gorzej z tym Ari, może jest, to jeszcze system bardzo stary, gdzie duże znaczenie miały podwójne litery i np: Aria, to szlachetny, a Ari bez drugiego a, to zły. Co, do polako, to widać, że słowo w pełni przywiązane jest do swojskiego.

      • może ladacznica to czcicielka bogini Ledy/Łady. Lada czcica 🙂
        ale co tu daleko szukać słowak będzie zakłopotany jeśli mu powiesz że szukasz mieszkania

    • Dziewczyna, DEW – Czyna, Bogini. Bo kobiety słowiańskie, to takie Boginie. Na co codziennie kilkaset przykładów widać na świeżym powietrzu nie koniecznie w blasku Dnia/Cina/Tinia(Etruskiego Zeusa), Rym Cim, Cim’a. : )

  8. Bardzo, ale to bardzo dobry tekst. I tyle.

    Jest to już tak potężna fala, że ci którzy trwają wciąż w allo-oporze, z każdym dniem tracą twarz i naukową powagę. Odzyskują zaś swój honor Dembołęccy, Wolańscy, Pietraszewscy, Mańczaki, których do niedawna nazywano fantazmatykami, szkodliwymi amatorami naukowości, czy konfabulantami, albo wręcz kłamcami. Na koniec honor będzie przy Turbolechitach, bo Wielka Lechia bez wątpienia moim zdaniem istniała.

    Tak na boku. Okres wspólnego bytowania Z282 i Z93 wcale nie musiał być taki krótki i nie zamykałbym takiej możliwości jak utrzymywanie kontaktów handlowych, czy wręcz pewnych układów wojennych, o których wiadomo chociażby z opisu wojny Scytów z Dariuszem Wielkim, a które to układy widzimy także później między Słowianami a Hunami, czy Słowianami a Awarami i Scytami. Ten sektor wyobraźni i rozważań na temat powiązań w dziejach doskonale poruszają teksty Juliusza Prawdzica czyli Wandaluzji, jeśli podejdzie się do nich z przychylnym dystansem.

    Według zapisów i archeologii tzw. Inwazja Ludów Morza to 2000 – 1500 p.n.e.. Była to fala idąca z północy. Hetytów Scytowie podbijali 2.200 p.n.e.. Przez cały czas trwał ruch, to nie była wędrówka jednorazowa i tylko w jedną stronę. Wpływy kulturowe mogły być ponawiane. Scytowie atakują kulturę łużycką w późnej fazie jej istnienia – to już jest czas historycznej Scytii Nadbosforańskiej. Ciekawe byłoby poznać haplogrupy tych tak zwanych Scytów Abarisa – znad Bosforu, z około 400 p.n.e. i później, z czasów Aleksandra Macedońskiego .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *