Z boliwijskiej dżungli lepiej widać grzechy polskiego kościoła?

W Polsce „halloweenowa dynia wzmaga wśród chrześcijan większą aktywność i jest postrzegana jako poważne zagrożenie, a nie jest nim fakt, że oto idzie mróz i bezdomni na ulicach nie mają co zjeść, gdzie się ogrzać i że każda noc może być dla nich ostatnią” – taką refleksję zapisał na Facebooku, po miesiącu urlopu w Polsce, o. Kasper Mariusz Kaproń, franciszkanin, od lat pracujący na misji w Boliwii.

I my przyznajemy mu rację. Choć zostaliśmy ochrzczeni i wychowani w wierze katolickiej, to jednak z wyboru, wskutek wielu złych doświadczeń, przestaliśmy się utożsamiać z kościołem. O. Kasper Mariusz Kaproń jedynie potwierdził, że „nasz” kościół odkleił się od rzeczywistości. Oto cały jego wpis:

Minął już miesiąc mojego urlopowego pobytu w Polsce i muszę przyznać, że rzeczywistość z jaką się stykam (mam na myśli przede wszystkim tą eklezjalną) jest o wiele bardziej przygnębiająca, niż moje wcześniejsze wyobrażenia. Oczywiście nie chcę uogólniać, gdyż są wspaniałe miejsca, które zwyczajnie budują wiarę (takie jak parafia w Wieńcu, odwiedziny w redakcji Deon czy w Więzi, atmosfera w biurze Papieskich Dzieł Misyjnych lub w Salezjańskim Wolontariacie Misyjnym…) Generalnie jednak rzeczywistość ta nie jest budującą. Kościół, z którego przed miesiącem wyjechałem (z Boliwii – dop. RudaWeb) przede wszystkim jest wspólnotą. Dla relacji i jej budowania poświęca się czasem nawet normy prawa lub obowiązki (bo cóż znaczy przykładowo zjeść kawałek mięsa w piątek lub nie iść na zajęcia, gdy zawitał do nas gość i jest okazja, aby się spotkać i świętować). W Polsce mamy natomiast do czynienia z Kościołem prawa, świętego oburzenia, kanonicznych upomnień, gdzie większym grzechem i skandalem jest artykuł z wizerunkiem rozebranej Madonny Edwarda Muncha, niż szalejące grzechy podziałów w społeczeństwie, powszechnego hejtu, a nawet zawiści. To pierwsze skłania do pisania listów protestacyjnych, to drugie uznane jest już za normę. Gdzie halloweenowa dynia wzmaga wśród chrześcijan większą aktywność i jest postrzegana jako poważne zagrożenie, a nie jest nim fakt, że oto idzie mróz i bezdomni na ulicach nie mają co zjeść, gdzie się ogrzać i że każda noc może być dla nich ostatnią. Gdzie sprawy księdza kulturysty lub księdza, któremu zrobiono zdjęcie z tabliczką LGBT, rozwiązuje się przy pomocy kanonicznych upomnień, niż wspólnym pójściem na piwo i wytłumaczeniem sobie sprawy. […] Być może wielu użyje moich słów, aby znów uderzyć w Kościół. Inni być może poczują się nimi zgorszonymi i urażonymi. Tych pierwszych ogarniam modlitwą, tych drugich serdecznie przepraszam. Mam jednak nadzieję, że zdecydowana większość odbierze te słowa po myśli piszącego je. Nie mam nic droższego niż mój Kościół i pragnę służyć mu jako brat mniejszy. I to właśnie miłość do Kościoła kierowała mną, gdy zamieściłem te słowa.”


Pasterz o zapachu owiec. Biskup Antoni Reimann OFM w czasie odpustu Matki Bożej Fatimskiej (to ten w szarej księżowskiej koszuli tańczący razem z wiernymi) – podpis autorstwa o. Kapronia. Oba zdjęcia oraz cytaty pochodzą Facebook.com / Kasper Mariusz Kaproń.

 

Tak, z daleka lepiej widać grzechy i grzeszki tych, co powinni świecić przykładem dla swych „owieczek”: purpuratów uwikłanych w politykę i wielkie biznesy, ale też wielu szeregowych księży, którzy traktują wiernych jak klientów, którym trzeba sprzedać za dobrą cenę usługę ślubną czy pogrzebową, nawet jeśli ci wierni żyją w nędzy. Udzielanie sakramentów podobno jest bezpłatne, jednak zbyt często w odpowiedzi na pytanie „Ile to będzie kosztować?” księża odpowiadają „Co łaska, ale nie mniej niż…”. Zbyt wielu duchownych stało się jedynie funkcjonariuszami kościoła, trybikami w kościelnym biznesie. Jakby zapomnieli o dziesięciu przykazaniach i miłości bliźniego. Żyją według innych zasad niż te, które wygłaszają do „owiec” z ambony.

Tzw. wierni też nie są bez winy. Deklarują się jako katolicy, chodzą do kościoła, ale ich zachowania w codziennym życiu przeczą tym deklaracjom. Szkoda, bo zasady, którymi w teorii kieruje się kościół są ludziom potrzebne: dobro, miłość, prawda, współczucie, pomoc. Brzydzi mnie ta obłuda i zachłanność. Pisałam (Ruda) o tym kilka razy: „Kolęda – zwierzaki do piwnicy, koperty w dłoń”, „Porno-kapłani z Watykanu”, „Kościół kontra święte (?) pieniądze” czy „Gość w dom, bóg w dom?”.

Wracając do wpisu franciszkanina – nie tylko on jest zaniepokojony. Oto kilka z komentarzy do jego smutnych refleksji:

„Po 22. całkowicie pozareligijnych latach sięgnąłem po Nowy Testament i bardzo trudno znaleźć mi cechy wspólne katolickiej parafii w której się wychowałem, z nauczaniem Jezusa Chrystusa zawartym w Ewangelii. Czy polski kościół katolicki na pewno funkcjonuje w ramach chrześcijaństwa?

„Dziękuję! Jak dobrze jest zacząć dzień od wiadomości, że nie jest się samemu w takim widzeniu polskiej rzeczywistości.”

„Kilkanaście lat temu moja wspólna droga z Kościołem doszła do rozwidlenia. Poszedłem w swoją stronę, by jednak po pewnym czasie zatrzymać się, a nawet zacząłem zawracać. Dziś wiem, że jednak pójdę w swoją stronę. Kościół w Polsce nie jest moim Kościołem.

„Przez rok doświadczyłem jeszcze większego mroku. Największą chorobą polskiego Kościoła jest jego (przykro to przyznać) duchowieństwo, np. franciszkanie w samochodach za 100 tys. Franciszek ma rację we wszystkim co głosi…”

„W Monachium jest Polska Parafia, przychodzi tysiące ludzi. Wiele razy spowiadałem w kościele św. Józefa. Polacy, którzy jak setki tysięcy innych, w innych krajach, zobaczyli inny świat. A mimo wszystko przychodzą w niedziele do kościoła. Powietrze którym oddychają ich nie zdegenerowało!!! Teraz jednak widzą więcej, ‚widzą lepiej’ i widzą też ile ran przynieśli ze sobą, ile obrazów Kościoła nie takiego, w którego wiarę wyznają w Credo. Czasem powody tych zranień były zupełnie banalne, np.: ksiądz prostak, który na kolędzie zapomniał zapytać jak sobie radzą, a kopertę ze stołu zabrał, i nie zapytał czy może…

„Czcigodny Ojcze! Więcej zaufania! Nic nie zaszkodzi Kościołowi. Nawet ‚bramy piekielne’. A pewne zniekształcenia życia chrześcijańskiego muszą być leczone. Zamiatanie pod dywan nikomu nie służy. Niestety, fakt, że wpisuję się tutaj, moje ‚niedobre imię’ może tylko pomniejszyć wartość słów Ojca. Jest Ojciec synem św. Franciszka, misjonarzem, kapłanem i teologiem. Waga tych refleksji musi być wzięta pod uwagę. Dziękuję Bogu, że Ojciec po prostu jest!”

O. Kasper Mariusz Kaproń od otrzymania święceń kapłańskich przed dwudziestu laty, praktycznie cały czas pracuje zagranicą – od 2011 r. na misji w Boliwii. Widać z boliwijskiej dżungli lepiej widać kondycję polskiego kościoła. Franciszkanin tak podsumowuje ten stan rzeczy:
„Po odwiedzeniu kilku miejsc w Polsce jestem pełen podziwu dla osób zaangażowanych w życie Kościoła. Dzisiaj być katolikiem w Polsce jest zadaniem o wiele trudniejszym niż być katolikiem w takiej mojej Boliwii.

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Jeden Komentarz

  1. Sława RudaWeb – po pierwsze, taksa w jedną stronę, – oni zwolnienia z danin otrzymali, natomiast prawo łupienia przezucili 1000 lat temu na chłopstwo, tym samym pieczetując jeden z najkrwawszych systemów wyzyskiwania i niewolenia narodu. Za Dobre słowa, nawet po M nie walą, niech lepiej zrzuci szaty i idzie orac pole – na zdrowie mu wyjdzie, i nie będzie sobie musiał zawracać głowy mięsem armatnim w Polsce.
    Nie ważne jakie mieso na stół ofiarny rzucą, wiedzą, że amatorzy tego mięsa zawsze się znajdą – dobrze by było, ale to jest taki bitcoin w ich udziale – sprzedają trefną usługę, za co otrzymają nie małą ludzką pracę w przeliczeniu na konkretną kasę, która wyparowuje w tempie kosmicznym, wyssana przez Korpowatykański bank.
    I tak drogie dzieci, zamiast nowoczesnych szkół, pozostaje Wam nadal wstrętna i obskurna sala, lub zdezolowana sala gimnastyczna, a jeśli jest nowa to za inną kryptoprzekręt lewacki – fundusze unijne – Dzieci morał taki – nic nie ma za darmo – a aktualnie Dobra zmiana jak i 72lata postkomunizmu katolickiego robią wszystko, aby i to Wam zabrać. Bo jakoś KorpoWatykan – nie zrzekł się jako istota duchowa, sporych kwot finansowania z budzetu Państwa i sam tego nie uczyni – dopóki ludzie sami nie podziękują.
    Cisną się dużo mocniejsze słowa – ale i te są na tyle cierpkie i mocne, że każdy Wolny Obywatel wie, że to jest jawne oszustwo i wyłudzanie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *