Gość w dom, Bóg w dom?

wigilia-2

Obśmiałam się jak norka 🙂 Jak co roku z okazji świąt „Bożego Narodzenia” ludzie bawią się w tradycję. Tradycją jest m.in. puste miejsce przy wigilijnym stole. Radio ZET sprawdziło jak to wygląda w praktyce.

Wigilijna kolacja. W tle obowiązkowo słychać kolędy pełne słów wyrażających miłość do Jezuska i ludzkości, czułość, współczulność. Stół przykryty białym obrusem, pod nim sianko, na nim dwanaście potraw. Obowiązkowo opłatek – symbol ciała Chrystusa. W wielu domach przed tym uroczystym posiłkiem czyta się pismo święte. Na stole dodatkowe nakrycie – jedno wolne miejsce, jeden pusty talerz dla wędrowca, dla samotnego człowieka, bo podobno w wigilię nikt nie powinien być sam i nikt nie powinien być głodny (rozumiem, że przez resztę roku samotni i głodni niech się odwalą – przepraszam, zjedzą jeszcze śniadanie wielkanocne). Skąd biorą się tradycje i co rzeczywiście oznaczają – pisaliśmy kilka dni temu tu.

Przypomnijcie sobie teraz wszystkie swoje wigilie i opowieści o wigiliach waszych bliskich i znajomych oraz znajomych znajomych. Czy kiedykolwiek, ktokolwiek wpuścił nieznajomego wędrowca (w dzisiejszych czasach po prostu zupełnie obcego człowieka) pod swój dach i posadził go przy wigilijnym stole? Nigdy nie słyszałam o takim przypadku. Tak, wiem. Nie było takiej sytuacji, bo nikt nie prosił o taką przysługę. A gdyby poprosił? Co zrobiliby katolicy zostawiający to puste miejsce przy stole – w domyśle: gotowi na przyjęcie niespodziewanego gościa?

Radio ZET postanowiło sprawdzić co by z tego wynikło. Obejrzyjcie krótki i jakże wymowny materiał. Tak właściwie nie wiem czy się śmiać, czy płakać nad hipokryzją i „miłosierdziem”. Znalazła się tylko jedna osoba gotowa wpuścić pod swój dach obcego, mimo strachu. Reszta w mniej czy bardziej wyszukany sposób wysłała przez domofon prosty komunikat: „Odpierdziel się”.

Tak, ja też nie posadziłam nigdy obcej osoby przy wigilijnym stole, bo nikt mnie nigdy o to nie poprosił. Co bym zrobiła? Nie wiem. Wszystko zależy od tego, jaki głos usłyszałabym w domofonie, jakie ten „wędrowiec” zrobiłby na mnie wrażenie (cham? grzeczny?), ale sądzę, że byłabym gotowa tego kogoś wpuścić. Dlaczego tak myślę? Bo zdarzyło mi się gościć w domu przez kilka miesięcy pewnego mało mi znanego człowieka, bo uznałam, że rzeczywiście tego potrzebował. No ale ja jestem niewierząca 🙂

Więcej moich przemyśleń o hipokryzji katolików można poczytać tu „Święta, święta… święty czas hipokryzji” i tu „Co wynika z deklaracji, że jest się katolikiem?”

FOTO: pl.freeimages.com

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

RudaWeb

Komentarze: 2

  1. Zwyczajnie było to miejsce poświęcone przodkom tj duchowi . Takoż stół uprzątano dopiero dnia następnego aby przygodne duszyczki mogły się pożywić. Czyli słusznie, nie wpuszczamy obcego, przodek mógłby się obrazić gdy ktoś swym cielskiem miejsce mu należne profanował.
    To samo mamy z progiem i siedzeniem witaniem i żegnaniem przezeń. Pod progiem ongiś praktykowano pochówki

  2. Kilka lat temu grupa studentów z bydgoskiej WSG zrobiła taki właśnie eksperyment, efekt był zbliżony do Zetowskiego.Sam swego czasu sponiewierany życiem odbyłem 2 miesięczną kloszardzię podóż po Europie, było to w 2002.Byłem w Niemczech,Holandi,francji i Włoszech.Było rok po WTC.Najżyczliwszymi ludźmi po drodze byli muzułmanie.W berlinie nie miałem gdzie się podziać to w parku zaprosił mnie do domu chłopak z Angoli.Mieszkaliśmy razem przez tydzień, prawie wcale nie rozmawialiśmy i wówczas zrozumiałem że każdy z Nas jest Słowem….w Rzymie natomiast szlajałem się 3 tygodnie.Buty tak śmierdziały ( było lato a ja miałem obów raczej w góry), że postanowiłem chodzić boso,spałem pod mostem z innymi „kloszardami” ,nie piłem alkoholu( z małym wyjątkiem, chciałem posmakować włoskiego i francuskiego wina).Wtedy poznałem Antonie, która jak zobaczyła takiego chudziaka boso, to zawinęła mnie do domu, dała rzeczy syna i zaprosiła na obiad.Wpadałem na obiad co 2 dzień, zawsze dawała mi parę euro żebym spał w jakimś hostelu, ale ja wolałem pod mostem…..pierwszy raz czułem się wolny.Miałem 22 lata i czułem , że do szczęścia mi jest potzrebne troszku zjeść i wypić, w cosik się ubrać, mieć kawałek dachu nad głową i….mieć jakieś towarzystwo.Te 2 miesiące to było bardzo ciekawe doświadczenie.Wyjeżdżałem z domu z Polski z 10 złotymi w kieszeni.Jechałem szukać pracy ,właśnie wyleciałem ze studiów u mojego rocznego wówczas syna zdiagnozowano mózgowe porażenie.Kiedy wróciłem cały i zdrowy do domu , uświadomiłem sobie, że cała moja podróż przebiegała tak jagdyby jakas „siła wyższa sprawowała nade mną pieczę.Jechałem przed siebie nie wiedząć gdzie, nie mając jakiegoś bliżej określonego celu a mimo to zawsze miałem co jeść gdzie spać czym pojechać.Jak wróciłem to zerwałem z kościołem, nie wyprawiałem wigili, miest tego mogłem w cichym mieszkaniu w bloku usłyszeć jak w alkoholowym amoku wydzieraja sie sąsiedzi, że „Bóg się rodzi..”:)-Bóg pewnikiem cieszył się okrutnie:).Zaprosiłem 2 razy w życiu bezdomnych do domu.Nakarmiłem ,obstrzygłem,ubrałem,dałem się wykąpać,wyposażyłem w niezbędny ekwipunek (w końcu miałem praktyczne doświadczenie) i mówię chłopaki mata dowody jedźcie sobie do Włoch ,Hiszpanii tam cieplej i chatę np. w Pirenejach można wytrzasnąć bo rolnicy opuszczają….Po 3 dniach spotkałem ich pod marketem pijanych, brudnych i żebrzących.Od tego czasu zwracam uwage na to komu pomagam.Sam przejechałem pół Europy i nie żebrałem bo nie piłem alkoholu.Paliłem za to dużo haszyszu i zielska.Z reguły dostawałem od marokańczyków ,tunezyjczyków i innych.Dorosły, zdrowy mężczyzna jest sobie w stanie poradzić w każdych warunkach.Pomagać to ja mogę dzieciom, niepełnosprawnym osobom starszym ale przestałem rozdawać pieniądze.Bezdomny na ulicy ,który pije alkohol zawsze wyda pieniądze na alkohol nie na jedzenie!!!Chciałbym jednak mieć przestrzeń,kawałek ziemi, na której mógłbym przyjmować ludzi, takich bezdomnych alkoholików też.Nauczyłbym ich dbać o siebie,stawialibyśmy domki z konopi takie małe, z tarasikiem i ogródkiem w którym uprawiali by jedzonko zdrowe i oczywiście konopie.Miast alkoholu leczyli by się ekstaktem z kwiatów.Przestała by ich napażać wątroba,przestały by boleć mięśnie i stawy w jelitkach by się poukładało i chłopaki by wyszli na ludzi, ba nawet by innym pomagać zaczęli…Hej Slovani Lachia na horyzoncie….zieloności na Nowy God pzdr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *