Sprawiedliwość po polsku – jak Kurd został islamskim terrorystą

ameer-2

Młody człowiek został zatrzymany w Krakowie. Dlaczego? Bo ma śniadą skórę. Błyskawicznie trafił do sądu i aresztu. Nie przedstawiono mu zarzutów. Grozi mu deportacja. Nie ma jak się bronić.

Ameer Alkhawlany jest w Polsce ponad 2 lata. Studiuje. Ma wszystkie wymagane zezwolenia na pobyt w naszym „tolerancyjnym” kraju. Uprzedzając tendencyjne pytania – nie wyznaje islamu. Jest ateistą. Na co dzień na wszelki wypadek stara się unikać kłopotów. Tym razem znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Śledząc tę historię trudno oprzeć się wrażeniu, że funkcjonariusze rujnując mu życie kierowali się wyłącznie kolorem jego skóry.

Rodzinny dom Ameera w jedną noc zniszczyło bombardowanie. Rodzina przeprowadziła się na wieś w Kurdystanie Irackim, by mieć szansę na przeżycie. Matka Ameera jest Kurdyjką, a ojciec Arabem. On sam czuje się Kurdem – oczywiście mówi po kurdyjsku, w dialekcie sorani. W myśl prawa międzynarodowego posiada paszport iracki. Warto wiedzieć, że Kurdowie to jedyny naród który konsekwentnie od lat walczy z islamistami i jest sprzymierzeńcem USA i koalicji międzynarodowej walczącej z dżihadystami. Ameer studiował ochronę środowiska na irackim uniwersytecie. W tej sytuacji wybrał dalsze studia w „spokojnym i tolerancyjnym” kraju, jakim miała być Polska. Od ok. 2 lat uczy się i pracuje w Krakowie. Jaki miałby powód, żeby zniszczyć sobie życie? Przecież znalazł tu spokój. Jego polscy przyjaciele i współlokatorzy mówią o nim, że jest do znudzenia przykładnym studentem: uczelnia, praca, dom. Czasem – jak każdy młody człowiek – spotyka się towarzysko na piwku.

W dniu „czarnych marszy”, czyli w poniedziałek, młody doktorant znalazł się w centrum Krakowa. Na ul. Sławkowskiej wylegitymowali go funkcjonariusze Straży Granicznej, mimo, że nie dał ku temu żadnego powodu. Dlaczego podeszli właśnie do niego? Bo ma inny kolor skóry? Cóż wylegitymować można każdego, ale to co stało się dalej zakrawa na kpinę z „państwa prawa”. Ameer nie stawiał oporu. Został natychmiast przewieziony do sądu, gdzie odbył się kuriozalny 10-minutowy „proces”: bez obrońcy, nie przedstawiono mu zarzutów, za to wydano „wyrok”: błyskawicznie zapadła decyzja o umieszczeniu go w Strzeżonym Ośrodku dla Cudzoziemców w Przemyślu. Ma tydzień na odwołanie od decyzji o areszcie i 14 dni na odwołanie się od decyzji o deportacji. Jeśli się nie odwoła – zostanie deportowany. Jeśli się odwoła – i tak nie wiadomo jak ta historia się skończy. Do rodziny łaskawie pozwolono zadzwonić dopiero we wtorek. Zanim rodzina skontaktowała się z UJ i ktokolwiek usłyszał o sprawie minęły kolejne dni. Jak Ameer sam ma się odwołać od decyzji o deportacji, skoro słabo mówi po polsku, nie zna polskich procedur prawnych, a dotychczas nie dopuszczono do niego prawnika? To kpina z prawa. Teoretycznie ten człowiek ma możliwość działania, ale w praktyce mu ją uniemożliwiono. Deportują więc go do kraju w którym trwa wojna, a on nawet nie wie za co, bo – jak już pisałam – zarzutów mu nie przedstawiono.

Na wyborcza.pl czytamy: „Dotarliśmy do postanowienia o umieszczeniu Irakijczyka w ośrodku w Przemyślu. Sąd pisze w nim, że powodem był wniosek szefa ABW o zobowiązanie Ameera do opuszczenia Polski. „Podstawą wydania decyzji była taka okoliczność, że zachowanie cudzoziemca stanowiło zagrożenie dla bezpieczeństwa Rzeczpospolitej Polskiej” – uzasadnił sąd. O jakie zagrożenie chodzi, nie precyzuje, zasłaniając się klauzulą tajności materiałów zebranych przez ABW. Areszt sąd uzasadnia z kolei obawą ucieczki Ameera oraz „względami obronności”.”

Ucieczki do kraju w którym toczy się wojna? Czy niby gdzie? Rozumiem, że żyjemy w czasach, kiedy wszyscy drżą na myśl o uchodźcach utożsamianych z terroryzmem, ale może nie dajmy się zwariować? Zrobiono z niego terrorystę, mimo, że nie dał ku temu żadnego powodu. Na profilu „Reaktor” na Facebooku zamieszczono fotkę artykułu prasowego pod tendencyjnym tytułem „Doktorant z Iraku zagroził Polsce?”

14563328_1078847208889630_203005629232943405_n

Równie bezkarnie można jakiś artykuł zatytułować „Jarosław Kaczyński jest agentem Putina?” lub „Donald Tusk tajnym współpracownikiem masonów?” No kto się przyczepi? Przecież to pytanie, a nie stwierdzenie, a pytać wolno o wszystko. Znak zapytania służy obronie gazety przed prawnikami, ale nie ma znaczenia dla czytelnika, który po lekturze opowie znajomemu: „Słyszałeś o tym Irakijczyku – terroryście?” Tak wydawcy w mediach manipulują opinią publiczną, sieją strach i powodują, że każdy kolejny „śniady” idący ulicą nie może czuć się bezpiecznie w naszym kraju. Wstyd. Na dodatek pod tytułem sugerującym, że ten człowiek jest terrorystą zamieszczono JEGO ZDJĘCIE oraz imię i PEŁNE nazwisko. To zgodne z polskim prawem? Przypomnę: nie postawiono mu żadnych zarzutów, a przynajmniej nie są one znane. Jak zareagują później przechodnie na Jego widok?

Ameer to naukowiec zajmujący się globalnym ociepleniem Ziemi na studiach doktoranckich. Na Uniwersytet Jagielloński, na anglojęzyczne międzynarodowe studia magisterskie, trafił dwa lata temu. Na wyborcza.pl czytamy: „W tym roku obronił pracę magisterską na Wydziale Biologii i Nauk o Ziemi. Uzyskał nawet stypendium polskiego rządu i postanowił kontynuować naukę w Krakowie. Został przyjęty na studia doktoranckie na UJ na tym samym wydziale. Prowadzi projekt dotyczący globalnego ocieplenia.
– Dla mnie to wszystko jest niepojęte – nie wierzy w to, co się stało z Ameerem, jego promotor prof. January Weiner, wykładający w Instytucie Nauk o Środowisku Uniwersytetu Jagiellońskiego. Młody Irakijczyk pisał pod jego kierunkiem pracę magisterską. – Był jednym z moich najlepszych studentów. Chciałem nawet, by pomógł mi w ćwiczeniach terenowych w najbliższą sobotę – podkreśla prof. Weiner.
W zainteresowaniach Ameera leżały chemia analityczna, ekologia, nauki przyrodnicze. Wcześniej studiował ochronę środowiska na irackim Uniwersytecie Diyala w Bakubie niedaleko Bagdadu. Ameer przebywa w Polsce legalnie. Ma zgodę na pobyt do stycznia 2017 roku i miał go przedłużać. Jesteśmy w posiadaniu kopii decyzji wojewody przedłużającego mu w sierpniu pobyt o kolejne pół roku. Ameer na pewno miał ze sobą legitymację UJ, może nie miał innych dokumentów, które od niego wymagano – zastanawia się profesor.”

Przyjaciele Ameera stanęli w Jego obronie, bo nie wierzą by był jakimś wydumanym zagrożeniem, ani nie mają jakichkolwiek podstaw by w to wątpić. Na Facebooku utworzyli wydarzenie pod hasłem „Solidarni z Ameerem! Stop represjom na tle rasowym”, gdzie czytamy: „Uważamy, że to co spotkało Ameera jest bulwersującym przypadkiem dyskryminacji na tle rasowym. Dlatego też w niedzielę 9.10.2016 r. o godzinie 15:00 spotykamy się przed budynkiem Sądu Okręgowego w Krakowie, aby wyrazić swoje oburzenie co do wyroku ,,wymiaru sprawiedliwości” i okazać solidarność z zatrzymanym.” 

W jego obronie stanęli też wykładowcy z UJ publikując słowa solidarności ze „śniadym” na Facebooku.

Trudno byłoby mi uwierzyć w całą tę historię, ale… zdążyłam poznać Ameera osobiście. Mieszkam w Polsce od zawsze i „trochę” kuriozalnych sytuacji widziałam…

Ameer, mimo wszystko wierzę, że wszystko skończy się dobrze. Mam nadzieję, że „poprawni politycznie”, zapewne chrześcijańscy i miłosierni funkcjonariusze opamiętają się… Albo w końcu przedstawią uzasadnione zarzuty. Wierzę, że Polska jest jednak tolerancyjnym krajem. Obrońcy życia – do boju. Wykażcie się miłosierdziem wobec niewinnego, któremu państwo polskie wciąż nie powiedziało czym zawinił.

FOT: archiwum prywatne

Dalszy ciąg tej absurdalnej historii w kolejnym wpisie „Wysłali ateistę do meczetu – kompromitacja ABW

AKTUALIZACJA  10 PAŹDZIERNIKA:
W manifestacji wzięło udział kilkadziesiąt osób wszyscy wspierają Ameera i apelują by go uwolnić lub choćby odtajnić o co jest oskarżony. Ameer ma już prawnika – jego sprawą zajął się mec. Marek Śliz. Polecam wywiad na krakow.wyborcza.pl. Oto fragment:
„Pan, jako obrońca, również nie ma dostępu do części niejawnej materiałów?
Mec. Marek Śliz: Niestety, nie mam. (…) Nie mając dostępu do materiałów niejawnych, jak skutecznie mamy się odwołać się od tej decyzji, nie wiedząc, w oparciu o co stawia się tak poważne zarzuty Ameerowi? To nie jest normalna sytuacja. Moim zdaniem prawo do obrony jest w tym przypadku zdecydowanie ograniczone. (…) Gdyby był terrorystą, inaczej by z nim postąpiono. A na pewno nie moglibyście panowie zadzwonić do ośrodka, gdzie przebywa, poprosić go do telefonu i swobodnie rozmawiać. (…) Dla niego ta decyzja jest jak wyrok. On to powiedział w sądzie: że dostał stypendium, co określa jako „złotą szansę, która drugi raz mu się nie powtórzy”. Człowiekowi zrobiono krzywdę.”
AKTUALIZACJA  13 PAŹDZIERNIKA:
,,Wydalenie Irakijczyka bez prawa do obrony narusza prawa człowieka”. Opinia wydana przez Helsińską Fundację Praw Człowieka.

List otwarty pracowników UJ w obronie Ameera Alkhawlany.

Rzecznik Praw Obywatelskich podjął z urzędu dwie sprawy dotyczące cudzoziemców.

 

AKTUALIZACJA  17 PAŹDZIERNIKA:

Uwolnić Ameera! Pikieta przed sądem.

20 października, w godz. 9 – 10.30, przed Sądem Okręgowym w Krakowie, przy ul. Przy Rondzie 7, odbędzie się trzecia pikieta w obronie Ameera, na którą zapraszają organizatorzy:

„20.10.2016 r. – to data rozprawy, która dla Ameera Alkhawlany’ego może stanowić być czy nie być w kwestii opuszczenia aresztu, w którym przebywa obecnie bez podania zarzutów i przyczyny zatrzymania. Mamy uzasadnione przypuszczenia, że cała sprawa może być „karą” za odmowę szpiegowania dla ABW: Ameer był wielokrotnie naciskany, aby zdobyć różne informacje na temat zupełnie obcych mu osób (przyczyny pobytu w Polsce, wyznanie oraz ilość pieniędzy na koncie i inne). Za skandaliczne i bezprawne uważamy narzucanie takich „zobowiązań” na osobę, która przyjechała do Polski studiować, a fakt że sprawa zakończyła się aresztem i decyzją o deportacji przeważa szalę absurdu poza skalę.
Dlatego też właśnie tego dnia zapraszamy Was na trzecią już pikietę w sprawie Ameera, który bezpodstawnie i w sposób łamiący prawa człowieka został zatrzymany, a wkrótce ma zostać deportowany do kraju, gdzie obecnie trwa wojna. W trakcie zgromadzenia pragniemy zachęcić sąd do przeprowadzenia tym razem uczciwego procesu oraz wyrazić solidarność z nieobecnym tego dnia Ameerem (sąd zdecydował, że zatrzymany nie będzie miał możliwości pojawienia się na swojej rozprawie).

Zdajemy sobie sprawę, że termin nie jest najdogodniejszy i nie będzie odpowiadał sporej ilości osób, ale w imieniu swoim i Ameera prosimy – przyjdźcie i powiedzcie stanowcze ,,NIE” łamaniu praw człowieka.”

 

DALSZE LOSY AMEERA MOŻNA ŚLEDZIĆ NA FACEBOOKU: wydarzenie „Solidarni z Ameerem! Stop represjom na tle rasowym” lub przez profil: „Reaktor”.

 

Z BIURA PEŁNOMOCNIKA RZĄDU REGIONALNEGO KURDYSTANU W POLSCE Z SIEDZIBĄ W WARSZAWIE OTRZYMALIŚMY TAKĄ INFORMACJĘ: 

„Jako pracownik Przedstawicielstwa Rządu Regionalnego Kurdystanu w Polsce pragnę sprostować jedną ważną informację zamieszczoną w artykule na Państwa portalu „Sprawiedliwość po polsku – jak Kurd został islamskim terrorystą”. Pan Ameer nie jest Kurdem. Stwierdzamy to na podstawie informacji, które posiada nasze przedstawicielstwo i dodatkowo na podstawie telefonicznego rozeznania wśród Kurdów. Pomyłka może się brać z faktu, że Pan Ameer pochodzi z terenów Kurdystanu, które jednak zostały zarabizowane za czasów Saddama Husajna. Nie polemizuję z wątpliwościami dotyczącymi powodów i sposobu zatrzymania Pana Ameera (…).”

 

Jeśli masz ochotę – zapisz się na ukazujący się raz w tygodniu newsletter informujący o nowych wpisach na naszym blogu. Wystarczy przysłać e-mail z hasłem NEWSLETTER w tytule na adres: rudaweb.pl@gmail.com

 

RudaWeb

10 Comments

  1. Normalny, zwyczajny facet z dużym poczuciem humoru i dystansem do siebie. Kolega z którym szło się na piwo (chyba, że były egzaminy)..Studiował po angielsku, ale uczył się polskiego. Bardzo bym chciał wiedzieć za co został aresztowany?

    • W odpowiedzi na tak postawione pytanie muszę zapytać: czy każdy Polak to katolik? Poza tym Ameer jest ateistą – co wyraźnie podkreśliłam w tekście.

  2. ” Od lat uczy się i pracuje w Polsce” i „Jak Ameer ma się odwołać od decyzji o deportacji, skoro niemal nie mówi po polsku”, kilka lat nie wystarczyło aby nauczył się po Polsku? to w takim razie jak napisał i obronił pracę magisterską?

    • Dwa lata studiów magisterskich i początek studiów doktoranckich to trochę krótko by swobodnie mówić po polsku, tym bardziej, że zajęcia na jego kierunku odbywają się w języku angielskim, bo to studia anglojęzyczne.

    • Wielu urodzonych w Polsce Polaków nie umie napisać czterech słów bez błędu. Tym bardziej szanuję ludzi, którzy starają się uczyć naszego trudnego języka, a przede wszystkim zostawać w tym biednym, szarym i opętanym chorobą nienawiści kraju. Powodzenia Ameer!

    • Oczywiście po Angielsku. Od lat uczę się i pracuje w Danii i języka nie znam. Tylko trochę, to nie wystarczy żeby się odwołać. Studiuje po angielsku.

  3. Jestem poprostu zszokowany tym jak potraktowano tego młodego, ciężko pracującego człowieka który nie szkodzi nikomu. Jak tak mozna . Wstydzę się że jestem Polakiem w takich momentach. Mam nadzieję że osoby odpowiedzialne za to będą płacić cenę do końca swojego życia.

  4. Rozumiem sprawę; mój , od 34 lat, mąż, też się nieco scuwał przed fanatykami „Dobrej zmiany”. Bo tez sniadość to jego wielki i niewybaczalny grzech.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *