Ucieczka przed obcym systemem do źródeł Arii

W niewoli

Jeśli zdaje się Wam, że jakikolwiek rząd będzie w stanie wyeliminować bezrobocie w ciągu przewidywalnej przyszłości, to mylicie się beznadziejnie. Nasz nowy wspaniały świat to ciągle rozszerzająca się przestrzeń ludzi zbędnych do produkcji dóbr konsumpcyjnych, a więc nieprzydatnych dla liberalnego kapitalizmu. Jeszcze wszyscy udają, że nie ma nic lepszego od wolnego rynku, ale im więcej go wprowadzają, tym bardziej zbliżamy się do neofeudalizmu.

U zarania starożytności demokracje plemienne zaczęły ustępować różnego typu królewiątkom, którzy dominowali nad wspólplemieńcami siłą i bezwzględnością, czyniąc z nich poddanych. Nastały wieki niewolnictwa. Teraz sprytni i pazerni książęta kapitału gromadzą coraz więcej dóbr w swoich rękach spychając innych do poszerzającej się strefy ubóstwa. Współczesnym feudałom pomaga w zniewalaniu bliźnich technologia. Dzięki komputeryzacji i robotyzacji ludzka praca jest coraz mniej potrzebna. Rynkowo przeciętny człowiek przestaje mieć wartość. Dotyczy to nie tylko najłatwiej zastępowalnych przez maszyny zajęć, jak proste prace fizyczne. Informatyzacja zaczyna oddalać w niebyt nawet tak odwiecznie pewne zawody, jak księgowość (przykłady zawodów ginących w USA). Ważniejsze stają się pieniądze, za które można kupić dowolną ilość maszyn. Praca ludzka staje się za droga i za mało wydajna.

Tak więc nie będzie lepiej, bo droga rozwoju, którą szedł świat zaczyna się urywać. Pomimo ciągle rosnących budżetów socjalnych i rozluźniania rynku pracy nie ma szans na utrzymanie obecnego poziomu zamożności społeczeństw w obecnym systemie. Jego siła napędowa to bowiem zdolność jednostek do tworzenia i zwiększania konsumpcji. Jeśli klasa średnia zanika i biedni stają się coraz biedniejsi, a coraz szybciej bogaci się zaledwie kilkuprocentowa warstwa monopolistów kapitału, to nie ma szans na utrzymanie rynków zbytu tak pojemnych, jak do tej pory. Wąskie gardło popytu będzie się więc zwężać coraz bardziej z powodu wysysania kapitałów przez nieliczną grupę najbogatszych feudałów pieniądza. Magazyny fabryk będą coraz bardziej zapchane niesprzedawalnymi towarami, praca wytwarzających go robotników będzie coraz mniej potrzebna, powiększą oni klasę nieprzydatnych rynkowi bezrobotnych lub śmieciówkowych pariasów, zmniejszając i tak szybko szczuplejącą grupę konsumentów.

Jednak nie przestaną być ludźmi. Będą mieli dalej swoje potrzeby ciała i duszy, których nie będą w stanie zaspokoić. To może stać się największym źródłem frustracji i gniewu, a w konsekwencji destrukcji ziemskiej cywilizacji w obecnej postaci. Dzieje ludzkości zatoczyły koło wskazujące, że pazerność na dobra materialne najpierw mobilizuje do rozwoju, a następnie burzy ten proces. Czy więc czas na powrót do demokracji plemiennej?

Tak i nie. Tak, bo demokracja bezpośrednia może okazać się jedyną metodą na rozładowanie narastającej beznadziei społeczeństw biedaków, bez uciekania się do terroryzmu i rewolucji. Nie, bo sama możliwość wyboru władz nie zlikwiduje przyczyn degeneracji systemu. Da jedynie doraźny wentyl bezpieczeństwa. Przez lokalne głosowania i ogólnonarodowe referenda warto przeprowadzić program, który zbuduje system w pełni demokratyczny, czyli realizujący potrzeby biednej większości, a nie bogatej elity.

Coraz więcej ludzi będzie pozbawionych pracy nie tylko przez pazerność neoliberalizmu (wolnego rynku), ale także przez rozwój technologii (komputeryzacja i robotyzacja). Warto zastanowić się nad powrotem do ludowładztwa w stylu federacji Lehów (przodków Polaków i innych zachodnich Słowian oraz pokrewnych ludów indo-irańskich) – wiece lokalne i ogólnopolskie – o tyle łatwejsze współcześnie do zorganizowania, że mamy Internet. Będą więc e-głosowania.

Że to naiwne, że socjalizm utopijny itp.? Tak można było myśleć do niedawna, dopóki nie pojawiła się kurdyjska Rożawa. Wystarczy sprawdzić w Wiki, albo dla rozszerzenia tła spojrzeć tu: Rożawa, przemilczana część Syrii.

Otóż terytorium z demokracją bezpośrednią, z autentyczną swobodą religijną, z równorzędną rolą kobiet w samym środku Bliskiego Wschodu, wytrzymuje zmasowane ataki islamistów wszelkiej maści i lokalnego mocarstwa – Turcji. Odcięta od dostaw żywności i energii potrafi oprócz dwóch i pół miliona swoich obywateli wyżywić dalsze ponad dwa miliony uchodźców. Na dodatek całe to towarzystwo arabsko-muzułmańskie, asyryjsko-chrześcijańskie i kurdyjsko-różnowiercze (a nawet jednostkowo laickie) współpracuje i pokojowo, i militarnie.

Można przetrwać bez współczesnej formy zhierarchizowanego państwa i budować gospodarkę bez korporacji? Można! Trzeba mieć tylko wolę rzeczywistego zgodnego, współistnienia bez żądzy władzy nad innymi i – jak to się mądrze pisze – kreowania kapitału. Zamiast tego trzeba zastanowić się nad dochodem gwarantowanym (jak w Finlandii), to jednak zakłada istnienie systemu podatkowego. Tymczasem w Rożawie co prawda nie ma podatków, ale nie ma też banków. Jest za to zdeterminowana 80-tysięczna armia obywatelska i 30-tysięczna milicja. Bronią one granic enklawy normalności w pozornie nierozwiązywalnym węźle Lewantu. Może dlatego, że Kurdowie to nie Semici, tylko Indoeuropjczycy – jak Polacy. Zresztą w naszych językach jest ponad 200 podstawowych słów o takim samym lub podobnym znaczeniu i brzmieniu. Zaś pierwotne wierzenia były związane z Awestą, ta z Wedami, a Wedy to ślad aryjskiej Wiedzy. Jej strażnikami były u nas Wiedźmy i Wiedźmini (posiadający Wiedzę), dopóki miłosierni chrześcijanie nie wyplenili ich topiąc i paląc. Przy okazji popalili świątynie oraz starożytne pisma Lehów i Wedów.

Trzeba więc wrócić do aryjskich źródeł – racjonalnych oraz jednocześnie indywidualistycznych i empatycznych wobec bliźniego. Wtedy może się udać.

(Fot. freeimages.com)

RudaWeb

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *